Z roku na rok wszechogarniająca nasze życie komercjalizacja zabija ducha Świąt Bożego Narodzenia, napastując nas wystawami, reklamami i witrynami choinek tuż po Wszystkich Świętych, a czasem nawet dużo przed. Patrzę na to wszystko ze zgrozą, niedowierzaniem i coraz większym zniesmaczeniem. Nagonka na prezenty trwa niemal dwa miesiące przed Świętami, a my robimy się coraz większymi materialistami. Co z tego wszystkiego wyciągną nasze dzieci? Jak przekazać im istotę Bożego Narodzenia, skoro sami dawno ją zgubiliśmy?

Święta dla mnie zawsze były pełne magii. Stałam z nosem przytkniętym do szyby, wypatrując pierwszej gwiazdki. W oczekiwaniu na kolację zawsze lepiłam bałwana z wujem, a choinkę zawsze ubierałam z dziadkiem. Do dziś czuję w nozdrzach zapachy z kuchni, z której przeganiała mnie babcia. Odświętne stroje, podniosłe nastroje, ekscytacja i rodzina w komplecie. Do dziś patrzę na swoje mieszkanie i zastanawiam się, jakim cudem duży pokój pomieścił tyle osób i psa. 

W telewizji, przed Świętami, często zadają przypadkowym przechodniom to samo pytanie: Jaki był najlepszy prezent, jaki dostałeś pod choinkę w dzieciństwie? Nigdy bym na to pytanie nie odpowiedziała, bo nie pamiętam dosłownie żadnego. Tak! Żadnego. Z początku pomyślałam, że albo coś jest ze mną nie tak, albo nie dostawałam tego, o czym marzyłam. Z wiekiem zrozumiałam, że powód jest zupełnie inny. Choć kocham Mikołaja i prezenty, to nie one są najważniejsze. Najważniejsi są bliscy i gdy wspominam, gdy wracam pamięcią do tamtych dni, pamiętam zapachy, emocje, dźwięki. Pamiętam tamto ciepło bijące od osób, które kocham. Ich radość, głośne śmiechy, smak ukochanych pierogów, barszczu, którego nikt nie przygotowywał tak, jak moja babcia i uśmiechniętych chochlików w oczach mojego dziadziunia, gdy razem stroiliśmy choinkę.

Święta to bliscy, to emocje, to ciepło domowego ogniska, to rodzina w komplecie i miłość. To wyjątkowe smaki i zapachy. To tradycja. Ducha Świąt Bożego Narodzenia nie odnajdziesz w galerii handlowej, odnaleźć go możesz tylko w swoim sercu. Możesz go też podarować bliskim. Jak? Powiem Ci. Recepta jest prosta:



NASTAW SIĘ NA DAWANIE, A NIE NA BRANIE!


Nie możesz poczuć ducha Świąt? Skup się na bliskich. Pomyśl czym ich obdarować, co ich ucieszy, co rozbawi, czym się interesują, o czym marzą, co jest im najbardziej potrzebne. Postaw sobie za punkt honoru podarowanie im czegoś wyjątkowego. Nie koniecznie musi to być zakupione. Może dasz im coś co samodzielnie wykonasz? A jeśli masz dwie lewe ręce, to chociaż sama zapakuj prezent np. z czerwono - zielone pompony?


POMÓŻ POTRZEBUJĄCEMU


Nie chcę by zabrzmiało to pompatycznie czy obcesowo, ale zrobię czegoś bezinteresownego dla kogoś nieznanego, wyciągnięcie dłoni do potrzebującego czyni cuda i obdarowującemu daje coś znacznie więcej. Nie bez powodu przy wigilijnym stole kładziemy dodatkowe nakrycie dla zagubionej duszy. Pomaganie innym, wzbogaca nasze duże i zwiększa serce. Dodaje skrzydeł, daje satysfakcję. Możesz pomóc w schronisku dla bezdomnych, możesz zanieść karmę dla psów i kotów,  możesz pomóc w organizowaniu Szlachetnej Paczki, a możesz chociażby kupić na stół świecę Caritas.

MIEJ CZAS DLA BLISKICH


Wiem, że przed Świętami większość z Was wpada w szał. Ogarnia nas mania sprzątania, a perfekcjonizm doprowadza do obłędu. Newówka, pośpiech i myślenie pt. "ten wieczór musi być idealny" przegania całą magię, zostawia niesmak i psuje Święta. Naprawdę musisz wymyć wszystkie szafy, szafki i szafeczki? Nie mogłaś tego zrobić wcześniej? Nie możesz później? Królowa Anglii przyjeżdża? Czy teściowa robi test białej rękawiczki? Założę się, że Wigilii wcale nie spędzasz w domu, a u rodziców. Po co się więc spinasz? Zamiast sprzątać po prostu spędzaj czas z rodziną, z dziećmi, pobaw się z psem. Dom to nie muzeum i choć sprzątanie jest tradycją, to naprawdę możesz wrzucić na luz. Ewentualnie jeszcze jest czas, by znaleźć kogoś, kto zrobi to za Ciebie. Wyluzuj!


PODTRZYMUJ RODZINNE TRADYCJE ALBO TWÓRZ WŁASNE


Cała Magia Świąt Bożego Narodzenia, ich wyjątkowość to tradycja, powtarzalność i rzadkość. Ubierasz choinkę, przygotowujesz karpia oraz makiełki, zakładasz odświętną sukienkę i śpiewasz kolędy Wszystko to robisz tylko raz w roku. Zawsze to samo, ale tylko raz do roku. Właśnie to czyni Święta niepowtarzalnymi. Na grudzień czekamy z utęsknieniem, bo znamy jego scenariusz. Potrawy smakują lepiej, choinka pachnie jakby intensywniej, a humor masz wówczas lepszy. Jeśli założyłaś własną rodzinę, nie bój się tworzyć własnych tradycji. Dzięki temu Twoje dzieci poczują prawdziwą magię, bo będziecie robić wspólnie coś wyjątkowego. My np. odkąd urodziła się Maja robimy sobie rodzinną sesję zdjęciową do kartek, które ślemy później do bliskich, zaś w Drugi Dzień Świąt z mężem wybieramy się do kina, by mieć czas tylko dla siebie. 


