We're gonna have a baby!

11 listopada 2013

Już od jakiegoś czasu zauważyłam, że to mężczyźni szybciej dojrzewają do roli bycia ojcem. U pierwszej pary mnie to zdziwiło, bo w głowie mam stereotyp kobiety, która pragnie rodziny. Ale mężczyzna? Nigdy nie słyszałam, aby któryś z moich znajomych mówił, że chce mieć dzieci. Hmnnn .... czy to czasy się zmieniają?? Nie. To my się zmieniamy. Dojrzewamy. Żeby nie powiedzieć starzejemy się :D Fakt, współczesne kobiety starają się pogodzić wszystko:  karierę  z macierzyństwem, ognisko domowe i dom z przedsiębiorczością, przebojowością i oddaniem w pracy.

Gdzieś w tym wszystkim myśl o dziecku pojawia się zazwyczaj koło 30-stki, bo zwykle chcemy jeszcze coś zrobić, coś przeżyć, coś zobaczyć, bo dziecko zmieni nasz świat, bo już nie będziemy tylko we dwoje, albo tak jak to było w moim przypadku, bo otaczające nas kobiety już posiadające dzieci dają przykłady macierzyństwa, które MNIE nie odpowiadały. 
Mężczyzna od wieków się nie zmienił. Jeśli znajdzie odpowiednią kobietę, wszystko robi po kolei: zaręczyny, ślub, wspólne mieszkanie i wreszcie przychodzi czas na potomstwo oraz zasadzenie dębu. 

Aż tu pewnego letniego, niedzielnego poranka udałam się w odwiedziny do ukochanej "siostrzyczki" (całuski dla Ciebie Kochana), którą przez wgląd na odległe miejsce zamieszkania widuję niezwykle rzadko. Moim oczom ukazał się idealny obrazek: uśmiechnięty bobas, który od razu mnie w sobie rozkochuje. Odprężona mama, która się nie miota, nie rzuca, nie panikuje, po prostu ze mną rozmawia. O wszystkim, szczerze, a nie jedynie rozpływająca się nad cudem własnego  dziecka. Do tego pozytywnie zakręceni dziadkowie,  dla których wnuczuś jest oczkiem w głowie, dzielnie wspierający uśmiechniętą mamę. Wtedy uwierzyłam, że można jednocześnie być kobietą i spełnioną matką, uśmiechać się oraz interesować innymi ludźmi, nie zatracając siebie.
To był ten dzień, gdy świadomie podjęłam decyzję o własnym dziecku.



Dwa miesiące później naszym oczom ukazały się dwie kreski na teście ciążowym. Radości nie było końca. Obydwoje bardzo się wzruszyliśmy, a dodam, że okazywanie emocji nie jest najmocniejszą stroną mojego męża.
 
I tak zaczęła się moja przygoda: MY AND MY BABY!



 

Zobacz także

12 komentarze

  1. szczęście dla każdego, dzieci największym skarbem narodu !

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo fajnie napisane, za 25 lat będzie to najpiękniejszy prezent dla Tojego dziecka. Super, proszę o kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
  3. Autorko, piszesz tak dojrzale, jestem bardzo ciekawa, w jakim jesteś wieku :) Czy to tajemnica? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) przekornie powinnam zapytać, a na ile wyglądam :) Aż się boję odpowiedzieć, choć to żadna tajemnica, że mam magiczną 30-stkę :)
      Dojrzale? ... hmnnn... to chyba przez ciążę - troszkę się w życiu i głowie przestawia.
      Pytanie do Ciebie brzmi zaś czy to dobrze, czy to źle??

      ciepluchno pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Och wyglądasz dużo młodziej :) Dlatego tym bardziej cieszę się, że jesteś w moim wieku, bo właśnie szukałam bloga prowadzonego przez... rówieśniczkę ;) Jednak inaczej czyta się kogoś 5 czy 7 lat młodszego, więc jestem bardzo miło zaskoczona. Będę zaglądać, a tymczasem życzę wszystkiego dobrego! :)

      Usuń
    3. Bardzo Ci dziękuję! :) będzie mi niezmiernie miło gościć Cię na moim blogu :) wszelkie uwagi i podpowiedzi zawsze mile widziane. Zapraszam też na funpage na facebooku, gdzie są informacje o świeżych postach i nieco więcej: https://www.facebook.com/pages/Save-the-Magic-moments/1408775472691512?ref=hl
      Ściskam!

      Usuń
  4. Pięknie, że dzielisz się z nami swoim życiem:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie jest miło, że chcecie o tym czytać :) Bardzo dziękuję za miły komentarz :)
      Bloga założyłam, bo chciałam mieć swojego. Nie samą pracą człowiek żyje. Uważam, że w życiu liczy się coś więcej.

      Usuń
  5. Ach, pamiętam ten dzień jak dziś! To było 5 lutego 2014 (mały jeszcze w brzuchu!). Byłam tak zdziwiona i przerażona wynikiem testu, że aż musiałam pójść z mężem na łyżwy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh dlaczego łyżwy
      Gratuluję! Trzymam kciuki za szybkie i szczęśliwe rozwiązanie :*

      Usuń
    2. Na łyżwach wspaniale można było odreagować stres, choć z chwilą ujrzenia drugiej kreski stałam się automatycznie 10 razy bardziej ostrożna ;) To była piękna niespodzianka od losu i stres, towarzyszył mi tylko pierwszego dnia :)
      Dzięki! Pozdrawiam cieplutko :*

      Usuń