Nie taki dwulatek straszny, jak piszą o tym w internetach i  wszelkich gazetach dla mam. Poważnie. Sama byłam zdziwiona. Zewsząd atakują nas teksty o zbuntowanych dwulatkach, które żyć w spokoju nie dają, spędzają nam sen z powiek i doprowadzają matkę do furii. Tak naprawdę jednak z psychologicznego punktu widzenia dziecko w okresie 2 latek przeżywa spokojny okres pewności, co oznacza jedno  -  błogosławiony spokój.

Gdy Majeczka miała dwa latka była wspaniała. Spokojna, uśmiechnięta, chętnie współpracująca. Patrzyłam na nią i myślałam, że mam cudowną istotkę w domu. Wszyscy wokół trąbili o dzieciach, które urządzają sceny, kładą się na chodniku. No jasne, moje dziecko  mówiło nie, samo na to słowo reagowało płaczem, podkreślało swoje zdanie, ale nigdy nie robiła tego w sposób "niegrzeczny" czy budzący moje zdziwienie. Nie było wrzasków, pisków, marudzenia, rzucania. Był płacz niezgody i nieco nerwów, ale wszystko się wyciszało. Zapanowała równowaga. Maja sama unikała rzeczy, których nie potrafiła, skupiała się na tym, co już osiągnęła i doskonaliła nabyte umiejętności. Nie musiałam jej stale pilnować.

Miałam wrażenie, że Maja "bunt dwulatka" przeżyła o wiele wcześniej. I wiesz co? Oczywiście, że tak. Bo bunt dwulatka nie istnieje. Wystarczy sięgnąć po mądrą, psychologiczną literaturę napisaną przez fachowców. Dziecko stale przeżywa okres równowagi i nierównowagi. Powiesz co ma wiek dziecka, do jego etapów rozwoju, przecież każde rozwija się własnym tempem. Oczywiście. Ale te różnice nie są aż tak wielkie. Każde musi przejść przez te same etapy. Każde w innym tempie, ale w tej samej kolejności.

Większość mam, mając 18- sto miesięczne szkraby, mówi mi, że ich dziecko wchodzi w okres buntu dwulatka. Otóż nie. Po prostu na okres 18 m-cy przypada  okres nierównowagi. Kształtuje się to niczym spirala, bo z wiekiem 2 lat znów sięgamy po spokój i gdy tylko wydaje nam się, że już będzie dobrze przychodzi kolejny ciężki okres 2,5 roku. Harmonia na 3 latka, uwewnętrznienie na 3,5 roku, żywiołowość na 4 latka i niepokój na 4,5 i  tak do 10 lat, a dalej... no nie idźmy aż tak daleko.

U nas sprawdziło się to w stu procentach. Między półtora roczku, a dwoma latkami było dość ciężko. Ale rozumiejąc, że dzieci tak mają, że po każdym sukcesie przychodzi chwilowe cofnięcie i nie jest to żaden objaw złośliwości, idzie przetrwać. U nas naprawdę poszło gładko. Starałam się po prostu Mai nie odmawiać. Nie oznacza to, że jej dosłownie nie odmawiałam. Starałam się nie  używać tego słowa. Dawałam jej wybór, czasem odciągałam jej uwagę. Ograniczałam polecenia do minimum i stosowałam raczej barierę fizyczną, a więc ograniczałam miejsca i sytuację, w których mogłoby dojść do konfliktu.

Półtoraroczne dziecko zwykle robi wszystko na odwrót. Nie jest w stanie reagować na polecenia. Psychologowie zawsze podkreślają, że do dziecka należy się zwracać na jego poziomie emocjonalnym. Nie jest to łatwe. Często o tym zapominamy, zwłaszcza gdy nasze dziecko już chodzi i dużo mówi - zdaje nam się, że to mały człowieczek. Tymczasem psychicznie ten mały człowieczek potrzebuje jeszcze sporo czasu na  to by dojrzeć.

Z wiekiem dziecko jest coraz większe, ale to nie idzie w parze z byciem coraz lepszym. Przynajmniej psychicznie. Dążenie do rozwoju, ku naszej zgryzocie, nie przebiega zbyt stabilnie. Momentami czujemy, jakby nasze dziecko zrobiło krok w tył. To naturalny etap regresji, który niektórzy nazywają buntem. Ale dziecko się nie buntuje, ono zaczyna być siebie bardziej świadome, chce o sobie samostanowić.

Co jest najważniejsze? Wiedza oraz świadomość, że po każdej burzy wychodzi tęcza i na odwrót. W każdym z tych okresów znajdziecie pozytywne, jak i negatywne cechy. Bowiem każdy okres nierównowagi przynosi w końcu nową umiejętność i pokonanie jakiś lęków. Wychowując dziecko trzeba być sprytnym lisem, stale się dopasowywać i mieć w sobie morze zrozumienia, ocean spokoju i niebo empatii. Nie raz będziesz się wściekała, wychodziła z siebie i stawała obok. Nie raz i nie dwa będziesz się czuła bezradna i bezsilna. Będzie brakowało Ci sił i będziesz miała serdecznie dość. A potem to małe przyjdzie i zapyta: Mamo złościsz się na mnie? Przepraszam! I wszystko pęknie.
 


Nadchodzą Święta, a mnie wokół wszyscy dopytują, co bym chciała dostać pod choinkę. Tymczasem ja mam kompletną pustkę w głowie. Poważnie. Nie wiem. Lista moich potrzeb jest dość spora, ale przecież nie będę pisała do Mikołaja bym przyniósł mi biustonosz do karmienia prawda? Hmnnn... chyba naprawdę stałam się minimalistką, bo naprawdę ciężko, bardzo ciężko w tym roku było mi pisać list do Św. Mikołaja. Bardzo, ale to bardzo długo myślałam nad prezentami.

Jestem w ciąży. Nie potrzebuję zatem żadnych kosmetyków. Większość mnie uczula lub drażni zapachem. Skoro już jesteśmy przy zapachu to perfumy tez z góry odpadają. Lwia część pomysłów dla kobiet zatem idzie do kosza. Co bym zatem w tym roku chciała znaleźć pod choinką? Niezmiennie...

1. ZEGAREK - wiem, wiem truję o tym już od 3 lat - był i w zeszłorocznej wist liście, a nawet 2 lata temu, no ale nadal go nie mam. Stwierdziłam jednak, że dobrze się stało, bo i gust mi się nieco zmienił. Stawiam na minimalizm, ponadczasową elegancję i prostotę. Poza tym zdecydowanie skórzany pasek, nie bransoleta. Musicie przyznać, że ten z CLUSE jest po prostu bajeczny.

2. ZŁOTE KOLCZYKI - pewnie myślisz, że ze mnie sroka, ale to nie prawda. Złoto zaczęłam nosić dopiero po ślubie. Moja kolekcja  jest bardzo, bardzo skromna i ogranicza się do prezentów kupionych przez męża, kolczyków jeszcze z komunii św. i tych pierwszych. Tak, ja wciąż mam swoje pierwsze kolczyki, kupione zaraz po przebiciu uszu. Uwielbiam minimalistyczną, delikatną biżuterię, a te cudne trójkąty będą idealnie pasowały to naszyjnika, który dostałam od Mikołaja rok temu.

