A może by tak Lunch w Paryżu?

2 lutego 2014



Pamiętacie moją listę książek do przeczytania? Dobra wiadomość jest taka, że dwie z trzech rozpoczętych już skończyłam. I mocno trwam w postanowieniu, żeby najpierw skończyć ostatnią, a dopiero potem sięgnąć po kolejną. W międzyczasie postanowiłam Wam polecić jedną z książeczek, które przeczytałam już jakiś czas temu. Moim zdaniem jest na tyle lekka i przyjemna, byście miło spędzili wieczór,  przy okazji przenosząc się w niezwykle apetyczne i atrakcyjne miejsce.

Paryż. Wszyscy piszą o tym mieście. Wszyscy chcą też o nim czytać. Jest w tej metropolii coś szczególnego, co przyciąga ludzi. A zwłaszcza kobiety. Paryż to miasto miłości, romansu i wina. Kojarzy nam się z pewnymi siebie, pełnymi seksapilu i władzy kobietami, które prócz znakomitego ciała mają pod ręką największych kreatorów mody i perfum. Tego niewątpliwie zazdrościmy im najbardziej. W dodatku te croissanty. Mniam.



Bohaterce książki Elizabeth Bard z pewnością pozazdrościcie. Wyobraźcie sobie młodą kobietę, która przyjeżdża do Paryża, z wzajemnością zakochuje się we Francuzie i już na zawsze pozostaje  w tym cudownym mieście. Romantyczne marzenie niemalże każdej niezamężnej dziewczyny.

Elizabeth, zwykła Amerykanka, o rubensowskich kształtach, idzie na lunch z przystojnym Francuzem i już nigdy nie wraca do kraju. Przeżywa tu dwie miłości: do wyjątkowego, przystojnego mężczyzny i do kuchni francuskiej. Książka opowiada jednak o czymś więcej niż tylko romansie. W zabawny i nieprawdopodobnie szczery sposób opisuje trudy życia w małżeństwie, na obczyźnie, w innej kulturze i w niezrozumianym przez siebie społeczeństwie.  W nietuzinkowy sposób ukazuje różnice w podejściu do życia, miłości, jedzenia, a przede wszystkim sukcesu. Oto entuzjastyczna, otwarta, wiecznie uśmiechnięta Amerykanka, która nie zna słowa porażka przenosi się do Francji, gdzie ludzie są niedostępni, posępni i nie potrafią sięgać po sukces. W dodatku wszystkie kobiety na około są szczupłe niczym licealistki z Beverly Hills. Po przeczytaniu "Lunchu na śniadanie" z pewnością dowiecie się, na czym polega ich sekret. I czy faktycznie wart jest zachodu.


Smaku dodają liczne przepisy, opisane w sposób niezwykle apetyczny i z pasją. Nasza bohaterka poznaje bowiem zaczarowany świat gwarnych targowisk, barwnych ryneczków, modnych bistro i pachnących pâtisseries. Odkrywa jaką radość może sprawiać gotowanie dla ukochanej osoby, wspólne posiłki, a nawet zwykłe zakupy spożywcze. Bardzo szybko zaczyna się traktować Elizabeth, jak starą przyjaciółkę, której opowieści o wzlotach i upadkach, o tęsknocie za najbliższymi i odkrywaniu Paryża czyta się bardzo lekko i szybko. Co więcej, to jedna z nielicznych książek, w których autorka potrafi zilustrować zapach, aromat i smak potraw. Można się naprawdę uślinić :) Polecam gorąco, ale tylko w  towarzystwie czegoś słodkiego.
 


 

Zobacz także

2 komentarze

  1. Brzmi zachęcająco :) Chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć :) Na prawdę szczerze polecam :)

      Usuń