Są takie rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie życia. Choć przyznam szczerze, że zmieniają się na przestrzeni lat, tak jak zmieniam się ja. Ewoluują wraz z osiąganiem coraz większej dojrzałości. Jednak są również takie, które pozostają niezmienne, których trzymam się jak drogowskazów. Czy są to rzeczy, bez których nie mogłabym żyć? Nie lubię tak myśleć, bo w życiu nie ma niczego, czego nie moglibyśmy utracić. Niczego, co jest pewne i trwać będzie wiecznie. Nawet słońce, kiedyś zgaśnie. Dlatego dziś chciałabym przedstawić Wam listę subiektywnych rzeczy, które sprawiają, że moje życie wydaje mi się piękniejsze, barwniejsze lub cenniejsze.
Jest ich 36. Dokładnie tyle, ile mam lat.

Kiedyś byłoby tu więcej rzeczy materialnych, jak pomadki, które jako studentka miałam dosłownie w każdej kieszeni i kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy. Bielizna lub torebki, od których byłam totalnie uzależniona lub kolorowa biżuteria, która pasowała do wszystkiego i dzięki której tworzyłam ciekawe sety ubraniowe. Ta lista byłaby listą rzeczy, które mnie charakteryzują, które kojarzyłyby Ci się właśnie ze mną np. perfumy Davidoff, których używałam przez jakieś 5 lat niezmiennie. Dziś jednak na liście są rzeczy, które określają to, kim jestem, jakimi wartościami się kieruje, a także, co mnie zachwyca. Coraz mniej tu rzeczy, które można mieć na własność. Zresztą same zobaczcie.

Kolejność jest przypadkowa.


36 rzeczy, bez których nie wyobrażam sobie życia


1. MIŁOŚĆ - to chyba dla mnie absolutna podstawa. Miłość do bliźniego, miłość do siebie samego, miłość do ojczyzny, do Boga. To właśnie miłość kieruje całym naszym życiem, jej brak generuje zło. Bez miłości nie ma życia. Każdy kogoś lub coś kocha. Ma tyle postaci, tyle wymiarów, objawia się na tyle różnych sposobów. Każdy jest piękny. Każdy niepowtarzalny.

2. MOTYLKI W BRZUCHU  - To uczucie, gdy się zakochujesz, gdy widzisz ukochaną osobę, gdy ją czujesz, gdy Cię całuje, dotyka. Każdy powinien być choć raz w życiu zakochany. Tak samo, jak każda kobieta powinna mieć możliwość poznania tych motylków w brzuszku, jakie generują pierwsze ruchy dziecka w brzuszku. Nie wyobrażam sobie życia, nie zaznawszy ich.

3. DZIECI - mamy je wpisane w katalog potrzeb ludzkich jako przetrwanie gatunku, ale przecież dzieci, to coś znacznie więcej: nasza krwawica - coś co powstaje właśnie z Nas, coś  - czemu dajemy życie. Prawdziwy cud. Choć te cuda później dają ostro popalić. Nie wyobrażam sobie nie mieć dzieci. I jestem na 100% przekonana, że gdybym mieć ich nie mogła, starałabym się o adopcję, poruszyła niebo i ziemię, by mieć te małe stópki do całowania i tą pachnącą główkę do wąchania.

4. RODZINA - daje poczucie bezpieczeństwa i przynależności. Określa naszą tożsamość. Buduje poczucie więzi. Nie wiem, jak można nie chcieć założyć własnej. Po prostu nie wiem, choć szanuję, bo rozumiem, że mamy różne historie. Ja bez rodziny czułabym się... nikim. Naprawdę. Gazela i dziewczynki są dla mnie wszystkim.

5. UŚMIECH - uśmiech dziecka, zakochanego faceta, babuni, obcego przystojniaka, funfeli, czy obcej osoby, która przekazuje nam zastrzyk pozytywnej energii i sprawia, że dzień ma wyraźniejsze barwy, kawa lepiej smakuje, a świat wydaje się lepszy.

6. WZROK  - podziwiam ludzi niewidomych, jak sobie radzą w życiu, jak sobie radzą z tym, że nie mogą ujrzeć twarzy bliskiej osoby, czytać z twarzy i mowy ciała, czytać książek, zobaczyć, jak piękny jest nasz świat. Dziękuję Bogu za to, że widzę, a jeszcze bardziej, że często potrafię dostrzec o wiele więcej od innych ludzi. Uwielbiam obserwować, delektować się koncertem barw, a potem te obrazy zapamiętywać.

7. SŁUCH - możliwość słuchania to piękny dar. Symfonia dźwięków, jakie daje nam życie: piski dzieciaków na górce, odgłosy przyrody, tętno miasta, barwy muzyki.

8. DOTYK - czuć... jedzenie, powiew wiatru na skórze, muskanie kociej sierści na łydce, gdy zwierzak prosi o pieszczoty, dotyk malutkich dłoni, które po raz pierwszy złapią Cię za kciuka. Wreszcie dotyk kochanej istoty, elektryzujące prądy, które przechodzą przez ciało, gdy to czyni. Móc poznać różne faktury, temperaturę...zmysły to coś niebywałego.

9. SMAK  - kocham jeść, uwielbiam delektować się smakiem. Chyba jestem degustatorem życia po prostu. Nie wiem, jak ludzie mogą palić papierosy, świadomie wyciszając, wręcz zabijając, tę umiejętność.

10. ZAPACH - och są takie zapachy, które przywołują na myśl konkretne wspomnienie, konkretne osoby lub wpływają na nas w konkretny sposób. Uwielbiam zapach koszonej trawy i powietrza po deszczu. Wiem, jak pachnie Londyn i które perfumy, mogę sprawić mężowi, bo mi się od razu z nim kojarzą, choć nigdy ich nie używał. Kocham zapach polnych i dzikich kwiatów: akacji, konwalii, peonii.... i wspomniany już wcześniej zapach główek moich dzieci. Totalnie uzależnia. No i ten moment, gdy wchodzisz do domu, w którym roztacza się woń pieczonego ciasta (szczególnie drożdżowego), który sprawia, że czujesz się.... błogo.

11. POKÓJ - myślę, że zbyt mało osób docenia fakt, że przyszło nam żyć w pokoju. Nie jest łatwo. Jest mnóstwo zagrożeń, niebezpieczeństw, pokus, ale nie toczy się wojna. Jestem za to bardzo wdzięczna.

12. CISZA - dopóki nie zaszłam w ciążę nie umiałam jej docenić, wręcz jej nie znosiłam. Potrzebowałam muzyki, by oddychać. Szelestu chociażby. Uwielbiałam szum miasta. Dziś doceniam każdą chwilę w ciszy, gdy mogę zagłębić się w swoje myśli, usłyszeć swoje potrzeby. Odpocząć.

13. KSIĄŻKI - kolejna niedoceniana przeze mnie niegdyś rzecz. Wyobrażacie sobie świat bez książek? Bez całej tej wiedzy spisanej na kartkach papieru? W ogóle bez umiejętności pisania? Ja absolutnie nie. Książki są dla mnie żywym organizmem, pełnym wiedzy, przygód, pasji. Darzę je ogromnym szacunkiem. Są jak najlepszy przyjaciel: służą radą, dobrą nauką, potrafią sprawić, że zapomnisz o troskach, przeniesiesz się do innego świata, wymiaru. Poczujesz się zrozumiana, przeżyjesz przygodę, nauczysz się czegoś. Kocham czytać.

14. KOLOR - wyobrażasz sobie świat bez tej ferii barw? Bez tęczy? Lazuru oceanu? Orzechowych oczu pierwszej sympatii lub pola lawendy? Gdyby to wszystko nie miało koloru? Ja absolutnie nie. Kocham barwy. Choć sama na co dzień lubię przywdziewać biel, czerń i właśnie szarość, to kocham kolorowe rzeczy i różnobarwny, piękny świat.

15. ZWIERZĘTA - i te dzikie, i te domowe, i te duże, i te malutkie. Uwielbiam patrzeć na ich dzikość, na instynkty, na nasze wspólne zachowania. Jestem kociarą, ale świat bez tych wszystkich zwierząt (nie tylko futrzastych) byłby.... pusty.

16. NATURA - im jestem starsza, tym większe ukojenie przynosi mi piękno krajobrazu. Widok wody, lasów, pól i łąk. Coraz częściej łapię się na tym, że chwiałabym mieć dom z widokiem na... naturę (nie na miasto).

17. CZEKOLADA - jestem totalnie uzależniona. Już Aztekowie wiedzieli, że to napój dla najbardziej wytwornych podniebień, bo przyrządzany wówczas z nasion kakaowca napój przeznaczony był dla bogaczy. Potrafię wyjść w deszczu do sklepu po tabliczkę. I choć najlepsza jest nie osiągalna w Polsce, to zadowalam się i tą gorszej jakości.

18. OWOCE - moja miłość. Latem mogłabym nie jeść niczego innego. Koszyczkiem malin się nie dzielę. Kupuję dwa. Jeden cały mój. Jestem owocowym obżartuchem. Wychowywałam się u dziadka na działce, a  tam było wszytko od poziomek po wielkie dorodne brzoskwinie. Były truskawki, maliny, czereśnie, wiśnie, jabłka (różnej odmiany), gruszki, śliwki (pamiętam przynajmniej 3 odmiany), jeżyny, morele, agrest (biały i czerwony) i porzeczki (białe, czarne i czerwone). Już o 6 rano wybiegałam w pole w kaloszach i koszuli nocnej, którą doskonale pamiętam. Na śniadanie zaś jadłam kubek słodziusieńkich poziomek.

19. PROMYKI SŁOŃCA PRZEDZIERAJĄCE SIĘ PRZEZ OKNO - też lubicie ten widok sączącego się przez okno słońca? Czy to poranne, czy te najpiękniejsze, tuż przed zachodem. Uwielbiam każde. Mieszkałam swego czasu w starej kamienicy w oknami od północy - coś okropnego. Właśnie wówczas zdałam sobie sprawę, jak potrzebne do życia jest mi światło.

