Lubię książki, w których akcja dzieje się w dwóch czasoprzestrzeniach, gdy losy obcych z pozoru osób, żyjących kilkadziesiąt lat po sobie, splatają się. Lubię książki, w których nie wszystko jest oczywiste, jednak bohaterów lubisz już od pierwszej strony. Lubię, gdy są dobrze nakreśleni. Gdy poznajemy ich emocje. Gdy są tajemnice. A właśnie takie książki tworzy autorka bestsellerowych powieści Diane Chamberlain.

LATARNIA Z KISS RIVER to II tom cyklu Kiss River. Jednak z powodzeniem możesz po nią sięgnąć, nie przeczytawszy pierwszego tomu zatytułowanego "Światło nie może zgasnąć", bowiem autorka bardzo zgrabnie wplata powiązania z pierwszą częścią w treść książki, wyjaśniając tylko najważniejsze sprawy. Tak naprawdę główną bohaterką jest właśnie tytułowa latarnia, zaś nowych bohaterów po prostu nie da się nie polubić.

Dziesięć lat po wydarzeniach w pierwszym tomie, do Kiss River przyjeżdża Gina Higgins, nauczycielka ze stanu Waszyngton, która przemierza tysiące kilometrów tylko po to, by ujrzeć latarnię. Nie wie jednak, że ta zniszczona przed laty przez olbrzymi sztorm, w części spoczywa na dnie oceanu. Gina podając się za badaczkę latarni, korzysta z gościny Lacey i Claya (dorosłe dzieci Anne O'Neil czyli bohaterki I części), rodzeństwa zamieszkującego dom latarnika, by dotrzeć do soczewki Fresnela. Stara się pozyskać sponsorów, którzy zechcą sfinansować wyciągnięcie na ląd zatopionego fragmentu latarni.
 
Równocześnie poznajemy losy czternastoletniej Elizabeth Poor, córki latarnika, która zakochuje się w młodym żołnierzu ze Straży Wybrzeża. Tym samym, cofając się do lat 40. stych XX wieku oraz II Wojny Światowej. Co łączy obie kobiety? Dlaczego Gina tak uporczywie dąży do celu? Co ukrywa? 

Diane Chamberlain to mistrzyni budowania tajemnic. To właśnie sekrety oraz cudownie zbudowane postacie, które są prawdziwe, sprawiają, że od książki ciężko się oderwać. Książka jest wysmakowana. Wyrafinowana. Sekrety odkrywamy stopniowo, co zwiększa napięcie. Bohaterowie po przejściach, których los nie oszczędzał, zmagają się z własnymi demonami i traumami. Autorka ukazuje jak ów tajemnice, potrafią nami zawładnąć, jak sterują naszym życiem, jak mogą zniszczyć, coś nowego, pięknego, obiecującego. Tu nic nie jest czarne albo białe, a trudne wybory, których dokonują bohaterzy kształtują i zmieniają ich historie. 

LATARNIA Z KISS RIVER to powieść o ludzkich sercach i ich sekretach, o poplątanych relacjach ludzkich, o kłamstwach, miłości, przyjaźni. Życie nie jest jednoznaczne, nie jest też sprawiedliwe, ale należy przejść przez nie świadomym swoich wyborów i ich konsekwencji, nie poddawać się, iść dalej. Żyć dalej i starać się dostrzegać również dary, które zsyła nam los. 

Uwielbiam głównych bohaterów. Clay jest niesamowitym mężczyzną, który przeżył tragedię. Jego siostra to zagubiona dziewczyna, której jednak nie brakuje entuzjazmu. Gina zaś jest zniewalającą pięknością, o ogromnym sercu i ciążącym sekrecie.  Z każdą kolejną książką, coraz bardziej lubię autorkę, która czytelnikowi stawia mnóstwo pytań, genialnie kreuje rzeczywistość i pozostawia uczucie ciepła. 

Z niecierpliwością wyczekuję trzeciej części sagi, bo zakończenie pozostawiło mnie z kilkoma pytaniami w głowie. Zapewniam Cię, że ta historia pozostaje w pamięci. Koniecznie po nią sięgnij. A może już czytałaś? Znasz jakieś powieści autorki?

ps. Jeśli spodobała Ci się recenzja i chciałabyś przeczytać opisaną książkę, zajrzyj dziś do mnie na profil facebookowy i koniecznie weź udział w konkursie :)
 
 

Kocham kolekcjonować wspomnienia. Jestem nałogowym pożeraczem magicznych chwil, które skrzętnie zapisuję w swej pamięci. Zbieram też różne rzeczy. Pamiątki w różnej postaci. Kartki pocztowe, magnesy na lodówkę, pierwsze pukle Majucha, stare pamiętniki... Najczęściej jednak rejestruję chwile za pomocą obiektywu. Jestem kompletnie uzależniona od pstrykania fotek. 
 
Emocje to najpiękniejsza rzecz, jaką możesz komuś podarować. Bez względu na to kim ta osoba jest, zapamięta taką niespodziankę na długo. Wspomnienia to obrazy przeszłości, które chowamy w naszych sercach niczym największy, najcenniejszy skarb. Dbamy o nie, by nie wyblakły. Wycieramy z kurzu, który kładzie na nich czas. Pielęgnujemy w obawie przed ich utratą. To one nas definiują. Jako mama doskonale wiem, że gdyby nie zdjęcia wiele magicznych chwil z naszego codziennego dnia by się zatarło. I to bardzo szybko. Widać to szczególnie po dzieciach.  Zmieniają się z dnia na dzień. W jednej chwili przychodzą na świat, w drugiej stawiają pierwsze kroki, by za chwile biegać w zawodach. Lata mijają i gdyby nie fotografie, nie pamiętalibyśmy jak wyglądały, jak się zmieniały, jak dorastały. Dlatego fotoksiążka jest prezentem, który pomoże w ich utrzymaniu.
 
Zbliżają się Walentynki, Dzień Kobiet, Dzień Mężczyzn... okazji nie brakuje, ale tak naprawdę, by zrobić komuś niespodziankę, najlepsza okazja, to brak okazji. Każdy dzień jest dobry na to, by podarować komuś te magiczne momenty. Chwile, w których byliśmy szczęśliwi. Może dla Ciebie to będą wyśnione wakacje, a może chciałabyś mężowi zrobić powrót do przeszłości i pokazać Waszą historię w zdjęciach?   

My co roku projektujemy dla dziadków kalendarz z wnuczką (teraz już z wnuczkami). Robimy również kartki świąteczne ze swoich zdjęć. W tym roku dodatkowo zdecydowaliśmy się na fotoalbum dla dziadków z okazji Dnia Babci i Dziadka. Nie mogliśmy jednak Wam go pokazać wcześniej, z wiadomych przyczyn. Moja mama kocha oglądać fotografie. Ma w domu kilkanaście, jak nie kilkadziesiąt albumów. Zawsze na mnie krzyczy, że nie drukuję zdjęć, tylko trzymam na dysku. Z kolei teściowa wszystkie przesłane fotografie wrzuca na wygaszacz ekranu. Dlatego też fotoksiążka była dla Nas idealnym rozwiązaniem.


Dlaczego fotoksiążka? 


