Jako samozwańcza promotorka czytelnictwa, patron kilku książek, założycielka klubu książki PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ, autorka WIELKIEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ, pomysłodawczyni #KOCHANIEprzezCZYTANIE#CZYTAJzNAMI, #WAKACJEzKSIĄŻKĄ i mały molik nie byłabym sobą, gdybym nie robiła książkowego podsumowania roku. Tak, czytam książki. Czytam dużo książek, bo 64 książki w rok uważam za mega osiągnięcie. A Ty ile przeczytałaś książek w 2019 roku.

Oj tak, to był mój najlepszy czytelniczo rok. Wiesz, nigdy bym się nie spodziewała, że jestem w stanie tyle pochłonąć. Dawniej patrzyłam na takich ludzi z podziwem lub lekkim strachem. Toż to mole książkowe, książkowe freaki. A dziś jestem jedną z nich. Jako mama dwójki dzieci, rozkochana w czytaniu, nawet nie śmiałam stawiać sobie za wyzwanie, że w 2018 r. przeczytam 52 książki. To było dla mnie coś niewyobrażalnego. Dziś wiem, że kluczem jest po prostu sięganie po odpowiednią lekturę, ale nie tylko. Wiecie co jest złotym środkiem? Mieć z kim o tych książkach porozmawiać. Poważnie. Nigdy bym tyle nie czytała, gdyby nie moje dziewczyny z Klubu Książki. To one mnie motywują, inspirują i pod nos podtykają wspaniałe książki, po które sama bym nie sięgnęła.

Staram się nie zamykać tylko w jednej kategorii książkowej. Książki przeczytane w 2018 roku to książki z zakresu różnej tematyki. Staram się sięgać zarówno po klasykę (nadrabiając swoje braki), jak i po coś dla mnie nowego: nieznani autorzy, nowe gatunki literackie. Mało znam nasz polski rynek, dlatego powolutku zaznajamiam się również z prozą rodzimą. Chcecie zobaczyć, co przeczytałam w ubiegłym roku? Co mnie najbardziej zauroczyło, co totalnie zaskoczyło, a co rozczarowało i radzę omijać szerokim łukiem? Zapraszam na

KSIĄŻKOWE PODSUMOWANIE 2018 r.



TO, CO POSZERZA HORYZONTY 

(Wiem, ambitnie to brzmi, ale chodzi o gatunki, po które normalnie nie sięgam. Coś, co pomoże mi nieco poszerzyć swoją wiedzę i horyzonty. Nie było tego w tym roku wiele, bo bądźmy szczerzy, przy moim trybie życia, potrzebuję bardziej rozrywki i odskoczni niż ciężkich klimatów, skłaniających do refleksji.)
1. Justyna Kopińska "Z nienawiści do kobiet" (reportaż) - po wspaniałych zbiorze, jakim był "Polska odwraca oczy" po prostu musiałam sięgnąć po tą pozycję, ale... mimo profesjonalnemu podejściu pani Justyny, mimo poruszanej tematyki, byłam rozczarowana. Nie wiem, kto postanowił nadać tytuł tej książce i kierować na myślenie o kobietach, bo ta książka absolutnie nie miała z tym nic wspólnego. Powiedziałabym, że reportaże można by dorzucić do poprzedniej książki, jako uzupełnienie. Na plus - genialny wywiad z autorką, odsłaniający kulisy jej pracy nad zbieraniem materiału.
2. Madeline Miller "Kirke" (fantasy) - fantastyka to coś, co jest mi zupełnie obce. Poza Harrym Potterem i mojej słabości do wampirów wszelakiej maści nigdy nie sięgałam po tę gałąź literatury, a jest ona niesamowicie rozłożysta. Okładka Kirke mnie przyciągała jak magnez, a że lubię mitologię grecką, skusiłam się.  Bardzo spokojna opowieść o córce Heliosa i jednej z Nimf. Opisuje obłudę, okrucieństwo i narcyzm bogów. Układy i układziki. Ciężkie życie szaraczków. Muszę przyznać, że książka napisana jest przepiękną, wyrafinowaną prozą. Czystość konstruowania tekstu to zdecydowanie domena autorki.
3. Elizabeth Winder "Marylin na Manhattanie" (biografia beletryzowana) - mam słabość do Marylin, porusza mnie jej historia. Jest taka niesprawiedliwa, taka okrutna, taka przygnębiająca. Piękna kobieta, której intelektu prawie nikt nie zauważał. W książce znajdziecie informacje na temat przedzierania się kobiet przez gąszcz szowinistycznych reżyserów, aktorów i producentów. Nie uwierzycie, jak śmieszne gaże dostawała ikona piękna. Utorowała drogę dzisiejszym aktorkom. One mają lepiej, ona zapłaciła za to okrutną cenę.

NOWI AUTORZY

 (Nie, bynajmniej nie chodzi o wschodzące gwiazdy. Pod hasłem nowi autorzy, kryją się najbardziej znane nazwiska, których ja po prostu do tej pory nie czytałam. Najwyższa pora poznać, prawda?)
4. Tess Gerritsen "Chirurg" - kiedyś uwielbiałam thrillery. Jako mama sięgam po nie, coraz rzadziej. Jednak Tess musiałam poznać. Przyznam, że jest świetna. Makabryczna. Bardzo dosadna w swoich patologicznych opisach, ale wciąga, oj wciąga. Świetna praca z dialogiem.
5. Jojo Moyes "Ostatni list do kochanka" - Postanowiłam autorce dać jeszcze jedną szansę. No i była to lektura w Klubie "Przeczytaj i Podaj dalej" - Nie zachwyciło mnie. Romansidło, od co. Chyba nie zakocham się w tej autorce pomimo, iż wszyscy tak nad nią pieją.
6. Lucinda Riley "Siedem sióstr" - tom 1 - Saga Siedmiu Sióstr to połączenie baśni ze świetną powieścią obyczajową. To wyjątkowa saga rodzinna. Powieść o 6 siostrach, adoptowanych przez tajemniczego bogacza, które po jego śmierci odkrywają swoje korzenie. Nazwane imionami mitycznych Plejad, wędrują przez różne kontynenty, mierząc się ze swoją historią. Cudownie wciągające. I oto moje odkrycie roku. Lucinda Riley. Zakochałam się w tej sadze. Coś wspaniałego. Uwielbiam książki, w których zastosowane są retrospekcje, gdzie akcja toczy się dwutorowo, gdzie prawdę o teraźniejszości odkrywamy w przeszłości i dzięki niej kształtujemy swą przyszłość. Siedem sióstr to podróż w przeszłość i podróż po świecie. Tom pierwszy, wraz z pierwszą siostrą zabiera nas do Rio de Janeiro w czasie konstruowania wielkiego pomnika Chrystusa i do dekadenckiego Paryża.
7. Lucinda Riley "Siostra burzy. Siedem sióstr" - tom 2 - Druga siostra Ally zabiera nas w podróż do Norwegii sprzed 100 lat. Ta część jest mocno powiązana z muzyką.
8. Lucinda Riley "Siostra cienia. Siedem sióstr" - tom 3 - Star stała się moją ulubienicą. Może to za sprawą miejsca akcji, którym jest Anglia, może miłości do książek, bowiem jedną z postaci jest Beatrix Potter. To zdecydowanie mój ukochany tom.
9. Lucinda Riley "Siostra perły. Siedem sióstr" - tom 4 - Za to ten najmniej lubiany. Cece nie przypadła mi do gustu. Napastliwa, pyskata, nie umiejąca znaleźć swojego miejsca. Znad Tamizy zabiera nas w podróż do Tajlandii, a potem do Australii, gdzie poznajemy historię aborygenów i ich baśniowe wierzenia.
10. Carlos Ruiz Zafon "Książę Mgły" - I tom - Trylogia Mgły - Wiem, jestem chyba jedyną osobą na świecie, która nie zna tego autora. Rozmiar Cienia wiatru mnie przeraził, więc postanowił zacząć od czegoś małego. Delektowałam się każdym zdaniem tej książki. Fakt, że zakończenie mnie mocno zakończyło, ale... jak ten facet bawi się słowem, jak łączy je w zdania w nieprawdopodobnym kunszcie pisarskim. Czytanie Zafona, to uczta dla znękanego kolokwializmem umysłu łaknącego piękna.
11. Markus Zusak "Złodziejka książek" - Przed przeczytaniem tej książki nawet sobie nie wyobrażałam, jak lekkim można uczynić temat holokaustu, nie bagatelizując go i okazując należyty szacunek. W przystępny sposób, łatwiejszy do strawienia, ukazując przez pryzmat dziewczynki i jej miłości do książek. Ciekawa lektura, ciekawa konstrukcja, ciekawa perspektywa. Dla młodzieży - świetny sposób na zmierzenie się z martyrologią żydowską. Zestawienie nękanego Żyda z niemiecką dziewczynką poddaną propagandzie - świetny pomysł.