3. 57th & 9th - czyli najnowsza płyta mojego ukochanego Stinga. Moja miłość do tego muzyka jest niezmienna od wielu, wielu lat.
Kocham go, kochałam i będę kochała. Uwielbiam ten głos. Na scenie muzycznej będą pojawiały się miliony następnych piosenkarzy, ale nikt nie poruszy strum mojego serca, jak Sting.  

4. PLANNER - kalendarz czy też organizer. Jak kto zwał. Potrzebuję. Żyć bez tego nie umiem. Codziennie zapisuję miliony karteczek, co zrobić, co kupić, pomysły na prezenty, pomysły na posty, na zdjęcia, na weekend, listy zakupów, listy zadań, do kogo zadzwonić itp. Nie zapiszę, nie pamiętam. A ten od MADAMY jest obłędny i taki pozytywny.

I tu moje pomysły się skończyły więc z pomocą przychodzą oczywiście ...

5. KSIĄŻKI - Mój ukochany autor czyli Guillaume Musso i jego "Będziesz tam". Stara książka, ale ja nie z tych, co czytają tylko najnowsze bestsellery. Poza tym w tym roku przeczytałam aż 7 jego powieści i nadal chcę więcej. Do tego może właśnie "Hegge" czyli duńska filozofia szczęścia. Oczywiście moja lista nie jest wyczerpana, bo chętnie przytulę całą sagę Narnii, "Anioła do wynajęcia" Magdaleny Kordel czy Natalii Sońskiej "Mniej złości, więcej miłości" .... długo by wymieniać.

Więcej nie wymyślę. Naprawdę nie potrzebuję. Obowiązuje wciąż moja jesienna lista, z której udało mi się zrealizować tylko jedną rzecz - kupiłam książkę Kędzierskiej. Reszta nadal w strefie marzeń, więc może i tu znajdziecie jakąś inspirację: ciepły koc, śmieszne kapciochy, czy świeca to również idealny pomysł na prezent pod choinkę. Przynajmniej dla mnie.

A co jest na Twojej wish liście? Co byś chciała w tym roku dostać? A grzeczna byłaś??
 
 

Ile razy dziennie to powtarzacie? Bo ja czasem kilka. Tak, mam czasem dość siedzenia w domu z dzieckiem. Tak, mam czasem dość mojego dziecka. Tak, mam ochotę zrobić w ścianie dziurę a la Królik Roger. Tak, potrzebuję odpoczynku. Tak, potrzebuję odskoczni. Tak, mam nerwy. Nie byłabym normalna, gdybym nie odczuwała tych wszystkich emocji. Założę się, że Ty też tak masz.

Z miłością do dziecka jest podobnie jak z każdą inną. Przechodzi przez swoje etapy. Jest faza fascynacji i ślepego zauroczenia. Jest faza znudzenia i potrzeba odpoczynku. Jest też moment, gdy nagle dostrzegamy w nim wady (zwykle nasze własne - to właśnie nas najbardziej drażni). Ale jest też moment ponownego zauroczenia, euforii a także mądrej, dojrzałej miłości. Trochę to przypomina sinusoidę.

Tak jestem mamą na pełen etat. Nie oddałam dziecka do żłobka. Nie chciałam. Mam do tego prawo, jak i mam prawo do własnego zdania. Nie oznacza to, że neguję kogokolwiek, bo postąpił inaczej. Biorąc pod uwagę własne przekonania i potrzeby mojego dziecka, taka opcja wydała mi się najwłaściwsza i najmądrzejsza dla Nas. Nadal tak myślę. Jednak nie oznacza to wcale, że siedzę w domu i pachnę. Nie jestem też gorsza, bo się czasem wścieknę na moje dziecko, albo mam go dość.

Jasne, mamy które wróciły do pracy zawsze podają argument, że taka relacja jest zdrowsza. No może w waszym przypadku tak. Ja jednak nie wyobrażałam sobie widzieć mojego rocznego dziecka dwie godziny w ciągu dnia oraz rano na szybko, szykując się do pracy. Po prostu nie mogłam.

Oj Ty to masz fajnie, siedzisz w domu i robisz co chcesz. Nie masz żadnych obowiązków, ani stresów. Stop. I tu się mylisz. Nie maluję sobie paznokci, nie czytam książek i nie błądzę w necie. Moje dziecko mi nie odpuszcza na chwilę. Nawet teraz, gdy jestem w drugiej ciąży. Nie siedzę i nie pachnę. W zasadzie nie mam czasu usiąść. Ktoś może mi złośliwie powiedzieć chciałaś - masz. A jasne że mam - mam świetną więź z dzieckiem, łatwo jest mi je zrozumieć, znam je na wylot i niczego nie przegapiam. Widzę, jak się rozwija, jak co dzień pokonuje własne słabości i słyszę te wszystkie śmieszne "dorosłe" teksty, które puszcza. I jestem z tego faktu zadowolona. Bardzo. Kocham Maję nade wszystko.
Ale mam też prawo do zmęczenia, do marudzenia i do chwili odskoczni. To na mnie skupiają się wszystkie problemy, to ja muszę być na chodzie 24/7 - to mnie woła, gdy coś złego się stanie. Ty idziesz do pracy i przez chwilę zapominasz, ja nie mogę zapomnieć nawet na chwilę.

Jak siedzieć z dzieckiem i nie zwariować?


Wciąż zadaję sobie to pytanie, bo czasem mam wrażenie, że zwariowałam. Czasami chce mi się po prostu płakać i modlę się, by ktoś mi je zabrał choć na godzinę. Nie potrzebuję weekendów bez dziecka. Jestem na to zbyt rodzinna. Nie muszę się dziecka pozbyć. Nie korzystam z każdej dostępnej mi okazji. Muszę po prostu mieć coś swojego. Gdy więc do domu wraca mąż, czasem gdzieś wybywam (o ile mój stan mi na to pozwala) - wychodzę na zakupy, spotykam się z kimś, albo idę do kosmetyczki czy fryzjera. No sportów nie uprawiam. Części nie mogę. A te co mogę - bądźmy szczere, po całym dniu z szaloną i nieokiełznaną 2,5-latką, która jest gejzerem energii, będąc w ciąży, najszczęśliwsza jestem z książką w ręku, pod kocem i gorącą herbatą na stoliku. I właśnie o to chodzi. By mieć czas i chwilę dla siebie. By oddać czasem dziecko mężowi/dziadkom/koleżance. Z mężem bardzo często wychodzimy tylko we dwoje. Do kina, na spacer, na sushi. Lubimy ten czas dla siebie.

