Nie będę Cię oszukiwała, jest mi bardzo ciężko.  Głównie dlatego, że brak mi odpoczynku. Brak mi snu. A przez permanentny brak snu człowiek czuje się nie tylko zmęczony, ale jest również rozdrażniony, nie potrafi się skupić i boli go głowa. Z dójką dzieci u boku to już nie przelewki, to dwa razy więcej obowiązków, dwa razy mniej snu i sto razy więcej prania. Trzeba wykazać się nie lada cierpliwością, opanować do perfekcji sztukę logistyki oraz nauczyć się żyć bez snu. Tak, tak. Odkąd urodził się nasz Emiś nie spałam ciągiem więcej niż 4 godziny.

Gdy urodziła się Maja bardzo się jej bałam. Myślałam, że przy drugim dziecku lęku nie będzie. Ale jest, tyle że wciąż o to samo dziecko. Z drugim jest o wiele łatwiej, bo... już to przerabiałam. Mimo, iż drugie dziecko zawsze jest inne, ma inne problemy i potrzeby, to człowiek jest oswojony, i wie co może go czekać. Ma w sobie więcej spokoju, zrozumienia, cierpliwości, empatii. Tymczasem to pierwsze rośnie i wciąż się zmienia, rzucając kolejne kłody pod nogi. Nieustannie zaskakuje, szokuje, prowokuje i to ono jest największym wyzwaniem. Ty musisz za nim podążać.

Nie ma mnie tu. Nie jestem w stanie pisać. Nie mam na to czasu. Co więcej, nie mam nawet ochoty, no bo jak tu mieć chęci, gdy codziennie mam dla siebie godzina, góra dwie (choć wówczas kładę się już zbyt późno)? Emisia ma problemy z przełykiem. Strasznie ulewa. Musi być w pionie. Mam więc dziecko hubę. Stale na mnie. W chuście lub na rączkach. Teraz jest nieco lepiej, ale łóżeczko jest podniesione, karmimy się w pozycji siedzącej, gdzie główka jest wyżej, w wózeczku dno też podnieśliśmy. Nie ma żadnego leżenia na płasko. Bujaczek też w pozycji półleżącej. W gości chodzimy z 4 zestawami ubrań. Dla siebie również. Są problemy z zasypianiem, a dziecko jest absolutnie nieodkładalne.  Znasz to? Śpi jak aniołek, ale na tobie. Gdy tylko wykonujesz ten jeden ruch, lekko się pochylając by skubańca odłożyć, ten otwiera oczy, jakby mówił Ej, bez takich numerów, ja wszystko widzę! Maja jest zazdrosna, urządza sceny, krzyczy wniebogłosy, rzuca się na ziemię. Nie radzi sobie. Ja też, bo o ile przy jednym, dwóch wybuchach idzie wytrzymać, to kilka razy dziennie... Krzyczę, tak krzyczę. Jestem podłą matką. Czuję się okropnie, ale nie wytrzymuję psychicznie. Niszczą mnie jej krzyki. 

Codziennie staram się nad sobą pracować. Codziennie powtarzam sobie bądź cierpliwa, ona jest jeszcze malutka, nie radzi sobie z emocjami, musisz jej pomóc. Szaleństwo.

Nigdy nie śpią obie na raz. A jak już to trwa to jakieś 10 minut. Bez kitu, Gdy jedna zasypia, druga natychmiast się budzi. 

Wieczorem usypiam Emisia od godziny do dwóch. Czasem dłużej. Często, gęsto usypiam je obie. Naraz. Maja chce być ze mną. Jedna na piersi, druga leży obok, ale... ale wiesz co? kocham ten moment. Mimo iż często zasypiam razem z nimi, albo czeka na mnie gorąca randka z żelazkiem i stosem wręcz prania (ulewające dziecko ma 3 razy więcej ciuchów i prane są 4 razy częściej), podłogi są do umycia, albo muszę podszykować coś na następny dzień. I jak tu usiąść, by pisać posty. Prędzej sięgam po książkę. Uciekam w inny świat. Nawet Gazela przestał biegać. Jest zbyt zmęczony wstawaniem kilka razy w nocy. Bo wstaje razem ze mną. Wspaniały jest prawda? Pomaga mi we wszystkim. A gdy widzi jak konam w ciągu dnia, zabiera dzieciaki bym się przespała. Bo nocki mamy straszne. Brzuszek męczy Emi. Budzi się czasem co 10 lub 45 minut. Śpi na mnie, więc ja na siedząco. Po każdym karmieniu, musimy ją nosić w pionie, by się odbiło. Miałam nockę, że nie spałam od 1 w nocy już w ogóle. Następnego dnia czuję się jak bohater The Walking Dead.

No nie jest łatwo. Nie mam łatwych dzieci. Wiem, że mało kto się przyznaje, że tak może wyglądać życie matki. Ale tak wygląda. Wiesz co? Nie zamieniłabym mojego Belzebuba, ani mojej huby za żadne skarby świata. To moja Perełka i moje Serduszko. Może nie chodzę do kina, nie spotykam się ze znajomymi, nie biegam po galeriach na zakupy, nie plotkuje godzinami przez telefon, ale spełniło się moje największe marzenie: mam rodzinę. Jestem mamą, choć czasem beznadziejną, to najlepszą jaką potrafię być i codziennie nad tym pracuje. W końcu praktyka czyni mistrza. To moje dziewczynki. 

Emisia ciągle się uśmiecha. Nawet o trzeciej nad ranem. Zarzygana, z kupą w pampersie. Nie ważne. Ważne że jest mama. A żebyś zobaczyła jak się cieszy na widok cyca. Radocha na sto dwa. A Majeczka? Majeczka gdy podchodzi, wtula się całą sobą i powtarza milion razy dziennie Kocham Cię, po prostu rozkłada mnie na łopatki: Mamo kocham Cię najbardziej! 

Ciężko jest. Cholernie ciężko. Czasem beznadziejnie, ale niczego bardziej nie pragnę jak być ich mamą. 
A jak wygląda Twój dzień?



Po porodzie, w domu czekała na mnie pewna niespodzianka, która kompletnie mnie zaskoczyła. Tak, bukiet kwiatów też był, ale było coś jeszcze: egzemplarz debiutanckiej powieści Anny Tabak  "Bursztynowy Anioł" z dedykacją. W lepszy czas Ania nie mogła się wstrzelić. Wiem, dziwna jestem, cieszyć się po porodzie książką, ale dla mnie to był doskonały czas na ucieczkę od bólu, odskocznię od nowych trudów codzienności i świetna terapia antybabybluesowa. Jak przetrwać połóg? Z dobrą książką w ręku.

Anna Tabak to moja blogowa koleżanka i członkini  Klubu Książki "Przeczytaj i podaj dalej" Wszystkie jesteśmy z niej ogromnie dumne, bo jej powieść okazała się po prostu rewelacyjna. Ciepła, przyjemna, napisana lekkim piórem. Błyskotliwa i dowcipna. Taka... naturalna niczym dziewczyna z sąsiedztwa. Muszę Ci powiedzieć, że cudownie czyta się książkę kogoś, kogo się zna. Przeświadczenie, że oto trzymasz w ręku jej spełnione marzenie - bezcenne.

