Założę się, że znacie Wydawnictwo CzuCzu. Nawet jeśli Wasze dziecko nie ma jeszcze na swojej półce chociażby jednego z ich produktów, to z pewnością dostrzegliście małego maszynistę w jednym ze sklepów dla dzieci, kiosku czy supermarkecie. To najlepiej promowana polska firma w naszym kraju. My CzuCzu mamy i kochamy. Kocha je Maja, a jest to miłość od pierwszego wejrzenia.

Z początku muszę przyznać, że byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tej firmy. Gdzie nie wchodziłam, czy do Smyka, czy do Empiku, czy do większego kiosku, tam stało CzuCzu. Pojawiało się wszędzie. No marketing pierwsza klasa. Troszkę mnie to odstraszyło. Nie lubię komercji, nie lubię rzeczy, które wszyscy Mają. Do czasu...

Pewnego pięknego, grudniowego wieczoru przyszła chrzestna Mai i przyniosła jej pierwsze (dwuczęściowe) puzzle CzuCzu. Zabawka była oczywiście z przepięknymi, kolorowymi, różnorodnymi zwierzątkami ("poznaję zwierzątka"). I tak się zaczęło. Maja je absolutnie pokochała. Miała wówczas niespełna 7 miesięcy, ale się nie poddawała. Nie umiała jeszcze łączyć elementów, ale robiłam to ja. Uczyłyśmy się nazw zwierząt. Pytałam, gdzie jest kotek, a Maja go wskazywała. Potem pytałam, jakie dźwięki wydaje kotek. Z czasem nasza zabawa stawała się coraz bardziej ciekawa, bo Maja uczyła się składać części. 

Potem przyszedł wujo z kolejnymi Czuczakami. Puzzle "odkrywam koło" oraz "odkrywam kwadrat i trójkąt" Do CzuCzu i ja się przekonałam. Mimo, iż wykonane są z grubej tektury, wbrew pozorom szybko się nie niszczą. A wierzcie mi, nasze sporo przeszły. Maja jak się na coś uparła, katowała to do znudzenia. Mojego rzecz jasna, bo sama nigdy nie miała dość. Muszę przyznać, że grafika jest po prostu fantastyczna. Obrazki są multikolorowe, przez co dziecko ćwiczy swój wzrok. Do tego niezwykle urocze i słodkie. To łączenie zabawy z nauką. Dzięki puzzlom dziecko ćwiczy motorykę małą, poznaje świat i świetnie się bawi.

Z wiekiem zrobiło się tego więcej: Zagadki CzuCzu, które są absolutnie fantastyczne, puzzle - poznaję kolory, puzzle 4 w 1- królewny, które są zdecydowanie Majusi ulubionymi i układa je kilka razy dziennie, tak naprawdę od tego zaczynając dzień, moje pierwsze puzzle wieś, Moje pierwsze MEMORY zwierzęta na wsi, moje pierwsze DOMINO - zwierzęta ns wsi. I wiecie co? Jeszcze nam mało. Już upatrzyłam kolejne produkty: Literki, Cyferki, puzzle do pary literki i cyferki. A PUF - PUF cyferki już zamówiłam :)



CzuCzu to wyjątkowa firma, która cieszy się niezwykłym poparciem swoich klientów - małych dzieci. Ciężko odmówić dziecku zakupu kolejnych produktów. To idealne prezenty. Jeśli wybierasz się w gości, gdzie jest małe dziecko, CzuCzu jest pewniakiem. Co więcej przedział cenowy, jest tak zróżnicowany i miły dla portfela, że naprawdę nie musisz wydawać wiele by sprawić dziecku radość. A wierz mi rozmawiałam z wieloma mamami i nie słyszałam jeszcze o dziecku, które CzuCzu by nie ubóstwiało.

CzuCzu nie tylko rozwija dziecko twórczo, ale również motoryczni e, emocjonalnie, społecznie i intelektualnie. Działa na wyobraźnie. Uczy. Pokazuje przepiękny, kolorowy i złożony świat. Wszystkie produkty dopasowane są do wieku rozwoju dziecka, co znacznie ułatwia zakup. To produkt, który Wam mogę w ciemno polecić. A wiesz, że nie często to robię. Uważam, że nasz rynek zalewa wiele niepotrzebnych produktów. Te są naprawdę przetestowane na dzieciach. Na moim również. Ono nigdy nie kłamie. Przy CzuCzu bawi się doskonale. 


UWAGA KONKURS!!!!!!!


Cieszę się tym bardziej, że mam dla Was do rozdania aż 4 zestawy CZUCZU. Co więcej możecie je sami skompletować dopasowując do wieku waszych pociech. A jeśli macie w rodzinie dużo dzieci będziecie mieć idealny prezent! KONKURS i jego REGULAMIN dostępny jest na moim facebookowym fanpage. Zajrzyj i zgarnij zestaw specjalnie dla Ciebie. Zasady są śmiesznie łatwe!

Gdybym mogła sama bym polowała, bo w ofercie CZUCZU pojawia się coraz więcej ciekawych produktów. A przecież MAJA właśnie poznaje literki i cyferki.

Miłej zabawy! Mam nadzieję, że znajdziecie zabawkę idealną dla Waszej pociechy. Gwarantuję, że żałować nie będziecie! BUZIAKI!


 
Po raz drugi mam przyjemność zaprosić Cię do akcji wymiany książkowej. Szczerze mówiąc sama nie mogę uwierzyć, że pierwsza edycja okazała się takim sukcesem. Wzięło w niej udział aż 40 blogerek i masa naszych czytelników. Co więcej, dziewczyny były tak zadowolone, że dzięki ich zainteresowaniu i entuzjazmowi założyłam własny KLUB KSIĄŻKI. To skłoniło mnie do organizacji kolejnej edycji. Tym razem o pomoc poprosiłam przesympatyczną i niezwykle dobrze zorganizowaną Dagmarę, która prowadzi blog SOCJOPATKA. Jeśli jej jeszcze nie znacie koniecznie do niej zajrzyjcie.

Wspólnymi siłami zaprosiłyśmy blogerów i czekamy również na Ciebie. Lubisz czytać? To jesteś w dobrym miejscu. Zapraszam i gorąco namawiam do udziału w II edycji wymiany książkowej pn. PRZECZYTAJ & PODAJ DALEJ. Celem akcji prócz możliwości wymiany przeczytanych książek jest promocja czytelnictwa, poszerzenie Twoich horyzontów, poznanie nowych, ciekawych ludzi i świetna zabawa. Wierzę, że książka powinna mieć własne życie, spełniać swój nadrzędny cel: być czytaną! Pozwólmy im wędrować z rąk do rąk. Niech się nie kurzą. Niech nie leżą.

