Muszę przyznać, że ostatnio naprawdę połknęłam bakcyla książkowego. Jest zdecydowanie większe prawdopodobieństwo, że pieniądze wydam na książki zamiast na ciuchy. Czytam coraz więcej i coraz częściej. Założyłam nawet własny KLUB KSIĄŻKI, gdzie jego uczestnicy wciąż mnie inspirują i otwierają mnie na nowych autorów i nowe gatunki. Bo w czytaniu przecież nie chodzi o to, by sięgać po to, co jest modne, ale po to co nam się rzeczywiście podoba i co nas będzie rozwijać.


O ile w zeszłym roku chciałam się po prostu rozkręcić i postanowiłam sobie za punkt honoru, że przeczytam przynajmniej 12 książek w roku, o tyle w tym nie patrzę na liczby, a na książki. Właśnie, a Ty czym się kierujesz przy wyborze książki? Czytasz to, co wszyscy? Ulegasz marketingowi? Wpływom znajomych, blogerów, internetu, reklamy. Wybierasz książki tylko z półki bestseller? 


Kiedyś wierzyłam, że skoro tysiące, a nawet czasem miliony sięgają po książki, to musi być ona naprawdę dobra. W większości przypadków tak jest, ale niestety to zwyczajnie biznes. Weźmy chociażby taką "Dziewczynę z pociągu"... O jaką tak książka miała reklamę, czym to ona miała nie być. Zła nie była, ale przy takim szumie powinna wbić mnie w fotel, wstrząsnąć mną dogłębnie, odmienić moje życie i sprawić, że nie będę spała po nocach. Cokolwiek. Tymczasem... ahhhh szkoda mówić, już się napisałam na ten temat i o dziwo sporo osób mi przyklasnęło. 


Czym więc się kierować przy wyborze książki? Ja stawiam na własny gust, intuicję i często czytam recenzje. Od niedawna radzę się też moich drogich koleżanek w Klubie. Uwielbiam nasze dyskusje, cenię ich zdanie i lubię się radzić. Często oceniam lekturę po okładce. Szukam, pytam, dowiaduje się. Kierując się intuicją odkryłam MUSSO, idąc za własnym gustem rozczytuje się w Emily Giffin, Cassandrze Clare czy Camili Lackberg. A dzięki poleceniom odkryłam w końcu Małgorzatę Musierowicz czy Erica Emanuela Schmitta. Rzadko czytam to, czym aktualnie zaczytują się inni. Sceptycznie do tego podchodzę. Zwykle przeczekuje i poznaje opinie innych. Dopiero wówczas się decyduję.


Nie wstydzę się własnych zainteresowań. Wychodzę z założenia, że o gustach się nie dyskutuje. Jeden lubi, gdy krew się leje, drugi gdy drży ciało, a jeszcze inny lubi się przenieść w świat fantasy. Nikogo nie wytykam, z nikogo się nie śmieję. Uważam, że to wspaniale, że mamy różne zainteresowania. Świat jest przez to bardziej barwny. Są niestety ludzie, którzy za pustaków mają tych, co nie sięgają po literaturę piękną, a czytają wszystko co wpadnie im w rękę. Tych co traktują czytanie, jak popkulturę a nie chwile wzniosłe. Ich zdaniem obce są im intelektualne uniesienia. 


Ale przecież książki są dla ludzi. Na wszystko w życiu przychodzi pora. Tak i człowiek dojrzewa do pewnych gatunków, autorów, problematyki. na różnych etapach naszego życia interesują nas inne treści. Każdy potrzebuje innych rozrywek, innych odskoczni, innego świata. Wierzę, że w księgarni warto czasem sięgać poza własne regały. Otwierać się na nowych autorów, poszerzać horyzonty, albo nadrabiać braki światowej literatury. 


Klasyka czy bestseller? Dla mnie jedno i drugie, ale zanim sięgnę upewnię się, że warto. Są książki, które zawsze chciałam przeczytać, jak "Wielki Gatsby", "Zabić drozda" czy "Ulisses", są takie, które nagle się pojawiają i noc zarwana, ale są też lektury, które nie są znane szerszemu gronu, wokół których wcale nie ma szumu medialnego,  a nam wydają się wspaniałymi, trafiają tam, gdzie powinny prosto w nasze serca. 
 
A Ty? Co wolisz? Co czytasz? Co zawsze chciałaś przeczytać?
 
 


Kasia i Magda - dwie żywiołowe indywidualistki, przyjaciółki, które pomimo odmiennych dróg życiowych, połączyło zamiłowanie do świata mody i Warszawa. Wspólnie realizują swoje pasje tworząc bloga "Quintessence of Beauty", gdzie śmiało pokazują własne stylizacje modowe, podpowiadają jak dbać o urodę i jak czuć się kobietą. Dziś zdradzą kilka kobiecych tajemnic i modowych sztuczek oraz opowiedzą o swojej pracy nad blogiem.

Dziewczyny, serdecznie witam na łamach Niuanssów. Za oknem wreszcie słońce, jak się dziś czujecie?
KASIA: To zdecydowanie moja ulubiona pora roku! W zeszłą zimę przeprowadziłam się do Warszawy i dlatego tym razem wyczekiwałam ciepła jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. Wreszcie możemy spacerować po Starym Mieście czy na Bulwarach Wiślanych w pełnym słońcu.
MAGDA: Ja również jestem zwolenniczką cieplejszych pór roku czyli wiosny i lata. Mam więcej chęci i siły na spacery, wycieczki rowerowe, spotkania ze znajomymi, a także na sesje zdjęciowe na naszego bloga. 

Prowadzicie bloga stricte modowego. Dlaczego akurat moda i uroda?
KASIA: Nasze początki w zasadzie wyglądały tak, że ja prowadziłam sama kilka lat temu bloga związanego tylko z urodą tj. opinie o kosmetykach, porady odnośnie pielęgnacji itp. Poznałyśmy się wtedy w liceum w Częstochowie. Magda interesowała się modą i śledziła już znane wówczas blogerki zagraniczne. Postanowiłyśmy więc połączyć siły i stworzyć coś pomiędzy.
MAGDA: Można powiedzieć, że świetnie się uzupełniłyśmy i wzajemnie „zaraziłyśmy” swoimi pasjami. Obie lubimy robić i „obrabiać” zdjęcia, co tym bardziej skłoniło nas do założenia bloga opartego głównie na przekazie wizualnym. Inne tematy, które pojawiają w blogosferze np. kulinaria czy psychologia, nie są nam aż tak bliskie. 

 
Kłócicie się czasem, jak to ma wyglądać? Z doświadczenia wiem, że wspólny projekt wymaga zgodnych charakterów, wzajemnego uzupełniania się, a przede wszystkim wspólnego celu i wizji?
KASIA: Owszem czasem się kłócimy! Ale są to zwykle spory o błahostki, które nie mają większego znaczenia. Różnimy się dość znacznie charakterami, ale dzięki temu udaje nam się dojść do porozumienia. Nasz wspólny blog oparty jest na prawdziwej przyjaźni i rzeczy przyziemne nie są w stanie jej zniszczyć.
MAGDA: Całe szczęście obie mamy niemal identyczną wizję na prowadzenie bloga. Zwykle podoba nam się to samo, a nawet nasz tok myślenia jest bardzo spójny. Gdybyśmy miały inny cele, to z pewnością nie mogłybyśmy razem prowadzić Quintessence of Beauty. Uzupełniamy się wzajemnie i szanujemy. 

Szacunek przede wszystkim, jednak z pewnością dzielicie się obowiązkami. Ustaliłyście jakiś przydział obowiązków? Kto kogo beszta? Kto kogo namawia?
KASIA: Hmmm, ciężko to jednoznacznie określić Staramy się motywować wzajemnie do dalszej pracy nad blogiem. Czasem nam obu zdarza się krytyka, ale oczywiście tylko i wyłącznie konstruktywna. Ja jestem taka osobą, która nie boi powiedzieć się prawdy prosto w oczy, wiedząc że po prostu tak będzie korzystniej dla nas obu.
MAGDA: Czasem to ja namawiam Kasię na zdjęcia, czasem Kasia mnie. Zatem różnie to bywa, w zależności od intensywności naszej pracy oraz naszego samopoczucia. Ale zdecydowanie większym krytykantem jest Kasia! 

