Emocjonalny rollercoaster... czyli drugi miesiąc ciąży

5 stycznia 2014



Po okresie pierwszej euforii na wieść o ciąży nastała rewolucja. W mojej głowie, w moim ciele, w moim życiu. Przeżyłam pełen wachlarz emocji począwszy od radości, poprzez zdziwienie, rozczarowanie, smutek, a skończywszy na złości. Na co? Na mojego partnera oczywiście. Fakt, że takie odczucie towarzyszyło mi tylko raz i tylko na ten jeden, krótki moment. Złość, że to jemu przypadły same przyjemności,  a ja będę miała 9 miesięcy "przygód", łącznie z bolesnym finiszem, czyli porodem.  Hmmm.. Dziwne uczucie. Tak, jakby, ktoś Wam włożył do głowy nie wasze myśli. Pojawia się jakaś refleksja, która jest zupełnie obca, a jednak jest. Na szczęście negatywne emocje trwały bardzo krótko.






Dla mnie drugi miesiąc cechowało głównie zdziwienie. I ono chyba już mnie nie opuści. Niespodzianką jest każdy dzień, ba, nawet każda godzina. Nigdy nie wiedziałam i nie wiem, jak będę się czuła. Czy będę na chodzie, czy będzie mnie bolał brzuch, a może jednak będę senna niczym śpiąca królewna? Najbardziej jednak zaskoczyła mnie moja psychika. Pewnego dnia wstajesz rano i wszystko staje się jasne. Pewne rzeczy przestają mieć znaczenie. Nie przejmujesz się pierdołami czy zdaniem innych. Mój światopogląd z dnia na dzień uległ przewartościowaniu. Przede wszystkim moją najbliższą rodziną przestali być rodzice (Mamo, Tato przepraszam - chyba wiecie, do czego zmierzam), a zaczął być mąż i "fasolka". Oni stali się numerem jeden. Najwyższą wartością w moim życiu. Poczułam wówczas, że mam własną rodzinę, za którą jestem odpowiedzialna. Muszę Wam powiedzieć, że to dodało mi skrzydeł, pewności siebie. Stałam się bardziej świadoma, a przez to spokojniejsza i szczęśliwsza.




Drugi miesiąc to również czas na wybór lekarza. Nie miałam z tym problemu. Chodzę od 15 lat do tego samego. Dlaczego miałabym go zmieniać, skoro wiem, że ten mi zawsze pomagał? Dla mnie ważnym było, by mieć zaufaną osobę obok siebie. Nie panikować.

Wiele przyszłych matek dostaje jakiejś szajby i sprawdza w necie opinie na temat lekarzy, wypytuje wszystkie znajome. Wpada w kompletny szał, że musi mieć najlepszego lekarza w mieście. Przecież lekarze to zwykli ludzie, jednym odpowiada taki, drugim, kto inny.


Na ukojenie nerwów znalazłam swój niezawodny sposób. Wieczorem, przed snem, mąż robi mi kakao.  Działa zawsze!


Jednym może pomóc, a  drugim nie jest w stanie. Wiedziałam jedno od samego początku - nie chcę być "mamą - panikarą". Wolę podejmować swoje decyzje świadomie i się ich trzymać. Jeśli wybrałam lekarza, to mu ufam. W końcu to on/a jest specjalistą. A wierzcie mi, co lekarz, to inna teoria. Zamiast więc po wizycie sprawdzać opinie, czy dobrze mi zalecił wybór lekarstw, czy faktycznie mogę to, a  tamtego nie, stosowałam się do rad. Żadnych lekarstw, herbatek ziołowych. Zaczęłam bardziej niż zazwyczaj dbać o siebie. W końcu jedyne, co mogę zrobić dla swojego dziecka, to dbać o siebie i dobrze się odżywiać, bo tylko w ten sposób mogę zadbać o "fasolkę" i jej prawidłowy rozwój. Reszta to fizjologia, nad którą przecież nie mamy kontroli. Odstawiłam całkowicie alkohol, starałam się nie złapać żadnej infekcji i absolutnie nie brałam żadnych leków bez konsultacji z moim lekarzem, regularnie łykałam kwas foliowy i wypoczywałam.

Jeśli palicie powinniście natychmiast odstawić papierosy i również o to samo poprosić partnera. Na szczęście my nie mieliśmy tego problemu.


POD KONIEC 2. MIESIĄCA "FASOLKA"
  • znacznie urosła - ma około 1,5 cm długości;
  • jest już kompletnym, choć miniaturowym i niedoskonałym człowieczkiem;
  • główka stanowi teraz połowę całego ciała. Na twarzy uwypuklają się gałki oczne, choć powieki nadal są zamknięte, formułuje się  też język i szczęka. Dzidzia ma już nosek z dziurkami;
  • uszka są wykształcone, choć na razie nie na swoim miejscu, na razie są blisko szyi maleństwa;
  • ma własną grupę krwi i niepowtarzalne linie papilarne na dłoniach oraz stopach;
  • jest w ciągłym ruchu, mimo iż, nie ma jeszcze kośćca, swobodnie się porusza pływając w wodach płodowych.
 
 
M.
 

Zobacz także

2 komentarze

  1. Najważniejsze, to ufać swojemu lekarzowi :) Ja do swojego mam tak bezgraniczne zaufanie, że absolutnie obce było mi sprawdzanie forów. A to była pierwsza z rad jaką usłyszałam od swojej lekarki gdy zaszłam w ciąże: Pani Madziu, tylko proszę w necie nie czytać. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się z Tobą Madziu, komuś trzeba zawierzyć. Najważniejszy jest spokój psychiczny i poczucie bezpieczeństwa. Cieplutko pozdrawiam mamę Matiego :D

      Usuń