Biggest Stars like come to Poland

22 marca 2014


Jeszcze kilka lat temu uczestniczenie w koncercie wydawało się mega wydarzeniem. Gwiazdy wielkiego formatu rzadko przyjeżdżały do Polski, a jak już, to zwykle do Warszawy. Takie wydarzenia wydawały się być poza moim zasięgiem. No i nie oszukujmy się, nie przyjeżdżał nikt, na kim by mi zależało. Wyjątek stanowił Sting. "Stingówą" jestem odkąd pamiętam. Kocham tego faceta, za barwę głosu, za jego nagrania, za piękne słowa, które zawsze mają swoje tło i znaczenie, a nie są głupio rymującym się refrenem. Niestety pech chciał, że nie mogłam być na żadnym jego koncercie. Do czasu :) 




Pierwszy koncert, na jaki się wybrałam to była Nelly Furtado, która została zaproszona do Polski w 2008 r. do Poznania. Nigdy tego nie zapomnę.
Mój pierwszy koncert. Szczebiotałam cały dzień. Wreszcie Nelly pojawiła się na scenie. Z kumpelami dopchałyśmy się nawet całkiem blisko sceny. Niestety po trzeciej piosence zerwała się ogromna burza, oberwanie chmury i mega wichura. Nie wyglądało to dobrze. Koncert był na Malcie. Jezioro i szczere pole, zero miejsca do schronienia. Początkowo myślałyśmy, że zaraz przejdzie. Czekałyśmy. Gdy piorun uderzył w jeden z głośników i poleciały iskry przyszedł czas na odwrót. Byłam przemoczona do suchej nitki. Nie było co się śpieszyć, bo nawet bieliznę można było ze mnie wykręcać. Dodatkowo powstały straszne korki i ciężko było się dostać do hostelu. Masakra. Następnego dnia postanowiłyśmy zrekompensować sobie wszystko zakupami. Niespodziewanie podano informację, że Nelly widząc, jak fani czekają na nią pod sceną pomimo gromów padających z nieba postanowiła zostać dzień dłużej i nam to wynagrodzić. I wiecie co? Było super. Większość ludzi wyjechała. Koncert zrobił się kameralny, my byłyśmy niemalże pod samą sceną. Bawiłam się wyśmienicie. Czy może ktoś z Was był na tym koncercie?  


No dobrze rozpisałam się. Ale musiałam Wam o tym opowiedzieć. Potem było już tylko lepiej. W Łodzi wybudowano Atlas Arenę, zaczęto zapraszać gwiazdy. I tak (choć przez zupełny przypadek) wybraliśmy się na koncert Shakiry, który okazał się być bardzo dobrym. Nie jestem jej wielką fanką. Miło mnie jednak zaskoczyła swoją osobowością, zaangażowaniem, profesjonalizmem, urokiem osobistym, a przede wszystkim energią i entuzjazmem. Ta dziewczyna to istne zwierze sceniczne. Wręcz zaraża optymizmem. Nie sposób jej nie lubić. Jest rewelacyjna. 



Potem był koncert Rihanny. Odczucia... zupełnie odwrotne. Po dziewczynie, która każdym kolejnym singlem z płyty "Loud" szturmem zdobywała szczyty list przebojów, spodziewaliśmy się świetnej zabawy. Nasze rozczarowanie zaś było przeogromne. Fałszowała na maxa. Powiedziałabym, że wręcz wyła. Do tego była nieprzyzwoicie ordynarna. Nie mylcie z seksowną. O nie, nie. Ordynarna, wręcz odrażająca. Z psiapsiółą patrzyłyśmy z niesmakiem. Na początku myślałyśmy, że może przesadzamy, jednak gdy spojrzałyśmy na miny naszych zażenowanych Panów, wiedziałyśmy, że nie tylko nam się nie podobało. W drugiej połowie koncertu nieco stonowała. Jednak widziałam swoje. Rihanna przede wszystkim, nie potrafi tańczyć i śpiewać na raz. To dla niej zbyt wiele. Dla nas koncert skończył się fiaskiem. 



Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakim kontrastem dla Rihany był Sting, który również zagrał na Atlas Arenie w Łodzi. Tym samym spełniło się moje największe marzenie. Warto było na ten koncert czekać. Sting to gwiazda, która kocha nasz kraj. Odwiedził nas chyba z 6 czy 7 razy. Jego profesjonalizm sięga zenitu. To facet po 60 t-ce, który wchodzi na sceną i śpiewa bite 2 godziny, plus bisy. Kto zna jego nagrania wie, że on śpiewa, od początku do końca. Jego koncert to nie żaden show. On się nie przebiera, nie ma tancerzy. Tylko on, jego gitara i kilka osób z kapeli. Żadnych przerywników. Czysta barwa. Nieprawdopodobnym dla mnie było to, że jego głos kompletnie niczym się nie różni, od tego który znam z płyt. Może nawet jest jeszcze lepszy, jeszcze czyściejszy. Jeszcze bardziej zachwycający. Wiecie, co było najfajniejsze? Stałam w pierwszym rzędzie! Tuż pod barierką! Aaaa! Cudowne wrażenia. Przez kolejny tydzień nie mogłam wybić sobie z głowy Every little thing she does is magic. Znacie to nagranie? Nie? Szybciutko wklepujcie w You Tube. Nie pożałujecie.



