Liane Moriarty poznałam dzięki głośnemu serialowi HBO, który swym marketingiem dotarł nawet do niczego nieświadomej ciężarnej matki, której dalece było do oglądania filmów czy seriali. Zapewne i Ty znasz Wielkie Kłamstewka, ale może nie koniecznie wiesz, że scenariusz powstał na kanwie książki znakomitej pisarki, która jest znawczynią ludzkich emocji i mistrzynią tajemnicy.

Zafascynowana jej książką, z wielką chęcią, w ciemno wręcz, sięgnęłam po "Moja wina, Twoja wina". Spodziewałam się dobrego thrillera, z dreszczykiem, tajemnicą i knuwaniem, a tymczasem to zupełnie inna powieść. Budowa jednak ta sama. Na początku dowiadujemy się, że coś się wydarzyło, ale nie wiemy co. Wiemy, że komuś stała się krzywda, ale nie wiemy komu, ani jaka. Znamy tylko miejsce, czas i osoby, które były w "to"zamieszane. Rozdział po rozdziale dochodzimy do sedna, które zostawia czytelnika z pytaniem: a gdyby mnie to spotkało?

To był zwyczajny dzień, który nie zapowiadał żadnej katastrofy. Trzy pary i wydarzenie, które zmieniło całe ich życie, prześwietlając relacje panujące między małżonkami nie do poznania, obnażając wszelkie traumy, tajemnice, dając upust tłamszonym pragnieniom, budząc skrywane emocje. Na spontanicznym, sąsiedzkim grillu spotykają się trzy pary: bezdzietne małżeństwo, wiolonczelistka ze swym mężem i dwoma córeczkami oraz była striptizerka z mężem i ich córką.
Było przyjemnie, było gorąco, była fascynacja, w powietrzu zaś wyczuwało się seksualne wibracje. Co było potem? Co doprowadził do nieszczęścia? I co z tym wszystkim wspólnego miał upierdliwy, chamski starszy pan, mieszkający po sąsiedzku?

Autorka bardzo umiejętnie żongluje czasem, prowadząc narrację dwutorowo: w dniu grilla oraz współcześnie. Prześlizguje się pomiędzy konsekwencjami, a nieuchronną tragedią, do której wszystko zmierzało. To nie jest kryminał, a mimo to Liane Moriarty niezwykle prowadzi nas przez morze tajemnic, które ma każdy z Nas. Nie stroni od ciężkich tematów: zdrady, bezpłodności, trudnych  relacji małżeńskich, fałszywej przyjaźni, traum wieku dziecięcego. Porusza nawet temat zachowania zachowań, uzależnień i chorób rodziców, które mają fatalne skutki w rozwoju emocjonalnym dziecka.

"Moja wina, twoja wina" to książka, która daje do myślenia. To studium przypadku, w którym zastanawiamy się kto jest winny? Czy życiem może rządzić przypadek? Czy można czuć się bezkarnym? Jak znosić konsekwencje żyjąc z poczuciem winy, lub obwiniając innych. 

Moriarty bardzo zgrabnie opisuje ludzkie emocje, potrzeby, pragnienia oraz relacje pomiędzy partnerami. Jej postacie są wielowymiarowe, niesztampowe, ciekawe. Pomimo podejmowania ciężkich tematów, lekko się je czyta. Autorka płynnie przechodzi pomiędzy losami poszczególnych małżeństw, krok po kroku zagłębiając się w ich relacje, odkrywając ich historię. Ta książka to istna mozaika ludzkich pragnień. Bardzo żywa, bardzo prawdziwa. Napięcie narasta stopniowo, a my rozdział po rozdziale zagłębiamy się w życie poszczególnych bohaterów, dowiadując, jaki wpływ na ich relacje miało na nich to traumatyczne wydarzenie. Zagłębiając się w lekturę zbieramy puzzel do puzzla aż do punktu kulminacyjnego, w którym dowiadujemy się, co tak naprawdę się wydarzyło.  

"Moja wina, Twoja wina" to bardzo dobra literatura obyczajowa, fantastycznie zbudowana, z  umiejętnym stopniowaniem napięcia, lekkim piórem, poczuciem humoru i interesującymi bohaterami. Zdecydowanie sięgnę po kolejne książki tej autorki, bo to nie tylko dobra rozrywka, ale książka, która skłania do refleksji, pozostawia z tyłu głowy pytanie, na które ciężko znaleźć jednoznaczną odpowiedź.

Znasz tę autorkę i jej książki? Jeśli nie zdecydowanie polecam i zapraszam na KONKURS.


Ubiegły rok czytelniczo był dla mnie łaskawy. Założyłam, że po prostu będę czytała. Nie ważne ile, nie ważne co. Po prostu będę czytała. Choć ociupinkę. Odrobinkę. Ta ociupinka okazała się najbardziej owocnym rokiem w moim życiu. Nie tylko osiągnęłam cel, dotąd dla mnie nie osiągalny, ale zrobiłam to szybciej niż myślałam.

