Przygotowanie wyprawki to z najmilszych rzeczy w ciąży. Kupowanie, a nawet już samo oglądanie tych wszystkich malutkich ciuszków wywołuje szeroki uśmiech na twarzach, rozlewa ciepełko po serduszku i powoduje wielką dziurę w budżecie, o zawrocie głowy i wariactwie nie wspomnę. Młode mamy widząc te słodkości chcą mieć wszystko. No bo jak? Dla mojego dziecka musi być to, co najlepsze. Prawda? Tylko, że najlepsze wcale nie oznacza najładniejsze i najdroższe. Tak naprawdę, większość tych super gadżetów jest całkowicie zbędna. Stanowią one przede wszystkim pretekst do zaspokojenia własnej próżności. Pamiętaj, że to że wszystkie blogerki mają jakąś rzecz nie oznacz wcale, że jest to potrzebne, niezbędne albo w ogóle przydatne.
 
Mam do tego spory dystans i jak coś polecam, to jest to naprawdę coś co polecić warto. Co u Nas się sprawdziło i okazało trafionym wydatkiem.  Minimalistyczną listę wyprawkową przygotowałam już po urodzeniu Majeczki. Znajdziesz ją TUTAJ i zanim ściągniesz poniższy plik, zapoznaj się proszę z jej treścią. Wyjaśniam w nim dość szczegółowo, co będzie Ci niezbędne i dlaczego, bez czego spokojnie dasz sobie radę i nawet nie musisz myśleć o jego istnieniu oraz dlaczego dziecku nie są potrzebne wszystkie te falbanki, zabawki i sterylizatory (jeżeli karmisz piersią). 
 
Teraz stworzyłam dla Ciebie o wiele przyjemniejszą i bardziej przydatną wersję do pobrania w PDF. Możesz ją ściągnąć, wydrukować i zabrać ze sobą na zakupy.
 
 

PLIK MOŻESZ POBRAĆ TUTAJ.

Mam nadzieję, że Ci się przyda? A w razie wątpliwości pisz. Odpowiem na wszsytkie Twoje pytania i rozwieję wszelkie wątpliwości.
 


Walentynki obchodzę odkąd pamiętam. W zasadzie to zasługa mojego taty, bo zawsze, ale to zawsze coś od Niego dostawałam. W końcu miłość to uczucie tak szeroko pojęte, że świętować można je na wiele sposobów.  Nigdy nie traktowałam tego dnia jednowymiarowo. Dla mnie to nie tylko święto zakochanych, ale przede wszystkim święto miłości. A miłość ma tyle wymiarów. Kochamy partnera, kochamy rodziców, kochamy nasze dzieci, kochamy nasze zwierzaki... Walentynki to miłość, a miłość to bezwarunkowa akceptacja, a więc kochamy również siebie. Zatem nie widzę powodu by nie świętować również Walentynek w pojedynkę.

Tak w pojedynkę. Nie zawsze miałam męża. Nie zawsze miałam chłopaka. Walentynki bywały samotne, ale... zawsze, a przynajmniej odkąd pamiętam dostawałam Walentynkę od taty. Były to kwiaty, czekoladki, czasem diabełek z serduchem. Czasem złote kolczyki. Ale coś dostawałam zawsze. Tak więc i dziś dostałam moje kochane Ferrero Rocher i kwiatuszki. Ba!! Dziadek ma teraz więcej kobiet do kochania, więc kwiaty i prezent był również dla Mai. Bo Walentynki zawsze świętujemy rodzinnie. Można też samemu się rozpieścić, kupić coś fajnego, drogiego, coś o czym marzymy. Można spędzić cudowną randkę z przyjaciółką, przyjacielem, a nawet z książką. Bo kochać również trzeba siebie i mieć dystans do wszechpanującej komercji.

Odkąd mamy dziecko świętujemy wspólnie. Pierwsze Walentynki Mai spędziliśmy we troje. W tym roku Maja zrobiła dla taty Walentynkę (niemal) samodzielnie już wczoraj. Dziś wspólnie przygotowałyśmy niespodziankę - zdjęcie z napisem dla taty wysłane smsem- robimy je od urodzenia. A teraz są aż 3 kobiety, które kochają moją Gazelę, więc troszkę się nim dzielimy. Ciasto w kształcie serca właśnie się piecze. Do pracy przyszedł do taty kurier z czekoladkami. Tak my świętujemy. Tak sprawiamy sobie radość i niespodzianki. Wieczorem, gdy dziecko śpi świętujemy dalej, tylko we dwoje. Jako, że jestem w totalnym rozkroku i mogę urodzić w każdej chwili darowaliśmy sobie wyjścia. Z resztą nawet ich nie lubimy. Wolimy wieczór w domku, we dwoje. Tym razem przy świecach i sushi z masażem opuchniętych stóp.

A ja? Obżeram się dziś do bólu czekoladkami - aż chyba przesadziłam, bo mała szarżuje w brzuchu.

Czy dzieci powinny świętować Walentynki? Oczywiście, że tak! To doskonała okazja by pokazać dziecku jak celebrować miłość (choć oczywiście robimy to codziennie - dziś w sposób szczególny, chcemy podkreślić, jakie to ważne uczucie), jak okazywać uczucia w sposób bardziej dosadny niż na co dzień. To również doskonały pretekst do rozmowy na temat miłości. Zamiast więc kupować misia z serduszkiem można  sięgnąć do odpowiedniej literatury i dać w prezencie książeczkę. Dzieci naprawdę o wiele łatwiej pojmują świat dzięki czytaniu. Maja dostała książeczkę "O wilku, który chciał się zakochać", by łatwiej było podjąć temat. Ale na rynku jest mnóstwo wspaniałych pozycji, które Ci to ułatwią np. Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham, Miłość, Nie trzeba słów, Wielka księga uczuć... - w zależności od wieku i rozwoju dziecka.

Świętować można zawsze po swojemu. Możesz upiec ciasta w serduszka, ciasteczka serduszkowe. Możesz wysłać ekartkę, kupić Walentynkę, kwiaty, czekoladki, założyć czerwoną bieliznę, zorganizować kolację przy świecach. Możesz zrobić śniadanie do łóżka, iść na kolację na miasto. Możesz kupić nawet gacie w serduszka dla swojego faceta. To nie jest ważne. Ważne byś dziś miała otwarte serce i szeroki uśmiech na twarzy, a w sercu ciepło. Bez względu na to kogo kochasz i przez kogo jesteś kochana. Dziś warto powiedzieć po prostu: KOCHAM CIĘ! W jaki sposób chcesz i komu chcesz!
 
 
Kto powiedział, że będąc w domu na zwolnieniu/urlopie macierzyńskim czy wychowawczym człowiek się nudzi - kompletnie nie ma pojęcia, o czym mówi. Mimo iż większość dnia muszę przeleżeć, a dni mijają nam bardzo monotonnie, czas przecieka przez palce. To że jako ciężarówka przyjęłam wolniejsze tempo, nie oznacza, że czas stał się dla mnie łaskawszy. Dnie mijają nam na zmieniających się nam wartownikach. Jedna babcia, druga babcia, tata. Maja szaleje, ja odpoczywam. W zasadzie dziś mija 38. tydzień ciąży - wszystko się może zdarzyć, a ja kompletnie nie mam siły. A Majuszek?

