Mawiają, że szczęśliwi czasu nie liczą, ale matkom on po prostu umyka. Może dlatego zauważamy jego upływ wyłącznie po dzieciach. Rosną w oczach, zmieniają się z dnia na dzień, zupełnie jakby w nocy ktoś im wgrywał nowe oprogramowanie. Jednego dnia są malutkie, a drugiego nagle zaczynają chodzić, mówić, biegać... A my mamy staramy się uchwycić każdy moment.
 
Miniony miesiąc tak sobie płynął w rytmie slow. Spędziłyśmy go głównie poza miastem, uciekając przed zalewającą nas falą upałów. Od rana do wieczora dziewczyny biegały po podwórku. Nawet posiłki jadały na tarasie lub na trawce. Miały huśtawki, basen, piaskownicę, domek, nawet trampolinę. Jednak to, co najciekawsze to wszytko dookoła. Zabawki? Prawie żadnych nie tknęły? Książki? Ciężko je zatrzymać, by na chwilę zechciały przystanąć. Na kocyku? No nie da rady. Jest ciągły ruch. Szczególnie Majucha śmiga bez ustanku. Za to wieczorem padają jak muchy. Ema nawet nie zauważała w dzień, że ząbkuje. Odbijała sobie w nocy. A tu bez taty, wiec ja jestem wykończona.
 
Dziewczynki codziennie kąpały się w baseniku. Ema kocha wodę. To zdecydowanie jej żywioł. Mogłaby z niej nie wychodzić. Wieczorne kąpiele zawsze były jej ulubioną częścią dnia, ale teraz gdy jest basen, jest po prostu przeszczęśliwa. Uśmiech z twarzy nie schodzi. 
 
 
Wakacje to czas, gdy dziewczyny przebywają ze sobą non stop, bo latem Maja nie chodzi do przedszkola. Ma wolne. W końcu są wakacje. Póki jestem na wychowawczym, nie widzę sensu by tam uczęszczała. To moje ostatnie takie wakacje z nimi. Niebawem wracam do pracy, pragnę więc spędzić ten czas wspólnie. Tak lubię obserwować jak między dziewczynkami tworzy się więź. Do tej pory siostrzane zachowania widziałam jedynie u Mai, ale w tym miesiącu coś się zmieniło. Coraz częściej słyszę Aja! Aja! Emilusia dzieli się z siostrą jedzonkiem. Gdy bierze chrupka, sięga zawsze po dwa, by jeden podarować siostrze. Gdy łapie za kapelusz, to zawsze zabiera również dla Mai. Kiedy nie mogę jej nakarmić, proszę Maję o pomoc. Chce robić wszytko tak, jak siostra. Oczywiście to nie jest wieczna sielanka. Maja jest mega zazdrosna, a i Emi pragnie zaskarbić mnie tylko dla siebie. Jedna drugą klepie po głowie, czasem popycha, a druga gryzie i włosy wyrywa, ale ogólnie kochają się coraz mocniej. 

Lipiec to jednocześnie okres, gdy nasz tata pracuje na zwiększonych obrotach i ciągle się od Nas deleguje. A powiem Wam, że zostanie samej z tą dwójeczką to już jest wyższa szkoła jazdy. I to na maxa. Nie wiem czemu tyle mam mnie zapewnia, że przy dwójce, to już jest pełen luz, bo nie jest. Przynajmniej u Nas. Maja wiecznie chce mojej uwagi, Emi jej wręcz potrzebuje, bo wchodzi wszędzie, niczego się nie boi, do tego trzeba się nią jeszcze bardzo opiekować. Nie chce zostawać beze mnie. Płacze, krzyczy dopóki się nie pojawiam. Ćwiczymy się, ale jestem dla niej numerem jeden i już. Do tego ząbkowanie. Na raz idą dwójki, trójki, czwórki. Nie wiemy, co to jest smoczek, więc...


Tak ten miesiąc, to ucieczka od internetów, od miasta, od upałów. Ohhh co za gorący miesiąc. Staram się by dziewczynkom w te gorące dni nieco ulżyć. Często się kąpiemy i dużo pijemy.  Unikamy otwartego słońca. Nawet przygotowałam dla Was specjalny wpis, w którym opisuję, jak to u nas wygląda, czego unikać, a na co zwracać większą uwagę.

Zdecydowanie więcej nas na instagramie. Tu nieco się odsłaniamy. Pokazujemy jak nam mija czas. A mija tak szalenie szybko. Emilcia choć za wiele nie mówi, to pokazuje niemal wszytko. Nie mam najmniejszego problemu ze zrozumieniem, czego potrzebuje lub co chce mi opowiedzieć. To zadziwiające, jak obcując z dzieckiem człowiek rozumie jego potrzeby. Emisia to taka mała małpeczka. Chce robić wszytko to, co my, zupełnie jak siostra w jej wieku. Tyle, że Maja naśladowała nas. Ema naśladuje siostrę. Ruchowo idzie jak burza. Chodzi tyłem, obraca się, tańczy, wspina się na wszytko, co można. Do tej pory nie wiedziałam, co to znaczy ruchliwe dziecko. Maja była ostrożna. Tylko raz zwracałam jej uwagę i już nie było problemu. Ema otwiera wszystkie szafki, rysuje po ścianach, podłodze, meblach i drzwiach, wchodzi wszędzie. Jest nieustraszona. Niczego się nie boi. Wystarczy, że raz coś zobaczy i już próbuje. Wchodzimy już nawet w fazę "buntu dwulatka". Sama, sama, sama. Nawet nauczyła się jeść widelcem. Nie to żebym jej go dawała, po prostu mi go zabrała. Schodzi nawet i wchodzi sama po schodach, przytrzymując się poręczy, ale bez mojej pomocy. Krzyczy, jak tylko chcę jej podać rączkę. 

Maja zaś rośnie w oczach. Nie wiem kiedy z maluszka, przekształciła się w tak dużą dziewczynkę. Ta to dopiero daje nam popalić. Nic się nie zmieniło od ubiegłego miesiąca. Trudny wiek.

A Wam jak upłynął lipiec?
 
To już u Nas tradycja. Gdy jest ku temu okazji, pędzimy do profesjonalnego fotografa, by nasz magiczny moment został uwieczniony na fotografiach. Tak, jestem uzależniona. Nie, nie szkoda mi pieniędzy. Uważam, że to o wiele piękniejsza pamiątka niż srebrne łyżeczki i inne cuda wianki, które ludzie kupują. Sama takich fotografii nie wyczaruję, a wiem, że będą cieszyły moje oko do końca życia. Z resztą nie tylko moje. 

W salonie mamy ścianę ze zdjęciami rodzinnymi. Począwszy od zdjęć ze ślubu, ciąży z Mają, sesji noworodkowej i sesji chrzcinowej Majeczki, poprzez roczek Mai, sesję ciążową z Emilunią oraz jej sesję noworodkową i sesją chrzcinową, teraz na roczku Emii skończywszy. To nasze ERBELove, jak nazwały to Kamila z Igą z Naciskiem na Szczęście.

Roczek to podniosły moment w życiu całej rodziny. To szczególny dzień, bardzo symboliczny, choć zainteresowana niestety nie będzie z tego pamiętała ni odrobiny, to reszta przeżywa te emocje za Nią. Oto nasze niemowlę rośnie i właśnie po raz pierwszy odchodziło swoje wielkie Święto. Łezka się w oku zakręciła. Na wspomnienia się zebrało i zaszła potrzeba zrobienia czegoś spektakularnego. Większość mam wyprawia przyjęcie z pompą, ale my właśnie wolimy tak skromnie, w niewielkim gronie, kameralnie, rodzinne. Z tortem, głośnie odśpiewanym 100 lat, prezentami lecz z pamiątkową sesją zdjęciową. Roczek Emisi był bardzo skromny, przez choroby które gości nękały wyjątkowo cichy, tym bardziej sesja stała się naszym priorytetem. Pragnęliśmy ten moment uwiecznić. Już nigdy nie będzie tak malutka i tak niewinna.