Akcja książki toczy się w urokliwym Krakowie, a bohaterka ze swoimi perypetiami rozbawia, ale i skłania do refleksji nad własnym życiem i wyborami. Aśkę, studentkę ekonomii poznajemy w nie najlepszym dla niej momencie. Rzuca ją chłopak, który miał ją przecież prosić o rękę, na studiach jest nieszczęśliwa, egzaminy jej nie idą, a ma pracę do luftu. Wciąż pod górkę. Na szczęście, może liczyć na wspaniałe przyjaciółki - sublokatorki, których będąc szczerą, szalenie jej zazdroszczę. No bo która z Was nie chciałaby mieć funfeli na dobre i na złe? Takiej,  która pogłaszcze po plecach, ale również kopnie w tyłek, gdy robicie głupoty. Szczerej, lojalnej, wiedzącej dokładnie czego potrzebujesz? Pożyczy Ci super kiecuchnę, zrobi herbaty, gdy masz doła kupi lody, urządzając pidżama party w biały dzień? Wyobraź sobie, że przyjaciółki Aśki zabierają dziewczynę do słonecznej Chorwacji, by ta odpoczęła i nabrała dystansu. Tam poznaje... A! tego Ci nie powiem. Powiem Ci, że w jej życiu pojawią się dwaj Panowie... no i teraz zaczyna się dziać.

Ale, ale "Bursztynowy Anioł" to nie tylko historia miłości. To książka pełna mądrych i życiowych lekcji (aż się chce wynotowywać złote myśli), refleksji i przesłania. Książka, która mimo swojej lekkości (bo śmiałam się przy niej nie raz) skłania do pochylenia się nad własnym życiem, swoimi wyborami i  granicami. Czy podążasz własną ścieżką? Własną? Nie tą bezpieczną?

Ja w bohaterce odnalazłam mnóstwo siebie samej. Śmiałam się, rozumiałam i podziwiałam. "Bursztynowy Anioł" to powieść o miłości, przyjaźni, dojrzewaniu, spełnianiu marzeń i trudnościach losu. To książka o zwykłej codzienności, o rozterkach, jakie towarzyszą każdemu z nas, o sztuce dokonywania wyboru i ponoszeniu jego konsekwencji. To książka o najważniejszych w życiu wartościach. 

Świetna pozycja. Lekkie, przyjemne pióro, poczucie humoru, optymizm, lekkość w przekazywaniu mądrości życiowych  oraz zdecydowanie zakreśleni bohaterowie (których w książce nie brakuje) sprawiają, że to bardzo, ale to bardzo udany debiut autorki. Ja chcę więcej. Więcej książek Ani.  

Kochana, wybacz, że tyle mi to zajęło (sama wiesz, jak jest). Twoja książka jest cudna! Zazdroszczę! Dumnie wypycham pierś do przodu i kibicuję. Kibicuję, byś na tej jednej nie poprzestała, bo masz wielki talent. Pokazuj go światu.

A Ty już czytałaś tę powieść? Nie? To na co jeszcze czekasz??
 
 
 
No i są, zdjęcia naszego małego Krasnala. Cudne, urocze, pełne emocji. Co tu dużo mówić, no cudny jest ten nasz mały Emiś. Tu naprawdę malutki: dokładnie dwutygodniowy. Marzyła mi się cudna, cukierkowa sesja noworodkowa. Dziecię było mądrzejsze. Całym swym jestestwem mówiło nam, że tak nie chce. Oj naczekaliśmy się, naczekaliśmy by mała się uspokoiła, przestała płakać, zasnęła. Nic z tego. Chciała być blisko mnie. Ze sesji stylizowanej zrezygnowaliśmy na rzecz domowego lifestylu. I dobrze. Emi miała rację. Tak jest lepiej, tak jest naturalniej, tak jest piękniej. Matce do łba coś strzeliło.

A sesja wyszła mocno rodzinna. Są zdjęcia maleństwa (udało się zrobić dosłowanie trzy stylówy), są zdjęcia obu naszych pociech, moje z dziewczynkami i pełną rodzinką (te tylko dla naszych oczu). Długo nie mogłam się zdecydować, które z nich bym chciała. Wybór był ciężki. Ostatecznie zdjęcia przyszły w Dzień Matki - cudowny prezent.

Zdjęcia wykonała Aga z Fotobajkowo. Wyszła od nas nieco przerażona. Chyba dawno nie miała tak ciężkiej klientki. Emi nie chciała współpracować. Nie chciała wianuszków, spowijania w jakieś szmatki. Co to, to nie - moje dziecko chciało własnego bodziaczka i przytulaska z mamą. To nawet Maja, te 3 lata temu, zasnęła i dała popracować fotografce. Była spokojna. Ale też jej nie przebieraliśmy w nic. Oj trzeba do takich dzieciaczków mieć mega cierpliwość. I refleks, bo czasem naprawdę jest ułamek sekundy, gdy dziecko współpracuje, albo zrobi cudną minkę. 

Oj co ja się będę rozpisywała. Kocham zdjęcia. Jestem od nich uzależniona. A te są wspaniałe. Też macie takie fociaki?
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Uffff, na nudę w tym miesiącu, to ja nie mogłam narzekać. Co to, to nie. Zaczęło się od urodzin dziadka, przez weekend majowy, moje 34-urodziny, 3 urodziny Majeczki, wyprowadzkę do babci, na Dniu Matki i moich imieninach skończywszy. Co tydzień impreza. Co tydzień tort. Co tydzień szampan. A teraz przygotowania do Chrzcin i życie na wsi. Do tego w międzyczasie organizacja Wielkiej Wymiany Książkowej. Obłęd.

Tak. Działo się, choć osobiście jakoś bardzo tego nie odczuwałam. Jestem tak przejęta dziećmi i próbą ogarnięcia wszystkiego, że stale odnoszę wrażenie, że to wszystko dzieje się gdzieś poza mną. Tu i teraz jestem tylko ciałem, a myślą i duchem gdzieś nieobecna, gdzieś błądząca przy myśli, jak się czuje Emi, jak się czuje Maja. Mam nadzieję, że wreszcie to sobie poukładam i zacznę też myśleć o mężu oraz o tym, co dzieje się wokół Nas.



Emilcia dzielnie znosiła wszystkie zmiany. Nie przeszkadzały jej nowe osoby, ani ich ilość. Nie przeszkadzał hałas, ani nowe miejsce, zapachy, dźwięki. Jest nieprawdopodobnie spokojna i pogodna. Ciągle się ta nasza mała chichotka uśmiecha. Taki mały zadowolony z życia krasnal. Bardzo mało płacze, w zasadzie tylko gdy jest źle, a tak leży sobie zadowolona. Nawet gdy ulewa co 5 minut i tak robi to z uśmiechem na twarzy. Bo niestety dalej ulewa, a nocki bywają makabryczne. Męczy brzuszek bardzo więc stęka, jęczy, ból ją dręczy. Czasem śpimy na siedząco, bo to jej pomaga. Co tu się więc dziwić, że mnie tak mało. Kolorowo nie jest, jednak to minie, prawda? Minie. Kwestia czasu.