Właśnie dziś nastała jesień. Nie wiem, jak Tobie, ale mnie kojarzy się głównie z długimi wieczorami spędzonymi pod kocem, z ciepłą herbatą, mruczącym kotem i dobrą książką. Chcesz odświeżyć przed zimą swoją biblioteczkę dołącz do Nas!
W zabawie udział może wziąć każdy. W linkowaniu może wziąć udział KAŻDY BLOGER. KAŻDY CZYTELNIK może wymienić się książkami. Jak to ma wyglądać? Zapoznaj się z poniższymi szczegółami.


INFO DLA CIEBIE:

 
-  pod postem z dnia 1 października napisz w komentarzu, jakie książki masz do oddania, opisując ich stan;
-  jeśli spodobała Ci się któraś z moich książek napisz która - może się wymienimy;
-  przeczytaj komentarze innych czytelników, mogą mieć coś, co się zainteresuje;
-  zajrzyj w LINK PARTY. Znajdziesz przekierowania do innych blogerów, którzy również wystawiają własne książki. Każdy link, to inny bloger i jeszcze więcej książek do wyboru;

-  linkowanie jest u mnie na SAVE THE MAGIC MOMENTS oraz u Dagi czyli na SOCJOPATKA;
- adekwatne informacje o swoich książkach możesz umieścić również na innych blogach w komentarzach - szczególnie u osób, u których upatrzyłaś ciekawą pozycję;
-  bądź tak miła i na facebooku umieść informację, że uczestniczysz w akcji #przeczytajipodajdalej2 organizowane przez @savethemagicmoments oraz @socjopatkapl. W poście możesz umieścić listę swoich książek. W ten sposób po tagu znajdziesz wszystkie osoby i wpisy dotyczące wymiany. Informacje możesz umieścić również na naszym facebookowym wydarzeniu;
- szczegóły dotyczące wymiany domawiamy z wybraną osobą na priv.

- wymiana odbywa się bezkosztowo - chyba, że dogadacie się inaczej



 INFO DLA BLOGERA:

 
- na dzień 1 października przygotuj wpis o książkach, a potem wklej link na linkowych party u mnie i Dagmary

- reszta j.w.

Jeśli blogujesz i chcesz do Nas dołączyć napisz do mnie magicmoments1983@gmail.com lub Dagmary (wspolpraca@socjopatka.pl), a wyślemy Ci szczegółowe  informacje o co kaman.




Akcja trwa od 1 do 7 października. 

Na koniec wszyscy chwalimy się swoimi łupami, wstawiając zdjęcie książek na FB z tagiem #przeczytajipodajdalej2. 

Z zasady książkami się wymieniamy, ale nie wykluczam sprzedaży za symboliczną kwotę 5 czy 10 zł jednak dopiero po zakończonej akcji tj. od 8 października. Pamiętaj, że PIERWSZEŃSTWO MAJĄ WYMIENIAJĄCY!

Na Facebook zostało utworzone wydarzenie, gdzie możesz poznać więcej szczegółów. W tym listę wszystkich blogerów, którzy już potwierdzili swój udział. A jest ich całkiem sporo, bo aż 48. I na tym pewnie nie koniec. Dołącz do nas, daj się poznać. Poznaj nowe blogi.


Jeśli znasz innych blogerów lub masz znajomych, którzy kochają czytać, powiadom ich o akcji. Może zechcą do nas dołączyć! Mamy nadzieję, że dołączysz w nasze szeregi. Udostępnij informację dalej. Jeśli nie Ty, może Twoi czytelnicy/znajomi chętnie pobuszują w naszych książkach? Im nas więcej, tym więcej książek i tym lepsza zabawa. 

Masz wątpliwości. Chcesz o coś dopytać. Coś jest dla Ciebie niejasne. Zostaw komentarz lub wiadomość, czy to na fb czy na maila. Postaram się rozwiać wszelkie Twoje wątpliwości. Jeśli chcesz zobaczyć, jak to wygląda w praktyce, jak powinien wyglądać taki wpis - zerknij do wiosennej edycji

No i mam nadzieję, że spotkamy się 1 października!





Odkąd zaszłam w ciążę z Mają niechętnie przesiaduję w kuchni choć niegdyś był to mój azyl. Uwielbiałam piec ciastka po nocach. Dziś zamiast pichcić wolę czytać lub najzwyczajniej w świecie odpoczywać. Za dnia Maja nie daje mi wytchnienia, więc obiady stały się po prostu szybkie. Wieczorem padam na twarz więc stać w kuchni się już nie chce. Tym bardziej cenię sobie proste, zdrowe i łatwe przepisy.

Dziś mam niespodziankę. Pyszny czekoladowy pudding z karobem. Jeśli masz w domu alergika, który nie może jeść kakao, a Tobie aż się serce kraje na myśl, że nie może dostać biedak czekolady zaprzyjaźnij się z karobem. To proszek z chleba świętojańskiego. Produkt wegański, bezglutenowy i bezkofeinowy. Doskonale zastępuje kakao. Stosowany jest do ciast, napojów mlecznych, przekąsek. Ma karmelowo - orzechowy posmak. Mąż już dawno mi o nim opowiadał, ale przekonała dopiero chrzestna Mai, która przesłała mi poniższy (choć w nieco odmiennej formie) przepis.

Potrzebujesz:
miękkie, dojrzałe awokado
2 banany
2 łyżeczki karobu
opcjonalnie 1 łyżka kakao (które nadaje kolor ciemnego brązu)
kefir/mleko/jogurt/mleko roślinne

Przepis jest genialny, bo w zależności od ilości dodanych składników wyjdzie Ci coś zupełnie innego - dodając niewiele kefiru lub jogurtu otrzymasz gęsty pudding. Dodając mleka w większej ilości wyjdzie Ci dość gęsty koktajl. Od Ciebie zależą składniki. Uprzedzam, że KAROB jest słodszy od kakao. Zaleca się zawsze dodawanie połowy ilości kakao (jesli traktujesz go jako zamiennik).
Pobróbuj pobaw się. Ja już wykorzystałam w moich ukochanych trójczekoladowych ciasteczkach, w murzynku i jak mleko z kakao. Maja nie ma uczulenia i wzyscy jesteśmy zadowoleni :)

A ten pudding jest obłędny i pozwala przemycić mi do diety Mai jakże cenne awokado. 

33 darmowe plakaty do poku dziecięcego

Urządzanie pokoju Majeczki to ostatnio nasz priorytet. Ostatnio pokazywałam Ci, jak pięknie wygląda pokój, w którym motywem przewodnim są kropki. I tak udało mi się wybrać idealną tapetę do Majusinowego pokoju. Niebawem pochwalę się efektem na fb, bo Gazela staje się właśnie bohaterem w naszym domu, tapetując pokój. Nie wyobrażam sobie, by na ścianach zabrakło również jakiś obrazków, czy ramek dlatego dziś przygotowałam zestawienie darmowych grafik do pobrania.
 
