Bardzo mnie cieszy fakt, że w Polsce, w ostatnich latach wzrasta świadomość społeczna dotycząca już nie tylko rodzicielstwa, ale również samej ciąży i naszego ciała. O ciąży coraz więcej się mówi, coraz więcej się wie. Blogerki wreszcie zaczynają mówić prawdę, odczarowując parę mitów, a z zachodu przychodzą do Nas nowe wiadomości, które powoli wprowadzamy w życie. Ostatnio pisałam Wam o zbawiennej mocy masażu Shantala, a dziś chciałam Wam przedstawić, czym jest MASAŻ PRENATALNY, bo założę się, że jeszcze o nim nie słyszałaś.

Sama dowiedziałam się o nim zbyt późno, by z Niego skorzystać, czego nieprawdopodobnie żałuję, bowiem na mnie samo słowo masaż działa relaksująco i kojąco, a co dopiero myśl o masażu w ciąży. Anna Olejniczak - Łasecka jest właścicielką Kliniki Kosmetycznej ESENCJA PIĘKNOŚCI w Łodzi. Stworzyła to miejsce z myślą o przyszłych mamach. Możesz tam ze spokojną głową pójść na zabieg, który jest  dla Ciebie bezpieczny, a w ofercie znajdziesz zabiegi, o których marzy i potrzebuje każda mama: nawilżanie twarzy, zabiegi pomagające dbać o jędrność biustu, ulżyć w opuchliźnie zmęczonych nóg, zrobić depilację naturalną pastą cukrową (przygotowanie do porodu), zapisać się  na naukę masażu Shantalla, a także zrobić ów masaż prenatalny.  

MASAŻ PRENATALNY? A co to?


Jak mówi sama Ania "masaż prenatalny to specjalna technika masażu stworzona z myślą właśnie o kobietach w ciąży. Masaż jest w pełni bezpieczny. Jego celem jest poprawa samopoczucia przyszłej mamy, głęboki relaks oraz przygotowanie jej skóry do dalszych etapów ciąży i szybszy powrót do formy po rozwiązaniu. Na świecie uznawany za swoistą terapię przyszłej mamy. W Polsce jeszcze mało znany. Masaż niweluje objawy zmęczenia, a także dolegliwości ciążowe przygotowując przyszłą mamę na zbliżający się wysiłek porodowy, oraz zapewnia łatwiejszy powrót do formy po porodzie"

Jednak to co mnie się wydaje najważniejsze, to fakt, że odczuwając głęboki relaks przyszła mama nabiera większej świadomości własnego ciała oraz jego możliwości, co znacznie ułatwia współpracę na porodówce. Masaż bowiem pozwala również poczuć "magię ciąży". Jest dedykowany dla mam, które "tego nie czują", które pozostają w dość antagonistycznej postawie do sytuacji w której się znalazły, które nie są w stanie zaakceptować zmian zachodzących w ciele. Masaż pozwala poczuć w sobie życie, poznać na nowo swoje ciało, zrozumieć zachodzące zmiany i je zaakceptować.  

"Stosowany regularnie pozwoli zachować piękną skórę pozbawioną rozstępów. Wiele kobiet właśnie tego najbardziej się obawia, że po ciąży jej skóra będzie brzydka, z rozstępami, rozciągnięta. Stanie się nieatrakcyjna. Tymczasem po masażu pozostaje odżywiona, natłuszczona oraz nawilżona.

Kosmetyki użyte do masażu są w pełni bezpieczne i naturalne. Nie zawierają parabenów, ani innych szkodliwych substancji. Masaż prenatalny powstał w oparciu o wieloletnie doświadczenie i dogłębną dokumentację oraz szeroką wiedzę specjalistów. Jest on w pełni bezpieczny i został zaakceptowany przez lekarza ginekologa-położnika". Wykonywany jest na specjalnej leżance, która dostosowana jest do kobiety z brzuszkiem, więc nie musisz się niczego obawiać. A najlepszy czas na jego wykonywanie to drugi trymestr ciąży".

 

ZALETY

  • zapobiega dolegliwościom bólowym pleców, stawów i mięśni,
  • poprawia krążenie krwi i limfy zmniejszając obrzęki nóg i kostek, 
  • poprawia sprawność ruchową i kondycję, 
  • równoważy procesy zachodzące w okresie ciąży, 
  • stymuluje umiarkowany, prawidłowy przyrost wagi, 
  • przygotowuje ciało do porodu, 
  • zapewnia profilaktykę przeciwrozstępową, 
  • przeciwdziała utracie jędrności i elastyczności skóry,
  • przynosi odpoczynek, relaks i poprawia samopoczucie
  • dotlenienie organizmu zarówno matki jak i dziecka,
  • umożliwia szybszy powrót do formy po ciąży,
  • wyjątkowe doznanie dla przyszłej mamy.

PAMIĘTAJ  O PRZECIWSKAZANIACH


Zanim zdecydujesz się na zabieg, warto skonsultować swoje chęci z ginekologiem, bowiem nie jest on dozwolony dla kobiet, których przebieg ciąży obciążony jest dużym ryzykiem, przebieg poprzednich ciąż był z komplikacjami lub zakończył się poronieniem. Nie można go również wykonywać w pierwszym trymestrze ciąży, ani przy stanach zapalnych, mając schorzenia dermatologiczne, świeże urazy, podwyższoną temperaturę ciała, podejrzenia schorzenia onkologicznego ani przy ryzyku wystąpienia krwawienia. W pozostałych przypadkach jest bezpieczny i niewątpliwie bardzo przyjemny.