POLSCY AUTORZY

(Przez wiele lat omijałam szerokim łukiem, ale powoli rozgaszczam się na naszym podwórku. Czasem mnie rozczarowuje, czasem mile zaskakuje - macie swoich ulubionych polskich autorów?)
12. Anna Dąbrowska "W rytmie passady" - Liczyłam na jakiś miły romans z moim kochanym tańcem w tle, a zastałam dramat, który mnie sparaliżował. Po tej książce chodziłam struta przez jakieś 2 tygodnie. Przesłanie mądre i wstrząsające.
13. Augusta Docher "Cała ja" - najgorsza książka, jaką wzięłam do ręki. Dla mnie totalne dno. Szkoda miejsca w sieci na nie. Nigdy więcej.
14. Katarzyna Nosowska "A ja żem jej powiedziała" - krótkie felietony o wszystkim i o niczym. Cudowny przerywnik dnia, szczególnie złego dnia. Poprawiają humor i wprawiają w głupawkę. Świetne pióro, przepiękny zasób słów, elokwencja i kwintesencja polskiego oratorstwa. Niektórzy zarzucają, że krótkie, że o niczym, a ja uważam, że Nosowska z dużą dawka ironii, dystansu i poczucia humoru porusza dość ważne tematy. Samo życie. Krótko i w punkt. Genialna książeczka.
15. Agnieszka Olejnik "Randka pod jemiołą" - przyjemna lektura, nieco inna od tych wszystkich świątecznych. Wspaniałe poczucie humoru, którego długo nie mogłam znaleźć w polskich książkach. Oryginalne motywy.
16. Agata Przybyłek "Ja chyba zwariuję" - Ta książka zupełnie do mnie nie przemówiła, niby z poczuciem humoru.
17. Anna Tabak "Deadline na szczęście" - Ani będę zawsze kibicować, to jej druga książka i bardzo dobra. Ania ma świetny warsztat i choć życie w korporacji jest mi zupełnie obce i ten klimat mnie nie przekonuje, to opowieść jak najbardziej na tak.
18. Natalia Sońska "Cała przyjemność po mojej stronie" -To że uwielbiam Sońską każdy wie. Za ciepło z niej płynące, ale i za dobro oraz delikatność. Nie rozumiem, czemu dobro stawia się na równi z naiwnością, jakby było czymś złym i wartym wyśmiewania. Sońska pokazuje, że dobroć jest nadal na fali.
19. Natalia Sońska "Listy (nie)miłosne" - a to Kochani mój pierwszy PATRONAT MEDIALNY! Tadam! Troszkę inna książka autorki, w zupełnie odmiennym klimacie, bardziej smutnym, bardziej realistycznym, bardziej egoistycznym. Bo jaka jest kobieta porzucona? Książka idealna dla tych, którzy nie potrafią się pozbierać po rozstaniu.
20. Natalia Sońska "Uwierz w miłość, Calineczko" - mój drugi patronat! :) klimatyczna i nastrojowa jak chatka w górach, ciepła jak żar z kominka i aromatyczna jak grzaniec - nie wyobrażam sobie przygotowań świątecznych bez książek Natalii. Sięgnijcie koniecznie.
21. Karolina Staszak "Co teraz? Moja ukochana została matką!" - mini książka, poradnik, dedykowana mężczyznom, którzy nie wiedzą, jak obudzić partnerkę w kobiecie po porodzie, jak ją wesprzeć, jak pomóc wrócić do "normalności".
22. Karolina Wilczyńska "Spełnione marzenia" - Niby książka świąteczna, ale ... bardzo realistyczna, przykry obraz dziewczynki z zapałkami naszych czasów, okrutnych czasów ze znieczulicą na cudze nieszczęście i szczęście.

LITERATURA DZIECIĘCA I MŁODZIEŻOWA

(Pewnie doskonale zdajecie sobie sprawę, czemu sięgam po takie książki? Nie, nie czytam wszystkich Mai. Nadrabiam braki i tworzę niekończącą się listę must-read dla moich dziewczynek. No niech Ci będzie - przyznam się - młodzieżówka zaś to mój guilty pleasure)
23. Jay Asher "13 powodów" - głośno było wokół tej książki. Myślę, że niesłusznie. Bardzo błahe potraktowanie tematu, moim zdaniem zbagatelizowane.
24. Kelly Barnhill "Dziewczynka, która wypiła księżyc" - Piękna i zarazem okrutna powieść. Mocno przypominająca baśnie, jakie pamiętamy z dzieciństwa: mroczne, przerażające, ale z pięknym przesłaniem. Warto poznać, ale nie dla wrażliwych dzieci.
25. Christianna Brand "Niania Matylda"  - z pewnością znacie film, jest zabawny. Książka zaś? Hmnnnn, nie przeczytałabym jej dzieciom. Wyznaję inne zasady rodzicielskie.
26. Frances Hogdson Burnett "Tajemniczy Ogród" - nie byłam pewna, czy kiedyś ją czytałam, więc... a to znać należy, prawda?
27. Tove Johnsson "Zima muminków" - chyba jestem inna, bo naprawdę nie jestem zachwycona Muminkami.
28. Astrid Lindgren "Dzieci z ulicy Awanturników" - ale nam się wesoło czytało, bo tak czytałyśmy z Mają i to nie raz, i nie dwa.
29. Astrid Lindgren "Lotta z Ulicy Awanturników" - c.d.
30. Lucy Maud Montgomery "Ania z Zielonego Wzgórza" - jak miło było powrócić na Zielone Wzgórze, ohhh uwielbiam Anię!
31. Janina Porazińska "Pamiętnik Czarnego Noska" - znalazłam za grosze w Biedronce i postanowiłam zakupić na poczet przyszłości. Fajna opowiastka dla młodszych czytelników.
32. J.K. Rowling "Baśnie Barda Beedle'a" - tu rozczarowanie. Miałam nadzieję na coś zachwycającego, a zastałam coś przeciętnego - takie pisane na siłę, ale w szczytnym celu chociaż :)