UDEKORUJ SWÓJ DOM


Może to zabrzmi trywialnie, ale udekorowanie domu światełkami i śmiesznymi skrzatami zawsze wprowadzało mnie w świąteczny klimat radości. Lubię w salonie powiesić czerwone zasłony, zarzucić skrzące się lampki, narwać świeżej jodły z mamy ogrodu i wdychać ten zapach. Zrób dla siebie i bliskich coś wyjątkowego. Kup w tym roku żywą choinkę. Zamiast fantazyjnych, drogich bombek powieś szyszki, suszone pomarańcze, orzechy i pierniczki, które w tajemniczych okolicznościach będą w nocy znikać.


UPIECZ PIERNICZKI


Chyba nic tak nie wywołuje nastroju świątecznego jak zapach i smak pierniczków, a jeśli upieczesz je wspólnie z dziećmi lub ukochanym, potem powiesisz na choince lub zapakujesz znajomym w prezencie, to z pewnością zrozumiesz o czym mówię. Kocham prezenty, które robi się samemu, z myślą o bliskich. Wlewasz w nie całe serce, ofiarowujesz ciepło, które doskonale rozpływa się w ustach.


WYŚLIJ KARTKI ŚWIĄTECZNE


Lubisz dostawać świąteczne kartki? Ja ubóstwiam. Nie mogę się ich doczekać. Niestety z roku na rok dostaję ich coraz mniej. Na szczęście jednak mam moje ukochane czytelniczki, które zawsze o mnie pamiętają i wiem, że podarują mi tą radość. W tym roku zamiast czekać, sama wyślij kartki, a najlepiej zrób je sama, z dziećmi. Naucz je tego, co w tym jest najważniejsze i najpiękniejsze. Myśl o innych, o bliskich, o zrobieniu im przyjemności. 

SIĘGNIJ PO KSIĄŻKĘ


Jeśli nadal nie potrafisz nastroić się świątecznie, sięgnij po literaturę bożonarodzeniową. Przed Świętami autorzy wydają bardzo klimatyczną literaturę. Książki Magdaleny Kordel czy Natalii Sońskiej otulają niczym śnieżna pierzyna i ogrzewają historiami bohaterów, często dając nam sporo do myślenia. Roztaczają świąteczną magię, przypominając o tym, co ważne. Nie znasz takich książek? Zerknij w propozycje, jakie przygotowałam z innymi blogerkami, przeczytaj recenzje 5 książek z gwiazdką w tle.


ALBO OBEJRZYJ FILM


Nie lubisz czytać? To oglądaj. Jeśli nie jesteś zwolenniczką Kevina, może sięgniesz do starego kina? Ja co roku po Wigilii oglądam TO WŁAŚNIE MIŁOŚĆ. Zakochałam się w tym filmie bez pamięci. Zawsze mnie wzrusza i otwiera te drzwi, które otwierać powinien. A 2 lata temu zakochałam się też w LISTACH TO M 2. 

I POSŁUCHAJ BUBLA


Odkąd Michael Buble wydał swój świąteczny album, wprost nie wyobrażam sobie Świąt bez akompaniamentu świątecznych hitów w jego aranżacji. A jego anielski głos mnie tuli niczym cieplutki kocyk i rozgrzewa jak najpyszniejsza herbata z sokiem malinowym. Nie lubię polskich kolęd. Nie i już. Mówię o tym głośno. Za to kocham radosne, amerykańskie piosenki świąteczne. To one sprawiają, że jestem wesoła.





Tak, Święta to nie wątpliwie świat magii, która leczy zranione serca, niesie ukojenie, daje poczucie bezpieczeństwa, spełnia marzenia, budzi w nas najczystsze i najszlachetniejsze uczucia. Chcesz nastroić się na te Święta? Unikaj komercji, strzeż się konsumpcjonizmu i materializmu. Skup się na najbliższych i korzystaj z wszelkich naturalnych środków, jakie pamiętasz z dzieciństwa. Postaw na zapachy, smaki, dźwięki. Obudź swoje zmysły, a zanim się spostrzeżesz będziesz nuciła "Last Christmas" i chodziła z "głupim" uśmiechem na ustach.

A jeśli wciąż Cię nie przekonałam, zajrzyj proszę w jeden z moim pierwszych wpisów na blogu. Moje stałe czytelniczki co roku zapewniają mnie, że właśnie przez ten wpis poczuły Magię Save the Magic Moments i zapragnęły zostać ze mną na dłużej. Magia Świąt Bożego Narodzenia bije z Niego niegasnącym światłem.



Wpis powstał w ramach akcji Blogrudzień 2017, która trwa przez cały miesiąc (za wyjątkiem dwóch dni Świąt Bożego Narodzenia), wymyślona i zorganizowana przez Magdę, autorkę bloga Magda M. Blog.
29 dni, 29 blogerów, 29 postów. Wspólnie tworzymy blogowy kalendarz grudniowy! Koniecznie zajrzyjcie!
 
 

Listopada chyba nikt nie lubi, ale ja nie mam nic przeciwko niemu. Lubię zaszywać się w domu przed świętami. Pod kocykiem, z herbatą, książką lub laptopem, planować Święta, spiskować, wymyślać niespodzianki. Owszem, na zewnątrz aura jest dobijająca i kompletnie niesprzyjająca dobremu samopoczucie, ale dla Nas to był naprawdę udany miesiąc, a przede wszystkim dla Naszej Małej Kruszynki, która postawiła swoje kolejne kroki milowe.