Bez zbędnych wstępów, po prostu zostawiam Wam do oglądania piękne fotografie wykonane przez Annę Nelitę. Mam nadzieję, że do gustu przypadną Wam równie mocno, jak Nam.

A jeśli potrzebujecie kilku porad, w jaki sposób szukać fotografa dziecięcego oraz na co zwracać uwagę, by być zadowolonych z efektów, zerknijcie to mojego małego poradnika TUTAJ.
 
mama i córka
dziecięca sesja zdjęciowa roczek dziecka dziecięca sesja zdjęciowa roczek dziecka modelka dziecięca dziecięca sesja zdjęciowa roczek dziecka roczek dziecka dziecięca sesja zdjęciowa 
 I co myślicie? To nie są wszystkie zdjęcia rzecz jasna. Wspaniałe ujęcia ma również Maja, cała nasza rodzinka oraz Gazela ze swoimi dziewczynami, jednak coś muszę zostawić również dla siebie, prawda?
 
jak wybrać miejsce na wakacje z dzieckiem

Okres wakacyjny, to czas sprzyjający wspólnemu podróżowaniu. A wspólne podróże budują więź, tworzą piękne wspomnienia i pozwalają się Wam wzajemnie poznać od nieco innej strony. Aby wakacje były naprawdę udane, warto zwrócić uwagę na kilka aspektów, dobrze je zaplanować i zadbać o komfort maluszka oraz swój własny. Należy pamiętać o swoich potrzebach, ale respektując tym samym ograniczenia dziecka. Przez pierwsze trzy miesiące dziecko doznaje tylu bodźców i dociera do niego tyle świata, że podróż warto odłożyć na okres, gdy dzidziuś jest już nieco dojrzalszy. Dla mnie gwarancją mile spędzanego czasu jest po prostu odpowiednie miejsce. Miejsce, które jest komfortowe i wygodne dla rodzin z dziećmi. Jak je wybrać?



OKREŚL SWÓJ BUDŻET

 
To oczywiste, prawda? Od budżetu wszystko się zaczyna. O ile z maleństwem nie musisz myśleć o dodatkowym budżecie, o tyle z trzy- czterolatkiem już tak. Tu gofry, tam duperelki i złotówy lecą. Zastanów się na co Was stać. Ile możesz przeznaczyć na wyjazd. Gdy wiesz, jakim portfelem dysponujesz możesz zacząć zastanawiać się nad miejscem.



WYBIERZ KIERUNEK: POLSKA CZY ZAGRANICA?

 
W zależności od budżetu, jakim dysponujesz, wiesz już czy stać Cię na wakacje z Polsce, czy za granicą. Jednak nie tylko budżet o tym decyduje, ale również dziecko. Zastanów się, czy miejsce, o którym marzysz, będzie odpowiednie dla Twojego malucha. Pomyśl o strefie klimatycznej (w niektórych miejscach wymagane są szczepienia ochronne, na które niemowlę jest jeszcze za małe), o sposobie podróżowania, o ilość bodźców na miejscu, o odpowiednim terminie. Zdecydowanie lepiej unikać szczytu sezonu i wybrać spokojniejszy okres. Myślę, że każda mama zna swoje dziecko najlepiej, wie jaki jest zakres jego możliwości, gdzie kończy się strefa komfortu. Należy wziąć pod uwagę, czy np. lot lub podróż samochodem nie będzie zbyt długa. Doba w aucie, w podróży do Chorwacji może okazać się dla dziecka zbyt męcząca. Pamiętaj, że dziecko podróżujące w pierwszym foteliku powinno co dwie godziny z niego wysiąść. Lekarze wręcz odradzają podróży dłuższej niż 2 godziny dziennie, wskazując wręcz jedną godzinę jako maksimum. Tak się co prawda nie da, więc przyjmuje się, że po dwóch godzinach podróży, warto zrobić 20 minutową przerwę, ze względu na zaburzenia w krążeniu.
 

DOBIERZ ODPOWIEDNI ŚRODEK LOKOMOCJI

 
To czym chcesz podróżować determinuje sukces całej wyprawy. Są dzieci, które kochają jeździć autem, a w samolocie będą płakały cały lot. Są takie, którym to kompletnie nie przeszkadza. Nasza pierwsza podróż z Mają była nad polskie wybrzeże (wybraliśmy najbliższą miejscowość od domu, do której najszybciej dojedziemy) była totalną katastrofą. Mimo, iż do Trójmiasta jedzie się koło 3-3,5 h, nasza była zdecydowanie dłuższa. Wliczyliśmy postoje, ale płaczu przez pół drogi się nie spodziewaliśmy. A na autostradzie nie da się zatrzymać na żądanie. Jeśli więc wybierzecie auto, rozważcie samą trasę: autostrada czy może drogi krajowe. Jeśli te drugie, to pamiętajcie by zerknąć czy jest gdzie zrobić postój (również w czasie deszczu) i przewinąć dziecko. Jeśli masz jedno dziecko, przewiniesz je na tylnym siedzeniu, jeśli nie... no to już pewnie wiesz, że to nie takie proste. Najłatwiej jest jechać w porze drzemki lub na noc, gdy macie pewność, że dziecko się nieco przekima, podczas gdy Wy możecie nieco nadrobić w trasie. Samolotu większość rodziców się boi. Czy słusznie? Ja Wam nie powiem. Maja miała roczek, gdy lecieliśmy na Lanzarote i była najspokojniejszym maluchem na pokładzie, który tylko wszystkich zaczepiał i się uśmiechał. Nie mieliśmy problemów ze startem, ani z lądowaniem, a w trakcie lotu wspieraliśmy się cycuniem. Były jednak dzieci, które nie przestawały płakać nawet na chwilę. Mimo, iż lot krótki nie był, nasze dziecko się wyspało, było zadowolone, a wręcz podniecone. Nikt nie kazał siedzieć cały czas nieruchomo w foteliku. No właśnie. W samolocie (prócz startu, lądowania i ewentualnych turbulencji) z dzieckiem możesz się przechadzać. Może sobie siedzieć na podłodze, przechodzić z rąk mamy to rąk taty. Ma o wiele większą swobodę i więcej rzeczy niż w aucie jest w stanie je zająć. Wszystko zależy od Waszego malucha.

na mazury z dzieckiem
 

WYBIERZ MIEJSCE PRZYJAZNE DZIECKU I ZADBAJ O WASZ KOMFORT

 
Dla mnie to cały sekret udanych wakacji. Zrobić tak by wilk był syty i owca cała. Decydując się na pobyt w hotelu, wynajmowanym apartamencie czy domkach letniskowych, sprawdzam udogodnienia dla rodzin z dziećmi. A więc czy na wyposażeniu jest łóżeczko (i jakie? - czasem nawet w hotelach rozstawiane są łóżeczka turystyczne bez żadnego materaca na twardym stelażu z dykty), dla starszych dzieci nocnik, nakładka na sedes oraz podest. 
Warto zwrócić uwagę, czy w pokoju jest wanna czy prysznic, a jak jest prysznic, to czy oferowana jest wanienka. 

