Diane Chamberlain słynie z intryg, zawiłości, sekretów, tajemnic i niedomówień. Jej powieści to kawał dobrej obyczajówki, lecz to nie są spokojne powieści o przedmieściach, gdzie akcja toczy się w ślimaczym tempie, a ważne jest jedynie tło. Nie, nie. Książki Diane Chamberlain są pełne dynamiki, wspaniałych, realnych bohaterów, z którymi łatwo się nie tylko zaprzyjaźnić, ale również utożsamić oraz historii życiem pisanych. Trzecia część sagi z Kiss River "W CIENIU MATKI" to nie tylko kontynuacja wydarzeń z poprzednich tomów, ale również uzupełnienie, które pomoże w bardzo zgrabny sposób zamknąć całość z klasą.
 

"W CIENIU MATKI" to powieść, która wciąga od pierwszych stron. Oto duch Annie O'Neill nie zaginął. Nie dla jej córki Lacey, którą za wszelką cenę stara się nie iść w ślady matki. Ale czy faktycznie można zmienić swoje życie od tak? Czy wybory, których dokonujemy, faktycznie nie są nasze?

Przez dwanaście lat córka "Świętej Anny", kochanej przez całą społeczność lokalną społecznicy, robi wszystko niemal jotka w jotkę jak matka. Po części nieświadomie Lacey naśladuje swoją mamę do czasu, gdy dowiaduje się o jej mrocznym sekrecie. Od tej chwili dziewczyna pragnie się zmienić. Musi zmierzyć się ze swoją przeszłością, stawić czoła swoim słabościom i dokonać trudnych wyborów, a życie wcale jej tego nie ułatwia. Oto na jej drodze stawia małą,  przerażoną i nieszczęśliwą jedenastolatkę, która przeżywa tragiczną śmierć swojej mamy. Lacey obejmuje opiekę prawną nad Mackenzie w imię starej przyjaźni z jej matką, która w testamencie jasno wskazała, kto ma zająć się dzieckiem na wypadek jej śmierci. Nie łatwo zostać rodzicem, a co dopiero z dnia na dzień i to od razu nastolatki, którą rządzą hormony, emocje i poczucie winy. Co więcej, na horyzoncie pokazuje się dwóch mężczyzn, walczących o jej względy, morderca matki ma wyjść na wolność za dobre sprawowanie, a przeszłość wdziera się w życie Lacey coraz bardziej natarczywie. Zmierzenie się z nią, z jej konsekwencjami będzie bardzo bolesne, ale i wyzwalające oraz zaskakujące.

Najnowsza powieść Diane Chamberlain to opis walki człowieka o samego siebie, o odnajdywanie swojej drogi, swojej tożsamości. To lektura, w której aż kipi emocjami. Znajdziesz tu całą masę trudnych wątków, które przeplatają się w bardzo zgrabny sposób: motyw zbrodni i kary, resocjalizacji,  ale również zmierzenie się z żałobą po utracie bliskiej osoby czy istota wybaczania. Po mistrzowsku wręcz autorka opisuje proces zmiany człowieka, jego walkę o lepsze ja. Nie sztuką jest podejmowanie złych decyzji, sztuką jest podjęcie wyboru.
 
Czasami osoby, które wydaje nam się, że tak dobrze znamy, skrywają mroczne sekrety. Sekrety, które zmieniają nasze życie i kształtują je w sposób, który nam nie odpowiada. Konfrontacja z prawdą zaś może doprowadzić człowieka do rozpaczy. Czy można wybaczyć wszystkie winy? Czy można dalej żyć z takim obciążeniem?
 
"W CIENIU MATKI" to bardzo przyjemna lektura. Lektura, którą czyta się niezwykle szybko, przerzucając kolejną stronę za stroną, chłonąc życie w murach latarni w Kiss River. Bohaterowie, tak realni, tak żywi, pełni człowieczeństwa stają się czytelnikowi bardzo bliscy. Akcja zaś zaskakuje za każdym razem, gdy tylko wydaje Ci się, że już wszystko zaczyna układać Ci się w głowie. Skomplikowane relacje rodzinne, miłość, ból, rozpacz i problemy, z którymi wciąż musi się mierzyć rodzina O'Neilów są tak emocjonujące, że zanim się obejrzysz, a przeczytasz ostatnią stronę.
 
Jeśli nie czytałaś poprzednich tomów, zachęcam do zajrzenia do  recenzji "Światła, które nie może zgasnąć" oraz "Latarni z Kiss River", a jeśli chciałabyś przeczytać powieść Diane zajrzyj na mój profil instagramowy, gdzie z okazji DNIA MATKI czeka na Ciebie KONKURS, w którym do wygrania mam jeden egzemplarz powieści. Zapewniam Cię, że warto.
 
A w ogóle znasz autorkę? Czytałaś jakieś jej książki? Lubisz literaturę obyczajową? Ja przyznam, że wcześniej nie sięgałam po taki gatunek, ale powieści tej autorki zachęcają mnie do zgłębiania jej bibliografii i odkrywania nowych autorów.
przepis na tort
Urodziny to dla mnie jeden z najmilszych dni w roku. Ale ten jeden jest wyjątkowy, bo tylko mój. Bliscy cieszą się z niego razem ze mną, celebrując moje święto. Tego dnia szczególnie czuję się kochana, doceniana i ważna, bo każdy o mnie pamięta. Wiem, że każdy choć chwilę o mnie pomyśli, a co najważniejsze, uśmiechnie się na myśl o mnie. Ale tak naprawdę kocham każdy pretekst, by móc cieszyć się życiem i jego magicznymi momentami. Może właśnie dlatego tak bardzo lubię piec torty. Nie są tak zachwycające, jak te kupne. Może nie tak imponujące, ani wystawne, ale robione z sercem, z myślą o jubilacie. A taki tort, w którym w składzie znajdziemy szczyptę miłości, smakuje wybornie.

Zebrałam dziś przepisy na 4 pyszne, domowe torty urodzinowe. Robię je naprzemiennie, choć moja rodzinka szczególnie upatrzyła sobie jeden. Bo jest smaczny, lekki i za każdym razem dodaję od Niego coś innego oraz inaczej go dekoruję. 

DLACZEGO WARTO SAMEMU PIEC TORTY?


1. SĄ ZDROWSZE - sam decydujesz o tym, jakie produkty i jakiej jakości do nich wkładasz. Nawet jeśli używasz, tak jak ja cukru czy cukru pudru, to nie ma tam już żadnej chemii, ulepszaczy, spulchniaczy, ani innych cudów. Jeśli masz alergika, masz szanse upiec coś bez składniki alergizującego.

2. SĄ SMACZNIEJSZE - bo sam komponujesz skład, a nikt od Ciebie nie wie lepiej, ile słodyczy jesteś w stanie zaakceptować.

3. SĄ PREZENTEM SAMYM W SOBIE - bo ofiarowujesz swoje serce poprzez zaangażowanie, poświęcenie własnego czasu, a przede wszystkim liczysz się z gustem jubilata.

Tak, tak, tort powinnaś dobrać pod jubilata. Ocenić jakie smaki lubi najbardziej, czy nie jest na coś uczulony (nie chodzi mi tylko o jaja, ale chociażby orzechy, kakao itp.), jakie ma gusta kulinarne. A potem tylko znaleźć idealny przepis. 
 

4 PRZEPISY NA PYSZNY, DOMOWY TORT URODZINOWY


1. TORT MALINOWO - CYTRYNOWY - to nic innego jak pyszny biszkopt przekładany kremem na bazie serka mascarpone. Tak naprawdę wcale nie musi być, ani cytrynowy, ani malinowy. Ja za każdym razem dodaję coś innego. Latem to są zdecydowanie świeże owoce. No i dekoracja tego tortu należy w 100% do Ciebie - mogą to być zwykłe posypki, mogą być jadalne kwiaty, mogą być np. różne rodzaje czekolad i czekoladek, wówczas stworzysz coś a la tort kinderkowy. Możesz, jak ja ostatnio kupić figurkę na wierzch.

tort na biszkopcie
2. TORT PAVLOVA - kocham smak bezy. Ten przepis kiedyś mnie przerażał, a okazuje się, że jest bardzo prosty. 
Długo się go robi, ale tak naprawdę długo to piecze go piekarnik :) a to co włożycie na wierzch, zależy od Was. W przepisie wersja zimowy z figami, ale teraz polecam świeże truskawki.

pavlova

3. LEKKI TORCIK MALINOWY - jest dla fanów delikatnych pianek, które nie są zbyt słodkie, a raczej przepysznie owocowe. Uwielbiam smak malin, a tak puszystej wersji to coś fantastycznego. Bez pieczenia. Na zimno. Nie polecam robić przy dużych upałach.
 
tort piankowy

4. TORT FERRERO ROCHER - to prawdziwa kaloryczna bomba. Jeśli kochasz nutellę ten tort, który w smaku jest czekoladowo - orzechowy w pełni zaspokoi twoje kupki smakowe. Efekt wow murowany. Dość drogi do przygotowania, nieco pracochłonny, ale... zdecydowanie wart zachodu.

toer ferrrero rocher
Przy którym popłynęła Ci ślinka? Który byś chętnie schrupała? Mam nadzieję, że te przepisy Ci się przydadzą i będą dla Ciebie doskonałą inspiracją na urodziny, rocznice czy inne Wasze, prywatne święta. 