Staram się też zaangażować dziecko w swoje obowiązki. Uwielbia mnie naśladować, więc jej to ułatwiam. Gdy ścielę łózko, ścieli je ze mną. Gdy piekę coś w kuchni, pieczemy razem. Razem rozwieszamy pranie, razem ścieramy kurze. Co mam dzięki temu? Ano poprzez zabawę Maja się uczy, a ja mogę na spokojnie wykonywać swoje obowiązki. Dziecko jest wybawione, więc za chwilę będzie bawiło się samo (mogę odsapnąć przez kilka minut), a dodatkowo uczy się pomagać.

Gdy tylko zajmie się sobą, staram się nie wchodzić jej w paradę. Nie przychodzę, dopóki sama mnie nie zawoła - a wierz mi, to nie trwa długo. Robię to nie tylko dla własnego spokoju. Również dla niej. Dzięki temu polubi przebywać sama ze sobą. Rozwinie w sobie poczucie komfortu oraz samostanowienia. Co więcej, uruchomi wyobraźnię, bo sama zaczynie wymyślać sobie zajęcia. 
Mam wspaniałą sąsiadkę z synkiem w wieku Mai - chodzimy na wspólne spacery, a gdy pogoda nie rozpieszcza odwiedzamy się nawzajem. Dzieciaki bawią się razem, a my możemy poplotkować. Czas nam milej płynie - dzieciom również.

Mamo, nie daj się zwariować! Nie rób też z siebie matki Polki. Jeśli obrałaś drogę taką jak ja, daj sobie prawo do zmęczenia. Chcesz pomarudzić - napisz do mnie - serio - ja Cię zrozumiem. Pozwól sobie czasem myśleć, że masz dość swojego dziecka. Masz do tego prawo. Ono też ma Cię czasem dość. Gwarantuję Ci. I co najważniejsze: to jest normalne. Odpuść sobie. A czasem się porozpieszczaj. Porozmawiaj z partnerem - ważne by to on Cię rozumiał, doceniał co robisz dla rodziny i pozwolił, a  wręcz zachęcał, byś zrobiła coś dla siebie. Zdanie koleżanek nie jest ważne. One mają inne dzieci, innych mężów, inne życie, inne charaktery.
Prawda jest taka, że nie ma złotego środka. Są dni, gdy jest bardzo ciężko. A są dni, gdy wręcz pieje nad dzieckiem, jak nad niemowlakiem. Są dni, gdy uciekam by się zresetować, odżyć, złapać oddech, nabrać dystans. Ale za nic w świecie bym się nie zamieniła. Za nic w świecie bym jej nie oddała na dłużej niż jedna noc. I zawsze wracam do domu z radością, stęskniona, gotowa na następny dzień.
 
 

Listopad dobiega końca, a my nieuchronnie zbliżamy się do Bożego Narodzenia. Pozostał już niecały miesiąc. Tymczasem nagonka na konsumentów w sklepach trwa. Musisz to mieć, by Twoje Święta były radosne i pełne magii. Chcąc nie chcąc ulegamy tej presji. Wpadamy w kołowrotek. Odczuwamy coraz większą presję i nici z magii. Dlatego już w zeszłym roku zachęcałam Was do Świąt w rytmie slow. Tylko co to znaczy?

Ano bez ciśnienia, bez spiny, bez pośpiechu, bez nerwów. Tak się nie da? Gwarantuję Ci, że się da. Wystarczy, że wszystko sobie zaplanujesz dużo wcześniej, przemyślisz, podzielisz obowiązki. Potem już tylko na spokojnie będziesz realizować swoje cele krok, po kroku, bez nerwów i stresu. Boże Narodzenie to okres radosnego oczekiwania. Czas, gdy wszystko powinno zwolnić, gdy Ty powinnaś zwolnić i zacząć dostrzegać w tym wszystkim czystą magię, a nie przykry obowiązek. Właśnie poprzez spokój i brak pośpiechu. Kluczem do wszystkiego zwykle jest po prostu dobra organizacja oraz pozytywne nastawienie. Dużo luzu i dystansu.

W zeszłym roku na FACEBOOKU pod hasłem KEEP CALM IT'S ONLY CHRISTMAS, co dzień przypominałam Ci o ważnych sprawach do załatwienia, byś nie zostawiała ich na ostatni dzwonek. Byś się niepotrzebnie nie stresowała i mogła w pełni korzystać z uroków tego okresu. Dziś chciałabym właśnie jeszcze przed początkiem grudnia Ci o nich przypomnieć. Dodatkowo przygotowałam dla Ciebie niespodziankę, po raz pierwszy na SAVE THE MAGIC MOMENTS możesz darmowo pobrać grafikę ze ściągą, dzięki której w te Święta będziesz jeszcze lepiej zorganizowana. Kalendarz adwentowy dla dorosłych. Co Ty na to? 

SLOW CHRISTMAS

z SAVE THE MAGIC MOMENTS

 


Na czym to polega? Mam dla Ciebie listę zadań na 23 dni przed Wigilią, czyli począwszy od 1 grudnia. Zajrzyj i zobacz, czy faktycznie ułatwi Ci to życie? Krok po kroku będziesz się ze mną przygotowywała do Świąt. Bez stresu, bez spiny, czerpiąc to, co w tym czasie najpiękniejsze. Gotowa? To jedziemy - pod opisem znajdziesz plik do pobrania.
23 DNI DO WIGILII
 Sporządź świąteczną listę zadań  oraz określ realny budżet - po prostu usiądź z kartką i długopisem i zastanów się, co przed Świętami chcesz zrobić. Są osoby, które sprzątają dom od A do Z (ot taka tradycja), ale czy to naprawdę jest Ci potrzebne? Spisz listę i ustal z mężem, jaki budżet chcecie przeznaczyć na ten rok - Pamiętaj, że nie chodzi tylko o prezenty, ale ozdoby choinkowe, zakupy żywnościowe, extra atrakcje jak odwiedziny u dalszej rodziny.

22 DNI DO WIGILII
Naradź się z rodziną, ustalcie podział obowiązków. To ważne, by w tym czasie robić wszystko razem. Boże Narodzenie to święto rodzinne  - nikt nie powinien stać samotnie przy garach. Gdzie jest Wigilia? U kogo? O której? Kto, jakie potrawy przygotowuje? Przyrządzanie których sprawia Ci największą frajdę?

21 DNI DO WIGILII
 Zrób rodzinną, świąteczną fotkę do kartek świątecznych - nie ma nic fajniejszego niż otrzymać tradycyjną kartkę świąteczną - uwielbiam to, a Ty? A co jakbyście zrobili sobie rodzinne zdjęcie i wysłali je bliskim zamiast kupować kartki? My założyliśmy taką tradycję, jak tylko urodziła się Maja. A jeśli wolisz, możesz sama je przygotować z dziećmi. W takim razie zaopatrz się w potrzebny zestaw papierniczy.

20 DNI DO WIGILII 
Napisz list do świętego Mikołaja  - Nie tylko Twoje dzieci, Ty również. Usiądźcie wieczorem z mężem i sporządźcie listy prezentów dla najbliższych. To znakomita okazja do rozmowy o waszych pragnieniach. Sporządź własną wish list.