Sprawdź, czy w restauracji są krzesełka do karmienia dzieci i dziecięce menu (z tym też bądź ostrożna, bo niestety dziecięce menu sprowadza się zwykle do frytek i smażonych nugetsów, gdy jesteście na początku rozszerzania diety, nie są to wskazane posiłki dla tak malutkiego dziecka). Sprawdź też metraż pokoju. Dlaczego? Bo jeśli na wyposażeniu nie ma łóżeczka, może się ono zwyczajnie nie zmieścić. Musisz mieć miejsce, by w pokoju swobodnie się poruszać, szczególnie gdy pogoda nie dopisze, albo będziesz musiała ululać maluszka do snu. 

Generalnie, im więcej rzeczy jest na wyposażeniu, tym lepiej dla Ciebie, bo nie musisz tego wszystkiego ze sobą taszczyć. 

Jeśli masz już pociechę, która jest nieco większa warto, by ośrodek posiadał infrastrukturę nastawioną właśnie na dzieci: brodzik z płytszą wodą, zjeżdżalnie, plac zabaw, huśtawki, animacje lub polscy animatorzy, gdy zdecydujesz się na wakacje za granicą. A może korzystasz z oferty agroturystyki? Sprawdź czy jest na miejscu np. mini zoo. Ja wszystko, czego potrzebowałam znalazłam np. w Zawiatach. To miejsce szczególnie przyjazne rodzinom z dziećmi. Kompletne wyposażenie domków w akcesoria konieczne do opieki nad dzieckiem plus liczne atrakcje dla dzieciaków. Ty się chilloutujesz, masz pod ręką wszystkie niezbędne rzeczy jak łóżeczko, nocnik, krzesełko, a nawet mikrofala do podgrzewania słoiczków i cała plastikowa zastawa dla dzieci plus tysiące atrakcji, jak tyrolka, plac zabaw, animatorzy. Wszystko byś Ty wypoczęła, a dziecko się nie nudziło i dostało wszytko, co jest mu potrzebne. Nawet dodatkowy posiłek. Jeśli zainteresuje Cię to miejsce zerknij na relację z naszego wyjazdu. Sama zobaczysz, o czym mówię. 

Musisz znaleźć swój złoty środek. Niektórzy lubią po prostu zwiedzać, wówczas koniecznie przygotuj sobie listę atrakcji w regionie. Nie tylko dla siebie. Urokliwe uliczki czy imponująca zabudowa nie zachwyci Twojego malucha, za to jakiś park rozrywki już z pewnością tak. Dowiedz się wiec, gdzie jedziesz i jak wycisnąć z tego miejsca to, co najlepsze. 


PRZYGOTUJ SIĘ NA NIEDOGODNOŚCI

  
Mama jest przygotowana na wszystko, a dziecko i tak potrafi zaskoczyć. Koniecznie sprawdź infrastrukturę miejscowości. Czy w razie czego, możesz sobie pozwolić na dokupienie pewnych rzeczy na miejscu (np. słoiczki z jedzeniem dla niemowląt, gdy rozszerzasz dietę, pampersy , itp.), czy w pobliżu jest sklep, apteka i lekarz. Ja już musiałam korzystać z przychodni na wyjeździe kilkukrotnie.
 

ZAPYTAJ INNE MAMY, O ICH SPRAWDZONE MIEJSCA

 
Uważam, że nie ma nic lepszego, jak marketing szeptany. Jako mama z pewnością masz koleżanki z dziećmi. Każda ma inne doświadczenia i  z pewnością każda ma jakieś fajne miejsca, które z ręką na sercu poleci Ci jako sprawdzone, komfortowe i idealne na wakacje z dzieckiem. A jeśli nie, zawsze możesz poszukać w sieci, jakie miejsca polecają blogerki parentingowe. Zawsze znajdziesz coś fajnego.


Gdy to wszystko już ustalisz, nie pozostaje nic innego, jak sporządzić listę rzeczy do zabrania, spakować się i spędzić cudowne, rodzinne wakacje. Nie nastawiaj się na pełen relaks, w końcu jedziesz z dzieckiem, ale zmiana otoczenia pozwoli Ci nieco odetchnąć, nabrać dystansu i tworzyć piękne wspomnienia, którymi kiedyś podzielisz się ze swoim dzieckiem.
 
 
wakacje z dziećmi


Żyję w jakiejś mydlanej bańce, w  której dni zlewają się w jeden, a mimo to czas pędzi bezlitośnie. Nie wiem, który dziś dzień tygodnia, ani miesiąca. Wiem, jaka pora roku. Życzenia urodzinowe składam po czasie, a czasem o czasie przepraszając za spóźnienie. Macierzyństwo mnie wchłonęło, a ja wciąż mam wrażenie, że niezbyt sumiennie odnajduję się w tej roli. Tymczasem upłynął czerwiec, a ja znów jestem spóźniona z naszym podsumowaniem.

Ema ma skończonych 16 miesięcy. Robi się z niej taki mały, rozkoszny człowieczek, który coraz sprawniej się porusza, coraz lepiej komunikuje i coraz lepiej zdaje sobie sprawę z tego, czego potrzebuję. To dziecko jest niesamowicie zdeterminowane i ma ogromną potrzebę autonomii. Wszytko pragnie robić sama i wiesz co? Świetnie jej to wychodzi. Jasne, nie raz już glebę zaliczyła, ale zwykle wstaje, otrzepuje się, znów próbując zrobić to, co zamierzała. Zwykle jeszcze opowiadając mi, co się wydarzyło. Potrafi zaprowadzić mnie na miejsce zdarzenia, gestami oraz mimiką twarzy wszystko opowiedzieć, używając przy tym tylko jednego słowa. Bo mówi niewiele, ale już raportuję, że słownictwo nam się powiększyło o słowa takie jak, chodź (choć), daj,  Ema, ja. Wszystkie odpowiednio wyważone, wypowiedziane z wielkim przejęciem. Często próbuje powtórzyć coś innego, ale jeszcze jej to nie wychodzi. Bardziej powtarza dźwięki, brzmiące jak słowa, które ma na myśli. Widzę jak się stara, jak uśmiecha, jakby chciała bym zauważyła jej wysiłek. Jest przeurocza, a ja kompletnie w niej zakochana. Ruchowo jest nad wyraz rozwinięta. Wspina się, biega, ostatnio nauczyła się kręcić wokół własnej osi, podnosi nogę do góry, stojąc na drugiej. Wszystko to ją tak cieszy, napawa dumą. Cudownie jest móc patrzeć, jak się rozwija, każdego dnia zyskując kolejne umiejętności.

Czerwiec jednocześnie był dla nas czasem okrutnego ząbkowania. Nie sądziłam, że rzucą się jej od razu czwórki, bo ma tylko komplet jedynek oraz dwie dwójeczki. Nieprzespane noce, płacz, marudzenie, katar, biegunka oraz wysoka gorączka. A mimo to przechodzi to łagodniej, niż jej starsza siostra. Mamy już swoje triki, jednak patrzenie na cierpienie dziecka, boli tak samo.

Gdy czytam stare posty o Majusi, nie mogę się nadziwić, jak bardzo te chwile umykają, jak szybko się człowiekowi wszystko zaciera. Właśnie wróciłam do wpisu o Majeczce w tym samym wieku i stwierdzam, że są jednak do siebie podobne. Czułość, która przychodzi w tym miesiącu, poczucie bezpieczeństwa, potrzeba okazywania uczuć, nieustające całusy i przytulanie, zabawa w dom, lulanie lal, zabawa rytmem, odkrywanie możliwości swego ciała.

moja starsza siostra

No i co najważniejsze. Po tylu miesiącach poświęceń, Ema zaczęła powolutku pozwalać mi się w dzień, odkładać do łóżeczka. Bo tak, do tej pory spała tylko na mnie i nie było takiej opcji, by uśpić ją poprzez noszenie, w łóżeczku, w wózku, na naszym łóżku. Zaczęło się już w ubiegłym miesiącu, gdy podczas snu zaczęła ze mnie schodzić, ale nadal się tuląc, aż wreszcie załapała. Nie jest idealnie. Nie zawsze na to pozwala, ale zaczęło się właśnie w Zawiatach. Mówiłam, że magiczne miejsce, prawda? Oj nawet nie wiesz, jaka ja jestem szczęśliwa. Na razie chodzę jak myszka po cichutku, byle się nie zbudziła, ale obserwując, że śpi czuję się coraz swobodniej. To chyba jest wiadomość miesiąca.