PORADNIKI RODZICIELSKIE

33. Joanna Faber, Julie King "Jak mówić, by maluchy nas słuchały" - świetna pozycja, polecam absolutnie każdemu rodzicowi. Wyjaśnia bardzo wiele niezrozumiałych dla dorosłego zachowań dziecka i wskazuje konkretne rodzaje zachowań.
34. Jasper Jull "Agresja - nowe tabu?" - to jest guru od wychowywania dzieci i choć jego styl nie do końca mi odpowiada, to temat poruszony w książce jest mi bardzo bliski. Zdecydowanie przeczytam jeszcze raz.
35. Isabelle Filiozat "Moje dziecko doprowadza mnie do szału" - To autorka, dzięki której nie czuję się najgorsza matką świata. Nie poucza, nie strofuje, nie ocenia, a pokazuje, że każda z Nas zmaga się z tymi samymi problemami, uczuciami i myślami - tylko się do nich nie przyznaje. Zdecydowanie polecam.
36. Isabelle Filiozat "Próbowałam już wszystkiego" - j.w.

PORADNIKI

(Nie będę się zagłębiała w ich opis, raczej mnie rozczarowują. Zaś Regina szokuje swoją historią. Mocno współczuję.)
37. Regina Bret "Miłość"
38. Brooke McAlary "Prostota - siła codziennych rytuałów"
39. Katarzyna Miller "Zrób to, kochanie"

KLASYKA

(Klasyka to mój wielki wyrzut sumienia. Bardzo bym chciała nadrobić braki i tak sobie obiecuję, a jednak potem rzadko po nią sięgam z braku ... odpowiedniego nastroju, ale w planach lista jest długa)
40. Truman Capote "Śniadanie u Tiffany'ego" - Jako kobieta musiałam poznać tą książkę. Nią zakończyłam rok i zakończyłam go w totalnej konsternacji. Jak dla mnie bardzo smutna, przykra historia, której życia i klasy nadała historyczna wręcz rola Audrey Hepburn.
41. Agatha Christie "Tajemnicza historia w Styles" - Agatha jest zawsze dobra. Lubię takie klasyczne kryminały.
42. Lucy Maud Montgomery "Błękitny Zamek" - ohhh, to było jedno z piękniejszych odkryć tego roku. Przepiękna, wspaniała wręcz książka. Czemu ja jej wcześniej nie czytałam? I czemu książki Lucy tak ciężko dostać, poza Anią? Wspaniała historia, z nieprawdopodobnym poczuciem humoru. Absolutny must read. Jestem wdzięczna dziewczynom z mojego Klubu Książki, że tak głośno o niej piały, że nie mogłam przejść obok obojętnie. Zachwytom nie było końca. Teraz już wiem dlaczego. Przepiękna opowieść, z zaskakującym zakończeniem, z mądrym, życiowym przesłaniem. Coś pięknego! Więcej takiej klasyki. Szkoda, że tak mało znana.

TO, CO LUBIĘ

(Po prostu moje ulubione gatunki, ulubieni autorzy - choć wtop też nie brakuje)
43. Diane Chamberlain "Latarnia z Kiss River" - bardzo polubiłam autorkę za niesamowite historie, za dreszczyk emocji, za retrospekcje i dobrze nakreślonych bohaterów. Ten tytuł to druga część trylogii z Kiss River.
45. JP Delaney "Lokatorka" - lektura miesiąca w moim Klubie Książki - raczej mnie irytowała.
46. Alice Feeney "Czasami kłamię" - kolejna lektura miesiąca i wielkie wow. Ta książka mnie zaskakiwała na każdym kroku, trzymała w napięciu, przerażała i wciągała.
47. Robyn Harding "Złe towarzystwo" - Bardzo ciekawa pozycja, miałam ją zrecenzować, ale czasu brakło. Ku przestrodze, dla rodziców - warto przeczytać.
48. Kim Holden "Franco" - Kochacie Promyczka? To jeśli chcecie by tak zostało, darujcie sobie Franco. Ostrzegam.
49. Colleen Hoover "Slammed" - zakochałam się totalnie. Uwielbiam książki Hoover i jak już pewnie zauważyłam, postanowiłam przeczytać je wszystkie. Najlepsze są właśnie te pierwsze. Uwielbiam te emocje. A Will jest po prostu cudny!
50. Colleen Hoover "Point of retreat" - to druga część powyższej powieści. Równie dobra.
51. Colleen Hoover "This girl" - to trzecia - ale to już jakby historia opowiedziana na nowo, oczyma Willa.
52. Colleen Hoover "Hopeless" - kolejna książka, w której jestem zakochana i kolejny cudowny facet.
53. Colleen Hoover "Losing Hope" - Druga część Hopeless.
54. Colleen Hoover "Finding Cindirella" - część uzupełniająca Hopeless.
55. Colleen Hover, Tarryn Fisher "Never, never"  - W duecie brakło mi pióra Hoover, bo książka jest już surrealistyczna, z elementami surrealizmu magicznego.
56. Colleen Hover "Without Merit" - a to już zupełnie inna proza autorki. Z przesłaniem do nastolatek i ich rodziców.
57. Colleen Hover "Wszystkie nasze obietnice" - Żałuję, że wydawnictwo pokusiło się o tłumaczenie tytułu, bo najfajniejsza jest w Hoover właśnie dwuznaczność wyrazów. Po przeczytaniu lektury wszystko staje się jasne. Najnowsza książka. Bardzo inna od poprzednich. Widzę, że autorka zmienia kierunek swojej twórczości, chcąc wpłynąć na swoich czytelników, podając im do przetrawienia trudne tematy. Tu coś dla dojrzałych czytelników. Powoli odchodzimy od nastoletniej grupy docelowej.
58. Guillaume Musso "7 lat później" - Kto mnie zna, wie, że to mój ulubiony autor. A kocham go za to, że fabuła nigdy nie mogłaby być rzeczywistością.
59. Guillaume Musso "Papierowa dziewczyna" - książka pełna surrealizmu magicznego, co u Musso kocham najbardziej.
60. Guillaume Musso "Apartament w Paryżu"  - najnowsza książka Musso była dobra, nie tak dobra jak moje ukochane, ale dobra. Tym samym poznałam całą twórczość autora, czekając na kolejne pozycje.
61. B.A. Paris "Za zamkniętymi drzwiami" - świetny thriller, czytałaś? Jak nie - zanotuj!
62. Devney Perry "Lista życzeń" - to byłaby piękna książka, pełna miłości, pełna emocji - niestety wątek erotyczny zbyt wulgarny, co mocno kontrastowało z czystością opisywanych uczuć. Tu autorka się wyłożyła.
63. Mary Ann Shaffer, Annie Barrows "Stowarzyszenie miłośników literatury i placka z kartoflanych obierek" - to chyba mój numer jeden w tym roku. Książka epistolarna, zbiór listów, ale napisana tak, że w ogóle się tego nie czuje. Ma w sobie niesamowity ładunek ciepła, ludzkiego dobra, życzliwości, wiary i czegoś ulotnego, czego nie umiem nazwać słowami, a słowo magia, to zdecydowanie za mało i do końca tego nie wyraża. Wiem, że tytuł jest śmieszny, ale książka traktuje o okupacji jednej z wysepek brytyjskich oraz o książkach, które... uratowały tym ludziom życie. Wydawało mi się, że Złodziejka Książek, była lekturą, która z lekkością przeszła przez ciężki temat wojenny, ale ta książka... nie przeraża, nie bulwersuje... ona daje nadzieję, siłę i napawa dumą. Niech Was nie zniechęci tytuł.
64. Josie Silver "Jeden dzień w grudniu" - przepiękna opowieść o zakazanej miłości, o marnowaniu okazji i poświęceniu dla innych, które nie ma sensu. To nie książka świąteczna! Bardzo przyjemnie się czyta, przeżywając z bohaterką jej rozterki, ból, uniesienia.