19 DNI DO WIGILII 
 Sporządź listę potraw,  jednocześnie robiąc listę zakupów. To ważne, byś wiedziała zawczasu w co się pakujesz. Zrób listę produktów, by nic Ci nie umknęło.

18 DNI DO WIGILII
  Poszperaj w sieci w poszukiwaniu inspiracji - dekoracja stołu, pakowanie prezentów, pomysły na podarunki itp. Uwielbiam to :) Zwłaszcza pakowanie prezentów. A jak nie masz pomysłu - zachęcam do nauki robienia POMPONÓW. Do tego szary papier i będzie radocha nie z tej ziemi.

17 DNI DO WIGILII
Pierwsze zakupy prezentowe - jeśli jeszcze nie masz prezentów, to pora na wstępne zakupy. Niektórzy kupują wszystko na raz, ale ja jestem zwolenniczką tych przemyślanych niespodzianek, które przypadną Twoim bliskim do gustu. Poza tym zamiast wydawać pieniądze na pierwszą rzecz, którą znalazłaś masz szansę znaleźć to samo, w niższej cenie. Weź listę imienną i nie rozpraszaj się tymi cudownymi butami na wystawie - kupisz je na wyprzedażach!

16 DNI DO WIGILII 
Ciąg dalszy poszukiwań -ja proponuję przejrzeć też internet. A jak nie wiesz, jak zaoszczędzić w Święta, polecam Ci mój starty artykuł.

15 DNI DO WIGILII
Rozplanuj porządki. Nie musisz ich od dziś zaczynać, ale zastanów się co chcesz sprzątnąć, co naszykować, co wyciągnąć z pawlacza, czy piwnicy i najważniejsze - kto w rodzinie, czym się zajmuje - przecież nie musisz robić wszystkiego sama! Dzieci mogą np. przejrzeć stare zabawki, by przed Świętami oddać je do domu dziecka lub domu samotnej matki - to samo się tyczy starych ciuszków, z których powyrastały, a Ty nie wiesz co z nimi zrobić - szanse na sprzedanie na allegro są nikłe, więc może zrób dobry uczynek?

14 DNI DO WIGILII 
Znajdź adresy osób, do których chcesz wysłać kartki. Bo chyba znajdzie się ktoś komu chcesz sprawić radość?

13 DNI DO WIGILII
Zorganizuj rodzinne wypisywanie kartek świątecznych - to chyba najmilsza część programu. Kredki, naklejki w ruch i piszemy wspólne życzenia. Czego, komu chcesz w tym roku życzyć? Nie ograniczaj się do życzeń z neta lub oklepanych formułek. Naucz dzieci życzyć bliskim ciepła z serca.

12 DNI DO WIGILII
Pora na porządki - no niestety coś trzeba zrobić. Ja zwykle zaczynam od tego, co dla mnie najcięższe, największe i najgorsze. Póki mam siłę i zapał, a potem już tylko z górki. A Ty jaką technikę obrałaś? Audiobook uprzyjemni Ci sprzątanie! Próbowałaś już?

11 DNI DO WIGILII
Przerwa na ostatnie zakupy prezentowe - po sprzątaniu trzeba sobie odbić trud i zrobić coś przyjemnego. Zostało jeszcze kilka drobnostek? A może przyoszczędziłaś i została Ci mała sumka? Możesz zrobić też prezencik sobie i iść na kawkę. Na menicure za wcześnie, bo jutro...

10 DNI DO WIGILII
Ciąg dalszy sprzątania - ale już nie tak strasznego.

9 DNI DO WIGILII 
Upiecz pierniczki na choinkę i sprawdź stan starych ozdób - szczególnie lampek! Nie wiem, jak Ty, ale ja zdecydowanie wolę tradycyjną choinkę z suszonymi pomarańczami, szyszkami i pachnącymi pierniczkami - potem bezkarnie można je powolutku zjadać.

8 DNI DO WIGILII 
Pora na zakup pierwszych produktów żywnościowych - za wcześnie? A ile raz biegałaś w poszukiwaniu masy makowej albo łazanek, które wszyscy dawno wykupili?

7 DNI DO WIGILII
Kup dziś pachnącą choinkę! A wieczorem zacznij dekorować mieszkanie: pachnące gałązki jodły, świece zapachowe, mikołajki i śnieżynki w oknie. Zaproś świąteczny nastrój do waszych wnętrz.

6 DNI DO WIGILII
Ubierz choinkę, ale nie sama - zróbcie to razem - to czysta magia. Śpiewanie kolęd i czytanie książek z Gwiazdką w tle znacznie uprzyjemni Ci ten rytuał.

5 DNI DO WIGILII
Pakowanie prezentów - wieczorem, gdy dzieci śpią rozświetl choinkę światełkami i zabaw się w Św. Mikołaja! Ho!Ho!Ho!

4 DNI DO WIGILII
Pora na ostatnie porządki.

3 DNI DO WIGILII
Kup karpia i zacznij pierwsze wypieki. 

2 DNI DO WIGILII 
Dzień w kuchni. Załóż świąteczny fartuszek, przywdziej uśmiech, nastaw Buble'a, zrób sobie grzańca i pośpiewując radośnie mieszaj kapuchę. I pozwól dzieciom sobie pomóc. Nie spinaj się, że nabrudzą, że się pobrudzą, że kapucha przywrze. One się lubią starać. Lubią pomagać.

1  DZIEŃ  DO WIGILII
Nadal w kuchni - ale nie zapomnij również o przystrojeniu stołu, przygotowaniu zastawy i odświętnego stroju dla siebie i rodzinki. Jutro zrób jaj najmniej! Wszak co robisz w Wigilię, robisz przez cały rok. Lepiej więc zagonić faceta do roboty.


 
 
Listę zadań do ściągnięcia znajdziesz TUTAJ,
a za przygotowanie pięknej grafiki dziękuję Ani - naszej Naczelnej  magazynu NIUANSSE.

 
 

Nie wiem, jak Ty, ale ja kocham święta Bożego Narodzenia. To dla mnie okres szczególny, gdy wreszcie wszyscy ludzie zaczynają myśleć o innych. W Gwiazdce nigdy nie chodziło o prezenty, one są miłym dodatkiem i mają wyrażać nasze uczucia. W Gwiazdce chodzi o MAGIĘ. Magię, której ulegamy wszyscy - stajemy się wówczas lepszą wersją siebie. 

Jednak od ładnych paru lat coraz ciężej złapać jest ten przyjemny, podniecający przedświąteczny klimat. Brak śniegu, nerwówka by zdążyć ze wszystkim na czas, dziwna mania perfekcjonizmu i obezwładniający (już od września) marketing sprawiają, że Boże Narodzenie staje się coraz bardziej komercyjne. Dlatego czasem trzeba się naprawdę postarać, by poczuć świątecznego Ducha. Ale czy jest na to sposób? Z pewnością każdy ma własny. Ja jednak bardzo lubię sięgnąć po literaturę z Gwiazdką w tle. W książkach zawsze odnajdziecie to, czego Nam wszystkim najbardziej brakuje: MAGII ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA.