SMACZNEGO!

Moja miłość do Wilka absolutnie nie słabnie, wręcz przeciwnie. Lubię go bardziej, z każdą kolejna nabytą częścią serii. Wspominałam o nim kilkakrotnie na moim Instagramie, podczas trwania kampanii #KOCHANIEprzezCZYTANIE, pokazywałam go również tutaj na blogu, teraz chciałabym pokazać Ci najnowszą część z serii, która ukaże się w sprzedaży na dniach, bo już 17 maja.

O WILKU, KTÓRY NIE LUBIŁ CZYTAĆ to kolejna propozycja wydawnictwa ADAMADA z serii o WILKU. To ciepłe i niebywale sympatyczne opowieści o niezwykłym zwierzątku. Dobrym, o wielkim sercu, troskliwym i czasem nieco zagubionym. Każda z części opowiada o czymś innym i przybliża nas do zupełnie innych problemów świata dziecięcego. Jeśli Twoim marzeniem jest zachęcenie dziecka do czytania i ukazanie mu mnogość światów, jakie roztoczą przed nim książki, koniecznie sięgnij po tę część.

Otóż WILK uwielbiał książki, ale nie lubił ich czytać. Jak to możliwe? On uwielbiał je pożerać. Dosłownie. Smak papieru go zniewalał. Jadł wszystkie książki: ciężkie słowniki, piękne bajki czy poważne powieści. Czytać nie znosił. Twierdził, że książki go nudzą, a zamiast przeżywać przygody wraz z ich bohaterami, wolał przeżywać je naprawdę. Przyjaciele byli oburzeni jego brakiem szacunku do książek. Co jeśli zje je wszystkie? Co będą czytali pozostali mieszkańcy Baśniowego Lasu? Postanowili więc pokazać mu, co naprawdę dają książki. Jednak wiadomo, jak to książki, muszą być odpowiednio dobrane do charakteru czytającego. Nic tak nie zniechęca do czytania, jak źle dobrana lektura. Lektura, która nudzi. Wybrali zatem dla niego specjalny zestaw i zapowiedzieli, że nie będą się z nim bawić, dopóki nie przeczyta ich wszystkich. To dopiero wyzwanie. Nie tylko dla Wilka, ale i dla jego przyjaciół. Czy uparty Wilk pokocha czytanie? Czy wciągną go historie? Czy poczuje dreszczyk emocji?


O WILKU, KTÓRY NIE LUBIŁ CZYTAĆ autorstwa Orianne Lallemand to książka o książkach, o miłości do książek i  o pasji czytania. Niesamowicie rozwija wyobraźnię i zachęca do sięgnięcia po klasykę dziecięcej literatury. Wilk bowiem sięga do takich pozycji, jak Alicja w Krainie Czarów, Wyspa Skarbów, Baśnie Tysiąca i jednej Nocy, Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi czy Księgę Dżungli oraz inne. Spotyka nawet bohaterów Przygód Piotrusia Pana i Przygód Pinokia, chłopca z drewna. Oj dzieje się w tej małej książce dzieje. Tyle przygód, tyle postaci, tyle emocji. A wszytko to dzieje się w jego własnym domu, w ulubionym fotelu. Książki to naprawdę fantastyczne przedmioty. Warto tę pasję przekazać dzieciom. Warto rzucić ziarenko na odpowiedni grunt, by zakiełkowało w przyszłości. 

A Wilka z pewnością z dzieckiem pokochacie. Nie może być inaczej. To jedne z najpiękniejszych książeczek, po jakie udało mi się sięgnąć. Są niezwykle zabawne, pełne ciepła oraz pozytywnych wzorców. Interesują, bawią i uczą naprawdę mądrych rzeczy. Przy tym rysunki Éléonore Thuillier są niezwykle elektryzujące. Pysk Wilka jest tak rozbrajający, że pokochasz go od pierwszego wejrzenia, a jego miny przypominać Ci będą Twoją małą, kochaną pociechę, która właśnie poznaje świat. 

Zdecydowanie moja ulubiona seria. Gorąco polecam!
 
 

Urodziny to dla mnie małe katharsis. Długo się zastanawiałam, o czym napisać w tym roku. To stało się bowiem moją tradycją, że dzielę się na blogu moimi przemyśleniami w formie kilkudziesięciu złotych myśli (na końcu wpisu znajdziesz link do poprzednich artykułów). Miniony rok był dla mnie bardzo ciężki. Co tu dużo mówić Emisia mnie totalnie zniszczyła. Czuję się, jakbym skończyła 45, a nie 35 lat. Nie śpię od ponad roku. Nie mam chwili wytchnienia, bo nie mogę nauczyć jej w dzień spać w łóżeczku. Jestem przemęczona, wyczerpana, niewyspana, a przez to nadpobudliwa, zestresowana i wiecznie w podłym humorze. W życie bym nie przypuszczała, jakie są konsekwencje bezsennych nocy, a są bardzo wysokie. Dlatego na przekór mojemu samopoczucie, chciałabym podzielić się z Tobą, tym co dla mnie ważne, co dla mnie najpiękniejsze, najważniejsze, najbardziej wartościowe. Tym co siedzi w mym sercu, wryte w pamięć, stanowi część mojej duszy.



35 wspomnień na 35 urodziny - czyli czego nigdy nie zapomnę


1.  Dzień ślubu - był wspaniały. Całe życie czekałam na ten dzień. Byłam jedną z ostatnich w moim towarzystwie, która wyszła za mąż. Długo czekałam na mojego księcia z bajki. Dziś wiem, że wcześniej nie mogliśmy się poznać, choć się mijaliśmy. Choć moja teściowa pracowała na mojej uczelni, choć on tam bywał. Mijaliśmy się, a spotkaliśmy w odpowiednim momencie, w odpowiednim czasie, w określonych okolicznościach. Ze ślubu pamiętam mój uśmiech, jego dłoń splecioną z moją, słońce i tą pewność siebie, którą miałam idąc do ołtarza, że z nikim innym nie mogłabym tam wówczas być. Cudowne uczucie. Plus śpiew jego kuzynek w katedrze i ich głosy, które rozbrzmiewały w tej pięknej budowli. Wyłam przez nie.

2. Porody - oj tak. To takie silne przeżycie. Takie emocjonalne. Takie skrajne. Od strachu przez ciekawość, cholerny ból i morze oksytocyny. Pamiętam dokładnie każdy z porodów. Były inne, a jednocześnie tak samo ważne, tak samo piękne. Bo on też tam był.

3. Ten moment, w którym po raz pierwszy ujrzałam mojego męża - tą scenę widzę, jak na filmie. Klatka po klatce. Pamiętam w co był ubrany, gdzie stał, jak stał. Pamiętam, gdy nasze oczy spotkały się po raz pierwszy. Iskra.

4. Nasza pierwsza randka - oj iskrzyło i to wcale nie tak, jak myślisz :)

5. Ekscytacja i przerażenie, jakie towarzyszyły mi przy wyprowadzce z domu - nie pamiętam dokładnie tego momentu, gdy weszliśmy z Gazelą do naszej kawalerki, ale pamiętam te momenty, nasze wspólne wieczory, poranki, zakupy, sprzątanie. Kompletowanie naszego dobytku oraz jego braki. Uwielbiałam to miejsce. I te emocje. Jeja. Jakie to były emocje. I pozytywne i negatywne. Z wielkiego domu poza miastem trafiłam do ciasnej kawalerki, gdzie samotności mogłam zaznać tylko w toalecie :)

6. Pierwsze mieszkanie z chłopakiem - skoro o mieszkaniu już mowa, to pamiętam również pokój w Slough,w  którym mieszkał mój ówczesny chłopak. Pamiętam wspólne dzielenie obowiązków i docieranie się, ścieranie i to uświadamianie sobie, że nie koniecznie chcesz z tą osobą spędzić życie. To zaskoczenie i niedowierzanie. To wewnętrzne rozdarcie, ale i cała masa miłych chwil. Tęsknota za rodzicami i za domowymi obiadkami.