20. WYGODNE ŁÓŻKO - dopóki nie wyprowadziłam się z domu i nie kupiłam własnego łóżka, z materacem dopasowanym właśnie do moich wymagań, nie sądziłam, że aż tak można kochać łóżko. Choć jako studentka kochałam je miłością ogromną. Ohhh, jak ja kochałam spać. Nadal kocham, tylko jakoś tak się nie składa, bym mogła spać... czytać do snu, też nie mogę w łóżku, bo na przeciw mamy małą, wymagającą lokatorkę.

21. SZKOŁA - pomyślisz, że coś ze mną nie tak, ale ja bardzo lubiłam się uczyć. Nie musiałam nigdy poświęcać na to za dużo czasu, a poznawanie nieznanych rzeczy zawsze uznawałam za ekscytujące. Oczywiście nie wszystko było tak fantastyczne, bo jakoś budowa pantofelka mnie nie pociągała, ani prawo spółek, ale ogólnie myślałam o tym, by pozostać na uczelni i robić doktorat. Jestem kujonem?

22. ŻYCZLIWOŚĆ - oj jak bardzo mi tej cechy brakuje w dzisiejszych czasach. U rówieśników i młodszych ludzi. Jakby ta cecha wyginęła w toku ewolucji. A jak reagujesz, gdy ktoś obcy się do Ciebie uśmiechnie? Przepuści w drzwiach lub kolejce? Bezinteresownie pomoże? Miło, gdy koleżanka z pracy zaleje kawę, bo sobie też robi, albo gdy wieczorem mąż zapyta, czy nie masz ochoty na herbatkę, bo wie, że lubisz, prawda? Myślę, że świat potrzebuje więcej życzliwości. Zdecydowanie. Tylko dobrem można unicestwić chamstwo i obojętność. Chciałabym zrobić coś, by ludzie znów byli dla siebie bardziej życzliwi.

23. DOBROĆ - kolejna nieuchwytna rzecz, która czasem zanika. Lgnę do dobrych ludzi, jak mucha do lepu. Potrzebuję ich, jak powietrza, by wierzyć  w ludzkość, by się od nich uczyć, by naśladować.

24. EMPATIA - jestem osobą o bardzo wysokim stopniu empatii, odczuwam ją bardzo namacalnie, wręcz fizycznie. Współczuję ból, czuję na własnej skórze czyjeś emocje. Wiem, kiedy ktoś w moim otoczeniu jest zły, smutny, podminowany. To przekleństwo i dar jednocześnie. Gdyby nie empatia, ludzie dawno by się pozabijali. Gdyby nie empatia każdy z nas czułby się niesamowicie samotny i niezrozumiany.

25. RÓŻNORODNOŚĆ - ODMIENNOŚĆ - nie wyobrażam sobie świata, w którym każdy jest taki sam, żyje według jednego schematu. Robi, myśli, czuje to samo. Uwielbiam świat za to, że jest różnorodny, różnobarwny, jak ogromny i pełen możliwości.

26. PODRÓŻE - mówiłam już, że kocham podróżować? Mogłabym wracać na miesiąc do domu i znów gdzieś jechać. Nosi mnie. Usycham odkąd są dziewczyny, bo nie jeździmy ani za często, ani za daleko. Ale wierzę, że za dwa lata sobie odbijemy. Jako studentka min. 4x w roku byłam na kilka dni w Londynie. Nie byłam tam od 8 lat :( dusza płacze.

27. HISTORIA - tak, tak to był mój ulubiony przedmiot. Najbardziej fascynowała mnie historia starożytna, najmniej współczesna po II Wojnie Światowej. Uwielbiam słuchać o tym, co kiedyś było. A potem jechać w dane miejsce i zobaczyć je na własne oczy. Kim byśmy byli, nie mając własnej historii? Czy mielibyśmy jakąś tożsamość?

28. ŚRODKI HIGIENY INTYMNEJ - dobra, to najbardziej przyziemny przedmiot, jaki mogłabym tutaj wymienić, ale higiena jest dla mnie bardzo ważna i w głowie mi się nie mieści, jak kobiety żyły w dawnych czasach używając waty, szmat itp... coś okropnego.

29. SAMOCHÓD - nie wiem, czemu tak późno zrobiłam prawko, bo miałam 25 lat, ale wiem jedno, przy dwójce dzieci nie wyobrażam sobie nie mieć samochodu. Wygodnicka jestem, wiem. Ale jazda samochodem również koi moje nerwy.

30. PODKŁAD - nie umiem wyjść z domu bez podkładu. To straszne, ale mam tak słabą cerę, że po prostu nie umiem światu pokazywać mojego prawdziwego oblicza :p

31. JEANSY - dziękować Bogu za kobiety, które wywojowały sobie prawa równe mężczyznom, bo choć kocham sukienki, to spodnie są po prostu drugą skórą.

32. CIEPŁA HERBATA - jestem totalnie uzależniona od picia ciepłej herbaty. Od kilku lat jest to jedynie rooibos. Od czasu do czasu dobry earl grey z mlekiem :) dzień bez herbatki, to dzień stracony.

33. KWIATY - kto śledzi mój profil na instagramie, doskonale wie, jak ważne są dla mnie kwiaty. Ich zniewalający zapach i urzekający wygląd, który sprawia, że całe pomieszczenie wydaje się pełne ciepła oraz energii i pozwala mi wrócić do magii mojego dzieciństwa, spędzonego u dziadka w ogródku.

34. LUDZIE - jestem ekstrawertyczką, do tego jedynaczką, której potrzeba posiadania bratniej duszy na wsze czasy, nie została w dzieciństwie zaspokojona. Od zawsze lgnęłam do ludzi. Teraz jestem bardziej schowana w skorupę, ale niegdyś dusza towarzystwa, pełna energii, która nigdy nie odmawiała przyjaciołom. Poza tym, dużo gadam. Ale to już wiecie. No do kogoś trzeba.

35. MUZYKA I TANIEC - ostatnio lepiej mi w ciszy, ale... to nie oznacza, że nie kocham muzyki i tańca, którego ekspresja potrafi lepiej ukazać emocje niż niejedno słowo. Tańczyłam większość swojego życia i bardzo mi tego brakuje. Jedyne, co mnie powstrzymuje, to fakt, że na kursy chodzą zwykle dzieci młodsze ode mnie o jakieś 20 lat!

36. FOTOGRAFIE - jedyna rzecz, która pozwala nam na uwiecznienie wspomnienia na zawsze, a ja lubię mieć wspomnienia.

Mogłabym jeszcze tak wymieniać, bo naprawdę jest wiele rzeczy bez których nie wyobrażam sobie życia. Pewnie nie jednym Cię zaskoczyłam. Pewnie nie jedno wydaje Ci się absurdalne, ale to pierwsze 36 rzeczy, które ze mnie wypłynęły. Niektóre to zwykłe milusie, czyli rzeczy na których widok poprawia mi się nastrój albo które zawsze wywołują uśmiech. Niektóre są dla mnie priorytetowe. Moje.

A Ty co byś wymieniła? Tak szybko, na spontanie?
A po głębszym zastanowieniu?

Jeśli spodobało się się moje urodzinowe zestawienie, może chcesz zajrzeć do poprzednich?





Urlop wychowawczy czy powrót do pracy? To dla mam bardzo trudna i bardzo ważna decyzja, niosąca za sobą dość poważne konsekwencje. Nie ma tu scenariusza idealnego. Nie ma tu odpowiedzi na pytanie, co jest lepsze. Każde dziecko jest inne, każde ma inne potrzeby. Inne są nasze sytuacje życiowe i finansowe. Wreszcie inne potrzeby mamy my, mamy. Należy wybrać to, co najlepsze jest dla nas i dla naszej rodziny. Jedno  jest pewne, gdy zdecydujemy się na powrót, zmienia się wszystko, a my musimy postawić na pierwszym miejscu również siebie, na równi z dzieckiem. I tak dochodzimy do sedna sprawy, do konieczności zajęcia się sobą.

Nie chcę Wam pisać o powrocie do pracy z punktu rozstania z dzieckiem, samego momentu podjęcia tej decyzji ani przedstawiać argumentów za pozostaniem na urlopie wychowawczym, czy powrotem do pracy. To drzewko decyzyjne należy do Was. Chciałam ugryźć ten temat z perspektywy bycia kobietą i konieczności postawienia wreszcie siebie w centrum. Wiele mam ma z tym problem. Nie chodzi o fakt, że się zaniedbujemy, czy źle wyglądamy. Inne priorytety ma kobieta pracująca, a inne kobieta zajmująca się domem i dziećmi. Dla nas często jest coś ważniejszego, niż sam wygląd. Zupełnie na coś innego przeznaczamy swój czas oraz pieniądze. Do fryzjera zawsze mogę pójść ten tydzień, czy dwa później. Nowe buty mogę kupić w przyszłym roku, gdy przestanę chodzić ciągle z wózkiem. Paznokcie mogę pomalować jutro, bo dziś już nie mam siły. Jednak, gdy wracamy do "świata dorosłych" trzeba wyglądać jak dorosły. Trzeba znaleźć czas i pamiętać o wizycie u kosmetyczki czy fryzjera.