Wiem, że w okresie przedświątecznym biegasz, jak kot z pęcherzem. Wiem, że nie masz czasu, dlatego przygotowałam dla Ciebie aż 5 propozycji, w których gwarantuję, że znajdziesz coś dla siebie. O pomoc poprosiłam wspaniałe dziewczyny Izę,  Kasię, Anię i Olę, które przedstawią Wam zupełnie inne książki. O odmiennej tematyce i z odrębnego gatunku. Wszystkie jednak łączy motyw świąteczny. Iza stawia na klasykę kryminału. Kasia poleca literaturę dziecięcą, zaś Ania z Olą lubią książki obyczajowe. Dorzucam jeszcze swoją krótką recenzję ostatnio odkrytej książki, która już swoim tytułem przywodzi na myśl zapach Świąt. Zostawiam Cię sam na sam z 5 cudownymi książkami oraz wspaniałymi blogerkami.



SZCZĘŚCIE DO WZIĘCIA  - Jason F. Wright

poleca OLA z DO UTRATY TCHU





Kilka dni temu w Olsztynie spadł pierwszy śnieg. Co prawda, tylko nieśmiało oprószył wszystko wokół, ale sprawił mi tym ogromną radość. Co roku wyczekuję białych płatków, które przypominają mi, że już niedługo nadejdzie najpiękniejszy dla mnie czas w roku - Boże Narodzenie.

Powoli zaczęłam dawkować sobie i najbliższym świąteczną atmosferę. Świece, latarenki i w tle Michael Bublé ze swoim bożonarodzeniowym repertuarem. Nic nie poradzę, że nadal wierzę w Świętego Mikołaja, w magię tych kilku dni i ciepło, które otula mnie od środka. Zazwyczaj w tygodniach oczekiwania i odliczania wyjątkowo chętnie sięgam po lektury z Gwiazdką w tle. W ubiegłym roku w moje ręce trafiła niesamowita opowieść, Szczęście do wzięcia Jasona F. Wrighta.

Ta niepozorna książeczka zawiera w sobie wyjątkową opowieść o potrzebie niesienia pomocy. Warta przeczytania właśnie w okresie przedświątecznym. Na 168 stronach rozpisana została historia Hope, młodej dziennikarki, która w Wigilię Bożego Narodzenia zostaje obdarowana tajemniczym słoikiem wypełnionym monetami. Kierując się zawodową ciekawością, rozpoczyna śledztwo, które ma rozwikłać pochodzenie niezwykłego prezentu. Podczas poszukiwań Hope trafia nie tylko na ludzi o wielkim sercu, ale staje się świadkiem jednej z piękniejszych, nieformalnych akcji charytatywnych w historii Ameryki.

To pokrzepiająca opowieść, która przypomina o tym, jak ważne jest dzielenie się z bardziej potrzebującymi. O sile, która tkwi w ludziach. O miłości, którą należy pomnażać.

Lektura powieści Szczęście do wzięcia skłoniła mnie również do zastanowienia się, czy rzeczywiście nie mogłabym dać z siebie więcej. Pierwszym krokiem było przyłączenie się do akcji, która ma na celu pomóc tym, którzy tej pomocy naprawdę potrzebują. Święta Bożego Narodzenia to zawsze dobry czas, aby dołączyć do jakiejś ważnej inicjatywy - nie musimy się nawet wysilać z pomysłem, bo okazja może przyjść do nas sama. Nie bądźmy obojętni. Jeśli nie stać nas na pomoc finansową, to warto pomyśleć o zmianie w sobie - przyjazny gest, zwykły uśmiech, drobna przysługa. Niech magia świąt trwa przez okrągły rok!


„Morderstwo w Boże Narodzenie”, Agata Christie
poleca  Iza z OBSESYJNA 

-Więc pan sądzi, że ktoś kłamie? - spytał Sudgeon.
-Mon cher, każdy kłamie.

Boże Narodzenie to wyjątkowy czas w roku. Uwielbiam przedświąteczną krzątaninę, zapach piernika unoszący się po domu i blask lampek choinkowych. Moje zwyczaje książkowe w tym okresie stają się dość specyficzne. Chętniej sięgam po klasykę, aby jeszcze lepiej wpasować się w ten pachnący pomarańczami i goździkami nastrój. Dla podkreślenia atmosfery polecam Wam lekturę mistrzyni kryminału Agaty Christie - „Mordestwo w Boże Narodzenie”. Czyta się ją przyjemnie i lekko. Książka została napisana w 1938 roku, czyli ponad 78 lat temu, a nadal zachwyca uniwersalnością i niepowtarzalnym klimatem. To wciągająca powieść, która do samego końca trzyma w napięciu! Detektyw Hercules Poirot po raz kolejny zaskakuje intelektem i doskonałą znajomością psychologicznych aspektów natury człowieka.

Święta to czas wybaczania, rodzinnych pojednań i radości. Despotyczny i bogaty Simeon Lee postanawia zebrać całą rodzinę na czas Bożego Narodzenia. Staruszek w planach ma bardzo dobrą zabawę kosztem innych. Ku zdziwieniu gości w domu pojawia się marnotrawny syn, piękna i temperamentna Hiszpanka Pilar oraz syn dawnego wspólnika z Afryki Południowej. Kiedy dochodzi do brutalnego morderstwa, angielska policja z pomocą Herculesa Poirota musi znaleźć sprawcę wśród domowników. Każdy z obecnych miał motyw do zabójstwa, a wielu z nich skrywa tajemnice. Te święta będą krwawe dla rodziny Lee...

„Morderstwo w Boże Narodzenie” doskonale ukazuje realia życia w Anglii pod koniec lat 30. - obyczaje, rodzinne tradycje czy nawet modę. Powieść pełna jest typowego angielskiego humoru i barwnych postaci. Rozgrzeje Was w zimowe wieczory i wprowadzi w atmosferę świątecznych przygotowań. Rozwiązanie zagadki na pewno Was zaskoczy – autorka jest mistrzynią naprowadzania czytelnika na fałszywe tropy, za co uwielbiam jej twórczość.

Styl Agaty Christie jest ponadczasowy, dlatego chętnie wracam do jej twórczości zwłaszcza kiedy mam ochotę na lekki, przyjemny i trzymający w napięciu kryminał z ciekawą warstwą obyczajową.




OBIETNICA POD JEMIOŁĄ - Richar Paul Evans

poleca Ania z ANNA at HEART


Gdy tylko zobaczyłam temat zaproponowany przez Madzię, od razu przyszła mi do głowy książka, którą czytałam w grudniu zeszłego roku. Myślę, że „Obietnica pod jemiołą” Richarda Paula Evansa to lektura wprost idealna na zbliżające się wielkimi krokami Święta.