Gdy rok temu widziałam postanowienia książkowe innych osób, że przeczytają 52 książki w rok, wydawało mi się to kompletnie niemożliwe. I pewnie gdyby nie mój mąż i czytnik nadal by takie było. Spójrzmy prawdzie w oczy. Mam dwójkę dzieci. W tym roku rodziłam. Przez bite 10 miesięcy wstaję minimum 4 razy w nocy. Paznokcie mam nieumalowane, w domu sajgon, ale czytanie daje mi wytchnienie. Daje mi szansę na złapanie dystansu, oddechu i odpoczynku. A czytam podczas karmienia i usypiania Emi.

Mimo to, w 2017 roku roku przeczytałam 56 książek!!!! Co warte podkreślenia, w większości dobrych. Dzięki dziewczynom z mojego Klubu Książki sięgałam po pozycje, po które nigdy bym nie sięgnęła. Poznałam autorów, których sama bym nie poznała i miałam motywację, której bym sama pewnie nie miała.

I tak w tym roku po raz pierwszy czytałam wywiad, biografię i reportaż. Poznałam też autorów, których znali wszyscy, ale ja jeszcze nie. Zakochałam się w powieściach Kim Holden i Colleen Hover. Zaczytywałam się w poradnikach rodzicielskich, wśród których odkryłam cudowne perełki. No z tą klasyką mi troszkę nie wyszło, ale jakoś nie miałam nastroju. Może właśnie w tym roku?

A co przeczytałam?  Co najbardziej mnie zachwyciło, a o czym wolałabym zapomnieć?

 

PORADNIKI DLA RODZICÓW:

W zeszłym roku czułam, że zaniedbałam sferę rodzicielską, toteż zaczęłam odważniej sięgać po książki w tym zakresie. Tylko z jedną spudłowałam. Resztą jestem zachwycona. A na czytniku czekają kolejne pozycje. 

1. Wojciech Eichelberger w rozmowie z Anną Mieszczanek "Jak wychować szczęśliwe dzieci" - tego nie polecam. Mam wrażenie, że mija się z tematem, choć rozumiem zamysł.
2. Adele Faber, Elaine Mazlish "Jak być rodzicem, jakim zawsze chciałeś być" - Mała książeczka, w której odnajdziecie troszkę mądrych ćwiczeń, jak rozmawiać z dzieckiem. Absolutnie muszę przeczytać ich słynną książkę.
3. Isabelle Filliozat "W sercu emocji dziecka" - TO MÓJ HIT! TO KSIĄŻKA, KTÓRĄ POWINIEN PRZECZYTAĆ KAŻDY RODZIC. Zrozumieć, to zaakceptować. Zrozumieć to pozwolić na autonomię, na rozwój. Zrozumieć to zaspokoić potrzeby dziecka. A zaspokojone potrzeby dziecka, to szczęśliwy, pewny siebie, dojrzały, dorosły człowiek. Postaram się dla Was ją zrecenzować.
4. Małgorzata Musiał "Dobra relacja - skrzynka z narzędziami dla współczesnych rodziców" - Kolejna wspaniała pozycja. Jeśli chcesz jej malutki przedsmak polecam bloga Dobra Relacja. Bo prócz tego, że Małgosia jest psychologiem, prowadzi również bardzo mądrego, pełnego empatii i zrozumienia bloga.
5. Marshall B. Rosenberg "Wychowanie w duchu empatii - Rodzicielstwo według Porozumienia bez przemocy" - chyba nie muszę Cię zachęcać?
6. Eline Snel "Uważność i spokój żabki" - czyli o tym, jak pomóc naszym dzieciom się wyciszyć.

PORADNIKI:


Tego absolutnie nie planowałam, a jednak wpadły mi w ręce i byłam bardzo zadowolona.
 
7. Katarzyna Kędzierska "Chcieć mniej"
9. Fumio Sasaki "Pożegnanie z minimalizmem: minimalizm japoński" - Doskonała książka o minimaliźmie. Naprawdę gorąco polecam.  Więcej znajdziesz w recenzji.
10. Katarzyna Tusk "Make photography easier" - Tą książką mega się rozczarowałam. Po znakomitym Podręczniku Stylu, to było po prostu banalne.
11. Meik Wiking "Hygge - klucz do szczęścia" - Spodziewałam się czegoś więcej.

LITERATURA DZIECIĘCO - MŁODZIEŻOWA:
 
12. C.S.Lewis "Król Kaspian" - Na Fali opowieści z Narnii popłynęłam dalej. Doskonała rozrywka.
13. C.S.Lewis "Podróż Wędrowca do Świtu"
14. Astrid Lindgren "Dzieci z Bullerbyn"
15. A. A. Milne "Kubuś Puchatek" - ej serio? kompletnie nie rozumiem tego fenomenu, bo mnie kompletnie Kubuś nie zachwyca.