Milusi w tym miesiącu wyszły dwa ząbki, miała swoje imieninki, a na koniec wstała. I jak wstała, tak siadać nie chce. Z dnia na dzień z cichutkiej kruszynki zmieniła się w powsinogę. Szczypie ją licho w pupę i chce być wszędzie. Ba ona wstawać chce ciągle i wszędzie. Raz jej się udało i teraz po prostu szlifuje umiejętność, a jej determinacja nie ma końca. Gdy się na coś uprze, nie ma zmiłuj. Za cel obiera sobie kontakt, kółka od wózka, bądź też tak niecnie kuszące gry Majusine. Nic nie stanie jej wówczas na przeszkodzie. Miś? Misia można przesunąć, obejść, można też się przez niego przetoczyć, a z uporem maniaka można przez niego przepełznąć. Zajmuje to trochę czasu, ale cel zwykle bywa osiągnięty. Urocza jest w tej swojej konsekwencji, bo przerw niemal nie robi, a jak robi to na spanie. Oczywiście spanie na mamie, bo odkładanie do łóżeczka nadal nie wchodzi w grę. Tak, są pewne rzeczy, które się nie zmieniają.

Problem mamy też z jedzeniem. Podczas, gdy Maja w tym wieku już dawno miała zastąpione dwa posiłki i jadła dosłownie wszytko, a żadna kombinacja nie była zła, Emilia nie je nic. Żadnych warzyw, żadnych zupek, czy to miksowanych, czy gotowanych przeze mnie, czy ze słoiczka. Nic. Ewentualnie brokuł lub ziemniak, tylko metodą BLW. Nic więcej. Ale jogurt, biały serek, kaszka, czy owoc ze słoiczka zawsze. No ciężko to idzie. Bardzo.


Dziecko rośnie i się rozwija, a my dalej nie śpimy, bo konsekwencją nowych umiejętności jest czujność nocna, półtoragodzinne przerwy w spaniu, bądź też pobudki co jakieś 45 minut. Gazela dalej nie biega, matka nie ma czasu na pisanie i wieczorami padając na kanapę, gapi się przed siebie, jak sroka w gnat. Odmóżdżenie totalne. Czasem nie jesteśmy w stanie zwyczajnie porozmawiać. Ale jeden uśmiech Emi lub Mai wystarcza, by trudny i znoje zamienić w czyste szczęście.

Imieniny obchodzimy, choć w malusim gronie rodzinnym, ale zawsze, bo dziecko też człowiek. Mimo, iż mały powinno mieć wszystkie przywileje i prawa. Zatem świętowaliśmy, acz mała się nam akurat w tym czasie rozchorowała i to po raz pierwszy. Na szczęście zło zażegnane. Oby na dłużej.

Majuszka choć też po chorobie, to też szczęśliwa, bo matka zabrała ją na rewię na lodzie. Tak, zawitało do nas Holiday on Ice i nie potrafiłam odmówić sobie tej przyjemności. Była ekscytacja, bo był Zygzak, Sally Carera, Myszka Mickey, Elsa i Anna. Przede wszystkim zaś był to czas tylko z mamą, bez dzielenia się z siostrą. Tylko my dwie. Było super, muszę szukać więcej takich okazji, więc jak tylko wyzdrowieje szukam teatru, figloraju i innych uciech, jakie nasze miasto może zaoferować.

Było też Wszystkich Świętych (pierwsze rozmowy o śmierci), 11 listopada i 4 urodziny bloga. Na instagramie fotograficzne wyzwanie książkowe. Jak miałabym powiedzieć, że to był zły miesiąc?
Był udany, bardzo udany. Do tego jeszcze knucie przedgwiazdkowe, które uwielbiam.

A Tobie, jak minął miesiąc?

Czy jestem dobrą mamą? Często zadaję sobie to pytanie, a Ty? Często łapię się na tym, że wiem, że popełniłam błąd. Zareagowałam krzykiem, źle coś wytłumaczyłam. Nie mogłam być przy dziecku, bo byłam przy drugim. Wytykam sobie błędy i boję się konsekwencji, bo dziecko jest w naszych rękach masą, którą kształtujemy. To dzięki nam może być pewne siebie i dobre albo zastraszone, czy egoistyczne. To nasze czyny, zachowania, słowa je modelują. Dość spora presja, prawda? Ale czy w ogóle istnieje coś takiego, jak DOBRA MAMA? Czy możemy się tu mierzyć jakąś jednostką miary? Porównywać nawzajem? 

Marshall B. Rosenberg powtarza, że POSIADANIE DZIECI POŁĄCZONE Z PRZEKONANIEM, ŻE JEST COŚ TAKIEGO JAK DOBRY RODZIC, MOŻE ZAMIENIĆ ICH ŻYCIE W PIEKŁO. Dlatego naszym celem nie jest być dobrym rodzicem  - ALE RODZICEM MNIEJ GŁUPIM.

Wiele z nas się zamęcza, frustruje, obwinia za wszelkie przejawy niedoskonałości, tymczasem bycie dobrym rodzicem, to bycie świadomym rodzicem, otwartym na dziecko i jego potrzeby. To też stała praca nad sobą i swoimi niedoskonałościami. Panowanie nad emocjami, umiejętność ich nazwania i wytłumaczenia dziecku. Nie jest to wszystko łatwe. Nawet my sami, poprzez media społecznościowe, dolewamy oliwy do ognia, umieszczając w nich słodkie karykatury rzeczywistości. Bycie mamą jest TRUDNE, to nie tylko słodkopierdzące obrazki z rzeczywistości, to również pot, łzy, nerwy, stres. To chwile, gdy dochodzisz do swoich granic, a nawet często je przekraczasz. 

Dziś chciałam Ci udowodnić, że DOBRA MAMA nie istnieje. A my blogerki, jesteśmy takie same jak Ty. Czasem popełniamy błędy. Czasem rwiemy sobie włosy z głowy. Czasem płaczemy, albo chcemy uciec z domu z wrzaskiem, pozostawiając w ścianie wielką dziurę. Jesteśmy zmęczone, utytłane, mamy chrupki kukurydziane we włosach i zapaćkane dresy. Mało sypiamy. Ale wszystkie kochamy nad życie i się staramy. Sama zobacz.