Nie było mnie w pracy 5 lat! 5 lat! wyobrażacie to sobie? Długa przerwa prawda? Nie żałuję ani trochę. Czy siebie zaniedbałam? Hmnnn... Nie powiedziałabym. Po prostu inne są potrzeby, gdy siedzi się w domu z malutkimi dziećmi. Nie musiałam kupować dużej ilości ciuchów, bo nikt mnie nie oceniał, no prócz moich maluchów, ale dla nich nie jest ważne czy mam tą samą bluzkę, co wczoraj, czy jest nadszarpnięta czasem, ani jakiego jest koloru. Nie kupowałam też rzeczy drogich czy eleganckich, a jedynie praktyczne, wygodne, a przede wszystkim takie, których nie będzie mi żal, gdy się zniszczą, bo przy malutkich dzieciach nie dbamy o to, co mamy na sobie, a o same dzieci. Emilia ulewała nam do 11. miesiąca życia, potem weszłyśmy w fazę karmienia. Bywały dni, że przebierałam się po 7 razy dziennie lub swoje zaplamione ciuchy wyrzucałam do kosza, bo nie byłam w stanie ich doprać, nawet detergentami. Buty? Kocham! jak to kobieta! ale tyle, ile razy przejechałam sobie wózkiem po stopie, bo sama z dwójeczką musiałam znieść wózek po schodach i wykaraskać się z windy... tyle razy mi dziewczynki deptały po stopach, że... nigdy przy nich nie biegałam w "ładnych butach", które zakładam do ludzi. Ani w obcasach. Jestem praktyczna. Torebki? Nie potrzebowałam. Miałam porządną, fajną torbę dla mamy. Tam mieściło się wszystko, również moje szpargały. Co za tym idzie, nie malowałam się za bardzo. Praktykowałam raczej make up "no make up".

Powrót do pracy sprawił, że musiałam krytycznym okiem spojrzeć na zawartość mojej szafy, a także kosmetyczki. Wykonuje zawód, gdzie pracuję wśród ludzi, w biurze. Muszę być ubrana schludnie, elegancko, kobieco. Na szczęście żaden mundurek, ani uniform mnie nie obowiązuje, ale lubię dobrze wyglądać i nie chcę codziennie zakładać tego samego. Wiecie, jak to jest przebywać wśród innych kobiet? Stale czujecie się oglądane i oceniane. W pracy, wiadomo, nie czuję się już tak swobodnie, jak w domu. Włosy muszą być ułożone, makijaż dopracowany, a ciuchy.... no inne niż dres i wygodny t-shirt. Do tego dochodzi czujne oko koleżanek, które ciągle nas oceniają i jakoś musimy się z tym skonfrontować.


Kiedy mama wraca do pracy... najpierw idzie na zakupy. 


Może i brzmi nieco próżnie, ale taka jest prawda. Grunt, by zrobić z głową. Najlepiej stopniowo, tworzyć podstawy. Uzupełniać braki korzystając z wyprzedaży, promocji, okazji. Przejrzeć swoją szafę. Stworzyć basic i bawić się dodatkami. Jestem minimalistką. Wolę też rzeczy naturalne i dobrej jakości, ale nie muszę mieć 5 paru butów w sezonie. Nie mam też ambicji, by nie wystąpić dwa razy w tym samym stroju. Do tego wychodzę z przekonania, że ma być mi przede wszystkim wygodnie i pragnę czuć się sobą, a nie przebraną za kogoś innego. Nigdy nie podążałam ślepo za modą. Nigdy nie byłam transetterką. Uważam, że nie wszytko co modne, musi być ładne. Mam swój gust i swoje zdanie. Nie wstydzę się szukać pomocy u profesjonalistów, szczególnie gdy chodzi o kosmetyki. To również ogromna oszczędność czasu. Zazwyczaj zanim zacznę kupować, lubię udać się do perfumerii na rozmowę z konsultantką np. w perfumerii Douglas, która doradzi mi, jak się malować, czego unikać, jakich kosmetyków szukać oraz pomoże w doborze idealnego odcieniu podkładu, korektora czy pomadki. Do tego mnie umaluje, dając cenne wskazówki. Dopiero wówczas rozpoczynam kompletowanie kosmetyczki.

Przebywając z ludźmi, siłą rzeczy staramy się wyglądać dobrze. Chcemy wyglądać dobrze. Dzięki temu, czujemy się lepiej. Dorośli zamiast oceniać mądrość, umiejętności, życzliwość niestety zwracają uwagę na powierzchowność. Powiem Wam więcej, z perspektywy tych 5 lat spędzonych w domu, stwierdzam, że każdemu przydałaby się taka przerwa, by złapać dystansu do życia i nauczyć się od dzieci dobra, ciepła, życzliwości, nie oceniania innych czy szczerości. Wchodząc do biura, chcemy widzieć osoby profesjonalne, a profesjonalizm często cechuje osoby schludne, ubrane stosownie do miejsca oraz sytuacji. Bez kaszki we włosach czy poodpryskiwanych paznokci. 

Gdy wróciłam do pracy, zaczęłam bardziej o siebie dbać, bo więcej czasu spędzam poświęcając czas sobie, jako kobiecie. Zwykły manicure czy pedicure prócz tego, że dobrze wygląda, pozwala mi się odprężyć. I nic mnie tak nie cieszy, jak upolowane w przecenach dodatki, których nie używałam przebywając na urlopie wychowawczym: kolczyki, wisiory czy bransoletki. Gdy dziewczynki były małe zrezygnowałam też z używania perfum, które uwielbiałam, by nie podrażniał je mój zapach. Pachniałam mamą, głównie mlekiem. Poza tym szkoda mi było używać ich po prostu siedząc w domu lub wychodząc na plac zabaw. Dziś znów z rozkoszą podczas zakupów wbiegam do perfumerii, by powąchać nowe zapachy ulubionych marek.

Uważam, że w życiu na wszystko jest czas i miejsce. Na zwolnieniu, urlopie macierzyńskim, czy wychowawczym fajnie jest poczuć się bardziej naturalnym. Nie przejmować wyglądem i opinią innych. W tym okresie zaprzyjaźniłam się z kosmetykami naturalnymi, chodziłam bez makijażu, swobodnie, akceptując swoje niedoskonałości. Dziś, jako mama po części pracująca znów się maluję i stroję. Puszę piórka, bo od rana prócz bycia mamą i kobietą, jestem też osobą pracującą. Wszystko ma swoje plusy i minusy.

A Wy? Co o tym myślicie? Przebywając z dziećmi pozwalacie sobie na większą swobodę? A może zawsze dbacie o siebie i swoją kobiecość w równym stopniu? Zawsze jesteście idealne? Z super fryzurą, idealnie pomalowanymi paznokciami i ciuchami na czasie?
Jak to u Was jest?


Gayle Forman

Mam słabość do powieści z gatunku New Adult. Tak się zastanawiam, czy kiedyś mi to przejdzie i wreszcie będę się czuła na nie zbyt dojrzała. Póki co, odnoszę wrażenie, że coraz więcej autorów pisze dla młodzieży o coraz cięższych i trudniejszych problemach. Przyznam też, że robią to naprawdę z wielką empatią, zgrabnie oraz trafnie. Coraz więcej autorów opisuje problemy młodego pokolenia, dając im tym samym światełko w tunelu. Jedną z nich jest Gayle Forman, autorka światowego bestsellera "Zostań, jeśli kochasz". 


Tym razem przychodzi do Nas z powieścią "Nie wiem, gdzie jestem"  - dojmującą historią o samotności, desperacji, braku akceptacji, wsparcia, poczuciu beznadziei, ale również o bratnich duszach i splocie wypadków, dzięki którym w każdej chwili zupełnie przypadkowo życie może się zupełnie odmienić.

Jestem oczarowana stylem autorki. Jest lekki, a jednocześnie doskonale opisuje emocje. Płynność akcji jest wciągająca, a bohaterowie autentyczni. Pełni tęsknoty, poturbowani przez życie, samotni, nieszczęśliwi.

"Nie wiem, gdzie jestem" to opowieść o losach trójki nieznanych sobie osób, których splata los. Freya jest wchodzącą gwiazdą muzyki, która nagle podczas nagrań traci głos. Harun to zakochany chłopak, którego sekret może zniszczyć jego życie oraz relacje z rodziną. Zaś Nathaniel to tajemniczy przystojniak, który ląduje w Nowym Jorku tylko z plecakiem w poszukiwaniu.... no właśnie, czego szuka Nathaniel, gdy Freya niespodziewanie spada mu na głowę w Central Parku? I to dosłownie? Świadkiem tego dziwnego wypadku jest Harum. W tym momencie wypełnia się przeznaczenie. Los splata historie trzech zupełnie obcych sobie osób, które z pozoru nie mają ze sobą kompletnie nic wspólnego. Ale czy na pewno?

Z pewnością to bardzo dobra książka skierowana do młodych czytelników, wschodzących w dorosłe życie. Opisane problemy bohaterów są naprawdę dojmujące. Pustka po utracie bliskiej osoby, rozczarowanie życiem i najbliższymi osobami, walka o własną drogę, konfrontacja oczekiwań rodziny z naszymi marzeniami. Forman znakomicie opisuje problemy młodego pokolenia, robi to z łatwością i świeżością, dając nadzieję na pokonanie przeszkód oraz  pokazując, że to właśnie w miłości,  w drugiej osobie możemy odnaleźć ukojenie.

Dla mnie, jako mamy ujmujący jest psychologiczny opis bohaterów oraz ukazanie, jak relacje z rodzicami, ich osobowość oraz subiektywne oczekiwania potrafią wypaczyć spojrzenie na świat i przede wszystkim na samego siebie u młodego człowieka. Jak potrafią zabić poczucie własnej wartości, pewność siebie, uzależnić. Czy wymagania rodziców muszą być tak odmienne od pragnień dzieci? Czy rodzice są aż tak ślepi, by nie zauważyć, czego pragną? Chyba to mnie najbardziej w tym wszystkim zdołowało, bo autorka nie szuka porozumienia na płaszczyźnie rodzic - dziecko. Pokazuje jedynie jakie zniszczenie w psychice sieją skomplikowane relacje rodzinne, a ukojenie znaleźć można tylko w osobie z zewnątrz, nawet przypadkowej. 

Pomijając powyższy aspekt książka jest naprawdę bardzo dobra. Pięknie nakreślona, choć zakończenie jest jedną wielką niewiadomą. A szkoda, bo bardzo bym chciała wiedzieć, jak ich historie się zakończą.