Takie plakaty są idealne do pokoju dziecka. Nie jestem zwolenniczką samych tylko napisów motywujących w pokoju dziecięcym - chyba, że dziecko jest już starsze i potrafi czytać. Jednak dla takich maluszków zdecydowanie wolę słodkie obrazki zwierzątek, gwiazdek czy chmurek. Byłam pod wrażeniem, jak wiele jest utalentowanych mam blogujących, które dzielą się swoim talentem. Wybór mocno subiektywny, acz mam nadzieję, że coś tu dla siebie znajdziecie.
 
Znam i śledzę od jakiegoś czasu dwa z poniższych blogów. Są to LECI BOCIAN oraz MAVELO, gdzie znajdziecie naprawdę mnóstwo inspiracji. Dziewczyny są niesamowicie kreatywne, a przy tym mają cudowne wyczucie koloru i smaku. Ilekroć tam wchodzę po prostu ginę w ich postach i nie mogę się wydostać. Sama zobacz.
33 darmowe plakaty do pokoju dziecięcego
Księżyc, Aniele Boże, Chmurka, Gwiazdka - plakaty dostępne na: LECI BOCIAN.PL
33 darmowe plakaty do pokoju dziecięcego
Leśne zwierzątka - MAVELO.PL
33 darmowe plakaty do pokoju dziecięcego
Pan Księżyc mnie zauroczył - MAVELO.pl


A właśnie odkryłam kolejne piękne miejsca: DZIEWCZYNA Z GUZIKIEM
 
33 darmowe plakaty do pokoju dziecięcego
Plakaty dostępne na DZIEWCZYNKAZGUZIKIEM.pl



MY PINK PLUM
33 darmowe plakaty do pokoju dziecięcego
SŁODKICH SNÓW i SŁONIK dostępne na MYPINKPLUM.pl
 

Ale cudowne obrazki znajdziecie również tu:

33 darmowe plakaty do pokoju dziecięcego
ARCHISTACJA.PL
33 darmowe plakaty do pokoju dziecięcego
PIAFKA.PL

33 darmowe plakaty do pokoju dziecięcego
BOOMBOM.pl

Ciekawa jestem, który przypadł Ci najbardziej do gustu? Któryś będzie pasował do pokoju Twojego berbecia? Ja wciąż poszukuję jakiegoś uroczego kotka :)




Każda z nas, nawet jeśli nie myśli jeszcze o dziecku, ma jakiekolwiek wyobrażenie o macierzyństwie. Biorąc pod uwagę ilość amerykańskich filmów na naszym rynku i propagandę słodko śpiących dzidziusiów w ramionach pięknie umalowanej kobiety, która w życiu o porodzie jeszcze nawet nie pomyślała, zwykle to nasze wyobrażenie jest mylne. Przeważnie jeszcze będąc w ciąży kompletnie nie zdajemy sobie sprawy, jak będzie wyglądało nasze życie, jakimi będziemy matkami, jak będziemy się zachowywały w milionie różnych sytuacji. Snujemy plany, wyobrażamy sobie przyszłość z bobasem przez różowe okulary zapominając, że będziemy popełniać błędy. Są jednak zachowania matek, których za wszelką cenę staram się unikać. Wiem, jaką matką nie chcę być!

NIE CHCĘ BYĆ MATKĄ, która wywołuje na dziecku presję, która tylko wymaga, wymaga, wymaga , nie dając dziecku niczego w zamian. Matką, która wiecznie jest ze swego dziecka niezadowolona i nigdy nie znajduje w nim cech dobrych. Tylko krytykuje, wytyka błędy. Matką, która nie potrafi powiedzieć swojemu dziecku niczego miłego, budującego, pochlebnego za to wychwala wniebogłosy jej/jego kolegów i koleżanki.

NIE CHCĘ BYĆ MATKĄ, która nie potrafi rozmawiać. Zwłaszcza o sprawach ważnych. Która nawet nie chce słuchać, że dziecko ma jakiś problem. Nie chcę być matką, któremu dziecko nie może ufać, na której nie może polegać, liczyć na ciepłe słowa, dodanie otuchy. 

NIE CHCĘ BYĆ MATKĄ, która nie wspiera, a wręcz podcina skrzydła. Która nie baczy na słowa, która rani brakiem zainteresowania i szacunku, która nie respektuje wyborów własnego dziecka. Nie chcę być matką, która robi wszystko na pokaz, dla ludzi, a tak naprawdę dzieckiem w ogóle się nie interesuje, albo dzwoni bo koleżanki pytały.
 
NIE CHCĘ BYĆ MATKĄ, która nie uczy otwartości na świat, odwagi, pozytywnego nastawienia. Matką, która nie jest tolerancyjna, dla której liczy się tylko jedna racja, jej racja. A wszyscy, którzy sądzą inaczej są głupi. Matką, która jest zimna i oschła, mówi tylko władczym tonem i nie kupi swojemu dziecku chociażby głupiego lizaka na Dzień Dziecka.

Ale nie chce być też matką, która myśli, że miłość i wdzięczność można kupić prezentem. Która  wychodzi z założenia, że pieniądze zastąpią rodzica, ciepło, miłość i rozmowę, a dadzą uznanie w oczach dziecka.
 

NIE CHCĘ BYĆ MATKĄ, która faworyzuje rodzeństwo, która pokazuje, żę któreś dziecko jest ważniejsze. Liczy się tylko z jego wyborami i zdaniem i wszystkim każe się właśnie do Niego dopasowywać. NIe chcę być matką, która nie umie okazać jednakowo dużo miłości wszystkim swoim dzieciom!
 
NIE CHCĘ BYĆ MATKĄ, która przez całe życie swojego dziecka traktuje je zgodnie z zasadą "dzieci i ryby głosu nie mają", nie znosi sprzeciwu, nie respektuje zwróconej uwagi, to z dziecka robi "złe dziecko" a nie zastanowi się nawet chwilę, jaką jest matką. Dziecka nie pyta o zdanie, dziecko o nim informuje. Nie szanuje go i zawsze robi po swojemu, często wbrew jego woli. 

NIE CHCĘ BYĆ MATKĄ, której dziecko nienawidzi, ma dość i nie szanuje. 
 