Bo to swoisty pamiętnik, zapis wspomnień, książka na dobry humor, czasoumilacz w długie jesienne i zimowe wieczory. Idealne dla babci i dziadka, szczególnie takich, którzy mieszkają daleko. Idealny dla męża, rodziców, czy po prostu dla Ciebie, byś mogła powspominać, cofnąć się w czasie, przywołać magiczne chwile. Na dysku z pewnością masz tysiące zdjęć, których nigdy nie drukujesz, dlaczego nie  przejrzeć ich i nie wydrukować w takiej postaci? Nie ma wypadających zdjęć, więc nic nie zginie. Tematycznie. Elegancko. Z potrzeby serca, dla przyjemności, dla uśmiechu. Mały zapis naszego życia.
 

Jeśli chcesz zrobić komuś niespodziankę, podaruj mu wspomnienia! Gwarantuję, że obydwoje będziecie mieć z tego mnóstwo satysfakcji. Ty pracując nad albumem, a osoba obdarowana, gdy go obejrzy. 

Ja też mam dla Ciebie niespodziankę!!! ZNIŻKĘ NA ZAKUP FOTOKSIĄŻKI w PRINTU. Aż 44%!!! Wystarczy, że w zamówieniu wpiszesz KOD: MAGIC-MOMENTS

Pamiętaj jednak, że promocja dotyczy wyłącznie fotoksiążek, jednak obejmuje wszystkie formaty, w dowolnej oprawie, bez limitu stron. Kod ważny jest do końca kwietnia. 

A Ty drukujesz swoje zdjęcia? Prowadzisz albumy? A może zamawiałaś kiedyś taką fotoksiążkę? Co myślisz o takiej formie zachowywania wspomnień?

 
 

Kocham czytać mojemu dziecku, a ona uwielbia słuchać i oglądać książeczki. Obie jednak jesteśmy bardzo wybrednymi czytelniczkami. Nasze lektury dobieramy bardzo starannie. Gdy coś wpadnie mi w oko, w pierwszej kolejności szukam recenzji innych mam. Oglądam wnętrze, upewniając się przede wszystkim, czy dana książeczka jest odpowiednia do jej rozwoju. Książeczka musi bowiem dziecko nie tylko zainteresować, ale musi być dla Niego zrozumiała. "W MOIM SERCU" nie tylko spełnia nasze kryteria, ona nas obie oczarowała.

"W MOIM SERCU" to przepiękna książeczka autorstwa Jo Witek, z uroczymi ilustracjami Christine Roussey. Książeczka trafiła na polski rynek dzięki Wydawnictwu MAMANIA, co dla mnie było dodatkowym atutem. Miałam pewność, że jest nie tylko wspaniale wydaną, ale również mądrą lekturą, po którą naprawdę warto sięgnąć i podetknąć dziecku pod nosek.

Lubię podtykać Majeczce książeczki o uczuciach i emocjach. Jest bardzo wrażliwym dzieckiem i potrzebuje rozmów na ten temat, ale ciężko nam to idzie. Prawdę mówiąc, dopiero będąc rodzicem, zdałam sobie sprawę, jak ciężko jest tłumaczyć komuś uczucia. One są. Czuję je. Rozumiem. Umiem rozpoznać, ale nie umiem opisywać i tłumaczyć. Taka książeczka okazała wspaniałą pomocą. Stanowi punkt wyjścia do rozmowy. Dlaczego? Bo "W MOIM SERCU" w przepiękny i prosty sposób opisuje uczucia, które pojawiają się każdym serduszku.


"Dziś otworzę szeroko drzwi do mojego serca
i zobaczymy, co się w nim kryje.
Ojej, co za bałagan!
Jest tu i wielka radość i krokodyle łzy, i ciarki przechodzące ze strachu,
są nawet melodie moich ulubionych piosenek.
Moje serce to skrzynia pełna skarbów"...

"W MOIM SERCU" jest krótka, ale niezwykle treściwa. Uczucia opisane są za pomocą nieskomplikowanych, trafnych metafor, które z łatwością trafią do każdego dziecka. Jest tu i radość, i odwaga. Jest spełnienie, wzruszenie oraz ekscytacja. Jednak w każdym sercu znajduje się też miejsce na te mniej przyjemne dla nas emocje jak złość, smutek, niechęć, strach. Ta oszczędna w słowach książeczka uczy rozpoznawać emocje. Pokazuje jak pojemne jest nasze serce, a uczucia różnorodne. Uczuć nie poddaje ocenie. Nie dzieli na dobre, czy złe, bo wszystkie są tak samo ważne i każde zajmuje własne miejsce w sercu. Sercu, które powinno być otwarte dla bliskich. Sercu, które otwieramy tylko dla tych, dla których chcemy je otworzyć. A decyzje o tym podejmujemy tylko my sami.




Musicie poznać tę książeczkę. Mai przyniósł ją Mikołaj. Zakochała się w niej od pierwszego wejrzenia. Konstrukcja książeczki, z wyciętymi sercami składającymi się w barwną całość, jest ujmująca. Do tego duży, nietypowy format, sztywne, porządne, tekturowe strony, jak również główna bohaterka, czyli przeurocza dziewczynka oraz jej piękny ogród sprawiają, że książka jest po prostu idealna. Chciałabym mieć w domu takich więcej. Cieszę się, że mogłam córci podarować tak piękny i wartościowy prezent.

 ZAPRASZAM NA KONKURS


Założę się, że znasz jakąś dziewczynkę lub chłopca, dla których właśnie ta książeczka byłaby idealnym prezentem, prawda? Dlatego wraz z wydawnictwem MAMANIA przygotowała dla Ciebie konkurs, w którym możesz wygrać jej egzemplarz. Wystarczy, że odpowiesz na pytanie, które odnajdziesz u mnie na fanpage facebookowym.



Powyższa recenzja otwiera kampanię społeczną promującą czytanie dzieciom. To wspólna akcja blogerów, którzy tworzą mój Klub Książki PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ. Chcemy pomóc rodzicom wykształcić piękny nawyk codziennego czytania dziecku. Każda pociecha zasługuje na te chwile ciepła i bliskości. Chwile, gdy wspólnie przenosicie się w świat magii, tym samym tworząc własną. Pracując nad tym przedsięwzięciem, pragnęłam zachęcić wszystkich dorosłych, by porzucili na moment swoje obowiązki i zagłębili się w świat swoich dzieci, w świat beztroski, krystalicznie dobry, pełen emocji i zaspokojonych potrzeb.

#KOCHANIEprzezCZYTANIE to 28 blogerek, które przez te 28 dni lutego, codziennie będą  podtykały Ci piękne i mądre książeczki dla dzieci. Książeczki godne uwagi, które uczą, tłumaczą, przekazują pozytywne wzorce, bawią, krzewią pozytywne wartości i kształtują.

W lutym w mediach społecznościowych (na facebooku i instagramie) po wpisaniu #KOCHANIEprzezCZYTANIE odnajdziesz zdjęcia książeczek polecanych przez inne mamy. Odnajdziesz też zdjęcia ich samych czytających ich dzieciom, lub fotografie małych molików książkowych. Również Ty możesz wstawić swoje zdjęcie lub recenzję waszej ulubionej, wspólnie czytanej książki. Pamiętaj tylko by wstawić nasz hashtag i otagować SAVE THE MAGIC MOMENTS (czyli mnie) poprzez wpisanie przed nazwą @.

Przez całe 28 dni, codziennie na moim profilu INSTAGRAM, będę prezentowała Ci perełki z biblioteczki Emiluszka i Majeczki, które naprawdę warto poznać, które niosą ze sobą pozytywne wartości, które pomagają nam przezwyciężać problemy, rozjaśniać niejasności, tłumaczyć, bawić, rozwijać. 