Z ciekawością sięgnę, po inne książki autorki. Znacie Gayle Forman? a może już nie czytacie literatury przeznaczonej dla młodzieży?
 
"Terapia lasem", "kąpiel leśna", "leśne przedszkole" - spotkaliście się już z takimi terminami? Słyszeliście o takim pojęciu jak Shinrin yoku? To nic innego, jak czerpanie korzyści z bliskości lasu i spędzanie wolnego czasu pośród drzew, które w łagodny sposób zwracają nas naturze. Wymieniać korzyści płynących z korzystania z dobrodziejstw natury nie ma końca, dziś jednak chciałabym Wam pokazać jaki wpływ natura może mieć na Wasze dziecko.

Jak filozofia japońska ma się do wychowywania dzieci? Jeśli jesteście ciekawi, koniecznie przeczytajcie artykuł, który napisała dla Was Adrianna Złoch – twórczyni i projektantka marki odzieżowej Czyste Dziecko, miłośniczka natury i pedagogiki Montessori. Swoją markę tworzy w ramach idei etycznej mody, a inspiracje czerpie z obserwacji dziecięcych zachowań, aktywności i pasji. Dziś przedstawi Wam ideę leśnego wychowywania dzieci.

  

Miłośniczką lasu jestem dzięki zamiłowaniom moich Rodziców, którzy w każdy ciepły weekend mojego dzieciństwa, organizowali rodzinne wypady rowerowe do lasu na piknik i leniuchowali pod koronami drzew, pełni zachwytu nad odgłosami natury. Jadąc na rowerze mierzyłam się z piaszczystymi ścieżkami. Czasami była wywrotka, ale pedałowałam co sił pod dziesiątki leśnych wzniesień, zatrzymując się co jakiś czas, gdy napotykałam na swojej drodze polnego zająca. Bywało, że wspólnie przenosiliśmy rowery przez zwalone na ścieżkę konary drzew. Po kilku godzinach jazdy napotykaliśmy piękną polanę. Na nasz „obóz” często wybieraliśmy miejsca nad strugami potoków leśnych, gdzie lubiliśmy się rozbijać.

Wcześniej, w domu, zawsze szykowaliśmy cały prowiant żywieniowy. Mama była mistrzynią smakołyków wycieczkowych- tzatziki, kiełbaski, sałatki warzywne z nowalijek, świeże pieczywo, mix owoców sezonowych. Mój, tato miłośnik sportu, niekiedy zabierał na takie wyprawy, moje małe dziecinne radyjko, którego wygląd sugerował że to mały „komputerek PC”. Po kilku godzinach wędrówki, na pikniku załączał cichutko radyjko na pół godziny i wysłuchiwał w nim bieżących wyników sportowych! Magia ojcostwa!

Zamiłowanie do natury to domena człowieczeństwa. Od zarania wieków człowiek żył w zgodzie z naturą. Ludy zbieracko-łowieckie, nomadyczne, kultury tradycyjne znane do dziś, choć niestety już zanikające, pokazują nam jak blisko natury (a zatem i lasu) byliśmy od początku naszej egzystencji. Tamtejsze dzieci niemal nie płakały, jak zakładają badacze, bo były wszędzie noszone i przebywały wraz z dorosłymi. Były zabierane wszędzie tam, gdzie wędrował rodzic, dokładnie w sam środek natury. Współczesny człowiek rzadko wędruje do lasu, raczej tego nie potrzebujemy w ramach podstawowych potrzeb piramidy wartości. Artykuł ten powstał na zachętę.  Mało kto zna bowiem pojęcie „terapii lasem”.

Do kogo jest ona skierowana? Do wszystkich, ale w szczególności do mam, które martwią się żywiołowością swojego malucha. Gdy trudno jest poskromić jego emocje, a na placu zabaw jego zachowanie przyspiesza znacznie twoje tętno, zawitaj do lasu, znajdziesz tam bezpieczną przestrzeń do wybiegania. Otoczenie wyciszające, pełne tlenu, łagodnych odgłosów i żywicznych, terapeutycznych aromatów, tajemnego życia zwierząt oraz kojącej obecności drzew. Uwierz mi - zadziałasz kojąco na siebie i swojego aktywistę. 

Czym zatem jest wychowanie leśne?


Wychowanie leśne w moim rozumieniu, to proste zaczerpnięcie z kilku idei edukacji alternatywnej stosowanej w Polsce i na świecie. W Polsce do dziś popularne harcerstwo czy skauting, przekazują dzieciom wartości, które przemawiają do mojej rodzicielskiej wrażliwości. Istnieją jednak na świecie w szerszym ujęciu jako leśne przedszkola, które nie są jedynie formą aktywności dodatkowej, poza systemem edukacji, ale cały swój program opierają na kontakcie dzieci z naturą, przez cały rok. Przedszkola leśne nazywane są przedszkolami bez ścian i drzwi, ponieważ cała aktywność dzieci realizowana jest poza budynkiem- właśnie w kontakcie z naturą, lasem. Cały system edukacyjny opiera się o naturalne cykle przyrody. Dzieci uczą się funkcjonowania w naturze niezależnie od aury. Idea ta staje się coraz bardziej popularna w obecnym pokoleniu polskich rodziców, którzy pamiętają z okresu dzieciństwa, swoje własne doświadczenia przygody, natury i swoistego survivalu, choćby z niezapomnianych wakacji na polskiej wsi, czy z rowerowych wypraw do lasu z kolegami. Dziś chciałabym przedstawić Wam swoją perspektywę, dlaczego warto zaczerpnąć z tych idei i jak aktywizować swoją rodzinę, podczas własnego rodzinnego jednoczenia się z leśną aurą.

JAK WYCISZYĆ DZIECKO


Jestem typem myślicielki. Już jako dziecko czasami zapętlałam się w potoku własnych myśli. Szczególnie trudne było dla mnie zapędzanie się w negatywne myślenie. Rodzice mieli ze mną co robić, gdy nastawiałam się na „nie” i trzeba było się przy mnie nagimnastykować. Pełen ciszy i spokoju las zaś powodował, że w mojej głowie pojawiała się... pustka. Cisza, która była mi tak bardzo potrzebna. Po prostu patrzyłam na drzewa i nagle okazywało się, że wszystkie moje smuteczki całkowicie znikały. W ich miejsce pojawiał się oddech pełną piersią, lekkość myśli i wreszcie uśmiech na twarzy. Pamiętam to bardzo żywo i powiem Wam, że szukam tego stanu po dziś dzień. Mając pozytywne doświadczenia leśnych wędrówek, a pod skrzydłami Irkę, która również sama potrzebuje wyciszenia, a ja wraz z nią jako zatroskana nieraz mama, uciekamy do lasu.

Spokój, o którym piszę, to zasługa ograniczenia bodźców (w lesie brak TV, muzyki, hałaśliwych dźwięków ulic, krzyków oraz odwiecznego szumu). Las daje nam kojącą ciszę, a cisza działa kojąco na zmysły oraz wpływa na nasze samopoczucie. Właśnie po takie zasoby warto uciec do najbliższego lasu. Poniżej znajdziesz proste zabawy leśne, z których możesz skorzystać podczas waszych wypraw z dzieckiem.


 TERAPIA LASEM

Zabawa „szałasy”

Byłam pewnego razu wychowawcą kolonijnym na obozie survivalowym dla chłopców. Rozbrykane małolaty dałyby mi popalić, gdybym nie zapewniła im odpowiednich zabaw.. Budowanie szałasów to najpopularniejsza zabawa leśna, ale czy aby nie „uprawiałeś” jej ostatnio 20 lat temu? Jeśli dzieli cię od ostatniego szałasu szmat czasu weź swojego malca za rękę i zbudujcie razem szałas! Ja z chłopakami zbierałam duże gałęzie oraz mniejsze patyki. Duże były rusztowaniem, małe zaś służyły nam za podstawę ścian. Zupełnie tak, jak swe gniazda budują ptaki. Taki szałas może posłużyć np. jako schronienie podczas pikniku. Warto wykorzystać tę budowlę do dłuższej aktywności.

Zabawa „potyczki”

Znajdujemy dwa dłuższe solidniejsze kije i trenujemy szermierkę. Dobrze jest od początku dokładnie nakreślić zasady, aby nikt nie ucierpiał i nie nabawił się sińców. Uczmy dzięki temu dzieci wytyczać granice.

Zabawa „pajęczynka”

Jadąc do lasu zabierzcie ze sobą sznurek. Oplećcie pomiędzy dwoma zbliżonymi drzewami dużą pajęczynę, a następnie próbujcie przechodzić przez jej węzły, nie dotykając sznurka. Tu także określcie na początku zabawy jak duże muszą być otwory waszej pajęczyny, aby zabawa była realna do wykonania.

Zabawa „trening uważności”

Zabierzcie do lasu lupę. Obserwujcie przez nią napotykane, drobne stworzonka jak chrząszcze, mrówki, ważki, żuki itp. Nie tylko dziecko, ale możliwe że także ty, poznacie okazy którym nigdy wcześniej nie pomyśleliście, aby się przyjrzeć.

Zabawa „zielnik”

Zbierajcie dary lasu nie będące pod ochroną i stwórzcie z nich swój powycieczkowy zielnik. Warto zabrać do lasu specjalną "praskę" np. dwie skręcone razem deseczki (pomiędzy które wetkniecie swoje okazy, przekładając je kartonikami) albo po prostu  książkę, do której włożycie skarby, by je „sprasowały” i pozwalały później wkleić do zielnika.