Sama dowiedziałam się o nim zbyt późno, gdy byłam już przy końcówce ciąży, a mój brzuchol był już zwyczajnie za duży. Dlatego jeśli jesteś w drugim trymestrze, rozejrzyj się za salonem, który jest przyjazny kobietom w ciąży. Zapytaj, czy w ofercie mają masaż prenatalny. Założę się, że nie pożałujesz. W ciąży jesteśmy burzą hormonów, dlatego tak ważne jest ukojenie, osiągnięcie równowagi i spokoju, bo szczęśliwa mama, to szczęśliwe dziecko

Za rzetelne i profesjonalne informacje potrzebne do napisania artykułu dziękuję Klinice Kosmetycznej "Esencja Piękności"


A może już byłaś na takim masażu i podzielisz się swoimi doznaniami?


 
Jeśli jesteś mamą, doskonale wiesz, jak to niewinne z pozoru pytanie, zadane po raz enty w ciągu zaledwie kilku godzin, potrafi człowieka wyprowadzić z równowagi. Cóż, dzieci są ciekawe świata, a w ich życiu przychodzi taki moment, kiedy DLACZEGO staje się ich ulubionym słowem. Ich pytania stają się coraz bardziej dociekliwe, czasem wręcz wprawiają w Nas osłupienie. W domu mam niespełna 3-latkę, która jest całodobowa. Nawija non stop i jak na dziewczynkę w swoim wieku, zadaje bardzo mądre pytania, np.: mamo co to jest charakter? Staram się ze wszystkich sił odpowiadać na jej pytania, ale czasem, aż brak mi słów. Na co dzień nie zastanawiam się nad znaczeniami pewnych słów, są dla mnie oczywiste, ale dla dziecka są czymś nowym, niezrozumiałym, czymś czego chce się natychmiast dowiedzieć. Ja zaś o pewnych rzeczach zapominam, czasem zwyczajnie odpowiedzi nie znam lub nie wiem, jak sobie z nimi poradzić. W tym momencie z pomocą przychodzi mi zawsze odpowiednio dobrana literatura.

Już dawno zauważyłam, że gdy mam problem z wyjaśnieniem dziecku jakiejś sytuacji, w  tej roli znakomicie sprawdza się dobra książka. Długo szukałam na rynku pozycji, która mi ułatwi odpowiadanie na niezliczone pytania córeczki. I tak trafiła do nas książeczka "DLACZEGO?" autorstwa Catherine Ripley. To księga najlepszych pytań i odpowiedzi na temat nauki, przyrody i świata. Światowy bestseller, przetłumaczony na kilkanaście języków. Co mnie przyciągnęło? Pytania. Większość pozycji skierowana jest do o wiele starszych dzieci. Nawet tej książki grupą odbiorczą są dzieci w wieku od 4 lat. Mimo, iż Maja ma niespełna 3 latka, my się w niej odnajdujemy. Dlaczego?

 
Po pierwsze Majucha jest nad wyraz rozwinięta. Doskonale mówi i bardzo szybko wszystko chwyta. Po drugie rysunki w książce są bardzo przyjemne dla oka i pomocne dla dziecka. Po trzecie książka podzielona jest tematycznie, a więc każde dziecko znajdzie w niej dziedzinę, która najbardziej go interesuje. I tak mamy tu pytania w kąpieli, w supermarkecie, przed snem, na dworze, w kuchni oraz wśród zwierząt gospodarskich. Wreszcie po czwarte, mimo, iż książka udziela bardzo fachowych, rzetelnych i profesjonalnych odpowiedzi, to zawsze jest to dla Nas jedynie wstęp do dłuższej rozmowy. Dziecku bowiem należy tłumaczyć na jego poziomie. Gdy widzę, że Majcia nie za bardzo rozumie język, którym operuje autorka, sama mam podstawę, by się do niej odnieść i wytłumaczyć coś własnymi słowy. Bardzo pomocne są kolorowe, pełne życia ilustracje.

W książeczce "DLACZEGO" znajdziecie odpowiedzi na podstawowe pytania: Dlaczego muszę myć zęby? Dlaczego muszę iść spać? Czy dlaczego króliczek jest taki mięciutki? Dlaczego niebo jest niebieskie? Ale również te bardziej złożone, jak dlaczego lodówka chłodzi jedzenie, a z kranu leci zimna lub ciepła woda? Brzmi znajomo? No właśnie. Nie wiem, jak Ty, ale ja kocham mieć gotową odpowiedź, a czasem nie umiem czegoś obrać w słowa lub zobrazować. Ta książeczka nam w tym pomaga i myślę, że będzie nam długo służyła. Tym bardziej, że to wydanie albumowe. W grubej oprawie, porządne i grube, bo znajdziecie w niej bardzo dużo pytań, które stanowią punkt wyjścia do dalszych dyskusji. 


Spodobała Ci się książeczka?  Jeśli tak,  koniecznie zajrzyj na FB - bo mam dla Ciebie do wygrania 2 egzemplarze. Założę się, że będziesz zadowolona.
 
 
Za możliwość zapoznania się z lekturą dziękujemy Wydawnictwu
 
http://www.proszynski.pl/
 
 

 
Zawsze byłam bardzo empatyczną istotą, mocno uwrażliwioną na czyjeś nieszczęście. Odkąd pamiętam pomagałam w domach dziecka, organizowałam składki w liceum, pomagałam prowadzić zajęcia dla dzieci z chorobą Downa. Odkąd stałam się mamą nic w tej kwestii się nie zmieniło. Kocham pomagać innym. Co więcej, czuję się do tego zobowiązana. Dlaczego? Życie dało mi tak wiele ciepła, dobroci, miłości i szczęścia, że czuję się w powinności, by podać to dobro dalej w kosmos. Czy wierzę w karmę? Nie do końca - niestety nie każdy dostaje to na co zasłużył, bo co takiego złego zrobiły w życiu dzieciaczki z Domów Dziecka, że nikt ich nie chce? Wiem, że świata nie zbawię, ale jeśli mogę wywołać na twarzach tych niechcianych dzieci uśmiech, jeśli mogę podarować im odrobinę szczęścia, pokazać lepszy świat, w którym ludzie myślą i troszczą się o innych oraz okazują im bezinteresowność, dać na dzieję, to dlaczego mam tego nie robić? Ty też możesz!