KLASYKA  ŚWIATOWEJ  LITERATURY:

Nie było tego w tym roku wiele. Doyle bardzo mi się spodobał, choć sam Sherlock o dziwo niekoniecznie. Wolę Doktor Watsona. Zdecydowanie.
16. Arthur Conan Doyle "Pies Baskervillów"
17. Arthur Conan Doyle "Znak czterech"

POLSCY AUTORZY:
 
18. Gabriela Gargaś "Wieczór taki, jak ten" - Lektura w moim klubie książki. Nie do końca mi odpowiada, nieco chaotyczny styl autorki. Skakanie po czasach, retrospekcje, które w tym przypadku są zbyt częstymi wspominkami i postacie, które są mocno przejaskrawione.
19. Aleksander Kamiński "Kamienie na szaniec" - Kolejna Lektura w PRZECZYTAJ i PODAJ DALEJ - Dobry powrót do czasów lektur szkolnych. Mało jest takich lektur. Długo ją czytałam. Po kilku stronach odkładałam. Popadałam w zadumę, albo szybko zajmowałam myśli czymś innym. Piękny hołd dla naszych największych narodowych skarbów. Piękna, piękna książka, która nie podlega ocenie.
20. Justyna Kopińska "Polska odwraca oczy" - To mój numer jeden w ubiegłym roku. Najlepsza książka! Pewnie bym jej nie przeczytała, gdyby nie Klub Książki. Tak, to była nasza lektura. Oj jak mi się ją ciężko czytało. Jak mną telepało. Jak mnie wnerw brał, obrzydzenie, zniesmaczenie. Czasem miałam ochotę krzyczeć, pluć na tych ludzi, albo im przywalić. Autorka wyzwoliła we mnie wachlarz emocji. Nie mogłam czytać tej książki solo. Po każdym rozdziale sięgałam po coś przyjemnego, dobrego, miłego. Ale polecam. Musisz to przeczytać! Musisz.
21. Magdalena Kordel "Anioł do wynajęcia" - Autorka ma piękny styl. Niewiarygodne lekkie i przyjemne pióro i zdolność do czarowania historią. Porusza ciężkie tematy, choć opisuje je w bardzo umiejętny sposób. Zakończenie troszkę zbyt słodkopierdzące, ale na Święta to bardzo, ale to bardzo przyjemna lektura. No i ta babcia!
22. Magdalena Kordel "Serce z piernika" - Tak, zdecydowanie polubiłam autorkę. Znów jest wspaniała babka z charakterkiem i nieprawdopodobnie oryginalne imiona bohaterów.
23. Agata Przybyłek, Natalia Sońska "Przyjaciółki" - Hmnnnn, sama nie wiem, co mam powiedzieć o tej książce. Zamysł rewelacyjny. Oryginalna historia, bo porusza również problem piractwa na morzu, ale zakończenie urwane. Na siłę. Jakby wydawnictwo w tym miejscu zażądało końca. Bardzo mnie to rozczarowało.
24. Katarzyna Puzyńska "Motylek" - Bardzo miłe zaskoczenie. Całość nieco klimatem przypomina Lackberg, tylko przeniesiona na nasze polskie realia. Zdecydowanie sięgnę po kolejne tomy.
25. Alek Rogoziński "Jak Cię zabić kochanie?" - Ojej, o tej książce wolę zapomnieć, już nie pamiętam fabuły. Autor ma zbyt wielkie mniemanie o sobie, a szczególnie o swym osobliwym poczuciu humoru. Nie.
26. Olga Rudnicka "Natalii 5"
27. Natalia Sońska "Mniej złości, więcej miłości" - W ubiegłym roku zakochałam się w tych powieściach. To kontynuacja "Garści pierników, szczypty miłości" - Czytałaś? Jeśli interesują Cię losy Kingi i Hani koniecznie przeczytaj. Autorka podąża w fajnym kierunku, choć zakończenie sprawiło, że czekałam z wielką niecierpliwością na część trzecią.
28. Natalia Sońska "Kropla zazdrości, morze miłości" - Zakończenie trylogii o losach dwóch przyjaciółek Hani i Kingi.
29. Natalia Sońska "Zakochaj się Julio" - Ta książka mnie mega rozczarowała. Miało być wspaniale, jak do tej pory, a książka jest totalnym plagiatem Obudź się Kopciuszku. Co śmieszniejsze, obie wyszły spod pióra tej samej autorki. O ile nad Sońską piałam, bo uważam, że dziewczyna ma talent i dobre pióro, o tyle tą książką pokazuje, że idzie na ilość, a nie na rozwój. Słabe to było, jakbym deja vu miała.
30. Ewa Stachniak "Bogini tańca" - to beletryzowana biografia Bronisławy Niżyńskiej. Wspaniała powieść. Jako fanka baletu byłam zachwycona. Normalnie to nie mój gatunek. Cieszę się, że przełamałam schematy, bo było warto.
31. Joanna Szarańska "Cztery płatki śniegu"
32. Anna Tabak "Bursztynowy anioł" - książka znajomej blogerki, debiut literacki w bardzo dobrym stylu. Znakomite pióro, przyjemna historia, niewymuszone mądrości i świetne poczucie humoru. Recenzowałam z niekłamaną przyjemnością. Polecam z czystym sumieniem i czekam na kolejną książkę, która ma premierę już za tydzień!
33. Magdalena Witkiewicz "Moralność Pani Piontek" - Tej autorce już podziękuję. Nie bawiło mnie to. Nie zachwyciło, ani nie porwało.
34. Piotr Żyłka, ks. Jan Kaczkowski "Życie na pełnej petardzie" - mam ambiwalentny stosunek do tego wywiadu. Pozwól, że się nie wypowiem.