7. Moi byli chłopcy - Znasz to powiedzenie, że dopiero, gdy poznasz właściwą osobę, zrozumiesz czemu z innymi Ci nie wyszło. Jakie to prawdziwe. Dopiero, gdy poznałam Gazelę, pogodziłam się z porażkami i rozczarowaniami, jakie poniosłam w poprzednich związkach. Do końca życia wszyscy zostaną w moich sercach, mają tam swoje szczególne miejsca. Każdy z nich wniósł do mego życia promyk szczęścia. Dzięki każdemu z nich coś zrozumiałam, czegoś się nauczyłam, czułam się przez moment kochana. Dzięki jednemu z nich wyzbyłam się swojego największego kompleksu. Dziękuję im za to. Ciepło wspominam wspólne chwile i życzę szczęścia z całego mego serduszka.

8. Pierwszy pocałunek - był magiczny, nie tylko dlatego, że był pierwszy. Zapamiętam do końca. To moje jedno z najpiękniejszych wspomnień.

9. Moja najlepsza przyjaciółka - Maja - tak to po niej imię ma moja córa. Maja była pełna życia, ciepła i dobra. Zginęła niemal na moich oczach. Miałyśmy wówczas 10 lat. Byłyśmy jak siostry, wszędzie razem, nierozłączne. Cholernie do siebie podobne. Gdy umarła, cząstka mnie umarła wraz z nią. Zawsze zastanawiałam się czemu ona, bo wówczas równie dobrze na tego konia posadzona mogłam zostać i ja. Kocham ją całym sercem do dziś, do dziś zapalam na jej grobie zawsze niebieski znicz i często z nią rozmawiam. Była moją lepszą wersją. 

10. Pierwsza sympatia - oj tak, nie zapomnę. Nieodwzajemniona. Miała być cicha, skrywana, z daleka. Sekret powierzyłam nieodpowiedniej osobie. Poznała go cała szkoła. Cała szkoła się ze mnie śmiała, tylko dlatego, że podobały mi się te wielkie, ciemne oczy.

11. Drobinka - moja babcia tak do mnie mówiła. Mam z nią całą masę wspomnień, choć zmarła, gdy byłam jeszcze bardzo młoda. Tak do mnie mówiła: drobinko moja, a dziadek za nią chodził i udawał, że nie dosłyszała: jaka drabinka? Cóż miał rację, bo z drobinki wyrosła drabina.

12. Wakacje na wsi - moi rodzice nie mieli pieniążków. Mieszkaliśmy długo z moimi dziadkami i całe moje dzieciństwo, to dom mojego dziadka na wsi. Kochałam to miejsce. Kocham wspomnienia stamtąd. Dziecięce, niewinne, beztroskie. Wspólne podlewanie kwiatków z dziadkiem, zbieranie poziomek na śniadanie, wysłuchiwanie opowieści dziadka, smak świeżych pomidorów i ogórków prosto spod folii, zabawy ze zgrają małych, słodkich kociaków...

13. Dziadek - oj z nim mam całą masę wspomnień. Spędziłam z nim całe swoje dzieciństwo, a potem nawet się z nim nie pożegnałam... Tak wiele mu zawdzięczam. Tak wiele dla mnie robił. Tak bardzo mnie kochał.  Drugiego dziadka nie poznałam. Odszedł zanim się narodziłam.

14. Jazda na rowerze - pamiętam dokładnie, kiedy sama pojechałam. Kiedy pewnie pedałowałam wierząc, że wuj trzyma z tyłu kija. A potem jego krzyk z oddali: świetnie Ci idzie.

15. Pierwszy dzień szkoły - też go pamiętasz? Stołówka, tłumy dzieci i wyczytywanie z list. Nie mogłam się doczekać, aż zacznę chodzić do szkoły. Zawsze byłam w gronie "kujonów" choć uczyłam się bardzo mało i nie kułam na blachę. Po prostu zawsze miałam piątki.

16. Pierwsza książka od której nie mogłam się oderwać - Ania z Zielonego Wzgórza - to pierwsza lektura, którą czytałam dobrowolnie, której nie umiałam odłożyć, przez którą płakałam, przez którą byłam zła, że się skończyła. Anię kocham do dziś. I zawsze się z nią utożsamiałam.

17. Mama - pierwsze słowa, które wypowiedziała Maja są wryte w mojej mamine serce na zawsze. Choć tyle wspomnień blaknie i się zaciera, to pozostanie ze mną, we mnie.

18. Dwie kreski na teście ciążowym - tak wyczekiwane, tak chciane, tak wspaniałe. Obie.

19. Matura - do dziś czuję, jak po moich nogach spływa pot. W moje matury było koło 30 stopni. Wiedziałam co dostanę. Nie było wówczas zaszyfrowanych prac, nie było obiektywizmu. Podasz mi listę, powiem Ci co kto dostał. Z góry wszystko było wiadome. Co za stres, co za nerwy. Kompletnie niepotrzebne.

20. Pierwszy koncert - oj jak dobrze pamiętam mój pierwszy występ na scenie. 14 lat tańczyłam w zespole ludowym. Były tysiące występów, ale ten pierwszy, to tak silne przeżycie 6 latki, która była przestraszona, podekscytowana i liczyła każdy swój krok, byle tylko się nie pomylić.

21. Wybór papieża Franciszka - tak, byłam tam. Stałam w Watykanie i patrzyłam na komin, czekając na biały dym. Nie dlatego, że jestem bardzo wierząca, a dlatego, że wspierałam pasję mojego męża. Kupowaliśmy bilety do Rzymu na maraton, a potem okazało się, że dokładnie w te dni odbywa się wybór Papieża. Bez żadnych oczekiwań pobiegliśmy na Plac Św. Piotra i ... przeżyliśmy to!

22. Londyn - to miejsce, gdzie wydarzyło się tak wiele. Tych dobrych i tych złych dla mnie rzeczy. To miejsce gdzie przeżyłam wielkie uczucie i wielkie rozczarowanie. Miejsce, gdzie po raz pierwszy mieszkałam z chłopakiem, gdzie miałam pierwszą pracę, gdzie się usamodzielniałam, gdzie stawiałam pierwsze kroki jako dorosła osoba. To miejsce, gdzie przeżyłam szalone praktyki, gdzie poznałam mnóstwo niesamowitych ludzi. To również miejsce, gdzie mieszka moja rodzina. Londyn pochłonął moją duszę. Darzę wielkim sentymentem. To miejsce, gdzie poczułam się taka malutka, taka samotna, taka ... ludzka. Mała kropelka w oceanie dusz. Jakże ważna kropelka. 

23. Zapach świeżo skoszonej trawy - wspomnienia to nie tylko obrazy, ale i zapachy. Zapachem mojego dzieciństwa była świeżo skoszona trawa u dziadka.

24. Zapach akacji - obwieszczający wolność czyli wakacje. Do dziś dzień, nawet gdy jestem w drodze do pracy, gdy kwitną akcje czuję całkowity luz.

25. Ganek i miska - moje pierwsze wspomnienie dzieciństwa - tak nieustająco jadłam niedojrzałe owoce, nie mogłam się doczekać. I nieustająco w wakacje wymiotowałam.

26. Pierwszy dezodorant - śmiej się, śmiej. A to dla mnie w latach 80 - tych był atrybut kobiecości. Mój pierwszy. Pamiętam, gdy mama zgodziła się mi go kupić. Byłam taka dumna.

27.  Turcja - moja pierwsza wizyta w tym kraju to wyjazd z zespołem. To była czysta magia! Coś pięknego! Zapamiętałam ten kraj niczym z baśni tysiąca i jednej nocy. Uśmiechy, orientalne zabudowy, ciepłe przyjęcia i największy księżyc na świecie.

28. Ten luz na studiach - nie umiem nawet opisać tego uczucia beztroski, wolności i morza możliwości. Dopiero na studiach zaczęłam oddychać, łapać dystans i skosztować nieco wolności. Dopiero wówczas rodzice popuścili mojej smyczy. Wakacje ze znajomymi, wyjazd stypendialny, au pair, podróże, imprezy

29. Taniec na murze chińskim - nigdy nie sądziłam, że kiedyś moja noga postanie w Chinach. To było moje marzenie. Zawsze się śmiałam, że jak już tam będę, to zatańczę na Murze. Byłam. Słowo się rzekło. Zatańczyć musiałam.

30. Pierwsza praca - dorywcza, ale pamiętam jak przesiedziałam w biurze większą część wakacji. Pamiętam, jaka byłam z siebie dumna. Pamiętam pierwszą wypłatę. Pamiętam uczucie odpowiedzialności i obowiązku. Podobało mi się. Bardzo.

31. Zaręczyny - hmnnnn... oj jeśli czytałaś post, to wiesz dlaczego ich nie zapomnę.

32. Róża - Są takie rzeczy, których nigdy nie zapomnę. Jedną z nich to róża za wycieraczką w aucie, którą zostawił mi mój mąż, gdy zmieniłam pracę. Wiedział, gdzie zaparkowałam, po prostu zostawił różę i odjechał. 