Każde dziecko zasługuje na takie chwile ciepła, bliskości magii. Właśnie dlatego chciałabym zachęcić wszystkich dorosłych do wspólnego czytania z dziećmi. Właśnie dlatego powstało #KOCHANIEprzezCZYTANIE.
Chcesz dołączyć, dowiedz się więcej. 
 
Luty kojarzy się jednoznacznie. Z Walentynkami. Czerwonymi różami, serduszkami i czekoladkami. Niestety jednak właśnie dzięki temu komercyjnemu świętu niektórzy ten raz w roku mówią lub słyszą KOCHAM CIĘ. Smutne, prawda? Niestety w gonitwie po pozycję zawodową, prestiż, karierę większość przestaje skupiać swą uwagę na tym, co naprawdę w życiu się liczy. "Aby miłość trwała przez całe życie, trzeba ją pielęgnować starannie jak ogród". Miłość bywa trudna. Czasem trzeba o nią walczyć, ale zawsze trzeba dbać. Zawsze i wszędzie. Codziennie. By mogła trwać,  rozwijać się, przekształcać, ewoluować, wzmacniać. Właśnie dlatego stworzyłam kampanię #DBAMboKOCHAM, byś o tym nie zapominała.


CO TO JEST #DBAMboKOCHAM?


#DBAMboKOCHAM to akcja blogerów, która ma uzmysłowić naszym czytelnikom, jak pielęgnacja związku jest ważna dla utrzymania udanej relacji. Relacji, która trwać będzie całe życie.
 
#DBAMboKOCHAM przygotowałam dla Was we współpracy z Dagmarą z SOCJOPATKA.PL. Nie działamy wspólnie pierwszy raz. Z Dagmarą organizujemy również WIELKĄ WYMIANĘ KSIĄŻKOWĄ. Dlatego ta kampania daje mi tak wielką satysfakcję. Nie dosyć, że robimy coś naprawdę fajnego, to robimy to wspólnie. 
 
Do naszego przedsięwzięcia zaprosiłyśmy blogerów z przeróżnych zakresów tematycznych, od blogów stricte parentingowych i lifestylowych poprzez blogi prowadzone przez psychologów, coachów, terapeutów, jak również małżeństwa multikulturowe. Łączy ich jedno: świadomość, że o miłość należy dbać, pielęgnować ją każdego dnia, czasem walczyć. To osoby, które zechciały podzielić się z Tobą swoim doświadczeniem, historią oraz emocjami w tematyce partnerstwa.
 
Dlatego codziennie, w dniach od 1 do 28 lutego, na każdym z blogów odnajdziesz wpis o tym, jak dbać o miłość, na różnym etapie związku. Chcemy pokazać różnorodność relacji, mnogość przeszkód oraz problemów na jakie napotykamy w naszym życiu. Chcemy nie tylko podsunąć sposoby na udane randki, ale również pokazać, jak radzić sobie podczas kryzysów. Nie będziemy stronić od ciężkich tematów, jak bezpłodność, adopcja, utrata dziecka, brak czasu, zmiana charakteru i zachowań jednego z małżonków. 
 
#DBAMboKOCHAM jest wielowymiarowe, jak wielowymiarowa jest nasza miłość. Tematy są nieszablonowe i różnorodne, jak różnorodne są nasze uczucia. Znajdzie się coś na wesoło i na luzie oraz coś na poważnie. Wszystko po to, by Wam uświadomić, że miłość owszem odnajduje Nas sama, ale potem tylko od Nas zależy, czy zostanie z Nami na całe życie. 

KOGO TU ZNAJDZIESZ?


Dołączyły do nas Mamine Skarby, worQshop, Pani Miniaturowa, Jaśkowe Klimaty, OdNova, Esencja, Magda M., Tygrysiaki, Madziof, Mocem, Uśmiech w Oczach, Nieidealna Anna, Zabiegana Mama, Modern Woman, Tabayka, Mama Sama, Nasze Bąbelkowo, Rodzina ze Szczecina, Muffin Case, Kinka, My na swoim, Blond Pani Domu, Przestrzeń Kobiety, Messy Head, Niezłe Ziółko, Elare, Zaparzę Ci herbatę i oczywiście SOCJOPATKĘ.
#DBAMboKOCHAM to kampania, która ma uzmysłowić naszym czytelnikom, że Walentynki to nie tylko jeden dzień w roku. Kochać, dbać i szanować należy przez 365 dni w roku.   
 

DOŁĄCZ DO NAS I TY!

 
W lutym zamierzamy zapełnić blogosferę hasztagiem #DBAMboKOCHAM.
Mamy skład zaproszonych osób, ale do akcji może dołączyć każdy! Wystarczy między 01.02.2018 – 28.02.2018 wstawić zdjęcie lub tekst (na blogu, facebooku, Instagramie) dotyczący dbania o związek i oznaczyć go hasztagiem #DBAMboKOCHAM. 



Co o tym myślisz? Jeśli jesteś zainteresowany tematem, jeśli uważasz, że to, co robimy jest słuszne pokaż że jesteś z Nami, że nas wspierasz. Udostępnij post, grafikę, lub po prostu kliknij lubię to. A może któryś z tekstów jest potrzebny właśnie Tobie, lub Twoim bliskim? Na moim facebookowym fanpage odnajdziesz wpisy wszystkich blogerów. Zapraszamy!
 
 

Kocham czytać książki, a jeszcze bardziej kocham czytać córci i nie mogę się doczekać, aż młodsza podrośnie na tyle, że zamiast je jeść zacznie troszkę słuchać. To wspaniały, magiczny czas, tylko nasz. Każde dziecko zasługuje na takie chwile ciepła, bliskości i magii. Właśnie dlatego chciałabym zachęcić wszystkich dorosłych do wspólnego czytania z dziećmi. Właśnie dlatego powstało #KOCHANIEprzezCZYTANIE
 
#KOCHANIEprzezCZYTANIE to kampania społeczna promująca CZYTANIE DZIECIOM. To akcja, którą utworzyłam wraz z dziewczynami z mojego Klubu Książki PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ. Chcemy pomóc rodzicom wykształcić w sobie nawyk codziennego czytania dziecku.

#KOCHANIEprzezCZYTANIE to 28 blogerek, które codziennie przez 28 dni, zaproponują Ci 28 książeczek dla dzieci w różnym wieku. 

To akcja w tamach której, na moim profilu INSTAGRAM codziennie przez cały luty, będę prezentowała Ci perełki z biblioteczki Emiluszka i Majeczki, które naprawdę warto poznać, które niosą ze sobą pozytywne wartości, które pomagają nam przezwyciężać problemy, rozjaśniać niejasności, tłumaczyć, bawić, rozwijać. 
#KOCHANIEprzez CZYTANIE do kampania dla mam, które wiedzą, jak ważne jest czytanie dzieciom i doskonale rozumieją korzyści wypływające z tej czynności.  Dla mam, które robią to codziennie i chciałyby namówić do tego wszystkich rodziców. Dlatego w lutym, namawiam wszystkich, również Ciebie do zalewania mediów społecznościowych zdjęciami książek dla dzieci lub rodziców czytającym w trakcie czytania swoim pociechom (oczywiście wcale nie musisz tym samym umieszczać wizerunku swojego dziecka).
Niech hashtag #KOCHANIEprzezCZYTANIE zaleje Facebook i Instagram. Niech zaroi się od zdjęć czytających dzieci i mam oraz książeczek, które przekazują pozytywne wzorce, bawią, uczą, tłumaczą, krzewią pozytywne wartości i kształtują kręgosłup moralny Twojego dziecka. 