Wasz styl jest bardzo prosty, klasyczny i stonowany. Brak w nim krzykliwych kolorów, zwariowanych wzorów i bujnej, sztucznej biżuterii. To klasyczna elegancja jest waszym zdaniem najbardziej szykowna? Czy czasem pozwalacie sobie na małe eksperymenty?
KASIA: Powiem Ci szczerze, że mój styl z początku był właśnie taki, jak powiedziałaś. Nieco krzykliwy, z mixem kolorów i printów, a także bujną biżuterią. Jednak w miarę upływu lat oraz (chyba) pod wpływem Magdy mój styl się wyklarował na bardziej stonowany. Nadal więcej kombinuje niż Magda, więc zdecydowanie częściej eksperymenty zdarzają się mnie, ale ubieram się z umiarem i bardziej w kierunku klasyki. Najlepiej czuję się w modzie street fashion, która odważnie łączy różne style. Ostatnio zestawiłam np. kurtkę moro z czerwonymi szpilkami, co nie wydaje się być dość oczywistym połączeniem.
MAGDA: Ja z kolei od zawsze byłam największą fanką klasycznej elegancji i tak już mi pozostanie. Cenię sobie minimalizm, a także prostotę formy i koloru. Lubię stylizacje kobiece, szykowne, ale z nutką nowoczesności. Dla mnie klasyka jest ponad wszystko, choć muszę przyznać, że czasem zdarza mi się również więcej pokombinować przy stylizacji np. gdy wybieramy się na pokaz mody czy bierzemy udział w jakimś ciekawym evencie. 
 
Wasza złota rada. Podstawa, jaką powinna znać każda kobieta to?
KASIA: Mniej znaczy więcej!
MAGDA: Nigdy nie udawaj, po prostu bądź sobą, a będziesz wiarygodna. 

W takim razie, co jest absolutnym must have w szafie kobiety?
KASIA: Każda szafa powinna opierać się na tzw. elementach Basic. Są to z pewnością czarne spodnie, klasyczny trencz, biała koszula, szpilki, prosty t-shirt, sukienka typu mała czarna.
MAGDA: Warto dołożyć do tego kompletu bardziej nowoczesne elementy jak skórzana ramoneska czy też sportowe buty typu sneakersy. 

A co z dodatkami? W końcu diabeł tkwi w szczegółach...
KASIA: Na samym początku założenia bloga obie lubiłyśmy dużą biżuterię, ogromne torby oraz zwykle buty na wyższym obcasie. Wtedy panowały też inne trendy, więc można powiedzieć, że się dostosowałyśmy. A jak jest teraz?
MAGDA: Obecnie obie cenimy sobie minimalizm w dodatkach. Na co dzień nosimy cienki naszyjnik np. z serduszkiem w zestawieniu z klasycznym, czarnym zegarkiem i to nam wystarcza. Pokochałyśmy małe torebki typu listonoszki, a także płaskie buty, głównie sportowe sneakersy. 

Kto dla Was jest prawdziwą ikoną mody? Waszym autorytetem i wzorem do naśladowania. Skąd czerpiecie inspiracje?
KASIA: Tak naprawdę inspiracje czerpiemy głównie z naszej głowy oraz tego co widzimy na ulicach w dużych miastach. Przeglądamy również znane magazyny modowe oraz blogi kultowych blogerek z całego świata. Ja osobiście lubię styl Kate Moss czy też Olivi Palermo.
MAGDA: Jeśli chodzi o blogi modowe, to ostatnio najczęściej zaglądamy na stronę ohhcouture.com prowadzoną przez uroczą Leonie, a także na stronę „księgi modowej” czyli lookbook.nu, gdzie możemy znaleźć mnóstwo inspiracji. 
 

W takim razie co według Kasi i Magdy jest KWINTESENCJĄ KOBIECOŚCI?
KASIA: Kwintesencją kobiecości jest dla mnie pewność siebie. Kobieta, która jest pewna siebie, zna doskonale swoje atuty i wie jak o siebie zadbać bez problemu będzie potrafiła zaprezentować 100 % swojej kobiecości.
MAGDA: Zgadzam się z Kasią i mogę dodać motto naszego bloga, które brzmi, iż każda kobieta nosi sobie w piękno, ale cała sztuka polega na tym aby odkryć jego kwintesencję. I my właśnie w tym pomagamy naszym czytelniczkom. 

Wydaje mi się, że to nie ubrania decydują o stylu, a już z pewnością nie koniecznie dodają każdej kobiecie elegancji. Zgodzicie się ze mną?
KASIA: To prawda. Nie bez kozery mówi się, że ze stylem trzeba się po prostu urodzić. Niektóre kobiety założą na siebie zwykły t-shirt, dobrze skrojone rurki oraz eleganckie buty i już wyglądają stylowo. Jak już wspomniałam, decyduje o tym po części pewność siebie, jak również nasz ogólny wizerunek, zachowanie oraz co istotne – sylwetka.
MAGDA: Myślę, że elegancję trzeba mieć po prostu w sobie. Styl można z czasem ukształtować w odpowiedni sposób, ale to coś wyjątkowego nie każda z nas będzie miała okazję sobą zaprezentować. 

Lato tuż, tuż. Nie mogę Was nie spytać o to, co będziemy nosić w tym sezonie?
KASIA: Jeśli mówimy o lecie to zdecydowanie będą to zwiewne sukienki w stylu boho oraz te z subtelnymi ażurami oraz falbanami. Super modne będą dekolty w łódkę, a także wszystko to, co odsłoni nasz brzuch
MAGDA: Dla mnie tego lata będą rządzić biel oraz błękit. Sukienki oraz płócienne koszule w tych odcieniach to zdecydowanie must have dla każdej z nas. Poza tym, jak co roku, tak i tym będziemy kochać wszystko to, co jest kwieciste! Ma być romantycznie i kobieco. 
 

Uciekając nieco od ciuszków, zastanawiam się, jaki jest wasz niezawodny trik urodowy oraz kosmetyki, bez których nie potraficie się obejść?
KASIA: Dla mnie numerem jeden w makijażu są czerwone usta. Jestem ich fanką od lat! Mam w swojej kosmetyczce chyba wszystkie odcienie czerwonych szminek i nie wyobrażam sobie makijażu bez nich. Czerwona szminka dodaje pewności siebie i sprawia, że czuję się bardziej kobieco.
MAGDA: Od wielu miesięcy jestem pod wrażeniem potęgi konturowania. Na naszym blogu pokazałyśmy nawet, jak krok po kroku wykonać te czasochłonną, ale jakże efektowną technikę makijażu. Nie obejdę się zatem bez pudru brązującego oraz rozświetlacza. 

Dziewczyny, było mi niezmiernie miło Was poznać. Dziękuję za rozmowę i garść inspiracji. Chyba też powinnam się zabrać za swoją szafę. Życzę spełnienia marzeń oraz nieustającego pasma sukcesów.
MAGDA: Dziękujemy i życzymy wszystkim czytelniczkom Niuanssów odwagi w przygotowywaniu swoich codziennych stylizacji, a przede wszystkim pewności siebie, bo to ona buduje nasz wizerunek. Do zobaczenia! 
 



Wywiad powstał przy współpracy z magazynem NIUANSSE, w którym odnajdziecie również moją rozmową z Julitą Pająk oraz artykuł dotyczący wypoczywania. Wytchnienie jest motywem przewodnim numeru. Zajrzyj koniecznie. Poznasz magiczny świat Waranasi, przeczytasz recenzje najnowszych bestsellerów, zasmakujesz letnich przepisów i udasz się w podróż po warsztacie Skayi oraz Misiura Design. Myślę, że Ci się tam spodoba! 

Ciekawa jestem również, czy wywiad przypadł Ci do gustu. Co myślisz o dziewczynach i ich pasji? Odpowiada Ci ich styl. Wiem, że moda to na Save the Magic Moments jest traktowana po macoszemu, dlatego postanowiłam Cię nieco zaskoczyć.




 
Dawno temu przeczytałam u kogoś wpis, dotyczący "zachwytów nad tatusiami". Ściślej rzecz ujmując, autorkę trapiła myśl, że wystawiamy chłopom laurki, na które zupełnie nie zasłużyli. Jej zdaniem całkiem niesłusznie rozczulamy się na widok mężczyzny z dzieckiem na rękach, wychwalamy mężów, którzy korzystają z urlopu tacierzyńskiego, czy potrafią zmienić pieluszkę. Przecież to ich święty obowiązek. Czy aby na pewno?
 