Coraz więcej ją interesuje, coraz więcej z Nami rozmawia, zaczepia, ogląda. Pięknie podnosi głowę i chwyta różne przedmioty. Piąstki stale w pyszczku mymlane. Rozpoczęło się śpiewanie, bulgotanie, marudzenie przy zasypianiu... Emilcia powtarza zasłyszane dźwięki, ale zaczyna również wydawać własne. Jest żywo zainteresowana światem. Nasz jarząbek uwielbia się przyglądać. Kocha muzykę i wszelkiego rodzaju grajki. Królik z pozytywką jest najlepszym przyjacielem. Interesują ją wszystkie zabawki. Przeciwieństwo siostry, która prócz nas nie interesowała się niczym. Liczył się jedynie Henio.
 
 
 
Majucha, jak to Majucha - stała się bardzo bojaźliwa, często płacze i tym płaczem lubi się upajać. Ostatnio kompletnie mnie lekceważy, bo jest babcia i dziadek. No tak, bo jesteśmy poza miastem. W domu remonty, więc wybyłyśmy. Emi na szczęście jakoś mocno zmiany otoczenia nie przeżyła. Jest mama, jest cyc więc jest dobrze. Maja zaś z rana już nawet nie chce wejść mi do łóżka. Od razu biegnie do babci i tak cały dzień. Na szczęście przed zaśnięciem słyszę: Mama! Kocham Cię! Tęsknię za nią. Najlepszą koleżanką jest pies. Może robić z nią wszystko, więc dosiada ją jak konika i się bawią, przytulają, ganiają. Pocieszny widok. 

Dni mijają, dzieci rosną, a matka dalej nie ogarnięta. Dalej nieco przerażona mimo upływu trzech miesięcy. Dopiero powolutku się statkujemy. Jeszcze rutyna nam się nie wkradła, jeszcze Emi nie potrafi znaleźć sobie pór na spanie. Jeszcze nie udało nam się zrobić masażu Shantalla. Upał doskwiera albo ulewne deszcze. Jeszcze troszeczkę czasu potrzebujemy. 
 

Na blogu lekka posucha, ale ja naprawdę nie mam sił na nic. Nie wiem, jak udało się przeprowadzić tak wspaniałą akcję, jaką była WIELKA WYMIANA KSIĄŻKOWA. No działo się. Naprawdę się działo. Wszyscy zadowoleni, nowe książki na półce, jedna już czytana, a ja mam tysiące pomysłów, tylko brak czasu do ich realizacji. Ale od 1 czerwca działamy z wyzwaniem fotograficznym na instagramie. Dołączasz?

A jak Tobie minął ten miesiąc?
 
 
 
 
Co można kupić mamie i mieć pewność, że będzie zadowolona? Torebkę! A konkretnie  - torbę dla mamy. Większość z Nas chodzi z torbami dołączonymi do wózka lub kupuje najtańsze, wychodząc z założenia, że to tylko chwilowe, że grunt by była funkcjonalna, że to dla dziecka. Ale prawda jest taka, że jak już zabieramy to wielkie torbiszcze dorzucamy do niej też swoje manatki, by nie taszczyć dwóch i w ten sposób staje się ona i naszą torebką. Warto by była nie tylko funkcjonalna, ale i wyględna, prawda? Ceny tych toreb nie są najniższe, jednak powiem Ci jedno - przez najbliższe 2 lata będziesz ją nosiła wszędzie. Ja stawiam na dobre samopoczucie.
 
Zauważyłam, że jako mama mam o wiele mniejsze potrzeby. Nie chodzę do pracy, nie potrzebuję więc kilku par butów, eleganckich ciuchów, torebek. Nie muszę się stroić, pokazywać. Najlepiej czuję się w jeansach, t-shircie, płaskich butach i parce, dlatego lubię sobie od czasu do czasu kupić coś ładnego: zegarek, biżuteria albo fajne kosmetyki i stanowczo za dużo książek. Taka piękna torba marzy mi się od dawna.
 
Moje typy? Zawsze miałam dość "drogi" gust. Wpuść mnie do sklepu, zakrywając metki, a i tak wybiorę te najdroższe rzeczy. Przyciągają mnie jak magnez. Ponoć to przez mój znak zodiaku. Byczki lubią otaczać się ładnymi rzeczami. Przynajmniej tak to sobie tłumaczę.

A więc (moim zdaniem) 9 najpiękniejszych toreb dla mam to:

  1.  Torba do wózka Pink Lining - Yummy Mummy  - to mój absolutny faworyt. No cacuszko. Niestety do Polski nie dotarły te najpiękniejsze, najbardziej kolorowe wzory. Boska jest ta muffina.
  2. Beaba Torba dla mamy Geneva SMART COLORS grey - Beaba też trafia w mój gust. Sportowa i elegancka.
  3. Torba do wózka Duo Signature chevron Skip Hop - chyba najbardziej popularne. Mają sporo ciekawych wzorów.
  4. Torba dla mamy Babymel Bella Floral Black - kojarzy się z wakacjami
  5. Torba Skip Hop Duet 2 w 1 Taupe - też bym chętnie przygarnęła
  6. Lassing Green Label Torba z akcesoriami Neckline
  7. Elodie Details – Torba dla mamy Brown Leather - eleganckie cudo, które absolutnie nie wygląda jak mamina torba. Cacuszko. Cena też piękna.
  8.  Torba dla mamy Babymel Cara PETALS
  9. La Millou, Feeria King Pack Penguin Pepe by Katarzyna Zielińska - wzory Millou są po prostu cudne. Ja marzę o tych kosmetyczkach. No miodzio.
 
 
A Ty jaką masz torbę? Polecasz? A może marzy Ci się jakaś nowa?
 
 
Udało się. Po raz trzeci akcja PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ okazała się sukcesem. Jestem zachwycona, bo coraz więcej ludzi bierze w niej udział. Co więcej, ma już swoich stałych fanów, na których zawsze mogę liczyć. Zawsze pomogą z promocją, udostępniają, zapraszają i piszą by bakcylem zarazić również innych. Bo to jest jak nawyk. Jak tylko uda Ci się wymienić jedną książką, czujesz podniecenie, ekscytację i chcesz więcej. Emocje rosną z godziny na godziny. Nie wiem, co w tym jest, ale każdy ktoś się przed wymianą wzbrania, jeśli już przystąpi, jest po prostu tak zachwycony, że chce więcej i więcej.
 