Majuszek niestety mam wrażenie, że choć w pełni zaakceptował nową sytuację, to niestety się uwstecznia. Widząc mnie leżącą, w ciąży domaga się stałej atencji. Nie chce jeść samodzielnie, do toalety również sama nie chce chodzić, mimo iż doskonale wszystko potrafi. Ciągle woła do taty na ręce, a jak jest babcia nie odpuszcza jej na moment. Zamiast stawać się coraz bardziej samowystarczalna i samodzielna, nie chce wręcz zostawać sama. Przynajmniej tak jest przy babciach, gdy jest z nami w trójkę ewidentnie jest szczęśliwa, że rodzinka jest w komplecie. Jest bardziej samodzielna. Wymyśla sobie zabawy, rozmawia z pluszakami, albo ze samą sobą. Nie mniej nasz cykl dobowy został całkowicie zachwiany. Nasza rutyna, którą wypracowałam poszła w las. O drzemkach w ciągu dnia już nie ma nawet mowy. Wieczorem jest zmęczenie i płacz. Nawet o czytaniu niemalże Maja zapomina. Przy babci nie ma czasu, druga nic nie widzi, a wieczorem prosi o masaż, przy którym pada w ciągu zaledwie dwóch minut. 

No ale jeszcze 3 tygodnie i zmieni się kompletnie wszystko. Znów będziemy wypracowywać jakieś porządki, starać się wprowadzać rutynę, a przede wszystkim ogarniać kwestię. Bardzo się tego boję.

Majuszek coraz mniej bawi się zabawkami, a jej wyobraźnia z dnia na dzień jest coraz większa i coraz bardziej imponująca. Wymyśla bajki, śpiewa, opowiada, tańczy. Ma niespożytą energię, która nie znajduje ujścia przez moje niedomaganie. Bardzo mi z tym źle. Mimo iż staramy się jej zapewnić atrakcje, to nie jest to samo. W tym miesiącu nawet myszka była w teatrze. Po trzecich urodzinkach planujemy pierwsze kino. 

Prym zaczyna przejmować tata. Powoli staje się najważniejszy w jej życiu. Powoli mnie wygryza. Tata może się bawić, tata może wariować, tata może nosić. Córeczka tatusia? Na szczęście moje dziecko jest na tyle empatyczne, że gdy leżę sama w pokoju non stop do mnie przybiega, by powiedzieć mi jak bardzo mnie kocha. Nawet gdy śpię, budzi mnie przytulając i wyznając miłość. Ciągle się przytula, a gdy tylko nie ma babci, a tata wyjdzie na zakupy spędzamy czas razem. Czytamy, rysujemy, tulimy, bawimy w sklep. Maja sama proponuje spokojne zabawy. Ciągle coś mi też opowiada.
 

Chciałabym bardziej zadbać o jej rozwój. Zwrócić uwagę na literki, cyferki. Na naukę samodzielności. Mam nadzieję, że szybko się po porodzie ogarniemy i jakoś będziemy miały również czas dla siebie nawzajem.
 
 

Kto jak kto, ale ja wręcz przepadam za produkcjami muzycznymi. Wychowałam się na "Grease", "Dirty Dancing", "Flashdance" itp., Oglądałam je po kilkanaście... nie, nawet kilkadziesiąt razy. Znam je na pamięć. Zawsze poprawiają mi humor i wywołują nostalgię. Kino bez muzyki dla mnie nie istnieje. A kino, w którym dodatkowo jest taniec - to coś wspaniałego. "La La Land" zbiera same laury. Otrzymał aż 14 nominacji do Oscara, 11 do nagrody BAFTA. Zgarnął już 7 złotych Globów, nagrodę MFF w Wenecji, 8 statuetek Critics Choice, 4 statuetki Satelity i wiele, wiele innych. Niestety osobiście filmu jeszcze nie widziałam, ale widział go nie kto inny, jak nasz krytyk, który od tak dawna nie gościł na SAVE THE MAGIC MOMENTS - Konrad Kluza. Sama zobacz, co sądzi na jego temat:
 



„La La Land” Damiena Chazelle’a to dzieło, które świadomie nazwać mogę współczesnym klasykiem. Film zrealizowany został w szerokoekranowym CinemaScope z wielkim zaangażowaniem środków oraz ogromnym szacunkiem do starohollywodzkiej szkoły. Napiszę więcej, dla filmów takich jak „La La Land” stworzono kino! Już pierwsza scena na autostradzie nakręcona jednym ujęciem nie budzi wątpliwości, że mamy do czynienia z produkcją zrealizowaną perfekcyjnie od strony wizualnej, w której muzyka pełni równorzędną rolę z obrazem.

Do kolorowego świata „La La Land” chciałoby się wracać bez przerwy. Piękne kadry, dynamiczne ujęcia, duże oczy Emmy Stone, nostalgiczny klimat dawnego Hollywood i pulsująca energią muzyka. Twórca „Whiplash” po raz kolejny udowodnił, że świetnie czuje się w jazzowych klimatach. Radosny muzyczny spektakl zmienia jednak ton w trakcie seansu, zaś klasyczna z pozoru musicalowa narracja przybiera postać dramatu, w którym dominować zaczyna codzienna szara rzeczywistość. „La La Land” to tak naprawdę słodko-gorzka opowieść skierowana do pokolenia młodych ludzi, którzy na pytanie "mieć czy być" powinni mieć jedną i jasną odpowiedź. Z pewnych względów nie potrafią jednak wybrać. Prawdą jest, że w dzisiejszych czasach nikt nie chce już wieść normalnego, prostego życia, zaś dążenie do sukcesu pochłania znaczną część naszego czasu. Decydujemy się na miłość do samego siebie i do własnych potrzeb. Wówczas bardzo często tracimy coś albo kogoś. Czy zatem wielka miłość nie jest do pogodzenia z naszymi marzeniami? Czy zawsze musimy wybierać? Twórcy „La La Land” dają pewną odpowiedź na to pytanie, ale dróg interpretacji jest tak naprawdę wiele, co dodatkowo świadczy o wielkości filmu Chazelle’a. Na szczególną uwagę zasługuje wspaniale opowiedziany finał, który mógłby funkcjonować jako osobny krótki metraż. 


Nie zapominajmy również o kreacjach aktorskich. Emma Stone jako niedoszła aktorka i Ryan Gosling w roli niespełnionego muzyka nie przechodzą na ekranie zapierającej dech metamorfozy, ale nie znaczy to, że nie wykonali na planie ciężkiej pracy. Popisy wokalno-taneczne głównych bohaterów robią wrażenie, mimo iż krytycy wytykają aktorom, że zawodowi tancerze i wokaliści odtańczyliby i odśpiewali ich sekwencje o wiele lepiej. Ale czy „ci inni” mają tyleż samo charyzmy, co ten niezawodny duet? Stone i Gosling nie są tak perfekcyjni w swoich numerach jak Debbie Reynolds czy Gene Kelly, ale za to ich naturalność i „bycie sobą” dodaje filmowi Damiena Chazelle’a autentyczności, co w przypadku musicalu jest rzadkością. Na ekranie czuć „chemię” między bohaterami, a my, widzowie, bez reszty zatracamy się w świecie fikcyjnych bohaterów. I to się nazywa magia kina.  