#KlasykaDlaSmyka to akcja zorganizowana przez dwoje blogerów, Dagmarę, którą już z pewnością znacie, bo razem ze mną prowadziła wymianę książkową - a więc SOCJOPATKĘ o ogromnym sercu oraz Radka z bloga OSIŃSKI PO LUDZKU. Radek wpadł na piękny pomysł, by wzniecić w dzieciach z Domów Dziecka miłość do czytania. W końcu w książkach mogą odnaleźć ciepło, miłość, przyjaźń, przygodę, nadzieję oraz wiarę, których im tak bardzo na co dzień brakuje.    


NA CZYM POLEGA AKCJA? 

 

Nie jest skomplikowana. Do Maja, raz w miesiącu (konkretnie 20-stego każdego miesiąca) na kilkunastu blogach ukaże się post informujący o kampanii. Pod nim możesz ZGŁOSIĆ DOM DZIECKA, KTÓRY MA ZOSTAĆ OBDAROWANY KSIĄŻKAMI - wystarczy, że w komentarzu podasz nazwę i adres, do czego gorąco Cię zachęcam (na zgłoszenie wybranego przez siebie DD masz tydzień!) My zaś staramy się o to, by pozyskać sponsorów, którzy zafundują dzieciom książki.
Ponadto do akcji możesz dołączyć jako:
  • ambasador - jeśli chcesz rozpropagować akcję - udostępnić ten wpis, udostępnić plakat promocyjny, zaprosić znajomych i rodzinę do udziału lub jeśli jesteś blogerem, samemu napisać taki wpis
  • sponsor - jeśli pracujesz w wydawnictwie, księgarni, fundacji lub po prostu masz dobre serce i chęci, by samemu wysłać do Dagmary lub Radka książki dla dzieci, nie wahaj się. A może składkę przeprowadzisz w swoim miejscu pracy?

Co miesiąc zostanie wyłoniony Dom Dziecka, który dostanie pakiet książek. Jeśli darczyńców znajdzie się więcej, to więcej Domów Dziecka oraz dzieci dostanie ufundowane książeczki.

Więcej informacji znajdziesz na stronie fb wydarzenia.

Jeśli chcesz nam pomóc UDOSTĘPNIJ PROSZĘ TEN WPIS 
 lub POBIERZ PLAKAT (TUTAJ)


 

A CO UDAŁO SIĘ ZEBRAĆ W PIERWSZYM MIESIĄCU AKCJI?



A całkiem sporo. Cieszę się niezmiernie, że też mogłam dołożyć swoją cegiełkę, a to za sprawą moich wspaniałych dziewczyn z Klubu Książki PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ. Na pomysł wpadła Kasia Berska, która również pozyskała sponsora, a ja na grupie przeprowadziłam błyskawiczną zbiórkę pieniędzy. Dziewczyny w 3 dni przesłały mi pieniądze, zrobiłyśmy listę książek i  największe w życiu zamówienie książkowe. Ponad 20 wspaniałych kobiet wspólnie zebrało ponad 1100 zł i za to zakupiłyśmy ponad 50 książeczek dla dzieci. No sami spójrzcie, jak to cudnie wygląda. Dziewczyny moje kochane jesteście fantastyczne! Daga bardzo dziękuję za oszałamiające zdjęcia!


 
 
 

O drugi pakiet postarała się Katarzyna Berska z bloga Yellow Pear, która znalazła pozyskałaanonimowego sponsora.
 
Trzeci  pakiet jest od Karolina Mos - autorki bloga Bąbelkowo, która zdecydowała się przekazać kilka książek dla dzieci. Do kogo powinien trafić ten pakiet?


Czwarty  pakiet jest od Asia Maja - autorki bloga MY NA SWOIM, która wraz ze swoją mamą zaszalała na zakupach i wesprą jeden z Domów Dziecka.


Piąty pakiet od Małgorzata Śmiechowicz z bloga Matczyne Fanaberie, która jako ambasadorka znalazła wydawnictwo, które zechciało przyłączyć się do Akcji. Wydawnictwo Publicat S.A. Grupa Wydawnicza przekazało duży pakiet książek.
 

Ostatni pakiet to połączenie książek od pojedynczych darczyńców, a więc "ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka" Książki ufundowali: Magdalena Jurczyk - zestaw Alfreda Szklarskiego, Mariusz Grubiński - "Małego Księcia", Agnieszka Banasik - "Opowieści z Narnii", Kamila A. Paszelke -"Opowieści z Narnii" i "Karolcie", Zafascynowana życiem ufundowała "Sposób na Alcybiadesa", "Dzieci z Bullerbyn" i "Most do Terabithi", Anna Chomiak -14 bajek, legend, wierszy, a nasz organizator Radosław Gabinek -  "Trzech muszkieterów".


Całkiem nieźle jak na początek prawda?W kolejnych trzech miesiącach ukażą się kolejne posty. Zawsze 20 - stego dnia miesiąca. Jeśli więc znasz jakiegoś autora książek, wydawnictwo, księgarnię, fundacje, sponsorów lub jesteś blogerem i chcesz stać się ambasadorem takim jak ja, nie zwlekaj. Więcej dowiesz się na naszej grupie facebookowej. Możesz też bezpośrednio napisać do organizatorów.