Zapytałam kilka blogerek, jaka jest ich zdaniem DOBRA MAMA. Odpowiedzi są zdumiewające. 




"Idealna mama. Dla mnie to taka mama, która się stara. Choć ideał to nieosiągalny stan, a raczej nasze wyobrażenia, to jednak zawsze do niego dążymy. A ja lubię nazywać idealnymi same dążenia. Wystarczy, że dziecko jest dla Ciebie równie ważne, jak Ty. Stawiasz je w centrum swoich planów. Liczysz się z uczuciami, dbasz najlepiej jak potrafisz. Kiedy popełniasz błędy - potrafisz przeprosić. To mój ideał. Zwyczajna mama, bez specjalnych ulepszeń, ale mająca dziecko zawsze w swoim sercu. Mama, która się stara być dobra. I nie musi być w tym najlepsza. Wystarczy, że będzie taka w oczach dziecka".
 
 

 
"Mama idealna to ja i Ty i ta brunetka, którą spotkałaś dziś na placu zabaw. Co ja wygaduje?! Gdy byłam w ciąży z chłopcami, ktoś powiedział mi, że jestem najlepszą mamą, jaką moi synowie mogą mieć. My mamy, my kobiety, stawiamy sobie często wysoko poprzeczkę. Gonimy za ideałem. Gdy jestem na siebie zła, że tu nie dałam rady, tamto zrobiłam nie tak, przeglądam się w ich ufnych, kochających oczach. I tam jest ich cały świat, "Mama kochana" jak mówią chłopcy, gdy wracam z pracy"
 
 
 
 
"Czy idealna mama istnieje? Oczywiście, że tak! To ja, to Ty, to każda mama, która kocha swoje dziecko najbardziej na świecie. Nie ważne, czy karmisz piersią czy mm, czy rodziłaś naturalnie, czy miałaś cesarkę, czy nosisz dziecko w wypasionym nosidełku, czy wozisz w wózku z drugiej ręki. W ogólnym rozrachunku, nie chodzi o te małe rzeczy, wybory często niezależne od nas. Liczy się relacja z dzieckiem, czas, uwaga i wsparcie. To czyni nas matkami idealnymi".

 http://mamacarla.pl/
"Sama jestem mamą i uważam, że idealnej mamy nie ma! Każda z nas pragnie być najwspanialszą mamą dla swojego dziecka, ale popełniamy błędy, JAK KAŻDY. Cechy idealnej mamy to przede wszystkim bezgraniczna miłość i oddanie. To wstawanie w nocy, leczenie uderzenia pocałunkiem i gotowanie ulubionej zupy na kolację. Idealną mamę wyróżnia przede wszystkim spokój i uśmiech. Tego się od nas oczekuje, ale codzienne życie bywa czasami zupełnie inne i czasem na naszej twarzy oprócz złości potrafi pojawić się także łza rozgoryczenia. Według mnie każda mama stara się jak może, aby jej dzieci były zawsze szczęśliwe i kochane. Nie ma ludzi idealnych i to dotyczy także matek. Jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy miewają chwilę słabości, zmęczenia czy złości. Nie mniej jednak, idealna może być nasza bezgraniczna miłość do dziecka. Jest ona zawsze prawdziwa, bezwarunkowa, a dotyk splecionych wokół szyi małych rączek, leczy nawet nasz najpodlejszy humor".

"Nie ma ludzi idealnych. Matek też nie. Nie jestem nią ja, nie jesteś nią Ty, ani nawet najpiękniejsza mama na instagramie. Moim zdaniem każda z nas może być NAJLEPSZĄ MAMĄ DLA SWOJEGO DZIECKA. Najbliższą ideału. Jaki jest przepis na taką prawie-idealną mamę? Ona JEST dla swojego dziecka ZAWSZE. Gdy tylko dziecko tego potrzebuje, jej ramiona są w pobliżu, by przytulić stęsknione ciałko, a usta gotowe, by pocałować stłuczone kolano. Dba o dobro swojego dziecka w każdej, nawet najprostszej czynności - przygotowaniu śniadania czy myciu zębów. Nawet jeśli sama czasem opada z sił czy brak jej cierpliwości - znajdzie w sobie tyle, ile trzeba, żeby zaspokoić każdą potrzebę dziecka, nieważne, czy jest chore i potrzebuje podania leku, czy ma muchy w nosie i samo nie wie, czy kakao chce na ciepło czy zimno. Jest, dba, kocha. Tylko tyle i aż tyle!"
 
http://www.magdam.com.pl/


"Muszę się do czegoś przyznać, mianowicie do tego, że nie znam definicji idealnego rodzica. Bycie matką, wychowywanie dziecka, opieka nad nim, to „podróż na całe życie”, jedna wielka niewiadoma, przygoda na całe życie. To jakby podróż, podczas której każdy z nas popełnia błędy. Nie usprawiedliwiają nas nieprzespane noce, ząbkowanie i inne problemy. Czasem mam gorszy dzień i krzyknę gdy sytuacja tego wymaga, bo np. moje dziecko z chwilę wylałoby na siebie gorącą wodę. Tysiące pytań i odpowiedzi lub czasem ich brak. Wychowywanie dzieci to cały wachlarz skrajnych emocji, poprzez radość, łzy szczęścia, łzy rozpaczy, strach, złość i wiele innych emocji. Wiem, że to na nas, mamach, spoczywa obowiązek opiekowania się dzieckiem, jednak najgorsza jest w tym wszystkim właśnie ta presja idealnego rodzica. Co pomyślą sobie inni, jak nie posprzątam, nie wyprasuję ubranek, dam dziecku do zjedzenia parówkę lub pójdę z nim do Maca itd…? Mama idealna (sorry takich chyba nie ma) powinna po prostu kochać swoje dziecko/dzieci najbardziej jak potrafi. Powinna być wsłuchana w potrzeby swojego malucha i poświęcać mu czas. Być uważna i uczestniczyć na co dzień w jego wychowaniu. W całym macierzyństwie nie powinna jednak zapominać o sobie i swoich potrzebach. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko i coś w tym jest. Powinna kochać, ale również umieć zwrócić uwagę, kiedy widzi, że dziecko źle postępuje, nie warto wtedy krzyczeć, a rozmawiać i tłumaczyć. Choć czasem ciężko powstrzymać krzyk, to naprawdę warto się tego nauczyć".
 