33. Urodzinowa niespodzianka - moi przyjaciele na moje 30 ste urodziny wparowali do domu z tortem, zapalnymi świeczkami i szampanem, głośno odśpiewując 100 lat - to było totalnie niezapomniane przeżycie! Więcej takich miłych rzeczy bym sobie życzyła w moim życiu.

34. James - tak miałam swojego własnego Jamesa. Był cholernie bogaty i zakochałam się w nim bez reszty. Miał 11 miesięcy, a ja byłam jego nianią. Od dawna wiedziałam, że kocham dzieci, ale James uświadomił mi, jak bardzo chcę być mamą. Spędziłam z nim jedynie miesiąc, a do tej pory pamiętam niemalże każdą chwile spędzoną z tym dzieckiem. Nasze spacery po Hyde Parku i Kensington, zabawy, karmienia, tulenia. Dziękuję Ci James.

35. Pierwsza prywatna wiadomość o czytelniczki bloga - M. wiesz, że to o Tobie. NIgdy nie zapomnę tej wiadomości. Tak szczerej, tak intymnej. Napisałaś do mnie z taką ufnością, otwartością i czystym sercem, że masz tu w środeczku swoje miejsce. Już na zawsze. Nie sądziłam, że z kimś obcym można nawiązać tak intymną relację. Do tej pory nie udało nam się spotkać, a ja zawsze myślę, o tym co u Ciebie, gdzie jesteś i czy jesteś szczęśliwa. To była pierwsza wiadomość. A potem druga, trzecia, czwarta, piąta... a każda z Was poruszyła moje serce swoją otwartością na moją osóbkę. To dzięki Wam nadal tu jestem i czasem zarywam noce, by coś Wam pokazać. To dzięki Wam, czuję, że to moje pisanie ma sens. Dziękuję, że jesteście ze mną. I to tak długo. Dziękuję też tym nowym osobą, które jeszcze nie zdążyły mnie poznać z tej lepszej, magicznej strony.




Ehhhhh mam całą masę cudownych, ciepłych wspomnień. Całą masę ludzi, którzy wpłynęli na mnie, moje życie, wybory i postawę. Tyle chwil wrytych w pamięć, tyle zapachów, smaków, dźwięków. Nie sposób je wszystkie opisać. Dobrnęłaś do końca? Jeśli tak, daj mi jakkolwiek znaka. Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta. 

Co roku dzielę się na swoje urodziny swym życiem. Chcę byś wiedziała, że jakkolwiek źle by się nie działo, to tylko złe chwile. Potem wydarza się coś pięknego. Takie jest życie. Chodzi o to by dostrzegać w nim magię. Ja też mam masę przykrych przeżyć. Mogłabym je wymienić, ale po co? NIe chcę o nich pamiętać, nie chcę się nimi dzielić. Dzielę je z osobami, który były wówczas przy mnie, które dzieliły ze mną nieszczęście lub były jego przyczyną. Nie da się przejść przez ziemski padół nie pozostając nadszarpnięty przez jego ciemną stronę mocy. Każdego z Nas czeka jakaś porażka, zawód, żałoba. Każdy z nas dozna smutku, bólu i choroby, ale.... każdy z Nas otrzymał również ten dar jakim jest życie. Każdemu pisana jest miłość, radość, szczęście. Czasem trzeba im dopomóc, a czasem wystarczy pozostać otwartym na nowe możliwości, czułym na czyiś dotyk, wrażliwym na zmiany i spostrzegawczym, by dostrzec okazje. 

Jeśli spodobał Ci się wpis zerknij również do poprzednich:
34 rzeczy, za które jestem wdzięczna - czyli mała lekcja uważności

33 lekcje życia - jesli lubisz złote myśli, to Ci się spodoba

32 mądrości życiowe - bardzo subiektywne lekcje, jakie udzieliło mi życie i czego mnie nauczyło.







Kwiecień zleciał, tak samo szybko, tak samo chorobliwie, choć przyniósł wreszcie wiosnę. Zaczął się chorobą i skończył się chorobą, a w międzyczasie... w międzyczasie staramy się wychylać nieco nosa zza drzwi.

Cóż mogę powiedzieć. Przyszła wiosna, a my niestety nie za wiele mogłyśmy z niej skorzystać. Już Wielkanocy nie spędziłyśmy z rodziną. Potem był tylko poszczególne dni wolności od naszych czterech ścian. 

A dziewczynki? Och te dziewczynki! Emilusia jest zachwycająca. Tak cudownie jest patrzeć, jak rośnie i się rozwija. Jak zaczęła chodzić, tak nie przestaje. Biega po mieszkaniu, wspina się na kanapę, sama schodzi z naszego wysokiego łóżka. Tańczy. Mało mówi, za to wspaniale się komunikuje. Tak wiele rozumie. Wszystko pokazuje. Dziś zaprowadziła mnie do łazienki, bym po wizycie w toalecie umyła dłonie. Jest ciągle uśmiechnięta, a gdy je i coś jej smakuje, przez cały posiłek gada mniam mniam. Wciąż śpi na mnie, a słowo mama powtarza ze dwa miliony razy dziennie. Nawet do taty, choć to słowo też zna, mówi mama, gdy tylko coś chce od niego. Zwykle powtarza mama do skutku, aż dostanie to, o co prosi. Wierz mi, bardzo szybko nauczyłam się rozpoznawać jej potrzeby.

Z Mają są zupełnie różnie. Maja w jej wieku bardzo dużo mówiła. I to trudne słowa, jak karta, katar, żołty. Emisia z kolei ogranicza się do mama, tata, baba, dziadzia, bach, hau hau, Aja. Za to Emi śmiga jak szalona podczas, gdy Maja właśnie w tym miesiącu postawiła swoje pierwsze kroki. Emi jest zdeterminowana, Maja szybko się poddaje. Emi kocha muzykę, Maja uwielbia biegać. Emi je książki i absolutnie nie chce słuchać czytania, dla Mai dzień bez książki, to dzień stracony. Za to obie mega czułe, wymagające i potrzebujące bardzo dużo mojej obecności. Tylko jak tu się rozdzielić?
 
Tak, kwiecień był ciężki. Bo ile można siedzieć w domu? Wszystkie już wariujemy. Nawet Emi pokazuje, że chce na spacer. Wskazuje wózek, drzwi, albo pokazuje mi wciąż coś za oknem. A w wózku mogłaby jeździć godzinami. Uwielbia to. Nawet w domu, wchodzi do drewnianego wózeczka dla lalek, a Majcia wozi ją po mieszkaniu. Maja w przedszkolu była jakieś 7 dni, ale hej to już 3 więcej niż w ubiegłym miesiącu. No i rozpoczęliśmy sezon biegowy. Maja wzięła udział w zawodach. To już jej piąty bieg. A jest przy tym taka radosna! Coś wspaniałego. 

Na blogu znów się działo książkowo. Kolejna Wielka Wymiana Książkowa za mną i wiesz co? Mimo, iż pochłania to grom mojego czasu, uwielbiam atmosferę, jaka wówczas panuje. A potem uśmiech mojego listonosza, który chyba już się przyzwyczaił, że dwa razy w roku znosi do mnie stosy książek. A kierowniczka poczty już zna mnie z nazwiska. 

A maj? Maj będzie szalony. Jak my się cieszymy na nadchodzący weekend majowy. Oj bardzo, bardzo. Potrzebujemy zmiany, potrzebujemy ruchu, potrzebujemy powietrza! Wszsytkie trzy! A potem moje urodziny, urodziny Majeczki, dzień Matki, moje imieniny. A potem kolejny weekend majowy. Byle by to zdrowie w końcu dopisało.
 


Jako podwójna mama nie mogłam przejść obok tego tytułu obojętnie. Chyba każda mama marzy o tym, by nauczyć swoje dziecko się dzielić. Szczególnie mama, która ma pod swoimi skrzydełkami więcej niż jedną latorośl. Dzieci mają to do siebie, że odczuwają głównie egoizm. Chcą wszystkiego dla siebie. I to jest zupełnie normalne, naturalne i zrozumiałe. Jednak jakoś trzeba nauczyć te maleńkie istoty dobrego wychowania i pokazać, jak ważne jest mieć serce i je okazywać. Najlepszą metodą jest dobry przykład, ale pomoce dydaktyczne również są mile widziane. Nic tak nie trafia do główki dziecka, jak mądra książeczka.

WIEWIÓRKI, KTÓRE NIE CHCIAŁY SIĘ DZIELIĆ, autorstwa Rachel Bright, to doskonała propozycja z wydawnictwa ZIELONA SOWA. Przepiękne, bardzo sugestywne i zabawne ilustracje Jima Fielda ubarwiają i tak już piękną bajkę. Napisana rymem, dowcipna i trafiająca w samo sedno: szczęście jest wtedy, gdy dzielimy je z drugą osobą.