A ilu znasz mężczyzn, którzy nie wstydzą się ojcostwa? Którzy nie sprowadzają go do bycia głową rodziny i zarabiania na nią? Ilu znasz mężczyzn, którzy nie tylko skorzystali z prawa do urlopu tacierzyńskiego, czy zwolnienia na żonę po porodzie, ale skorzystali z urlopu wychowawczego? Ilu znasz mężczyzn, którzy chętnie zostają w domu z dzieckiem, podczas gdy na dom zarabia właśnie kobieta? Ilu znasz mężczyzn, którzy dają sobie umalować paznokcie przez córkę? Nie wstydzą się publicznie wołać za dzieckiem kocham Cię! Znają ich ulubiony kolor oraz wiedzą na co dziecko jest uczulone, co lubi jeść, czego nie tknie? A no właśnie. Wcale nie tak wielu prawda?
 
Na szczęście to się zmienia. Na szczęście jest ich coraz więcej. Na szczęście nasza kultura się zmienia. Stereotyp ojca żywiciela, przed którym dziecko czuje jedynie respekt, ale się go boi i praktycznie nie widuje, a już na pewno nie ma żadnej więzi, idzie w zapomnienie. I chwała Bogu. Uważam, że nie ma nic piękniejszego i bardziej męskiego od faceta tulącego i całującego niemowlaczka. Od taty, który wstaje w nocy, by podać dziecku butlę czy zmienić pieluchę.
 
Skąd te zachwyty nad tatą spacerującym z berbeciem? Z naszego pragnienia posiadania czułego, troskliwego i kochającego partnera. Ot co. Z resztą, wiesz co? nie ważne skąd. Uważam, że te zachwyty, achy i ochy, westchnienia, laurki czy hymny dziękczynne są słuszne. Facet nie kobieta, tak szybko na laurach nie siada. A pochwalony nie od razu robi się próżny, a raczej zostaje utwierdzony w przekonaniu, że postępuje słusznie, jego ego rośnie, więc.... robi to dalej!  


Dzięki temu, nam jest lżej niż naszym mamom. Dzięki nim nie musimy poświęcać dla dziecka wszystkiego. Dzięki nim możemy w nocy czasem do tego dziecka nie wstać, rano odespać, wyjść z przyjaciółką na kawę, na zakupy. Dzięki temu nie tylko możemy zadbać o siebie, ale i o wspólną relację mąż - żona. Jak to? Dzielenie obowiązków. Dzielenie się odpowiedzialnością. Nie jest tak, że mama jest od karmienia, a tata od zabawy. Jasne każde z nas ma swoje specjalizacje. Każdy z nas ma nawet swoje preferencje. Ja np. zdecydowanie wolę Majci czytać książeczki niż szaleć z nią do utraty tchu, ale oboje robimy wszystko. Tata nie da tylko cyca, ale zawsze może dziecko podać mamie, nakarmić butelką, czy chociażby spioniozować berbecia po jedzonku.


Dziś Dzień Ojca. Jednak tym razem zamiast składać życzenia w imieniu Mai, pragnę podziękować mojemu mężowi za to, jak wspaniałym jest Tatą. Za to, że uwielbia się z Nią bawić. Za to, że rozumie ją niekiedy lepiej ode mnie. Za to, że zaraża ją własnymi pasjami. Za to, że co dzień w jego oczach widać przeogromną miłość. Za to, że mimo iż często przez Maję odrzucany, chowa dumę w kieszeń i wciąż wychodzi jej naprzeciw. Za to, że się nie poddaje w swoich staraniach. Za to, że co dzień jego uczucie jest coraz silniejsze. Za to, że... mogę tak dłużej... :)  Mężu po prostu dziękuję! Miłego Dnia Ojca! Jak co roku, mamy dla Ciebie piękną niespodziankę! Tym razem udział Majucha jest znacznie większy. Ale to, jak do Nas wrócisz! Będziesz zachwycony! Kochamy Cię!



 
Wreszcie mamy lato! I to pełną parą. Kocham tą porę roku. Kojarzy mi się niezmiennie z dzieciństwem. Moja pamięć emocjonalna sprawia, że wciąż się uśmiecham. Zwykle zamykając przy tym oczy. Każdy zapach, każdy smak, powiew lekkiego wiatru, dotyk ciepłego deszczu, a nawet groźny grzmot pioruna podczas letniej burzy przywołuje miłe wspomnienia. Tak! Niezaprzeczalnie lato to najlepszy moment by zwolnić. Przynajmniej na moment się zatrzymać i zastanowić nad swoim życiem. Dlaczego?

Latem mimo woli życie toczy się wolniej. Dłuższe dni, więcej słońca, my bardziej promienni i uśmiechnięci. Nagle znajdujemy czas na leniwe wieczory w ogródku, na mieście ze znajomymi, spacery z ukochanym. Latem zwalnia również miasto. Są mniejsze korki. Betonowa dżungla zdaje się być ospała, a my zaczynamy wyraźniej czuć zapach kawy, unoszący się z pobliskiej kawiarni, smak truskawek, czereśni, poziomek. Częściej się do siebie uśmiechamy. Przywdziewając zwiewne sukienki, przestajemy biec, a zaczynamy chodzić tanecznym krokiem. Zwłaszcza gdy w radiu puszczą nasz ukochany wakacyjny kawałek. Nóżka sama chodzi.

Tak, wakacje to zdecydowanie dobry moment, gdy chcesz coś w swoim życiu zmienić. Endorfiny Ci w tym pomogą. Letnie miesiące są idealne na rozsmakowanie się w slow life. Acz slow nie oznacza tu dosłownie wolniej. Fakt, z samej nazwy kojarzymy slow life z wolniejszym życiem, ale slow life to nie wolniejsze życie. To życie, w którym brak wyścigów. Brak pośpiechu. Życie, w którym nie próbujemy być lepsi, silniejsi, szybsi. To życie zgodne z rytmem własnego serca, własnego organizmu, własnego JA! To życie w równowadze. W zgodzie z naturą. A natura zmienna jest. Po lecie przychodzi jesień, zima, by wreszcie powitać wiosnę. Tak Ty, masz prawo przyśpieszać, zwalniać, zatrzymywać się kiedy chcesz. Byle byś robiła to zgodnie ze swoimi potrzebami. W swoim tempie. Nie tym dyktowanym przez innych, przez miasto, przez świat. 

Żyj we własnym tempie. Ale najpierw poczuj rytm. A żeby go poczuć, musisz zwolnić. Zatrzymać się na moment. Wówczas ciesz się chwilą i save the magic moments!
 
Save the Magic Moments

Nie lubię grzebać w sieci. Naprawdę. Nie buszuję po necie, jeśli nie muszę, choć i tak siedzenie przed komputerem zabiera mi zdecydowanie za dużo czasu. Lubię jednak zaglądać czasem na instagrama i moje ulubione profile. Dlaczego? No cóż. Bądźmy szczerzy oglądanie zdjęć nie wymaga od nas zbyt wiele prawda? Nie trzeba czytać, komentować, zagłębiać się. Wystarczy po prostu oglądać i wcisnąć serduszko. Ale nie dlatego lubię tak sobie poglądać. Przede wszystkim poprzez śledzenie pewnych profili uczę się.
 
Tak. Dobrze przeczytałaś. Uczę się. Czego? Fotografii? Kompozycji. Kadrowania. Podpatruje i uczę się. Podglądam. Rozwijam kreatywność. Kocham zdjęcia. Kocham fotografię, ale zawsze się jej bałam. Nie wiedzieć czemu. Też tak miałaś? Że bardzo chciałaś się czegoś nauczyć, ale miałaś wrażenie, że to jest poza Twoim zasięgiem? Ja tak właśnie mam z robieniem zdjęć. Boję się aparatu jak ognia. Dlatego lubię patrzeć na ludzi, którzy mają talent w ręku. 
 
Czasami podpatruję po prostu miejsca, które kocham i za którymi tęsknię (np. Londyn) albo oglądam "wielki świat" podróży, pięknych ciuchów i pięknych ludzi. Podpatruję kulinarne arcydzieła albo foty znajomych mam blogerek. 

Zapraszam na 5 moich ulubionych profili instagramowych:

OHH COUTURE
Blogerka, globtroterka, fashionistka, a przede wszystkim przepiękna kobieta, która ma wspaniały gust, wciąż podróżuje po świecie i ktoś ją nieprawdopodobnie pięknie fotografuje. Te kadry nie raz zapierają mi dech w piersiach. Sami zobaczcie.


MAGDA.READS
Lubicie czytać? Natychmiast polubcie tą dziewczynę. NIe tylko piękne zdjęcia książek, ale i wspaniałe mini recenzje. Exblogerka, która pozostawiła sobie tylko instagram. Uwielbiam do niej zaglądać, zwłaszcza gdy szukam dobrej lektury


SAMANTHA LEE
Kiedyś pokazywałam Wam jej profil na moim fb. To co ta kobieta robi z jedzeniem, w jaki sposób je stylizuje, jaką ma wyobraźnię jest po prostu nie do opisania. To prawdziwa artystka. Każde zdjęcie to moje WOW!