W tej edycji partnerowała mi Ewelina Mierzwińska. Jesteśmy szalone, bo obie w domu mamy niemowlęta. Obie -  śliczne Emilki. Ewelinka ze swoim maleństwem w dniu rozpoczęcia wymiany, trafiła do szpitala, a mimo to nadal trzymała rękę na pulsie. Dziękuję Ci Kochana! Przygotowanie takiej kampanii to nie lada wyzwanie. Najciężej jednak taką akcję jest  nagłośnić i sprawić, by ludzie Ci po prostu zaufali.. Dużo reaguje tak, jakby ktoś chciał ich oszukać. Spotkałam się nawet z niezbyt miła sytuacją, a przecież wszyscy są zadowoleni prawda?

Do zabawy przystąpiło 86 blogerów! A wiesz co jest najpiękniejsze i z czego jestem najbardziej dumna? W tej edycji było naprawdę dużo osób prywatnych. Nawet nie wiem, czy nie tyle samo, ilu blogerów. Piszczę z radości, bo to właśnie na Tobie, mi zależało! Nie wszyscy wrzucali komentarze u mnie, więc ciężko mi ich zliczyć, ale było ich dużo i to bardzo aktywnych. Dodatkowo Ewelina wpadła na wspaniały pomysł, rozszerzenia wymiany na Instagram. Oj tam też się działo. Nie wierzysz? Wpisz hashtag #przeczytajipodajdalej3, a zobaczysz piękne stosy książek. Te u mnie to tylko namiastka.
 
Jedni szaleją i wymieniają po kilkanaście lub kilkadziesiąt książek. Inni tylko dwie czy trzy. Wszystko zależy od nastawienia. Wbrew pozorom nie jest wcale łatwo się zgrać. Ja tym razem byłam bardziej wybredna. Szukałam konkretnych pozycji i  zdobyłam takie Perełki! Oj jestem zachwycona. Wystawiłam 9 książek, wymieniłam na 8. Dziękuję Wam dziewczyny! Bardzo, bardzo. Jestem przeszczęśliwa. Książki są w cudownym stanie, co więcej niektórzy dokładali jakieś gadżety, karteczki z dedykacją, zakładki, magnesy. Jesteście wspaniali. Sama w tej edycji ze zrozumiałych powodów tego nie zrobiłam, wybaczcie, ale już szykuję niespodzianki na ...

... no właśnie, na październik czyli czwartą edycję. Mam nadzieję, że będziecie ze mną? Zbieraj swój stosik i śledź bloga lub dołącz do mojego KLUBU KSIĄŻKI - oni zawsze mają informacje z pierwszej ręki.
 
A Ty? Brałaś udział? Zadowolona jesteś? Nie miałaś żadnych problemów? Podobała Ci się organizacja? A może masz jakieś pomysły na ulepszenie mojego przedsięwzięcia? Jakieś uwagi? Pisz śmiało. Mnie w głowie już się kotłuje, mam nadzieję, że wypali to, o czym marzę..


Medbest
Karmienie piersią, choć przynosi same korzyści, dla mamy bywa uciążliwe i bolesne. Na szczęście tylko z początku. Dlatego, gdy przetrwasz najgorsze pierwsze 2 miesiące, potem możesz rozkoszować się bliskością, jaką z dzieckiem tworzycie. Ucząc się karmienia przy Mai cudowałam na różne sposoby, by znaleźć dogodne dla siebie pozycje oraz gadżety, które mi to ułatwią. Wiem już, co dla mnie jest najbardziej pomocne i co najwygodniejsze. Dziś chciałabym podzielić się z Tobą moim doświadczeniem.



1. WYGODNY, DOBRZE DOPASOWANY BIUSTONOSZ TO PODSTAWA

Na początku szkoda mi było pieniędzy na droższe biustonosze do karmienia. Nie wiedziałam, jak długo będę karmiła więc wybierałam te tańsze opcje typu H&M. To był mega błąd. Można zrobić sobie prawdziwe kuku. Odkąd znalazłam firmę, która choć nie tania, szyje właśnie dla mam, jestem wniebowzięta. Biustonosz musi być wygodny, dobrze dopasowany i w żadnym miejscu nie upijać. Na początku drogi mlecznej, najmniejszy nawet ucisk, może spowodować zator lub zapalenie piersi. Dlatego to takie ważne, by znaleźć i firmę, i odpowiedni rozmiar. Na początek zdecydowanie polecam miękką bieliznę bez żadnych fiszbin, ani usztywnień. Potem taki biustonosz przyda się na noc. Ja zaufałam firmie Alles. Ich biustonosze nie dość, że idealne dla mam, to jeszcze są pięknie wykonane i czujesz się w nich zmysłowo i kobieco pomimo bycia dojną krówką. 


2. WKŁADKI LAKTYCYJNE

Tak, to prawda. One nie będą potrzebne każdemu. Podczas gdy jedne mamy mają bardzo ustabilizowaną laktację od samego początku, innym (jak mnie) na myśl o dziecku mleko cieknie strumieniami. Niestety. Gdy zbliża się pora karmienia wystarczy, że pomyślę sobie o malutkiej, od razu czuję mrowienie w piersi i mokry biustonosz. Bez wkładek chodzę z mokrymi plamami na koszulce. Polecam mieć w razie czego choć jedno opakowanie na start, a potem sama zobaczysz, jak to będzie u Ciebie. Na rynku wybór jest przeogromny. Testowałam już wiele firm i zaprzyjaźniliśmy się z NUKiem, ale tylko wersją Classic. Niektóre wkładki zostawiają niestety włókna na sutkach, co utrudnia dziecku spokojną konsumpcję. Inne są zbyt chłonne, że nie czujesz ich przepełnienia, a potem rolując się mogą ugniatać Ci pierś. Sprawdź sama, które firmy są dla Ciebie najwygodniejsze.

Alles


3. LAKTATOR


Radzę się zaopatrzyć. Najlepiej na dzień dobry mieć pożyczony. Czasem bywa potrzebny, a  czasem nie. Dla mnie jest najlepszym przyjacielem, bo nie widzę powodu by budzić śpiące w nocy dziecko, tylko po to by podać mu pierś  (oczywiście tylko, gdy pięknie przybiera na wadze). Jak śpi, niech śpi. A ja mrożę mleko na zapas. Przyda się również, gdy pokarmu masz za dużo, za mało lub dziecko śsie zbyt krótko - wówczas można odciągnąć chude mleko początkowe i podać maleństwu pierś z tłustym obiadkiem. Nie mniej jednak zawsze polecam konsultację z doradcą laktacyjnym albo przynajmniej z naprawdę dobrą położną.
 

4. PODUSZKA DO KARMIENIA


Rogali na rynku jest zatrzęsienie. Ja ich nie lubię. Są grube, sztywne i przydatne tylko gdy karmisz siedząc sztywno na krześle. Mam głęboką, niewygodną kanapę, a w domu brakuje krzeseł więc karmię na łóżku i najlepiej do tego nadaje się poduszka ciążowa. Masz nie tylko podparte ramiona, ale i plecy oraz kręgosłup. To jest nieprawdopodobnie wygodne szczególnie w nocy.