Chcę być najlepszą mamą jaką potrafię. Najlepszą wersją siebie. Wiem, że popełnię masę błędów. Wiem, że nigdy nie będę ideałem. Wiem, że jestem nerwowa, impulsywna, wybuchowa i brak mi cierpliwości. Ale marzę, by Maja i jej rodzeństwo mnie kochali, szanowali, podziwiali. Wiedzieli, że cokolwiek w życiu zrobią, będę stała za nich murem. Że dla mnie są najpiękniejszymi i najwspanialszymi osobami na świecie. Marzę, by kochały mnie taką, jaką jestem. Kojarzyły jedynie z ciepłem i miłością. By zasiedziały, że zawsze mogą na mnie liczyć, że nigdy nie odmówię im pomocy.


Nie jestem ideałem. Uczę się na błędach. Swoich błędach. Cudzych nie popełniam. A Ty? Wiesz jaką mamą chcesz być? Jaką jesteś? A jaką przenigdy w świecie nie chcesz być?
 
 

 
Dziś świętujemy imieniny Majeczki! Obchodzimy je zwykle hucznie! Gościmy najbliższych, a Maja z chęcią przyjmuje życzenia, karteczki, prezenty, a nawet pierwsze bukiety kwiatów. Dziadek absolutnie zawsze pamięta o małym kwiatuszku dla Mai. A dziekuję dziadku z wielkim całusem utwierdza go w przekonaniu, że warto pamiętać o tym, przy następnej okazji. Kobietka mała. 

Wychodzę z założenia, że każda okazja do świętowania jest dobra. Obecnie coraz mniej ludzi to robi. I szczerze tego nie rozumiem. Dla mnie to jakaś taka fałszywa skromność i narzucenie innym braku spontaniczności. A przecież to znakomity pretekst do wspólnego spotkania, pobawienia się z dzieckiem, upieczenia ciasta. Często wspólnie. Pamiętacie imieniny cioci? Te huczne popołudniowe poczęstunki. Suto zastawiony stół? Sałatki warzywne, korniszonki i wódeczka dla dorosłych? Siedzenie po nocach i ten donośny śmiech przez pół wieczoru i nocy? Czysta radość. Okazja do spędów rodzinnych. Wspominania i rozmowy. Ja pamiętam doskonale. A wspominam baaaaardzo mile.

W tym roku zamiast mnóstwa prezentów postanowiliśmy poprosić rodzinę i chrzestnych o zrzutkę na jeden duży, który wiemy, że Mai przypadnie do gustu, służyć zaś będzie dłuższy czas. Wczoraj wieczorem było wielkie skręcanie, a dziś rano Majeczka na bosaka podreptała do dużego pokoju i obdarzyła Nas wielkim uśmiechem. Kuchnia to był strzał w dziesiątkę. Była już sałatka, ogórki kiszone, herbatka. Zmywanie  i gotowanie. No ogólnie jest radocha. 



A ten miesiąc? Kurcze no jak to z dzieckiem. Pełen niespodzianek. W tym miesiącu akurat mało pozytywnych. Maja wkracza w kolejny ciężki okres i co dzień jest ciężej. Są płacze z byle powodu. Jest stawianie na swoim, ustawianie, lamenty, płacze, histerie. Brak apetytu, ogólne rozdrażnienie i powtarzanie tysiące razy jednej rzeczy, której koniec końców Maja nie robi. Majowe rządy. Gdy do tego dochodzą hormony ciążowe matki mieszanka wybuchowa. Awantury każdego dnia. Jak ją ogarnąć? Czasami kompletnie się nie spodziewam jej wybuchu. A już z pewnością nie własnego. Ze skrajności w skrajność, bo Majusia naprawdę jest czułym i kochanym bebeciem. Berbeciem, który w jednej chwili z Kocham mamę przechodzi na Wyjdź, bo jest tu babcia. Matko, jak ja się spłakałam. 

No ale taki wiek. Co poradzić. Maja jest coraz sprawniejsza manualnie. Coraz więcej rzeczy chce robić sama. Zaczyna też rozumieć o co chodzi w zabawie z dziećmi. Często je podgląda, na śladuje i zagaduje. Wygląda na to, że etap zabawy pararelnej zaczynamy mieć za sobą. Zaczyna ją interesować świat w koło. Pyta mnie o literki i cyferki. Musimy się zaopatrzyć w nowe pomoce naukowe. Zdecydowanie. A jazda samochodem to nieustające pytania o marki samochodów Mama, a co to za auto?


Czytanie staje się powoli jej pasją. Widzi, że czytam ja. Ogląda moje książki. Często bierze własną w rączki i mówi Chodź mamo teraz ja Ci poczytam. W tym miesiącu doszło nowe hobby: rysowanie. Odkąd Maja dostała od chrzestnego wypasione kredki (mimo 3 innych zestawów w domu) po prostu wciąż rysuje. Mało tego z dnia na dzień rysunki przestały być gryzmołami, a zaczęły pojawiać się kształty. Kółka, ślimaki i twarze. Maja rysuje, a potem nam opowiada co jest na obrazku. Wspaniała rzecz. Zrezygnowaliśmy już nawet z zakupu bloków rysunkowych na rzecz rysy papieru.

No i mowa. Wiem, że niektóre dzieci na naszym etapie mówią bardzo mało. I nie ma się czym stresować. W końcu dziecko rozwija się we własnym tempie i nie należy na nim wywoływać żadnej presji. Maja ma akurat niezwykle lekka mowę. Jej zasób słownictwa nas zaskakuje. Sposób w jaki formułuje zdanie. Wyciąga wnioski. Powtarza po Nas całe frazy, doskonale je rozumiejąc i wiedząc, w jakim przypadku ich użyć. Fakt, że czasem jej nie rozumiemy. Jest szybka. Ma szybkie myśli i zbyt szybciutko chce je przekazać. Wówczas wyrzuca z siebie słowa z prędkością błyskawicy,a my kompletnie nie wiemy, o co kaman. Ale naprawdę łapie wszystko. I wiecie co? Zaczyna się u niej kształcić poczucie humoru. Uwielbia nas na coś nabierać, robić sobie żarty. Śmieje się też z jakiś nowo poznanych słówek np. smrodek albo dziubas. Zawsze ją to bawi. Tak, jak kiedyś bawiło ją oregano.

Ahhhh dzieje się nieustająco coś. Już zdążyłam przywyknąć do sielanki, a przychodzi nowy kryzys. I co? trzeba sobie jakoś poradzić. Przed nami nauka samodzielnego ubierania, literek i cyferek. Rozwój manualny. I wyciszenie. Już widzę, że uspokaja ją czytanie i malowanie oraz układanie puzzli. Za nami 28 miesięcy. Dopiero. A mnie się zdaje, że dopiero to ona kopała mnie w brzuchu.