W artykule  przedstawiłam praktyczne zabawy, które można wykorzystać do zabaw w lesie. Zachęcam do wykonywania ich wspólnie. Nie obawiajcie się brudu, kurzu czy rosy. Przygotujcie dla dzieci i siebie odzież ochronną. Właśnie po to stworzyłam w swojej marce odzież wodoodporną dla dzieci, aby również moja Irka mogła swobodnie oddać się leśnym igraszkom. Już przed jesienią pojawią się także zestawy wodoodporne dla mam. Warto byście nie przedkładali swoich obaw typu „bo się pobrudzisz”, „bo podrzesz spodnie” ponad to niesamowite kojące doświadczenie jakie daje bliskie obcowanie z lasem.


I co o tym sądzicie? Warto zabrać dzieciaki do lasu, pozwolić im pobyć na łonie natury, w bliskim kontakcie z przyrodą? Pozwolić się pobrudzić, wesoło popląsać, w ciszy i spokoju, w świergocie ptaków i odgłosów gałęzi trzeszczących na wietrze? Pamiętajcie jednak przy tym, by ubrać się odpowiednio do warunków atmosferycznych, użyć środków przeciw kleszczom i zwracać uwagę, by nie wchodzić do lasu, gdy ogłoszono zagrożenie pożarowe. (Na co uczulam, zważywszy na obecnie panującą suszę). Po wspólnej wyprawie zaś obejrzyjcie dokładnie ciało swojego małego szoguna.

Mam nadzieję, że artykuł się Wam spodobał. Jeśli tak, podzielcie się nim z innymi mamami, z pewnością chętnie dowiedzą się czegoś nowego. Zajrzyjcie też do Adrianny, zobaczyć jakie cudeńka tworzy jej marka.

WIELKA WYMIANA KSIĄŻKOWA "PRZECZYTAJ & PODAJ DALEJ" to wydarzenie, które obrosło już w legendę. Próbuję się nieco od niej uwolnić, ale widzę, że będzie bardzo ciężko. Kiedy ogłosiłam, że to najprawdopodobniej będzie ostatnia edycja, dostałam mnóstwo zastrzeżeń i wyrazów rozczarowania, co oznacza tylko jedno, że mamy tu stałych bywalców i to ich należałoby zapytać, co tak bardzo kochają w tej zabawie, ale powiem Wam też co widzę ja.

Widzę mnóstwo książkowych freaków, którzy czują się tu jak ryba w wodzie, bo są wśród swoich. I mimo iż każdy ma swój gust, to trafia wreszcie na swoją literacką, bratnią duszę, z którą łapie to flow i dochodzi do wymiany książek, a często nawet nowych znajomości.Widzę niesamowitą zabawę, zaangażowanie i czystą radość, bezinteresowność. Atmosfera jaka tu panuje jest po prostu rewelacyjna, bo my się bawimy, poznajemy, a przy okazji oszczędzamy mnóstwo kasy. Polowanie na upragnione pozycje dodaje adrenalinki i smaczku.

Wielka Wymiana Książkowa to moje dziecko. Urodziło się, bo potrzebowałam poznać inne osoby, które kochają czytać, tak jak ja. Bo chciałam znaleźć sposób na to, by zdobyć dobre tytuły w tańszej cenie. Bo chciałam by stworzyć miejsce, w którym blogerzy, zamiast ze sobą rywalizować czy stroszyć piórka, będą się czuli jak wśród równych sobie kumpli na imprezie. Bo wierzę gorąco, że jak napisał Carlos Luiz Zafon "ZA KAŻDYM RAZEM, GDY KSIĄŻKA TRAFIA W KOLEJNE RĘCE, ZA KAŻDYM RAZEM, GDY KTOŚ WODZI PO JEJ STRONACH WZROKIEM, Z KAŻDYM NOWYM CZYTELNIKIEM JEJ DUCH ODRADZA SIĘ I STAJE SIĘ CORAZ SILNIEJSZY"

PRZECZYTAJ & PODAJ DALEJ to już VII edycja wymiany książkowej, która jest bezkosztowa i zorganizowana z myślą o wszystkich! Nie ważne czy jesteś blogerem czy nie. Tu jest miejsce dla każdego.

Kolejny raz towarzyszy mi Daga czyli SOCJOPATKA.PL która jest drugą prowadzącą to przedsięwzięcie. Kolejny raz piękną grafikę na naszym plakacie przygotowała Kasia z YUMMY MUMMY IDEAS. Kolejny raz mam przyjemność poinformować Was, że mamy wspaniałych patronów naszej wymiany w postaci mojej ukochanej autorki NATALII SOŃSKIEJ oraz wydawnictw: CZWARTEJ STRONY, INSIGNIS oraz BURDA KSIĄŻKI. Spodziewajcie się zatem konkursów.
 
JAK DOŁĄCZYĆ DO WIELKIEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ ZNAJDZIESZ W TYM POŚCIE.
 
 
GDZIE ODBYWA SIĘ WYMIANA?
 
TU w link party na dole i  w komentarzach
U DAGMARY w link party i komentarzach
NA FACEBOOKU w wydarzeniu
NA INSTAGRAMIE pod #przeczytajipodajdalej7
 

OGÓLNE ZASADY WIELKIEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ

  • Akcja trwa od 14 do 21 października 2018 r.
  • Udział w akcji może wziąć każdy - nie tylko bloger!
  • Książkami się wymieniamy, nie sprzedajemy!
  • Wymiana odbywa się bezkosztowo - ponosisz jedynie koszty przesyłki.
  • Jako organizatorki nie ponosimy odpowiedzialności za wysyłkę i dostarczanie książek przez uczestników akcji.
  • Paczki z książkami nadajemy wyłącznie śledzonymi przesyłkami 

 
A oto moje książeczki:
 
1. Matthew Quick - "Poradnik pozytywnego myślenia" - stan bdb
2. Jojo Moyes - "Kiedy odszedłeś" - stab bdb
3. Sarah Knight - "Ogarnij się!" - stan idealny
4. Suzanne Collins - Igrzyska Smierci - stan dobry
5. Emma Beddington - "Zawsze będziemy mieli Paryż" - stan idealny 

Skromnie w tej edycji, ale mam nadzieję, że wybrałam pozycje, które Was zainteresują.
Jeśli coś Cię zainteresowało, napisz w komentarzu. Zapraszam do linkowego party. Bawcie się dobrze i udanego polowania!

ps. Zapraszam Was serdecznie do mojego Klubu Książki "PRZECZYTAJ I PODAJE DALEJ", gdzie w cudownej atmosferze rozmawiamy o książkach. Koniecznie zajrzyjcie!
 
 
You are invited to the Inlinkz link party!
Click here to enter
wymiana książkowa
Musicie to przyznać second handy są od dawna w modzie. Dzięki blogerkom modowym second handy nie tracą swoich wiernych klientów, wręcz zyskują nowych zwolenników. A ja Was chciałam namówić do pozyskiwania książek z odzysku. Nowe kosztują czasem fortunę. Kupowanie w księgarni, totalnie nadwyręża portfel, szczególnie gdy czytasz dużo, a książki są Twoją formą relaksu lub wręcz pasją. Używane książki mają dusze, zyskują na wartości, a Ty możesz sporo zaoszczędzić, nie tylko buszując między półkami antykwariatu, ale zwyczajnie wymieniając się.

Tak! Wymiana książkowa nic nie kosztuje, a pozwala Ci zdobyć od dawna szukane tytuły lub gorące nowości, na które nie mogłaś sobie pozwolić. Masz swoją listę MUST READ, znakomicie się składa, bo oto teraz w krótkim czasie możesz przejrzeć setki półek z książkami i znaleźć kogoś, kto ma podobny gust czytelniczy. Wymieniając się z koleżanką, musisz trafić na taką, która podziela Twoje upodobania, ale jakby tych osób w jednym czasie było ponad 100? albo nawet ponad 200? Wówczas masz gwarancję, by faktycznie coś wymienić.



WIELKA WYMIANA KSIĄŻKOWA "PRZECZYTAJ & PODAJ DALEJ" 


By zaoszczędzić, by poznać nowych, wspaniałych ludzi, równie mocno zakręconych na punkcie czytania jak ja i świetnie się przy tym bawić stworzyłam WIELKĄ WYMIANĘ KSIĄŻKOWĄ "PRZECZYTAJ & PODAJ DALEJ". To całkowicie BEZKOSZTOWA wymiana książkowa, która odbywa się w sieci i która jest stworzona absolutnie dla KAŻDEGO, kto kocha czytać, ma pozytywne nastawienie i dostęp do internetu.

7 kwietnia startuje już 7.edycja tego wydarzenia, które odbywa się cyklicznie co pół roku (zawsze w kwietniu i październiku) już od trzech i pół roku! Za każdym razem dołącza około 100 blogerów, 100 instagramerów i drugie tyle osób prywatnych. Bo tu wymieniają się wszyscy ze wszystkimi. Blogerzy z blogerami, blogerzy z osobami prywatnymi, osoby prywatne z osobami prywatnymi. Bawimy się tak przez tydzień. A jak? Już tłumaczę.

JAK DOŁĄCZYĆ DO WIELKIEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ?


Otóż książki możesz wymieniać w kilku miejscach:
1. NA MOICH BLOGU - 7 kwietnia powstanie wpis otwierający Wymianę, w nim znajdziesz moje książki, które mam Ci do zaoferowania, a pod nim zostanie otwarte tzw. LINKOWE PARTY - czyli miejsce, gdzie swoje posty z propozycjami do wymiany, będą wklejali wszyscy blogerzy, chcący wziąć udział w akcji. Stąd właśnie możesz hasać dowolnie po wszystkich miejscach w sieci. Dodatkowo warto przejrzeć KOMENTARZE POD POSTEM, bo własnie tu najlepiej zostawić informację na temat własnych książek i poznać oferty innych osób prywatnych.

2. NA BLOGU SOCJOPATKA.PL - adekwatnie do mojego bloga, u DAGMARY która pomaga mi to wzystko ogarnąć i jest duszą tego przedsięwzięcia znajdzie się taki sam post, z jej propozycjami i linkowym party dla blogerów.  W komentarzach można zostawiać swoje propozycje.