 
 
 

"Mama idealna? Nie widzę powodów, by tak nazywać... mamę. Po prostu mamę. Taką, która daje jeść, ubiera, pamięta o urodzinach. Przytula i całuje w kolano, gdy się uderzysz. Mamę, która nie zaśnie, dopóki nie wrócisz, nawet gdy masz już 20 lat. Tyle mówi się o tym, że każdy może być ojcem, nie każdy może być tatą - ja tego nie lubię, ale dziś chciałam zwrócić na to uwagę w kontekście drugiego rodzica. Prawie każda kobieta może być mamą, z biologicznego punktu widzenia. Ale czy każda z nas ma w sobie czułość, miłość i akceptację dla drugiego człowieka; tego, którego urodzi? Właśnie ta, która kocha, jest idealną mamą".   
http://www.mamaszka.pl/

"Ilu ludzi, tyle definicji "idealności". Według mnie, idealna mama istnieje. To jest każda z nas, która przede wszystkim czerpie radość i satysfakcję że swojego życia. To ta mama, która pomimo niedowagi, nadwagi, zbyt krótkich nóg czy odstających uszu po prostu czuje się piękna. Ona wie, że jest wspaniała. To ta, która ma pasję, hobby lub po prostu czas na spotkanie i pogaduchy z przyjaciółką. Idealna mama to ta, która zapewnia swojemu dziecku poczucie bezpieczeństwa, kreuje jego świat magicznym i pełnym kolorów. To ta, która ma czas na przeczytanie bajki na dobranoc, na zabawę z wyimaginowanym przyjacielem, na skakanie po kałużach w deszczu i na bieganie boso po trawie. Idealna mama to ta, która doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że każdy może mieć lepszy i gorszy dzień; wie, że czasem pomiędzy chwilami bezkresnej radości znajdą się również te pełne zwątpienia. Ona wie, że należy zachować balans pomiędzy światem dziecięcej naiwności, a światem twardo stąpających po ziemi dorosłych, pomiędzy zabawą, a obowiązkami i wreszcie pomiędzy byciem mamą, żoną i kobietą. Wystarczy być sobą, by być idealną. Ty też na pewno jesteś!"

http://www.pewnamama.pl/
 "Wzór mamy idealnej moim zdaniem nie istnieje. Dla każdego dziecka jego mama jest idealna. Jedna jedyna i najważniejsza. Nie sposób stworzyć obrazu matki idealnej.Jakie powinna mieć cechy? Idealna mama dla dziecka to mama obecna. Mama, która jest obok, daje poczucie bezpieczeństwa, ciepło i zrozumienie. Mama, która potrafi się bawić, która zna odpowiedzi na trudne pytania, która słucha dziecka. Co ją wyróżnia? Mamę wyróżnia siła, ciepło, cierpliwość i nieskończone pokłady pomysłów. Jak traktuje swoje dziecko? Odpowiednio do sytuacji. Potrafi przytulić i pocałować, ale także postawić granice i jasno określić zasady. Dziecko może być partnerem i przyjacielem w określonych momentach ale zawsze dziecko pozostaje dzieckiem a rodzic rodzicem. Czy taka definicja Twoim zdaniem w ogóle istnieje? Unikałabym tworzenia definicji matki idealnej. Trudno jest wpakować wszystkich do jednego worka. Jeśli na widok mamy dziecko ma szeroki uśmiech na ustach i biegnie do niej, ile sił nogach to jest to! Każda z nas mam kocha swoje dziecko bezwarunkowo. Każda z nas stara się być jak najlepszą mamą. Nasze dzieci to ogromne szczęście. To one dają nam niezwykłą siłę by być. To dla nich jesteśmy idealne".
 

"Mit idealnej matki jest silnie w nas zakorzeniony. Mimo, iż zdajemy sobie sprawę, że ideały nie istnieją, podświadomie do nich dążymy. Perfekcyjny wizerunek wypoczętej, uśmiechniętej, kreatywnej, opiekuńczej, dbającą o dom i dziecko, a dodatkowo spełniającej się zawodowo mamy przyprawia nas o ścisk żołądka. Choć wydaje mi się, że bardziej adekwatnym byłoby określenie ścisku czterech liter. Są to wymagania, którym niezwykle trudno jest sprostać, nie wiem nawet czy kiedykolwiek, komukolwiek się to udało…, a jednak potwornie nas to frustruje. Gorąco polecam wprowadzenie do matczynego słownika terminu "wystarczająco dobrej matki". Dzięki takiemu podejściu możemy spełniać naszą rolę w sposób dostosowany do potrzeb naszych i naszej pociechy. Jednocześnie pozwalamy sobie na ludzką twarz okazującą zmęczenie i chwile słabości. Całkowicie utożsamiam się ze stwierdzeniem „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko”. Dla naszego maluszka nie ma znaczenia jak dokładnie wysprzątałyśmy dom, jak bardzo kreatyną zabawkę mu sprezentowałyśmy, czy na ile dodatkowych zajęć zdołałyśmy je zawieźć - nic nie zastąpi naszego dobrego samopoczucia. W psychologii istnieje teoria, że w każdym z nas drzemią dwie postaci krytyczny rodzic i wewnętrzne dziecko. Czasami warto dopuścić do głosu tego spontanicznego, niesfornego, potrzebującego troski i opieki malucha. Dla naszej pociechy największą wartością jest czas spędzony z dostępną, nie goniącą za niedoścignionym ideałem mamą. Warto pamiętać, że mamą jesteśmy dla dziecka, a nie dla uznania, poklasku czy wyników w konkursie na perfekcyjną Panią domu". 
 