I jeszcze raz bardzo PROSZĘ, UDOSTĘPNIJ TEN POST. Powiadom o akcji rodzinę i znajomych, z pewnością znajdzie się ktoś kto będzie chciał do Nas dołączyć. Niech dobre wieści szybko się rozchodzą. Przecież znasz potęgę facebooka.


I pamiętaj by w komentarzu wskazać konkretny DOM DZIECKA.
To co dołączasz do Nas? 
 
 
 
 
Przygotowanie wyprawki to z najmilszych rzeczy w ciąży. Kupowanie, a nawet już samo oglądanie tych wszystkich malutkich ciuszków wywołuje szeroki uśmiech na twarzach, rozlewa ciepełko po serduszku i powoduje wielką dziurę w budżecie, o zawrocie głowy i wariactwie nie wspomnę. Młode mamy widząc te słodkości chcą mieć wszystko. No bo jak? Dla mojego dziecka musi być to, co najlepsze. Prawda? Tylko, że najlepsze wcale nie oznacza najładniejsze i najdroższe. Tak naprawdę, większość tych super gadżetów jest całkowicie zbędna. Stanowią one przede wszystkim pretekst do zaspokojenia własnej próżności. Pamiętaj, że to że wszystkie blogerki mają jakąś rzecz nie oznacz wcale, że jest to potrzebne, niezbędne albo w ogóle przydatne.
 
Mam do tego spory dystans i jak coś polecam, to jest to naprawdę coś co polecić warto. Co u Nas się sprawdziło i okazało trafionym wydatkiem.  Minimalistyczną listę wyprawkową przygotowałam już po urodzeniu Majeczki. Znajdziesz ją TUTAJ i zanim ściągniesz poniższy plik, zapoznaj się proszę z jej treścią. Wyjaśniam w nim dość szczegółowo, co będzie Ci niezbędne i dlaczego, bez czego spokojnie dasz sobie radę i nawet nie musisz myśleć o jego istnieniu oraz dlaczego dziecku nie są potrzebne wszystkie te falbanki, zabawki i sterylizatory (jeżeli karmisz piersią). 
 
Teraz stworzyłam dla Ciebie o wiele przyjemniejszą i bardziej przydatną wersję do pobrania w PDF. Możesz ją ściągnąć, wydrukować i zabrać ze sobą na zakupy.
 
 

PLIK MOŻESZ POBRAĆ TUTAJ.

Mam nadzieję, że Ci się przyda? A w razie wątpliwości pisz. Odpowiem na wszsytkie Twoje pytania i rozwieję wszelkie wątpliwości.
 


Walentynki obchodzę odkąd pamiętam. W zasadzie to zasługa mojego taty, bo zawsze, ale to zawsze coś od Niego dostawałam. W końcu miłość to uczucie tak szeroko pojęte, że świętować można je na wiele sposobów.  Nigdy nie traktowałam tego dnia jednowymiarowo. Dla mnie to nie tylko święto zakochanych, ale przede wszystkim święto miłości. A miłość ma tyle wymiarów. Kochamy partnera, kochamy rodziców, kochamy nasze dzieci, kochamy nasze zwierzaki... Walentynki to miłość, a miłość to bezwarunkowa akceptacja, a więc kochamy również siebie. Zatem nie widzę powodu by nie świętować również Walentynek w pojedynkę.

Tak w pojedynkę. Nie zawsze miałam męża. Nie zawsze miałam chłopaka. Walentynki bywały samotne, ale... zawsze, a przynajmniej odkąd pamiętam dostawałam Walentynkę od taty. Były to kwiaty, czekoladki, czasem diabełek z serduchem. Czasem złote kolczyki. Ale coś dostawałam zawsze. Tak więc i dziś dostałam moje kochane Ferrero Rocher i kwiatuszki. Ba!! Dziadek ma teraz więcej kobiet do kochania, więc kwiaty i prezent był również dla Mai. Bo Walentynki zawsze świętujemy rodzinnie. Można też samemu się rozpieścić, kupić coś fajnego, drogiego, coś o czym marzymy. Można spędzić cudowną randkę z przyjaciółką, przyjacielem, a nawet z książką. Bo kochać również trzeba siebie i mieć dystans do wszechpanującej komercji.

Odkąd mamy dziecko świętujemy wspólnie. Pierwsze Walentynki Mai spędziliśmy we troje. W tym roku Maja zrobiła dla taty Walentynkę (niemal) samodzielnie już wczoraj. Dziś wspólnie przygotowałyśmy niespodziankę - zdjęcie z napisem dla taty wysłane smsem- robimy je od urodzenia. A teraz są aż 3 kobiety, które kochają moją Gazelę, więc troszkę się nim dzielimy. Ciasto w kształcie serca właśnie się piecze. Do pracy przyszedł do taty kurier z czekoladkami. Tak my świętujemy. Tak sprawiamy sobie radość i niespodzianki. Wieczorem, gdy dziecko śpi świętujemy dalej, tylko we dwoje. Jako, że jestem w totalnym rozkroku i mogę urodzić w każdej chwili darowaliśmy sobie wyjścia. Z resztą nawet ich nie lubimy. Wolimy wieczór w domku, we dwoje. Tym razem przy świecach i sushi z masażem opuchniętych stóp.

A ja? Obżeram się dziś do bólu czekoladkami - aż chyba przesadziłam, bo mała szarżuje w brzuchu.