Konrad Kluza


Oglądałaś już film? I jak wrażenia? Zgadzasz się z Konradem?


Kiedy w ostatnim Majusiowym poście napomniałam, że byłam na kursie masażu Shantala, kilka osób zadało mnie pytaniami. Co to w ogóle jest masaż Shantala? I wcale się im nie dziwię. Faktycznie nie jest jeszcze zbyt popularny. Mało mam go zna, a jeszcze mniej go stosuje. W Polsce nie zyskał on jeszcze na popularności, jak w Holandii. A szkoda, bo to wspaniała rzecz, która nie tylko uspokaja maluszka, ale niesie ze sobą również szereg innych, wspaniałych korzyści. Nie będę się Wam wymądrzała, bo są od tego ludzie dużo mądrzejsi i  w tym temacie wyszkoleni, a ich wiedza podparta jest stażem i długoletnią nauką. Dlatego pozwoliłam sobie zapytać o szczegóły specjalistkę od masażu Shantala, fizjoterapeutkę ze szkoły MILK - więcej niż 9 miesięcy - Kamilę Rudecką.

Kamila specjalizuje się w rehabilitacji kobiet w ciąży i połogu, a także w fizjoterapii dna miednicy, w tym przede wszystkim nietrzymaniu moczu. Prowadzi również szkolenia z nauki masażu Shantala.


Pieszczoty, głaskanie i przytulanie są dla dziecka jak pożywienie. Tak samo ważne jak białko, minerały i witaminy."

Frederique Leboyer
 

 

Co to jest masaż Shantala?


Tak naprawdę to Masaż Shantali, bo taka powinna być prawidłowa nazwa, jest masażem małego dziecka. Filozofia masażu niemowlęcia przywędrowała do Europy z Azji, a dokładniej z Indii. W Europie idea masażu dziecka została zaszczepiona przez francuskiego położnika i podróżnika Frederica Leoyer, który podróżując po Indiach spotkał kobietę o imieniu Shantala, która masowała swoją maleńką pociechę na jednej z ulic w Kalkucie. Kobieta zachwyciła podróżnika spokojem i prostotą uczuć przekazywanych podczas masażu. Metoda ta jest bardzo popularna głównie w USA i Kanadzie, a w Europie w Holandii. W Polsce od niedawna cieszy się sporym zainteresowaniem, głównie dzięki rosnącej świadomości rodziców.

Powiedziałaś małego dziecka, a co z nieco większymi? Czy je też możemy masować? Moja Majeczka ma niemal 3 latka? czy nie jest już za późno?


Jeśli tylko dziecko jest zainteresowane i chętne na tego typu pieszczoty, to nie widzę powodu, by takie masażu nie wprowadzić. Nie ma tu żadnych ograniczeń wiekowych. Nawet jeśli zaczniemy masować w wieku lat 6 - ciu, nie będzie za późno. Wiąże się to jednak z pewnymi niedogodnościami, starsze dziecko jest bardziej ruchliwe i może nie wytrzymać 10-15 min leżąc w jednym miejscu, dlatego często zalecam rodzicom, aby skracali masaż jeśli widzą, że ich pociecha się niecierpliwi.

Czy jest jakaś różnica w wykonywaniu masażu na niemowlęciu, a na starszym dziecku?


Co do samych technik, niektórych z nich nie da się wykonać chociażby dlatego, że dziecko jest za duże i trzeba je nieco zmodyfikować, jednak cały sens masażu pozostaje bez zmian. Z pewnością masaż będzie krótszy. Nie będzie trwał 30 minut, a około 10 minut. Pamiętać również należy, by u starszego dziecka masowanie nóżek i rączek dzielić na dwie części. No i starsze dziecko przed masażem należy zapytać o zgodę, a w jego trakcie warto zapytać, jak się czuje i czy chce kontynuować masowanie.

No dobrze, ale po co w ogóle masować dziecko? Masaż kojarzy się głównie z relaksem? Jakie korzyści przynosi masowanie małego dziecka?


Zmysł dotyku rozwija się jako jeden z pierwszych. Już w 6-8 tygodniu ciąży dziecko w łonie matki zaczyna odczuwać właśnie poprzez dotyk w okolicach twarzy, a w 14 tygodniu odczuwa go na całym ciele. Po narodzinach w początkowym okresie rozwoju do mózgu małego człowieka dociera więcej bodźców dotykowych niżeli z pozostałych zmysłów. Dotyk jest podstawową formą tworzenia więzi z rodzicami, otoczeniem i przedmiotami. U małego dziecka jest to na tyle ważne, że dotyk daje mu poczucie bezpieczeństwa, co sprzyja poznawaniu środowiska, pomaga w nawiązywaniu kontaktów społecznych, wpływa również na podstawowe procesy w organizmie takie jak oddychanie, trawienie, odpowiednie reakcje na stres, czy nawet na odporność. Oczywiście, każdy rodzic dotyka swoje dziecko podczas rutynowych zabiegów pielęgnacyjnych czy z potrzeby bliskości. Należy jednak podkreślić, że cza,s kiedy jesteśmy tylko dla dziecka i możemy wykonywanie wspomnianych zabiegów higienicznych. Masaż ma wpływ na regulację snu u dziecka. Zwiększa u dziecka świadomość własnego ciała i jego granic, co wzmaga u dziecka poczucie bezpieczeństwa. Regularne masowanie (3 - 4 razy w tygodniu) stymuluje rozwój fizyczny u dziecka, podnosi też odporność organizmu, normalizuje napięcie mięśniowe. Uspokaja dziecko, wycisza, zmniejsza płaczliwość i obniża poziom kortyzolu we krwi. A na koniec również dodam, że masowanie usprawnia u dziecka trawienie, zapobiegając kolkom.
 

A czy taki masaż ma jakieś pozytywny wpływ na osobę ten masaż wykonującą?


Oczywiście, że ma! To nie jest tylko jednostronna korzyść. Rodzice dzięki masażowi mogą się również wyciszyć, oderwać od trosk dnia codziennego, ale przede wszystkim poznawać swoje dziecko. Jak reaguje na to, co do niego mówimy. Kiedy je dotykamy, pojawia się niewidzialna nić porozumienia, która procentuje w późniejszym wieku. Masaż zacieśnia więź między dzieckiem a rodzicem. Zwiększa również pewność siebie "młodego rodzica" w opiece nad maleństwem. U mam zapobiega( lub, jeśli już wystąpiła łagodzi) depresję poporodową.

Kiedy jest odpowiedni moment na wprowadzenie masażu?


Odpowiedniego momentu nie można przewidzieć z dokładnością co do dnia. Niektórzy autorzy wskazują na 8 tydzień życia dziecka, jeszcze inni na moment odpadnięcia kikuta po pępowinie. moim zdaniem najbezpieczniej będzie połączyć oba te zalecenia i zwyczajnie zapytać lekarza pediatry, czy można już powoli wprowadzać elementy masażu do stałych rytuałów.