Możliwe, że duet autorów już ze swoim dzieckiem poznaliście, bowiem to oni stworzyli również bajkę o "Myszy, która chciała być lwem". Ta pozycja jest na równie wysokim poziomie. Bawi, wzrusza, uczy i pobudza wyobraźnię, do tego bardzo lekko się czyta.

Poznajcie oto wesołego, beztroskiego Cyryla, który czerpie z życia lasu całymi garściami. Rozkoszuje się pięknem jesiennych barw podczas, gdy pozostali mieszkańcy gromadzą żywność na zimę. Jemu czas mija na zabawie, a tymczasem zima piszczy w trawie, głód do brzucha zagląda, a w spiżarni nie ma nawet okruszka. Nagle wiewiór natrafia na ostatnią szyszkę w sezonie. Ale nie tylko on. Parol nad szyszką zagina również Błażej, który jest bardzo roztropną wiewiórką i w swym domku ma całkiem pokaźny stosik. Brakuje mu tylko jednej szyszuni, na czubek smacznej górki. I tak rozpoczyna się szalony wyścig. Kto go wygra? I co z tego wyniknie? Czy gdzie dwóch się bije, tam trzeci skorzysta? Czy wiewióry dojdą do porozumienia? O tym musicie przekonać się sami, czytając o "Wiewiórkach, które nie chciały się dzielić". Zdradzę Wam, że zrobi się dość niebezpiecznie.

Czasami posiadając bardzo wiele, wcale nas to nie cieszy. Bo szczęście ciężko jest odczuwać w samotności. Dopiero, gdy się je dzieli, daje ono największą satysfakcję. I wówczas życie nabiera barw. Warto pokazać to dziecku. A książeczka jest idealnym do tego przykładem, który stanowi cudowny punkt wyjścia do rozmowy na temat dzielenia się swoim szczęściem oraz przyjaźni.
 
Lubisz czytać? Książki są ważną częścią Twojego życia, ale nie przywiązujesz się do nich? To dobrze trafiłaś, bowiem właśnie dziś na blogu rozpoczyna się WIELKA WYMIANA KSIĄŻKOWA "Przeczytaj i Podaje Dalej". Chcesz odświeżyć swoją biblioteczkę niskim nakładem pieniężnym? W takim razie, przeczytaj nasze zasady i dołączaj. Jest nas tu ponad 300 osób. Z całą pewnością znajdziesz tu coś dla siebie.

Kocham czytać, ale  nie przywiązuje się do książek. Przynajmniej nie fizycznie. Uwielbiam historie w nich zawarte, ale zostają one we mnie. Nie potrzebuję samego przedmiotu jako takiego. Nie mam też żadnych aspiracji by stworzyć imponującą biblioteczkę, by później się nią chwalić. Przed kim? Czytam dla siebie. Wierzę, że książka ma duszę, gdy jest czytana. To nie chusteczki higieniczne. To nie produkt jednorazowy. Niech więc służy jak największej liczbie osób. Niech żyje. Niech wędruje. Właśnie dlatego 2,5 roku temu (tak to już tyle trwa) stworzyłam akcję, która zyskała rzesze zwolenników. Towarzyszy mi przy tym dzielnie Dagmara czyli SOCJOPATKA.pl, która wierzy w to tak samo mocno, jak i Ja.

PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ to bezkosztowa wymiana książek pomiędzy blogerami i naszymi czytelnikami. Udział w niej może wziąć KAŻDY! Wystarczy książka i dostęp do internetu. Wielka Wymiana książkowa to tysiące tytułów, setki osób i mnóstwo świetnej zabawy.  Chcesz się z nami wymienić książkami??

 

OTO OGÓLNE ZASADY 

  • Akcja trwa od 15 do 22 kwietnia 2018 r.
  • Udział w akcji może wziąć każdy - nie tylko bloger!
  • Książkami się wymieniamy, nie sprzedajemy!
  • Wymiana odbywa się bezkosztowo - ponosisz jedynie koszty przesyłki.
  • Jako organizatorki nie ponosimy odpowiedzialności za wysyłkę i dostarczanie książek przez uczestników akcji.
  • Paczki z książkami nadajemy wyłącznie śledzonymi przesyłkami


GDZIE ODBYWA SIĘ WYMIANA?

 

 

JAK WZIĄĆ UDZIAŁ?

 

  • Poniżej w  komentarzu zostaw swoją listę książek, które wystawiasz do wymiany. To samo zrób u Dagi. Fajnie jak zamieścisz też zdjęcie.
  • Na dole również znajduje się LINKOWE PARTY tj. przekierowania do wszystkich blogerów, którzy biorą udział w akcji i z którymi możesz wymieniać się książkami. 
  •  Koniecznie zostaw komentarz u mnie i u Dagi (nawet jeśli nie chcesz się z nami wymieniać), gdyż to właśnie tu zaglądają WSZYSCY UCZESTNICY. Przejrzyj również inne komentarze - znajdziesz tam propozycje osób prywatnych!
  •  Możesz również wstawić post na tablicy wydarzenia na Facebooku  lub na Instagramie (pamiętaj by post oznaczyć hashtagiem  #przeczytajipodajdalej5 oraz otagować @savethemagicmoments i @socjopatka.pl).

BLOGERZY

  • Na swoim blogu wstaw wpis, podając informację o tym, jakie książki wymienić (zdjęcie jest obligatoryjne) z zaznaczeniem tego, w jakim są stanie (bardzo dobry, dobry, średni). 
  • Napisz pokrótce na czym polega akcja.
  • W publikacji możesz wykorzystać grafiki przygotowane specjalnie na tą okazję przez Kasię z http://yummymummyideas.blogspot.com/
  • Będziemy wdzięczne za podawanie informacji o organizatorkach oraz twórczyni grafiki wraz z klikalnymi odnośnikami do naszych stron! :) 
  • Link do swojej publikacji umieść w linkowym party dostępnym poniżej oraz u Dagi.
Dodatkowo zachęcamy do umieszczenia zdjęć książek dostępnych na wymianę na Instagramie z wykorzystaniem #przeczytajipodajdalej5 oraz otagowaniem @savethemagicmoments i @socjopatka.pl Swój wpis możesz również udostępnić w wydarzeniu na Facebooku :) 

 PO ZAKOŃCZONEJ AKCJI

Po zakończonej akcji zamieść proszę zdjęcie z wymienionymi książkami na Facebooku z wykorzystaniem #przeczytajipodajdalej5 oraz oznaczeniem @savethemagicmoments i @socjopatka.pl Możesz je również przesłać bezpośrednio do mnie lub wstawić na tablicę wydarzenia.

Dzięki temu będziemy mogły przygotować podsumowanie całej akcji, takie jak to z poprzedniej edycji!

To co? Do dzieła:

Oto moje książeczki:

 

1. Agatha Christie "SPOTKANIE W BAGDADZIE" - stan bdb (książka posiada ex libris) - wymienione z HAIR BY JUL
2. Pamela Duckerman " W PARYŻU DZIECI NIE GRYMASZĄ" - wymienione z Projekt Optymistka (instagram  - na Tajemniczy Ogród)
3. Fannie Flag "SMAŻONE, ZIELONE POMIDORY - wymienione z Panna Jagiellonka
4. Sarah Jio - JEŻYNOWA ZIMA - stan bdb - wersja kieszonkowa
5. Jonas Jonasson "STULATEK, KTÓRY WYSKOCZYŁ PRZEZ OKNO I ZNIKNĄŁ - wymienione z ASIA TWORZY (instagram na Koktajle)
6. Guillaume Musso "POTEM..." - wymienione z GUGUSIOWO
7. Guillaume Musso "SIEDEM LAT PÓŹNIEJ" - stan bdb
8. Guillaume Musso "CENTRAL PARK" - stan dobry (wg mnie bdb acz jest rozklejona w jednym miejscu i są w niej notatki, ale na ostatniej stronie) - wymienione z NATALIA CZYTA (instagram)
9. B.A. Paris "ZA ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI" - wymienione z Pachnące Inspiracje na Złodziejkę Książek :)
10. Fumio Sasaki "POŻEGNANIE Z NADMIAREM: MINIMALIZM JAPOŃSKI"  -  (po kliknięciu znajdziesz recenzję) - wymienione z SOCJOPATKA.pl

 

I jak? Coś Ci przypadło do gustu? Wymieniamy się? Jeśli nie, wskakuj na link party do innych. Przeczytaj też komentarzy pod spodem. Z pewnością u kogoś znajdziesz coś właściwego dla Ciebie.