Czy dzieci powinny świętować Walentynki? Oczywiście, że tak! To doskonała okazja by pokazać dziecku jak celebrować miłość (choć oczywiście robimy to codziennie - dziś w sposób szczególny, chcemy podkreślić, jakie to ważne uczucie), jak okazywać uczucia w sposób bardziej dosadny niż na co dzień. To również doskonały pretekst do rozmowy na temat miłości. Zamiast więc kupować misia z serduszkiem można  sięgnąć do odpowiedniej literatury i dać w prezencie książeczkę. Dzieci naprawdę o wiele łatwiej pojmują świat dzięki czytaniu. Maja dostała książeczkę "O wilku, który chciał się zakochać", by łatwiej było podjąć temat. Ale na rynku jest mnóstwo wspaniałych pozycji, które Ci to ułatwią np. Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham, Miłość, Nie trzeba słów, Wielka księga uczuć... - w zależności od wieku i rozwoju dziecka.

Świętować można zawsze po swojemu. Możesz upiec ciasta w serduszka, ciasteczka serduszkowe. Możesz wysłać ekartkę, kupić Walentynkę, kwiaty, czekoladki, założyć czerwoną bieliznę, zorganizować kolację przy świecach. Możesz zrobić śniadanie do łóżka, iść na kolację na miasto. Możesz kupić nawet gacie w serduszka dla swojego faceta. To nie jest ważne. Ważne byś dziś miała otwarte serce i szeroki uśmiech na twarzy, a w sercu ciepło. Bez względu na to kogo kochasz i przez kogo jesteś kochana. Dziś warto powiedzieć po prostu: KOCHAM CIĘ! W jaki sposób chcesz i komu chcesz!
 
 
Kto powiedział, że będąc w domu na zwolnieniu/urlopie macierzyńskim czy wychowawczym człowiek się nudzi - kompletnie nie ma pojęcia, o czym mówi. Mimo iż większość dnia muszę przeleżeć, a dni mijają nam bardzo monotonnie, czas przecieka przez palce. To że jako ciężarówka przyjęłam wolniejsze tempo, nie oznacza, że czas stał się dla mnie łaskawszy. Dnie mijają nam na zmieniających się nam wartownikach. Jedna babcia, druga babcia, tata. Maja szaleje, ja odpoczywam. W zasadzie dziś mija 38. tydzień ciąży - wszystko się może zdarzyć, a ja kompletnie nie mam siły. A Majuszek?

Majuszek niestety mam wrażenie, że choć w pełni zaakceptował nową sytuację, to niestety się uwstecznia. Widząc mnie leżącą, w ciąży domaga się stałej atencji. Nie chce jeść samodzielnie, do toalety również sama nie chce chodzić, mimo iż doskonale wszystko potrafi. Ciągle woła do taty na ręce, a jak jest babcia nie odpuszcza jej na moment. Zamiast stawać się coraz bardziej samowystarczalna i samodzielna, nie chce wręcz zostawać sama. Przynajmniej tak jest przy babciach, gdy jest z nami w trójkę ewidentnie jest szczęśliwa, że rodzinka jest w komplecie. Jest bardziej samodzielna. Wymyśla sobie zabawy, rozmawia z pluszakami, albo ze samą sobą. Nie mniej nasz cykl dobowy został całkowicie zachwiany. Nasza rutyna, którą wypracowałam poszła w las. O drzemkach w ciągu dnia już nie ma nawet mowy. Wieczorem jest zmęczenie i płacz. Nawet o czytaniu niemalże Maja zapomina. Przy babci nie ma czasu, druga nic nie widzi, a wieczorem prosi o masaż, przy którym pada w ciągu zaledwie dwóch minut. 

No ale jeszcze 3 tygodnie i zmieni się kompletnie wszystko. Znów będziemy wypracowywać jakieś porządki, starać się wprowadzać rutynę, a przede wszystkim ogarniać kwestię. Bardzo się tego boję.

Majuszek coraz mniej bawi się zabawkami, a jej wyobraźnia z dnia na dzień jest coraz większa i coraz bardziej imponująca. Wymyśla bajki, śpiewa, opowiada, tańczy. Ma niespożytą energię, która nie znajduje ujścia przez moje niedomaganie. Bardzo mi z tym źle. Mimo iż staramy się jej zapewnić atrakcje, to nie jest to samo. W tym miesiącu nawet myszka była w teatrze. Po trzecich urodzinkach planujemy pierwsze kino. 

Prym zaczyna przejmować tata. Powoli staje się najważniejszy w jej życiu. Powoli mnie wygryza. Tata może się bawić, tata może wariować, tata może nosić. Córeczka tatusia? Na szczęście moje dziecko jest na tyle empatyczne, że gdy leżę sama w pokoju non stop do mnie przybiega, by powiedzieć mi jak bardzo mnie kocha. Nawet gdy śpię, budzi mnie przytulając i wyznając miłość. Ciągle się przytula, a gdy tylko nie ma babci, a tata wyjdzie na zakupy spędzamy czas razem. Czytamy, rysujemy, tulimy, bawimy w sklep. Maja sama proponuje spokojne zabawy. Ciągle coś mi też opowiada.
 

Chciałabym bardziej zadbać o jej rozwój. Zwrócić uwagę na literki, cyferki. Na naukę samodzielności. Mam nadzieję, że szybko się po porodzie ogarniemy i jakoś będziemy miały również czas dla siebie nawzajem.
 