A propos wprowadzania rytuału, kiedy jest najlepsza pora na masaż?


Ciężko wyznaczyć odpowiednią porę dnia. Z pewnością należy wziąć pod uwagę, że masaż należy robić godzinę po jedzeniu (nie przed samym jedzeniem, ponieważ dziecko może być marudne).  Takim najgodniejszym dla dziecka momentem będzie pora po kąpieli lub wczesne godziny wieczorne. Masaż przed snem sprawi, że dziecko będzie lepiej spało. Może się jednak zdarzyć tak, że dla naszego maluszka najbardziej odpowiednią porą masażu to czas przed popołudniową drzemką. Nie ma sztywnych ram czasowych, najlepiej poznać zegar dobowy dziecka i zgrać się z nim, wtedy i maluch, i rodzic będą zadowoleni z masażu.

Czego używać przy masowaniu dziecka? bo przecież tak sucho nie można prawda?


Do masowania najlepiej używać kosmetyków, którymi pielęgnujemy bobasa. Nie zmieniajmy ich, nie wprowadzajmy nowości. Jeśli dziecko jest alergikiem można spróbować emolientów. Nie będzie też źle, jeśli dziecko będziemy masować naturalnym olejem np. oliwą z oliwek (oczywiście ekologiczną) lub olejkiem migdałowym itp.

O czym należy bezwzględnie pamiętać podczas masażu?


Podczas masażu trzeba pamiętać o tym, aby pomieszczenie w którym będzie wykonywany masaż było dobrze ogrzane, rodzic musi wyłączyć telewizor, radio i wyciszyć telefon.  W miejscu masażu nie powinno być też żadnych zwierząt. Rodzic wykonujący masaż powinien być skupiony na swoim maleństwu i nie rozpraszać myśli na sprawach dnia codziennego. Być zrelaksowanym, nie denerwować się, by tych negatywnych emocji nie przenosić na dziecko. Należy też zdjąć z rąk wszelką biżuterię i pamiętać o kontakcie wzrokowym z dzieckiem. Mówić do Niego, łagodnym głosem opowiadać co się robi.

A co z dolegliwościami? Gdy dziecko jest chore, ma katar, kaszel, gorączkę? Czy wówczas również możemy masować dziecko? czy lepiej dać sobie spokój?


Masaż w delikatnej modyfikacji jest wskazany przede wszystkim podczas występowania kolek, dzięki temu gazy szybciej są uwalniane z jelit. Niektórzy autorzy podają również modyfikację masażu przy chorobach górnych dróg oddechowych czy też katarku, a nawet gorączce (chociaż została ona wymieniona jako jedno z przeciwwskazań, to pewna zmodyfikowana forma masażu zakłada zbijanie gorączki).

No właśnie, a są jeszcze jakieś przeciwwskazania do wykonywania masażu?


Niestety tak, co prawda lista przeciwwskazań nie jest długa, ale warto się z nimi zapoznać żeby naszemu maleństwu nie zaszkodzić. Masażu nie należy wykonywać u dzieci z gorączką, chorobami skóry (atopowe zapalenie skór, pokrzywka, pieluszkowe zapalenie skóry), ogólnym osłabieniem, nowotworami oraz w okresie bezpośrednio po szczepieniu. Masażu nie powinno się wykonywać dzieciom z astmą oraz epilepsją. Natomiast przy stwierdzonej dysplazji stawów biodrowych – omijamy okolice nóżek.

Czy przez nieumiejętne masowanie można dziecku wyrządzić jakąś krzywdę? bo to chyba największa obawa "młodej mamy" zwłaszcza przy noworodku.


Wielu rodziców obawia się, właśnie tego, że podczas masażu mogą coś zrobić dziecku. Jest przecież takie małe i kruche. Masaż jest jednak tak jak pielęgnacja bezpieczny. Nie wykonujemy mocnych ani szybkich ruchów. Jeśli rodzice stosują się do zasad wykonywania takiego masażu to nie ma możliwości żeby zrobić dziecku krzywdę.

Wiele mam coś o masażu słyszało, coś obiło im się o uszy, szukają zatem informacji w internecie - czy poprzez youtube można się tego nauczyć?


Każda nauka jest dobra. W internecie jest wiele bardzo dobrych instruktaży, jak wykonywać masaż Shantali, jednak nie ma możliwości zadania pytania oraz uzyskania na nie odpowiedzi. Nikt też nie jest w stanie skontrolować, czy rodzice wykonują prawidłowo wszystkie ruchy. Powiem tak: Youtube na pewno nie jest dobrym źródłem wiedzy, jeśli jesteśmy rodzicami, którzy boją się, że mogą zrobić  dziecku krzywdę. Na warsztatach zawsze jest możliwość sprawdzenia techniki masażu, rozwiania wszelkich wątpliwości i nabrania pewności w pielęgnacji i masowaniu naszego skarbu.




I co? Przekonałyśmy Cię razem z Kamilą, że naprawdę warto się tego nauczyć? Ja widzę sama korzyści. Strasznie żałuję, że nie udało mi się na taki kurs pójść wcześniej. Maja nie dawała się dotykać. Dziś wiem, że to dlatego, że sama się jej bałam, byłam zestresowana, a przez to i ono nie czuła się bezpiecznie. Ale wiesz co? Odkąd byłam na szkoleniu w MILK (którą serdecznie polecam, bo naprawdę można znaleźć tam cudowne rzeczy pomagające młodej mamie w świadomym macierzyństwie) masujemy się z Majuchem codziennie! Tak! Na szkoleniu była razem ze mną. Nie przejawiała za wiele zainteresowania. Po dwóch godzinach dała się lekko wymiziać, ale to starczyło, by ją zainteresować. W domu z miejsca wzięła lalę i zaczęła mnie naśladować, a po kąpieli sama poprosiła o masaż. Teraz wręcz go żąda. I wiesz co? Zamieniłyśmy wieczorne czytanie na masaż, bo w trakcie po prostu zasypia. I śpi spokojnie. Przesypia też niemal całą noc. A co najważniejsze - po prostu to uwielbia. Ja też, bo jak widzę, jak zaczyna odpływać, kiedy ja miziam jej plecki po prostu się rozpływam. Spróbuj! Nie pożałujesz. Gwarantuję.

Na naukę masażu można się zapisać w ramach kursu lub na szkolenie indywidualne. W niektórych szkołach rodzenia znajdziesz go w liście zajęć. Polecam szukania właśnie takowych, bo masaż zaczyna doceniać coraz więcej mam i położnych. 

http://milk.edu.pl/


Kto zna mnie nieco dłużej, albo należy do mojego wspaniałego Klubu Książki, ten wie doskonale, że jestem ogromną fanką Guillaume Musso. Dziewczyny się śmieją, że za promocję jego książek powinni mi płacić i to sporo, bo nie umiem o tym autorze powiedzieć chociażby jednego złego słowa. Za to wychwalam go tak często, że kilka osób już skusiłam do przeczytania jego powieści i absolutnie tego nie żałują. 

