ROME CITY BREAK - HABEMUS PAPAM (część II)

28 stycznia 2014


Bookując bilety do Rzymu pół roku przed wyjazdem, żadne z nas nie spodziewało się takiego rozwoju wydarzeń. Traf chciał, że maraton zbiegł się w czasie z Konklawe. Na początku byłam rozczarowana. Znów nie zobaczę Kaplicy Sykstyńskiej i w dodatku będzie tłoczno - pomyślałam.

Jak wiecie z poprzedniego posta o Rzymie, nasza podróż była długa... Nocna eskapada do Katowic w zawieruchę śnieżną, zmienione lotnisko, kilkugodzinne opóźnienie, długa i męcząca podróż, a na miejscu 8'C i deszcz. Taka temperatura w marcu, to rzadkość w tym mieście. Co by tego było mało, pokoje w hotelu nie były jeszcze gotowe, więc musieliśmy na nie chwilę poczekać. Gdy już zaczęliśmy się rozpakowywać, okazało się, że nasza toaleta jest zepsuta. No dobrze, źle się zaczęło. Nie daliśmy się jednak. Toaletę naprawili w mik. Odpoczęliśmy z godzinkę i zaczęliśmy zwiedzanie. Dzień był długi, bardzo długi. 


Padaliśmy już na twarz, ale będąc w okolicach Watykanu na 20 minut przed ogłoszeniem wyników Konklawe, grzechem byłoby nie wsiąść w metro i zobaczyć tego na własne oczy. Na Plac Św. Marka weszliśmy z boku - zmierzając od stacji Ottaviano S. Pietro wzdłuż Via Ottaviano, przechodzącej w Via di Porta Angelica. Tym sposobem zamiast na szarym końcu, znaleźliśmy się w samym środku placu. Była 18:50. Czułam się jak koń po westernie, w dodatku byłam święcie przekonana, że aż takiego farta to my mieć nie będziemy. Po takim dniu? No way.



Jednak o godzinie 19:06 nad Kaplicą Sekstyńską pojawił się dym. Początkowo czarny, już byliśmy gotowi zawrócić, gdy zaczął zmieniać barwę na białą. Obwieszczono wybór nowego Papieża. Rozległy się dzwony Bazyliki Świętego Piotra. Tłum nas przepchnął jeszcze bardziej do przodu. Byliśmy jakieś 150 m od wejścia do Bazyliki. Wow. Udało się. Zobaczymy Nowego Papieża. Mimo, iż żadne z nas nie jest tzw. praktykującym chrześcijaninem, to zmęczenie jakie odczuwaliśmy, szybko przemieniło się w euforię wymieszaną ze wzruszeniem. Ludzie zaczęli śpiewać, skandować, modlić się w kilku językach świata. Atmosfera była na prawdę podniosła. Dużo osób płakało. Widać było, że większość z nich przyjechała do Rzymu tylko po to, by być wówczas na tym placu. Padał deszcz, ale nikt nie rozkładał parasola. Nikt nie chciał nikomu zasłaniać. Przecież przyjechali tam po to, by zobaczyć Papieża. Staliśmy tam bardzo długo. Aż wreszcie zobaczyliśmy, to co wszyscy widzieli tylko w telewizji. Habemus Papam. 

Dziś z perspektywy czasu, gdy widzę jakiego człowieka wybrano na Papieża, jestem dumna, że przeżyłam Urbi et Orbi.  Z każdym dniem, to wydarzenie zyskuje na znaczeniu. Dlatego chciałam się tym z Wami podzielić. To jedna z moich magicznych chwil. Teraz już wiem, co znaczy znaleźć się w odpowiednim miejscu, o odpowiedniej porze. Pomimo, iż na placu staliśmy wówczas przemoknięci, zmarznięci i kompletnie nie widzieliśmy, kto został Papieżem. Mieliśmy świadomość tego, w czym uczestniczymy, jednocześnie kompletnie nie rozumiejąc ani jednego słowa. Pierwszy dzień w Rzymie okazał się wyjątkowo udany, pomimo kiepskiego początku.

A wy? Jaki macie stosunek do nowego Papieża? Myślicie, że uda mu się coś zmienić w Kościele? Ciekawa jestem Waszych opinii.




M.

Zobacz także

2 komentarze

  1. To była jedna z najbardziej wzruszających chwil w moim życiu... Jestem bardzo szczęśliwa, że moglam to przeżyć na własnej skórze i jeszcze w tak miłym towarzystwie! :) Dziękuję za przypomnienie tych pięknych chwil...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak przy boku się ma best friend cuda się zdarzają :)

      Usuń