Ufffff, ktoś dobrnął do końca, nie skacząc jedynie po tytułach? Mam nadzieję, że tak! Jak widzisz, nie jestem statystycznym Polakiem i jestem z tego dumna. To mój osobisty sukces. Mimo przeczytania tylu książek, nie czuję się jednak osobą oczytaną. Wciąż mam ogromne braki w literaturze klasycznej i częściej sięgam po własny segment. Jako wiecznie niewyspana matka karmiąca unikam literatury z górnej półki, tej bardziej ambitnej. Jestem zbyt zmęczona, by skupiać się na czymś naprawdę trudnym. Dlatego unikam reportaży, literatury pięknej, cenionych i nagradzanych autorów. Zwyczajnie na ten moment potrzebuję odskoczni. Jestem na innym etapie czytelniczym. Ale wiem, że i na bycie wytworny czytelnikiem przyjdzie pora. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, prawda? 

A Ty, co dobrego przeczytałaś w minionym roku? Polecisz mi coś? A może przeczytałaś którąś z wymienionych przeze mnie książek i masz zgoła odmienne zdanie? Odnotowałaś któryś tytuł do przeczytania?



Rzadko robię podsumowania roku. Jeśli patrzę wstecz, to robię to zwykle w dniu swoich urodzin. Sylwester jest dla mnie zwyczajną datą w kalendarzu. Zwykle z miesiąc potrzebuję, by prawidłowo zacząć pisać datę. Nie mniej jednak, lubię chociaż przejrzeć zdjęcia na Instagramie i w ten sposób przypomnieć sobie ważne chwile, które czasem po prostu umykają.

Jaki był 2018 rok? Szybki jak błyskawica, pełen chorób, upałów, wyjazdów i ogólnie...ciężki. Ten czas dosłownie przeleciał mi między palcami. Nie wiem, kiedy się skończył. Naprawdę. Mama zawsze mi powtarzała, że gdy pojawią się w moim życiu dzieci czas mi przyśpieszy, ale nie sądziłam, że to będzie aż tak namacalne. Większość czasu spędziliśmy w domu chorując. Nie przesadzam. W roku szkolnym przerwy na zdrowe dni były tak rzadkie, że nasze nasze życie towarzyskie legło w gruzach. Dziewczynki słabo przywitały tamten rok, bo od Bożego Narodzenia były mocno chore, potem to już była po prostu kontynuacja. W lutym Emisia omal nie wylądowała w szpitalu na jakiegoś paskudnego entorowirusa i w swoje urodzinki wyglądała niczym jeden z X-manów z fioletowym ciałkiem (od góry do dołu wysmarowana piochtaniną). Aż do kwietnia czas płynął nieubłaganie między jedną wizytą u lekarza, a drugą. I wreszcie przyszedł maj... a z nim  upały. Achhhh co to było za lato. Najgorętsze jakie pamiętam. Weekend majowy z upałami? To dopiero coś! Tym samym rozpoczęliśmy sezon na podróże.

W maju odwiedziliśmy rodzinkę na Opolszczyźnie, w czerwcu odwiedziliśmy najcudowniejsze miejsce dla rodzin po słońcem, pod koniec czerwca jeszcze raz wyjechaliśmy tym razem do naszej ukochanej Jastarni, potem latem znów zawitaliśmy na Opolszczyźnie, a we wrześniu pojechaliśmy do Sopotu. Oj tak było podróżniczo. 

A potem... powrót do przedszkola i jeszcze więcej chorób.

No i ten rok był dla mnie wyjątkowy, bo ostatni mój z dzieciakami. W październiku wróciłam do pracy zawodowej. Fakt, że na pół etatu, ale od tego momentu czas się dla mnie zatrzymał. Mentalnie jestem nadal w październiku. Dni upływają, a ja mam wrażenie, że dryfuję w innej czasoprzestrzeni. Jest mnie tu mniej... dużo mniej, bo wieczorami po prostu zasypiam, albo zastygam w niemocy.

Jedno się nie zmienia: moja miłość do książek. Zorganizowałam w tym roku kampanię dla rodziców, promującą wspólne czytanie #KOCHANIEprzezCZYTANIE, dwie wymiany książkowe (a więc Przeczytaj & Podaj Dalej), na które przybywa z każdą edycją coraz więcej molików, nadal prowadzę mój Klub Książki, bo mam tam wspaniałe, kochane kobietki, które mnie motywują i inspirują. Po raz pierwszy objęłam również swoim patronatem wydanie dwóch książek. Co więcej, z Dagmarą zorganizowałyśmy piękną kampanię z myślą o trwaniu w udanych związkach, czyli #DBAMboKOCHAM. Powstało tyle wspaniałych, wzruszających tekstów, że nie mogłam w to uwierzyć. Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak blogosfera się rozwija i jaki ma ogromny potencjał. Cieszę się, że choć w tak małym stopniu mogę być jej częścią.