I pamiętaj! Bawimy się kulturalnie. A to oznacza, że jesteśmy dla siebie mili, podajemy faktyczny stan książek, a na Twoją prośbą możemy dosłać dodatkowe zdjęcia .

Jeśli jesteś molikiem i lubisz rozmawiać o książkach zachęcam Cię również do wstąpienia do Klubu Książki PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ, który powstał po pierwszej edycji, a jego trzon stanowią osoby, które poznasz poniżej. Jestem przekonana, że będzie Ci z nami dobrze.

No i na koniec mam niespodziankę! Autorki NATALIA SOŃSKA oraz AGATA PRZYBYŁEK zostały PARTNERKAMI  AKCJI! A to oznacza, że na na naszych fanpage znajdziecie również konkursy z książkami autorek wraz z autografami.


 

W takim razie pozostaje mi tylko życzyć Ci UDANEJ WYMIANY. 

Jak możesz udostępnij ten wpis. Może jeszcze ktoś do Nas dołączy? Może ktoś z Twoich bliskich albo czytelników. Kto wie. Jedno jest pewne, im nas więcej, tym lepiej prawda?
 
 


Nie ma chyba na świecie osoby, która nie lubi być chwalona, która nie chce czuć się doceniona, czy takiej, która nie lubiłaby usłyszeć po prostu dobrego słowa. Wyrazy zachwytu głaszczą nasze ego, czasem leczą kompleksy, ale czy każda pochwała jest nam potrzebna? Czy każda ma pozytywny wydźwięk? Czy każda trafia na odpowiedni grunt, by zasiać to odpowiednie ziarno, jakim jest pewność siebie? Okazuje się, że nie każda, dlatego warto pochylić się nad tym, jakimi pochwałami karmić własne dziecko.

Każda mama lubi chwalić swoje dziecko. Wierzy głęboko, że w ten sposób buduje w dziecku jego pewność siebie,  zwraca uwagę na jego mocne strony, uczy co jest właściwe, a co nie, zachęca, inspiruje. Tak więc chwalimy, czasem nagradzamy, szczególnie duże osiągnięcia, entuzjastycznie wołamy: Jesteś cudowny, najlepszy! Jaki piękny rysunek! Jak ślicznie się bawisz! Jednak tego typu pochwały wcale nie budują w dziecku poczucia wartości, a często uzależniają od pochwał. Dziecko nie robi czegoś z chęci czy dla przyjemności, lecz by nie zawieść rodzica lub by sprawić, by był z niego dumny. Co zatem zrobić, by naprawdę pomóc dziecku poznać siebie, czerpać prawdziwą radość z wykonywanych czynności i sprawić, by uwierzyło w swoje możliwości?

 

PRZEDE WSZYSTKIM NIE OCENIAJ! 


Tak łatwo z naszych ust spływają puste słowa Jak pięknie, super, ładnie! Tymczasem to jest ocena. Jeśli pochwała ma być użyteczna, ma naprawdę zmobilizować dziecko, to po prostu OPISZ TO, CO WIDZISZ. Dzięki temu dziecko czuje, że doceniliśmy jego starania i dostrzegliśmy je. Wiem, to brzmi dziwnie, ale różnica jest naprawdę ogromna. Zamiast powiedzieć: Jaki piękny rysunek!, opisz go: Widzę zielonego kwiatka, z żółtym środkiem, a tu świeci słońce i latają obłoki. Czasami zamiast chwalić można zacząć rozmowę, zadać kilka pytań typu, O co co narysujesz następnym razem? Skąd miałeś taki pomysł?

CHWALANIE NIE ZAWSZE JEST POTRZEBNE! 


To dopiero Erbelowa wymyśliła, co? No ale zastanów się. Gdy dziecko jest totalnie pochłonięte przez jakąś czynność, bez sensu jest mu przerywać, tylko po to by wyrazić swój zachwyt. Może się speszyć, wybić z rytmu, rozproszyć, przestraszyć, że jest oceniane i się poddać. Nikt nie lubi narażać się na niepowodzenie. Uważasz, że nie mam racji? A wyobraź sobie sytuację, gdy oddajesz się prasowaniu sterty ciuchów i tak się wciągnęłaś, że wpadłaś w rytm. Nagle do pokoju wchodzi mąż i mówi: Wow jak Ty ślicznie prasujesz, tak równiótko. A jak cudnie układasz te ciuchy, no brawo żona! Chyba byś pomyślała, że zwariował?


ZWRÓĆ UWAGĘ NA REAKCJĘ INNYCH


Dzieciom łatwo przylepiać etykietki. By pokazać im, że dane zachowanie jest pożądane, że postępują właściwie często używamy określeń charakteru: jesteś taki grzeczny, troskliwy, miły. Tymczasem zamiast chwalić dziecko, że jest takie grzeczne, możesz zwrócić jego uwagę na to, jak jego zachowanie wpłynęło na innych lub Ciebie. Możesz powiedzieć: Pozbierałaś i podałaś mi wszystkie skarpetki, które spadły mi podczas wieszania prania. To wielka pomoc. Nie musiałam się schylać. Dziękuję! Czujesz tę różnicę? Dziecko samo wyciągnie wnioski. Wiesz mi, że potrafi robić to samo. Nie myśl za nie, naprowadź, pokaż efekt, zwróć uwagę, jaki ma wpływ na uczucia i emocje innych.


OPISZ WYSIŁEK


Warto zwracać uwagę dzieci nie tyle na efekt ich pracy, co na włożony weń trud. Zupełnie inaczej dziecko patrzy na siebie, gdy zamiast wołać: ale się pięknie ubrałaś, powiesz: tak długo kombinowałaś z tymi skarpetkami, że w końcu założyłaś je sama! Jak myślisz, po których słowach następnego dnia chętniej znów ubierze się samo? Dzieci, gdy słyszą zapewnienia, jakie są bystre i zdolne za wszelką cenę chcą podtrzymać opinię rodziców, co czasem doprowadza do tego, że nie chcą wyżej stawiać poprzeczki, w obawie przed niepowodzeniem.

POCHWAŁA MUSI BYĆ SZCZERA


Gdy mimo niepowodzeń, mówisz dziecku: świetnie Ci idzie, ono wie, że kłamiesz. Widzi to i czuje. Nie zniechęcaj go. Nie wymądrzaj się. Po prostu OPISZ POSTĘPY.  To nasze dzieci, ale nie musimy wmawiać im na każdym kroku, że wszystko, co wychodzi spod ich rączek jest cudowne. Ważne byś była w tym autentyczna. Gdy widzisz, że maluch jest zniechęcony, a chcesz dodać mu otuchy powiedz: budujesz wieżę z klocków, brakuje tylko stożka. Ta metoda jest bardzo skuteczna, szczególnie przy sprzątaniu pokoju: schowałaś już wszystkie klocki, wystarczy pozbierać samochody i wszystko skończone. Czasem zamiast chwalić, dobrze jest zrozumieć jego uczucia, pomóc przejść przez frustrację zamiast pocieszać miłymi słowami. Dziecko może zareagować złością. Efekt będzie zupełnie odwrotny od zamierzonego.


NIE CHWAL PRZEZ PORÓWNYWANIE


Często rodzice wychwalają dziecko podkreślając, jakie jest wyjątkowe na tle innych rówieśników lub młodszego rodzeństwa. Unikałabym tego za wszelką cenę. Przecież nie chcesz uczyć dziecka wywyższania się, czy złości lub strachu przed osiągnięciami innych, a co gorsza, by czuło się zagrożone triumfami innych? Nigdy nie mów: potrafisz sama zjeść, nie to co Twój brat, który robi tyle bałaganu. Biegasz szybciej niż pozostałe dzieci w grupie! To budzi niezdrowe współzawodnictwo, zazdrość i niechęć do rodzeństwa!



Pochwała to potężne narzędzie. Nie należy go lekceważyć, ale trzeba używać go właściwie.
Nie jest ważne, jak często chwalimy nasze dziecko, ale w jaki sposób to robimy. Wiem sama po sobie, że nie jest łatwo wprowadzić to w życie. Powtarzamy zazwyczaj wyuczone schematy, które przejęliśmy od rodziców. Niestety tak to działa. Jeśli sama często słyszałaś Ale ślicznie!, Udało Ci się!, Świetna robota!, mówisz dokładnie to samo. Udzielając pochwały poprzez opisywanie, dzięki dostrzeganiu wysiłku, słuchaniu, patrzeniu, rozmowie, pozwalamy dziecku samemu dostrzec swoje mocne strony, wyciągnąć wnioski ze swojego postępowania i zbudować swój własny wizerunek, poczucie wartości, a czasem wspaniałe wspomnienia. Nikt nie pamięta jak mama mówiła jesteś cudowną starszą siostrą, bo następnego dnia krzyczała, że coś zrobiłaś nie tak, ale z pewnością zapamiętasz, jak lubiła, gdy ją rozśmieszałaś (bo mama zwraca Ci na to uwagę).
 