Elise pracuje w biurze podróży, zajmuje się organizacją wycieczek grupowych. Jest samotną , niezbyt atrakcyjną kobietą, która zmaga się z przykrymi wspomnieniami z przeszłości. Dawno temu z jej winy doszło do największej tragedii, jaką tylko człowiek – a w szczególności matka – może sobie wyobrazić. Gdyby tylko mogła cofnąć czas… ale przecież życie toczy się dalej. Pewnego dnia podczas lunchu do jej stolika dosiada się Nicholas – przystojny, bogaty prawnik, który pracuje w tym samym budynku. Składa Elise propozycję, aby aż do Wigilii udawała jego dziewczynę. Choć brzmi to co najmniej dziwacznie, kobieta zgadza się i oboje podpisują „umowę”. Następne tygodnie upływają jej jak w bajce. Nicholas obsypuje ją drogimi prezentami, prawi komplementy, zabiera na przyjęcia. Dzięki niemu Elise znów zaczyna się uśmiechać i z żalem myśli o dniu wygaśnięcia „umowy”. Tych dwoje na pozór zupełnie niepasujących do siebie ludzi coraz bardziej się zbliża, a w końcu wychodzi na jaw, że również ten idealny mężczyzna skrywa pewną mroczną tajemnicę. 

„W nieskończoność karzemy innych za ten sam błąd. Wobec siebie postępujemy identycznie. To nie jest właściwe, mimo to nadal to robimy”.
„Obietnica pod jemiołą” to moim zdaniem powieść z wyższej półki. Napisana prostym językiem, ale bardzo wyważona i spójna. Poza romantyczną historią miłosną, autor poruszył kilka innych istotnych tematów: samotności (która w okresie świątecznym doskwiera niektórym szczególnie mocno), szczęścia (każdy na nie zasługuje), przebaczenia (czasami najtrudniej przebaczyć samemu sobie). Książka jest wzruszająca, życiowa, skłania do refleksji i posiada mądre przesłanie. Czyta się ją błyskawicznie, za to w pamięci zdecydowanie pozostaje na dłużej. Jeśli szukacie pięknego, wartościowego prezentu książkowego dla kogoś bliskiego lub dla siebie, to szczerze polecam!

 

PREZENT DLA CEBULKI - Frida Nilsson

poleca Kasia z YELLOW PEAR


Kiedy nadchodzi grudzień, a za oknem zmienia się cały świat, dziecięce serduszka otwierają się szeroko i marzenia wypływają z nich całą mocą potrzeb, pragnień i małych tęsknot. W ten zimowy czas nie wszystkie fantazje mogą się jednak spełnić. Nie we wszystkich domach na stole pojawi się kolacja wigilijna, nie we wszystkich oknach zapali się światło i nie wszędzie zawiśnie betlejemska gwiazda.

We wsi Kilsmo, w niewielkim, niezbyt ładnym domu, w którym na półkach regałów znajduje się mnóstwo książek, mieszka ze swoją mamą Cebulka. Cebulka nie jest wcale zielonożółta i na pewno nie jest warzywkiem, a tym bardziej dziewczynką. To chłopiec o jasnych, zaczesanych na bok włosach, noszący ogromne, czarne okulary i ciepły sweter. Tak naprawdę ma na imię Stig, a pieszczotliwe słowo, którym nazywa go mama, pojawiło się dawno temu, kiedy był jeszcze „mały, nowiutki i okrąglutki”. Teraz natomiast jest pierwszoklasistą, który nie może doczekać się świąt i każdego dnia, spoglądając na wiszącą w oknie pomarańczową gwiazdę z papieru, marzy.

Największym pragnieniem Cebulki jest nowy rower, nieważne jakiego koloru, byle tylko podobny był do roweru Elmara – kolegi ze szkoły. Niestety, na taki prezent nie stać samotnej mamy chłopca i nie pomoże nawet hipnotyzujący swoje kury Karl, który mieszka niedaleko. Poza tym Cebulka boi się ogromnego, dziwnego mężczyzny, który wyrzuca czubatki na śmieci, jedną nogę ma krótszą od drugiej i jest zupełnie inny niż tata Stiga, który mieszka w Sztokholmie. Bo zdaniem chłopca jego tata jest ładny – ma dokładnie takie same włosy jak on, wysoko uniesione kąciki ust i czeka na swojego syna z niecierpliwością. Mama jednak nie chce wyjechać do miasta. 
„Ten Mężczyzna… Ja go nie chciałam. Chciałam tylko ciebie.
Wtedy Cebulka mówi coś, czego jeszcze nigdy nie powiedział, ale co sobie często, bardzo często myśli, może nawet codziennie:
- Ale ja go chciałem!”

I Cebulka wyrusza w podróż. Będzie to krótka, niebezpiecznie zimowa wyprawa, podczas której chłopiec wiele zrozumie i zupełnie inaczej spojrzy na swoje „samotne” życie. Czy odnajdzie tatę? A jeśli tak czy tata spełni największe pragnienie syna? A może Karlowi uda się w końcu zahipnotyzować mamę Stiga…

Serdecznie zachęcam do sięgnięcia po tę pięknie wydaną, przedświąteczną, wzruszającą opowieść. Składa się ona z 24 rozdziałów, które można czytać codziennie, aż do wigilii Bożego Narodzenia. Historia Cebulki, jego mamy, taty, przyjaciół, potężnego Karla i jakże ważnego koguta Hekto, niesie ze sobą ogromnie ważne przesłanie.
W oczekiwaniu na święta jest coś magicznego. Jesteśmy bliżej siebie, częściej rozmawiamy, rozważamy i planujemy to, co chcielibyśmy zrealizować. Często nie dostrzegamy tego jak bardzo jesteśmy szczęśliwi w swoim „małym domu”, z najbliższą rodziną. „Siedzimy sobie najedzeni, jest nam ciepło i jesteśmy zdrowi. Ale przecież niektórzy są chorzy, zmarznięci i nie mają co jeść. O nich właśnie musimy pamiętać.”

Każdy z nas, podobnie jak jasnowłosy chłopiec Cebulka, ma szansę przeżyć świąteczny cud. Jeśli tylko otworzy się na drugiego człowieka… 
 


A na koniec  ja. W tym roku chciałam Was zachęcić do przeczytania powieści naszej polskiej, bardzo młodziusieńkiej autorki, która właśnie tą książka zadebiutowała.

"Garść pierników, szczypta miłości" Natalia Sońska

 



W tym roku nie mogę doczekać się Gwiazdki, a to za sprawą naszego małego bąbelka w brzuszku. Tak naprawdę zawsze kochałam Święta Bożego Narodzenia, ale odkąd zaszłam w ciążę z Mają są one dla mnie szczególnym okresem. Nikt tak nie podnosi atmosfery świątecznej jak dzieci. One swym zapałem, bezwarunkową miłością, szczerością, otwartością i kompletnie bezinteresowną radością potrafią tchnąć w nasze życie prawdziwego ducha świątecznego. Do tej pory Gwiazdką zaczynałam się cieszyć w grudniu, ale w tym roku już w październiku zapragnęłam poczuć zapach pierników i smak cynamonu. Przypomniała mi się książka, którą zapragnęłam przeczytać w zeszłym roku. Ale jakoś nie było na to czasu.