Pozostałe:
 
35. Cecilia Ahern "Lirogon" - nieprawdopodobnie oryginalna powieść.
36. Cecilia Ahern "P.S. Kocham Cię!" - Wszystkie znamy ten film, a okazuje się, że daleko odbiega od oryginału. Radzę przeczytać, jest dużo piękniejsza od ekranizacji.
37. Jay Asher "Światło" - przyjemna powieść młodzieżowa. Acz doszłam do wniosku, że wyrastam z  Young Adult. Cóż. Latka lecą. Ile można czytać o licealistach, prawda?
39. Cassandra Clare "Władca cieni"
40. Kim Holden "Promyczek" - MOJE ODKRYCIE! Kim Holden. No zakochałam się w Promyczku. Musiałam znać ciąg dalszy. Musiałam!
41. Kim Holden "GUS"
42. Colleen Hoover "Confess" - Bardzo się bałam sięgnąć po autorkę i robiłam to nie pokładając w niej wielkich nadziei, jednak właśnie tą książką mnie ujęła. Totalnie. Nieprawdopodobnie grająca na emocjach. Powala zakończeniem.
43. Colleen Hoover "It eds with us"
44. Colleen Hoover "Ugly love"
45. Colleen Hoover "November 9"
46. Colleen Hoover "Maybe Someday" - fantastyczne doświadczenie - połączenie książki z muzyką. Niebywale oryginalne, zaskakująco elektryzujące. Wspaniała historia. Wspaniali bohaterowie. Genialne poczucie humoru. Właśnie takie, jak lubię.
47. Camilla Lackberg "Morderstwa i woń migdałów" - Żałuję, że sięgnęłam po tą książkę. Uwielbiałam Lackberg, ale po przeczytaniu wywiadu z nią... no kurczę, nie umiem już czytać jej książek z zachwytem. Po prostu nie lubię jej jako osoby. Nie podoba mi się takie podejście do życia, do ludzi. Camilla! No nie lubię Cię!
48. Camilla Lackberg "Czarownica" - Pewnie dlatego nie byłam zachwycona tą książką. Choć do tej pory, to była moja ulubiona autorka kryminałów. I cokolwiek bym zarzuciła, wiem, że się czepiam.
49. Eve Laure "Urok Grace'ów" - to zdecydowanie najgorsza książka roku, nie warta wspominania. Dno.
50. M. Leighton "Jesteś moim zawsze" - Ta książka mnie wzruszyła, ujęła pięknem opisu miłości i absolutnie będę ją polecała. Porównałabym do Hoover, bo autorka również gra na emocjach, ale robi to bardziej wyrafinowanie, subtelnie, czysto. No i bohaterowie są starsi, więc to książka dla bardziej dojrzałej części czytelników.
51. Liane Moriarty "Wielkie kłamstewka" - oj, genialny kryminał, po prostu genialny. Nie mogłam się oderwać, zarwałam dwie nocki dla niego, będąc w końcówce ciąży. Tak bardzo się bałam, że nie skończę przed finałem. Doskonale trzyma w napięciu.
52. Liane Moriarty "Moja wina, Twoja wina" - Powieść spokojniejsza, z przesłaniem. Ten sam sposób budowania napięcia. Coś się stało. Wiemy gdzie, nie wiemy co, komu, ani dlaczego. Widzimy tylko jaki to ma wpływ na bohaterów. Intrygująca. Więcej w przyszłym tygodniu :)
53. Guillaume Musso "Będziesz tam?" - Pełna magii surrealizmu powieść, w której nie brakuje sensacji, romansu ani napięcia. Musso jakiego kocham.
54. Guillaume Musso "Potem..." - Pierwsza przetłumaczona na język polski powieść mojego ukochanego autora. Jest zupełnie ina od pozostałych. Bardziej nostalgiczna, bardziej dopracowana. Piękna.
55. Guillaume Musso "Dziewczyna z Brooklynu" - Jak zawsze nie mogłam się oderwać. Sama nie wiem, czemu nie napisałam recenzji. Wyścig z czasem. Tajemnice i wielkie uczucie. Świetny materiał na dobry film sensacyjny.
56. M.L. Stedman "Światło między oceanami" - Spodziewałam się czegoś więcej po książce, która atakowała mnie dosłownie zewsząd. Tyle osób mi ją polecało, tyle zachwalało, a ja jak zawsze na przekór wszystkim wcale oczarowana nie byłam. Byłam zła i wściekła jako matka na główną bohaterkę, że tylu osobom zrujnowała życie.





Uffff, finito! Dobrze, że to już koniec. Dotrwałaś do końca? Mam nadzieję, że lubisz czytać i znalazłaś coś dla siebie? A może czytałaś którąś z ww. książek? Chętnie bym z Tobą podyskutowała. Jak zakończyłaś rok? Co Cię oczarowało, co zawiodło? Polecisz jakiegoś autora, którego niedawno odkryłaś? A może wolisz sięgać po tych sprawdzonych? Hej, już wiem, poznam Cię z moimi dziewczynami z PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ. Co Ty na to?

W lutym planujemy dla Ciebie niespodziankę. Rozpoczynamy kolejną kampanię. Tym razem będzie coś dla mam. Tylko ciiiii, na razie jesteśmy w fazie przygotowań :)
 

Koniec roku i początek następnego to niewątpliwie czas podsumowań. Jedni bezwzględnie rozliczają się z przeszłością, na chłodno rozpisując rachunek zysków i strat niczym wykwalifikowany księgowy. Inni po prostu spoglądając wstecz z dystansem, wiedząc że to tylko końcówka roku, a zmiany wprowadzić można zawsze. Ja po prostu lubię czasem się zatrzymać, spojrzeć wstecz i popatrzeć na swoje życie z zewnątrz, tak zupełnie obiektywnie i z zamierzonym dystansem.