Zakochałam się od pierwszego rozdziału, pierwszej jego książki po którą sięgnęłam, czyli "JUTRO". I tak moja miłość trwa niezmiennie. W zeszłym roku przeczytałam kolejne 7 jego powieści. Zostały mi już tylko 3, a na samą myśl, że je przeczytam robi mi się smutno, bo chcę więcej i więcej! Rzadko mi się to zdarza. Jego książki są pełne napięcia, tajemnic i magii. Musso wciąga w swój świat. Świat przepięknie wykreowany. Świat z którego ciężko jest się wyrwać. "Jeszcze tylko jeden rozdział i pójdę spać" - to moja stała śpiewka przy czytaniu jego książek.

"Będziesz tam?" to jedna z lepszych jego książek. Pełna surrealistycznej magii. Wyobraź sobie, że jakimś sposobem możesz cofnąć się do swojej przeszłości. Zmieniłabyś coś, wiedząc, że zmienisz bieg wydarzeń? Że nie tylko Twoje życie potoczy się inaczej?
 
Elliot Cooper jest doskonałym chirurgiem. Błyskotliwym, opanowanym, doświadczonym, ale jest też bardzo samotny. Poza córką Angie i jedynym przyjacielem, który towarzyszy mu przez całe dorosłe życie nie ma nikogo. Ma 60 lat, jest niezwykle przystojny, bogaty i spełniony zawodowo, jednak cierpi na śmiertelną chorobę. Wie, że nie ma dla Niego żadnego ratunku. Jego jedynym marzeniem jest jeszcze raz ujrzeć kobietę swojego życia. Kobietę, która od dawna nie żyje. Pewnego dnia, gdzieś w odległej od San Francisco północno - wschodniej Kambodży, podczas misji humanitarnej Czerwonego Krzyża, w podziękowaniu za uratowanie małego chłopca, stary Khmer wręcza mu tajemniczy flakonik z dziewięcioma pozłacanymi pigułkami. Pigułkami, które umożliwiają Elliotowi podróż w czasie...
 


W książkach Musso każdy odnajduje coś innego. Jedni twierdzą, że jest mistrzem romansu, ale dla mnie to autor wspaniałych thrillerów, w których siłą sprawczą jest zwykle miłość. To przede wszystkim ogromne napięcie, zagadki, ekscytacja, piękne cytaty rozpoczynające i puentujące każdy rozdział oraz doskonałe studium postaci. Bohaterzy w książkach Musso są przedstawieni od a do z - niepozbawieni swych czarnych stron, problemów, namiętności. Zwykle los ich nie oszczędza. Mają swoje traumy, historie i problemy. Musso niezwykle lekkim piórem ukazuje jak przeszłość wpływa na nasze życie, jak dzieciństwo determinuje naszą dorosłość i jak łatwo zmienić całe życie w jednej chwili. Efekt motyla, prawdziwa miłość oraz poświęcenie to główne motywy, które odnajdziesz w powieści "Będziesz tam". Przeczytaj koniecznie! 

A jaki jest Twój ukochany autor?
 
 
 
Pojawienie się w rodzinie lub u najbliższych znajomych małego domownika, to wyjątkowe wydarzenie. Aż nas świerzbi, żeby czym prędzej odwiedzić świeżo upieczonych rodziców i ich pociechę. Zanim jednak zaczniesz wydzwaniać w pierwszej dobie po porodzie STOP! Daj im czas, by nacieszyć się sobą. Wyślij sms z gratulacjami lub kartkę okolicznościową (wierz mi, to dużo bardziej cieszy) i zanim zaproponujesz odwiedziny odczekaj połóg mamy, czyli te 4 do 6 tygodni. To nie jest chwila, gdy młoda, obolała i często krwawiąca mama ma ochotę na gości.

Ostatnio pisałam o tym, co na taką wizytę przynieść. Pojawiło się jednak wiele głosów, o tym jak się zachować, więc dziś chciałabym Ci napisać, jakie są podstawowe zasady savoi - vivru podczas takich odwiedzin. Zdaje sobie całkowicie sprawę, że osoby, które dzieci nie posiadają, wielu rzeczy po prostu nie są świadome. A i dziadkom czasem należy pewne rzeczy przypomnieć, bo zdążyli już dawno o tym zapomnieć. Co więc jest najważniejsze? Ano znajdzie się kilka rzeczy.

 

1. Nie narzucaj się z wizytą. Nie wydzwaniaj, nie napraszaj się, nie rób scen, że ktoś Cię izoluje od dziecka. Pierwsze tygodnie są najcięższe. Nie każda mama od razu wstaje i rusza do boju. Są i takie, co nie są w stanie usiedzieć jeszcze bardzo długo. Są obolałe, mają baby bluesa, krwawią. Powinny leżeć i wypoczywać, jak najwięcej. Czas połogu to czas dla rodziny. Czas na cieszenie się sobą. Czas na zapoznanie się. Czas na wprowadzenie rytuałów i czas na budowanie poczucia bezpieczeństwa w maluchu, budowanie więzi ze starszym rodzeństwem. Pomyśl jak wszystko dla nich jest nowe, jakie stresujące.

2. Gdy młodzi rodzice są gotowi,  umów się na krótką wizytę, ale pamiętaj o najważniejszej rzeczy - to Ty musisz dostosować się do nich. Nie nalegaj na godzinę 19. Na miłość boską, to jest noworodek, on nie będzie czekał, aż wujo znajdzie czas. On uczy się kiedy jest dzień, a kiedy noc. Kąpiel o 19:00, a potem usypianie. Nie każde dziecko tak po prostu się odkłada i już. Przed snem dziecko potrzebuje wyciszenia, a nie stymulujących bodźców, jak nowe, nieznane mu osoby. Nie rób też niespodzianek, czy niezapowiedzianych odwiedzin. To wysoce nietaktowne.

3. Nie pal przed samym wejściem do mieszkania,w  którym jest noworodek.  Wiem, że wydaje Ci się, że nic nie czuć, ale wierz mi, że czuć! Dziecko nie potrzebuje stać się biernym palaczem.

4.  Bezwzględnie umyj ręce i nie całuj dziecka. Masz w sobie milion zarazków i bakterii. Twoja flora bakteryjna może być dla dziecka niezbyt przyjazna. Jeśli musisz to zrobić, pocałuj dziecko w główkę. NIGDY NIE CAŁUJ DZIECKA W RĄCZKI, CZY STÓPKI, które potem włoży do buzi!