 

Nareszcie wiosna! Moja ukochana pora roku! Ptaki ćwierkają, czapki z głów zdjęte, słonko świeci. I niech tak zostanie! Niech się zazieleni, ukwieci, zagrzmi piorunami, do życia zbudzi, bo mam tu pewne plany. Tak, tak mam sporo planów na wiosnę. I ten najważniejszy, by zrealizować je wszystkie.


V EDYCJA WIELKIEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ

Tak, to już piąty raz organizuję to wydarzenie i towarzyszy mi wciąż ta sama ekscytacja. Będziemy wymieniać się książkami z innymi blogerami i naszymi czytelnikami. Ty też wpadniesz? To coś wspaniałego. W życiu bym nie przypuszczała, że towarzyszyć temu może tyle emocji. Zwykła wymiana książkami. A jednak zwykła nie jest, bo to wielkie polowanie, ekscytacja, oczekiwanie i mega radocha. Wiem, że nie tylko ja na to czekam i właśnie to jest najwspanialsze.


ODWIEDZINKI U RODZINKI - czyli wielka wyprawa na Śląsk

Odkąd nasi bliscy się wyprowadzili, staramy się ich odwiedzić, ale jeszcze nam to nie wyszło. Moja leżąca ciąża, ciąża szwagierki i ciągłe choroby dzieci mocno nam to utrudniają. PEch nas nie opuszcza, bo marzyło nam się razem z tymi brzychami na spacery chodzić, a potem z wózeczkami. No życie nasze marzenia zweryfikowało. Dobrze, że są te internety. Nie mniej jednak plan na majówkę jest, ciekawe co na to dziewczynki? Bardzo, bardzo chcemy! Trzymajcie kciuki!


HUCZNE URODZINY

Zmyła. Wcale nie urządzam jakiejś wielkiej imprezy. Ba! Ja wcale nie urządzam imprezy, ale to będą moje 35- te urodziny! Wiem, stara jestem! Może nie powinnam się Wam do tego przyznawać? Dlatego huczne, z pompą, bo dla mnie mega ważne. I muszę przyznać, że robią na mnie o wiele większe wrażenie niż te przysłowiowe 30- ste! Jakieś takie bardziej dla mnie symboliczne i waga upływającego czasu we mnie bije. Mam nadzieję, że w najgorszym wypadku jestem w połowie swojej drogi, bo o niczym innym nie marzę, jak zobaczyć dziewczynki na ołtarzu i być dla nich, gdy będą potrzebowały babcinej pomocy :)


WIOSNĄ ŚWIĘTUJEMY NA CAŁEGO!

Wiosna to nasz czas. Jak zaczynamy świętować pod koniec kwietnia urodzinami mojego taty, tak zatrzymujemy się dopiero w lipcu na urodzinach mojej mamy i to tylko po to, by poczekać na sierpień. Maj to urodziny moje, urodziny Majuszka, Dzień Matki i moje imieniny. 3 dni później Dzień Dziecka. Dzień Ojca. Dzieje się. Oj dzieje, a ja tak lubię celebrować życie, celebrować każde nasze najmniejsze szczęście.


ZMIANA OTOCZENIA

Potrzebuję zmian. Zdecydowanie. W każdym aspekcie. W tym zmiany otoczenia. Nie tylko w domu, ale i miasta. Potrzebuję uciec. Dlatego planujemy małą podróż na Kaszuby. Już się nie mogę doczekać. Oby tylko pogoda dopisała. Nigdy tam nie byłam! Muszę się dobrze przygotować i poszukać atrakcji dla moich kochanych istotek.


DIETĘ CZAS ZACZĄĆ

Nie, nie będę się odchudzała, ani głodziła. Karmię piersią. Najwyższa jednak pora wziąć się za siebie, bo mi rośnie tu i ówdzie, a przecież lato za pasem. Tak sobie codziennie powtarzam, ale mój mąż już zaczął o siebie dbać, więc... rozumiecie presja jest. Ciągle podżeram słodycze. Praktycznie rzecz biorąc codziennie i nie wychodzi mi to na dobre. A to zapomnę zjeść drugie śniadanie, a to nie zdążę, bo dzieci, bo to, bo tamto. Zdecydowanie bardziej dbałam o swoje dobro po urodzeniu Mai. Czas do tego wrócić. Nie chodzi mi o samo odchudzanie, ale zdrowy organizm i dobre samopoczucie. Bo zrównoważona dieta, to jest właśnie to, czego mój organizm potrzebuje. Tym bardziej, że nie śpię, jestem przemęczona, a jeszcze mała wysysa ze mnie to, co najlepsza

ZACZNĘ ĆWICZYĆ?

Mój mąż mówi, że powtarzam to odkąd się znamy. No nie należy do typu sportowca. Raczej ze mnie kanapowiec z książką w ręku. Ale czuję i widzę, że druga ciąża mnie wyniszczyła. Wróć. To nie ciąża, to ja odpuściłam sobie i totalnie pofolgowałam. Nie znoszę biegać i się męczyć. Kocham jogę, pilates, marzy mi się tai chi albo burlesa, bo kocham tańczyć, ale... jest jeden mały problem. Nie mam jak wyjść z domu, póki co, więc... trzeba troszkę zacząć ćwiczyć w domu. Szkoda, że nie mam gdzie trzymać nadmuchanej piłki :(

No to plany są! Teraz pora na realizację. Szczególnie tego ostatniego. Tu potrzebuję nie tylko motywacji, ale i dobrego dopingu i wsparcia. Nie jestem w te klocki najlepsza. Tak mi dobrze z książką w ręku. Ale trochę endorfin by mi się przydało, bo podupadam na zdrowiu, a moje samopoczucie ostatnimi czasy rzadko mnie raduje.

A Wy? Jakie macie plany na tą wiosnę? Jakieś zmiany? Remonty? Wyjazdy? Majówka zaplanowana? Mnie w tym roku wyjątkowo czas goni. Nie wiem, gdzie i kiedy już jestem w kwietniu. Kto mnie przeniósł w czasie?
 
 

Kiedy 2,5 roku temu po raz pierwszy organizowałam WIELKĄ WYMIANĘ KSIĄŻKOWĄ nie sądziłam, że stanie się ona cykliczną imprezą, która zyska tak wielkie rzesze zwolenników oraz wiernych uczestników. Chciałam zrobić coś innego, coś co nie tylko pomoże wypromować bloga ale i ma jakieś znaczenie. I tak zaczęła się moja wielka przygoda z książkami. Przygoda, która zmieniła nie tylko moje nastawienie do samej tej imprezy, jej wyglądu oraz celu, mojego całego bloga, ale zmieniła również i mnie. 
 
Po raz pierwszy z wymianą książkową spotkałam się u zupełnie innej blogerki, ale wymiana ograniczyła się tam do kilku znajomych blogerek, które między sobą wymieniały książki, a czytelnicy mogli sobie tylko na to popatrzeć. I wówczas w głowie zaświtała mi myśl Hej, przecież najważniejsi dla blogera powinni być czytelnicy, a nie tylko i wyłącznie inni blogerzy. To można robić prywatnie, a nie w sieci. W sieci trzeba coś podarować osobom, które znajdują się z drugiej strony ekranu. I tak powstała moja idea promocji czytelnictwa. Jednocześnie przeczytałam zatrważające statystyki polskiego czytelnictwa i już wiedziałam, co mam robić. Cena książek nie zachęca do ich kupna, a przecież najwięcej czytają studenci lub seniorzy, czyli grupy społeczne, które nie są zbyt zamożne. Wymiana Książkowa czyli tzw. bookcrossing wydawała mi się po prostu idealna!

Koncepcja doskonała, ale wykonanie bardzo pracochłonne. Postanowiłam więc, że nie będę robiła tego sama, poproszę o pomoc. Tym bardziej, że w sieci nie znałam aż tak wielu koleżanek po fachu. Organizacja tak wielkiego przedsięwzięcia wymaga poświęcenia czasu i energii. Należy zrobić listę blogerów, którzy potencjalnie byliby zainteresowani udziałem w wymianie, przygotować regulamin, grafikę, rozesłać zaproszenia i czekać na reakcję. Pamiętam, że spośród wysłanych ponad 200 maili, odpisała mi mniej niż połowa, a jeszcze mnie wzięło wówczas udział, ale ... byli to tak wspaniali ludzie, że zmieniło to wszystko! Potem dochodzi jeszcze promocja w sieci.