Co ujrzałam? 

Mamę. Bardzo zmęczoną, ale szczęśliwą. Kobietę, która kocha być mamą, uwielbia czytać, ubóstwia robić zdjęcia i ciągle ma nowe pomysły. 

Gdybym miała określić ten rok jednym słowem, to byłby WYMAGAJĄCY.  Zaczęło się leżeniem, bo ciąża zagrożona, bo szyjka krótka, bo otwarta. Piękny poród, a potem odnajdywanie się Nas wszystkich w nowej rzeczywistości. Trudny dla nas wszystkich, najcięższy dla Majci, ale otrzymaliśmy tak piękny prezent, jakim jest Emilucha. I w zasadzie wszystko wokół tego się kręciło i nadal kręci.

Był ból, były łzy, była złość, rozczarowanie.

Była czysta radość, był śmiech, było wzruszenie, ocean miłości. 

Były nieprzespane noce, niepewność, strach, panika. Były nocne rozmowy i satysfakcja. 
Życie mnie w tym roku testowało, sprawdzało moje granice. Dzięki temu wiem, nad czym mam pracować, w którą stronę iść choć na wiele pytań nadal nie mam odpowiedzi. Płynę. Płynę z prądem, biorąc od życia  to, co mi przynosi. Przyjmuję to, czym chce mnie obdarować i myślę nad tym, po co chciałabym dodatkowo sięgać.
 
 
 
 
To również rok książkowy. Osiągnęłam cel, który wydawał mi się nierealny, przeczytam 52 książki w ciągu roku (ale o tym niebawem).

Blogowo było ciężko, o ile początek roku przyniósł mi falę popularności, o tyle druga połowa odpłynęła w nicość. Zajęłam się rodziną, mniej mnie tu było jedno jest pewne: internety na nikogo nie czekają. Nawet na mnie. Taka brutalna prawda. No cóż. Są rzeczy ważne i ważniejsze, o czym wie każda mama. Dawniej bym się tym przejmowała, dziś robię swoje.
 
 
 
A jaki był Twój rok? Zrobiłaś jakieś postanowienie? Zrealizowałaś cele? A może rok 2017 kompletnie Cię zaskoczył?



Jeśli masz ochotę nas oglądać - serdecznie zapraszam na mój profil na INSTAGRAMIE.
 
 
 
Kocham grudzień, kocham okres przedświąteczny. Te przygotowania, tą atmosferę. Strojenie choinki, wspólne pieczenie pierniczków z Mają, to knucie i szukanie idealnych prezentów dla bliskich. W tym roku, pierwsza gwiazda w pełnym składzie. Pierwsza gwiazdka z Emisiem.. Miało być idealnie...
 
Jest takie powiedzenie: chcesz rozśmieszyć Pana Boga? Powiedz mu o swoich planach. Ja bym chętnie zmieniła na Chcesz rozśmieszyć matkę? Zapytaj ją o jej plany.

Od końca listopada chorowaliśmy. I to przez duże CH. Maja przyniosła coś z przedszkola i tak się zaczęło. Niestety tym razem nie obyło się bez antybiotyku. Zarówno dla Majci, jak Emi. I to nie raz. Cały ten miesiąc siedzieliśmy w domu, bo gdy Maja na 4 dni wróciła do przedszkola, wróciła jeszcze bardziej chora. Udało jej się wstrzelić na pierwszą wycieczkę autokarową w swoim życiu. Była w Teatrze.  Potem postanowiłam zostawić ją w domu do końca roku, łudząc się, że tym samym unikniemy chorób w okresie świątecznym. Zależało mi, by te Święta były wyjątkowe i dla Nas niezapomniane. I były. Tylko w trochę innym tego słowa znaczeniu.
 

Już 23 grudnia Maja wylądowała na Świątecznej Pomocy. Pani Doktor nic nie stwierdziła, zwykły kaszel, ale w Wigilię obudziła się z gorączką. Pomyśleliśmy, że to może z emocji. W końcu tyle przygotowań, tyle emocji i ekscytacji, a Maja taka wrażliwa. Poszliśmy więc na Wigilię z duszą na ramieniu i... zaraziliśmy pół rodziny. Boże Narodzenie to już 4 godziny spędzone w szpitalu, znów na świątecznej pomocy. 
 
Maja chora. Emi chora. Gazela chora. Ja chora. Tylko ja nie przyjmuję antybiotyku. Reszta naszprycowana. Święta? Jakie Święta? W pidżamach, poplamionych dresach, bez kąpieli, z wysoką gorączką. Z nieprzespanymi nocami. Nocami pełnymi strachu, bólu, jęków, wysokiej temperatury i mojej paniki. Maję naprawdę mocno rozłożyło na łopatki. 5 dób z gorączką niemal 40 stopni. Zmiany na płucach. Coś okropnego. 
 
Plus tego taki, że byliśmy razem. Choć w domu można z dziećmi dostać hopla, to nie raz chwytały za serce. Emisia swoimi postępami w rozwoju, Majeczka tekstami i swoją dojrzewającą osobą.
 