Na koniec zostawiłam moją wisienkę na torcie: BEYONCÉ. To moja ukochana wokalistka. Już dawno z psiapsiółą powiedziałyśmy sobie, że jak przyjedzie do Polski, to choćby nie wiem ile kosztowały bilety, musimy je mieć. Stało się. Przyjechała na Orange Warsaw Festival w zeszłym roku. Kupiłyśmy sobie w ramach obchodzenia naszych 30-stych urodzin. I to był najlepszy prezent, jaki mogłam sobie wymarzyć. Fakt, nastałyśmy się na tej płycie bardzo długo, bo B. była gwiazdą wieczoru, ale warto było. Klasa sama w sobie. Jedyny minus dla mnie, to zbyt częsta zmiana strojów. Natomiast barwa głosu genialna, pełen profesjonalizm. A jej tancerki, matyś jak one tańczą. I genialni bliźniacy. Tańczyłyśmy razem z nimi. I śpiewałyśmy, aż nas gardła bolały. Ale uśmiech nie schodził mi z twarzy na długo przed i na długo po koncercie. 



Nie wyobrażam sobie uczestniczyć w koncercie z innego miejsca niż na płycie. Tylko tam można się bawić, śpiewać, tańczyć. Być blisko swojego idola. Znam osoby, które chadzają na trybuny. Sama też raz byłam. Nigdy więcej. To nie koncert. Chcesz siedzieć, obejrzyj DVD w domu. Takie jest moje zdanie. Tylko na dole, blisko sceny można poczuć, że "ta" osoba jest na wyciągnięcie ręki i śpiewa właśnie dla mnie. Jednak zmorą dzisiejszych czasów są komórki. Większość ludzi chodzi na koncerty nie dla gwiazd, lecz dla lansu. Stoją tacy ubrani w najlepsze ciuchy, jakie mają i cały koncert zamiast słuchać muzyki, oglądać, jak na żywo wygląda gwiazda, jaki trud i wysiłek włożyła w przygotowanie choreografii, zgranie się z tancerzami, wyciągają w górę komórki i nagrywają, żeby wrzucić na You Tube, relacjonują na facebooku, tweeterze. Robią sobie sweet focie. O matko. Proszę Cię. Masakra. Tylko przeszkadzają i zasłaniają tym, którzy na prawdę chcą przeżyć koncert. Wyrzuciłabym ich wszystkich. Rozumiem zrobić kilka fotek. Sama kilka na pamiątkę zrobiłam, ale nie cały koncert z łapami w górze, żeby się pochwalić. Ludzie ogarnijcie się! 



Was to nie irytuje? Ciekawa jestem, jakiego Wy jesteście zdania? A może byliście na którymś z opisanych przeze mnie koncertów? Może kochacie B. albo Stinga równie mocno, co ja? A może macie zupełnie inne zdanie na temat Rihanny? A na jaki koncert w tym roku się wybieracie?


Ja niestety nie - a do pełni szczęścia brakowało mi właśnie Justina Timberlake'a. Ohhh, cały czas się łudzę, że odwoła koncert i przyjedzie w przyszłym roku, kiedy ja nie będę zaraz po porodzie. I będę mogła się wybrać, by móc się pogibać do Sexy back. No ten rok szykuje się naprawdę genialnie koncertowo. Prócz Justina odwiedzi nas Michael Bublé, James Blunt (nawet 2 razy, w Wawie 3 października i we Wrocławiu 22 czerwca), Katie Melua, Kylie Minogue, 30 second to Mars (fanki Jareda Leto pewnie już piszczą, zwłaszcza po rozdaniu Oscarów). Tegoroczny Coke Music Festival naściągał też same gwiazdy m.in. Florence and the Machine, Snoop Dogg'a, Timbaland'a, Outcast czy Davida Gettę. To tylko część, która mnie się wydała atrakcyjna, bo przecież będzie znów Metallica, a nawet Aerosmith i wiele innych. Polska wreszcie przestała być zaściankiem i czarną dziurą na koncertowej mapie. Wreszcie POLAND można ujrzeć na listach tras koncertowych gwiazd największego formatu. Nie wiem, jak Was, ale mnie to niesamowicie cieszy.