Do akcji dołącza wiele mam blogujących, dlatego odnajdziesz tu nie tylko książeczki komercyjne, dostępne w znanych księgarniach, ale również egzemplarze z mniejszych wydawnictw, których misją jest wychowywanie poprzez czytanie. Książeczki polecane przez mamy zawsze są najlepsze. Sama tak szukam nowości dla dziewczyn. Blogowe mamy  wyszukują w sieci cenne, wartościowe perełki. Sama zobaczysz. Co więcej staramy się pokazywać Ci nie tylko okładki, ale również wnętrze książeczki, byś miała pewność, że poziom trudności dopasowany jest do możliwości i stopnia rozwoju Twojego dziecka.


Co o  tym myślisz? 

Jeśli spodobała Ci się ta idea dołącz do Nas!

 

W dniach od 1 do 28 lutego wstaw na fb lub instagramie zdjęcie książeczki z jej krótkim opisem lub po prostu waszą wspólną fotę podczas czytania. Nie zapomnij o hashtagu  #KOCHANIEprzezCZYTANIE. Będzie mi również niezmiernie miło, gdy otagujesz również mnie poprzez wpisanie @save themagic moments. Tym samym będę wiedziała, że dotarłam do Ciebie. Sprawisz mi tym samym mega frajdę i dasz satysfakcję, że mój pomysł jest naprawdę dobry.

Blogujesz? Możesz stworzyć post z recenzją książeczki i wzmianką na temat akcji mojej i mojego Klubu Książki. A może sama jesteś molikiem książkowym i chcesz dołączyć do PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ? Właśnie pracuję nad nowym cyklem dni tematycznych pn. #czasmam :)

To jak? Działamy? Popierasz moja kampanię społeczną? Pomożesz mi proszę trafić do większego grona? Kliknij like na facebooku, udostępnij ten post lub mój PLAKAT! Niechaj trafi do Twoich znajomych i ich znajomych. Potem już tylko przejrzyj waszą domową biblioteczkę albo odwiedź bibliotekę i jeszcze raz wypożyczcie wasze ulubione książeczki. Zróbcie wspólne zdjęcia, a potem  wklejajcie foty. Szukajcie inspiracji pod hasłem #KOCHANIEprzezCZYTANIE 

Luty to miesiąc miłości, a okazywanie miłości przez czytanie jest jej jedną z piękniejszych form. Czytanie dziecku dla przyjemności to prawdziwa magia, zaspokaja bowiem wszsytkie emocjonalne potrzeby dziecka, tym wspierając jego rozwój psychiczny oraz intelektualny!

A już teraz, zapraszam Cię do poznania kilku fajnych pozycji, które opisywałam dotychczas na blogu. Chyba pora wznowić cykl Z BIBLIOTECZKI MAJECZKI:

Znasz któreś z nich?
 
 
Z Nowym Rokiem, nowym krokiem.  To stare przysłowie nabrało dla nas zupełnie nowego znaczenia. Wręcz dosłownego, bowiem Emi stawia swoje pierwsze kroczki. Póki co kroczy dzielnie przy meblach. A robi to tak rozkosznie, wysoko podnosząc kolanko, że już jestem z niej dumna. Jest niestrudzona. Żadnego płaczu przy upadkach, na nogi i znów do przodu. A jak mebel się kończy, zasuwa po mieszkaniu na czworakach. Dla Nas ten miesiąc był zwyczajny, dla niej... pełen nowych wyzwań.

Dziecko w jedenastym miesiącu życia jest takie ciekawe świata. Wszystkiego chce dotknąć, wszystkiego skosztować, nie ma rzeczy niemożliwych, a jak są, włącza się syrena. Frustracja sięga zenitu. Bębenki mi pękają. Gdy moje dziecko słyszy nie, wpada w szał. Słyszę tylko Ne, ne, ne, ne, ne! Jasno wyraża swoje potrzeby i upomina się o to, czego potrzebuje. Otwiera wszystkie pudełka siostry. Wszelkie gry, puzzle są jej. Wyjmuje z nich, co tylko znajdzie. Rozwalanie to ostatnio jej ulubione zajęcie, ku niepocieszeniu starszej siostry. Wszytko ładuje do buzi. Znajduje każdy, najdrobniejszy nawet okruch na podłodze. Perfekcyjna Pani Domu.

Z zapałem poznaje i bada otoczenie. Robi się coraz pewniejsza siebie. Czasem ryzykuje i puszcza się mebli, sprawdza, czy ustoi. Trwa to zaledwie kilka sekund, ale stara się stawać sama. Doskonali swoje ruchy precyzyjne. Coraz sprawniej sięga rączką, po to, czego potrzebuje. Uwielbia nas naśladować. Gesty, ruchy, słowa, mimikę czy dźwięki. Pokazuje jak robi lew, robi groźną minę, śmieje się w głos - co jest zdecydowanie najpiękniejsze. Mamy też pierwsze słowo poza standardowym mama, baba - OKO. Teraz już jest tylko oko koko kokok ok okok oko. Nawet powiedziała w końcu TATA.

Ciężko jest jeszcze u Emi z koncentracją. Nie umiem nadal oglądać książeczek, chyba że sama. Gdy ją zostawiam w kojcu, bierze sobie do rączki książeczki, ćwicząc przeglądanie stron, ale nie pokazuje jeszcze zwierzątek, czy osób, bo rozprasza ja zbyt dużą ilość zabawek w domu. Szczególnie siostrzanych. Bo musi być tam, gdzie siostra. Kocha ją najbardziej na świecie, mimo iż Elsa zazdrosne, wciąż boje ją po główce.
 

Tak, tak Maja nie pozwala już tak do siebie mówić. Mam więc w domu Elsę, a że babcia fundnęła jej prawdziwy strój na karnawał, chodzi całymi dniami w niebieskiej sukience z "płachtą" i codziennie każe czesać się w dobieranego warkocza. Nerwy są coraz większe, coraz głośniejsze histerie, odwal się, zostaw mnie, nie lubię Cię. Jest ostro i jakoś nie widać światełka w tunelu. Co rusz choruje, a w domu energia ją rozpiera, jest zazdrosna, nieszczęśliwa, a to już 11 miesięcy. Czy tylko ja sobie tak źle radzę w podwójnym macierzyństwie?

Potrzebujemy wszyscy odpocząć. Ja przede wszystkim. Tylko jak? Zawsze narzekam na spanie Emisia, ale w tym miesiącu osiąga swoje szczyty. Wieczorów wolnych brak. Między 20 a 22 latam do niej co 15 minut. W nocy pobudki co godzinę, półtorej, albo 2 godzinne przerwy. To nie że tak jedna noc, tak jest co noc. Nie wiem naprawdę, jak my jeszcze funkcjonujemy. Chyba można powiedzieć, że w jakiś sposób do tego przywykliśmy. Wyjścia nie ma. Całe szczęście mam męża, który mi w tym wszystkim pomaga, wstaje do dziecka, podaje mi ją. Stara się uśpić. Plus jest taki, że oto Emisia przestała ulewać! Zapomniałam się pochwalić już w zeszłym miesiącu. Samo przeszło. Jak ręką odjął.