 

Emisia jest coraz bardziej kontaktowa. Szybko się uczy. Gdy coś jej się pokaże, zaraz powtarza. Mało mówi, za to lubi bawić się dźwiękiem i śpiewać. Szczególnie przy usypianiu i na spacerach. Śpi nadal tylko na mnie. Nocki są okropne. Za dnia zasypia na piersi i nie da się odłożyć do łóżeczka. Nie chce też jeść. Ani papek, ani BLW, ani słoiczków. Już naprawdę nie wiem, jak rozszerzać jej dietę. Nie chce otwierać buzi i już. Jest kompletnie inna od Mai. Zupełnie inaczej się też rozwijają (Zajrzyj do wpisu o 10 miesięcznej Mai).
 
Emisia w tym miesiącu pierwszy raz wstała, a jak wstała, tak idzie jak burza. Wstawać chce cały czas, jak tylko znajdzie podparcie. Zaczęła też chodzić przy mebelkach.  Co za radocha. Te kroczki są tak słodkie i nieporadne. Ale ma dziewczyna determinację niesamowitą. Niczym się nie zraża. Jak coś upatrzy, brnie naprzód. Po mnie, po misiach, po siostrze, leci jak szalona. Tak śmiesznie pełzała, a teraz zaczyna już raczkować. Nie chce siedzieć, chce się przemieszczać. Zabawki siostry tak kuszą. Wszystkie kontakty, kabelki, buty, kółka od wózka. Jednym słowem, wszystko czego matka zabrania. Ostatnio inspiruje ją choinka. ednocześnie zrobiła się bardzo nerwowa. Jak tylko wstała, tak zaczęła się denerwować, bo chce. Ma dziewczyna charakterek, nie powiem.
 
Miło jest też obserwować, jak rośnie jej miłość do siostry. Gdy tylko ją słyszy, chce do niej. Krzyczy, pokazuje, jak potrafi, że mamy iść tam. Niesamowicie jest za nią. Cudnie się przytula. Przytula też misie, robi papa, klaszcze, wyciąga rączki, by ktoś ją podniósł.

Niestety ciągle siedzimy w domu, więc nie ma większych szans na poznawanie świata poza domem, a ten plądruje już całkiem odważnie. 
 

Majeczka w tym miesiącu miała ciężko. Ciągle w domu. W przedszkolu była te jedyne 4 dni oraz na Wigilii. Tęskni za dziećmi, za zabawami. A W domu Huba, która nie chce puścić matki. Pomagają nam babcie, jak mogą, ale zauważyłam, że Maja szybko się połapała, że babcie przychodzą, bo ja nie mam czasu, więc też nie jest szczęśliwa. Przygotowania do Świąt nieco umiliły jej ten czas. Czekała na te Święta z wielkim przejęciem. Pierwszy raz zrobiłam dla niej kalendarz adwentowy. Elf przychodził każdej nocy zostawiając listy, zadania do wykonania, drobne upominki, czasem małe upomnienia i dobre rady. Było szykowanie butów na Mikołajki, było wspólne pieczenie pierników (z czego najlepszym okazało się oczywiście lukrowanie) i ubieranie choinki. Nawet dostała list od Mikołaja wraz z nagraniem. 
 
Liczymy bardzo, że Nowy Rok przywita nas zdrowiem, lepszym humorem i nowymi atrakcjami. 
 
Szczęśliwego Nowego Roku!
 
 
 
To już moja tradycja. Co roku przygotowuję świąteczną wishlistę. Wizualizacja potrafi czynić cuda. Gdy patrzymy na rzeczy, które chcielibyśmy mieć, łatwiej jest je zdobyć. Szczególnie, gdy ku temu okazję mają nasi bliscy, a zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, więc mała ściąga last minute nie zaszkodzi. Dobra, przyznam się, moi bliscy już tak się przyzwyczaili, że o ten post proszą sami.

Czy jest sens robić listy prezentów, o których się marzy? Myślę, że tak. Wiadomo, że nie musi być to lista, to może być po prostu podpowiedź. Czytasz książki? Super, bo doskonale wiesz, że gatunków jest mnóstwo, autorów nie da się zliczyć, a z bliskich nie każdy też wie, co przeczytałaś, a co jest na Twojej liście must read. Wybór jest przeogromny i choć cała rodzina wie, że czytasz, nie każdy wie, co czytasz, co już przeczytałaś, albo ma zgoła odmienny gust. Przekonałam Cię?

Ja nawet gdy sama wpadam na jakiś fajny pomysł, zawsze konsultuję go ze współmałżonkiem osoby przeze mnie obdarowywanej, prosząc o mały wywiad. Czy już to ma? Czy może zmieniły się jakieś preferencje, wpadł nowy pomysł do głowy. Przy powszechności i łatwym dostępie do wszystkiego, wybór staje się coraz cięższy.



MARZY MI SIĘ...


Tak na serio to przespanie nocy. Chociaż jednej, no dwie, trzy... mile widziane. A poza tym. Poza tym mam morze potrzeb, ale w prezentach nie koniecznie chodzi o zaspokajanie potrzeb, a raczej o spełnienie marzeń lub zrobienie komuś przyjemności. Podarowanie czegoś, co daje radość, wywołuje uśmiech lub wspomnienie, a może stanowi element większej całości. Tak więc tym razem zachciewajki mam dość nietypowe.