5. KOSZULA DO KARMIENIA


Niektóre mamy wydają fortunę na ciuchy do karmienia. Koszulki ze specjalnymi rozcięciami itp. Nie lubię tego. Bądźmy szczerzy, takie rzeczy są nieprawdopodobnie drogie, a potrzebujesz ich sporo. Zamiast tego wybieram zwykłe ciuchy. Nie wywalam całej piersi, a wkładam dziecko pod bluzkę, ta zaś delikatnie opada na pierś i wszystko zasłania. Ale nocą... nocą wybieram koszule do karmienia. Miałam kilka. Ale zakochałam się w tej od firmy MEDBEST. Nie dość, że jest pięknie wykonana, z miękciusiego, miłego w dotyku materiału, to nieprawdopodobnie funkcjonalna. Tylko jeden guziczek, a w sumie napka, i już jestem gotowa do karmienia. Oryginalny krój, dzięki któremu czuję się elegancko, gustownie i kobieco. To nie kolejna szmatka, ale koszula w której poczujesz się kobieco, stylowo i seksownie. Dla mnie bomba. Szczerze Wam polecam. Daje komfort psychiczny i dobre samopoczucie.

6. WIELOFUNKCYJNE PONCZO OD MEDBEST


Pamiętasz aferę z mamą, którą wyproszono z lokalu za karmienie piersią? Hmnnn nie wiem, jak naprawdę sprawa się miała. Faktem jest, że osobiście nie czuję wstydu karmiąc piersią, bo przestaję traktować tę część ciała jako element wywołujący podniecenie, a jak narzędzie do karmienia. Nie mniej jednak staram się być dyskretna i nie wywalam cyca nad kotletem. Choć karmię wszędzie, staram się przy tym być dyskretna, a ponczo mi to to zdecydowanie ułatwia. Dziecko ma jak oddychać, jest mu wygodnie i nie przykrywam mu głowy tetrą. Ponczo zaś jest wielofukcyjne i można je wykorzystać np. jako zabezpieczenie fotelika samochodowego przed wiatrem, jako kamizelka dla mamy, jako apaszka. 

MEdbest
Tak naprawdę nic więcej nie potrzeba. No chyba, że woreczki do zamrożenia mleka. A Ty? Karmisz piersią? Używasz laktatora? Jak wygląda Twoja droga mleczna? Wspomagasz się takimi umilającymi karmienie gadżetami? A może potrzebujesz w tej dziedzinie wsparcia? Chcesz o coś zapytać?
 
 

Majucha skończyła dziś 3 latka! To nieprawdopodobne, że mam w domku już taką dużą dziewczynkę. Ten rok przeleciał mi przez palce i czuję, że nie jestem już tak wspaniałą mamą, jak niegdyś. Nie tak uważną, bo moja uwaga rozkłada się na dwa. Ale ten dzień należał do Niej. Nawet siostra spała, dając mamie czas dla starszej. Ot taki prezent.

W ciągu tego roku Maja tak bardzo się zmieniła. Z dziecka przekształciła się w mała dziewczynkę, która podkrada mi pomadkę, kocha buty, nosi własne pierścionki i ma bardzo wysublimowany gust jeśli chodzi o ciuchy. Przy całej swej kobiecości, jednocześnie kocha auta, pociągi i samoloty. Nie w głowie jej żadne lale, choć Henia karmi piersią. Jest wrażliwa, uczuciowa i nieprawdopodobnie emocjonalna. No i właśnie została starszą siostrą.

Tak, przez ten rok wiele się zmieniło. To był ciężki okres dla Majci. Niemal zaraz po jej drugich urodzinach zaszłam w ciążę i... nie mogłam poświęcać jej tyle uwagi co zawsze. Nie mogłam z nią szaleć, biegać, skakać, a nawet chodzić na spacery. Strasznie mnie to boli. Mam ogromne wyrzuty sumienia. Chciałabym jej dać całą siebie, a tego już nigdy nie będę mogła robić. Maja zawsze była emocjonalna, a ten czas był dla niej istną feerią emocji. Oddalenie się mamy, pojawienie się siostry, zazdrość i euforia w jednym. 
 
Jest ciężko. Miniony miesiąc to niestety łzy, lament, histerie, krzyki, a wręcz prucie się, darcie i rzucanie na kolana. Zazdrość skierowana na nas i zwrócenie na siebie uwagi. Na szczęście nie na siostrę. Siostrę wręcz przydusza swą miłością. Trzeba ją nieco odganiać - co też nie najlepiej na nią wpływa. Marudna się zrobiła i jazgotliwa. Myślisz, że jej przejdzie? Mam na to wielką nadzieję.

Bo poza tym, to wspaniała dziewczynka. Istny wulkan energii. Wszędzie jej pełno. Za nami jej pierwsze w życiu zawody biegowe i od razu z kopyta zaliczone drugie. No pokochała bieganie (tata sika z radości).  Muszę powycinać filmik i pokazać Wam tę radość podczas biegu. Wiedziałam, że kiedyś to nastąpi, w końcu to córka maratończyka, ale nie sądziłam, że już w wieku 3 lat! 

To dziecko, które non stop śpiewa, tańczy, ubóstwia rymowanki. Pięknie, po prostu pięknie i płynnie mówi, przekomicznie przeinaczając czasem końcówki wyrazów. Jest inteligentna i błyskotliwa. Ciekawa świata. Czemu to? Czemu tamto? Buzia się nie zamyka, a pytania nigdy się nie kończą. 

Ostatnio wszędzie wchodzi i niczego się nie boi, co rodzi lawinę głupich pomysłów. No w takiej wersji jeszcze mojego dziecka nie widziałam. Jak to mówią "kiełbie we łbie" totalne. Robi rzeczy, jakich nigdy wcześniej nie robiła. Zawsze była taka grzeczna, roztropna i rozważna. Było. Minęło. No dzikus jakiś, który biegnie do przodu, patrząc w tył.
 
Ale i tak jest urocza. No widziałaś ten uśmiech? Z rana się we mnie wtula i powtarza po 20 razy, że mnie kocha. Wieczorem usypiam je obie. Jedna na rękach, druga obok mnie wtulona. Padam na ryja i się wściekam. Nie przyznaję sę, że tak naprawdę to mi się ciepło robi w serduszku. Jak tylko mogę, uciekamy gdzieś z Mają we dwie. Choć wygląda na to, że i to jej nie wystarcza, że muszę kombinować więcej. No muszę. Inaczej wszytko runie.

Tak, to był rok pełen zmian i wyzwań. Rok pełnego rozwoju i dojrzewania. Rok, w którym Maja wyszła z pieluch, nauczyła się samodzielności, poznała nowe emocje jak wstyd, nuda, zazdrość, tęsknota, duma, empatia, współczucie. 

A dziś minął nam w miarę zwyczajnie dzień. Urodzinki robimy w niedzielę - póki co jeszcze rodzinne - z dziadkami i chrzestnymi. Skromnie. Z tortem mamy (trzymaj kciuki, by mi wyszedł).
 