Jeśli chodzi o dziewczynki to był to niesamowicie intensywny rok dla Emilci. Tak bardzo się zmieniła, tyle osiągnęła, tyle poznała, tyle się nauczyła. A Majeczka wyrosła na piękną, mądrą, choć niesamowicie delikatną i wrażliwą panienkę. Więcej o Nas zawsze poczytacie na FB oraz na Instagramie, bo tam pojawiamy się niemal codziennie. Jednak ten rok nauczył mnie odpuszczania i stawiania na piedestale tego, co dla mnie ważne. Coraz częściej robię sobie komputerowo - komórkowe detoksy. Coraz więcej łapię oddechów, bo naprawdę tego potrzebuję. Bycie mamą nie jest łatwe, jest cholernie wymagające. Szczególnie, gdy ma się dziecko, które nie śpi.

Nie zdajecie sobie sprawy, jak sen w naszym życiu jest ważny. Bez niego jest naprawdę ciężko. Powiem Wam tak, ten rok mnie zniszczył. Zniszczył mnie fizycznie i psychicznie. Nie chodzi o to, że był jakiś zły. Ja po prostu od dwóch lat permanentnie nie śpię i czuję się przez to o 10 lat starsza. Umęczona, poirytowana, rozdrażniona, zasypiająca w rożnych dziwnych miejscach. 
 
Mimo to... nie chciałabym być nigdzie indziej i z nikim innym. Padam na ryj, ale kocham być mamą. Spójrzcie na te zdjęcia. Wiem. Nie pokazuję siebie o poranku. Nie pokazuję płaczących dzieci. Ani mnie krzyczącej do zdarcia gardła. Nie pokazuję, jaki w domu mam bałagan, ani mojej wielkiej sterty prania, która nigdy się nie kończy (najwyraźniej kupiłam samonapełniający się kosz do bielizny). Nie robię tego, nie dlatego, by mydlić Wam oczy, bo głośno o tym mówię, ale są pewne rzeczy, które są zwyczajnie zbyt osobiste. Mam nadzieję, że to rozumiecie.

Ciekawa jestem, jaki będzie 2019? Bo już wiem, że wcale nie zwolni tempa.
 

A Wam jak upłynął ubiegły rok? Przyniósł jakieś spektakularne zmiany lub sukcesy?

Jeśli przypadły Ci do gustu nasze foteczki i my :) serdecznie zapraszam do śledzenia Nas na Instagramie :)

 
 
 
prezent na dzień babci i dziadka
To już u mnie tradycja, że co roku o tej porze podpowiadam Wam troszkę, co podarować ukochanym dziadkom z okazji ich Święta. Zawsze staram się wymyślić coś oryginalnego, by sprawić im przyjemność i nieco zaskoczyć, a jednocześnie wywołać wzruszenie. Dopóki dziewczynki nie urosną na tyle, by same o to zadbać, staram się im pokazać, że robienie niespodzianek najbliższym, jest tak samo miłe, jak ich otrzymywanie. Zwykle stawiam na emocje oraz wspólnie spędzony czas, jednak nie wyobrażam sobie też nie przygotować jakiś prezentów. Te zaś lubię, gdy są personalizowane i pełne... wnuków.

Wiem, że rok się już zaczął, ale ja proponuję Wam zakup i przygotowanie personalizowanego fotokalendarza. Zdecydowana większość dziadków nawet kalendarza jeszcze nie ma, albo ma najzwyczajniejszy w świecie. A jak myślicie, co by powiedzieli na kalendarz pełen uśmiechniętych wnuczków?  Co miesiąc inne zdjęcie lub zdjęcia, posegregowany chronologicznie ubiegły rok. W takich kalendarzach możecie zaznaczać ważne w życiu waszych dzieci daty. Możecie je tworzyć sami od deski do deski lub skorzystać z gotowych, choć przepięknych szablonów. Możecie dodawać kolorowe grafiki lub nadpisywać hasła, zrozumiałe tylko dla Waszej rodziny lub dziadków. Założę się, że obdarowani będą  po prostu zachwyceni.

Jeśli chodzi o moją mamę, nie mam już wyboru. Kalendarz jest wręcz wymagany na Gwiazdkę. Raz nie zamówiliśmy i ... babcia się obraziła na Mikołaja. Myślę, że i Wasza będzie z takiego podarku zadowolona. Zauważyłam, że starsze pokolenie przywiązuje o wiele większą wagę do fotografii. Dzięki cyfrowym aparatom robimy tysiące zdjęć, których często nawet nie sortujemy, nie wspominając już o ich wywoływaniu. Tymczasem nasi rodzice mają w domu pełno albumów.  Dla dziadków każdy złapany w kadr uśmiech, każde spojrzenie to drogocenne wspomnienie, magia wspomnień i wzruszeń.

W tym roku, by przygotować kalendarze z dziewczynami skorzystałam z oferty uwolnijkolory, gdzie ceny są naprawdę atrakcyjne, a jakość bardzo dobra. Do tego zamówienie przychodzi po prostu migusiem. Zdecydowanie dłużej zajęło mi przeglądanie i wybieranie zdjęć, a potem zabawa obrobienie ich w programie. Nie powiem, bo sprawiło mi to mega frajdę, gdy tak na spokojnie obejrzałam cały rok naszego życia. Sama nie raz się wzruszyłam. Wspominaliśmy z mężem kroki milowe Emisi, sukcesy Majusi, wspólne wyjazdy, urodziny, gafy jakie popełniliśmy. Śmialiśmy się do łez i wyszło nam małe podsumowanie roku. Podejrzewam, że niebawem zamówię fotoalbum... bo oferty przygotowywane przez firmę są tak kuszące, że grzechem byłoby nie skorzystać. Tym bardziej, że u Nas w tym roku okazja goni okazję.

Jeśli fotokalendarz już przerabialiście, jako idealny prezent na Dzień Babci i Dziadka zawsze możecie zrobić fotoksiążkę, fotoalbum lub po prostu wywołać tysiące zdjęć, a potem... potem pobawić się np. w scrapbooking.

No i koniecznie pamiętajcie o laurce. Jeśli Wasze dziecko jeszcze nie potrafi rysować, odciśnijcie jego rączkę na kolorowej kartce, a potem zróbcie z niej kwiatuszka. My tak robiłyśmy, gdy dziewczynki nie miały roczku. Piękna sprawa.


Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Babci i Dziadka! 

najlepszy prezent na dzień babci i dziadka

Jeśli spodobał Ci się mój pomysł, zapraszam po więcej inspiracji w poniższych wpisach:
 

Polecasz również artykuł na temat roli dziadków  w wychowywaniu Twojego dziecka pt. Dziadkowie są nie tylko od rozpieszczania. Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii i doświadczenia.
 
 
Natalia Sońska

Święta to czas cudów, magii i miłości. Czas pachnących pierników, wybaczania, jedności i radosnego oczekiwania. Uwielbiam grudzień, ale świąteczne przygotowania zaczynam nieco wcześniej, bo już w listopadzie. Robię sobie herbatkę w ulubionym kubku, zakładam ciepłe skarpety i sięgam po świąteczne lektury.