ETUI NA KINDELKA - tak Kindle to było pragnienie tego roku. Mam go! Dostałam od mężunia i służy mi dzielnie. To dzięki niemu w tym roku przeczytałam 52 książki! Ale jest tak piękny i  drogi, że nie może chodzić goły. Nie, nie. Chciałabym o niego zadbać, przywdziawszy go w jakiś milusi dla oka ciuszek. Lubię takie gadżety. Szczególnie, gdy są w barwach amarant - fiolet - turkus. Jakąś taką słabość mam.

DREWNIANE PODKŁADKI POD KUBEK lub DREWNIANA TACA - kocham pić herbatkę. Rooibos z owocami jest zawsze dobrym prezentem. Tak samo, jak wygodny, duży kubek (jak to mawia mój teściu wiaderko), albo taka cudna podkładka z ciosanego pieńka. Naturalna, jakże elegancka i praktyczna.

PODUSZKA Z WEŁNY CZESANKOWEJ - do przytulania, do fotografowania na ista, do miziania. No marzy mi się i już. Tak samo, jak kocyk, ale o tym już pisałam w jesiennej wishliście. Tylko te ceny. Ehhh Ot moja próżna mżonka.

SELFIE STICK - wiem, to taki męski gadżet, ale tak marzy mi się byśmy mieli zdjęcia w czwóreczkę. Całą rodzinką. Tylko selfie stick mi to umożliwi. Tak tylko ja z dziewczynkami, dziewczynki same, dziewczynki z tatą. Wiecie, że na palcach jednej ręki policzę wspólne zdjęcia zrobione od porodu. Smutne to. Jeszcze smutniejsze, że z mężem zdjęć mam w ilości sztuk 2. I to właśnie selfie telefonem. A kiedyś się dziwiłam rodzicom.

ŚWIĄTECZNE, SWEETAŚNE SKARPETY LUB KAPCIOSZKI - Wiem, stara jestem. Wiem, może nie wypada? No ale chociaż kapcioszki takie sweetaśne lub skarpetuchy bym chciała. Bardzo. A najfajniej takie same, jak dziewczyny!

PERFUMY - oczywiście Escady. Pojawiają się na mojej liście co roku, ale jeszcze nigdy nie dostałam. Fakt przy Emisi perfum nie używam, przy Mai też nie, dopóki karmiłam piersią, zaś będąc w ciąży każdy zapach mnie drażnił. Ale już mi się tęskni za tym, by roztaczać za sobą miłą woń. Piżmową, słodką, kobiecą, uwodzicielską. Póki co, pachnę mlekiem.

KSIĄŻKI - Wiem, wiem książkoholik jestem. Nie dość, że prowadzę swój Klub Książki, co pół roku od dwóch lat organizuję wymianę książkową na blogu oraz kampanię czytelniczą CZYTAJ Z NAMI, pochłaniam ebooki, to jeszcze chcę papier. A no chcę. Nie w każdej ilości. Nie. Ja już mam sprecyzowane pozycje. Marzy mi się książka Zosi Cudny "W KUCHNI RAZEM" bym mogła troszkę z Majuchem czasu spędzić. No i 2 brakujące książki Kim Holden, o których pisałam w jesiennej wishliście.  Ta nadal obowiązuje (za wyjątkiem pozycji numer 1).







Nie długa lista prawda? Pewnie ucieszy mnie też etui na telefon, herbatka lub kubeczek. W ogóle, jak ktoś pamięta i chce sprawić radość, to mnie to zawsze cieszy. Cokolwiek by to nie było. Również kartki pocztowe, ale to już wiesz.


A Tobie co się marzy zobaczyć pod choinką??






Zęby to główna zmora wieku niemowlęcego. Co prawda, krążą legendy o dzieciach, które ząbkowanie przechodzą bezproblemowo, ale osobiście takich nie poznałam. Rosnące zęby spędzają sen z powiek nie tylko rodzicom, ale i dzieciom, przynosząc im dodatkowo silny ból, opuchnięte, bolące, rozerwane wręcz dziąsła, powodując drażliwość, płaczliwość, brak apetytu, ślinotok oraz nieustające swędzenie. 

Jeśli Twoje dziecko zaczęło się ślinić niczym buldog, nieustannie wkładać rączki do buzi, gryźć dosłownie wszystko, co wpadnie mu w pulchniutkie rączki, do tego ciągle marudzi i  najchętniej wisiałoby na Tobie dwadzieścia cztery godziny na dobę, najprawdopodobniej właśnie zaczęło ząbkować. Każde dziecko przeżywa je w sposób indywidualny. Co więcej, przy każdym zębie może to wyglądać nieco inaczej. Najważniejsze to być wówczas dla maluszka i zrobić wszystko, by przynieść mu ulgę. Jak to zrobić? Najlepiej jak najbardziej naturalnie. Poniżej znajdziesz nasze sprawdzone sposoby na bolesne ząbkowanie.

Jak pomóc dziecku przetrwać ten trudny okres?