LOVELIMZY
Znów artyzm, znów talent przez duże K. Nieprawdopodobne piękno, delikatność i artyzm widać na każdym kolejnym zdjęciu. Piękne rysunki w połączeniu z płatkami kwiatów. Zrobienie tego musi nieco trwać. Ludzie mają piękno w sobie, a ta kobieta tworzy sztukę i to niepowtarzalną. Jedyną w swoim rodzaju.


BRYLIŃSKA
Mama, blogerka znana pewnie wielu osobom. Nie śledzę jej bloga, śledzę tylko zdjęcia, które są przepięknie skadrowane, przemyślane. Choć sama mam nieco inne podejście co do sposoby ubierania dziecka, to jej zdjęcia uwielabiam. Wyczucie smaku ma na najwyższym poziomie. Zdecydowanie



Jak Ci się podobają? A Ty, kogo lubisz podglądać? Bo to troszkę podglądanie jest prawda? Mam nadzieję, że do mnie też zajrzysz??
 
 

super dziadek
 
Bycie dziadkiem nie jest łatwe. Znacie ten stereotyp, który głosi, że od wychowywania dzieci są rodzice, a dziadkowie od rozpieszczania. Co za głupota! Jeśli jesteś dziadkiem i uważasz, że Twoja rola kończy się na zabieraniu wnuka do zoo, ciągłego noszenia na rękach i wciskaniu dziecku słodyczy, to jesteś w błędzie! Co więcej jesteś na dobrej ścieżce do mega awantury rodzinnej. Pamiętaj, że to Twoje dziecko dwoi się i troi by sprostać najważniejszemu zadaniu w swoim życiu - wychowaniu dziecka. Nie przeszkadzaj mu w wypełnianiu swojej misji. Twoja rola to przede wszystkim wspieranie rodziców i służenie radą oraz pomocą. Różnica pokoleń to jedno. Ale Twoje dziecko zwyczajnie Cię potrzebuje. Ciebie i Twojego doświadczenia. Nawet jeśli robi wszystko inaczej. Nawet jeśli obrało własny styl wychowywania potomstwa, ono Ciebie nadal potrzebuje. Potrzebuje Twojej aprobaty!

NIE ROZPIESZCZAJ WNUKA!


Nieustannie odnoszę wrażenie, że większość dziadków poprzez kontakty z wnukami chce sobie coś zrekompensować. Chcą być lepszymi dziadkami niż byli rodzicami. To naturalne, bo każdy z nas popełnia błędy. Zwłaszcza te wychowawcze. Te zaś są najgorsze, bo plony zbieramy dużo później.  Nie znam rodziców idealnych. Bynajmniej moi takimi nie byli. Zapewne Twoi też nie. I spokojnie możesz wymienić ich błędy, albo wskazać na zachowania, których nie znosisz, których w swoim domu nie chcesz praktykować. To normalne. Nie jesteś wynaturzonym dzieckiem, a Twoi rodzice złymi rodzicami. Dlatego dziadkowie nie krzyczą, nie zakazują i nie odmawiają dziecku niczego! Postępując w ten sposób, potwierdzacie tylko jakimi jesteście rodzicami. Rozpieszczając wnuka, dając mu wszystko, co jego mała główka sobie wymyśli, wszystko, czego dać nie mogliście nam, czyli swoim dzieciom, zwyczajnie je psujecie. Sprawiacie, że nie znoszą sprzeciwu, podważacie autorytet ich rodziców i burzycie niekiedy ich relacje. Bo co sobie pomyśli takie dziecko o mamie, która krzyczy na babcie, bo dała mu super pysznego batonika przed obiadem. Przecież to babcia (zdaniem dziecka) jest ta lepsza! A mama nie dość, że tego nie popiera, to jeszcze na babcię krzyczy.

WSPÓŁWYCHOWYWANIE


Przebywanie z wnukami to nie tylko sielankowa zabawa, ale również opieka nad dzieckiem, a co za tym idzie obowiązek we współwychowywaniu. Chcąc nie chcąc, będąc blisko w wnukiem uczysz go. Dziecko jest znakomitym obserwatorem. Czyżbyś o tym zapomniał? Uczysz swoim zachowaniem wobec niego, wobec rodziców, wobec świata. Jeśli dla przykładu lekceważysz prośby własnego dziecka, by nie dawać wnukowi słodyczy, nie tylko karmisz go niezdrowym jedzeniem, prowadząc do nadwagi i zmian chorobowych, ale uczysz lekceważenia rodziców i zasad panujących w jego domu. 
Właśnie JEGO dom, bo jego dom to nie jest już Twój dom. Dziadkowie często o tym zapominają. W domu Twoich dzieci panuje zupełnie inny ład i porządek. Zupełnie inne zasady i relacje, do których Ty niestety, ale musisz się dostosować i respektować. Tyczy się to szczególnie dziadków opiekujących się maleństwami na co dzień. Babcia czy dziadek wchodzi wówczas w rolę opiekunki, a tym samym potrzebne jest ustalenie zasad i metod wychowawczych. Nie ma tu miejsca na konflikt interesów. Dziecko musi mieć jasne zasady. Gdy każdy z opiekunów postępuje inaczej ma to negatywny wpływ nie tylko na relacje rodzic - dziadek, ale przede wszystkim na psychikę i rozwój malucha. 

DZIADKU SIĘGNIJ PO ŚCIĄGĘ!

Dziadkowie, którzy chcą czynnie uczestniczyć w życiu i wychowywaniu wnuków powinni dalej się kształcić w zakresie wychowywania dziecka. Tak samo, jak będąc rodzicami czytali poradniki, tak samo będąc dziadkami wchodzą w nową rolę i nic nie staje na przeszkodzie, by sięgnęli po literaturę skierowaną właśnie dla nich. Do roli dziadków warto się przygotować. Jak do każdej. Dowiedzieć co dziś w trawie piszczy, jakie bajki są na czasie, jakie zabawy czy zabawki. Jakie są dziś badania dotyczące sposobu karmienia, szczepień itp. W co się bawić z dzieckiem, by wspierać jego rozwój. Uważam, że to wspaniałe, gdy są jeszcze babcie, które potrafią się rozwijać, pytać, uczyć czegoś nowego. 

CO MASZ DO ZAOFEROWANIA ?


Z drugiej strony potrafią przekazać nauki, które kiedyś się sprawdzały. Kto nauczy dzieci wyliczanek, jak nie babcia. Szczerze mówiąc ja nie pamiętałam np. "sroczka kaszę ważyła", "chodzi kominiarz po drabinie" czy "kosi, kosi łapci". Dziś nie są tak popularyzowane, a to właśnie babcie zwykle je pamiętają. Kto opowie bajkę lepiej niż dziadek. Mój robił to wspaniale. To właśnie dziadek nauczył mnie miłości do książek. Dziadek pokazał mi wrażliwość na przyrodę, nauczył tak wiele o roślinach i ich pielęgnacji. To z dziadkiem bawiłam się w szkołę, uczyłam zbierać grzyby. Dziadek pokazywał mi jak piękny i zachwycający potrafi być świat, a babcia... Babcia dała całe serce, pokazując mi jaka jestem ważna.

Dziadkowie są również odpowiedzialni za wnuki. Mają swój wkład w ich wychowywanie. I to nie byle jaki. Warto pamiętać, że będąc dziadkiem nadal jesteście rodzicami i swoje dzieci powinniście również wspierać oraz traktować z szacunkiem. Zamiast tylko rozpieszczać, zastanówcie się czego możecie nauczyć, jaki dajecie im przekaz, jaki komunikat. To właśnie dziadek ma większe szanse na odciągnięcie dziecka od komputera i internetu. Wbrew pozorom to właśnie babci dziecko chętniej się zwierzy z problemów w szkole. To dziadkowie zwłaszcza Ci, którzy są już na emeryturze i mają więcej czasu, mają szanse na pokazanie dziecku czym jest pasja. To babcia może przelać na wnuczkę bakcyla do gotowania.  Dziadkowie mogą dziecku przekazać istotne wartości i  prawdy życiowe. Nie umywaj więc rąk idąc na łatwiznę i zachowując się egoistycznie. Dziecko to nie zabawka. Nie służy do zabawy. To człowiek, z którym musisz nawiązać głębszą relację. Nie stój też proszę z boku, czekając na specjalne zaproszenie. Twierdzenie, że swoje zrobiłeś, bo wychowałeś syna czy córkę też nie świadczy o Twojej wyższości. Twoja rola nie minęła, nadal jesteś rodzicem. A dodatkowo jeszcze dziadkiem. Dziadek to nie Pan od zabawy, inaczej nazywałby się Panem od zabawy, a nie dziadkiem. Dziadek to coś więcej!
 