3. NA INSTAGRAMIE - operujemy hashtagiem #przeczytajipodajdalej7 i to jest najważniejsze, bo właśnie dzięki niemu odnajdziecie wszystkich uczestników wymiany. Wstawiacie zdjęcie swoich książek (najlepiej w postaci karuzeli lub takim, na którym wyraźnie widać tytuły oraz stan książek). Dobrze byłoby opisać stan książki.

4. NA FACEBOOKU zostało utworzone specjalne wydarzenie - gdzie wszyscy mogą wstawiać swoje posty ze zdjęciami (choć tam działają głównie osoby prywatne).



A JEŚLI JESTEŚ BLOGEREM?


Przygotuj wpis, który opublikujesz 7 kwietnia, a w nim:
 - opisz pokrótce wymianę książkową #przeczytajipodajdalej7
- przygotuj listę książek do wymiany wraz z opisem ich stanu faktycznego oraz porządnymi zdjęciami, na których dokładnie je widać
- będziemy zobowiązane za użycie naszego plakatu, który specjalnie dla Was przygotowała Kasia z YUMMY MUMMY IDEAS oraz otagowanie nas jako organizatorek wydarzenia
- wpis wrzuć do LINKOWEGO PARTY, zarówno u mnie, jak i DAGMARY
Jeśli nie jesteś pewna, jak to zrobić, zajrzyj w opis wydarzenia na facebooku, gdzie znajdziesz wszsytkie szczegóły lub zajrzyj do mojego wpisu z poprzedniej edycji. Obejrzyj go sobie, jak jest stworzony.
Co jeszcze mogę dla Ciebie zrobić?

 

NA CO ZWRACAĆ UWAGĘ PODCZAS WYMIANY?


Przede wszystkim pamiętaj, że wymiana jest całkowicie bezkosztowa. Nikt nie ma prawa prosić Cię o jakiekolwiek pieniądze. Jedyny koszt, to koszt wysyłki, ale każdy płaci za swoją książkę, wysyłając ją. A wysyłamy TYLKO PRZESYŁKĄ Z NUMEREM NADANIA! Jeśli książka zaginie, przynajmniej masz podstawy, żeby jej szukać i nikt Ci nie zarzuci oszustwa. 
Gdy już spodoba Ci się coś, zostaw wiadomość w komentarzu, zaczekaj na odzew, a jak się dogadacie, resztę omawiajcie już na priv. 
Gdy nie jesteś przekonana, czy dana książka jest w dobrym stanie (a tylko takie można wystawiać), dopytaj. Masz prawo poprosić o dodatkowe zdjęcia.
Więcej podpowiedzi na temat tego, jak upolować właśnie to, czego szukasz, jak traktować innych i na co zwracać uwagę znajdziesz we wpisie 13 RAD, JAK SIĘ ZACHOWAĆ PODCZAS WYMIANY KSIĄŻKOWEJ.


PATRONATY


Już powoli wchodzi nam w krew, że prócz wymiany książkowej mamy dla Was inne niespodzianki, bowiem patronat nad wydarzeniem objęła autorka bestsellerów NATALIA SOŃSKA, Wydawnictwo CZWARTA STRONA, Wydawnictwo INSIGNIS, oraz BURDA KSIĄŻKI.
 Spodziwajcie się konkursów :)
 

A jeśli  jeszcze nie jesteś na 100 % przekonana - zerknij koniecznie tutaj
Mam nadzieję, że spotkamy się w niedzielę. 
Pamiętaj o hashtagu #przeczytajipodajdalej7
Będziemy przeszczęśliwe, gdy zechcesz udostępnić znajomym informację na temat naszej WIELKIEJ WYMIANY KSIĄŻKOWEJ.
 
 
Natalia Sońska

Wybór książki to jak wybór odpowiedniego deseru, jeśli nie wybierzesz odpowiedniej dla siebie, nie poznasz kwintesencji przyjemności. Czasami bywa tak, że sięgnę po książkę, którą męczę tak długo, że potem wypadam zupełnie z obiegu i czytanie wcale mnie nie bawi. Ale na szczęście są też takie, które gwarantują, że wrócę do gry i to w wielkim stylu, niemal zarywając noce. I właśnie jedną z takich autorek, po które sięgam w ciemno jest Natalia Sońska. Przeczytałam wszystkie jej książki i powiem Wam jedno: przez tę dziewczynę wpadam w czytelniczy cug. Do tego jestem jej za to wdzięczna. Nic dziwnego, że CO JESZCZE MOGĘ DLA CIEBIE ZROBIĆ totalnie mnie porwało.

Drugi tom serii JAGODOWA MIŁOŚĆ to dalsze dzieje Jagody i Tomasza, których życie nieco stanęło na głowie, po ich kłótni na koniec pierwszego tomu. Książka jest kontynuacją powieści CAŁA PRZYJEMNOŚĆ PO MOJEJ STRONIE, która zachwycała zapachem jagodowego sernika. Zdecydowanie polecam czytać książki w kolejności chronologicznej, choć obie książki swoim nastrojem bardzo się różnią. CO JESZCZE MOGĘ DLA CIEBIE ZROBIĆ jest nieco bardziej melancholijna, choć nie braknie w niej ciepła, zrozumienia czy autentyczności. Główna bohaterka nadal kusi zapachami z cukierni, lecz tym razem boryka się z wieloma problemami. Złamane serce to jedynie wierzchołek góry lodowej. Jagoda nie może jednak pogrążyć się w rozpaczy po utraconej miłości, bo oto przed nią widmo nieprzyjemnego rozwodu, groźba utraty ukochanego spadku, ogromnego zadłużenia, bardzo ciężkie relacje z zaściankowymi i ślepymi rodzicami, którzy zamiast wsparcia, dają córce jedynie poczucie upokorzenia, braku akceptacji  oraz pretensje.  Co więcej, i w "Słodkiej" mają miejsce tragiczne w skutkach wypadki. Zupełnie jakby świat sprzymierzył się przeciwko jednej istocie. 

Niestety właśnie tak to w życiu bywa, że nieszczęścia chorą parami, a czasem wręcz stadami. Jak się wali, to się wali. Gdy wydaje się nam, że gorzej już być nie może, spada nam na głowę coś, po czym trudno się podnieść. Na szczęście, wokół zawsze znajdzie się ktoś, kto potrafi ukoić nasz ból, ktoś dzięki komu łatwiej jest rano wstać z łóżka i zacząć dzień od nowa. Jagoda ma przecież lojalną i wierną siostrę Agatę oraz wspaniałego brata bliźniaka, którzy o nią dbają, pomagając przejść przez ostre zakręty życia. Pojawia się też bohaterski mężczyzna w postaci eleganckiego adwokata o dobrych manierach i dość staroświeckim imieniu, oferujący Jagodzie przyjazne ramię, wsparcie i ... okazujący duże zaangażowanie w jej sprawę rozwodową. Tyle, że serce nie sługa, nie zawsze wskazuje nam to, co dla niego byłoby lepsze, bo często bije dla kogoś innego.  
Tomasz to człowiek z zasadami. Bankowiec, który uwielbia porządek oraz poczucie kontroli. Totalnie się rozsypał po śmierci swojej żony, nie spodziewając się, że można znaleźć drugą miłość.  Bo czy to, co czuje do Jagody to miłość, zupełnie nie jest pewien. Za to pewne dla Niego jest jedno, że nie może żyć u boku kogoś, kto nie chce tego życia dzielić z nim w pełni. Tylko czy oby na pewno tak to wygląda? Czy nie szuka przypadkiem pretekstu, by przed tą miłością  po prostu nawiać, zasłaniając się głupimi zasadami? Czy można być aż tak zaślepionym, tak upartym i tak butnym, by stracić coś tak wartościowego, by odrzucić miłość?

Natalia Sońska
 
CO JESZCZE MOGĘ DLA CIEBIE ZROBIĆ to powieść bardzo autentyczna, pełna trudnych relacji, rozterek, niedomówień. Ale to również powieść, która pokazuje jak układać życie na nowo, jak się podnosić, gdy brakuje sił, jak budować siebie, swoją tożsamość, jak nie zatracać się w drugiej osobie, dbając o swój rozwój, swoje pasje, swoje potrzeby. To opowieść o tym, jak trudne są relacje na linii rodzic dziecko, jak ciężko czasem jest nam zaakceptować najbliższą osobę, jak brak zrozumienia, podcina skrzydła, jakie krzywdy wyrządza miłość warunkowa i przedkładanie zasad ponad uczucia innych. Jak trudno jest czasem zrozumieć drugą osobę, jak ciężko ją wysłuchać, zaakceptować jej odmienny światopogląd.

W drugiej części serii Jagodowej miłości nieco lepiej poznacie również innych bohaterów. Dokładniej zarysowana jest siostra Jagody - Agata, którą notabene bardzo polubiłam i chętnie bym się z nią zaprzyjaźniła oraz przyjaciel Tomasza  - Adam, który w miarę trwania historii przeżywa całkowitą przemianę. Pojawia się też nowa postać, która wniesie nieco zawirowań w życie Jagody. Książka pisana jest dwutorowo, z perspektywy obu bohaterów, dzięki czemu pełniej i dogłębniej poznajemy ich historię, która kończy się...

No właśnie, jeśli chcecie się dowiedzieć, jak potoczą się lody Jagody, czym znów zaskoczy ją bezczelny i zawistny mąż, co takiego wydarzy się w "Słodkiej", jak zakończy się znajomość z przystojnym prawnikiem, a jak w tym wszystkim zachowa się Tomasz, koniecznie sięgnijcie po książkę, której mam przyjemność patronować.
 