 

A Twoim zdaniem? Jaka jest dobra mama? Czy powinna charakteryzować się określonymi cechami? Czy siebie za nią uważasz? Czy dążysz do ideału? Czy jesteś wystarczająco dobrą mamą?
 
 


To już czwarty raz, gdy porwałam się na zorganizowanie naprawdę dużej imprezy międzyblogowej. Wielka Wymiana Książkowa PRZECZYTAJ I PODAJ DALEJ znów okazała się wspaniałym wydarzeniem, na które przybyły tłumy. To cykliczna już akcja promująca czytelnictwo, podczas której możesz bezkosztowo wymienić się książkami. Dołączyło do Nas 100 blogerów i drugie tyle osób prywatnych, bo to zabawa dla wszystkich. Zyskałyśmy również partnera akcji, Wydawnictwo Prószynski i S-ka, dzięki któremu zorganizowałyśmy konkursy poboczne. Książki już trafiły do zwycięzców. Oj działo się!

Nawet sobie nie wyobrażasz, jakie emocje mi przy tym wszystkim towarzyszą: radość, stres, podekscytowanie (...) i satysfakcja, spełnienie oraz duma. Tak, jestem dumna, że wszystko się udało. Jestem dumna, że wszyscy byli zadowoleni. Jestem dumna, że mi zaufaliście. Jestem też bardzo wdzięczna. Za pomoc w promocji wydarzenia, za wsparcie, za zaufanie.

Całe przedsięwzięcie pomogła mi zorganizować Dagmara, czyli Socjopatka. Znakomicie nam się współpracuje. Żadnych zgrzytów, tylko energia, zatem chyba nikogo nie zaskoczę informując, że Daga zostaje ze mną na stałe? Bardzo mnie to cieszy, bo wspaniale jest mieć u boku zaufaną profesjonalistkę, na którą można zawsze liczyć.

A ten wspaniały plakat, który nieustająco krążył po sieci, zachęcając Was do udziału w akcji, wykonała dla Nas Kasia z YUMMY MUMMY.

Podczas trwania wymiany oraz bezpośrednio po niej dostawałam mnóstwo wiadomości od zadowolonych uczestników. Wylaliście miód na moje serce. Co więcej, do akcji dołącza coraz więcej naszych czytelników! Odczuwam to jako wielki sukces. To bowiem oznacza, że darzycie nas wszystkich zaufaniem. 


Sami zobaczcie, co o wymianie napisali jej uczestnicy:

"Dlaczego warto? Mogłabym wymienić mnóstwo powodów: porządki na półkach, nowe pozycje w biblioteczce, niewielki (lub zerowy) koszt wymiany, odkrywanie nowych blogów, poznawanie nowych osób… Ja dodatkowo buszując po różnych blogach i wybierając książki, często daję szansę nieznanym mi wcześniej autorom. Staram się patrzeć nie tylko na szeroko reklamowane nowości, ale i na te mniej popularne tytuły. Sprawdzam opisy, czytam opinie i poszerzam horyzonty :) I właśnie dlatego dzięki wymianie dostaję książki, na które pewnie w ogóle nie zwróciłabym uwagi w księgarni, albo takie, których w księgarniach już po prostu nie ma. Wierzę, że takie perełki trafiają w moje ręce nie bez powodu – nigdy się nie rozczarowałam, z każdej coś wyniosłam, śmiałam się, płakałam… No i poza książkami zawsze otrzymuję coś jeszcze: potwierdzenie tego, że istnieje mnóstwo sympatycznych ludzi na których można polegać i którzy podzielają miłość do słowa pisanego. To jest naprawdę niesamowite" - ANNA TABAK
 
 "Warto bo: 1. to świetna inicjatywa 2. książki nie zalegają nam na półkach i inni również mogą je przeczytać 3. propagujemy czytelnictwo 4. za kwotę wysyłki mamy książkę 5. poznajemy chociaż troszeczkę ludzi :) 6. możemy znaleźć świetne blogi. A jeśli to nie wystarczy.... To proponuję przeczytać to jeszcze raz - do oporu i utwierdzenia się, że WARTO" - MAGDALENA SUDAK
 
"Lista powodów, dla których warto wziąć udział w Wielkiej Wymianie Książkowej jest długa :D Nie jestem w stanie wymienić tylko jednego argumentu "za" :) No więc tak:
- jeszcze nigdy, żadna sytuacje/wydarzenie związane z moją największą pasją, jaką są książki, nie wzbudziła we mnie takich emocji i adrenaliny (np. wczoraj, kiedy kolejna osoba napisała mi, że jest chętna na dwie z ostatnich czterech moich książek, zaczęłam piszczeć i machać rękami jak opętana, co być może nie świadczy o mnie i mojej psychice najlepiej, ale w tym momencie liczy się to, że kolejne książki mają nowy dom, a ja zyskałam naprawdę intrygujące tytuły);
- uwielbiam przeglądać książkowe blogi i łapać się za głowę w geście: "nie wiedziałam, że tego jest tak dużo!";
- mieszkam nadal z rodzicami i choć dysponuję własnym funduszem, to często słyszę "po co kupujesz, masz bibliotekę za rogiem". Dzięki wymianie odpowiadam: "toż to właśnie taki rodzaj biblioteki, tylko internetowej";
- wypisywanie karteczek "dziękuję za wymianę i miłej lektury" sprawia mi taką radość, jak kilkanaście lat temu, kiedy wpisywałam się kolegom i koleżankom do pamiętnika;
- nowe znajomości! W kwietniu pierwszy raz brałam udział w Wymianie i od tamtego czasu utrzymuję instagramowy kontakt z dziwczyną, z którą wtedy się wymieniałam;
- bardzo lubię obserwować ludzi i ich reakcje na różne zdarzenia, ale największą przyjemność sprawia mi widok Pani z poczty, kiedy trzy razy w tygodniu staję przy okienku z kilkoma dużymi kopertami i słowami na ustach: "tak, to znowu ja", a Pani odpowiada: "polecony, tak jak zawsze?";
- słowa listonosza, kiedy podnoszę słuchawkę domofonu i słyszę: "to ja, poczta, książeczki dla pani";
- uczucie jeszcze lepsze od wspomnianej wcześniej adrenaliny, kiedy przeglądając blogi dostrzegam książkę autora, którego kolekcjonuję, dokładnie w takim wydaniu, jakie zbieram i to ten egzemplarz, którego już nigdzie nie mogę znaleźć. Zostawiam komentarz, link, z nikłą nadzieją, że ta osoba coś u mnie znajdzie, a potem otwieram maila i widzę, że tak, ta wyczekana i szukana wszędzie książka może być moja! Niesamowite to uczucie, ale nie potrafię go nazwać. Jest znane pewnie większości osób od literatury uzależnionych:
- otwieranie kopert, przeglądanie stron nowych książek, układanie ich na półkach (czy może raczej wciskanie ich w miejsca, gdzie już nic wcisnąć się nie da) to kwintesencja i piękne podsumowanie całej akcji, na które zawsze czekam. I to, że książki nie przychodzą tego samego dnia - dzięki temu dłużej trwa cała radość i ekscytacja;
- na koniec świadomość, że nie tylko ja jestem tak zakręcona na punkcie książek. Ta wirtualna wieź jest coraz bardziej dla mnie odczuwalna, a na wymianę czekam jak na wakacje w ulubionym miejscu. Tam, gdzie czuję się dobrze i w pełni szczęśliwie"
- KAROLINA SAWKA