Muszę przyznać, że byłam już bardzo bliska zakończenia tego cyklu wpisów, szybko jednak doszłam do wniosku, że za bardzo mi będzie tego brakowało. Postanowiłam pociągnąć temat do trzecich urodzin. Co Ty na to? Mam nadzieję, że Cię to ucieszy?

25. miesiąc pod jednym względem był jak wszystkie poprzednie - pełen niespodzianek. Zdawać by się mogło, że po drugich urodzinach wszystko wróci do normy, a tzw. bunt dwulatka odejdzie w niepamięć. Niby Maja faktycznie jest inna. Naprawdę zrobiła się bardziej potulna. Wciąż się przytula. Zwłaszcza nad ranem. Mamy jeszcze pół godzinki dla słoninki, wtulona jedna w drugą. Coraz częściej słyszę Maja kocha mamę albo Kocham Cię mamo! Coraz częściej moje dziecko przybiega do mnie tylko po to, by przytulić się do mojej nogi. A jednocześnie coraz częściej diabeł ją korci, więc non stop psoci. A to rzuci butem w lustro, a to wejdzie bez pytania na parapet albo się schowa. No hitem tego miesiąca była "przyozdobiona" ściana. Szok. Dla ścisłości: ona nie rysuje kredkami. Nie lubi. A tu taki klops. Cała ściana. Picasso poczuł natchnienie. Dzięki Waszym radom udało mi się zmyć wszyściusieńko, bez żadnych plan i uszczerbków na wyglądzie salonu. Dziękuję!!!!!!

Maja chce wejść na każdy murek, każde krzesło, a w zoo najciekawsze były ławki! Tak ławki. Maja wchodziła dosłownie na każdą. Wszystkiego chce dotknąć, wszystkim rzucać. No istny urwis momentami. Gagatek jest wszędzie. Jak w Matrixie. Była tam, już jest tu. Nie wiem doprawdy, jak ona to robi. Ostatnio byłyśmy w lesie. Nawet nie wiem kiedy podbiegła do mrowiska i wsadziła w nie palucha! No serce mi stanęło. Całe szczęście, że byłam równie szybka i obyło się bez tańca Telimeny.
 
 
Jednocześnie nasze dziecko stało się szalenie uprzejme i kulturalne. Cokolwiek bym jej nie podała, w czym nie pomogła, wciąż słyszę Dziękuję Ci mamo! Rozwala nas to kompletnie. Robi się też "całodobowa". Gada, gada i gada. Non stop. A jak nie ma do kogo, rozmawia z Heniem i z całą resztą pluszaków oraz lal. A ja uwielbiam wówczas ją podglądać. Rzuca takie teksty, że boki zrywać. Nie tylko jej zasób słów z dnia na dzień się powiększa, ale doskonale rozumie ich znaczenie. Wie, jak ich użyć. Wie, co powiedzieć i jakim tonem. Taki mały człowieczek, co to gada jak stary. Ile my się czasem naśmiejemy. Aż żałuję, że na bieżąco nie zapisuję tych jej powiedzonek. Do naszych ulubionych należą: Tata popraw mi fryzurę. Zwolnij! Nie jedź tak szybko!


Aaa... bym zapomniała i kilkanaście razy dziennie słucham Lady Pank, bo ukochaną piosenką mojego gagatka są TACY SAMI. Chodzi i śpiewa, tworzy remixy oraz własne wersje. Na początku brzmiało to jak Tacy sami, aścianami. Hehhe. Teraz jest już normalnie. Aż się boję co przyniosą kolejne miesiące. Rośnie mi niezła artystka!

Pogoda dopisuje, więc w tym miesiącu większość czasu spędziliśmy na zewnątrz. Odwiedziliśmy już łódzkie zoo i zaliczyliśmy kilka rodzinnych wycieczek rowerowych. Mężuś kupił mi przecudny rowerek miejski i tak sobie z gracją (no dobra często z wywieszonym jęzorem) jeżdżę szczęśliwa. A Maja ma taką radochę, na jaką nawet nie liczyliśmy. W foteliku siedzi taka dumna i uśmiechnięta, że serce rośnie. Do tego śpiewa całą drogę Ogórek, ogórek, kiszony ogórek! Byłyśmy już kilka dni poza miastem u babci, gdzie Maja biega wciąż z konewką usiłując podlać kwiatki, choć więcej podlewa swoje stopy, zbiera chwasty i radośnie goni sierściuch albo próbuje go o zgroza dosiąść.
 
 
Oczywiście był i wspaniały Dzień Matki, na który dostałam pierwszą laurkę, buziaka z rańca i usłyszałam wyznanie miłosne oraz nasz kolejny, wspólny Dzień Dziecka. Ale są i problemy. Bo choć Maja coraz częściej robi mi tę uprzejmość i przesypia noce to niestety zaczęły dokuczać piątki. Do tego mamy problemy z nóżkami, więc tułamy się po ortopedach. Ehhhh
  
A Tobie jak upłynął ostatni miesiąc?
 
 
matka matce wilkiem
Ta wojna nigdy mnie nie dotyczyła. Staram się nie oceniać, nie wymądrzać, nie ganić. Jak mawiała Korba "Nie mój cyrk, nie moje małpy". Może dość dobitnie powiedziane, ale taka jest prawda. Nie zamierzam się wtrącać do wychowywania czyiś dzieci. Zawsze mam swoje zdanie, a jak go nie mam pytam o rady innych mam. Nie wstydzę się tego. Uważam, że właśnie o to chodzi, by dawać innym wsparcie, dzielić się doświadczeniem, a czasem po prostu wysłuchać. Trzymać się razem. Ale jak tylko po tej stronie brzuszka pojawiła się Maja zaczęłam odczuwać różne zgrzyty, krzywe spojrzenia, czasem nawet ataki za sam fakt opowiadania się za którąś opcją.
 
Jest wojna mam-cyców z mamami mm. Jest wojna mam wychowujących z mamami tresującymi. Jest wojna mam pampersujących z mamami tetrowcami. Jest też wojna mam wyznających macierzyństwo bliskości i mam wyznających zimny chów i karne jeżyki. Jest w końcu przechwalanie się, czego to moje dziecko nie potrafi. Długo by wymieniać. Nic mi do tego. Naprawdę. Czy zamierzam kogoś przekonywać do swoich racji? Nie. Choć z drugiej strony tak, bo większość mam odbiera samo wypowiedzenie się w temacie jako atak, nakłanianie, nagabywanie. Zwał jak zwał. Spotkałam się już z naprawdę przeróżnymi sytuacjami. Są mamy, które wręcz zrywają kontakty, bo myślą inaczej, bo wychowują inaczej.
 
Powiem Wam jedno: ile mam, tyle sposobów na wychowanie. Ile mam, tyle zdań. Przynajmniej u Nas w Polsce, ale czy naprawdę matka matce wilkiem być musi? Wszystkie jesteśmy mamami, wszystkie kochamy swe dzieci, wszystkie chcemy dla Nich jak najlepiej, tylko obieramy inne kierunki realizacji celu. Ale tak naprawdę wszystkie codziennie przechodzimy przez to samo, mamy te same problemy, te same rozterki, te same burze hormonów. Czy nie lepiej byłoby trzymać się razem? Wspierać, szanować i wzajemnie dopingować. Nie konkurować. Nie urządzać wyścigu szczurów. Nie pouczać. Wierz mi, każda z nas jest zmęczona, ma czasem dość. Każda chce się komuś wyżalić, wygadać, wypłakać. Lepiej zrobić to właśnie innej mamie. Jasne, że łatwiej jest znaleźć rodziców, którzy myślą i postępują tak samo, jak my, ale czy naprawdę warto jest czasem zrywać kilku lub kilkunastoletnią przyjaźń, bo karmisz piersią, a Twoja psiapsióła mm? Czy naprawdę warto kogoś skreślić, bo wrócił do pracy, podczas gdy Ty wybrałaś siedzenie z dzieckiem? Czy naprawdę musisz taką osobę oceniać, strofować, wyśmiewać?