"Garść pierników, szczypta miłości". Czy nie brzmi to apetycznie i świątecznie? Już sam tytuł nastraja świątecznie. Podobnie jak sama książka, bardzo klimatyczna i w sam raz na przedświąteczny okres. Oczywiście nie Święta są tu tematem przewodnim. One są tylko tłem dla rozgrywającej się powieści obyczajowej, a w sumie to nawet romansu. Napisana lekkim piórem, ciepła, pełna humoru, lekka powieść o miłości, przyjaźni i potrzebie bliskości.

Oto poznajemy Hanię, współczesną dziewczynę, jakich w stolicy sporo. Nowoczesna, inteligentna, niezależna i ... samotna, z czego kompletnie nie zdaje sobie sprawy, bo przecież mężczyźni są fee. Jeden wyrządził sporo krzywdy i już wystarczy. Hania oddaje się więc pracy i przelotnym znajomościom. Ma dar wplątywania się w skomplikowane i mocno toksyczne relacje. Jej szefowa to żona byłego partnera, który dla niej porzucił Hanię. Na domiar złego mimo wygranej rywalka mści się na Hani, wykorzystując swoją władzę. Nasza bohaterka natomiast pomimo swojego temperamentu godnie znosi mobbing, wierząc, że pewnego dnia zostanie doceniona. Wszystko się zmienia, gdy  postanawia po kryjomu zamienić się  z przyjaciółką obowiązkami i tym sposobem poznaje z pozoru aroganckiego Wiktora. Dziwnych zbiegów okoliczności, problemów i piętrzących się niewyjaśnionych sytuacji nie ma końca.

Natalia Sońska stworzyła portret zagorzałej singielki, która dzięki napotkanym osobom i odrobinie świątecznej magii  zaczyna rozumieć, co tak naprawdę w życiu się liczy. Nie mogłam się od książki oderwać. Lubię taką ciepłą, literaturę kobiecą. A ciągłe problemy, w jakie wpada Hania, sprawiały, że nie tylko mocno jej kibicowałam, ale wciąż zastanawiałam się, jak ta historia się zakończy. Jeśli podobają Ci się filmy takie jak Love actually czy Holiday, ta książka również powinna przypaść Ci do gustu.





Teraz nie pozostaje nic innego niż zrobić sobie pyszną, gorącą herbatę z pomarańczą i sokiem malinowym, załączyć sobie płytę Michaela Bubla, jak poleca Ola, wskoczyć pod ciepły kocyk i z lampkami świątecznymi w tle, z miseczką pełną pierniczków wybrać lekturę dla siebie. Która przypadła Ci najbardziej do gustu? A może znasz jakieś inne ciekawe powieści z Gwiazdką w tle, których my nie czytałyśmy?

Życzę grudnia pełnego spokoju, magii i czasu dla siebie oraz bliskich. Bez komercji, bez spinania się, bez pośpiechu.  
 
 


Zbliżają się Mikołajki. Każdy z Nas chce wówczas zabawić się w Mikołaja i zostawić upominek swojej ukochanej pociesze. Jedni prezenty odnajdują w butach, inni pod poduszką. W każdej rodzinie jest inna tradycja. U Nas prezenty odnajdujemy zawsze w butach, ale oczywiście muszą być one wypastowane. To warunek konieczny. Zabawy przy tym, co nie miara. Tylko co kupić? Święta za pasem, wydatki ogromne, a tu jeszcze te Mikołajki. Jednak nikt nie powiedział, że to ma być mega wypasiony prezent. Jestem zwolenniczką robienia drobnych, skromnych, acz miłych niespodzianek.

DLACZEGO NIE WARTO KUPOWAĆ DROGICH PREZENTÓW?


Odpowiedź jest dla mnie prosta. Bo nie ma takiej potrzeby. A kupując tylko wielkie, drogie rzeczy uczymy dzieci, że najważniejsze są pieniądze, a nie gest. Że liczy się tylko to, co drogie. A to co drobne jest bezwartościowe. Dzieci z natury cieszą się wszystkim. To my dorośli chcemy więcej i więcej. Im wystarczy odrobina uwagi, mały drobiażdżek świadczący o tym, że Mikołaj istnieje, że o nich nie zapomniał. To jest prawdziwa radość, że był Mikołaj! Zostawił po sobie znak! Akurat prezencik, ale to nie prezent cieszy dziecko, ile dowód na istnienie Mikołaja. Uczmy nasze dzieci od najmłodszych lat, że to nie pieniądze dają szczęście. Że nie są one najważniejsze. Przyzwyczajając je do drogich prezentów, sprawiamy, że ta magia dziecięcej radości znika wraz z pojawiającymi się coraz większymi oczekiwaniami.

Lista 25 pomysłów na prezent na MIKOŁAJKI dla 2 -3 latka


Przygotowałam listę przykładowych drobiazgów, które mogą sprawić dziecku frajdę i wcale nie kosztować wiele. Wszystkie powinniście znaleźć w cenie poniżej 25 zł.

To może być woreczek ze smakołykami, które nawet możesz zrobić sama. Znasz stronę MOJE WYPIEKI? Nie? To czas najwyższy byś poznała. Dorota jest mistrzynią pichcenia. Znajdziesz u Niej mnóstwo inspiracji np. świąteczne cace pops w kształcie reniferków czy bałwanków. No cudeńka.

Zdjęcia pochodzą ze strony autorki bloga www.mojewypieki.com

Pamiętasz nasze paczki świąteczne, jakie rodzice przynosili z zakładu pracy - to przecież nie jest nic strasznego, a wręcz bardzo fajnego  - kup skarpetę Mikołaja (jak uszyjesz sama jeszcze lepiej) i zapakuj w nią kilka mandarynek czy pomarańczy oraz ulubionych przysmaków Twojego dziecka. My np. uwielbiamy ciasteczka w kształcie zwierzątek, które nabywamy w lokalnym sklepie ekologicznym. Później Twoje dziecko będzie kojarzyło zapachy cytrusów z dzieciństwem i domowym ciepełkiem.

To mogą być np. 3 pojemniczki ciastoliny (albo nawet jeden).

Jeśli masz córeczkę z pewnością lubi Cię podpatrywać, jak się malujesz - kup jej zabawny błyszczyk w kształcie kotka czy sówki albo korale, bransoletki, śliczne spineczki, gumeczki, opaskę do włosów.

Lubicie zgadywanki lub puzzle? Firma Trefl oraz Czuczu oferują produkty w bardzo korzystnych cenach. Do tego cudowne są drewniane zabawki edukacyjne: drewniany zegar czy alfabet.

A może portfel? Nie wiem, jak Twoje dziecko, ale moje zamiast zabawek lubi coś, co jest związane z dorosłością i ze mną - coś co podpatruje u mnie każdego dnia np. portfel, do którego włożysz stare karty członkowskie, będzie znakomitym prezentem.

Wszelkiego rodzaju gadżety świąteczne - w końcu to Mikołajki, a więc książeczki o Bożym Narodzeniu, czapeczka Mikołaja, do której włożysz coś jeszcze (baloniki, ciastolinkę, słodycze), a może opaska z porożem renifera lub koszulka z motywem świątecznym.