 
"Dla mnie wymiana książkowa to akcja w której wymieniam książki, które sama przeczytałam i jakiś czas temu oddałam je starszej pani do przeczytania. Pani przeczytała książki, jest zachwycona ale chciałaby czytać dalej i więcej. Fundusze jednak jej nie pozwalają na zakup książek. Od czasu do czasu w różnych miejscach kupuję więc książki dla siebie, czytam i potem jej oddaję. A wymiana to wspaniałe miejsce aby zrobić to za darmo i dać możliwość przeczytania książek dalej i dalej" - MAGDALENA POLAK 
 
....
 
Mogłabym tak dalej, dłużej, więcej. Nie znalazłam ani jednej osoby, która nie byłaby zadowolona, która by nie dostała książki, która nie chciałaby do Nas wrócić. Jeśli jesteście ciekawi, jak naszą akcję ocenili inni blogerzy zajrzyjcie do: RETRODERMA, UŚMIECH W OCZACH, MATKA PUCHATKA, BIBLIOTECZNIE, MAMOL, LUSTRO RZECZYWISTOŚCI, BOHATER FIKCYJNY, UWAŻNIEJ, OSTATNIA KROPKA, CZYTALSKI, BEZTROSKA MAMA.
 

A ja z tego miejsca i z całego serca dziękuję Dagmarze i Kasi za pomoc, Wydawnictwu za zaufanie i cudowne książki do konkursów i dziewczynom dzięki którym zyskałam wspaniałe 8 nowych tytułów!!!!!  
 Pozostaje mi tylko zaprosić Was na kwiecień! Bo wówczas odbędzie się V edycja. Chcecie? Będziecie? 
Ps. te wszystkie wspaniałe zdjęcia, to "łupy" uczestników tej edycji. Prawda, że stosiki prezentują się zachwycająco? 
 
 
 
Lubię robić zestawienia rzeczy, które chciałabym mieć. To taka moja tablica marzeń do spełniania. Co prawda tych materialnych, ale gdy matka siedzi w domu, lubi mieć przy sobie coś, co sprawia jej radość. Nie mam wielu zachciewanek. Są jednak takie rzeczy, które bardzo, ale to bardzo, chciałabym mieć dla siebie z różnych powodów. Niektóre ułatwiają mi życie, inne je uprzyjemniają. Od jeszcze innych jestem wręcz uzależniona. Bądź co bądź, zdecydowanie sprawiłyby mi wiele radości.

Co znalazło się w mojej jesiennej wish liście.

1. CZYTNIK - Kundelek, to było moje marzenie. Ciężko mi czytać tradycyjne, papierowe książki, które notabene uwielbiam. Podczas karmienia i usypiania Emi mam czas, który można wykorzystywać bardziej produktywnie, niż tylko bezmyślnie przeglądając facebooka. Można w tym czasie czytać. Książka jednak jest nieporęczna, ciężka i nie da się jej czytać w ciemnościach. Za to ebooki... Moje marzenie już zostało spełnione. Mam swojego wymarzonego kundelka, ale nie mogłam go nie umieścić w wishliście. To był mój cel tej jesieni, gdy tylko stary wyzionął ducha.

2. CIEPŁY KOC - oj marzy mi się ten z wełny czesankowej, ale... no właśnie ale... jego cena po prostu zabija i odbiera jakąkolwiek nadzieję. Może jednak, gdyby zrobić go samemu... kupić tylko wełnę... Hmnnnnn... coś mnie na druty bierze...

3. HERBATA  - dobra herbatka na wieczór to podstawa. Normalnie byłby grzaniec, ale... karmię piersią, więc zostaje herbata. Koniecznie sypana i koniecznie rooibos. Taką lubię najbardziej. Ewentualnie czarną, z sokiem malinowym i pomarańczą. Mmmmmmniammmm.

4.CIEPŁE SKARPETY - najlepiej puszyste, plecione, białe zakolanówki. Mam słabość do skarpet i słodkich kapcioszków. Nie są zbyt sexy, ale nie wyruszam na podboje, tylko zalegam na kanapie.

5. KSIĄŻKI - wiem, mam ich w domu pełno, jeszcze więcej na czytniku, ale to uzależnienie. Nie umiem przestać ich kupować. Zarówno dla mnie, jak i dla dziewczynek. Kim Holden poznałam dopiero w tym roku i tak zakochałam się w Promyczku i Gusie, że muszę przeczytać jeszcze te dwie. Muszę. A dla Mai i Emisi też mam mega długą listę.