Właśnie w ten sposób trzy lata temu, przed Świętami, sięgnęłam po książkę Natalii Sońskiej i ...zarwałam nockę. Od tej pory czytam wszystko, co wyjdzie spod pióra tej autorki, jednak to na świąteczne książki, pełne ciepła i świątecznego klimatu, czekam najmocniej. W tym sezonie autorka zadebiutowała powieścią UWIERZ W MIŁOŚĆ CALINECZKO. To już trzecia powieść nawiązująca do baśniowych postaci, która czaruje magią świątecznego Zakopanego.
 
Maja - główna bohaterka i tytułowa Calineczka, to dziewczyna z domu dziecka. Brak jej pewności siebie, nie ufa mężczyznom i mieszka wraz z ciotką, pracując jako agent nieruchomości. Ucieka przed światem w ukochane góry, by tam po cichutku robić swoje, nie walcząc o szczęście. Bartek to najlepszy przyjaciel Mai, który nie może znaleźć wielkiej miłości. Kreatywny, lojalny, z duszą artysty. Maja wiedzie spokojny i bezpieczny żywot w domu cioteczki, jako sąsiadka pani Anieli, którą zapewne znają stali czytelnicy Natalii Sońskiej. Pani Aniela jest małym, świątecznym podarunkiem od autorki, bowiem tym razem nie pełni roli jedynie epizodycznej, a jest jedną z głównych bohaterek powieści, co mnie bardzo ucieszyło. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie kochająca ciocia, która swoją siostrzenicę usiłuje na siłę uszczęśliwić. Nie ma bynajmniej złych zamiarów, kieruje nią prawdziwa miłość, ale odpowiedzialność nieco przyćmiewa jej osąd i mąci prawdziwy obraz szczęścia Mai. Ciocia bowiem po kryjomu planuje jej wesele. Ba, nawet zarezerwowała już salę, knując do spóły z ojcem przyszłego Pana Młodego. Co na to sami zainteresowani?
 
Powiem szczerze, że postać Mai początkowo mnie drażniła, jednak w miarę czytania (a powieść Sońskiej, jak zawsze czyta się na jednym wdechu), pod wpływem ujawniania historii bohaterki i jej przeszłości, zaczynałam ją coraz bardziej lubić, aż wreszcie zaczęłam jej kibicować. Z pewnością te powieści nie są dla czytelnika, który oczekuje spektakularnego romansu z pikantnymi scenami miłosnymi. I wiecie co? Właśnie za to kocham autorkę. Za subtelność, wyrafinowanie, za delikatność. Tak, jej książki są niezwykle kulturalne. Niezwykłe jak na tak młodą autorkę. Podczas, gdy większość pisarzy w zaparte stara się prześcignąć w coraz bardziej bezpruderyjnych, wręcz obcesowych opisów aktów seksualnych, Natalia Sońska pozostaje wierna starej szkole, która wierzy w wyobraźnię i inteligencję swoich czytelników. Dla mnie klasa. Cieszę się, że jej powieści są pełne ciepła i wyrafinowania. Złośliwi powiedzą infantylności, ale... przecież baśnie właśnie takie są - pełne dobra. Czy dobre wychowanie i grzeczność są infantylne? Takie książki naiwnie karmią nas prawdami o tym, jak to dobro zwycięża, miłość odnajdzie każdego, a bohaterki mimo okrutnie traktującego życia, zachowują w sobie ciepło i dobro. Tylko czy to rzeczywiście jest naiwność? Sama znam takie osoby, pełne ciepła, bezinteresowności, o gołębim sercu i poobijanych czterech literach. Bo ludzie z wielkim sercem zawsze dostają ostro po pośladkach. Ale osobiście wierzę, że karma wraca. Wierzę w życzliwość i podziwiam takie osoby. Dlatego dla mnie książki Natalii Sońskiej mimo swej grzecznej okowy zawierają wiele okrutnej prawdy o życiu, a przede wszystkim uczą, że warto zachowywać się z klasą. Nie znajdziecie tu ordynarności, a przepiękny opis rodzącej się miłości. A każda rodząca się dopiero miłość jest czysta, niczym nie skalana, piękna. Nie znajdziecie tu trywialnych, powielanych motywów, a miłość do gór. Bo autorka przenosi swą pasję na kartki papieru, w urzekający sposób opisując Zakopanem oraz nasze wzniosłe Tatry. Czuć tu wielką, prawdziwą miłość do gór oraz ogromny szacunek.

Bohaterzy Uwierz w miłość Calineczko są prawdziwi, autentyczni, z bagażem doświadczeń, które chowają głęboko pod kożuchem, zupełnie jak my wszyscy. To znakomita powieść na zimowy czas, lekka, słodka i relaksująca. A swoimi opisami potrafi sprawić, że  człowiek ma ochotę pakować walizki na ferie w Zakopanem. Spędziłam z tą książką bardzo miłe, odprężające wieczory, aż szkoda było kończyć. Zdecydowanie polecam.
 
 
 
Przygotowywałyście kiedyś dla dziecka kalendarz adwentowy? Nie, nie mówię o kupieniu czekoladek z okienkami. Mówię o prawdziwym kalendarzu, który wykonujecie samodzielnie. Nie? W takim razie, dziś postaram się Was do Niego przekonać, bo naprawdę warto zadać sobie nieco trudu, by zobaczyć szczery uśmiech na twarzy swojego dziecka, poczuć stuprocentową satysfakcję i nauczyć dziecka, czegoś bardzo ważnego: empatii. Wbrew pozorom, nie jest to takie trudne jak się wydaje,  a przynosi same korzyści. Szczególnie, gdy mądrze go poprowadzicie. Poza tym nikt nie powiedział, że wszystko musicie zrobić same od a do z.

Adwent to szczególny okres. To czas oczekiwania w ciszy i przygotowania do wielkiej radości. Dla naszych najmłodszych to jednak głównie wyczekiwanie Św. Mikołaja i prezentów. Warto się  zastanowić, jak przygotować dziecko na Boże Narodzenie, by kojarzyło ten okres nie tylko z rzeczami materialnymi, ale również nauczyło się wymiaru religijnego, etycznego oraz tradycji.  Bo tak naprawdę wszystko zależy od Was. Od tego, czego chcecie dziecka nauczyć. Jakie wartości mu przekazać. To również Wy decydujecie w jakiej formie mu to podacie. 
 
Osobiście nie jestem zwolenniczką czekoladowych kalendarzy. Raz, że staram się nie podawać dzieciom słodyczy (szczególnie marnej jakości), dwa uważam, że ten czas można wykorzystać lepiej. Tak, by zasiać w dziecku empatię, pokazać czym są rodzinne tradycje i  roztoczyć nad nim prawdziwą magię.
 