Dzięki temu, że troszkę śniegu popadało udało się zaliczyć (chyba jedyne w tym roku) sanki. Emisi pierwsze bliższe spotkanie ze śniegiem. Szału nie było, chyba wolałaby być zapakowana w nosidło.
Był Dzień Babci, był Dzień Dziadka. Rok rozpoczęty antybiotykiem, oby teraz było łatwiej. Póki co jesteśmy przy zdrowiu. Niech tak zostanie.

ps. jeśli macie ochotę na nieco więcej naszych zdjęć (również tych z zimowych szaleństw), serdecznie zapraszam na nasz profil INSTAGRAM. Tam jesteśmy z nieco innej strony. 

Zaś wiecej o rozwoju 11 miesięcznego dziecka, znajdziecie TUTAJ.
 
 
Nie wyobrażam sobie wyjścia z domu bez makijażu. Mam problemy z cerą odkąd tylko weszłam w wiek dojrzewania i niestety już nigdy z niego nie wyszłam. Cera mieszana z licznymi przebarwieniami plus "wulkany hormonów", które niestety widoczne są na mojej twarzy, nie pozwalają mi poczuć się komfortowo we własnej skórze. Dlatego podkład plus tusz do rzęs to mój niezbędnik. Do tego koniecznie korektor. Testowałam produkty wielu firm, z różnych półek cenowych i już miałam dać za wygraną, gdy w moje ręce wpadły produkty Annabelle Minerals.

Od jakiegoś czasu zmieniamy z mężem nasze życie w kierunku bardziej naturalnym. Staliśmy się świadomymi konsumentami, przez co bardziej wymagającymi. Mąż nauczył się czytać etykiety i do naszego koszyka trafiają już tylko zdrowe, naturalne oraz nieprzetwarzane produkty. Gdy zaczniesz wyrzucać z życia chemię, bardzo łatwo ją później znajdujesz. Jesteś niczym detektor. Zaczęliśmy od produktów spożywczych, ale to mi nie wystarczyło. Postanowiłam też zmienić coś, jeżeli chodzi o kosmetyki. I tak zaczęła się moja przygoda z minerałami.

Muszę się przyznać, że z początku sceptycznie podchodziłam do kosmetyków mineralnych. Jak się później okazało zupełnie niesłusznie, minerały bowiem całkowicie zaspokoiły moje potrzeby, tym samym budząc we mnie chęć sięgnięcia po więcej. Ale może po kolei.
 

CO TO SĄ KOSMETYKI MINERALNE?


To wyjątkowo delikatne dla naszej skóry preparaty, które są w pełni naturalne. Kombinacja czystych, leczniczych minerałów, które są zbudowane z minimalnej ilości składników. Dzięki temu są łagodne, nie podrażniają, są hypoalergiczne, a więc idealne dla cery problematycznej. Jednak stosować je mogą wszyscy. Nadają się do każdego typu cery. Mają sypką konsystencję, dzięki czemu nie tworzą środowiska przyjaznego bakteriom, a więc nie zaostrzają zmian trądzikowych, wręcz je łagodzą. Są wodoodporne, bardzo wydajne i nie mają daty ważności, gdyż minerały nie tracą swoich właściwości. W tych kosmetykach nie ma żadnej żadnych olejów, wosków, substancji zapachowych. Co więcej dają również ochronę UVA i UVB. Brzmi genialnie prawda?


 

JAK JE STOSOWAĆ?

Wystarczy odpowiednio nakładać produkt i rozprowadzać go pędzlem na twarzy okrężnymi ruchami. Wcieranie kosmetyku w skórę gwarantuje większe krycie.

http://www.poradnikzdrowie.pl/uroda/makijaz/kosmetyki-mineralne-do-makijazu-czym-roznia-sie-od-tradycyjnych-kosmet_36061.html

Najlepiej rozprowadzać kosmetyki typu puder czy podkład za pomocą pędzla, okrężnymi ruchami, wcierając kosmetyk w skórę, co nada mu większe krycie. Używamy do tego specjalnego pędzla typu flat top (zbity i gęsty, ścięty na płasko  - daje lepsze krycie) lub kabuki (ten jest bardziej zaokrąglony i zdecydowanie delikatniejszy). Należy pamiętać, że makijaż mineralny wykonuje się nieco inaczej. Nie sypiemy produktu bezpośrednio na twarz. Cerę zaś należy wcześniej odpowiednio przygotować, wklepując w nią krem nawilżający. Dopiero po jego wchłonięciu możesz powoli nakładać kosmetyk, bardzo cienkimi warstwami To  cały sekret naturalnego efektu. Ja sypie sobie nieco podkładu/korektora czy pudru bezpośrednio na wieczko kosmetyku, po czym zatapiam w nim dokładnie pędzel, strzepując nadmiar.

Kosmetyki mineralne można nakładać również na mokro, ale należy zaopatrzyć się dodatkowo w hydrolat lub wodę termalną. Samo nakładanie zaś wymaga wprawy, więc sama pozostaję przy nakładaniu na sucho.

Wystarczy odpowiednio nakładać produkt i rozprowadzać go pędzlem na twarzy okrężnymi ruchami. Wcieranie kosmetyku w skórę gwarantuje większe krycie.

http://www.poradnikzdrowie.pl/uroda/makijaz/kosmetyki-mineralne-do-makijazu-czym-roznia-sie-od-tradycyjnych-kosmet_36061.html

Wystarczy odpowiednio nakładać produkt i rozprowadzać go pędzlem na twarzy okrężnymi ruchami. Wcieranie kosmetyku w skórę gwarantuje większe krycie.

http://www.poradnikzdrowie.pl/uroda/makijaz/kosmetyki-mineralne-do-makijazu-czym-roznia-sie-od-tradycyjnych-kosmet_36061.html

ANABELLE MINERALS

 

Annabelle Minerals to polska marka, która produkuje naturalne kosmetyki mineralne oraz akcesoria do makijażu właśnie tu, na miejscu, w Polsce. Produkty marki są w 100% naturalne. Nie zawierają więc żadnych parabenów, silikonów, konserwantów, substancji zapachowych czy pochodnych ropy naftowej. Kosmetyki te nie są testowane na zwierzętach. Odpowiadają potrzebom wegan oraz wegetarian. W ich ofercie znajdziesz podkłady (rozświetlające, matujące oraz kryjące) korektory, pudry wykończeniowe, róże, cienie do powiek oraz liczne  akcesoria do makijażu m.in. wspomniane wcześnie przeze mnie pędzle.
 

Kosmetyki Annabelle Minerals swoją formułę opierają na czterech składnikach mineralnych. To rozświetlają mika, matujący i antybakteryjny tlenek cynku, zapewniający ochronę przeciwsłoneczną dwutlenek tytanu oraz odpowiedzialne za kolor tlenki żelaza. 

DLACZEGO WARTO? 

 

Testowałam 4 produkty marki Annabelle Minerals: korektor, podkład matujący, puder wykończeniowy oraz róż. Jestem zachwycona. Za nic w świecie nie wrócę do drogeryjnych podkładów. Różnica jest kolosalna. Zarówno w wyglądzie makijażu, komforcie jego noszenia, jak i w efektach po jego zastosowaniu. 

Cera jest jednolicie gładka, przemiła w dotyku, wygląda na świeżą i zdrową, a dobrze dobrany kolor sprawia, że makijaż jest niewidoczny. W ofercie Annabelle Minerals znajdziesz aż 22 odcienie podkładów, w każdej z w trzech formuł: rozświetlającej, matującej lub kryjącej, co gwarantuje Ci zaspokojenie Twoich potrzeb.