Majunia, cały miesiąc była zdrowa! A to u nas sukces ponad miarę i stan, którego nie zaznaliśmy od sierpnia ubiegłego roku. Koleżanka radośnie chodziła na końcówkę przedszkola, była taka szczęśliwa. Weekendy zupełnie inne, wyjazdy zupełnie inne, życie zupełnie inne. I rower kupiony, więc nauka trwa. Tyle uciech, tyle nowości. Tyle śmiechu i zabawy. Tyle czasu we czworo, tak jak Maja lubi najbardziej. To szalona czterolatka. Pełno energii, mało rozwagi. Próbuje nowych rzeczy, dziwnych zachowań podpatrzonych u innych dzieci. Nie są niestety najmądrzejsze. Przerażenie mnie bierze, jak widzę, co wyprawia przy stole. Jest też niesamowicie wrażliwa i już zaczynają się akcję typu "Mamo, a X powiedziała, że nie jestem jej koleżanką". Zastanawiam się czasem, skąd w dzieciach jest tyle wredoty.

Zaskoczeniem było dla Nas zakończenie przedszkola. Otóż Pani zaproponowała nam przesunięcie Mai o rok wyżej, ze względu na jej rozwój. Wiązałoby się to z wcześniejszym pójściem do szkoły. Długo z mężem debatowaliśmy, czy faktycznie się na to zgodzić. Ostatecznie, odmówiliśmy. Może uznasz, że jestem szalona, ale znam Majuchę. Psychicznie jest taka krucha. Zmiana grupy i Pani byłaby dla niej naprawdę ciężka. Jest zdolna, inteligentna. Potrafi dodawać do dziesięciu. Nauczyła się sama. Ani ja, ani mój mąż, ani nawet Pani w przedszkolu jej nie uczyła. Potrafi napisać większość liter alfabetu oraz kilka słów jak: Maja, Elsa, Anna, Mama, Tata. Wciąż prosi by jej pokazywać. Sama jej nawet nie namawiam, nie pokazuję pierwsza. Podejrzewam, że gdyby w naszym życiu nie pojawiła się Emilia, a ja bym miała dla niej te 100% uwagi oraz czas, by z nią pracować i bawić się, jak robiłam to do tej pory, już by czytała. Jest niesamowicie ciekawa wszystkiego. Psychicznie jednak jest bardzo delikatna, pełna empatii i wrażliwości. W jej życiu na raz pojawiło się zbyt wiele zmian. Własny pokój i odstawienie piersi oraz smoka, moja ciąża, potem siostra, przedszkole i poczucie odrzucenia.  Zobaczymy, jak będzie wyglądał ten rok. Mam nadzieję, że przestanie tyle chorować i wreszcie znajdziemy więcej czasu dla siebie. A raczej ja dla Niej.

zawiaty


W tym miesiącu działo się tyle, że własnych imienin nawet nie zauważyłam. Trwaliśmy w szale przygotowań do weekendu czerwcowego, który był po prostu idealny. No dobra droga na Kaszuby, była męcząca, bo Emisia chyba nie lubi podróży autem. To siedzenie w jednym miejscu, dla takiego małego robaczka, to zdecydowanie zbyt wiele, a jak się robi sennym, to nie ma jak do mamuni się przytulić. Wyjazd na Zawiaty totalnie przerósł moje oczekiwania. Była idealna pogoda, a miejsce. Jeju, miejsce jest tak urokliwe, a infrastruktura dla rodzin z dziećmi dzieci dopieszczona, że nie tylko ośrodek polecam, ale wręcz Was namawiam, by skusić się na pobyt. Las, śpiew ptaków, jezioro, animacje dla najmłodszych, pełne wyżywienie (5 posiłków, a nie 2). Coś wspaniałego. Z resztą, jeśli nie czytałaś jeszcze postu, to serdecznie zapraszam na relacje i cudowne fociaszki. To był najpiękniejszy Dzień Dziecka, jaki do tej pory Mai zafundowaliśmy. Wspólnie od rana do nocy, w tak wspaniałym otoczeniu.

O ile Dzień Dziecka spędziliśmy w Zawiatach, o tyle Dzień Ojca świętowaliśmy znów na pakowaniu. Tata dostał masę prezentów i niespodzianek, które wspólnie razem przygotowałyśmy. A ja zafundowałam mu dzionek z dziewczynkami, sama poznając osobiście znajomości wyhodowane w internecie podczas jednego z najsłynniejszych zlotów blogerów na SeeBloggers w moim rodzinnym mieście, w Łodzi.

córczeki tatusia
hel 

A na koniec, nasze wakacje nad morzem. Niestety w tym roku były bardzo krótkie, a ja... no miałam przygody. Jeśli śledzisz nasz instastory, wiesz już, że dostałam udaru słonecznego, dlatego trąbię o ochronie przed słońcem. Szczególnie malutkich dzieci. 

Mimo wielu nieprzyjemnych sytuacji, to był cudny miesiąc. Cudny początek lata. Co dalej? Czas pokaże. O dziwo, nie mam żadnych planów. Mam nadzieję, że spotka nas coś miłego.

Blogowo, objęłam swój pierwszy patronat, nad książką autorki, którą szczerze lubię i czytam wszystkie jej powieści. Mam nadzieję, że to nie będzie ostatni raz, gdy wydawnictwo zaufa mi na tyle, by znów powierzyć mi swoją podopieczną. Natalia Sońska to wspaniała, młoda autorka. Ciekawa jestem bardzo, w któym kierunku pójdzie i w jaki sposób rozwinie się jej kariera. Czytałaś już może "Całą przyjemność po mojej stronie". Bardzo przyjemna lektura na wakacje. Na moim fanpage na facebooku zasypałam Was konkursami książkowymi. Jeden nadal trwa. Na ista nakręciłam swój pierwszy life, bo ... zostałam książkową wróżką. No i rozpoczęłam kolejną kampanię blogerów. Ciekawa jaką? Zerknij tu... już więcej nic nie mówię.

Fajny miesiąc miałam. A Ty? Na czym upłynął Ci czerwiec? 

 
jak schłodzić dziecko w upały

Latem, gdy słupek rtęci wskazuje ponad 30 stopni, wszyscy zaczynamy wcześniej, czy później odczuwać dyskomfort. Jednak małe dzieci, szczególnie niemowlęta, wymagają wówczas szczególnej troski. Ze względu na brak wykształconych kanalików potnych niemowlęta źle znoszą wysokie temperatury. Ich skóra jest też dwa razy cieńsza od skóry dorosłego. Zauważ, że dzieci się nie pocą, one się nagrzewają. Należy zatem przestrzegać pewnych zasad oraz zastosować pewne środki, by ulżyć im podczas naprawdę wysokich temperatur.

Podczas upału dzieci tracą humor, marudzą, niektóre popłakują, częściej żądają piersi. Są jednak sposoby, by maluszkowi przynieść nieco ulgi lub zawczasu ochronić przed kiepskim samopoczuciem. Konsekwencje przegrzania małego ciała mogą być niebezpieczne dla jego organizmu. Potówki, odparzenia, oparzenia, odwodnienie czy udar słoneczny to przykre skutki wystawiania dziecko na promienie słoneczne. O ile potówki może nie są aż tak uciążliwe, o tyle pozostałe konsekwencje są o wiele poważniejsze. Jak więc pomóc dziecku przetrwać upały?