Książeczki dla małych booknerdów - z pewnością macie swoje ulubione serie? Maja ostatnio rozkochana jest w Misi Marysi. Tą możesz kupić już od 4 zł - więc spokojnie możesz zamówić ich nawet 5 - wiesz jaki to będzie uśmiech? A nawet jak kupisz jedną? To też będzie dobrze.
 
Naklejki i tatuaże to zawsze jest dobry pomysł - a cena doskonała dla każdego. Na rynku jest pełno kolorowanek z naklejkami, albumów z samymi naklejkami lub książeczek z naklejkami.

Polecam również artykuły papiernicze - zbliżają się święta, farby i wszelkiego rodzaju kartony, karteczki, naklejki, które możecie użyć do tego, by wspólnie zrobić dekoracje świąteczne lub kartki dla najbliższych to doskonały pomysł. Dołącz do tego LIST OD ŚW. MIKOŁAJA. Ależ będzie radocha.

To wszystko znajdziesz w cenie poniżej 25 zł. Naprawdę. Wierz mi, że to wystarczy. To nie konkurs na najdroższy prezent. Przecież prezenty kupujesz dla dziecka, a nie po to, by się nimi chwaliło, albo, o zgrozo, byś chwaliła się nimi Ty. Drobne, przemyślane, własnoręcznie wykonane prezenty, które są dopasowane do charakteru i zainteresowań dziecka są naprawdę o wiele bardziej wartościowe. A w grudniu jeszcze nie jeden prezent kupisz. Nie raz zaszalejesz. Na Gwiazdkę zwykle ogarnia Nas zakupowy szał i nie umiemy sobie odmawiać. A jeśli wciąż uważasz, że to za mało, zabierz je gdzieś dodatkowo - spędźcie razem czas na świątecznym jarmarku, jedźcie na lodowisko, do figloraju, a może odwiedźcie wioskę św. Mikołaja i zobaczcie jak wygląda jego praca?
Gwarantuję, że Twoje dziecko będzie uradowane.

Mam nadzieję, że znalazłaś coś ciekawego? Obchodzicie w domu Mikołajki? Gdzie zwykle znajdujecie prezenty? Co planujesz na ten rok?
 
 

 
O tym, że dziecku należy czytać i to jak najwięcej, chyba nie muszę pisać. To oczywiste, jak słońce. Przynajmniej dla mnie. Ale jak wiesz, ja ogólnie lubię czytać. Robię co w mojej mocy, by na blogu wypromować czytelnictwo również dla najmłodszych. Majeczka ma osobny cykl książkowy, choć chyba za rzadko go uzupełniam, dlatego postanowiłam troszkę to nadrobić. 

Czytamy codziennie. Nie powiem Ci ile. Nie liczę. Uważam, że ważne jest po prostu czytanie. A długość tej czynności zależy nie tyle od czasu, jakim dysponuje rodzic, co charakterem i etapu rozwoju dziecka oraz jego nastroju. Obowiązkowe u Nas jest tylko czytanie na dobranoc - bardzo krótkie. Chodzi o sam rytuał i to Maja nam nie pozwala go pomijać. Gdyby ją słuchać, mogłabym czytać i godzinę albo i dłużej. Ale robimy to również w ciągu dnia. Odwiedzamy bibliotekę. Książki kupujemy i wypożyczamy.

Gdyby nie blogowe mamy, pewnie nigdy bym nie poznała tego śmiesznego, acz nieco ekscentrycznego kosmity, jakim jest TURLUTUTU. Książki z wydawnictwa BABARYBA nie należą do tych komercyjnych. Rzadko spotkacie je na półkach w sieciowych księgarniach. Zwykle tylko na zamówienie lub poprzez sprzedaż internetową. Nic dziwnego, że w ręce mi same nie wpadły. A szkoda. Uważam, że zasługują na uwagę. Dlaczego? Bo są ciekawe, a dzieciaki je wprost kochają.

 
Turlututu to kosmita, który zamieszkuje odległą planetę. Zamiast głowy ma wielkie oko. Oczy na planecie Turlututu ma wszystko - góry, słońca, chmury, drzewa, kwiaty. Z dorosłego punktu widzenia jest nieco odstraszający, ale naprawdę się tym nie należy zrażać. Turlututu bowiem jest przyjazny, zawsze uśmiechnięty, mega pozytywy i skłania dziecko do interakcji.

Właśnie tym wyróżniają się książki Havre Tulleta. One wciągają dziecko w magiczny świat, są motorem do super zabawy wraz z rodzicem i zmuszają wręcz do uśmiechu. Dzięki Turlututu możemy polecieć statkiem kosmicznym, wspólnie śpiewamy, krzyczymy, pomagamy mu w zakupach, remoncie, robimy mu niespodzianki/ Zabawy z Turlututu wciągają, radują i uzależniają. A Maja poznaje nowe, fantastyczne słownictwo. To historyjki połączone z interaktywnymi zabawami. Zapomnij, że te książki przeczytasz tylko raz i będziesz musiała sięgać po kolejne, by dziecko się nie znudziło. Nie ma takiej opcji. Zwykle czytamy jedną część minimum 3-4 razy - rekordowo do 10!

Z serii mamy już TURLUTUTU, A KUKU TO JA!, TURLUTUTU NA WAKACJACH (polecam dla dzieci, które już rysują i potrafią posługiwać się kredką - są tu bowiem malowanki, naklejki, labirynty, zadania do rozwiązania itp.) oraz TURLUTUTU MAGICZNE PRZYGODY.

Posiadamy też bestseller, który kompletnie nie robi wrażenia, dopóki nie zaczniecie bawić się z dzieckiem czyli: NACIŚNIJ MNIE! Tak. Tu są tylko kropki w trzech kolorach i polecenia. Ale dziecko jest wciągnięte w zabawę na całego. Należy bowiem robić z nią wszystko, to czego zwykle mama nie pozwala czyli pocierać paluszkami, dmuchać na nią, obracać nią w lewo, w prawo, potrząsać, a do tego radośnie klaskać. Niby rzecz banalna, a nikt jeszcze na to nie wpadł. W tej prostocie tkwi wielki sukces. 

Herve Tullet jest po prostu mistrzem w wymyślaniu prostych, acz nieprawdopodobnie absorbujących zabaw dla dzieci. W końcu to tata wesołej trójeczki. Pobudza wyobraźnię dziecka i ćwiczy kreatywność. W domu słychać wesołe piski, krzyki i śmiechy. Dla mnie mistrzostwo świata. To nasz ulubiony bohater zabaw w ciągu dnia!

Znasz już Turlututu? Nie? To koniecznie musisz to zmienić. Nie wahaj się. Gwarantuję, że Twoje dziecko będzie zachwycone. A jeśli już się znacie, napisz proszę kilka słów, jak Twoje dziecko reaguje? Które części posiadacie? I które najbardziej lubicie. Nam się marzy cała seria :)