Makijaż jest delikatny, bez efektu maski, naturalny tzw. au naturel. Nie pozostawia śladów na ubraniach. Kosmetyki te posiadają dość gęstą konsystencję, ale nie są ciężkie, wręcz przeciwnie. Muszę przyznać, że świetnie stapiają się ze skórą, wyrównując jej koloryt, co w moim przypadku działa po prostu genialnie. 

Co było dla mnie dużym zaskoczeniem kosmetyki mineralne świetnie dają sobie radę z wydzielanym sebum. Już się nie świecę, a krostki są podsuszane, szybciej się goją. W przesuszonych miejscach zaś nie widać szorstkich placów, ani rozszerzonych porów. Poprawił się również stan mojej skóry.

Oczywiście nie zawsze stosuję wszystkie kosmetyki na raz. W zależności od stanu mojej cery używam samego pudru, korektora i podkładu czy podkładu z pudrem. Nie mniej jednak, w ciężkich chwilach, gdy sytuacja tego wymaga nakładam  pełne trio bez obawy, że moja cera będzie wyglądała sztucznie. Te kosmetyki nawet nakładane warstwowo nie dają elementu maski.


Jestem bardzo zadowolona. Używałam kosmetyków zarówno z górnej półki, jak i średnich widełek cenowych. Nie tylko drogeryjnych, ale również dermatologicznych. Absolutnie nie dawały takiego efektu lub dawały go tylko z początku, nim kosmetyk się nie utlenił i nie zmienił odcienia. Zdecydowanie zostaję z minerałami.

Bardzo jestem ciekawa, jak sprawdzają się cienie do powiek oraz tusze do rzęs. Muszę też uzupełnić swój zestaw o pędzel do korektora. No i oleje. Nigdy jeszcze nie stosowałam olejów, a wszyscy tak je zachwalają. Masz może jakieś doświadczenie w tym temacie? Znasz markę Annabelle Minerals? Stosowałaś ich produkty? Jakie są w Twoim odbiorze?
 

Liane Moriarty poznałam dzięki głośnemu serialowi HBO, który swym marketingiem dotarł nawet do niczego nieświadomej ciężarnej matki, której dalece było do oglądania filmów czy seriali. Zapewne i Ty znasz Wielkie Kłamstewka, ale może nie koniecznie wiesz, że scenariusz powstał na kanwie książki znakomitej pisarki, która jest znawczynią ludzkich emocji i mistrzynią tajemnicy.

Zafascynowana jej książką, z wielką chęcią, w ciemno wręcz, sięgnęłam po "Moja wina, Twoja wina". Spodziewałam się dobrego thrillera, z dreszczykiem, tajemnicą i knuwaniem, a tymczasem to zupełnie inna powieść. Budowa jednak ta sama. Na początku dowiadujemy się, że coś się wydarzyło, ale nie wiemy co. Wiemy, że komuś stała się krzywda, ale nie wiemy komu, ani jaka. Znamy tylko miejsce, czas i osoby, które były w "to"zamieszane. Rozdział po rozdziale dochodzimy do sedna, które zostawia czytelnika z pytaniem: a gdyby mnie to spotkało?

To był zwyczajny dzień, który nie zapowiadał żadnej katastrofy. Trzy pary i wydarzenie, które zmieniło całe ich życie, prześwietlając relacje panujące między małżonkami nie do poznania, obnażając wszelkie traumy, tajemnice, dając upust tłamszonym pragnieniom, budząc skrywane emocje. Na spontanicznym, sąsiedzkim grillu spotykają się trzy pary: bezdzietne małżeństwo, wiolonczelistka ze swym mężem i dwoma córeczkami oraz była striptizerka z mężem i ich córką.
Było przyjemnie, było gorąco, była fascynacja, w powietrzu zaś wyczuwało się seksualne wibracje. Co było potem? Co doprowadził do nieszczęścia? I co z tym wszystkim wspólnego miał upierdliwy, chamski starszy pan, mieszkający po sąsiedzku?

Autorka bardzo umiejętnie żongluje czasem, prowadząc narrację dwutorowo: w dniu grilla oraz współcześnie. Prześlizguje się pomiędzy konsekwencjami, a nieuchronną tragedią, do której wszystko zmierzało. To nie jest kryminał, a mimo to Liane Moriarty niezwykle prowadzi nas przez morze tajemnic, które ma każdy z Nas. Nie stroni od ciężkich tematów: zdrady, bezpłodności, trudnych  relacji małżeńskich, fałszywej przyjaźni, traum wieku dziecięcego. Porusza nawet temat zachowania zachowań, uzależnień i chorób rodziców, które mają fatalne skutki w rozwoju emocjonalnym dziecka.

"Moja wina, twoja wina" to książka, która daje do myślenia. To studium przypadku, w którym zastanawiamy się kto jest winny? Czy życiem może rządzić przypadek? Czy można czuć się bezkarnym? Jak znosić konsekwencje żyjąc z poczuciem winy, lub obwiniając innych. 

Moriarty bardzo zgrabnie opisuje ludzkie emocje, potrzeby, pragnienia oraz relacje pomiędzy partnerami. Jej postacie są wielowymiarowe, niesztampowe, ciekawe. Pomimo podejmowania ciężkich tematów, lekko się je czyta. Autorka płynnie przechodzi pomiędzy losami poszczególnych małżeństw, krok po kroku zagłębiając się w ich relacje, odkrywając ich historię. Ta książka to istna mozaika ludzkich pragnień. Bardzo żywa, bardzo prawdziwa. Napięcie narasta stopniowo, a my rozdział po rozdziale zagłębiamy się w życie poszczególnych bohaterów, dowiadując, jaki wpływ na ich relacje miało na nich to traumatyczne wydarzenie. Zagłębiając się w lekturę zbieramy puzzel do puzzla aż do punktu kulminacyjnego, w którym dowiadujemy się, co tak naprawdę się wydarzyło.  

"Moja wina, Twoja wina" to bardzo dobra literatura obyczajowa, fantastycznie zbudowana, z  umiejętnym stopniowaniem napięcia, lekkim piórem, poczuciem humoru i interesującymi bohaterami. Zdecydowanie sięgnę po kolejne książki tej autorki, bo to nie tylko dobra rozrywka, ale książka, która skłania do refleksji, pozostawia z tyłu głowy pytanie, na które ciężko znaleźć jednoznaczną odpowiedź.

Znasz tę autorkę i jej książki? Jeśli nie zdecydowanie polecam i zapraszam na KONKURS.


Ubiegły rok czytelniczo był dla mnie łaskawy. Założyłam, że po prostu będę czytała. Nie ważne ile, nie ważne co. Po prostu będę czytała. Choć ociupinkę. Odrobinkę. Ta ociupinka okazała się najbardziej owocnym rokiem w moim życiu. Nie tylko osiągnęłam cel, dotąd dla mnie nie osiągalny, ale zrobiłam to szybciej niż myślałam.

Gdy rok temu widziałam postanowienia książkowe innych osób, że przeczytają 52 książki w rok, wydawało mi się to kompletnie niemożliwe. I pewnie gdyby nie mój mąż i czytnik nadal by takie było. Spójrzmy prawdzie w oczy. Mam dwójkę dzieci. W tym roku rodziłam. Przez bite 10 miesięcy wstaję minimum 4 razy w nocy. Paznokcie mam nieumalowane, w domu sajgon, ale czytanie daje mi wytchnienie. Daje mi szansę na złapanie dystansu, oddechu i odpoczynku. A czytam podczas karmienia i usypiania Emi.