 
 
Urodziny zawsze nastrajają mnie dość filozoficznie i nostalgicznie. To właśnie wówczas się zatrzymuję, patrzę wstecz, kontempluję, wyciągając z życia wnioski. Zwykle myślę o tym, co życie mi przyniosło i czego się nauczyłam, co mogę poprawić, jak żyć dalej. Dziś uważnie przyglądam się życiu i jestem po prostu wdzięczna. Wydaje mi się, że zbyt rzadko w życiu dziękujemy. Nie doceniamy tego, co mamy, co życie przynosi, tylko, podążając za konsumpcjonizmem, pragniemy więcej i więcej, podczas gdy pod nosem zwykle mamy, to co najważniejsze.


Za co jestem wdzięczna? Za:
 
1. ŻYCIE - to sprawa najważniejsza - po prostu cieszę się, że jestem i chcę być jak najdłużej
2. ZDROWIE - nie jestem okazem zdrowia, aż tak życie mnie nie oszczędza, ale póki co widzę, chodzę, słyszę. To co najważniejsze jest
3. RODZICÓW - bez których by mnie nie było, za to jak mnie wychowali i na kogo wychowali, za to że kochali i kochają
4. MĘŻA- moja druga połóweczka - dzięki Bogu, że w końcu się odnaleźliśmy
5. DZIECI - są kwintesencją mojego życia i spełnieniem marzeń
6.POKÓJ - cieszę się, że mogę żyć w kraju wolnym od wojen, kryzysów i kataklizmów, gdzie nie panuje zaraza ani głód
7. DOM - cieplutkie choć niewielkie mieszkanko, które mam dzięki mojej kochanej św. p. babuni i rodzicom
8. WARUNKI DO ŻYCIA - jestem wdzięczna, że mam z czego żyć. Żyć godnie. Nie na bogato, ale tak by być szczęśliwym
9. PRACĘ - gdyby nie ona, to pkt. 8 by nie było
10. PRZYJACIÓŁ - nie lubię nadużywać tego słowa. Straciłam wielu znajomych, zostały jednostki i mam nadzieję, że zostaną ze mną już na zawsze. Jestem jednak wdzięczna również za tych, co odeszli - ponoć ludzi spotykamy na swej drodze z określonego powodu, gdy spełnią swoją rolę odchodzą - przeżyłam wiele rozczarowań, ale też pięknych chwil, za które jestem wdzięczna
11. MOŻLIWOŚCI - za to, że zawsze mogę zacząć od nowa, próbować, uczyć się, rozwijać
12. Za słońce za oknem, błękitne niebo, pachnące bzy i Caramel Macchiato
13. Za wrażliwość, empatię i kruchość, którą Bóg obdarzył moją naturę
14. PODRÓŻE - bardzo ważny element mojego życia. Jestem wdzięczna za każde jedno odwiedzone miejsce, każdą usłyszaną i przeczytaną historię, każdego napotkanego człowieka, każdą naukę
15. Za wszystkich ludzi, którzy stanęli na mojej drodze - i tych dobrych, i tych złych - ze styczności z każdym z nich życie przyniosło coś dobrego, chociażby naukę na przyszłość
16. Za każde MAMO KOCHAM CIĘ! każdy uśmiech i zdrowie moich dzieci
17. Za wspólne poranki w łóżku
18. Za różyczki, które dostaję od męża - a wręcza je w swój własny, wyjątkowy sposób
19. Za to, że jestem jaka jestem i właśnie taką siebie lubię
20. PASJE - niegdyś do tańca, dziś do czytania i pisania
21. OKRUCHY ŻYCIA - wiatr we włosach, zmrożony nos, piasek pod stopami, gęsią skórkę - za rzeczy, które czynią życie piękną, wartą wspomnień emocją
22. MAGIĘ - za wszystkie te magiczne chwile, które zamykam w sercu na zawsze
23. WIARĘ - w jutro, w dobro, ludzi, Boga
24. NADZIEJĘ na jeszcze lepsze jutro, pozytywne zmiany, spełnienie
25. Pewną osobę, która pomogła mi być sobą, siebie kochać, akceptować i po prostu siebie lubić
26. ODWAGĘ - nie wiele jej mam, więc jestem wdzięczna za każde moje wyjście ze strefy komfortu, a nawet zwykłe wychylenie noska
27. ŻYCIE W XXI w i wszystkie ułatwienia, które nam towarzyszą - za ogrzewanie, światło, tampony i pampersy, za samochody, samoloty i wszelkie środki transportu, za lodówki i inne cuda ułatwiające mi życie
28. MIŁOŚĆ, która mnie otacza, którą dostaję i którą ofiarowuję, która jest dla mnie jak powietrze
29. TALENT - chyba najważniejszego nie odkryłam - ale parę się znajdzie
30. STUDIA - jeden z najcudniejszych okresów mojego życia, który będę wspominać z rozrzewnieniem
31. Rodzinę za granicą - która swego czasu bardzo mi pomogła i ułatwiła życie
32. DZIADKÓW i WSPANIAŁE DZIECIŃSTWO - czar wspomnień i bezwarunkową miłość
33. MIŁOŚĆ do życia i dar dostrzegania tego, czego inni nawet nie zauważają
34. Za Was - tak za Was i za te kochane osóbki, które są ze mną w bliskim kontakcie - za Ciebie Martusiu, Halszko, Justysiu, Madziu (...) za prywatne, intymne wiadomości, za zaufanie, wspieranie, kibicowanie. Za Was - bo bez Was nie było by SAVE THE MAGIC MOMENTS 

...

Mogłabym tak wymieniać jeszcze długo. Rzeczy fundamentalne, drobnostki, rzeczy oczywiste i te bardziej osobiste. Jest tego naprawdę sporo, ale jak 34 to 34. Trochę chaotycznie, spontanicznie, bez hierarchizacji. Prócz pierwszych 10, które są chronologiczne wręcz. Cieszę się, że jestem. Po prostu. Tu i teraz. Oddycham pełną piersią. Nieco mi się oczy z niewyspania zamykają, ale jestem szczęśliwa. Jestem wdzięczna. Jestem TU i TERAZ.
 
A Ty za co jesteś wdzięczna? Podzielisz się tym ze mną? Wymienić te 5 - 10 najważniejszych dla Ciebie rzeczy albo pierwsze które Ci do głowy przychodzą. 
 


 
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, z pewnością do gustu przypadną Ci dwa poprzednie:
 


Pomimo minimalizmu, lubię przygotowywać zestawienia prezentów dla dzieci. Oczywiście są one mocno subiektywne, opieram się w końcu na czystej obserwacji własnego dziecka, a więc nasza lista nie każdemu może przypaść do gustu. Staram się  jednak wybierać prezenty ponadczasowe, które naprawdę maluszka zainteresują i których nie rzuci w kąt.

Co lubi trzylatek? Naśladować dorosłych. A jaki jest? Nad wyraz aktywny. Co jest mu potrzebne - świadoma mądra stymulacja i nauka poprzez zabawę. Przyda się więc coś do odgrywania ról, coś dającego upust energii i coś dzięki czemu będzie się rozwijał.