W sieci znajdziecie mnóstwo inspiracji do samodzielnego przygotowania kalendarza adwentowego. Niektóre mamy robią go nawet z rolek papieru toaletowego, tworząc choinkę. Inne do gałęzi lub wieszaka przyczepiają koperty z numerkami lub woreczki bądź też szyją różne cudeńka z filcu itp. Nie ukrywam, że kreatywność mam i ich talenty plastyczne znacznie przewyższają moje umiejętności, dlatego w ubiegłym roku postanowiłam zrobić coś totalnie po swojemu. 
 
Nie jestem najlepsza w szyciu, wyklejaniu i tych innych. Toteż kupiłam gotowe woreczki z cyferkami na sznurku. Powiesiłam je na długim kiju, który specjalnie przygotował dla Nas dziadek, dodając nieco ozdób, jak fragmenty koralowego łańcucha, szyszki, dzwoneczki, kilka dziecięcych ozdób choinkowych oraz pompony, które wykonałam samodzielnie (potem wykorzystałam je przy pakowaniu prezentów). Długo zastanawiałam się, co wkładać do środka. Nie chciałam codziennie dawać prezentów. Uważam, że to dziecko nie nauczy. Nie chciałam też by wykonywało same zadania. Przez tak długo okres czasu, potraktowałaby to, jak obowiązek. A chciałam, by miała z tego radość przede wszystkim. Długo szukałam inspiracji. Na blogach innych mam można wyszukać prawdziwe Perełki (kalendarze z listą zadań, kalendarze empatyczne). Chciałam jednak dodać coś od siebie. I dodałam.

Do Majusi, co noc przychodził Elf. Wykorzystałam fakt, że w pokoju ma maleńkie drzwiczki dla wróżek, tłumacząc jej, że właśnie tędy w nocy przychodzi pomocnik Świętego Mikołaja. Ma on przygotować ją do nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Przy drzwiach rozrzuciłam troszkę magicznego brokatu, by dodać nieco magii. Co wieczór pisałam do Niej listy i wkładałam do woreczków. Listy były personalizowane, często odnosiłam się do rzeczy, które spotkały ją danego dnia, do zdarzeń, stanu jej zdrowia. Jednym słowem, sprawiłam, by uwierzyła, że Elf ją zna, obserwuje i uczy. Czasem były tam zadania do wykonania, jak upiecz dziś z mamą pierniczki, ubierzcie wspólnie choinkę, wypiszcie kartki świąteczne. Czasem były to małe prezenciki: błyszczyk, książeczka o tematyce świątecznej, ulubiony batonik owocowy, foremki do ciastek. Prosiłam, by pomogła potrzebującym (akurat w przedszkolu była zbiórka dla zwierzątek ze schroniska), powiedziała bliskim jak bardzo ich kocha albo porozmawiała z mamą na temat tradycji świątecznych czy nieco innych trudniejszych tematów. I wiecie co? To był strzał w dziesiątkę. Maja była zachwycona. Codziennie rano grzebała w woreczku, sprawdzając czy Elf już był i co na dany dzień zaplanował. Listy do dziś przechowuje w swojej skrzyneczce skarbów i już od września nie może się doczekać Elfa!

Serdecznie polecam Wam taką zabawę. Ja postawiłam na pobudzenie empatii i nakierowałam na wspólne przygotowania, kultywowanie tradycji i pielęgnowanie więzi rodzinnych. Jeśli taki pomysł przypadł Wam do gustu, jeśli chcecie by Elf odwiedził i Was, TUTAJ odnajdziecie gotowe listy od Elfa. Możecie ściągnąć darmowe szablony lub tak, jak ja, wieczorem zasiadać z kartką kolorowego papieru i angażując się nieco mocniej stworzyć własną magię. Jednak z pewnością znajdziecie tu masę inspiracji.

Dajcie mi proszę znać, czy same tworzycie takie kalendarze. Napiszcie, co o nich myślicie? Co waszym zdaniem powinno się w nich znaleźć? Jakie zadania byście wyznaczyły i przede wszystkim, jak Wam się spodobał mój Elf?



Większość osób, które znam nie cierpi jesieni. Bo zimno, bo depresyjnie, bo źle. Bo wieje, leje, łeb chce urwać. Bo tak jakoś buro i ponuro, nastroje podupadają. Nic się nie chce. Czas się dłuży, a możliwości coraz mniej i cierpią na syndrom minionego dobra. Tymczasem ja z tego okresu czerpię siłę i energię. Kocham zakopać się pod kocem, bez żadnych wyrzutów sumienia i konieczności tłumaczenia się komukolwiek. To czas, gdy mogę stać się domatorem z krwi i kości. Schować się niczym mały bezbronny kociak w pieleszach domowych i wreszcie nieco zwolnić. Przynajmniej psychicznie, bo fizycznie, jako mama, nie mam na to najmniejszych szans.

Jesienią można czerpać z życia garściami, ale ... No właśnie. Wierzę w sezonowość. Życie w zgodzie  z tym, co ofiaruje nam przyroda, zamiast buntu, daje spełnienie i szczęście. Warto się temu poddać i korzystać z tego co nam ofiarowuje. Tak, jesienią dni są coraz krótsze. Tak, jest coraz zimniej. Tak, coraz mniej się chce. No i co? Nie chce Ci się, to sobie na to pozwól. Odpocznij, zwolnij i czerp garściami z długich wieczorów, które mogą przynieść Ci masę przyjemności i spełnienia.

Nie wierzysz? To przeczytaj. Przygotowałam dla Ciebie 30 pomysłów na idealny, jesienny wieczór. Zarówno taki dla Ciebie, ten bardziej rodzinny, jak i we dwoje. Mam nadzieję, że znajdziesz tu coś dla siebie.

 

WIECZÓR TYLKO DLA CIEBIE

1. WIECZÓR Z DOBRĄ KSIĄŻKĄ 
z ulubionym kubkiem w ręku, pod mięciusim kocykiem, w ukochanym fotelu.
2. SERIALOWY SZAŁ
kiedy ostatnio oglądałaś serial? ja już dawno temu. A gdyby tak pooglądać kilka odcinków pod rząd? Szaleństwo.
3. KOBIECE RYTUAŁY
maseczka, manicure, pedicure, dłuuuuuuugaaaa, gorąca kąpiel przy świecach...o tak!
4. SPRÓBUJ JOGI LUB MEDYTACJI 
możesz wybrać się na zajęcia, a możesz poćwiczyć w domu na macie. To ważne, by zwolnić, wyciszyć się, poczuć siebie tu i teraz.
5. DOMOWE ROBÓTKI
jesień sprzyja kreatywności, może sama upleciesz sobie koc z wełny czesankowej, uszyjesz spódnicę, zrobisz sweter na drutach, a może jak ja marzy Ci się nauczyć się plecenia makramy?
6. PORZĄDKI W SZAFIE
dla mnie jesień to przede wszsytkim przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia, idealny pretekst by wreszcie pozbyć się wielu, niepotrzebnych rzeczy
7. STWÓRZ LISTĘ PREZENTÓW 
oj tak, warto wiedzieć, po co się idzie do sklepu, zapolować coś podczas promocji i załatwić wszystkie prezenty do końca listopada, a w grudniu po prostu korzystać z życia zamiast wpadać w gorączkę zakupów.
8. ZAPLANUJ BUDŻET NA KOLEJNY ROK 
 powoli możesz przymierzyć się do tego, by określić najważniejsze i największe wydatki oraz inwestycje na przyszły rok, w tym oczywiście WAKACJE
9. WYBIERZ SIĘ NA ZAKUPY
nic tak nie poprawia kobiecie nastroju jak wyprzedaże, a tych jesienią całkiem sporo. Blacj Friday nie proponuję, bo to nabijanie ludzi w butelkę, ale tydzień później...
10. A GDYBY TAK POWISIEĆ TROCHĘ NA SŁUCHAWCE pamiętasz jak, jako nastolatka lub studentka potrafiłaś wisieć na telefonie długie godziny? Ja tak. A gdyby tak zadzwonić do przyjaciółki i pogadać o głupotkach, problemach i poplotkować?... ALBO ZORGANIZOWAĆ BABSKI WIECZÓR?