Mimo to, w 2017 roku roku przeczytałam 56 książek!!!! Co warte podkreślenia, w większości dobrych. Dzięki dziewczynom z mojego Klubu Książki sięgałam po pozycje, po które nigdy bym nie sięgnęła. Poznałam autorów, których sama bym nie poznała i miałam motywację, której bym sama pewnie nie miała.

I tak w tym roku po raz pierwszy czytałam wywiad, biografię i reportaż. Poznałam też autorów, których znali wszyscy, ale ja jeszcze nie. Zakochałam się w powieściach Kim Holden i Colleen Hover. Zaczytywałam się w poradnikach rodzicielskich, wśród których odkryłam cudowne perełki. No z tą klasyką mi troszkę nie wyszło, ale jakoś nie miałam nastroju. Może właśnie w tym roku?

A co przeczytałam?  Co najbardziej mnie zachwyciło, a o czym wolałabym zapomnieć?

 

PORADNIKI DLA RODZICÓW:

W zeszłym roku czułam, że zaniedbałam sferę rodzicielską, toteż zaczęłam odważniej sięgać po książki w tym zakresie. Tylko z jedną spudłowałam. Resztą jestem zachwycona. A na czytniku czekają kolejne pozycje. 

1. Wojciech Eichelberger w rozmowie z Anną Mieszczanek "Jak wychować szczęśliwe dzieci" - tego nie polecam. Mam wrażenie, że mija się z tematem, choć rozumiem zamysł.
2. Adele Faber, Elaine Mazlish "Jak być rodzicem, jakim zawsze chciałeś być" - Mała książeczka, w której odnajdziecie troszkę mądrych ćwiczeń, jak rozmawiać z dzieckiem. Absolutnie muszę przeczytać ich słynną książkę.
3. Isabelle Filliozat "W sercu emocji dziecka" - TO MÓJ HIT! TO KSIĄŻKA, KTÓRĄ POWINIEN PRZECZYTAĆ KAŻDY RODZIC. Zrozumieć, to zaakceptować. Zrozumieć to pozwolić na autonomię, na rozwój. Zrozumieć to zaspokoić potrzeby dziecka. A zaspokojone potrzeby dziecka, to szczęśliwy, pewny siebie, dojrzały, dorosły człowiek. Postaram się dla Was ją zrecenzować.
4. Małgorzata Musiał "Dobra relacja - skrzynka z narzędziami dla współczesnych rodziców" - Kolejna wspaniała pozycja. Jeśli chcesz jej malutki przedsmak polecam bloga Dobra Relacja. Bo prócz tego, że Małgosia jest psychologiem, prowadzi również bardzo mądrego, pełnego empatii i zrozumienia bloga.
5. Marshall B. Rosenberg "Wychowanie w duchu empatii - Rodzicielstwo według Porozumienia bez przemocy" - chyba nie muszę Cię zachęcać?
6. Eline Snel "Uważność i spokój żabki" - czyli o tym, jak pomóc naszym dzieciom się wyciszyć.

PORADNIKI:


Tego absolutnie nie planowałam, a jednak wpadły mi w ręce i byłam bardzo zadowolona.
 
7. Katarzyna Kędzierska "Chcieć mniej"
9. Fumio Sasaki "Pożegnanie z minimalizmem: minimalizm japoński" - Doskonała książka o minimaliźmie. Naprawdę gorąco polecam.  Więcej znajdziesz w recenzji.
10. Katarzyna Tusk "Make photography easier" - Tą książką mega się rozczarowałam. Po znakomitym Podręczniku Stylu, to było po prostu banalne.
11. Meik Wiking "Hygge - klucz do szczęścia" - Spodziewałam się czegoś więcej.

LITERATURA DZIECIĘCO - MŁODZIEŻOWA:
 
12. C.S.Lewis "Król Kaspian" - Na Fali opowieści z Narnii popłynęłam dalej. Doskonała rozrywka.
13. C.S.Lewis "Podróż Wędrowca do Świtu"
14. Astrid Lindgren "Dzieci z Bullerbyn"
15. A. A. Milne "Kubuś Puchatek" - ej serio? kompletnie nie rozumiem tego fenomenu, bo mnie kompletnie Kubuś nie zachwyca.

KLASYKA  ŚWIATOWEJ  LITERATURY:

Nie było tego w tym roku wiele. Doyle bardzo mi się spodobał, choć sam Sherlock o dziwo niekoniecznie. Wolę Doktor Watsona. Zdecydowanie.
16. Arthur Conan Doyle "Pies Baskervillów"
17. Arthur Conan Doyle "Znak czterech"

POLSCY AUTORZY:
 
18. Gabriela Gargaś "Wieczór taki, jak ten" - Lektura w moim klubie książki. Nie do końca mi odpowiada, nieco chaotyczny styl autorki. Skakanie po czasach, retrospekcje, które w tym przypadku są zbyt częstymi wspominkami i postacie, które są mocno przejaskrawione.
19. Aleksander Kamiński "Kamienie na szaniec" - Kolejna Lektura w PRZECZYTAJ i PODAJ DALEJ - Dobry powrót do czasów lektur szkolnych. Mało jest takich lektur. Długo ją czytałam. Po kilku stronach odkładałam. Popadałam w zadumę, albo szybko zajmowałam myśli czymś innym. Piękny hołd dla naszych największych narodowych skarbów. Piękna, piękna książka, która nie podlega ocenie.
20. Justyna Kopińska "Polska odwraca oczy" - To mój numer jeden w ubiegłym roku. Najlepsza książka! Pewnie bym jej nie przeczytała, gdyby nie Klub Książki. Tak, to była nasza lektura. Oj jak mi się ją ciężko czytało. Jak mną telepało. Jak mnie wnerw brał, obrzydzenie, zniesmaczenie. Czasem miałam ochotę krzyczeć, pluć na tych ludzi, albo im przywalić. Autorka wyzwoliła we mnie wachlarz emocji. Nie mogłam czytać tej książki solo. Po każdym rozdziale sięgałam po coś przyjemnego, dobrego, miłego. Ale polecam. Musisz to przeczytać! Musisz.
21. Magdalena Kordel "Anioł do wynajęcia" - Autorka ma piękny styl. Niewiarygodne lekkie i przyjemne pióro i zdolność do czarowania historią. Porusza ciężkie tematy, choć opisuje je w bardzo umiejętny sposób. Zakończenie troszkę zbyt słodkopierdzące, ale na Święta to bardzo, ale to bardzo przyjemna lektura. No i ta babcia!
22. Magdalena Kordel "Serce z piernika" - Tak, zdecydowanie polubiłam autorkę. Znów jest wspaniała babka z charakterkiem i nieprawdopodobnie oryginalne imiona bohaterów.
23. Agata Przybyłek, Natalia Sońska "Przyjaciółki" - Hmnnnn, sama nie wiem, co mam powiedzieć o tej książce. Zamysł rewelacyjny. Oryginalna historia, bo porusza również problem piractwa na morzu, ale zakończenie urwane. Na siłę. Jakby wydawnictwo w tym miejscu zażądało końca. Bardzo mnie to rozczarowało.
24. Katarzyna Puzyńska "Motylek" - Bardzo miłe zaskoczenie. Całość nieco klimatem przypomina Lackberg, tylko przeniesiona na nasze polskie realia. Zdecydowanie sięgnę po kolejne tomy.
25. Alek Rogoziński "Jak Cię zabić kochanie?" - Ojej, o tej książce wolę zapomnieć, już nie pamiętam fabuły. Autor ma zbyt wielkie mniemanie o sobie, a szczególnie o swym osobliwym poczuciu humoru. Nie.
26. Olga Rudnicka "Natalii 5"
27. Natalia Sońska "Mniej złości, więcej miłości" - W ubiegłym roku zakochałam się w tych powieściach. To kontynuacja "Garści pierników, szczypty miłości" - Czytałaś? Jeśli interesują Cię losy Kingi i Hani koniecznie przeczytaj. Autorka podąża w fajnym kierunku, choć zakończenie sprawiło, że czekałam z wielką niecierpliwością na część trzecią.
28. Natalia Sońska "Kropla zazdrości, morze miłości" - Zakończenie trylogii o losach dwóch przyjaciółek Hani i Kingi.
29. Natalia Sońska "Zakochaj się Julio" - Ta książka mnie mega rozczarowała. Miało być wspaniale, jak do tej pory, a książka jest totalnym plagiatem Obudź się Kopciuszku. Co śmieszniejsze, obie wyszły spod pióra tej samej autorki. O ile nad Sońską piałam, bo uważam, że dziewczyna ma talent i dobre pióro, o tyle tą książką pokazuje, że idzie na ilość, a nie na rozwój. Słabe to było, jakbym deja vu miała.
30. Ewa Stachniak "Bogini tańca" - to beletryzowana biografia Bronisławy Niżyńskiej. Wspaniała powieść. Jako fanka baletu byłam zachwycona. Normalnie to nie mój gatunek. Cieszę się, że przełamałam schematy, bo było warto.
31. Joanna Szarańska "Cztery płatki śniegu"
32. Anna Tabak "Bursztynowy anioł" - książka znajomej blogerki, debiut literacki w bardzo dobrym stylu. Znakomite pióro, przyjemna historia, niewymuszone mądrości i świetne poczucie humoru. Recenzowałam z niekłamaną przyjemnością. Polecam z czystym sumieniem i czekam na kolejną książkę, która ma premierę już za tydzień!
33. Magdalena Witkiewicz "Moralność Pani Piontek" - Tej autorce już podziękuję. Nie bawiło mnie to. Nie zachwyciło, ani nie porwało.
34. Piotr Żyłka, ks. Jan Kaczkowski "Życie na pełnej petardzie" - mam ambiwalentny stosunek do tego wywiadu. Pozwól, że się nie wypowiem.