Ty też tak masz? Nie zauważasz upływającego czasu, a dziecko rośnie w oczach? Jak się rozwija Twoje maleństwo? I co najważniejsze jak sobie radzisz z wybuchami złości? agresji? buntu? z fochami i humorkami?

Harper Lee
Ten rok jest dla mnie szczególny. Postanowiłam bowiem, że nie będę się ograniczała do gatunków literackich po które zawsze sięgam, a poszerzę swoje horyzonty i przeczytam coś zupełnie innego niż dotychczas. Utworzyłam własny KLUB KSIĄŻKI (gdzie serdecznie Cię zapraszam) i właśnie dzięki naszym lekturom miesiąca przeczytałam "Zabić drozda" Harper Lee. To zdecydowanie jedna z najpiękniejszych i najbardziej wartościowych powieści, po jakie w życiu sięgnęłam. 

Spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Nic dziwnego. Wystarczy spojrzeć na odwrót książki by przeczytać, że "akcja powieści to lata trzydzieste XX wieku małe miasteczko na południu USA. Atticus Finch, adwokat i głowa rodziny, broni młodego Murzyna oskarżonego o zgwałcenie biednej białej dziewczyny Mayelli Ewell. Prosta sprawa sądowa z powodu wszechpanującego rasizmu, urasta do rangi symbolu. W codziennej walce o równouprawnienie czarnych jak echo powraca pytanie o to, gdzie przebiegają granice ludzkiej tolerancji. Zabić drozda to wstrząsająca historia o dzieciństwie i kryzysie sumienia. Poruszająca opowieść odwołuje się do tego, co o życiu człowieka najcenniejsze: miłości, współczucia i dobroci"

Czego można się spodziewać? Pasjonującej sprawy sądowej, wartkiej akcji, dużo z powieści prawniczej. Nic bardziej mylnego. "Zabić drozda" to powieść obyczajowa. Powieść bardzo unikatowa, niebanalna i jedyna w swoim rodzaju. Narratorem bowiem jest córka adwokata Skaut (w innym tłumaczeniu Smyk). Dorastająca niewinna dziewczynka, która wcale dziewczynką być nie lubi. Chodzi w spodniach (co budzi w tamtych czasach oburzenie), jest odważna, rezolutna, inteligentna i niezwykle spostrzegawcza. Mówi prawdę wprost, bez żadnych ogródek, zadaje niewygodne pytania i nie stroni od bójek. Przedstawia nam życie w Maycomb z jego wadami i zaletami.  Książka do połowy to jej opowieści o domu, zabawy z bratem - Jemem i ich przyjacielem Dillem, obserwacje tajemniczego domu, w którym mieszka Boo Radley. Podchody dzieciaków.  Proces to tło społeczne. Tło, które kształtuje młodych ludzi. Ludzi którzy w bardzo brutalny sposób dowiadują się o prawdach rządzących tym światem. Ludzi, którzy z beztroskich dzieci wchodzą w świat ślepych, zakłamanych, ograniczonych dorosłych. Uczą się czym jest dwulicowość, fałsz, obłuda, niesprawiedliwość, ale też poświęcenie, bezinteresowność, empatia, honor i obowiązek.
To książka o dorastaniu, przyjaźni, wychowywaniu dzieci, o szacunku do nich, do ich indywidualizmu. Książka o wychodzeniu poza schematy, o moralności, równości, prawości, szacunku do drugiego człowieka, potrzebie wolności i prawdy. Niezaprzeczalnie książka porusza jeden z bardzo ważnych aspektów również dzisiejszego świata - problem rasizmu. Śledzenie sprawy Toma Robinsona uświadamia nam jak długą drogę przechodzą Afroamerykanie, by walczyć o równouprawnienie. Sukcesy Atticusa są przerażająco smutne i zatrważające. 
Postacie są barwne, znakomicie zbudowane i dopracowane w każdym calu. A osoby takie jak Atticus, Calpuria czy panna Maudie dają nam niesamowite lekcje życia oraz właściwego wychowania dzieci. To klasyka, po którą powinien sięgnąć każdy rodzic.

"Zabić drozda" to książka dająca do myślenia. Książka momentami wzruszająca, czasem dołująca, a czasem naprawdę przezabawna. To książka mądra i głęboka. Książka, która pozostaje w pamięci. Książka, która wnosi do naszego życia wiele mądrości. Pozornie prosta narracja  z punktu widzenia dziecka jest dojrzała, przemyślana i niezwykle inteligentna. Coś pięknego. Majstersztyk.

Zdecydowanie polecam. Wcale nie dziwi mnie, że zaliczana jest do jednych z najlepszych książek wszechczasów. A Ty? Czytałaś już? Jakie znasz książki, które poruszyły Cię równie głęboko?
druga ciąża
 
Każda z nas przechodzi ciążę w zgoła odmienny sposób. Każda ma zupełnie inne doświadczenia. Podczas gdy, niektóre dziewczyny chodzą regularnie na pilates i pracują, aż ich pracodawca zacznie wręcz błagać, by poszły na zwolnienie, inne leżą przykute do łóżka, wymiotują przez pierwszy trymestr, albo są na lekach podtrzymujących ciążę. Tak, każda ciąża jest inna. Mówią, że nawet u tej samej kobiety przebiegają one zupełnie inaczej, ale czy to prawda?

I tak. I nie. Z jednej strony muszę Ci powiedzieć jedno: objawy z drugim dzieckiem mam absolutnie takie same, jak w pierwszej. Póki co nie wymiotowałam, miewałam lekkie nudności, krwawienie z nosa, problemy z trawieniem i konieczność stosowania luteiny ze względu na bóle brzucha i krótką szyjkę. W drugiej ciąży objawy są znacznie intensywniejsze i przyszły o wiele wcześniej. No i od razu pokazał się brzuch. Zupełnie jakby urósł przez noc. Naprawdę mnie wywaliło. Jednak to jest za wcześnie, by stawiać kropkę nad i. W końcu jestem dopiero w 16 tc.

Nie o tym jednak chciałabym jednak napisać. Symptomy zewnętrzne to tylko symptomy zewnętrzne. One miną wraz z określonym miesiącem lub po prostu ciążą. Jednak to, co dostrzegam bardzo namacalnie to mój odbiór ciąży. Nie ma tu tyle ochów i achów, nie ma tej celebracji. Nie ma możliwości leżenia w łóżku niczym królowa. Trzeba się zająć starszym dzieckiem. I nie ma że boli. Kompletnie nie masz czasu na zachwycanie się swoim stanem. Gdyby nie to, że w ciąży odczuwa się pewne dolegliwości, czasem bym o niej zupełnie zapomniała. No dobra. Przypomina mi też o tym fakt, że po spojrzeniu w dół nie widzę już swoich stóp. 
 