Jeśli chodzi o prezenty urodzinowe jestem zwolenniczką kupowania do spółki czegoś większego, co posłuży dziecku przez dłuższy okres, zamiast kilkunastu pierdół. Po pierwsze gdy jest czegoś za dużo, dziecko nie wie, czym ma się bawić. Po drugie - wierz mi lub nie - ale im mniej tego, tym lepiej dla jego rozwoju. 

15 POMYSŁÓW NA PREZENT DLA 3 - LATKA


Jeśli masz ogród - to wspaniale! Możesz postawić na  DOMEK DO OGRÓDKA (zabawa w dom na świeżym powietrzy) czy zjeżdżalnię (nie wiem, co w niej jest, ale dzieci ją kochają), bo podejrzewam że piaskownicę i huśtawkę już masz?
 
Dla aktywnych dzieci wspaniałym pomysłem będzie HULAJNOGA lub rower (i tu już zależy od stopnia rozwoju dziecka i podejścia rodziców. Jedni stawiają na rower biegowy, inni na trójkołowy. Maja w zeszłym roku otrzymała biegówkę i... nie chce na nią wsiadać. Nie i już. Boi się. Nie ogarnia tego. Jeździków też nie lubiła. 

Gdy brak Ci pomysłów, z pomocą przychodzi LEGO. LEGO to zawsze dobry pomysł. Jedne dzieci zaczynają się bawić wcześniej, inne później, ale LEGO od kilkudziesięciu lat po prostu rządzą. A i dorośli częściej przy nich siadają do zabawy z dziećmi, przypominając sobie własne dzieciństwo

Nadadzą się wszelkie zabawki, którymi bawić się można w naśladowanie: przybory do kuchni (garnki, warzywa, owoce, muffiny, pizza, tort, zestaw filiżanek, czajnik, toster, ekspres do kawy...), zestawy fryzjerskie, zestaw lekarza itp. Ale też fajnym pomysłem będzie APARAT FOTOGRAFICZNY. Maja widząc, jak robię zdjęcia zabiera mi mój - chcąc robić prawdziwe zdjęcia. Jednocześnie uwielbia bawić się w "na niby" i robić cyk cyk cyk. Z pewnością Twoje dziecko lubi robić to,  co Ty - więc sama będziesz najlepiej wiedziała, co interesuje Ciebie - trzylatek to taka mała papuga. Co robi mama - robi i on. Co ma mama - chce i on. Dlatego w naszym zestawieniu nie może zabraknąć ZEGARKA NA RĘKĘ. Odkąd dostałam swój wymarzony na gwiazdkę, ilekroć go założę - Maja również chce.

Nie lubię zabawek "ogłupiających" - czyli grająco - piszcząco - denerwujących, które jedyne co robią, to dziecko pobudzają. I nie koniecznie mam tu na myśli pobudzanie wyobraźni. Nie jestem zwolenniczką kupowania tabletów i komórek dla tak malutkich dzieci. Osobiście wolę przemycić coś mądrzejszego - jak np. DREWNIANY ZEGAR (do nauki cyferek i pojęcia czasu), czy DREWNIANY ALFABET (do zabawy w słowa, rymowanki itp.) lub chociażby KÓŁKO i KRZYŻYK (wspierający wyobraźnię i myślenie perspektywiczne). 


Jeżeli jesteś ciocią i chcesz wydawać dużo pieniędzy, a pragniesz by prezent był niedrogi ale trafiony, warto postawić na rzeczy niezawodne, które po prostu dziecku sprawiają mega radochę: naklejki, tatuaże, stempelki, magnesiki, mazaki do kąpieli czy błyszczyk dla dziewczynki - szczególnie gdy mama się maluje - pewnie już grzebie w kosmetyczce - Maja chce ciągle pomadkę. Dlatego na urodziny z pewnością dopakuję jej błyszczyk. Dzieci zwykle cieszą się z rzeczy malutkich.

A Ty? Co proponujesz na prezent dla 3 latka?


Jeśli czujesz niedosyt lub nie znalazłaś tu niczego dla siebie zerknij do listy 15 POMYSŁÓW NA PREZENT URODZINOWY DLA 2 - LATKA - tam z pewnością coś znajdziesz.

A jeśli masz młodsze dziecko polecam:


Emi skończyła dziś 2 miesiące, a ja patrząc na jej roześmiane oczka, nie mogę w to uwierzyć. Czas dla mnie stanął w miejscu. Dla mnie nadal jest 28 lutego. Tymczasem moje dziecko rośnie, rozwija się, codzienne dostarcza wachlarza emocji i nieprzespanych nocy. Tak jestem podwójną mamą, tylko kiedy to do mnie dotrze?

Za nami kolejny miesiąc, pierwsza wspólna Wielkanoc, pierwsze wizyty Emi u dziadków, pierwszy bieg Mai w zawodach, pierwsze szczepienia.

Emilcia rośnie w oczach. Rośnie podwójny podbródek, rosną wałeczki na nóżkach, rośnie waga. Właśnie dobiła do 5900. Zdumiewające, biorąc pod uwagę fakt, ile ulewa. Bo ulewa nadal. Może nieco w mniejszym stopniu, ale niestety wciąż mamy problem. Radzimy sobie motając się w chustę, łykając probiotyki i espumisan. Emiś ciągle chce być w pionie. Tylko nocą i w wózku leży. Pogoda spacerom nie sprzyja więc się chustujemy lub mała śpi na mnie, podczas gdy Majeczka rajcuje z babcią. A Emilcię i tak podbija i co jakieś 20 minut widzę, że cofa jej się treść, robi zniesmaczoną minę lub płacze przez sen. Ciężko patrzeć jak maleństwo cierpi. 

Tak mijają nam dni. Emilia na mnie. Maja z babcią. Dręczy mnie to, ale z drugiej strony cieszę się, że mogę poświęcić więcej czasu Emi. Maja miała mnie na wyłączność. Emi nie ma takich przywilejów. O ile mam straszne wyrzuty sumienia względem Mai, o tyle jestem szczęśliwa móc ściskać Emi. Czuć zapach tej maleńkiej główki, widzieć jak wpatrują się we mnie z ufnością i bezwarunkową miłością małe ślipia. Zadziwiające jest macierzyństwo i działanie hormonów. Jeszcze miesiąc płakałam, że nie czuję z Emi żadnego kontaktu, a dziś nie chcę jej dawać nikomu na ręce i z przyjemnością przesiaduję z nią w pokoju.
 
Tak o wiele łatwiej jest wejść w świat niemowlaka, niż 3 latka. Teraz to widzę. Wszyscy mówią, że dziecko im bardziej kumate, tym fajniejsze, a ja myślę, że takie maleństwo, które jest całkiem od Nas zależne i takie bezbronne jest wielkim cudem. Należy się nim delektować i podziwiać, bo znika w okamgnieniu.
 