M.




Zobacz także

12 komentarze

  1. Z racji tego, że się uczę, nie mam zbytnio pieniędzy na koncerty, w dodatku jak wspominałaś są głównie w Wawie. W czwartek wybrałam się(wraz z siostrą, mamą i szwagrem) do klubu w pobliżu mojej miejscowości na koncert zespołu Oberschleisen i było super.
    Świetnie się bawiłam, wytańczyłam się i na śpiewałam . Było kameralnie, ale bardzo się wszystkim podobało(łącznie z moją siostrą, która wytrzymuje jedynie z 15 minut słuchania metalu i ma dosyć) Członkowie zespołu bardzo sympatyczni, z każdym zamieniłam słowo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt koncerty nie są tanie, takie gwiazdy troszkę sobie liczą. I łatwiej jest, gdy zarabia się własne pieniądze. Tym bardziej, że bilety rozchodzą się bardzo szybko. Jednakże nie wszyscy,aż tyle są. Są też festiwale. Ja dziś już wiem, że warto odkładać :)
      Cieszę się, że dobrze się bawiłaś. Życzę więcej tego typu imprez. Idzie okres letni. Z pewnością okazji nie braknie. Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Chciałabym pójść na koncert Nelly, szkoda tylko, że bilety są takie drogie. W wakacje 2013 byłam na koncercie Zakopower (darmowy), a w wakacje 2012 (darmowy) na Kombi. Cóż, lepszy rydz nisz nic! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Nelly ma też być? Czy tak ogólnie, jest na liście Twoich marzeń? Pamiętaj, że marzenia się spełniają. Ja też nie sądziłam, że będę na tych koncertach :) A jednak :) Część biletów np. dostałam w ramach prezentu :)

      Usuń
  3. Ja chciałam na Michaela Buble ale jak zobaczyłam cenę to się waham... W sumie na mnie 630zł ok ale na dwójkę osób to ponad 1,2 tys a jeszcze dojazd... :(:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, strasznie drogi bilet. Ja na B., na płytę, early entrance płaciłam mniej :( Rozumiem Twój dylemat. My postanowiliśmy, że jadę sama,z przyjaciółką. Mąż tym razem spasował Ale wiedział, jak ja strasznie ją lubię. Ponad 1000 zł, było dla nas za dużo.Na Justina pewnie byśmy poszli razem, ale już wiem, że to niemożliwe, bo nasza niunia będzie miała zaledwie 3 miesiące, więc tym razem rezygnujemy. Mała ważniejsza :) Może tańsze bilety w innym sektorze, albo poszukaj towarzyszki, a partner zrezygnuje? Ciężko tu zrobić tak, aby wilk był syty i owca cała :(

      Usuń
  4. Byłam na tym koncercie nelly:) a właściwie na tych 3 piosenkach- przejechałam pół Polski zeby to zobaczyć a z koleżankami uzbierałyśmy dokładnie tyle pieniędzy żeby mieć na pociąg do domu- więc po wichurze nie miałyśmy się gdzie podziać- wsiadłyśmy w pociąg i takie mokre pojechałyśmy do domu:)fakt, że nelly powtórzyła koncert następnego dnia wymazuję z pamięci bo serce mi pęka, że nie mogłam tam być:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej :( Jadziu bardzo mi przykro. Mam nadzieję, że nie nabawiłaś się, żadnego zapalenia płuc po tym wszystkim? No i, że nie zrezygnowałaś z udziału w tego typu imprezach? A przy następnych było już tylko lepiej i lepiej :)
      Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  5. Nie no na szczęście obyło się bez uszczerbków na zdrowiu:) a i emocje niezapomniane:) z koncertów oczywiście nie zrezygnowałam i wierzę, że jeszcze kiedyś mi się uda zobaczyć nelly:) Pozdrawiam i życzę zdrówka dla Ciebie i maluszka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć. Bardzo dziękuję :)

      Usuń
  6. Ja zastanawiałam się nad Jamesem Bluntem bo jestem jego wielką fanką i mimo, że do Wrocławia amm rzut beretem nie wiem czy mój kręgosłup wytrzymał by cały festiwal z kilkoma artystami, a znowu Warszawa za daleko ;((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolina, ja w zeszłym roku tak na Beyonce czekałam :( Była ostatnia. Jeśli nie zależy Ci na miejscu z przodu możesz iść na samego Jamesa, jeśli Ci zależy proponuję karimatkę małą pod pupcię i w przerwach siadać :) My tak robiłyśmy :) Aczkolwiek faktycznie wróciłyśmy umęczone (a też mam problemy z kręgosłupem, więc doskonale rozumiem rozterki :( )
      Serdecznie pozdrawiam,

      Mam nadzieję, że Ci się uda :)

      Usuń