 

Kto jak kto, ale ja wręcz przepadam za produkcjami muzycznymi. Wychowałam się na "Grease", "Dirty Dancing", "Flashdance" itp., Oglądałam je po kilkanaście... nie, nawet kilkadziesiąt razy. Znam je na pamięć. Zawsze poprawiają mi humor i wywołują nostalgię. Kino bez muzyki dla mnie nie istnieje. A kino, w którym dodatkowo jest taniec - to coś wspaniałego. "La La Land" zbiera same laury. Otrzymał aż 14 nominacji do Oscara, 11 do nagrody BAFTA. Zgarnął już 7 złotych Globów, nagrodę MFF w Wenecji, 8 statuetek Critics Choice, 4 statuetki Satelity i wiele, wiele innych. Niestety osobiście filmu jeszcze nie widziałam, ale widział go nie kto inny, jak nasz krytyk, który od tak dawna nie gościł na SAVE THE MAGIC MOMENTS - Konrad Kluza. Sama zobacz, co sądzi na jego temat:
 



„La La Land” Damiena Chazelle’a to dzieło, które świadomie nazwać mogę współczesnym klasykiem. Film zrealizowany został w szerokoekranowym CinemaScope z wielkim zaangażowaniem środków oraz ogromnym szacunkiem do starohollywodzkiej szkoły. Napiszę więcej, dla filmów takich jak „La La Land” stworzono kino! Już pierwsza scena na autostradzie nakręcona jednym ujęciem nie budzi wątpliwości, że mamy do czynienia z produkcją zrealizowaną perfekcyjnie od strony wizualnej, w której muzyka pełni równorzędną rolę z obrazem.

Do kolorowego świata „La La Land” chciałoby się wracać bez przerwy. Piękne kadry, dynamiczne ujęcia, duże oczy Emmy Stone, nostalgiczny klimat dawnego Hollywood i pulsująca energią muzyka. Twórca „Whiplash” po raz kolejny udowodnił, że świetnie czuje się w jazzowych klimatach. Radosny muzyczny spektakl zmienia jednak ton w trakcie seansu, zaś klasyczna z pozoru musicalowa narracja przybiera postać dramatu, w którym dominować zaczyna codzienna szara rzeczywistość. „La La Land” to tak naprawdę słodko-gorzka opowieść skierowana do pokolenia młodych ludzi, którzy na pytanie "mieć czy być" powinni mieć jedną i jasną odpowiedź. Z pewnych względów nie potrafią jednak wybrać. Prawdą jest, że w dzisiejszych czasach nikt nie chce już wieść normalnego, prostego życia, zaś dążenie do sukcesu pochłania znaczną część naszego czasu. Decydujemy się na miłość do samego siebie i do własnych potrzeb. Wówczas bardzo często tracimy coś albo kogoś. Czy zatem wielka miłość nie jest do pogodzenia z naszymi marzeniami? Czy zawsze musimy wybierać? Twórcy „La La Land” dają pewną odpowiedź na to pytanie, ale dróg interpretacji jest tak naprawdę wiele, co dodatkowo świadczy o wielkości filmu Chazelle’a. Na szczególną uwagę zasługuje wspaniale opowiedziany finał, który mógłby funkcjonować jako osobny krótki metraż. 


Nie zapominajmy również o kreacjach aktorskich. Emma Stone jako niedoszła aktorka i Ryan Gosling w roli niespełnionego muzyka nie przechodzą na ekranie zapierającej dech metamorfozy, ale nie znaczy to, że nie wykonali na planie ciężkiej pracy. Popisy wokalno-taneczne głównych bohaterów robią wrażenie, mimo iż krytycy wytykają aktorom, że zawodowi tancerze i wokaliści odtańczyliby i odśpiewali ich sekwencje o wiele lepiej. Ale czy „ci inni” mają tyleż samo charyzmy, co ten niezawodny duet? Stone i Gosling nie są tak perfekcyjni w swoich numerach jak Debbie Reynolds czy Gene Kelly, ale za to ich naturalność i „bycie sobą” dodaje filmowi Damiena Chazelle’a autentyczności, co w przypadku musicalu jest rzadkością. Na ekranie czuć „chemię” między bohaterami, a my, widzowie, bez reszty zatracamy się w świecie fikcyjnych bohaterów. I to się nazywa magia kina.  

Konrad Kluza


Oglądałaś już film? I jak wrażenia? Zgadzasz się z Konradem?


Kiedy w ostatnim Majusiowym poście napomniałam, że byłam na kursie masażu Shantala, kilka osób zadało mnie pytaniami. Co to w ogóle jest masaż Shantala? I wcale się im nie dziwię. Faktycznie nie jest jeszcze zbyt popularny. Mało mam go zna, a jeszcze mniej go stosuje. W Polsce nie zyskał on jeszcze na popularności, jak w Holandii. A szkoda, bo to wspaniała rzecz, która nie tylko uspokaja maluszka, ale niesie ze sobą również szereg innych, wspaniałych korzyści. Nie będę się Wam wymądrzała, bo są od tego ludzie dużo mądrzejsi i  w tym temacie wyszkoleni, a ich wiedza podparta jest stażem i długoletnią nauką. Dlatego pozwoliłam sobie zapytać o szczegóły specjalistkę od masażu Shantala, fizjoterapeutkę ze szkoły MILK - więcej niż 9 miesięcy - Kamilę Rudecką.

Kamila specjalizuje się w rehabilitacji kobiet w ciąży i połogu, a także w fizjoterapii dna miednicy, w tym przede wszystkim nietrzymaniu moczu. Prowadzi również szkolenia z nauki masażu Shantala.


Pieszczoty, głaskanie i przytulanie są dla dziecka jak pożywienie. Tak samo ważne jak białko, minerały i witaminy."

Frederique Leboyer
 

 

Co to jest masaż Shantala?


Tak naprawdę to Masaż Shantali, bo taka powinna być prawidłowa nazwa, jest masażem małego dziecka. Filozofia masażu niemowlęcia przywędrowała do Europy z Azji, a dokładniej z Indii. W Europie idea masażu dziecka została zaszczepiona przez francuskiego położnika i podróżnika Frederica Leoyer, który podróżując po Indiach spotkał kobietę o imieniu Shantala, która masowała swoją maleńką pociechę na jednej z ulic w Kalkucie. Kobieta zachwyciła podróżnika spokojem i prostotą uczuć przekazywanych podczas masażu. Metoda ta jest bardzo popularna głównie w USA i Kanadzie, a w Europie w Holandii. W Polsce od niedawna cieszy się sporym zainteresowaniem, głównie dzięki rosnącej świadomości rodziców.