 
 

Zdecydowanie mam słabość do Wydawnictwa MAMANIA.  Wydają oni przepiękne, pełne ciepła, empatii, bezwarunkowej miłości i zrozumienia książki w duchu rodzicielstwa bliskości. Wszystkie są wyjątkowe. Wszystkie z ogromnym ładunkiem emocjonalnym. Wszystkie pełne wartościowej treści, do tego przepięknie wydane. Gdy tylko zobaczyłam zapowiedź "KIEDY NA CIEBIE PATRZĘ" wiedziałam, że ta pozycja spodoba się moim dziewczynkom. Już sama okładka jest pełna uroku i wywołuje na twarzy ten rozanielony, maślany wzrok mamy.


Jeśli znacie  książeczkę "KIEDYŚ, to "KIEDY NA CIEBIE PATRZĘ" możecie brać w ciemno. To właśnie ta sama wysoka półka na regale książek dla dzieci. Niewiele w niej słów, ale mnóstwo treści. Idealny podarunek na prezent, koniecznie z dedykacją. Bo przesłaniem tej książeczki jest bezgraniczna i bezwarunkowa miłość rodzicielska.


''... WIESZ, ŻE KOCHAM BARDZO

TE MALEŃKIE RĘCE,

TWOJE TROCHĘ DZIKIE, 

LECZ OGROMNE SERCE.."



Autorka Emily Windfiled Martin przelała na papier myśli każdej matki. Każda z Nas zastanawia się, co przyniesie dziecku przyszłość? Kim się stanie? Jakie będzie? Z kim będzie? Jaką ścieżkę obierze? Czy dokona w życiu czegoś wielkiego? Czy będzie szczęśliwe? Jakich ludzi spotka na swojej drodze? Czy ziści swoje dziecięce sny? Czy o nich nie zapomni? Do końca życia zapamiętamy pierwsze chwile, pierwsze spojrzenia, poznawanie się nawzajem, pierwsze zainteresowania, pierwsze fascynacje. Wszystkie również wierzymy, że nasze dziecko sobie poradzi, że odnajdzie w życiu sens, przeznaczenie, spełni swoje najskrytsze marzenia.
 
 
 

"... JA NA CIEBIE SPOJRZĘ, 

TY POPATRZYSZ NA MNIE.

I BĘDĘ CIĘ KOCHAĆ,

KIMKOLWIEK SIĘ STANIESZ".



Ta mała niepozorna książeczka to również zachwyt nad oceanem możliwości, jaki drzemie w każdym jednym dziecku, bo każde ma w sobie niezwykły talent, który musi rozwinąć, by czuć się szczęśliwym. Jednak jedno jest pewne i właśnie to jest najważniejsze, co by to nie było, kim nasze dzieci się nie staną, my zawsze będziemy je kochać. Za wszystko. Pomimo wszystko. Bezgranicznie. Bezwarunkowo. Zawsze. 


Jeśli lubicie książki, w których między wierszami jest jeszcze więcej, niż w samym tekście, książki w których ładunek emocjonalny jest tak ogromny, że w oku zakręci się łezka, musicie ją mieć i przeczytać  swojemu dziecku. To idealny wstęp do rozmowy na temat miłości, wiary w siebie, spełniania marzeń i możliwości. Jeśli chcecie pokazać dziecku, jak wielka i głęboka jest Wasza miłość, jak wiele w nim dostrzegacie, wspieracie i towarzyszycie w jego drodze przez życie, sięgnijcie po KIEDY NA CIEBIE PATRZĘ Emily Winfield Martin. Książka jest odpowiednia zarówno dla 2-latka, 3-latka czy 4-latka, ale myślę, że spokojnie dla 5 latka.
 
 
Powyższa recenzja powstała w ramach kampanii społecznej #KOCHANIEprzezCZYTANIE, która ma na celu promowanie codziennego czytania dzieciom na głos, pomoc w wyrobieniu pozytywnego nawyku oraz rozwianie wątpliwości co do doboru odpowiedniej literatury. Patronat Honorowy objęła fundacja ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom, zaś naszą Ambsadorką jest Asia z Bliskie Czytanie.


Moim celem było dotarcie do rodziców, którzy nie czytają dzieciom i przekonanie ich o korzyściach jakie z tego płyną. Głośne, wspólne czytanie nie tylko stymuluje rozwój dziecka, ale zaspokaja jego najważniejsze potrzeby emocjonalne: miłości, uwagi i bliskości, wzmacnia więź z rodzicami oraz poczucie własnej wartości.


Do mojej inicjatywy #KOCHANIEprzezCZYTANIE dołączyło niemal 200 blogerów, którzy codziennie od 1 marca tworzą recenzje najbardziej wartościowych i najbardziej kochanych przez ich dzieciaczki książek, tylko po to, by Was zainspirować i wprowadzić modę na czytanie.
Przez cały marzec na Facebooku oraz Instagramie  po wpisaniu #KOCHANIEprzezCZYTANIE odnajdziecie zdjęcia książek dla dzieci lub foteczki małych molików książkowych. Dołączyć może każdy. Ty również! Wstaw zdjęcie książki dla dzieci z mini recenzją lub zdjęcie, które pokazuje jak fajnie jest razem czytać. Pamiętaj, by użyć hashtaga oraz otagować mnie czyli @save the magic moments jako twórcę tego przedsięwzięcia.
 
 
A za możliwość przeczytania książki moim księżniczkom, pięknie dziękuję Wydawnictwu MAMANIA, z którym przygotowaliśmy dla Was małą niespodziankę...



pucio


Wiedziałam, że będę czytała dzieciom, zanim zostałam mamą. Doskonale pamiętam, jak na dobranoc czytała mi mama. Nie miałam wielu książek, bo jestem dzieckiem ery kartek na jedzenie, ale kilka miałam. Znałam je na pamięć, a mimo to nigdy mamie nie odpuszczałam. Czytanie musiało być codziennie. Dziś sama jestem mamą, a swoim dzieciom zaczęłam czytać, gdy były maleńkimi istotkami pod moim brzuchem. Pokochały to, bo dziś słyszę tylko MAMA CITAĆ!, albo Mama poczytasz mi proszę? Muszę przyznać, że to uwielbiam.

Nie od razu jednak Rzym zbudowano. Książki z początku nie były ciekawym obiektem, szczególnie gdy dzieci zaczęły raczkować i poznawać świat. Majusia szybciej się zainteresowała, Emisia książki głównie jadła, aż wreszcie... wreszcie dojrzała do Pucia. I zakochała się. Znacie Pucia? Pewnie tak. Kto go nie zna. To totalny bestseller i w zupełności na to miano sobie zapracował.

PUCIO UCZY SIĘ MÓWIĆ - Zabawy dźwiękonaśladowcze dla najmłodszych to pozycja przygotowana przez specjalistkę - logopedę, pedagog dziecięcą i pedagog twórczości dr n. hum. Martę Galewską - Kustrą, która stworzyła pozycję będącą pomocą nie tylko dla rodziców, ale również dla pedagogów i logopedów. Książka zbudowana jest bardzo prosto. Zarówno pod względem języka, jak i ilustracji, które są po prostu wspaniałe. Myślę, że książka by nie osiągnęła takie rozgłosu, gdyby nie rysunki Joanny Kłos. Pozycja skoncentrowana jest na wyrażeniach dźwiękonaśladowczych i samogłoskach, które dzieci zaczynają wypowiadać koło pierwszego roku życia. Ilustracje zachęcają do powtarzania dźwięków i wskazywania obiektów, które dzieci znają z najbliższego otoczenia. Zatem, gdy do świetnej autorki i utalentowanej ilustratorki dołączy zaangażowany rodzic z poczuciem humoru, który lubi bawić się głosem, dziecko z pewnością zainteresuje się książeczką. Gdy zaś się zainteresuje... wypłyną z tego same korzyści.

Wiem, bo przetestowałam. Emisia długo nie chciała mówić. Nie jestem jednak z tych mam, które wpadają w panikę, bo ich dzieci nie postępują według podręcznika. Pucio zachęcił ją do mówienia. Kazała go sobie pokazywać kilka do kilkunastu razy dziennie. Z początku tylko słuchała i oglądała. Powtarzała może ze 2, 3 dźwięki. Potem coraz więcej i więcej, aż wreszcie poznała wszsytkie i z dumą je prezentowała. Czytałyśmy wspólnie. Ja tekst, ona wyrażenie dźwiękonaśladowcze. Bocian był jej ulubieńcem. Przeżywała każdą stronę. Bo jak tu nie przeżywać stłuczonego przez kota wazonu. Wszak to nunu, gdy cici cici zrobi bach! 

Pucio i jego sympatyczna rodzinka, są tacy jak my. Emisia się z nimi utożsamiała, bo książeczka koncentruje się na życiu maluszka. Jest uniwersalna. Wspiera rozwój mowy dziecka poprzez zabawę. Jest doskonale przemyślana pod kątem logopedycznym i pedagogicznym. Rodzic znajdzie w niej cenne rady, które pomogą w samodzielnej pracy z maluchem i uczuli na nieprawidłowości, bowiem na pierwszej stronie znajdziecie w niej mały poradnik od autorki, jak książkę używać. Jak czytać, by dziecko wspierać i czego unikać podczas zabawy z książką. Autorka zwraca uwagę, by dziecka nie naciskać, nie zmuszać, dać mu czas, aby samo zechciało się bawić.

co czytać rocznemu dziecku

Sceptykom, którzy pomyślą, że książka jest zbyt prosta pragnę przypomnieć, że pragnąć stymulować rozwój mowy najmłodszych pociech nie chodzi o czytanie długich tekstów o barwnym języku, lecz wspólne opowiadanie, o tym co się dzieje na obrazku. Im prościej, tym lepiej. A już wspaniale, gdy przy tym zadajemy pytania typu: co to? Kto to? Co robi? Jak mówi?

PUCIO UCZY SIĘ MÓWIĆ, to książka po którą warto sięgnąć. Podoba się zarówno dzieciom, jak i rodzicom. Uprzedzam jednak, że to pozycja wielo..wielo...wielokrotnego użytku.