Jeśli starsze dziecko jest jeszcze małe, a moja Maja ma zaledwie 2 lata i 4 miesiące, to masz ręce pełne roboty i głowę stale zaprzątnięta myśleniem o starszym dziecku i opieką nad nim. Nie chodzi o to, że ciążą się nie cieszysz. Cieszysz się i to bardzo. Tak samo mocno, jak i pierwszą. Po prostu to jest czysta radość, bez szaleństw, bez obłędu, bez spiny. Bez stałego rozmyślania, bez regularnych posiłków co 3 godziny, bo zwyczajnie tak się już nie da. Już się tak wszystkim nie podniecasz, nie notujesz każdego objawu, każdego pierdnięcia, że tak powiem.
 
Troszkę mi tego brakuje. Przyznaję. Czuję, jakbym zaniedbywała naszego fasoloka. Czuję, że nie poświęcam mu tyle uwagi, ile Mai na tym etapie. Jednocześnie realnie patrzę na sprawę. Wiem, jak to wszystko wygląda, a jednocześnie zdaje sobie sprawę, że nie ma tu jednego scenariusza. Zdarzyć się może wszystko i choć na wszystko absolutnie nie jestem przygotowana, bo przed każdym badaniem denerwuje się tak samo mocno, czy dziecko prawidłowo się rozwija i jest zdrowe, to nie wpadam tak łatwo w panikę. Jestem spokojniejsza. Staram się niczego nie zakładać. Nie mam oczekiwań. Rozumiem też swoje "dziwne" zachowania. Już nie czuję się jak dziwadło. Nie dziwi mnie nic, co związane jest z ciążą, bo większość mam już za sobą. Nie stresuję się. Nie myślę o tym co będzie, gdy dziecko pojawi się na świecie. Wiem, że to będzie trudne, ale póki co po prostu się cieszymy. Zwyczajnie mam uśmiech na twarzy i czuję szczęście, a nie szaleństwo.

Puentując tak, jest zupełnie inaczej. Ale nie w takim znaczeniu, jak mogłoby się zdawać.


Liebster Blog Award

Liebster Blog Award to nominacja od jednego blogera dla drugiego w uznaniu za jego pracę. Zabawa krąży po sieci już od dawna i od czasu do czasu zatacza kręgi. Staram się za często nie powtarzać, dlatego nie zawsze biorę w nich udział pisząc osobny wpis, ale pytania Kasi z NA REGAŁACH są zupełnie inne od tych, które do tej pory dostawałam. Postanowiłam się z Tobą nieco bliżej podzielić moimi gustami czytelniczymi oraz samym nastawieniem do blogowania. Kasiu bardzo dziękuję za docenienie i nominację. A Ciebie serdecznie zapraszam do czytania. 
1. Jaka była najpiękniejsza książka o miłości, którą przeczytałaś?
Mało czytam takich książek. Zwłaszcza typowo o miłości. Nie lubię ckliwych opowiadań, romansideł, ani powieści erotycznych, więc jak już muszę coś wymienić do głowy przychodzą mi tylko dwa tytuły, z których absolutnie nie umiem wybrać jednego. Są to "Perswazje"oraz "Duma i uprzedzenie" wspaniałej Jane Austen. Książki, które powinna przeczytać każda kobieta. 
2. Zawsze kończysz zaczętą już książkę?
Nie. Absolutnie nie! Kiedyś miałam przez to niewiarygodne wyrzuty sumienia, ale pewna bardzo mądra koleżanka nakreśliła mi sprawę jasno "Słuchaj, jak film Ci się nie podoba, to przełączasz kanał, a nie się męczysz prawda?" - od tego czasu nie mam żadnych oporów z porzuceniem książki, która w moim mniemaniu jest masakryczna. Teraz pisać może każdy i naprawdę łatwo natknąć się na gniota, dlatego zaczęłam przykładać bardzo dużą uwagę do swoich wyborów. Nie należę do osób, która czyta wszystko co jej w ręce wpadnie. Cenię sobie swój wolny czas, zwłaszcza teraz gdy mam go tak mało, dlatego bardzo skrupulatnie dobieram literaturę.
3. Po literaturę jakiego kraju sięgasz najczęściej i najchętniej?
Nie zwracam uwagi na pochodzenie autora. Zwykle są to książki amerykańskie lub skandynawskie - ale kocham kryminały, więc to zrozumiałe. Mam opory w stosunku do literatury rodzimej, acz ostatnio pan Mróz mnie przekonał, że i Polak potrafi napisać coś naprawdę ciekawego. Jednak po literaturę rosyjską raczej nie sięgnę. Uraz historyka.

4. Jakie jest Twoje największe marzenie związane z książkami?
Chyba napisać własną.... 

5. Ulubiona para książkowa (niekoniecznie miłosna)?
Oj chyba do tej pory najbardziej kocham Anię i Gilberta z "Ani z Zielonego Wzgórza". Ale bardzo do gustu przypadli mi również Patrick i Erica z sagi Camilli Lackberg o Fjällbacka, a ostatnio pokochałam Chyłkę i Zordona z powieści Remigiusza Mroza. No i oczywiście kocham głównych bohaterów serii darów Anioła: Jace'a i Clary.
6. Najładniejsza wizualnie książka, którą posiadasz w swojej biblioteczce?
Sama nie wiem. Jakoś nie umiem tego ocenić. Choć zwykle to właśnie okładka przykuwa moją uwagę, to po zakupie staje mi się obojętna. Zdecydowanie ważniejsza jest dla mnie treść. Lubię książki porządnie wydane i stare woluminy. Kiedyś znalazłam w domu bardzo stare wydanie Victora Hugo z początku XIX w. Pewnie jest gdzieś jeszcze u rodziców. Muszę przekopać strych. 
7. Podaj 5 tytułów, które bardzo chciałabyś przeczytać, ale z różnych powodów boisz się za nie zabrać.
Zawsze chciałam przeczytać "Ulissesa" Jamesa Joyce - już w liceum - boję się, że nie dam mu rady.
"Szczygieł" Donny Tartt - przeraża mnie wielkość powieści.
"Blondynka" Joyce Carol Oats - kolejna cegła, która leży u mnie już od bardzo dawna.
"Północ i  Południe" Elizabeth Gaskell - boję się ckliwego romansidła...
"Buszujący w zbożu" Jerome David Salinger- tyle razy usłyszałam o tym tytule, że kiedyś muszę się z nim zmierzyć.
 