Z noworodka Emi stała się niemowlęciem. Całkiem długo i silnie trzyma główkę w górze, sama ją obraca szukając dogodnej pozycji. Zaczyna się interesować, co dzieje się wokół niej. I dosłownie dzień po poprzednim poście zaczęła się szeroko uśmiechać i tak śmieje się na okrągło. Nawet po ulaniu, gdy w buzi nieprzyjemny posmak, ona ma szeroki uśmiech na twarzyczce. Nauczyła się również chwytać coś w łapkę i pakować piąstki do buziuni. Zaczęła zwracać na nas uwagę. Trzyma kontakt wzrokowy, stara się powtarzać wyraz twarzy lub dźwięki. Jest coraz głośniejsza, gaworzy po swojemu. Wciąż coś nam opowiada. Skupia wzrok na pewnych przedmiotach. Śmieje się do karuzeli. Nawiązuje z Nami kontakt, co nieprawdopodobnie wzrusza i przywiązuje. Mogłabym patrzeć w te oczki godzinami.
 
Pojawiła się tez wysypka. I to nie malutka. Obsypało jej całą buzię, szyję, główkę. Na szczęście to nie alergia, a trądzik niemowlęcy. Po czterech tygodniach wreszcie schodzi. No i tak co rusz coś. Jedno znika, drugie się pojawia. Jeden skok rozwojowy za nami. Drugi chyba właśnie się dzieje. Badanie stawów zaliczone.

A Majuch? Dla Majuszka to był ciężki miesiąc. Jednocześnie chyba powoli zaczyna oswajać się z sytuacją, choć jazdy mamy przeogromne. Wierzę, że z czasem osiągniemy względny spokój. Nie mogę uwierzyć, że za dwa tygodnie skończy już 3 latka! Taka duża dziewczyna. Za szybko urosła. Zdecydowanie za szybko.

Ja? Ja staram się ogarnąć. Dzielić miłość. Nie zwariować. Wykraść jak najwięcej czasu dla siebie. Zdobyłam nową umiejętność: spanie na siedząco z dzieckiem na rękach. Myślałam, że to nie możliwe, że strach o to, że mi wypadnie jest silniejsza, ale jestem przy drugim tak zmęczona, że zasypiam z nią podczas karmienia piersią. Szczególnie wieczorem, gdy Emi nie może usnąć przez 1,5 do 2 godzin. Ja wymiękam. Ona wówczas siłą rzeczy też, bo nawet nie słyszę, że wyraża niezadowolenie. Mieszkanie mamy zagracone, wiecznie wisi pranie i dzięki Bogu codziennie przychodzi do mnie moja mama, by nam pomóc i zając się Mają. Z jednej strony bardzo się z tego cieszę, z drugiej wiem, że dobrze by było wreszcie zostać samej z dziewczynami, ale wówczas nie mogłabym skupić się na Emi, ani na Mai. A tak, gdy tylko wraca tata, ja jestem dla Mai i wspólnie razem wychodzimy. Za dnia zaś nie czuje się odepchnięta, ani mniej ważna. 

A na blogu... na blogu nieregularność... 
i WIELKA WYMIANA KSIĄŻKOWA! Wisi też cudowny wpis Karoliny z OdNova, która w wspaniały sposób radzi, jak ogarnąć rzeczywistość przy dwójeczce dzieci. Widziałaś już?
 
 

 
Nieuchronnie zbliżają się moje kolejne urodziny, a ja kompletnie o nich zapomniałam. W mojej czasoprzestrzeni nadal mamy marzec i gdy mąż zapytał, co bym chciała dostać na urodziny, tylko odburknęłam, że ma jeszcze mnóstwo czasu. Po urodzeniu Emisia czas stanął w miejscu, a wyglądając przez okno, jedynie utwierdzam się w mym błędnym przekonaniu, że do wiosny daleko.

Co roku przygotowuje swoje wishlisty i co roku mam z tym problem. Jako świeżo upieczona mama głowę mam zaprzątniętą zupełnie czym innym niż własne urodziny, zakupy czy zachciewajki. Myślę bardziej o tym, czemu moje dziecko wciąż ulewa, skąd ta wysypka i kiedy wreszcie uśnie. Prezenty? Kurcze no ja naprawdę nic nie potrzebuję. No dobra trochę bluzek, bo przebieram się średnio 3 razy dziennie (ktoś non stop na mnie ulewa). Zakupy? Matko ja nawet nie wiem, co aktualnie jest w sklepach, co jest modne, co wygodne, co na czasie. Dres, dres z pewnością się przyda. Czas i sen. Tych dwóch ostatnich chyba nikt mi nie podaruje. A szkoda. Tak więc przygotowałam swoją urodzinową wish listę mocno opierając się na poprzednich.


  
Co mi się marzy?
1. KUNDELEK - oj tak marzy mi się piękny, biały Kindle. Od razu mówię, nie znam się na tych wszystkich parametrach. Zanim się zdecyduję muszę się poradzić moich kochanych dziewczyn z Klubu Książki, bo nie chcę wydać pieniędzy na coś, co mnie nie zadowoli, a to duże pieniądze. Ale tak przy dziecku bardzo przyda mi się czytnik.

2. KOLCZYKI - tak zgadza się, one się pojawiły na poprzedniej wish liście, ale nadal ich nie mam, a konweniują z moim łańcuszkiem. Poza tym kolczyki to jedyna biżuteria, którą obecnie mogę nosić.

3. PODKŁAD MINERALNY - Dotychczas to Mac był moim marzeniem, ale rozczarował mnie kompletnie, dlatego postanowiłam wypróbować minerały. Annabelle Minerals to jedyna firma jaką znam jednak słyszałam same zachwycające i zachwalające opinie. Używałaś mineralnych kosmetyków? A może właśnie masz jakieś doświadczenie z Annabelle?

4. Escada - oj kocham te zapachy - co prawda obecnie nie używam perfum - pachnę sobą czyli mlekiem :) ale przydałby się flakonik tego zniewalającego zapachu lata. Od lat jestem wierna tej marce.

5. FILIŻANKA Z UŚMIECHEM - taka mała rzecz, która cieszy i pomoże przetrwać poranki po nieprzespanej nocy - czy tylko ja lubię takie gadżety?

6. KSIĄŻKI - zawsze! Zanim ktoś mi sprezentuje takie drogie cudo, jakim jest Kindle, pozostanę papierowi. Zawsze i z miłą chęcią przygarnę książeczki. Idąc za moim postanowieniem noworocznym marzy mi się najnowsze wydanie "Pięknej i Bestii" oraz "Uważność i spokój żabki" Eline Snel. Nie pogardzę też ostatnią książką Musso, której jeszcze nie czytałam, czyli "Papierową Dziewczyną" (wszystkie pozostałe już znam). Moja lista must read jest znacznie dłuższa - znajdzie się na niej chociażby "Hrabia Monte Christo", "Północ i południe" czy "Przeminęło z wiatrem", ale by wyczerpać temat, musiałabym osobnego posta.
Ale najbardziej na świecie czekam na laurkę od mojej córci :)
A Ty co byś chciała dostać w prezencie?