6. FOTEL - choruję, od wielu, wielu lat na wielki, wygodny fotel do czytania. Tylko mój. Ze stoliczkiem, gdzie będę stawiała herbatę i wazon z kwiatkiem oraz lampą. Chyba zaczęłam o nim śnić jeszcze w liceum. Póki co, zostanie w sferze marzeń, bo miejsca w domu niestety na niego nie mamy. Kiedyś...

A Ty jakie masz jesienne czasoumilacze? Co Ci się marzy?
 
 
Są książki, po które sięgam w ciemno. Są gatunki, z którymi mi bardziej po drodze. Są też pozycje, po które sięgam dzięki namowom zaufanych znajomych mimo, iż mam zgoła odmienne preferencje. Autorkę Diane Chamberlain poznałam właśnie dzięki dziewczynom z Klubu Książki "Przeczytaj i podaj dalej". Obyczajówka nigdy mnie nie pociągała. Jednak postanowiłam przeczytać lekturę miesiąca i bardzo się polubiłyśmy, bo ciężko nazwać panią Chamberlain autorką powieści obyczajowych. Tu tajemnica skrywa tajemnicę. Opisany świat jest tak realny, że sama nie wiesz, czy to Ci się śniło, czy to było w książce. Z nadzieją na dobrą rozrywkę sięgnęłam zatem po "Światło nie może zgasnąć" i się nie zawiodłam.

Lubię autorów, którzy potrafią przenieść mnie w inny świat. Lubię takich, którzy odznaczają się lekkością pióra i wykazują znajomość ludzkiej psychiki. Wiedzą jakie emocje nami rządzą. Wiedzą jak zaskakiwać. Wiedzą jak sprawić, bym nie chciała odkładać książki.  Diane Chamberlain właśnie taka jest. Jej książki są pełne zaskakujących zwrotów akcji i tajemnic, jak również wspaniale nakreślonych bohaterów. 

Oliwię Simon, lekarkę z pogotowia w Kill Devil Hills polubiłam już od pierwszych stron. Dopiero przeniosła się z mężem z regionu Outer Banks i musi pracować w Wigilię Bożego Narodzenia. Nie układa jej się z mężem, a gdy kończy dyżur, karetka przywozi kobietę z raną postrzałową w serce. Olivia podejmuje się ratowania tej kobiety gołymi rękoma, gdy nagle poznaje twarz postrzelonej kobiety. Annie O 'Neill to miejscowa artystka, którą zna i uwielbia cała okolica. Kobieta umiera. Tym samym rodzi się pytanie, czy Olivia zrobiła wszystko, by uratować kobietę, przez którą rozpada się jej małżeństwo? Czy mąż do niej wróci? Zrozpaczona lekarka postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o świętej Annie. A to, co odkryje zmieni jej życie na zawsze. Jej, jej męża oraz męża zabitej artystki.

Diane Chamberlain w bardzo przyjemny i przystępny sposób opowiada trudne historie. W swoich bohaterów wlewa bardzo silne emocje, z którymi starają się walczyć, które ich albo wyniszczają, albo ratują. Konstruuje tajemnice, które strona po stronie, doprowadzają nas do zaskakującej prawdy o ludzkich słabościach. Tajemnicach, które wpływają nie tylko na ich właścicieli, ale również wszystkich tych, z którymi ma styczność ich właściciel.

Co znajdziesz w tej książce? Romantyczny klimat wybrzeża Karoliny Północnej, historię latarni morskiej, niezwykle intensywne emocje, silne napięcie, sporo dramatyzmu oraz potężną dawkę niepewności. Poznasz też pewną sędziwą acz pełną werwy latarniczkę Mary Poor, która mocno tu namiesza, ale nie sposób jej nie polubić. Ta babunia to niezłe ziółko.

"Światło nie może zgasnąć" to powieść o miłości. Miłości trudnej, niespełnionej i tej obsesyjnej, wyniszczającej, zaślepiającej. Ale również miłości, która zaskakuje i spotyka nas w najmniej oczekiwanym momencie. Miłości, która potrafi leczyć rany. To opowieść o trudach wychowywania dzieci, o skomplikowanych relacjach rodzinnych, o ciężarze po utracie bliskiej osoby. Przede wszystkim jednak to historia tajemnic, które nie zawsze wypływają na powierzchnię i zdradzie. 
Autorka zadaje bardzo ważne pytanie: jak dobrze znasz osobę, z którą żyjesz? Czy można wybaczyć zdradę? Czy zemsta przynosi ulgę?

Muszę przyznać, że książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i ciężko było mi się od niej oderwać. Diane Chamberlain ma tę zdolność opisywania rzeczywistości, w taki sposób, że czytając, przed oczyma masz wszystkich bohaterów oraz miejsce, w którym się znajdują. Ten obraz jest bardzo wyraźny, przez co niezwykle realny. Polecam, bez dwóch zdań.



I mam niespodziankę! Dziś mijają 4 lata odkąd powstało SAVE THE MAGIC MOMENTS i dziś też mam dla Ciebie jeden egzemplarz tej książki? Masz ochotę ją przeczytać?
 
 Wystarczy, że:
  • Polubisz post konkursowy
  • Odpowiesz na pytanie: Dlaczego chcesz przeczytać powieść Diane Chalberlain?
Było by miło, gdybyś zechciała udostępnić post konkursowy lub powiadomić o zabawie znajomym.


Odpowiedzi możesz udzielać tu na blogu lub w poście konkursowym na Facebooku!
Co Ty na to? Grasz?

Książka wędruje do Pani TERESY KACZAŁY - serdecznie gratuluję!  Proszę o przesłanie danych kontaktowych. 
A wszystkim gorąco dziękuję za udział w konkursie. Kolejny już zaplanowany :)