Powyższa recenzja otwiera tym samym kampanię społeczną #KOCHANIEprzezCZYTANIE wspierającą codzienne, głośne czytanie dzieciom. To akcja pod patronatem fundacji Cała Polska Czyta Dzieciom, którą rozpowszechnia ponad 130 blogerów. Moim celem jest zachęcenie rodziców do wykształcenia tego pięknego nawyku, jakim jest wspólne czytanie. Czytając dzieciom na głos zaspokajacie wszystkie jego potrzeby emocjonalne, pielęgnujecie więź i budujecie fundament na przyszłość, tworząc prawdziwą magię. Pracując nad przedsięwzięciem, marzyłam o tym, by każde dziecko otrzymało w darze ten krystalicznie czysty, dobry świat pełen emocji, przygód i możliwości.

#KOCHANIEprzezCZYTANIE to ponad 130 blogerów, którzy codziennie od 1 do 31 marca będą tworzyć dla Was recenzje najpiękniejszych i najwartościowszych ich zdaniem książek. Książek, które uczą, bawią, kształtują światopogląd, uczą wartości moralnych, tłumaczą. Książek, które mają Was zainspirować i sprawić, że zrobicie pierwszy krok, a potem kolejny i kolejny.

Przez cały marzec w mediach społecznościowych (tj. na facebooku oraz Instagramie) po wpisaniu #KOCHANIEprzezCZYTANIE odnajdziesz zdjęciach książek dla dzieci lub foteczki małych molików książkowych. Dołączyć może każdy. Ty również! Wystarczy że wstawisz zdjęcie książki dla dzieci z mini recenzją lub zdjęcie, które pokazuje jak fajnie jest razem czytać. Pamiętaj by użyć hashtaga oraz otagować mnie czyli @save the magic moments jako twórcę tego przedsięwzięcia.

KAŻDE DZIECKO ZASŁUGUJE NA TAKIE CHWILE BLISKOŚCI, OKRASZONE ODROBINĄ MAGII. WŁAŚNIE PO TO POWSTAŁO #KOCHANIEprzezCZYTANIE.

Chcesz dołączyć? Dowiedz się więcej.

Kampanię po raz pierwszy utworzyłam w ubiegłym roku. Jeśli chcesz zobaczyć, jaką pozycję wówczas polecałam oraz co proponowali pozostali blogerzy biorący udział w wydarzeniu, zajrzyj koniecznie. 
Polecam również, sięgnięcie po sprawdzone pozycje (tu, tu, tu, tu, tu, tu i tutaj).
 
 


Badania potwierdzają, że głośne czytanie dzieciom zaspokaja wszystkie potrzeby emocjonalne dziecka, w tym miłości, uwagi, stymulacji. Dziecko, któremu codziennie się czyta, czuje się kochane. Czuje się ważne, co sprzyja budowaniu jego poczucia wartości. Buduje również więź z czytającym, nie wspominając o korzyściach językowych. Mogłabym tak długo wymieniać, bo zalet jest bardzo wiele, a sama czynność wymaga jedynie czasu oraz chęci, do tego jest nieprawdopodobnie miła. Czytacie dzieciom? Mam nadzieję, że tak i podobnie jak ja uważacie, że przyniesie to Waszemu dziecku mnóstwo korzyści. Jeśli tak koniecznie dołączcie do kampanii społecznej promującej CODZIENNE CZYTANIE DZIECIOM NA GŁOS, czyli #KOCHANIEprzezCZYTANIE.

Jestem mamą dwóch wspaniałych dziewczynek. 5 letniej Majeczki oraz 2 letniej Emilci, które kochają czytanie. Dla Nas dzień bez książki nie istnieje. I nikt tu nikogo nie zmusza, ani nie narzuca. Dziewczynki same o to proszą. Młodsza dumnie rzuca obok mnie książki na kanapę i stanowczo nakazuje: MAMA CYTAĆ! Nie przyjmuje odmowy. Dla starszej brak wieczornej lektury oznacza najsroższą karę. Widzę jak wiele im to daje. Jak wiele nam to daje. Emisia odkąd zainteresowała się książkami, zaczęła robić postępy w mowie, a starszej łatwiej wytłumaczyć otaczający nas świat przez lekturę. Książki jednak starannie dobieramy, korzystam z rad innych blogujących mam. Czytam recenzje, oglądam zdjęcia. By nie ograniczać się jedynie do książek wydawnictw, które mają lepsze przebicie na rynku, często korzystam z zasobów bibliotecznych. Nie macie pojęcia ile książkowych perełek nie doczekało się wznowienia nakładu. Chciałabym, by czytali wszyscy rodzice. By korzystali z tego dobrodziejstwa. By wiedzieli, po które książeczki sięgać. Dlatego stworzyłam tę akcję.

 

KAMPANIA SPOŁECZNA SKIEROWANA DO RODZICÓW

 
#KOCHANIEprzezCZYTANIE to kampania społeczna na rzecz głośnego CZYTANIA DZIECIOM. To akcja, którą utworzyłam już w ubiegłym roku, a którą planuję powtórzyć w marcu b.r. To inicjatywa, która ma zachęcić rodziców do codziennego czytania dzieciom na głos, wykształcić w nich pozytywny nawyk oraz pokazać po jakie książki warto sięgnąć.

#KOCHANIEprzezCZYTANIE to ponad 100 blogerów, którzy w ciągu 31 dni marca, zaprezentują Wam najlepsze ich zdaniem książki dla małego czytelnika w każdym wieku.

W ramach #KOCHANIEprzezCZYTANIE na moim profilu INSTAGRAM, a także profilu KAŻDEJ OSOBY, KTÓRA ZECHCE DOŁĄCZYĆ, każdego dnia może ukazać się zdjęcie, na którym zaprezentujemy perełki z biblioteczki naszych dzieci, które naprawdę warto poznać. Dlaczego? Bo pokażemy książki, nie tylko najbardziej kochane przez dzieci, ale również polecane przez mamy, bo niosą ze sobą pozytywne wartości, pomagają walczyć z problemami, tłumaczyć otaczający nas świat, bawić oraz rozwijać. 
#KOCHANIEprzezCZYTANIE jest kampanią skierowaną do rodziców, którzy podobnie jak ja wiedzą, jak ważne jest czytanie dzieciom. Do mam, które doskonale rozumieją korzyści płynące z tej czynności.  Do mam, które robią to codziennie i chciałyby zachęcić do tego wszystkich rodziców.  W marcu namawiam do zalewania mediów społecznościowych zdjęciami książek dla dzieci czy też zdjęć rodziców podczas czytania dzieciom.
#KOCHANIEprzezCZYTANIE to również ciekawe konkursy, w których do zdobycia będą książeczki dla dzieci. 
Marzę o tym, by hashtag #KOCHANIEprzezCZYTANIE zalał Facebooka oraz Instagram. Chciałabym, by zaroiło się od zdjęć czytających dzieci i mam oraz książeczek, które przekazują pozytywne wzorce, bawią, uczą, tłumaczą, krzewią pozytywne wartości i kształtują kręgosłup moralny Twojego dziecka. 

Do akcji zaprosiłam ponad 100 blogerów, którzy mają dzieci w różnym wieku, a niektórzy nawet ich nie mają, ale wspierają naszą akcję i całym sercem popierają ideę czytania dzieciom. Będziemy pokazywać książeczki znane, jak również te, po które warto wybrać się do biblioteki, bo są już unikatowe. Pokażemy Wam perełki. Nie tylko okładki, ale i wnętrze, byście nie kupowały kota w worku i miały pewność, że dana lektura jest dostosowana do rozwoju oraz możliwości Waszego dziecka. Poradzimy od czego zacząć, pokażemy książeczki, które przekonają nawet najbardziej oporne dziecko.


FUNDACJA CAŁA POLSKA CZYTA DZIECIOM - HONOROWYM PATRONEM WYDARZENIA


Tak! Aż sama nie mogłam w to uwierzyć, ale Fundacja CAŁA POLSKA CZYTA DZIECIOM postanowiła wesprzeć moją kampanię, popierając ją jako zgodną z założeniami fundacji!! Jest mi niezmiernie miło, że mój pomysł został doceniony! Mam nadzieję, że przyłączy się do Nas jeszcze więcej mam i tym samym sprawimy, że rodzice, którzy nie czytają dzieciom, zaczną to robić. Brak czasu jest tylko wymówką. Wystarczy naprawdę niewiele!

Co o tym myślisz?

Jeśli spodobała Ci się ta idea dołącz do Nas!

 

W dniach od 1 do 31 marca wstaw na facebooku lub na instagramie zdjęcie książki dla dzieci wraz z jej krótkim opisem lub po prostu waszą wspólną fotę podczas czytania. Nie zapomnij o hashtagu  #KOCHANIEprzezCZYTANIE. Będzie mi również niezmiernie miło, gdy otagujesz mnie poprzez wpisanie @save the magic moments jako organizatora tego przedsięwzięcia. Tym samym będę wiedziała, że dotarłam również do Ciebie. Sprawisz mi mega frajdę i dasz satysfakcję, że mój pomysł jest naprawdę dobry.
Blogujesz? To wspaniale. Dołącz do grupy roboczej blogerów na facebooku, gdzie odnajdziesz wszystkie niezbędne informacje oraz banery. Możesz stworzyć własny post z recenzją książeczki oraz krótką wzmianką na temat kampanii. 
Jeśli sama jesteś molem książkowym, to zachęcam do dołączenia do mojego Klubu Książki na facebooku PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ.
 

To jak? Działamy? Popierasz moją kampanię społeczną? Proszę pomóż mi trafić do większego grona. Kliknij like na facebooku, udostępnij ten post lub PLAKAT! Niechaj trafi do Twoich znajomych i ich znajomych oraz znajomych znajomych
Inspiracji szukajcie pod hasłem #KOCHANIEprzezCZYTANIE, bo hasło działa od ubiegłego roku!