8. Jaka jest Twoja ulubiona pora dnia na czytanie książek?
Kiedy dziecko śpi :)
 
9. W jaki sposób piszesz recenzje, wpisy na bloga? Sporządzasz notatki czy może po prostu siadasz i od razu piszesz gotowy teks na bloga?
Nie robię notatek, ale staram się pisać na bieżąco, zaraz po przeczytaniu lektury, gdy emocje jeszcze nie opadną. Czytam również inne recenzje, ale głównie po to, by przypomnieć sobie, jak się to robi. I by sprawdzić, czy myślę podobnie. W wielu przypadkach mam skrajnie różne opinie.
10. Z jakiego wpisu na swoim blogu jesteś najbardziej dumna i dlaczego?
Cóż mój blog nie jest stricte książkowy, więc zawsze będę dumna z wpisów parentingowych, zwłaszcza tych pisanych na fali, pod wpływem emocji. Tych niezaplanowanych, spontanicznych i do bólu szczerych. Tych, w których odnajdziecie 100% mnie. Lubię moje wywiady, którym poświęcam bardzo dużo czasu i energii, a jeśli chodzi o wpis książkowy to jestem bardzo dumna z akcji "PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ", której w październiku będzie II edycja oraz #CZYTAJZNAMI.
 
11. Dlaczego prowadzisz bloga?
Teraz to już właściwie nie wiem. Kiedy go zakładałam chciałam pokazać ludziom, że życie każdego z Nas ma w  sobie mnóstwo magii, że każdy moment może być najpiękniejszym, bo jest nas. Chciałam pokazać, że życiem należy się cieszyć i zarażać swoim nastawieniem. Dziś blog stał się małym uzależnieniem i odskocznią od macierzyństwa. Takim moim i tylko moim tworem, o którym od początku do końca decyduję ja. W zasadzie piszę bardzo osobiste i szczere teksty, więc śmiało mogę rzec, że blog stał się cząstką mnie. I to też moja praca. Choć raczej nikt mi za nią nie płaci. 

Czuję się nieco zdemaskowana. 

Do zabawy serdecznie zapraszam:
1. Ewę z DAY WITH COFFEE
2. Dagmarę z SOCJOPATKA
3. Kaję z DO KAWY BLOG
4. Asię z ZAKRĘCONY BELFER
A moje pytania brzmią:
1. Jaki jest cel Twojego blogowania?
2. O czym najłatwiej jest Ci pisać?
3. Czym dla Ciebie jest czytanie? 
4. Książka Twojego dzieciństwa, to...
5. Czy jest taka książka, w którą chciałabyś wpaść i stać się jednym z bohaterów?
6. Jaka jest najlepsza książka, jaką w tym roku przeczytała?
7. Co jest Twoją największą pasją?
8. Twoje największe marzenie?
9. Kim chciałaś być jako małe dziecko? Spełniło się?
10. Zdradź mi swoje guilty pleasure.
11. Jakie jest Twoje motto życiowe.

A może Ty też masz ochotę odpowiedzieć na te pytania, bądź na pytania postawione mi przez Kasię?
Jeśli natomiast chciałabyś dowiedzieć się o mnie więcej, zerknij w stary wpis 11 faktów o mnie, czyli pytaj o co chcesz.

 
 
 
Niezaprzeczalnie wakacje dobiegają końca. Wieczory stają się coraz krótsze, a noce coraz chłodniejsze. Kocham lato i zawsze jest mi żal, gdy się kończy. Słońce, wakacje, świeże owoce, pachnące kwiaty. Zawsze jest co wspominać. 

POCZTÓWKI Z WAKACJI

to temat przewodni linkowania. Ciekawa jestem, jak minęły Wam tegoroczne wakacje. Mam nadzieję, że wspaniale. Pogoda nie do końca sprzyjała, ale z pewnością mieliście jakieś przygody? Wakacyjne eskapady? Odwiedziliście, jakieś nowe ciekawe miejsca? Pamiętajcie, że temat jest otwarty i daje pole do popisu. Przecież Wasze pocztówki mogą wyglądać, jak tylko chcecie. Możecie pokazać, jakie książki w tym czasie przeczytaliście, jakie przetwory na zimę zrobiliście, co zwiedzaliście. Piszcie, co się u Was działo w ciągu ostatnich dwóch miesięcy.

A co u mnie? Zaczęło się od jednej z najważniejszych wiadomości w moim życiu - druga ciąża. Długo trzymałam to przed Wami w tajemnicy i dopiero, co się naszym szczęściem pochwaliłam. Potem były wakacje nad polskim morzem. Dzięki nim przygotowałam dla Was kilka rad jak się przygotować do wakacji z dzieckiem oraz jak spakować dziecięcą apteczkę. Zorganizowałam też wielką akcję blogerek #CZYTAJZNAMI, do której oczywiście możecie dołączyć. A w naszym życiu prywatnym zachodzi szereg zmian. Maja się zmienia. Czyni kolejne kroki milowe. Dorasta. A co dla mnie było bardzo intensywnym przeżyciem - zakończyła się nasza wspólna droga mleczna. Działo się. A teraz dziać się będzie jeszcze więcej.

CZAS TRWANIA

Linkowanie trwać będzie pięć dni, od poniedziałku do piątku, czyli od 29 sierpnia do 2 września b.r.

ZASADY

Zasada jest tylko jedna  - Daj się poznać i poznaj innych! Zostawiając link do siebie, zajrzyjcie również do innych. Za każdy swój link wejdź przynajmniej w DWA INNE posty. Pozostaw tam wartościowy komentarz. W ten sposób zachęcisz innego blogera, by poznał Was, a ponadto po prostu wywołasz czyiś uśmiech i podarujesz satysfakcję. A może sama gdzieś zabawisz na dłużej?

Jeśli Ci się tu podoba i reflektujesz na moją prośbę wklejaj swoje linki, komentuj, poznawaj innych i baw się dobrze. Ja natomiast będę bardzo wdzięczna, jeśli udostępnisz ten post u siebie, tak by mogła tu przybyć jak największa ilość blogerów i czytelników. 

A teraz więcej INFO 
 
  • Link wklejamy poprzez kliknięcie w niebieski przycisk - Add your link, który znajdziesz na końcu tego wpisu. 
  • Informację o dacie kolejnych LINK PARTY znajdziesz zawsze na Facebooku - polecam tam zaglądać :) Będzie mi również bardzo miło, gdy zwyczajnie klikniesz LUBIĘ TO.
  • LINK PARTY na Save the Magic Moments ma hasło przewodnie. Proszę trzymaj się go.
  • Po każdym linkowaniu na FB znajdziesz informację, który post był najchętniej przez pozostałych uczestników odwiedzany.

Tak więc wklejaj linki, komentuj, poznawaj innych, baw się dobrze i udostępnij proszę ten wpis swoim czytelnikom. Im nas więcej, tym lepsza zabawa!
  