NIE WYSTAWIAJ DZIECKA NA SŁOŃCE


Wiem, że większość z Nas marzy o urlopie, smażeniu się na plaży i opaleniu ciała, by po powrocie wszyscy nam zazdrościli, ale będąc mamą naprawdę warto przedłożyć dobro dziecka, nad zazdrosne spojrzenia innych kobiet. Dziecko nie powinno przebywać na słońcu. Szczególnie w godzinach, gdy jest ono najbardziej szkodliwe t.j. między 11 a 16. Ja staram się unikać spacerów nawet między 10 - 11, a 17. Gdy jest naprawdę gorąco, wolę na cały dzień schronić się w domu. Małe dzieci nie mogą się opalać, mają dwa razy cieńszą skórę. W domu warto zaciągać żaluzje lub zasłony, by uniknąć nagrzania się pomieszczeń. Na spacerach wybierać miejsca naturalnie zacienione (np. park), unikać nosideł oraz chust na rzecz wózka, a zamiast postawionej budki warto użyć parasolki.


STOSUJ WYSOKIE FILTRY 


Gdy decydujesz się na spacer (nawet w godzinach porannych) zawsze stosuj kremy z najwyższym filtrem dobrej jakości. Najlepsze są 50 SPF. Zwracaj uwagę również, czy krem nadaje się dla noworodka i niemowlęcia. Warto wybierać kosmetyki zawierające filtry mineralne, nie chemiczne, a czynność smarowania powtarzać co 2 godziny, a nawet co godzinę oraz stosować się do instrukcji na opakowaniach. Zanim posmarujesz dziecko na słońce, sprawdź w domu, czy krem nie uczula. W zetknięciu ze słońcem bowiem, niektóre alergeny mogą silniej uczulać.


PRZYSTAWIAJ DO PIERSI DUŻO CZĘŚCIEJ NIŻ ZWYKLE


Niektóre mamy narzekają, że dziecko nic tylko by leżało na piersi i non stop jadło. Zapominają jednak, że same non stop w upały coś piją. Dziecko karmione piersią dostaje tylko pierś. Jest ona śniadaniem, drugim śniadaniem, obiadem, podwieczorkiem, kolacją i napojem. Pokarm matki również gasi pragnienie, szczególnie na samym początku, gdy jest rzadszy. Maluszki szczególnie dotkliwie przeżywają upały. Warto reagować na każde żądanie dziecka, przystawiać, gdy tylko tego potrzebuje, a nawet, gdy samo nie prosi o nie zbyt często, przystawiać je częściej.


ZAKŁADAJ CIUCHY Z NATURALNYCH TKANIN


Na upały najlepsze są lekkie, zwiewne ubranka uszyte z naturalnych tkanin np. bawełna czy len. W sklepach znajdziesz delikatne batysty czy muślin. To zwiększa przewiewność, dając uczucie komfortu, bowiem w takich ciuchach skóra oddycha, a więc małe ciałko tak się nie nagrzewa. Unikaj wówczas bodziaków, kaftaników i wszystkich zabudowanych ciuszków. Warto założyć lekką koszulkę, a spać położyć nawet w samym pampersie. Podczas snu przykrywaj jedynie delikatną pieluchą muślinową (najwygodniejsze są te duże, które świetnie zastępują kocyki), bawełnianym prześcieradłem lub chociażby zwykłą pieluchą tetrową.

ZAWSZE ZAKŁADAJ NAKRYCIE NA GŁÓWKĘ


Najlepsze będą czapeczki z dużym rondem lub przewiewne kapelusze słomkowe (gdy dziecko już siedzi, czy chodzi). Powinny chronić przed słońcem nie tylko główkę, ale również oczy. Dobrze by zakrywały uszy. Tu skóra bowiem jest bardzo podatna na "spalenie". Nie polecam baseballówek. Główka niesamowicie się w nich poci, do tego nie chronią uszu, ani karku. Czapka mimo wszystko ochroni również nieco szyjkę.


CZĘŚCIEJ ZMIENIAJ PIELUCHY


Odparzenie pupy jest dla dziecka bardzo bolesnym przeżyciem. Pieczenie intymnych części ciała to nieprawdopodobny dyskomfort. Zmieniaj częściej pieluchy, a  gdy dziecko ząbkuje, sprawdzaj czy nie zrobiło kupy. Niestety biegunka przy ząbkowaniu jest czymś częstym, o czym zapominamy. 


WIETRZ PUPĘ


Podczas każdej zmiany pieluchy, pozwól dziecku poleżeć nieco bez niej. Wietrzenie pupy daje niesamowita ulgę. Sama zobaczysz, jak Twój maluszek będzie w tym czasie widocznie ożywiony. Niemowlę wystarczy położyć na podkładzie i czymś zabawić. Gdy dziecko jest już bardziej ruchliwe, warto raz, czy dwa zetrzeć te panele, by maleństwo odczuwało większy komfort prawda? Poza tym wakacje, to najlepszy czas na odpieluchowanie. 


PRZYGOTUJ NIECO CHŁODNIEJSZĄ KĄPIEL W CIĄGU DNIA


Gdy słupki rtęci szaleją, każdy z Nas marzy o zimnym morzu, kąpieli w chłodnym jeziorze, albo po prostu o odświeżającym prysznicu. Pamiętaj, że dziecko to też człowiek, do tego drobniutki i całkowicie zależny od Ciebie. Nie powie Ci, żebyś go wykąpała. Sama o to zadbaj. Przygotuj nieco chłodniejszą kąpiel. Dziecko odczuje zdecydowaną ulgę. 


UŻYWAJ WODY TERMALNEJ W SPRAYU, MOKREGO WACIKA LUB MOKREJ TETRY DO PRZETARCIA DZIECKA


Jeśli nie kąpiesz dziecka, warto od czasu do czasu przetrzeć jego ciałko mokrym wacikiem. Szczególnie w miejscach newralgicznych. Twarz, szyjka (która u maluszka ma tak wiele fałdek), zgięcia rąk i nóg, które narażone są na największe nagrzewanie się organizmu. Wychodząc poza dom warto zaopatrzyć się w wodę termalną w sprayu. Ja zawsze taką noszę latem w torebce. A już na plażę to mój absolutny must have. 
 


Pamiętajmy, że nie tylko maluch, ale również dziecko do szóstego roku życia nie powinno przebywać na słońcu ze względu na fakt, że są one bardziej narażone na negatywne skutki upałów.

Jeśli masz jeszcze jakieś swoje sprawdzone sposoby, chętnie je poznam. Ciekawa jestem, jak sobie radzicie. Jak zachowują się Wasze dzieci? 
 
Colleen Hoover
 
To zostało udowodnione, jak świat światem stoi latem ludzie częściej sięgają po lekturę. Wakacje, urlopy, wolne, czas się wreszcie zatrzymuje, choć dla niektórych tylko zwalnia, to jednak wystarcza, by zrobić coś, na co nie mamy czasu w codziennej krzątaninie. By sięgnąć po książkę. Pytanie tylko jaką?  Najlepiej po dobrą, wciągającą, pobudzającą wyobraźnię, poruszającą emocje, mądrą, ale niezbyt ciężką, by nie czuć zmęczenia. Warto sięgnąć po autora, który nie zawodzi. Pozwól, że troszkę Ci podpowiem, co wybrać. 