 
Każdy, ale to absolutnie każdy z nas jest taki, a nie inny z określonych powodów. Światopogląd każdego z Nas ukształtował się w sposób niepowtarzalny. Pomyśl, że jesteś wyjątkowa. Ale Twoja koleżanka również! Doceń jej atuty, czerp z jej doświadczenia. Może ma starsze dziecko od Twojego? Może ona już nie panikuje, gdy Twoje dziecko nie je, w nocy nie śpi, ma gorączkę, zbije kolano (...), a Ty nie wiesz co robić? Może Ci doradzi? I czy to przyjmiesz, czy nie, podziękuj jej, doceń, a zrób to, co właśnie Tobie wydaje się słuszne. Podążaj własną intuicją, a wszystko będzie dobrze. Wasze relacje również. I bądź szczera. Nie udawaj, nie rób min. Nie bądź fałszywa. Mama to wyczuje. Empatię mamy na najwyższym poziomie. Ty też. Więc czemu uważasz, że Ona nie?
 
Więc mamki trzymacie się razem. Niechaj mamy lubią mamy!

Eric Emmanuel Schmitt
Wstyd nie znać tej książki. A jednak. Ja nie znałam. Nie znałam w ogóle twórczości Erica-Emmanuela Schmitta. Za namową Marzeny czyli "Matki Puchatka" postanowiłam zacząć właśnie od tego opowiadania. I tak zrobiłam. I przepadłam. Zakochałam się. Wzruszyłam. To majstersztyk literacki. Arcydzieło. Prawda o życiu i śmierci zapisana na niespełna 70 - ciu kartach. Piękna, czysta, prosta w formie i przekazie. Tu każde zdanie się liczy. Każde jest na miarę złota. Każde jest aforyzmem samym w sobie. Każde niesie przesłanie, prawdę i mądrość. 

Oskar ma zaledwie 10 lat. Jest nieuleczalnie chory na białaczkę. Żadne metody, żadne leki na niego nie podziałały. Umierając w szpitalu poznaję ciocię Różę, byłą zapaśniczkę. Kobietę niezwykle ciepłą, mądrą, która potrafi rozmawiać o wszystkim, która ofiarowuje mu swoją przyjaźń i ciepło, zrozumienie. Która go słucha, która się go nie boi. Która po prostu jest. Wiąże się między nimi prawdziwa więź, dzięki której niewierzący dotąd chłopiec zaczyna pisać listy do Pana Boga. Listy pełne mądrości, otwartości i okrutnej szczerości. Listy śmieszne i listy okrutne. Listy, których zbiór stanowi ta książka. 

I tak chłopiec, któremu pozostało jedynie 12 dni życia przeżywa je w sposób pełny.  Poznaje uroki dzieciństwa, przeżywa okres buntu nastolatków, odczuwa czym jest odpowiedzialność i dorosłych, a na koniec czym jest samotność i smutek wieku starczego.

Schmitt porusza ciężkie tematy: śmierci dziecka,  samotności umierającego, bezradności bliskich, bólu,  cierpienia, niezrozumienia. Ale również miłości, przyjaźni, bliskości, radości życia. Ta książka skłania do refleksji nad kruchością życia, jego znaczeniem, wartością samą w sobie. Niesie ukojenie, wiarę i oswaja nas ze śmiercią w sposób nietuzinkowy, najbardziej czysty, subtelny i najpiękniejszy z możliwych. Oskar pokazuje nam, że pewne wartości w naszym życiu nigdy nie utracą swej rangi. Jedynie my czasem się zatracamy o nich zapominając.


W tyj niewielkiej lekturze autor ukazał swój geniusz w pełnej krasie, dlatego nie mogę się doczekać innych jego książek. Zauważyłam też pewną zależność. Otóż te najmniejsze, niepozorne książeczki niosą największe wartości. Stanowią o kwintesencji naszego życia. Weźcie chociażby "Małego Księcia". Czyżbym się myliła?

ps. jeśli lubisz czytać serdecznie zapraszam do mojego Klubu Książki! :)
 

Każdy z nas ma w życiu takie drobne wstydliwe przyjemności, do których się nie przyznaje w obawie przed wyśmianiem. Po kryjomu, gdy nikt nie widzi obżera się ogromnymi porcjami lodów, chodzi w wytartych zabrudzonych dresach po domu czy wylewa morze łez na tandetnych romansach marząc o chwilach uniesienia. Guilty pleasure to zwykle rzeczy powszechnie uznawane za lamerskie, obciachowe, niezdrowe lub po prostu marnotrawiące nasz czas. Ale robienie ich daje nam wszystkim tyle radości

Jestem strasznie ciekawa, co robicie, gdy nikt nikt nie patrzy? Może dłubiecie w nosie podczas jazdy samochodem albo strzelacie babolami? A może po domu lubicie chodzić w dziurawych skarpetach? 

Moje guilty pleasure to: 

YOUNG ADULT

Czasem się zastanawiam, co jest ze mną nie tak, bo naprawdę uwielbiam filmy młodzieżowe i książki z kategorii Young adult. Mąż zawsze ma ze mnie używanie, a ja po prostu lubię licealne sprawy. Pewnie jakiś psycholog rozłożyłby mnie na czynniki pierwsze twierdząc, że jestem niedojrzała i czegoś mi zabrakło w tym okresie. No fakt, nie wyszalałam się! Nie miałam życia w liceum. Nie takiego, jak inni. Może to właśnie to. Ale ja lubię liceum nie bylejakie. Najlepiej amerykańskie. Namiętnie oglądałam "90210". A te ciuszki...
 

WAMPIR

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Uwielbiam wampiry. Kocham książki i filmy z tymi stworzeniami. Wszystko zaczęło się od "Wywiadu z Wampirem" Ann Rice i potem poszło. Czytałam namiętnie jej książki. Oglądałam ekranizacje. Sagę "Zmierzchu" po prostu uwielbiam. Ale tylko książki. No i "Dary Anioła" o których Wam już piałam nie raz. Skąd to się bierze? Ekscytujący świat nieśmiertelnych, wiedza, jaką zwykły człowiek nigdy nie posiądzie? Nie wiem, ale uwielbiam!

BIELIZNA

O tym już wspominałam pisząc o kilku rzeczach, których o mnie nie wiecie. To musi być natręctwo. Układam bieliznę kolorystycznie i tematycznie. Osobno biustonosze. Osobno majteczki koronkowe. Osobno bawełniane. Osobno skarpetki, rajstopy, pończochy. A wszystko poukładane od najjaśniejszego do najciemniejszego :p I czerpię z tego nieokreśloną przyjemność. 

NAJLEPSZY NA STRES JEST DRES


Kocham po domku chodzić w dresie. No uwielbiam. Pierwsze co robię, gdy wracam z zewnątrz idę przebrać się w dres. Tak mi wygodnie. Tak mnie brzuszek mój biedny nie boli. I nie oddam mego dresu za żadne skarby.

DZIECIĘCE AKCESORIA


Podbieram dziecku akcesoria do włosów: gumeczki i spineczki. Nie wychodzę w nich na zewnątrz, ale w domu tylko tym upominam włosy. Dziecko czasem mi zabiera, mówiąc że jej, a ja następną sięgam. Między nami dziewczynami.

CZEKOLADA I SUSHI

No nie umiem się oprzeć czemuś słodkiemu odkąd znów zaczęłam ją jeść. Jak tylko jest coś w domu zaraz znika. A jak tylko mam wolny fundusz na jedzenie poza domem od razu zamawiam sushi. No kocham. Choć akurat sushi jest przynajmniej zdrowe.


No dobra. Ja tu się wynurzam, a tymczasem skręca mnie z ciekawości jakie są Wasze guilty pleasure. No dalej. Powiedzcie! Pleasssse! Obiecuję, że śmiać się nie będę :) No może troszkę, ale wszystko zostanie między nami. Zawsze może pozostawić komentarz jako gość :p


I nie zapomnij, że do niedzieli trwa LINK PARTY!
 
 
 
 
Dzień Dziecka. Dzień szczególny. Dla większości przynajmniej. Bo dla mnie dzień jak co dzień. Wyrodna matka? Bynajmniej. Po prostu wszystko, o czym pisałam Wam w zeszłym roku jest aktualne. Jestem mamą na pełen etat. Tyle, że zamiast urlopu macierzyńskiego, jestem na wychowawczym. U nas Dzień Dziecka trwa 365 dni w roku


Moim zdaniem najlepszym prezentem dla dziecka zawsze będzie poświęcenie mu własnego czasu. Wyłączenie się ze świata zewnętrznego i wkroczenie całym sobą w jego własny. Poświęcenie mu 100 % uwagi. Choć czasem to nie jest łatwe. Czasem tego nie potrafimy, a czasem pochłonięci życiem codziennym, rutyną, obowiązkami czy problemami zwyczajnie nie możemy.