Dziś nasza 4. rocznica ślubu, dlatego wzięło mi się na wspominki. Pokazywałam Wam już nasze fotki ślubne, czytaliście również o tym, jak się poznaliśmy. Pomyślałam, że fajnie będzie Wam napisać, jak wyglądały nasze zaręczyny, bo były dość... nietuzinkowe. Przynajmniej moja wersja brzmi dość oryginalnie...

Dla kobiety moment zaręczyn jest wyjątkowy, magiczny i przeważnie długo wyczekiwany. Większość z nas jeszcze zanim pozna swego "księcia z bajki" wyobraża sobie tą chwilę. Niektóre, wręcz piszą w głowie cały scenariusz. Skłamałabym mówiąc, że o tym nie myślałam. Zwłaszcza, gdy poznałam moją Gazelę. Marzyłam jednak tylko o trzech rzeczach: by mój luby poprosił o rękę moich rodziców, by kleknął (bez tego to przecież nie zaręczyny) i by podobał mi się pierścionek. 
 
Mieszkaliśmy ze sobą od roku, gdy mój mąż nagle ni z gruchy, ni z pietruchy oświadczył mi, że wyjeżdżamy na weekend, ale nie powie mi gdzie. To niespodzianka. W mojej głowie zakiełkowała pewna myśl: Hmnnnn chyba chce się oświadczyć. Ale zaraz zwątpiłam. Przecież byliśmy razem dopiero 1,5 roku. Całą drogę o tym myślałam, ale mój mąż wciąż opowiadał o nieudanych związkach, zniechęcając mnie do małżeństwa i do wszystkiego, co z tym związane, jednocześnie przekonując, że przecież nikomu nie jest to do szczęścia potrzebne. Jednym słowem robił mi wodę z mózgu. Czułam się skołowana i nie wiedziałam co myśleć. W końcu byliśmy na trasie do mojego ukochanego Krakowa.
 
Kiedy Gazela zaczął szukać jakiejś ładnej restauracji na uboczu znów powróciła "ta" myśl. To nie było do niego podobne, żeby wybrzydzać. Mieliśmy na bakier z pieniędzmi więc, gdy zobaczyłam ceny w menu stwierdziłam, że idziemy do Mexicany. Nie stawiał oporu. Hmnnn, a może jednak chodzi o zwykły weekend? I sprawienie mi po prostu przyjemności? Tyle truję o spontanicznych wypadach, niespodziankach...?
 
Nagle zaproponował przejażdżkę dorożką. O matko, ale się ucieszyłam. Zawsze o tym marzyłam. Oświadczy się, oświadczy! Padnie na kolano. Czekałam. Napięcie rosło. Czekałam, aż powie coś romantycznego, zacznie nerwowo bełgotać. A ten nic. Hmnnnn, coś jest nie tak. Nie ma odwagi, a może nie jest zdecydowany? Tymczasem nasza przejażdżka dobiegła końca. 
 
Miłych niespodzianek jednak nie było końca. Od rynkowych kwiaciarek dostałam przepiękny bukiecik kwiatów. Skromny, malutki. Dokładnie taki, jak lubię. Zrobił się wieczór. Ohhh taki romantyczny wieczór. Dostałam nawet pluszowego smoka wawelskiego. Czekałam. Nadal nic. W końcu mąż zaproponował spacer na Planty. No może teraz? Wieczór. Kraków. Idealny nastrój. Idealne miejsce. Idealny ciepły, lipcowy wieczór. Nic. 
 
I wówczas... dostrzegłam w jego kieszeni kwadratowe pudełeczko. O ja, o ja! Oświadczy się! A może to nie to, o czym myślę? Nie. To na pewno pudełeczko z pierścionkiem. Siedzimy na ławce. On mnie przytula. Rozmawiamy i nic. Zaczyna się ściemniać, a po mojej głowie krążą czarne myśli: Nie chce mnie! Rozmyślił się! O Boże rozczarował się mną. Pewnie coś głupiego palnęłam, jak zawsze. Przestraszyłam go. Może nie jest gotów? Nagle Gazela stwierdził, że się ściemnia i pora wracać do hotelu. Serce mi pękło. Poczułam tak wielki ból i ukłucie. Rozczarowanie. Starałam się nic nie pokazywać.
 
Szliśmy wzdłuż Wisły. Kiedy mijaliśmy Wawel pojawiła się ostatnia nadzieja. Poszliśmy dalej. Łzy podpływały mi do oczu. Nie byłam w stanie nic powiedzieć. Usłyszałby przecież to w moim głosie. Zapytał tylko czemu jestem taka milcząca. Odburknęłam, że jestem zmęczona. Szłam dalej. Starałam się zachować resztki godności. Rozczarowana, przybita i święcie przekonana, że po prostu facet się rozmyślił. Szłam jak na stracenie. 
 
Wtem mój mąż wciąga mnie pod latarnię. Klęka i następuje cisza. Sytuacja była tak absurdalna, że zaczęłam się śmiać, a na usta cisnęło mi się tylko: No zadasz wreszcie to pytanie? Oczywiście na głos tego nie powiedziałam. Czekałam. Zadał. Nawet nie pamiętam, jak ono dokładnie brzmiało, byłam tak zniecierpliwiona wyczekiwaniem i zmęczona domysłami. 
 
Nie było łez szczęścia. Nie było skakania pod niebiosa. Był wymarzony pierścionek, który sama nieświadomie wybrałam (przyjaciółka udawała, że wybiera swój, a ja przecież też musiałam wybrać swój i przymierzyć, żeby nie czuła się nieswojo), były kwiaty dla mojej mamy i prośba o rękę do taty, był uknuty cały misterny plan. Mój strateg zapomniał tylko o jednym. Że wybiera sobie za żonę bardzo spostrzegawczą, ciekawską i autodestrukcyjną kobietę, która zanim usłyszała to pytanie, już widziała oczyma wyobraźni, jak facet jej nie kocha i po powrocie rzuca. Dziś się z tego śmiejemy. Musicie przyznać, że wyszło dość oryginalnie. Wszystko tak pięknie przygotowane, uknute i zachowane w tajemnicy. Do dziś zastanawiam się, jak moja przyjaciółka mogła mnie tak nabrać, że nawet przez myśl mi nie przyszło, że Gazela chce się oświadczyć, że sama sobie wybrałam pierścionek zaręczynowy. I moja mama? Dochowała tajemnicy? Słowem się nie zdradziła, choć pytałam skąd ma takie piękne kwiaty? Nieprawdopodobne. 
 
A jaka jest Wasza historia? Podzielisz się? ja tymczasem idę zatelefonować do mężusia, który to rok rocznie w tym czasie wysyłany jest w delegację. Życie.