Powiedziałaś małego dziecka, a co z nieco większymi? Czy je też możemy masować? Moja Majeczka ma niemal 3 latka? czy nie jest już za późno?


Jeśli tylko dziecko jest zainteresowane i chętne na tego typu pieszczoty, to nie widzę powodu, by takie masażu nie wprowadzić. Nie ma tu żadnych ograniczeń wiekowych. Nawet jeśli zaczniemy masować w wieku lat 6 - ciu, nie będzie za późno. Wiąże się to jednak z pewnymi niedogodnościami, starsze dziecko jest bardziej ruchliwe i może nie wytrzymać 10-15 min leżąc w jednym miejscu, dlatego często zalecam rodzicom, aby skracali masaż jeśli widzą, że ich pociecha się niecierpliwi.

Czy jest jakaś różnica w wykonywaniu masażu na niemowlęciu, a na starszym dziecku?


Co do samych technik, niektórych z nich nie da się wykonać chociażby dlatego, że dziecko jest za duże i trzeba je nieco zmodyfikować, jednak cały sens masażu pozostaje bez zmian. Z pewnością masaż będzie krótszy. Nie będzie trwał 30 minut, a około 10 minut. Pamiętać również należy, by u starszego dziecka masowanie nóżek i rączek dzielić na dwie części. No i starsze dziecko przed masażem należy zapytać o zgodę, a w jego trakcie warto zapytać, jak się czuje i czy chce kontynuować masowanie.

No dobrze, ale po co w ogóle masować dziecko? Masaż kojarzy się głównie z relaksem? Jakie korzyści przynosi masowanie małego dziecka?


Zmysł dotyku rozwija się jako jeden z pierwszych. Już w 6-8 tygodniu ciąży dziecko w łonie matki zaczyna odczuwać właśnie poprzez dotyk w okolicach twarzy, a w 14 tygodniu odczuwa go na całym ciele. Po narodzinach w początkowym okresie rozwoju do mózgu małego człowieka dociera więcej bodźców dotykowych niżeli z pozostałych zmysłów. Dotyk jest podstawową formą tworzenia więzi z rodzicami, otoczeniem i przedmiotami. U małego dziecka jest to na tyle ważne, że dotyk daje mu poczucie bezpieczeństwa, co sprzyja poznawaniu środowiska, pomaga w nawiązywaniu kontaktów społecznych, wpływa również na podstawowe procesy w organizmie takie jak oddychanie, trawienie, odpowiednie reakcje na stres, czy nawet na odporność. Oczywiście, każdy rodzic dotyka swoje dziecko podczas rutynowych zabiegów pielęgnacyjnych czy z potrzeby bliskości. Należy jednak podkreślić, że cza,s kiedy jesteśmy tylko dla dziecka i możemy wykonywanie wspomnianych zabiegów higienicznych. Masaż ma wpływ na regulację snu u dziecka. Zwiększa u dziecka świadomość własnego ciała i jego granic, co wzmaga u dziecka poczucie bezpieczeństwa. Regularne masowanie (3 - 4 razy w tygodniu) stymuluje rozwój fizyczny u dziecka, podnosi też odporność organizmu, normalizuje napięcie mięśniowe. Uspokaja dziecko, wycisza, zmniejsza płaczliwość i obniża poziom kortyzolu we krwi. A na koniec również dodam, że masowanie usprawnia u dziecka trawienie, zapobiegając kolkom.
 

A czy taki masaż ma jakieś pozytywny wpływ na osobę ten masaż wykonującą?


Oczywiście, że ma! To nie jest tylko jednostronna korzyść. Rodzice dzięki masażowi mogą się również wyciszyć, oderwać od trosk dnia codziennego, ale przede wszystkim poznawać swoje dziecko. Jak reaguje na to, co do niego mówimy. Kiedy je dotykamy, pojawia się niewidzialna nić porozumienia, która procentuje w późniejszym wieku. Masaż zacieśnia więź między dzieckiem a rodzicem. Zwiększa również pewność siebie "młodego rodzica" w opiece nad maleństwem. U mam zapobiega( lub, jeśli już wystąpiła łagodzi) depresję poporodową.

Kiedy jest odpowiedni moment na wprowadzenie masażu?


Odpowiedniego momentu nie można przewidzieć z dokładnością co do dnia. Niektórzy autorzy wskazują na 8 tydzień życia dziecka, jeszcze inni na moment odpadnięcia kikuta po pępowinie. moim zdaniem najbezpieczniej będzie połączyć oba te zalecenia i zwyczajnie zapytać lekarza pediatry, czy można już powoli wprowadzać elementy masażu do stałych rytuałów.

A propos wprowadzania rytuału, kiedy jest najlepsza pora na masaż?


Ciężko wyznaczyć odpowiednią porę dnia. Z pewnością należy wziąć pod uwagę, że masaż należy robić godzinę po jedzeniu (nie przed samym jedzeniem, ponieważ dziecko może być marudne).  Takim najgodniejszym dla dziecka momentem będzie pora po kąpieli lub wczesne godziny wieczorne. Masaż przed snem sprawi, że dziecko będzie lepiej spało. Może się jednak zdarzyć tak, że dla naszego maluszka najbardziej odpowiednią porą masażu to czas przed popołudniową drzemką. Nie ma sztywnych ram czasowych, najlepiej poznać zegar dobowy dziecka i zgrać się z nim, wtedy i maluch, i rodzic będą zadowoleni z masażu.