Przebywam z Mają 24/7, więc po raz kolejny zastanawiałam się długo jak uczcić ten dzień. Oczywiście mamy dla Mai drobny prezencik, ale prezenciki dostaje niemalże codziennie. Bo dla niej nawet nowe buty, czy kapelusz na lato to zawsze jest prezent, z którego cieszy się równie mocno, jak z nowej książeczki czy pościeli z ukochaną świnka Peppą. Dlatego dziś jestem cała dla niej. Pozostaję off line i na wszystko się zgadzam. Robimy tak, jak będzie chciała (w granicach rozsądku rzecz jasna). Znacie to powiedzenie: dziś się nie myję, dziś mam Dzień Dziecka? No właśnie.  Myślę, że z czasem wypracujemy sobie jakiś nasz własny rytuał - wspólne lody, pieczenie ciastek, czy cokolwiek, co Maja będzie lubiła i co będzie sprawiało jej przyjemność. Na dzień dzisiejszy bycie razem jej w zupełności wystarcza. Zawsze się cieszy, gdy wspólnie spędzamy czas i z szerokim uśmiechem na ustach powtarza "Nasza rodzinka! Mama, tata i cinka!"


Tak więc, jeśli ktoś mnie zapyta co podarować dziecku w ten dzień, odpowiem: Siebie! Swój czas! I robić to, co dziecku sprawia największą radość! Wspólnie! Póki jest na tyle małe, że tego chce. Nastolatka ciężej będzie do tego nakłonić. Prawda?


A Ty jak spędzasz ten dzień? W jaki sposób świętujesz? Zaplanowałaś coś szczególnego? Mam nadzieję, że również świętujesz jako dziecko? nie tylko jako mama?
 
 

 
Wiosna dobiega końca, by zrobić miejsce mojej ukochanej porze roku: lecie. Mentalnie nigdy chyba nie wyrosnę z wakacji. Nie moja wina. Gdy tylko kwitną akcje, ja czuję że są już wakacje. W głowie mam milion wspomnień swojego dzieciństwa. Tak to zdecydowanie pora roku, która kojarzy mi się ze szczęściem, beztroską i uśmiechem. Do tego kocham ciepełko, owoce i kwiaty, które są po prostu wszędzie. Dlatego uznałam, że najwyższa pora na podsumowanie wiosny.

SPRING on SAVE THE MAGIC MOMENTS

to temat przewodni linkowania, a więc temat rzeka. Ciekawa jestem co u Ciebie w trawie piszczy, jak Ci upływa wiosna? Do czego Cię zainspirowała? Zmotywowała? Jakie książki przeczytałaś? Jakie rzeczy odkryłaś? Który z Twoich postów stał się hitem internetu, a który jest dla Ciebie najważniejszy i zawiera największy ładunek emocjonalny? Wstaw linki z ostatnich 2 miesięcy, w komentarzu zostawiając słowa wyjaśnienia, dlaczego właśnie ten wpis chcesz pokazać innym. Pokaż jak Wam upływa tegoroczna wiosna! 

A ja chciałam zachęcić Cię do zajrzenia do kilku moich postów. Dwa najważniejsze to 33 lekcje życia na 33. urodziny oraz  Mam 2 latka. Sporo emocji włożyłam również w powrót do pracy czy urlop wychowawczy. A tu znajdziesz moją krwawicę czyli pierwszą, wielką, międzyblogową akcję wymiany książkowej PRZECZYTAJ & PODAJ DALEJ, którą zorganizowałam przy pomocy Kasi z BOOKS & BABIES. Przeczytaj koniecznie o co chodzi, bo na jesień szykuję powtórkę. Jeśli zaś kochasz czytać zajrzyj na naszą grupę facebookową, gdzie utworzyłam własny KLUB KSIĄŻKI. No i sprawdź koniecznie czy zrobiłaś w tym roku wszystko, co należało.

CZAS TRWANIA

Linkowanie trwać będzie tydzień, począwszy od dziś  do niedzieli czyli 5 czerwca 2016 r.

ZASADY

Zasada jest tylko jedna  - Daj się poznać i poznaj innych! Zostawiając link do siebie, zajrzyjcie również do innych. Za każdy swój link wejdź przynajmniej w DWA INNE posty. Pozostaw tam wartościowy komentarz. W ten sposób zachęcisz innego blogera, by poznał Was, a ponadto po prostu wywołasz czyiś uśmiech i podarujesz satysfakcję. A może sama gdzieś zabawisz na dłużej?

Jeśli Ci się tu podoba i reflektujesz na moją prośbę wklejaj swoje linki, komentuj, poznawaj innych i baw się dobrze. Ja natomiast będę bardzo wdzięczna, jeśli udostępnisz ten post u siebie, tak by mogła tu przybyć jak największa ilość blogerów i czytelników. 

TOP 3

Jako że moim zwyczajem jest w następnym linkowaniu pokazać Wam perełki poprzedniego przeniosę Was na chwilę do lutego i poprzedniego link party, którego motywem przewodnim była KOBIECOŚĆ. Naprawdę bardzo się staram zajrzeć do każdej z Was. U każdej pozostawić komentarz, ale łatwo nie jest. A co mi się najbardziej podobało?

  1. Gaba i jej blog TURLU TUTU jest niesamowity. Mądra, ciepła i wspaniała mama trójki dzieciaków, które wie co rzecze. Ma bardzo młodego bloga, a już dawno zostawiła mnie w tyle. Przeczytaj koniecznie na LADIES NIGHT
  2. POLENKA wyjaśni Ci dlaczego warto piec ciasta w domu. A ja tylko powiem Amen, bo to właśnie moje myśli przeszły przez jej pióro.
  3. No i cieplutki, pełen optymizmu i czystości tekst Ewy z DAY WITH COFFEE  o tym, co będzie po ślubie. Uroczy!
A teraz więcej INFO 
 
  • Link wklejamy poprzez kliknięcie w niebieski przycisk - Add your link, który znajdziesz na końcu tego wpisu. 
  • Informację o dacie kolejnych LINK PARTY znajdziesz zawsze na Facebooku - polecam tam zaglądać :) Będzie mi również bardzo miło, gdy zwyczajnie klikniesz LUBIĘ TO.
  • LINK PARTY na Save the Magic Moments ma hasło przewodnie. Proszę trzymaj się go.
  • Linkowanie odbywa się raz w miesiącu.
  • Po każdym linkowaniu na FB znajdziesz informację, który post był najchętniej przez pozostałych uczestników odwiedzany.
  • Na każdym link party przestawiam krótkie podsumowanie poprzedniego wraz z moim subiektywnym TOP 3! 

Tak więc wklejaj linki, komentuj, poznawaj innych, baw się dobrze i udostępnij proszę ten wpis swoim czytelnikom. Im nas więcej, tym lepsza zabawa!
 

  
Dziś święto wszystkich mam, a w blogowym świecie już jakiś czas temu zaroiło się od wpisów proponujących idealne prezenty dla mam. Nie dziwię się, bo sama zawsze coś kupowałam chcąc sprawić mamie przyjemność. Jako mama zrozumiałam jednak jedną rzecz. Mama pragnie tylko dwóch rzeczy: by jej dziecko było zdrowe i szczęśliwe oraz by było blisko niej.

Jak tylko na teście ciążowym ujrzałam dwie kreski wiedziałam, że najważniejszym rzeczą na świecie jest donosić ciężę i urodzić zdrowego dzidziusia. Po porodzie dochodzi do tego pragnienie, by był szczęśliwy. Dla mamy nic innego się nie liczy. Nie ważny jest dla Nas wygląd dziecka, jego zdolności, umiejętności, zainteresowania, kariera. Najważniejsze dla nas jest by dziecko było zdrowe i szczęśliwe w tym, co ma i w tym, co robi. 

Druga rzecz to potrzeba bliskości i akceptacji. Chcemy być najlepszymi mamami pod słońcem. Chcemy by nasze dzieci nas kochały, akceptowały, były z nas dumne. By nigdy się nas nie wstydziły. W ich oczach chcemy być doskonałe, najlepsze, idealne. I do tego dążymy przez całe ich życie. Kochamy, wspieramy, jesteśmy. 