WITHOUT MERIT to najnowsza powieść spod pióra jednej z najbardziej uwielbianych na świecie autorek tj. Colleen Hoover. Z pewnością ją znasz, a jeśli nie, nawet się nie przyznawaj, sięgaj w ciemno, żeby nadrobić. Naprawdę warto. Nie wiem, jakim cudem jeszcze nie pisałam o niej na swoim blogu. Może nadrobię. Długo się przed nią wzbraniałam. Nad Hoover wszyscy pieją z zachwytu. Nad jej książkami w internecie jest tyle ochów i achów, że mnie na przekór nieco to zniechęcało. Okazało się, że zupełnie niesłusznie. Gdy w zeszłym roku zdecydowałam się jednak przekonać, czemu w sieci o  niej tyle szumu, przeczytałam  wszystkie dostępne publikacje. Niemal jedna po drugiej. Gdy skończyłam, wzięłam się za te nieprzetłumaczone. Ta kobieta po prostu wnika w krwiobieg. Tworzy książki grające na emocjach, poruszające najczulsze struny, wyrzucając na wierzch najgłębiej skrywane marzenia, sekrety oraz sny. W otoczce niesamowitego romansu, pięknej wręcz miłości, podejmuje się naprawdę trudnych tematów jak przemoc w rodzinie, depresja czy bezdomność. Tematów zwykle w literaturze nie poruszanych. Robi to z niezwykłą lekkością, dotykając sedna, jednoznacznie rzucając karty na stół, dogłębnie i prawdziwie. 
 
Hoover potrafi bawić się słowem, jej język jest niesamowicie plastyczny, zwiewny, zgrabny, mieniący się wszystkimi odcieniami uczuć. Bogate słownictwo oraz doskonale dobrane epitety sprawiają, że jej opisy są tak bliskie sercu, że uzależniają. Tytuły zaś świadomie nie są tłumaczone, są bowiem zwykle grą słów związanych z treścią lub głównym bohaterem.

WITHOUT MERIT to książka nie tylko dla młodzieży, ale również dla dorosłych. Szczególnie tych, którzy mają w domu wrażliwych, zagubionych nastolatków, którzy żyją w świecie którego nie rozumiemy, bo ... no właśnie czemu się nie rozumiemy z naszymi dziećmi? Czemu relacje w rodzinie są zwykle tak skomplikowane? Czemu się kłócimy, krzyczymy, wykorzystujemy miłość dla własnych pobudek? Czemu się oszukujemy? Nie mówimy prawdy?

Siedemnastoletnia Merit to zakompleksiona introwertyczka, która jest niezwykle osobliwą dziewczyną. Gdy tylko spotyka ją większa porażka, nagradza się pucharem. Kupuje cudze i je kolekcjonuje. Jej życie jest nieco skomplikowane, bo należy do dość dziwacznej rodziny. Ojciec zdradził matkę z jej pielęgniarką, gdy ta zachorowała na raka. Kochankę pojął za żonę, a mimo to mama nadal mieszka z nimi, posiadając w piwnicy domu własne domostwo. Sam dom też nie jest zwyczajny. W ich salonie znajduje się gigantyczna figura ukrzyżowanego Chrystusa, którego Merit  uwielbia przebierać. Wraz z bliźniaczą siostrą Honor (od której Merit czuje się wiecznie gorsza i która na swoich chłopców wybiera umierających rówieśników), perfekcyjnym starszym bratem oraz przybranym słodkim braciszkiem zamieszkują bowiem stary Kościół, który nazwali Litrem Vossów. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy Merit przypadkowo zakochuje się w chłopaku bliźniaczki, a do ich domu wprowadza się brat macochy. W tym natłoku niezdrowych relacji wrze coraz bardziej, a Merit nie może znieść więcej sekretów. Prędzej czy później ten tygiel musi pęknąć. Tylko czy komuś nie stanie się krzywda?
 
Najnowsza powieść Hoover to z pozoru spokojna powieść obyczajowa. Jeśli spodziewasz się jak zawsze romansu, w którym od emocji aż kipi, będziesz zaskoczona, bo w tej książce miłość jest jedynie tłem. Tłem do spraw o wiele ważniejszych, o wiele istotniejszych. Jednym z głównych tematów powieści jest szczerość i otwartość na bliskie osoby. Kolejnym jest rodzina i empatia na problemy bliskich. Jeszcze innym przewijającym się tematem jest punkt widzenia. Autorka pokazuje jak zdeformowana perspektywa potrafi zniekształcić rzeczywistość, zmienić relacje z bliskimi, doprowadzić do zerwania więzi. WITHOUT MERIT to książka o rodzinie, o relacjach, bliskości i braku zrozumienia. To książka, która pokazuje jak ważna jest rozmowa, zrozumienie oraz wsparcie i akceptacja. Jestem pod wrażeniem wnikliwości autorki w psychikę nastolatków, w ich poczucie osamotnienia, braku zrozumienia, braku samoakceptacji. 

Nie brakuje jeszcze ważniejszych wątków np. uchodźca oraz... nie, nie mogę więcej powiedzieć, bo czytając nie będziesz zaskoczona, nie będziesz wstrząśnięta. Recenzja nie powinna zdradzać wszystkiego. Powinna zachęcać. Dlatego nie chcę by coś mi się wymsknęło. 

Po przeczytaniu lektury byłam szczerze poruszona. Ty też będziesz. Koniecznie przeczytaj, a potem daj mi znać, co myślisz. Autorka idzie w bardzo dobrym kierunku. Jej książki bowiem nie są zwykłymi romansidłami z gatunku New Adult. W każdej z nich znajdziesz ważny przekaz. Przekaz, który Hoover kieruje bezpośrednio do czytelnika, strzelając w serce "zatrutą" strzałą tak, by "problem" rozlał się po całym Twoim ciele, aż znajdzie podatny grunt, by zakiełkować. By pozwolić Ci zareagować wtedy, gdy będziesz tego potrzebowała. Gdy zapali się czerwona lampka. Przeczytaj. Będziesz wiedziała, o co mi chodzi.

 
#WAKACJEzKSIĄŻKĄ
 

Tą książką otwieram kolejną kampanię mojego Klubu Książki "PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ" promującą czytelnictwo. #WAKACJEzKSIĄŻKĄ to inicjatywa blogerek oraz pozostałych członkiń mojego klubu, która ma pomóc Ci w doborze odpowiedniej lektury na lato. Bo wierzę głęboko, że książka może porwać każdego, wystarczy znaleźć tę odpowiednią. Każdy z nas ma inny gust, inne oczekiwania i inne potrzeby, dlatego proponować będziemy różnorodne gatunki.

PRZEZ MIESIĄC (a może i dłużej, kto wie) CODZIENNIE (z wyłączeniem weekendów) NA NASZYCH BLOGACH POJAWIAĆ SIĘ BĘDZIE RECENZJA KSIĄŻKI, KTÓRĄ POLECAMY NA WAKACJE. Znajdziesz je pod hasłem #wakacjezksiążką wpisane w media społecznościowe. 

 
lektura na wakacje

Do akcji dołączają również osoby prywatne, szczególnie na instagramie, tworząc swoje mini recenzje. Możesz dołączyć i Ty. 
 
My mamy swój harmonogram, jednak jeśli jesteś blogerką i zechcesz napisać swoją recenzję, będzie mi niezwykle miło, gdy do nas dołączysz. We wpisie uwzględnij proszę małe info na temat kampanii, wskazując mój Klub Książki oraz mnie jako organizatora. Napisz recenzję książki, która Twoim zdaniem jest idealna do czytania na kocyku, w hamaku czy na leżaku. I pamiętaj proszę, by oznaczyć mnie w mediach społecznościowych, bym mogła odnaleźć Twój wpis.