Ale to właśnie blogerzy z pierwszej edycji WYMIANY zainspirowali mnie do założenia swojego KLUBU KSIĄŻKI "PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ". To oni dodawali mi skrzydeł, byli inspiracją do kolejnych kampanii promujących czytelnictwo. To oni namówili mnie na kolejną edycję. I tak wymiana książkowa stała się moją wizytówką. Dziś moje życie internetowe w zdecydowanie większej mierze pochłania promocja czytelnictwa aniżeli sam blog. Pokochałam czytanie i chciałabym namówić do tego wszystkich. A sama wymiana? Stała się miejscem spotkań z cudownymi osobami. Zawsze ktoś dołączy, ktoś zrezygnuje, ale atmosfera jaka tu panuje jest niepowtarzalna. Nie sądziłam, że w sieci poznam tyle pozytywnie zakręconych osób.



CZEMU ORGANIZUJĘ WIELKĄ WYMIANĘ KSIĄŻKOWĄ?


Bo daje mi to niesamowitą satysfakcję - po zakończonej zabawie widzę, jak uczestnicy są zadowoleni. Widzę, jak im się podoba. Widzę, że organizacja była dobra, a książki trafiły do nowych właścicieli.

Bo świetnie się przy tym bawię - w życiu bym nie pomyślała, że wymianie się książkami może być tak ekscytujące, ale tu panuje istna euforia. To polowanie, to rzucanie ofert i czekanie na reakcję. Te negocjacje i widok listonosza z paczuszkami. To jest wciągające i uzależniające!
 
Bo mam duszę organizatora, więc spełniam się przy tym totalnie - mimo iż kosztuje mnie to bardzo wiele pracy - wypromowanie takiej akcji jest męczące, żmudne i zżera cenny czas, a efekt jest 100 razy mniejszy aniżeli nakład mojej pracy i wysiłku, którego muszę się podjąć.

Bo poznałam i za każdym razem poznaję przy tym wspaniałych ludzi, z którymi mam kontakt również poza sama imprezą. To mnie najbardziej zaskoczyło. Myślałam, że blogerzy wezmą udział w wymianie, bo będą widzieli w tym tylko własny interes: wzrost statystyk, ruch na blogu, szansa na pozyskanie nowych czytelników, a tymczasem poznałam ludzi, którzy kochają czytać i o książkach rozmawiać. Ludzi, którzy są po prostu fantastyczni.
 
Bo mam poczucie, że robię coś naprawdę fajnego, co cieszy innych, ale i ma głębsze znaczenie - służy promowaniu czytelnictwa i jest EKOLOGICZNE

Bo podaruję swoim książkom drugie życie i zrobię porządek na swoich półkach - nie chcę by stały i się kurzyły. Książki to nie chusteczki jednorazowe. Zawsze o nie dbam, obchodzę się z nimi ostrożnie i nie chcę by tylko tak stały i się kurzyły.
 
Bo jestem pragmatyczna - nie lubię, gdy coś dobrego się marnuje.
 
Bo otrzymuję NOWE KSIĄŻKI! i za nie nie płacę - wymiana odbywa się bezkosztowo! 

Wszystko pięknie ładnie, ale co z przywiązaniem do książek? Co z pięknymi kolekcjonerskimi wydaniami? Literaturą, która zmienia życie, a przynajmniej nasze nastawienie? Co z książkami, które są nam bliskie? Musisz coś o mnie wiedzieć. Nie przywiązuję się do książek. Nie lubię nosić ze sobą balastu. W domu się najlepiej, gdy nie mam zbyt wiele na półkach. Wolę minimalizm, aniżeli uginającej się pod ciężarem regały. Co nie oznacza, że u mnie w domu nie ma książek. Ahhh są i to dużo. Walają się niemal wszędzie. Zawsze mam coś na stoliku nocnym, na parapecie w salonie i na półkach. Mam też książki, których się nie pozbędę, które towarzyszą mi od młodych lat, albo do których zaglądam częściej, ale jest ich naprawdę niewiele. Większość to książki do przeczytania, których jeśli nie wymienię, sprzedam lub oddam do biblioteki, czy domu dziecka, ale nigdy nie wyrzucę.


DLACZEGO NIE KOLEKCJONUJĘ KSIĄŻEK?

  • Bo to towar łatwodostępny - jeśli będę chciała jeszcze raz coś przeczytać, zawsze mogę to pożyczyć lub wymienić.
  •  Bo książka to tylko rzecz, a ja przywiązuję się do ludzi i historii oraz emocji. Kocham książki za to, co mi dają, a nie za samą ich powierzchowność. Nawet najpiękniejsze wydanie choć cieszy oko podczas czytania, potem żółknie i pokrywa się kurzem. Lepiej by dalej budziło zachwyt innego czytelnika.
  •  Bo jestem minimalistką i lubię mieć mniej, by mieć tak naprawdę więcej przestrzeni życiowej.
  •  Bo nie lubię sprzątać, a ścieranie kurzy z książek jest męczące. 
  •  Bo życie jest zbyt krótkie, a książek zbyt wiele, by czytać to samo, zamiast poznawać nowe przygody.
  •  Bo naprawdę wierzę, że książki żyją, gdy są czytane, to ich misja.
  •  Bo lubię niezagraconą przestrzeń.
  •  Bo mam bardzo małe mieszkanie....

 

CO TO JEST WIELKA WYMIANA KSIĄŻKOWA?


Wszystko pięknie ładnie, tylko o co chodzi z tą wymianą? Otóż WIELKA WYMIANA KSIĄŻKOWA to całkowicie bezkosztowa wymiana książek w sieci pomiędzy blogerami, a naszymi czytelnikami. Udział w niej może wziąć KAŻDY - bloger, nie bloger, instagramer, osoba prywatna. Ważne byś miał dobre chęci, książki i dostęp do internetu.

WYMIANA KSIĄŻKOWA edycja V - trwa 8 dni!
Od 15 do 22 kwietnia 2018 r. czyli od niedzieli do niedzieli. Ale im szybciej do Nas dołączysz, tym większy masz wybór.

 

GDZIE MOŻESZ WYMIENIAĆ KSIĄŻKI?

Na blogu: SAVE THE MAGIC MOMENTS oraz SOCJOPATKI (która już po raz trzecie jest moją współprowadzącą), gdzie aktywne będą tzw. LINK PARTY ( pod postem inni blogerzy mogą wklejać linki do swoich wpisów, w których pokazują książki do wymiany).
Na Facebooku, gdzie zostało utworzone WYDARZENIE.
Na instagramie (wystarczy fotkę z książkami, które masz na wymianę oznaczyć #przeczytajipodajdalej5).

JAK DOŁĄCZYĆ ?

Jeśli jesteś blogerem, napisz wiadomość do mnie lub Dagmary. Prześlemy Ci szczegóły. Zajrzyj też na WYDARZENIE, które zostało utworzone specjalnie dla wszystkich jego uczestników. W opisie znajdziesz wszelkie istotne informacje.

Jeśli jesteś osoba prywatną, po prostu przygotuj stoisk książek, a  15 kwietnia wejdź tu na bloga SAVE THE MAGIC MOMENTS oraz  SOCJOPATKA i w komentarzu zostaw listę książek, które masz wystawione do wymiany.  Na naszych blogach znajdziesz przekierowanie do wszystkich blogerów, którzy zdecydowali się na udział w zabawie oraz komentarze osób prywatnych. Swoje propozycje zostawiać również u nich, w wydarzeniu oraz wstawić zdjęcie swoich książek na INSTAGRAM z hashem #przeczytajipodajdalej5

Dlaczego warto zostawić komentarz u mnie i u Dagi nawet jeśli u Nas nic nie znajdziesz? Do nas zagląda każdy uczestnik zabawy i każdy nasze komentarze czyta. Masz więc dużo większą szansę wymieniania się z innym czytelnikiem. Czasami właśnie w komentarzu można wychwycić książki, które najbardziej nas interesują.

Wiem, że dla większości czytelników problemem jest sam fakt pozostawienia komentarza. Jednak to naprawdę nie jest aż takie straszne. Nie musisz się nigdzie logować, ani zakładać dodatkowego konta.
 


I co o tym wszystkim myślisz? Masz ochotę do Nas dołączyć? Czy jeszcze się wahasz? Jeśli chcesz zobaczyć, jak to wygląda w praktyce zerknij do poprzedniej edycji. Tu znajdziesz wszystko  - kawę na ławę. 

I na koniec mam do Ciebie wielką prośbę. Udostępnij ten post lub grafikę promującą naszą WYMIANĘ KSIĄŻKOWĄ, którą specjalnie w tym celu stworzyła Kasia tj. YUMMY MUMMY IDEAS. Będziemy Ci z Dagą ogromnie wdzięczne. Chcemy dotrzeć do możliwie jak największej liczby osób, by wybór książek przyprawił Cię o zawrót głowy. Pomożesz nam?

Te cudne foteczki wykonał BARTOSZ SOBCZAK.