Pozostałe:
 
35. Cecilia Ahern "Lirogon" - nieprawdopodobnie oryginalna powieść.
36. Cecilia Ahern "P.S. Kocham Cię!" - Wszystkie znamy ten film, a okazuje się, że daleko odbiega od oryginału. Radzę przeczytać, jest dużo piękniejsza od ekranizacji.
37. Jay Asher "Światło" - przyjemna powieść młodzieżowa. Acz doszłam do wniosku, że wyrastam z  Young Adult. Cóż. Latka lecą. Ile można czytać o licealistach, prawda?
39. Cassandra Clare "Władca cieni"
40. Kim Holden "Promyczek" - MOJE ODKRYCIE! Kim Holden. No zakochałam się w Promyczku. Musiałam znać ciąg dalszy. Musiałam!
41. Kim Holden "GUS"
42. Colleen Hoover "Confess" - Bardzo się bałam sięgnąć po autorkę i robiłam to nie pokładając w niej wielkich nadziei, jednak właśnie tą książką mnie ujęła. Totalnie. Nieprawdopodobnie grająca na emocjach. Powala zakończeniem.
43. Colleen Hoover "It eds with us"
44. Colleen Hoover "Ugly love"
45. Colleen Hoover "November 9"
46. Colleen Hoover "Maybe Someday" - fantastyczne doświadczenie - połączenie książki z muzyką. Niebywale oryginalne, zaskakująco elektryzujące. Wspaniała historia. Wspaniali bohaterowie. Genialne poczucie humoru. Właśnie takie, jak lubię.
47. Camilla Lackberg "Morderstwa i woń migdałów" - Żałuję, że sięgnęłam po tą książkę. Uwielbiałam Lackberg, ale po przeczytaniu wywiadu z nią... no kurczę, nie umiem już czytać jej książek z zachwytem. Po prostu nie lubię jej jako osoby. Nie podoba mi się takie podejście do życia, do ludzi. Camilla! No nie lubię Cię!
48. Camilla Lackberg "Czarownica" - Pewnie dlatego nie byłam zachwycona tą książką. Choć do tej pory, to była moja ulubiona autorka kryminałów. I cokolwiek bym zarzuciła, wiem, że się czepiam.
49. Eve Laure "Urok Grace'ów" - to zdecydowanie najgorsza książka roku, nie warta wspominania. Dno.
50. M. Leighton "Jesteś moim zawsze" - Ta książka mnie wzruszyła, ujęła pięknem opisu miłości i absolutnie będę ją polecała. Porównałabym do Hoover, bo autorka również gra na emocjach, ale robi to bardziej wyrafinowanie, subtelnie, czysto. No i bohaterowie są starsi, więc to książka dla bardziej dojrzałej części czytelników.
51. Liane Moriarty "Wielkie kłamstewka" - oj, genialny kryminał, po prostu genialny. Nie mogłam się oderwać, zarwałam dwie nocki dla niego, będąc w końcówce ciąży. Tak bardzo się bałam, że nie skończę przed finałem. Doskonale trzyma w napięciu.
52. Liane Moriarty "Moja wina, Twoja wina" - Powieść spokojniejsza, z przesłaniem. Ten sam sposób budowania napięcia. Coś się stało. Wiemy gdzie, nie wiemy co, komu, ani dlaczego. Widzimy tylko jaki to ma wpływ na bohaterów. Intrygująca. Więcej w przyszłym tygodniu :)
53. Guillaume Musso "Będziesz tam?" - Pełna magii surrealizmu powieść, w której nie brakuje sensacji, romansu ani napięcia. Musso jakiego kocham.
54. Guillaume Musso "Potem..." - Pierwsza przetłumaczona na język polski powieść mojego ukochanego autora. Jest zupełnie ina od pozostałych. Bardziej nostalgiczna, bardziej dopracowana. Piękna.
55. Guillaume Musso "Dziewczyna z Brooklynu" - Jak zawsze nie mogłam się oderwać. Sama nie wiem, czemu nie napisałam recenzji. Wyścig z czasem. Tajemnice i wielkie uczucie. Świetny materiał na dobry film sensacyjny.
56. M.L. Stedman "Światło między oceanami" - Spodziewałam się czegoś więcej po książce, która atakowała mnie dosłownie zewsząd. Tyle osób mi ją polecało, tyle zachwalało, a ja jak zawsze na przekór wszystkim wcale oczarowana nie byłam. Byłam zła i wściekła jako matka na główną bohaterkę, że tylu osobom zrujnowała życie.





Uffff, finito! Dobrze, że to już koniec. Dotrwałaś do końca? Mam nadzieję, że lubisz czytać i znalazłaś coś dla siebie? A może czytałaś którąś z ww. książek? Chętnie bym z Tobą podyskutowała. Jak zakończyłaś rok? Co Cię oczarowało, co zawiodło? Polecisz jakiegoś autora, którego niedawno odkryłaś? A może wolisz sięgać po tych sprawdzonych? Hej, już wiem, poznam Cię z moimi dziewczynami z PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ. Co Ty na to?

W lutym planujemy dla Ciebie niespodziankę. Rozpoczynamy kolejną kampanię. Tym razem będzie coś dla mam. Tylko ciiiii, na razie jesteśmy w fazie przygotowań :)