5.  Jeśli chcesz wziąć dziecko na ręce - zapytaj o to rodziców. Niektóre mamy naprawdę tego nie lubią. Uszanuj to.
 
6. Pamiętaj o jednej bardzo ważnej rzeczy, pierwsza wizyta u noworodka, to nie wizyta towarzyska. Nie oczekuj herbaty i ciasta. Idź raczej najedzony. Nie przesiaduj godzinami. Taka wizyta nie powinna trwać dłużej niż godzinę. Młodzi rodzice mają teraz naprawdę dużo na głowie i nie jest to odpowiedni czas na goszczenie się. W tym momencie nie jesteś do końca gościem, w pełnym słowa tego znaczeniu. Nie zostaniesz ugoszczony. Nie rozsiadaj się więc na kanapie. Mama pewnie jest zmęczona, musi nakarmić malucha, a tata biega, jak kot z pęcherzem: zakupy, sprzątanie, zajmowanie się dzieckiem, a przecież dopiero wrócił z pracy. W dobrym tonie jest wręcz przyniesienie ciasta, czy pomoc młodym rodzicom. Zapytaj, czy czegoś nie potrzebują. Może właśnie zabrakło im pieluch, albo potrzebują coś do jedzenia.  Z niemowlakiem ciężko jest czasem wyjść. Jeśli jesteś z bliskiej rodziny, młodzi będą mieć wobec Ciebie dług wdzięczności, gdy przywieziesz im obiad do odgrzania (byle nie smażony - bo jeśli mama karmi piersią będzie się bardzo źle po nim czuła). Będą Cię wręcz po stopach całować. Nawet nie wiesz, ile to dla nich znaczy, mieć pomoc z zewnątrz.

7. Nigdy, ale to nigdy nie przychodź do dziecka zakatarzony, chory, z opryszczką, czy chociażby czując, że coś Cię w kościach łamie. Dla Ciebie to katarek, a dla dziecka wysoka gorączka i groźna infekcja. Pamiętaj, że dziecko rodzi się jałowe, nie ma żadnej odporności, dopiero ją buduje. Szczególne środki ostrożności należy zachować przy wcześniaku. Osobiście pytałam wszystkich, którzy do Nas chcieli przyjść i absolutnie nie jest mi głupio kogoś wyprosić, gdy widzę, że wciąga gile i ma szklane oczy.

8. Nie przychodź do noworodka całą familią. 2-3 nowe osoby to jest absolutne maksimum. Na początek nie przyprowadzaj też dzieci w wieku przedszkolnym, zwłaszcza w okresie jesienno - zimowym i wczesnowiosennym, gdy dzieci są chodzącą wylęgarnią wirusów.

9. To nie randka! Nie wylewaj na siebie perfum, zwłaszcza tych mocnych. Dziecko jest istotą omnipotencjalną. Widzi przez zapach i słuch. Słyszy dotykając i patrząc. Zapachy potrafią mocno rozdrażnić takie maleństwo. Nie strój się w najlepsze ciuchy, bo możesz zostać olany. I to dosłownie. Może się zdarzyć, że dziecko uleje lub Cię zasiusia.

10. Powstrzymaj się od dawania dobrych rad. Zwłaszcza, gdy nie jesteś o nie pytany. Młodzi rodzice są bardzo drażliwi, co więcej, zewsząd dostają milion rozbieżnych informacji i jeszcze bardziej się stresują, przestając wierzyć we własne kompetencje. A młoda mama może cierpieć na baby blues lub depresję poporodową. Daruj sobie wymądrzanie. I tak każdy robi po swojemu.

11. Dobrze jest też pamiętać o rodzicach. Pogratulować. Przynieść jakiś drobiazg dla mamy, choćby jedną, małą różyczkę za 3 zł, albo bukiet tulipanów z Lidla. To wiele nie kosztuje, a dla młodych stanowi wyraz szacunku, dumy i jest oznaką tego, że Ci na nich zależy. Jeśli nie wiesz, jak się zachować koniecznie przeczytaj, jak czuje się rodzic, gdy zaczynasz traktować go jak mamę i tatę, a nie jak własne dziecko/starego przyjaciela/przyjaciółkę/kobietę.

12. Chyba to powinnam wymienić dużo wcześniej: NIE ZAPOMINAJ O STARSZYM RODZEŃSTWIE. Wiem, że je już znasz, ale dla dziecka to bardzo ciężki okres, gdy w domu pojawia się "konkurencja". Jeśli przynosisz prezent dla młodszej siostry czy brata, przynieś coś również dla starszego rodzeństwa. Nie pytaj go, jak mu się podoba siostra/brat, nie pytaj, czy jest dobrym starszym bratem/siostrą. Nie rzucaj tekstów w stylu: O jaki piękny bobas, jest większy/ładniejszy/spokojniejszy od swojego brata/siostry! Stop!!!!!!!! Nawet nie wiesz, jaką krzywdę wyrządzasz dziecku! Zapytaj lepiej co u Niego słychać. Jak w przedszkolu/szkole. Zainteresuj się nim. Poświęć mu chwilę na zabawę. Nie ma nic gorszego niż lekceważenie starszego rodzeństwa.
 
 

Pomogłam? Mam nadzieję, że tak. Przestraszyłam? Mam nadzieję, że nie. Okres, gdy w domu pojawia się niemowlę jest bardzo ciężki dla powiększonej rodzinki. Dla tych, którym urodziło się pierwsze dziecko świat stanął do góry nogami - są zestresowani, niewyspani, rozdrażnieni, często przerażeni. Targają nimi różne emocje, przy czym ich pewność siebie, jako rodziców jest bardzo niska, często bliska zeru. Są też przewrażliwieni. Gdy pojawia się drugie/trzecie... dziecko obowiązków jest jeszcze więcej, a w grę wchodzi odpowiednie zachowanie się przy starszym rodzeństwie, tak by to nie czuło się gorsze, mniej ważne, pominięte. Taktowne zachowanie rodzicom pomaga przejść przez trudy początków. Będziesz tam tylko przez chwilę - wesprzyj ich i dostosuj się przez tą godzinę. Oni muszą sobie wszystko poukładać, zanim wrócą do normalnego, choć zupełnie innego już życia.
 
Nie zapominaj też, że mama nadal jest kobietą, a tata mężczyzną i w Waszych relacjach nic się nie zmieniło, o ile Ty nie będziesz ich traktował inaczej. Oni nadal ciekawi są co u Ciebie i oczekują, że Ty również o nich pamiętasz.
 

 
Blogerki kochają Mac'a. Powoli odnosiłam wrażenie, że jak nie używasz kosmetyków Maca, to żadna z Ciebie bloger. Gdzie się nie obejrzę, tam recenzje kosmetyków albo chociaż zdjęcie kultowej pomadki Mac I wiesz, że się na to nabrałam? Zaczęłam wręcz zazdrościć, że ja jeszcze Maca dobrze nie znam, że nie mam, że nie próbowałam. Głupia ja. Dziś wiem, że warto jednak ufać swojej intuicji, być sobą, nie zazdrości, a robić swoje i nie przejmować się resztą. Dlaczego? Bo można się rozczarować. 

Od dawna szukam podkładu doskonałego. Cóż, moja cera pozostawia sobie wiele do życzenia. Po pierwszej ciąży jest przesuszona na polikach, zaś w strefie T nadal mam problemy z trądzikiem. Druga ciąża i szalejące hormony nie pomagają. Odwieczny problem drogeryjnych podkładów to problem z doborem odpowiedniego koloru i utlenianiem się. Im dłużej stosujesz, tym bardziej ciemnieje i przestaje współgrać z Twoją cerą.
 