A w Dniu Matki jedyne czego potrzebujemy to pokazanie, że jesteśmy ważne. Laurka w zupełności wystarcza i przespana noc. Chyba, że tata pomaga przygotować śniadanie do łóżka. Nic więcej absolutnie od mojego dziecka nie potrzebuję. Za to jest coś co sama chętnie dam. Nową tradycję. Coś, co zawsze będziemy robić razem. Dziś, za dwa lata, za pięć, dziesięć, dwadzieścia. Postanowiłam więc zawsze przygotowywać dla mojego smyka jakiś smakołyk. Tak by Dzień Matki kojarzył jej się z zapachem domu i maminego ciasta.

Dlatego mam dziś dla Was jeszcze przepis na mamine muffiny jabłkowe dla Waszych pociech


Składniki:
1 utarte jabłko
100 g masła
125 ml mleka
2 jajka
250 g mąki
1 łyżka cukru wanilinowego 
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka cynamonu
130 g cukru trzcinowego

Masło roztapiamy i dokładnie mieszamy z mlekiem oraz jajkami za pomocą trzepaczki. W drugiej misce mieszamy wszystkie suche składniki (mąkę, cukier wanilinowy, proszek do pieczenia, sodę, cynamon i cukier). Do suchych składników dodajemy mokre oraz jabłka. Mieszamy delikatnie tylko do zmieszania składników. Następnie masę nakładamy w foremki do muffinek do 2/3 wysokości i wstawiamy do rozgrzanego do 190 stopni piekarnika na około 25 minut.



Wszystkim mamom życzę bezkresnej miłości, wytchnienia i docenienia!

 
 

 
Tak mnie tknęło pod ten Dzień Matki, że zadałam Wam to pytanie na swoim facebookowym fanpage. I tak jak się spodziewałam. Wywołałam burzę i sporo mocno skrajnych emocji. Żałuję tylko, że nie wypowiedziała się żadna kobieta będąca teściową, ani żaden mężczyzna. Ale może nie wszystko stracone. No właśnie, czy teściowa to też mama? Czy powinniśmy składać jej życzenia w Dniu Matki? Już abstrahując od faktu mówienia do obcej kobiety mamo. 

W Polsce istnieje taki niepisany zwyczaj, że do teściów winniśmy z dnia na dzień zacząć zwracać się per mamo, tato. Osobiście się z tym nie zgadzam. Wychowałam się w rodzinie, gdzie zawsze powtarzano, że mama zawsze była, jest i będzie tylko jedna. Ani moja mama, ani jej siostra czy moja babcia nie zwracały się do teściowej mamo. Moja mama wręcz czuje się urażona faktem, że do kogoś zwracam się w ten sposób. Oczywiście doskonale zdaje sobie sprawę, że jak różni są ludzie, tak różne są relacje ich łączące. Pomijam więc przypadki, gdy własnej mamy się dawno nie ma czy te bardziej skrajne, gdy z mamą łączy nas tylko DNA, a to właśnie teściowa jest tą osobą, która przynosi nam miłość, zrozumienie i pełną akceptację.

Dla mnie mama to słowo zarezerwowane dla jednej osoby. Dla tej, która nosiła mnie pod sercem przez 9 miesięcy. Dla tej, która wyła z bólu na porodówce właśnie przeze mnie. Dla tej, która w jednej nanosekundzie ujrzawszy mój pomarszczony, czerwony, nie do końca piękny ryjek pokochała mnie miłością bezwarunkową. Dla tej, która akceptuje mnie taką, jaką jestem i choćbym nie wiem, co zrobiła czy powiedziała nie przestanie mnie kochać. Dla tej, która w każde moje urodziny kupowała mi tyle róż, ile lat kończyłam. Dla tej, która była przy mnie, gdy dostałam pierwszy okres. Dla tej, która zaprowadziła mnie pierwszy raz do ginekologa, która wspierała, gdy ja denerwowałam się przed pierwszą randką. Dla tej, która klepała po plecach, gdy rzucał mnie chłopak i dla tej, która cieszyła się z każdej mojej piątki w szkole. Dla tej, która pozwalała popełniać mi błędy, choć wiedziała, że będę cierpiała. Dla tej, która prała te przeklęte tetrowe pieluchy i kupowała kolejną lalkę Barbie. Nie da się zastąpić mamy! Tak, jak nie da się zastąpić taty, ani męża. Dla mnie to słowa przypisane do konkretnych osób.

Przy całej swej sympatii do teściowej, przy całej mojej wdzięczności, że wychowała i wydała na świat tak wspaniałego mężczyznę, jakim jest mój mąż, choćby była najwspanialszą osobą na świcie to mamę mam jedną.  Zawsze z Gazelą wspólnie odwiedzamy rodziców. Zawsze wspólnie świętujemy. Ale życzenia składamy tylko własnym mamom.
 
 
 
W podstawówce, w liceum czy na studiach zawsze korzystałam z biblioteki. Jako osoba dorosła zaczęłam książki kupować i kolekcjonować. Zauważyłam jednak, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, a stan mojego konta proporcjonalnie maleje. Oczywiście książki to zawsze dobry zakup, którego nie należy żałować. Nie mniej jednak, mam morze potrzeb niekoniecznie własnych, więc zaczęłam mocno szukać oszczędności również i w tej materii.

Zorientowałam się również, że w ubiegłym roku wydałam naprawdę sporo pieniędzy właśnie na książki i ebooki. A nie wszystkie koniecznie chciałabym mieć na półce. Zaczęłam się coraz szerzej uśmiechać do teściowej o wypożyczenie książek ze zbiorów bibliotecznych. A jest zapisana do kilku. W zasadzie cała rodzina. Mama ma zwykle po kilkanaście opasłych tomów na półce i mam podejrzenia, że opanowała technikę czytania E.T. 
 
W końcu dorosłam do tego, by samodzielnie znów zapisać się do biblioteki rejonowej i wiecie co? Jestem zachwycona. Dlaczego?

OSZCZĘDNOŚCI

Dzięki bibliotece udaje mi się zaoszczędzić naprawdę sporo pieniędzy. Książki czasem wymieniam, pożyczam od znajomych, ale każdy ma inny gust i czasem ciężko go zaspokoić. Biblioteki są teraz połączone w ten sposób, że zapisując się do jednej, mam dostęp do wszystkich pozostałych w rejonie. Co więcej on - line mogę sprawdzać dostępność książek.

PEREŁKI

Często w bibliotece możesz natknąć się na prawdziwe perełki. Dobra bibliotekarka nie tylko Ci znakomicie doradzi, wybierze książkę odpowiadającą Twoim preferencjom, ale czasem nakieruje na naprawdę piękny,  stary egzemplarz. Nie wiem, jak Ty, ale ja lubię troszkę styraną książkę. Taką, która ma swój zapach, historię, która już swoje przeszła. Wiem, że ona żyje. Poza tym lubię czasem pobuszować między regałami.

RÓŻNORODNOŚĆ

Korzystając z biblioteki i pomocy bibliotekarki masz większe szanse na poszerzenie horyzontów a niżeli wybierając książki samotnie on line, czy nawet w księgarni, gdzie zwykle kierujesz swe kroki prosto do ulubionego regału. Nie mam racji? Tu szybciej zbłądzisz, namówi Cię Pani lub sama w końcu zaczniesz szukać wszędzie. 
 

SZACUNEK

Korzystanie z biblioteki nauczy Cię szacunku nie tylko do książki, ale również jej pozostałych bywalców. Poprzez fakt, że mam na przeczytanie lektury określony termin czuję się zmotywowana do czytania. Wiem, że gdzieś tam, ktoś bardzo czeka na książkę, którą mam u siebie. Ty też chciałabyś dostać coś od ręki, prawda? Szanuj więc czas swój i czyiś. Szanuj dobro wspólne. Nie niszcz książek. Nie kładź do góry wierzchem. Nie zaginaj stron. Dbaj o nie, jak o własne. I przedłużaj terminy zamiast książkę przetrzymywać.

CIERPLIWOŚĆ

Czekanie na upragnioną lekturę uczy pokory i cierpliwości. Trzyma w napięciu. Podsyca pragnienie. Sprawia, że upatrzona i upolowana lektura staje się bardziej wyczekiwaną i docenioną.

SPACER

Wreszcie korzystając z biblioteki masz pretekst by wyjść z domu. Przespacerować się i zaczerpnąć świeżego powietrza.

Jak widzisz plusów jest wiele. Oczywiście korzystanie z biblioteki wcale nie oznacza, że zaprzestałam kupować książki czy ebooki. Nie, nie! Ale kupuję ich mniej. A mimo wszystko mogę czytać więcej!