PS. Na koniec mam dla Was niespodziankę. Już jutro na moim facebookowym fanpage konkurs w ramach którego do wygrania będzie świeżutki egzemplarz książki Colleen Hoover. Co Ty na to?
 



Maj to zdecydowanie był nasz czas. Dzieci wyszły z chorób, pogoda dopisała, a my skakaliśmy tylko z imprezy na imprezę, w ciągłych przygotowaniach do kolejnych uroczystości, rodzinnie, razem, tak jak lubię najbardziej. Wreszcie zaczęliśmy żyć na pełnej petardzie.

Oj tak, imprezowy szał nas ogarnął. W maju okazja goniła okazję, by celebrować życie, uczcić nasze małe święta i totalnie się rozpieniężyć. Zaczęliśmy od urodzin dziadka, poprzez majóweczkę, która w tym roku była nad wyraz udana, bo odwiedziliśmy wreszcie najbliższą rodzinkę na Opolszczyźnie, przeżyliśmy moje 35 urodziny, szósty już start Majucha w zawodach sportowych, urodziny Majeczki, złapaliśmy nieco oddechu, a następnie świętowaliśmy Dzień Matki :) Po raz pierwszy byłam w przedszkolu na uroczystości zorganizowanej dla mam. Najadłam się ciast i tortów. Oj wręcz się obżarłam. Wypiłam morze Pikolaka. Narobiłam tysiące zdjęć i widziałam najcudniejsze uśmiechy pod słońcem.

A dzieci? Emisia postawiła na rozwój ruchowy. Chodzi, biega, podnosi nóżki do góry, wspina się na wszystko na co może. Jest nieugięta. Przewróci się, to tylko nas informuje, że zrobiła bach i leci dalej. Żadnego płaczu. Minimum żalu, maksimum determinacji. Przecież musi dogonić starszą siostrę. Jestem naprawdę pod wrażeniem jej zaciętości. Jeśli chodzi o mowę, kompletnie się mała zatrzymała. Pozostaje nam mama, tata, baba, dziadzia, kom (czyli daj), Aja (Maja), bach. I to na tyle. Nie przejmuje się tym kompletnie. Wierzę, że na wszystko nam przyjdzie czas. Nadziwić się jednak nie mogę, jak dziewczynki mimo niezaprzeczalnego podobieństwa fizycznego, różnią się charakterem, poziomem rozwoju, umiejętnościami. 

 
 
Podczas, gdy Ema biega jak szalona i złapać się nie daje, Maja na tym etapie chodziła tylko za rączkę. Gdy Ema przemawia do nas swoim językiem, którego nikt nie rozumie i wydaje śmieszne dźwięki przypominające echolokację, Maja wypowiadała coraz bardziej skomplikowane wyrazy, jak RABARBAR, dziura, burza czy konewka (kawka w jej wykonaniu). Mówiła: auto, cyca, daj, ciumcium (czyli pić), pada. Emisia boi się psów, woli ptaki. Maja kochała wszystkie sierściuchy. Gdy Emisia jedzie na dziadków na wieś, nie schodzi mi z rąk. Nie chce pląsać wesoło po trawie, nie wącha kwiatuszków, bo paraliżuje ją totalnie pies. Maja uwielbiała być w ogrodzie. Podziwiała listki tańczące na wietrze, porównywała kolory kwiatów i radośnie podlewała z babcią swoją małą koneweczką. 
 
Emisia ogólnie jest bardzo żywotną dziewczynką. Wchodzi wszędzie, otwiera mi wszystkie szafki (gdzie kompletnie nie miałam tego problemu z Majuchą), rysuje po ścianach, wykładzinie, szybach, gdzie tylko się da. Maja mi raz pomalowała ścianę i to na tyle. Nie słucha się, robi co chce. Gdy nie otrzyma czegoś, co upatrzyła, robi mi taki płacz, że aż nie wiem, co mam zrobić. Sama wchodzi na krzesełko, wręcz zrzuca z niego Maję. Maluje kredkami. No i uwaga! Zaczęła dawać okładać się do łóżeczka, co u Nas jest niesamowitym krokiem milowym na przód. Nie codziennie, nie zawsze, nie na długo. Ale to zawsze coś. Ma jej się ku dobremu. Mam nadzieję. 
 
Dla Majeczki zaś maj był miesiącem walki o zdrowie: laryngolog, ortodonta, logopeda i konsultant SI. Oj sporo tego, a to jeszcze nie koniec, bo musimy skonsultować się również z rehabilitantem oraz kardiologiem, a także rozpocząć zajęcia logopedyczne i sensoryczne. Ciągle coś. Długa, żmudna droga przed nami, jednak mam nadzieję, że wyjdziemy na prostą. Trzeba się spiąć, zorganizować i działać.

W maju zaliczyła kolejny bieg i wiecie co? Zajęła szóste miejsce, co jak się okazało, było dodatkowo nagradzane. Stanęła lala przy podium, uścisnęła dłoń burmistrza, dostała dyplom oraz nagrodę i była najszczęśliwsza na świecie. Nawet nie wiecie, jak mi wówczas serce rośnie, patrząc jaka ona jest uchachana. Daje jej to tyle radości i satysfakcji. Tylko prosi o wyszukanie kolejnych biegów.

O taki był maj. Piękny, prawda? Oczywiście sielanki non stop nie było. Emocje nadal u czterolatka odgrywają pierwsze skrzypce, a zamiast symfonii w domu czasem istna kakofonia się odgrywa, ale staramy się, staramy, jak możemy. Trzymajcie za nas kciuki.

 

Na blogu w maju objęłam swój pierwszy patronat, co dla mnie jest nie lada zaszczytem. Mąż mówi, że zostałam mecenasem sztuki. Podoba mi się to żartobliwe określenie. Tak więc, puszczając oczko, zapraszam na recenzję książki Natalii Sońskiej "Cała przyjemność po mojej stronie". Jest mnie tu zdecydowanie mniej, za to, gdy już się pojawiam, zawsze staram się robić to z jeszcze większym zaangażowaniem.

A jaki dla Was był maj?



Wielkimi krokami zbliżają się upragnione wakacje. Upragniony czas odpoczynku, relaksu i ucieczki od dnia powszedniego. Choć od dawna jestem dorosła, w okresie wakacyjnym zawsze czuję powiew dzieciństwa. Mam lenia, a jednocześnie niesamowitą energię do działania. Co roku nie mogę się doczekać końca roku szkolnego i choć to nie mnie dzwoni dzwonek obwieszczający labę, to ja i tak tego dnia chodzę szczęśliwa. Wakacje muszą być wyjątkowe. Dlatego zawsze szukam wyjątkowych miejsc, na spędzenie czasu z rodzinką. Odkąd założyłam bloga, marzyłam o tym, by móc polecać miejsca szczególnie przyjazne dzieciom. Takie naprawdę godne polecenia, które zostały stworzone właśnie z myślą o rodzinach z dziećmi. Jednak, tak naprawdę, dopiero w tym roku udało mi się odnaleźć miejsce, w które chcę wrócić i mogę polecić z czystym sumieniem. To miejsce, z którego żal było wyjeżdżać, w którym było dobrze zarówno nam, jak i dzieciom, w którym czuliśmy się zrelaksowani, szczęśliwi i w którym było nam po prostu dobrze. Weekend czerwcowy spędziliśmy w Zawiatach, urokliwym ośrodku na Kaszubach.