Mac wydawał mi się idealny. Spośród 45 odcieni zdecydowanie znajdziesz taki, który idealnie stapia się z cerą. To jego olbrzymi plus. Łatwo się nakłada, nie pozostawia smug, ani cieni. Stapia się ze skórą całkowicie. Matuje ją, więc koniec ze świeceniem się. Całkiem nieźle trzyma, ale.... no właśnie niestety nie koryguje niedoskonałości. Wystarczy jedna mała krosteczka i już bez korektora ani rusz. Owszem jeśli masz tylko przebarwienia  czy rumień Mac Studio Fix da sobie z nimi radę, ale nie ze zmianami trądzikowymi. 
 
Po aplikacji skóra faktycznie wydaje się gładsza, wyrównana, jednolita. To jest jego wielką zaletą. Jednak by poczuć całkowitą satysfakcję powinnaś dokupić nawilżającą bazę i korektor. Przy czym jest to spory wydatek. Marka bowiem do tanich nie należy. Nie jest dla każdego. Konsultantki Maca wielokrotnie mnie uczulały, że nie należy fluidu stosować pod oczy.  Teraz już wiem dlaczego. On maksymalnie wysusza skórę. Moje poliki błagają o nawilżenie. Zatem jak nie baza obowiązkowo krem nawilżający, plus maseczka nawilżająca przynajmniej raz w tygodniu. To jego kolejny minus. 
 

Kolejnym aplikacja. O ile rozsmarowuje się gładko, o tyle wydostanie produktu z o opakowania graniczy z cudem. Bez pompki (która kosztuje jedynie około 25 zł!) nie da rady. Jestem przyzwyczajona do używania  podkładów ze słoiczka, ale ten jest tak gęsty, że naprawdę ciężko dać sobie z nim radę. Dochodzi więc kolejny dodatkowy koszt: baza, korektor i pompka.

Szczerze? Jestem nieco rozczarowana. I chyba zdecydowanie wolę Clinique, który ma też właściwości lecznicze. Nie oceniam marki, bo stosowałam kiedyś ich puder i podkład w jednym, i byłam nim szczerze zachwycona. Może trafiłam po prostu na niezbyt dobrą konsultantkę, która chciała mnie naciągnąć? W każdym bądź razie temu podkładowi ja i moja cera mówimy nie.

A Ty? Używałaś kiedyś Maca? Zadowolona jesteś? A może masz rewelacyjny podkład i mogłabyś mi doradzić. Po głowie chodzą mi te mineralne...
 
 
 

Pierwsza wizyta u noworodka to zawsze wielkie wydarzenie. Szczególnie, gdy jesteś osobą z bliższej rodziny, najlepszą przyjaciółką mamy, czy bliską sąsiadką. Odwiedziny u malucha to moment wielkich wzruszeń i ekscytacji. Pamiętaj, że z pustymi rękoma przyjść po prostu nie wypada. Zakładam jednak, że jest to dla Ciebie oczywiste, iż takie zachowanie jest mocno nietaktowne. W końcu prezent z okazji urodzin leży w naszej tradycji od bardzo, bardzo dawna. Z czym zatem należy przyjść?

Wszystko zależy od stopnia zażyłości i Ciebie. Nie potrzeba tu wiele, ale taką kwestię warto przemyśleć. Po pierwsze NIE KUPUJ PLUSZAKÓW. Mówię poważnie. Mało, które dziecko je lubi, zwykle leżą i się kurzą, albo zajmują tylko miejsce. Nie mówię tego złośliwie, po prostu weź pod uwagę, że to najmniejsza linia oporu i prócz Ciebie tak postąpi jeszcze z 10 osób, o ile nie więcej. Moja Maja akurat misie uwielbia, ale ma ich tak dużo, że ponad połowę musieliśmy siłą rzeczy wywieźć do babci. Nie mamy ich zwyczajnie, gdzie trzymać.

Po drugie skonsultuj swój prezent z rodzicami. Rynek zalewa fala bezużytecznych rzeczy, które ładnie wyglądają, ale niczemu nie służą, a już z pewnością nie dziecku. A noworodek wymaga więcej niż Ci się wydaje. Pieniądze, które pochłania w pierwszych miesiącach są ogromne, dlatego skup się na potrzebach dziecka i rodziców. Najlepsze są zawsze prezenty praktyczne np. pieluszki, kocyki, otulacze, kosmetyki... ale.... 


KONSULTUJ Z RODZICAMI, CO i JAKIEJ MARKI KUPIĆ


Nie to nie jest moja fanaberia. Wiem, po mojej Majci. Jak pieluszki, to pampersy, a pampersy najbardziej uczulają dzieci. Wydasz ponad 50 zł na paczkę, z którą nie wiadomo co zrobić, bo dziecko będzie wyło z bólu od poparzonej pupy. Kto by pomyślał, prawda? Zanim urodziła się Maja, nawet przez myśl by mi to nie przeszło. Nie tylko nasze dziecko, ale jak rozmawiam z mamami, bardzo wiele z nich, ma problem z tą marką. Zadzwoń więc i zapytaj, produkty jakiej marki dziecko toleruje. Rozmiar zawsze lepiej wziąć większy. Dzieci tak szybko wyrastają z tych najmniejszych, że warto sięgnąć po następny rozmiar. I tak pieluszki, chusteczki (ja np. w ogóle nie używam chusteczek do pupy) czy wszelkiego rodzaju kosmetyki (najbezpieczniejsze są emolienty) są zawsze dobrym pomysłem, o ile wiesz, które dziecko może używać. Za mało oryginalne? Wystarczy wizyta w kwiaciarni i prośba o przygotowanie PIELUSZKOWEGO TORTU. To niezwykle efektowne i praktyczne zarazem. Możesz też do tego użyć pieluszek tetrowych/bawełnianych/bambusowych, przetykając je drobnymi kosmetykami, gryzaczkami, czy grzechotkami.


PREZENTY NA ZAŚ


Dobrym pomysłem zawsze będą ciuszki. Zwykle młodzi rodzice chwalą się wymiarami swoich pociech, co znacznie ułatwia sprawę, bo w zależności od wieku dziecka po prostu wybieraj rozmiar albo nawet dwa więcej. Ciuszki zawsze mile widziane. Dlaczego? Bo na początek dziecko używa ich znacznie więcej. Możesz też zdecydować się np. na jakiś rożek, kocyk albo ręcznik do kąpieli, ale zanim to zrobisz zapytaj rodzica, czy coś takiego potrzebuje. Może mają już nadmiar? W dzisiejszych czasach rodzice coraz częściej kupują ciuszki używane i mają naprawdę spory zapas.

 

COŚ DROBNEGO


Jeśli chcesz kupić coś niezobowiązującego zawsze można kupić słodkie, malusie skarpeteczki, rajstopki, książeczki kontrastowe, gryzaczek (jak najmniejszy, z wygodnym dla dziecka uchwytem) czy grzechotkę (jak najlżejszą). Pamiętaj, aby wybierać produkty bezpieczne dla dziecka, bez elementów, które z łatwością się oderwą, z bezpiecznych tworzyw.  Nikt nie powiedział, że prezent musi być drogi.
 