Czego używać przy masowaniu dziecka? bo przecież tak sucho nie można prawda?


Do masowania najlepiej używać kosmetyków, którymi pielęgnujemy bobasa. Nie zmieniajmy ich, nie wprowadzajmy nowości. Jeśli dziecko jest alergikiem można spróbować emolientów. Nie będzie też źle, jeśli dziecko będziemy masować naturalnym olejem np. oliwą z oliwek (oczywiście ekologiczną) lub olejkiem migdałowym itp.

O czym należy bezwzględnie pamiętać podczas masażu?


Podczas masażu trzeba pamiętać o tym, aby pomieszczenie w którym będzie wykonywany masaż było dobrze ogrzane, rodzic musi wyłączyć telewizor, radio i wyciszyć telefon.  W miejscu masażu nie powinno być też żadnych zwierząt. Rodzic wykonujący masaż powinien być skupiony na swoim maleństwu i nie rozpraszać myśli na sprawach dnia codziennego. Być zrelaksowanym, nie denerwować się, by tych negatywnych emocji nie przenosić na dziecko. Należy też zdjąć z rąk wszelką biżuterię i pamiętać o kontakcie wzrokowym z dzieckiem. Mówić do Niego, łagodnym głosem opowiadać co się robi.

A co z dolegliwościami? Gdy dziecko jest chore, ma katar, kaszel, gorączkę? Czy wówczas również możemy masować dziecko? czy lepiej dać sobie spokój?


Masaż w delikatnej modyfikacji jest wskazany przede wszystkim podczas występowania kolek, dzięki temu gazy szybciej są uwalniane z jelit. Niektórzy autorzy podają również modyfikację masażu przy chorobach górnych dróg oddechowych czy też katarku, a nawet gorączce (chociaż została ona wymieniona jako jedno z przeciwwskazań, to pewna zmodyfikowana forma masażu zakłada zbijanie gorączki).

No właśnie, a są jeszcze jakieś przeciwwskazania do wykonywania masażu?


Niestety tak, co prawda lista przeciwwskazań nie jest długa, ale warto się z nimi zapoznać żeby naszemu maleństwu nie zaszkodzić. Masażu nie należy wykonywać u dzieci z gorączką, chorobami skóry (atopowe zapalenie skór, pokrzywka, pieluszkowe zapalenie skóry), ogólnym osłabieniem, nowotworami oraz w okresie bezpośrednio po szczepieniu. Masażu nie powinno się wykonywać dzieciom z astmą oraz epilepsją. Natomiast przy stwierdzonej dysplazji stawów biodrowych – omijamy okolice nóżek.

Czy przez nieumiejętne masowanie można dziecku wyrządzić jakąś krzywdę? bo to chyba największa obawa "młodej mamy" zwłaszcza przy noworodku.


Wielu rodziców obawia się, właśnie tego, że podczas masażu mogą coś zrobić dziecku. Jest przecież takie małe i kruche. Masaż jest jednak tak jak pielęgnacja bezpieczny. Nie wykonujemy mocnych ani szybkich ruchów. Jeśli rodzice stosują się do zasad wykonywania takiego masażu to nie ma możliwości żeby zrobić dziecku krzywdę.

Wiele mam coś o masażu słyszało, coś obiło im się o uszy, szukają zatem informacji w internecie - czy poprzez youtube można się tego nauczyć?


Każda nauka jest dobra. W internecie jest wiele bardzo dobrych instruktaży, jak wykonywać masaż Shantali, jednak nie ma możliwości zadania pytania oraz uzyskania na nie odpowiedzi. Nikt też nie jest w stanie skontrolować, czy rodzice wykonują prawidłowo wszystkie ruchy. Powiem tak: Youtube na pewno nie jest dobrym źródłem wiedzy, jeśli jesteśmy rodzicami, którzy boją się, że mogą zrobić  dziecku krzywdę. Na warsztatach zawsze jest możliwość sprawdzenia techniki masażu, rozwiania wszelkich wątpliwości i nabrania pewności w pielęgnacji i masowaniu naszego skarbu.




I co? Przekonałyśmy Cię razem z Kamilą, że naprawdę warto się tego nauczyć? Ja widzę sama korzyści. Strasznie żałuję, że nie udało mi się na taki kurs pójść wcześniej. Maja nie dawała się dotykać. Dziś wiem, że to dlatego, że sama się jej bałam, byłam zestresowana, a przez to i ono nie czuła się bezpiecznie. Ale wiesz co? Odkąd byłam na szkoleniu w MILK (którą serdecznie polecam, bo naprawdę można znaleźć tam cudowne rzeczy pomagające młodej mamie w świadomym macierzyństwie) masujemy się z Majuchem codziennie! Tak! Na szkoleniu była razem ze mną. Nie przejawiała za wiele zainteresowania. Po dwóch godzinach dała się lekko wymiziać, ale to starczyło, by ją zainteresować. W domu z miejsca wzięła lalę i zaczęła mnie naśladować, a po kąpieli sama poprosiła o masaż. Teraz wręcz go żąda. I wiesz co? Zamieniłyśmy wieczorne czytanie na masaż, bo w trakcie po prostu zasypia. I śpi spokojnie. Przesypia też niemal całą noc. A co najważniejsze - po prostu to uwielbia. Ja też, bo jak widzę, jak zaczyna odpływać, kiedy ja miziam jej plecki po prostu się rozpływam. Spróbuj! Nie pożałujesz. Gwarantuję.

Na naukę masażu można się zapisać w ramach kursu lub na szkolenie indywidualne. W niektórych szkołach rodzenia znajdziesz go w liście zajęć. Polecam szukania właśnie takowych, bo masaż zaczyna doceniać coraz więcej mam i położnych. 

http://milk.edu.pl/