Zawiaty to bardzo specyficzne miejsce, bo stworzone z myślą o dzieciach. Tak naprawdę można z ośrodka się kompletnie nie ruszać, a i  tak nie da się tam nudzić. Jest tam wszystko. Kompletne wyżywienie, komfortowe domki, animacje, infrastruktura i menu dla dzieci, sprzęty wodne, mała plaża z pomostem oraz szereg atrakcji. W domku zaś w na życzenie dostaniecie łóżeczko dla maluszka, wanienkę, krzesełko do karmienia, a nawet nakładkę na toaletę wraz z podestem. Dla nas to cudowna rzecz, bo nie trzeba wozić wszystkiego ze sobą. Łóżeczko jest drewniane, z materacem i zestawem pościeli. Masz więc ten komfort, że Twoje dziecko nie śpi na dykcie. Dlaczego o tym piszę? Bo w większości ośrodków zwykle otrzymuje się łóżeczko turystyczne zupełnie gołe, bez materaca, co oznacza, że dziecko śpi na twardej, rozkładanej dykcie. Nie wiem, jak Tobie, ale mnie to bardzo przeszkadza. Nie znam dorosłej osoby, która śpi na stelażu łóżka zamiast na materacu, a Ty? Dlaczego więc dziecko ma spać na czymś tak niekomfortowym? W Zawiatach nie mieliśmy z tym żadnego problemu.

Drewniane domki rozsiane na terenie ośrodka, są ułożone tak, że zapewniają uczucie prywatności, a co za tym idzie komfortu. Ulokowane w lesie, nad przepięknym, malowniczym Jeziorem Jasień zapewniają stały kontakt z przyrodą. Gdy tylko pogoda dopisuje, a nam jej nie zabrakło, przebywacie caluteńki dzień na dworze, w zacisznym miejscu, gdzie słychać śpiew ptaków i piski szczęśliwych dzieci. Do tego czyste powietrze. Czy można chcieć czegoś więcej?


Miejsce przyjazne dzieciom
Miejsce przyjazne dzieciom Miejsce przyjazne dzieciom
Miejsce przyjazne dzieciom miejsce przyjazne dzieciom Po raz pierwszy byliśmy też w miejscu, gdzie nie musieliśmy martwić się o jedzenie, bo wykupując pobyt "rodzinne wakacje", w cenę wchodzi pełne wyżywienie, wraz z dodatkowym posiłkiem dla dziecka w południe. A podczas posiłków zawsze znajdzie się owsianka, ryż z owocami, czy inne potrawy odpowiednie dla małego podniebienia.

Podczas naszego pobytu nie zabrakło również specjalnie przygotowanych atrakcji. Dla dzieci są aż 5 godzin animacji dziennie, dla maluszków specjalna sala zabaw. Wieczorami dziecięca dyskoteka lub ognisko. Ośrodek jest przygotowany nawet na niepogodę, bo znajdziecie tam małą biblioteczkę dla dzieci, wraz z  zestawem gier oraz bibliotekę dla rodziców. Ponieważ nam pogoda dopisała, ciągle mieliśmy zajęcie. Mai szczególnie do gustu przypadła tyrolka, na której zjeżdżała na raz ze swoją koleżanką. Nie powiem, mnie ta opcja też bardzo przypadła do gustu. Do dyspozycji był też świetny plac zabaw, trampoliny, domek na drzewie czy boisko.

Szczerze mówiąc, nie udało nam się skorzystać z połowy tego, co oferuje to miejsce. Dziewczyny wcześnie chodzą spać szczególnie, gdy cały dzień brykają na dworze i mają tak wiele nowych doznań. Będąc w ciągłej euforii, wieczorem padały jak muchy. Właśnie wówczas, gdy odbywała się dyskoteka dla dzieci czy ognisko. Za to byliśmy pierwsi, którzy zaczynali dzień. Ze względu na upał nie wybraliśmy się również na wycieczkę rowerową, czego bardzo żałuję, bo rowery z fotelikami dla dzieci również były dostępne, ani nie zwiedziliśmy okolicy. Jednak zawsze mam pretekst by wrócić w to miejsce, prawda?

To, co najważniejsze dla mnie to fakt, że mogliśmy być non stop razem i to na powietrzu. Biegaliśmy tylko z tyrolki, na pomost albo na plac zabaw. Zarówno Emisia jak i Maja były totalnie zachwycone. Nie odważyliśmy się wypożyczyć kajaka, ani łódki. Nasze dzieci są zbyt żywotne i obawiam się, że skończyło by się to przymusową, rodzinną kąpielą w jeziorze. Łypałam jedynie zazdrosnym okiem na rodziny ze starszymi dziećmi, które wypływają na to bajkowe jezioro, pocieszając się jedynie tym, że przez żar lejący się z nieba, przynajmniej uniknę mdłości i poparzenia słonecznego. Pogoda bowiem była nieprawdopodobna. Wręcz chowaliśmy się przed słońcem. No i ten widok. Mogłabym tak leżeć na tym pomoście cały dzień i patrzeć w wielki błękit.


Miejscce przyjazne dzieciom
miejsce przyjazne dzieciomMiejsce przyjazne dzieciom
Dla nas to był wspaniały czas, gdy jedyną rzeczą o którą dbaliśmy była nasza rodzinka. Bawiliśmy się świetnie, a Maja po raz pierwszy poznała koleżankę, której najchętniej nawet na chwilę by nie opuszczała. Bawiły się, chodziły za rękę jak siostry, razem jadały posiłki, razem biegały na animacje, razem zjeżdżały na tyrolce. Serce rosło, patrząc na taką rozkwitającą pierwszą przyjaźń. Szkoda tylko, że koleżanka nie jest z naszego miasta i mieszka tak bardzo daleko.

Pięć dni minęło tak przyjemnie, że ani się obejrzeliśmy, a  trzeba było wracać do domku. I powiem szczerze, że po raz pierwszy w życiu nie miałam na to ochoty. Zwykle wychodzę z założenia, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, ale stamtąd naprawdę nie chciałam wyjeżdżać. Dziewczynki spały sobie razem w pokoiku, Emisia wreszcie się przemogła i zaczęła nam chodzić po trawie, nauczyła się też wchodzić i schodzić po schodach, Mai uśmiech z twarzy nie schodził, a  my wreszcie poczuliśmy luz, którego tak bardzo potrzebowaliśmy. Oczywiście nocki mieliśmy, jak zawsze, pełne pobudek, ale za to dni wypełnione totalnym, błogim lenistwem.

W takich miejscach jak Zawiaty czas płynie inaczej. Nie liczy się w godzinach, a w ilości uśmiechów. To miejsce, gdzie można prawdziwie wypocząć, zrelaksować się, poczuć dystans do codziennych problemów.  I nawet nie chodzi o samą infrastrukturę, wspaniale przygotowane dla gości atrakcje, czy fakt, że nie muszę sprzątać, ani gotować, czy o przepięknie położenie tego miejsca, na łonie natury, w lesie, nad  cudnym jeziorem. Myślę, że to magiczne połączenie wszystkich tych części składowych stanowi o jego atrakcyjności.


Miejsce przyjazne dzieciom
Miejsce przyjazne dzieciom
miejsce przyjazne dzieciom
miejsce przyjazne dzieciom Zdecydowanie polecam. Ciężko było mi wrócić do rzeczywistości, oj bardzo. Na Instagramie wciąż spamuje Was zdjęciami z wyjazdu. Widzieliście już?

 


Ps. Kochani, dwa dni temu czytelniczka dała mi znać, że na fanpagu Zawiatów rozpoczął się konkurs, w którym do wygrania jest TYGODNIOWY POBYT W OŚRODKU dla CAŁEJ RODZINY! Gracie? My chyba spróbujemy naszych sił. Jak tata nie dostanie urlopu, pojedziemy z babcią, a co!


Byliście już w Zawiatach? A może znacie takie wspaniałe miejsca dla rodziców z dzieciaczkami? Koniecznie dajcie znać.