WIECZÓR Z UKOCHANYM

Cóż można robić z ukochanym w długie, jesienne wieczory? Mmmmm no mam nadzieję, że wiesz co :) A jeśli mimo to szukasz alternatywy, to poza wieczorem filmowym, serialomanią lub wieczorem planszówek (coraz więcej na rynku gier tylko dla par) możesz:
1. PRZYGOTOWAĆ WSPÓLNĄ KĄPIEL2. POPROSIĆ O MASAŻ 
zawczasu przygotowując olejek, świece i inne gadżety, by czasem Ci się facet nie wykręcił.
3. WSPÓLNIE PRZYGOTOWAĆ KOLACJĘ 
z jakimś fajnym, nowym przepisem, by było trochę do śmiechu.
4. ZAPISAĆ SIĘ NA KURS TAŃCA
nic tak nie pobudza namiętności i nie budzi pragnienia, jak wspólny taniec
5. WYBRAĆ SIĘ NA DŁUGI SPACER Z POSTOJEM NA GRZAŃCA 
szczególnie w grudniu, gdy w wielu miastach zapalą się świąteczne iluminacje.
6. TWORZENIE ALBUMU Z WAKACJI
zasiądźcie razem do zdjęć z wakacji. Wspomnienie lata sprawi, że zaplanujecie kolejny wypad.
7.  UMÓWCIE SIĘ NA RANDKĘ 
 nie mówię o zwykłym wyjściu z domu, ale randce. Tak, byście np. spotkali się na miejscu, albo partner po Ciebie przyjechał. Grunt byście nie szykowali się do wyjścia razem. Zaskocz go strojem, fryzurą czy makijażem.
8. UPIJCIE SIĘ RAZEM W DOMU  
albo po prostu zróbcie coś szalonego, nieprzyzwoitego lub śmiesznego
9. POROZMAWIAJCIE 
 bez tv, tabletu, telefonu w pobliżu. Tak zwyczajnie, na kanapie, o wszystkim i o niczym. Bez liczenia budżetu, bez planowania zakupów, od tak, o wszystkich i o niczym. Ze smyraniem po rączce, przytulaniem...
10. WIECZÓR W GRONIE BLISKICH ZNAJOMYCH
co tu dużo gadać, fajnie jest spotkać się w większym gronie, pogadać, pośmiać się, ze zamówionym jedzeniem, bez spiny i sprzątania przed przyjściem przyjaciół. Jak za dobrych, studenckich czasów.


WIECZÓR RODZINNY



1. WIECZÓR PLANSZÓWEK 
urządźcie sobie wieczór pełen gier.  Z pewnością trochę tego w domu macie. Które są Wasze ulubione?
2. POSTAW NA KULTURĘ 
wybierzcie się do teatru. Jesienią, gdy rusza sezon to idealny moment na zaklepanie czegoś interesującego, a dzieciaki będą zachwycone.
3. RODZINNY WIECZÓR MOLI KSIĄŻKOWYCH 
zróbcie sobie maraton czytelniczy. Szczególnie w grudniu, gdy motywem przewodnim mogą być właśnie święta.
4. RODZINNA WYPRAWA DO KINA
oj nie ma nic fajniejszego niż wyjście gdzieś pełną rodzinką. Bez pośpiechu, stresu, na luzie, z przekąskami. Dzieci lubią małe wyprawy.
5. BĄDŹCIE AKTYWNI 
a może tak wypad na basen? sala zabaw? zajęcia taneczne?
6. WSPÓLNE WARSZTATY 
zbliżają, budując więź, a przy tym przynoszą dużo radości. Może małe eksperymenty? nauka tańca? warsztaty wypiekania ciasteczek? a może kreatywne?
7. KINO DOMOWE
mam mnóstwo cudownych wspomnień ze wspólnego oglądania kina familijnego. Nie ważne w jakim byłam wieku. Czy to były bajki, czy już filmy typu Kevin. Nie lubiłam oglądać ich sama. W gronie rodzinnym zawsze bardziej mnie śpieszyły. Mam o 8 lat młodszych braci ciotecznych. Uwielbialiśmy wybierać się do wypożyczalni, a potem wspólnie z dziadkiem oglądać jakiś śmieszny film albo bajkę. Dziś nie musisz iść wcale do żadnej wypożyczalni. Ale zadbaj o całą oprawę. Umośćcie sobie wygodne posłanko (nawet w pidżamkach), przygotujcie żarełko (polecam domowy popcorn czy frytki z batatów albo chipsy z jarmużu) i udanego seansu.
8. PEŁNA CHATA
 zaproście znajomych z dziećmi - dla każdego coś dobrego :)
9. MINI PLAYBACK SHOW
 urządźcie sobie domowe disco błysko, albo występy muzyczne. My to mamy na co dzień.
10. DOMOWE WYPIEKI
nie ma nic piękniejszego, gdy za oknem zawierucha, zimno, wieje, pada, a w domu roztacza się zapach świeżo pieczonego ciasta. W przypadku dzieci polecam pieczenie muffinek tudzież ciasteczek, a może zróbcie przymiarkę do pierniczków? Z całą tą zabawą w lukrowanie i posypki. Tyle miłych wspomnień, tyle zabawy i śmiechu (no fakt, że potem tyle sprzątania, ale ... przecież i tak Ci nabrudzą czym innym, a tak masz je w jednym miejscu)

 Oj mogłabym tak wymieniać i wymieniać przykładów bez końca. Fajnie jest pobyć w domu. Założyć opasły sweter, wskoczyć w dresa. Być sobą. W 100% Bez makijażu, bez pośpiechu, bez obowiązków. Wiem, że samo się nie posprząta, ale jak się szybciej robi ciemniej, to i brudu nie widać, dlatego czasem warto odpuścić. 
Mam nadzieję, że znaleźliście tu coś dla siebie? A jakie są Wasze sposoby na długie, jesienne wieczory?