WBREW POZOROM PIENIĄDZE SĄ ZAWSZE DOBRYM POMYSŁEM


Może wydaje Ci się to nietaktowne, ale takie nie jest. To wręcz rzecz pożądana. Czemu? Bo zbierając cegiełkę po cegiełce rodzice mogą przeznaczyć je na coś, na czym wyjątkowo im zależy, a na co może nie być ich stać, np. mata edukacyjna, bujaczek, chusta do noszenia, wózek. My zbieraliśmy pieniążki do koperty Majusi, dzięki którym mogliśmy zafundować Mai szczepienia 5 w 1. Nawet nie wiesz, jakie to dla mnie było zbawienie. Jeśli jesteś z bliskiej rodziny możesz ofiarować większą sumę. Jeśli jesteś tylko znajomą nawet 20 zł włożone do kartki z gratulacjami robią wiele. Są eleganckie i niezobowiązujące. Ty nie wyrzucisz pieniędzy w błoto na kolejną bezużyteczną rzecz, a masz pewność, że zostaną użyte na coś potrzebnego.
 

ORYGINALNY PREZENT


Gdy z jakiś pobudek nie chcesz konsultować się z rodzicami i uważasz, że masz lepszy pomysł, mam dla Ciebie kilka inspiracji, które być może Cię zadowolą. Są nimi m.in.

  • tort z pieluszek
  • niezawodna zabawka, uwielbiana przez tysiące dzieci np. szumiś (acz naprawdę nie masz gwarancji, że akurat bobas, do którego się wybierzesz to zaakceptuje)
  • piękna i mądra książeczka z dedykacją (np. Kubuś Puchatek, Mały Książę lub inna ponadczasowa powieść z przesłaniem) 
  • ramka na odcisk stóp i rączek
  • album - Mój pierwszy rok
  • personalizowana, ręcznie robiona skrzynka na pamiątki
  • metryczka dla dziecka do pokoju (plakat)
  • literki nad łóżeczko (obecnie na rynku są dostępne zarówno drewniane, jak i materiałowe do przyklejenia lub powieszenia nad łóżkiem)
  • kartki MOMENCIK, które pomogą uwiecznić rodzicom ważne momenty w pierwszym roku życia dziecka
 
 
 

Ten rok będzie dla mnie wyjątkowo ciężki, ale też wyjątkowo magiczny. Na świecie pojawi się nasza druga kruszyna. Majeczka będzie musiała przeistoczyć się z jedynaczki w starszą siostrę, a ja z całych sił będę się starała obie je ogarnąć. Przy tym wszystkim liczę na odrobinę czasu dla siebie. Myślisz, że to realne?

Ostatnio najlepiej mi pod kocem z książką w ręku. Nie będzie to łatwe zadanie, dlatego moje wyzwanie na rok 2017 rok jest proste: CZYTAĆ! Nie ważne co, nie ważne ile. Czytać. Choć ociupinkę. Odrobinkę. Chcesz dołączyć? To nie konkurs. To nie zawody. To postanowienie czytania. Jeśli to będą 4 książki w ciągu roku - w porządku. Jeśli więcej to fantastycznie! Ale czytaj. Nawet te 15 minut w ciągu dnia. Albo 30 min. w tygodniu. Ile czasu uda Ci się wygospodarować, z tego się ciesz i czerp radość z czytania.
 
W zeszłym roku założyłam sobie pewne priorytety. Chciałam poszerzać swoje horyzonty. Sięgać po coś, po co jeszcze nigdy nie sięgałam. Nie powiem, bo moja kochana grupa facebookowa, na której mamy własny KLUB KSIĄŻKI bardzo mi w tym pomogła. Każda z Nas jest inna, każda czyta coś innego. Jedna mniej, druga więcej. Są licealistki, są mamy z dwójką, a nawet większą gromadką dzieci. Są studentki. Łączy nas jedno: na książkę zawsze znajdziemy czas.
 
W tym roku po prostu chcę czytać. A wierzę, że aby chcieć czytać, trzeba sięgać po odpowiednią dla siebie literaturę, która nas interesuje. Dlatego w 2017 roku stawiam na:
 

PORADNIKI DLA RODZICÓW - zdecydowanie pora zwiększyć swoją wiedzę, bo czuję że tą sferę zaniedbałam. Już czekam na zamówioną książeczkę. Jeśli znasz jakiś dobry, mądry poradnik daj mi proszę znać w komentarzu, chętnie po Niego sięgnę. Do tej pory zakochałam się w trzech "Nie tylko chusta" M. Bialik, "Kiedy Twoja złość krzywdzi dziecko" oraz "Rozwój psychiczny dziecka od 0 do 10".

LITERATURA DZIECIĘCO - MŁODZIEŻOWA - w ubiegłym roku zdałam sobie sprawę, jakie mam braki w literaturze dziecięcej, a przecież niebawem sama będę chciała Majci podsuwać mądre książki, które rozbudzą w niej wyobraźnię i rozniecą miłość do czytania. W planach "O czym szumią wierzby", "Kubuś Puchatek" czy "Mary Poppins" - a Ty co mi polecasz?

KLASYKA ŚWIATOWEJ LITERATURY - tak, tak, braki, braki. Zdecydowanie spodobała mi się klasyka. W zeszłym roku dopiero odkryłam sir Arthura Conan Doyle'a. W głowie się nie mieści. W tym roku bardzo chciałabym przeczytać "Hrabiego Monte Christo" czy "Szczygła".

POLSCY AUTORZY - tak, przekonałam się. Zdecydowanie się przekonałam do polskiej literatury. Dlatego chcę bardziej poznać nasze rodzime półki. Kogo mi polecasz? Do tej pory poznałam jedynię Musierowicz, Bondę, Mroza oraz Witkiewicz, Sochę i Natalię Sońską.

TO, CO LUBIĘ - gdy nie mam ochoty na rozwój, a chcę po prostu odpocząć, odsapnąć i poczuć się szczęśliwa w swoim świecie, sięgam właśnie po to, co lubię czyli kryminały i literaturę kobiecą, poradniki związane z minimalizmem, slow life czy hygge.

Nie zamierzam czytać książek na wagę. Jak uda mi się sięgnąć chociaż po jedną książkę z ww. kategorii będę kontenta. Jest mnóstwo autorów, z którymi chciałabym się zmierzyć, ale nie koniecznie w tym roku. Wiem, że 2017 to ja, rodzina i odnalezienie równowagi. Bo ten rok określa mi właśnie hasło: RÓWNOWAGA. Jej będę poszukiwała najmocniej. Równowagę między rodziną, a życiem poza nią. Równowagę między siostrami. Równowagę między dziećmi, a mężem. Równowagę między rozwojem, a domowym ciepłem.
 
Czytać! W  tym roku chcę po prostu czytać. Z pewnością możesz liczyć na kolejną wymianę książkową i akcję "czytajznami" A że teraz leżę i pachnę - bo tak muszę, to wykorzystuję czas na czytanie. A Ty? Czytasz jakieś książki? Lubisz to? Postawiłaś sobie jakieś wyzwanie? Liczę, że polecisz mi jakieś ciekawe pozycje. Możesz?