Jeśli dziecko Ci pozwoli, wykonaj mu MASAŻ DZIĄSEŁ. Niestety przyniesie to jedynie chwilową ulgę, a niekiedy maluch absolutnie nie da się dotknąć, ale spróbować zawsze warto. Poza tym, możesz to zrobić podczas codziennej toalety jamy ustnej. Masować możesz owijając wokół palca zmoczoną zimną wodą pieluchę tetrową, gazik jałowy lub poprzez silikonową nakładkę na palca, która wygląda jak szczoteczka do zębów.

Niektóre dzieci lubią GRYZAKI, ale jeśli Twoje go nie chce, nie zrażaj się. Na rynku jest tyle kształtów i materiałów, że któryś prędzej czy później przypadnie mu do gustu. Gust zaś zależy nie tylko od upodobań, ale również od wieku i stanu uzębienia. Różne ich kształty inaczej podrażniają dziąsła i w innych miejscu, dlatego warto wypróbowywać różne. A oferta jest ogromna, od drewnianych po kauczukowe, silikonowe, wodne (które należy schładzać w  lodówce). Emilia upodobała sobie kauczukowe korale dla mam, wszelkiego rodzaju sznureczki lub po prostu pluszaki, które mają długie, wąskie elementy.

Jeśli podałaś dziecku SMOKA, w tym okresie mu go nie żałuj. Emilia nie toleruje, natomiast Maja w późniejszym etapie ząbkowania gryzła smoka tak namiętnie, że po tygodniu trzeba było kupować nowy, bo go zwyczajnie przegryzała.

Niektórzy OBMYWAJĄ DZIECKU DZIĄSŁA RUMIANKIEM, gdyż działa przeciwzapalnie, ale tu ostrożnie z alergikami. Rumianek dla dzieci, które mają skłonności do alergii nie jest najlepszym pomysłem.

Pamiętaj, że dziecko w tym czasie nie będzie miało apetytu, jedzenie może sprawiać mu ból. Szczególnie, gdy jest już nieco większe i nie podajesz mu już papek. Dobrze wówczas podawać CHŁODNIEJSZE POKARMY. Ciepło może tylko zwiększyć ból.  Staraj się też karmić na żądanie, nawet, gdy dziecko ma już ponad pół roku i dawno zaczęło swoją przygodę z rozszerzaniem diety. Pomoże też COŚ DO CHRUPANIA, co podrażni nieco dziąsła. Ja daję chrupki kukurydziane, niektórzy podają twardą marchewkę, ogórka lub zamrożoną pajdę chleba.

Jeśli powyższe nie wystarcza, zwykle sięgam po środki zaradcze, ale wybieram tylko te sprawdzone i z naturalnym składem, jak VIBURCOL, który występuje zarówno w czopkach, jak i kropelkach. Nam do gustu przypadły właśnie krople. Są łatwe w aplikacji, a maleństwu ta forma zdecydowanie bardziej odpowiada niż podawanie czopka. Zanim zdecydujesz się na skorzystanie z mojej rady, pamiętaj, że jest to lek, więc skonsultuj się z lekarzem, porozmawiaj z farmaceutą, a przede wszystkim sprawdź, czy Twoje dziecko nie jest uczulone na któryś ze składników. Viburcol pozwala nam w tym okresie jako tako funkcjonować, działa bowiem znacznie dłużej niż żel czy masaż. Mała jest wyciszona, jej rozdrażnienie złagodzone, a ja mogę chociażby wstawić obiad i zając się czymkolwiek innym, poza nieustannym noszeniem i tuleniem.



Decydując się na żel do dziąseł, zwróć uwagę na jego skład. Wiele z nich ma w sobie środki znieczulające (lignokainę lub benzokainę), które łatwo jest przedawkować, zaś skutki tego mogą być dla maleństwa bardzo niebezpieczne. Możesz sięgnąć po środki z naturalnym składem m.in. po Viburgel, który dzięki zawartemu olejowi goździkowemu ma właściwości przeciwbólowe, przeciwbakteryjne i łagodzące. Do tego jest bezpieczny, nie zawiera lidokainy. Dla zwiększenia efektu miejscowego znieczulenia, żel możesz włożyć do lodówki, by lekko schłodził zbolałe dziąsła. A w razie wątpliwości porozmawiaj z farmaceutą.

Gdy powyższe metody nie wystarczają, a dodatkowo dziecko dostaje gorączki dopiero wówczas sięgam po leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe, zwykle podając je na noc. W ciągu dnia staram się dać małej to, czego potrzebuje, czyli moją stałą obecność i troskę.

Jedno, co Ci mogę doradzić to karmienie piersią. Podawaj ją jak najczęściej. Niektóre dzieci wręcz rezygnują w tym czasie z pokarmów stałych. Wyżynanie się zęba to zazwyczaj 2, 3 krytyczne dni. Nie odmawiaj. Przystawiaj. Dziecko się uspokoi, poczuje kochane, bezpieczne i rozumiane. Uśnieżysz jego ból i dasz się najeść. Ząbkowanie to zwykle ciężki okres dla mam. Dziecko nie chce schodzić z rąk, najchętniej by się przyssało do cyca na całą dobę, a  w nocy niemalże nie śpi. Pamiętaj, że ono potrzebuje wówczas właśnie Ciebie, Twojej empatii, Twojego zrozumienia i cierpliwości. Nie denerwuj się. Zrozum i próbuj różnych sposobów. Każde dziecko jest inne, na każdego działa coś innego, każde lubi coś zgoła innego. Podążaj za jego potrzebami.