Stres przedporodowy czyli siódmy miesiąc ciąży

10 kwietnia 2014




Wejście w siódmy miesiąc ciąży było dla mnie dość stresujące. Przecież to ostatni trymestr. Zdałam sobie sprawę, że do końca już coraz bliżej, a my nie mamy jeszcze nic dla naszego Bąbelka. Czas upłynął niepostrzeżenie i zanim się obejrzałam, byłam w 8 miesiącu.

Przede wszystkim zapisałam nas do szkoły rodzenia. Początek był ciężki, bo dopiero co wyszłam do ludzi, po bojach z twardym brzuszkiem i leżeniem, o czym pisałam Wam w poście Szósty miesiąc - wulkan hormonów. Ze względu na obawę o powracający ból, nasze kryteria wyboru szkoły uległy zmianie. Priorytetem dla nas stała się lokalizacja blisko domu. I faktycznie okazało się, że kilka ulic dalej, dosłownie 10 min. spacerkiem, znajduje się Centrum Służby Rodzinie. Zajęcia odbywały się dwa razy w tygodniu, po trzy godziny, przez półtora miesiąca. Pod koniec byłam bardzo zmęczona, ale wydaje mi się, że było warto. Choć przyznam, że zupełnie inaczej sobie to wyobrażałam. O szkole rodzenia chciałabym napisać w osobnym poście. Mam nadzieję, że Was to zainteresuje.


Tymczasem tatuś biegał jak szalony. Ciąża to ciężki czas nie tylko dla kobiety, ale i dla jej partnera. Spada na niego wówczas większość naszych obowiązków, jak sprzątanie, czasem gotowanie, zakupy. Do tego dochodzi walka o przetrwanie, którą musi stoczyć z naszą burzą hormonów. Ja po swoich przygodach kompletnie zwolniłam tempo. Szyjkę miałam bardzo krótką, więc najważniejszym dla mnie stało się donoszenie ciąży. Wróciłyśmy do luteiny, przestałyśmy jeździć samodzielnie autkiem (przez wzgląd na silne skurcze i rosnący brzuszek po prostu zaczęłam się tego bać), mniej chodziłyśmy, więc tatuś zaczął nas wozić. Brutalnie zrzuciłam na Niego jarzmo obowiązków domowych. Jednak doskonale ze wszystkim daje sobie radę.


Tygodnie mijały między szkołą rodzenia, a treningami męża do maratonu. Tak, tak. Nie zapominajcie, że moja Gazela nieustająco biega i to po 4 razy w tygodniu (zainteresowanych odsyłam do postów biegowych z kategorii He loves running). A weekendy? Właśnie weekendy to przede wszystkim poszukiwanie i kompletowanie wyprawki. Zaczęliśmy rozważnie, a więc od małego wywiadu, co tam w trawie piszczy. Przecież w tym zakresie byliśmy całkowicie zieloni. Nigdy się tym wcześniej nie interesowaliśmy. A na rynku wybór jest tak ogromny, że przyprawia o zawrót głowy. Zbieraliśmy opinie od znajomych, czytaliśmy w gazetach, internecie. Listę niezbędnych zakupów sporządziła moja koleżanka. Nazywam ją moją Doulą :) Znamy się z czasów studiów, choć jakiś czas miałyśmy ze sobą bardzo sporadyczny kontakt. Zbliżyły nas nasze ciąże i odległość, w jakiej od siebie mieszkamy. Jako, że R. była pierwsza i już od czterech miesięcy cieszy się swoim maluszkiem, dla mnie jest istną kopalnią odkrywkową i źródłem wiedzy. Konsultuję z nią wiele rzeczy. To mi niesamowicie pomaga i uspokaja. Życzę Wam takiej przyjaznej duszyczki w trakcie ciąży.

Poszukiwania rozpoczęły się więc na spokojnie. Część rzeczy pożyczyliśmy od znajomych np. Pana Fasolkę, bujaczek, fotelik, trochę ciuszków na start. Reszty szukaliśmy w sklepach. Mam to do siebie, że muszę wszystkiego dotknąć, zobaczyć, poczytać. Założyłam kartę Rossnę w Rossmanie i powolutku, powolutku rozpoczęliśmy zakupy. Tu bodziaczek, tam kocyczek. I tak minął 31. tydzień ciąży.
A nie zapomnijcie o comiesięcznych badaniach i wizycie u lekarza. W 30. tygodniu robi się trzecie obowiązkowe badanie ultrasonograficzne. Cudnie jest znów zobaczyć swojego maluszka.

POD KONIEC SIÓDMEGO MIESIĄCA:
  • Dziecko ma w pełni ukształtowany organizm, który teraz się jedynie doskonali i wzmacnia; 
  • Bardzo intensywnie rozwija się mózg maleństwa, fałduje się powierzchnia półkul mózgowych i powstaje mapa czuciowo-ruchowa, a więc centralne ośrodki wzroku, słuchu, węchu, czucia, mowy i ruchu; 
  • Zakończyło się kształtowanie struktury ucha, dlatego mówcie z mężem do Bunia jak najwięcej i jak najczęściej. Dzięki temu, po narodzeniu, bąbelek będzie rozpoznawał wasze głosy, a świat będzie dla niego bardziej znajomy i przyjazny; 
  • Meszek płodowy na ciele dziecka zanika, pozostaje jedynie na karku, ramionach i pleckach; 
  • Za to powiększa się czuprynka, a brwi i rzęsy stają się coraz bardziej wyraźne; 
  • Maluszek waży już prawie 1,5 kg i mierzy około 35 cm.
 


M.

Zobacz także

12 komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Paula to poduszka do spania dla grubasków :) jest w kształcie fasolki :) Tak ją nazywam :)
      Całuski

      Usuń
  2. Moim skromnym zdaniem Szkoła Rodzenia niewiele wnosi...niestety. Ja po 3 "lekcjach" w CSR zrezygnowałam z zajęć. Fakt jest taki, że niestety nie wszystko da się przewidzieć :D A gdzie będziesz rodzić Madziu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My zaliczyliśmy całość i uważam, że może nie wniosło to tak wiele do mojego życia, ale wniosło. Nie będę jednak zdradzała swojego zdania póki co :)

      Usuń
  3. Mogłabyś zrobić taką zbiorczą listę produktów, które uznałaś za niezbędne i jakie polecasz, w konsekwencji z czego można zrezygnować? Byłoby to bardzo przydatne dla przyszłych mam, które nie mają swojej "R." :)

    PS Gratuluje świetnego bloga.

    Ewelina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelinko bardzo Ci dziękuję za miłe słowa. Jak najbardziej postaram się zrobić listę potrzebnych rzeczy zarówno dla mamy, jak i dla dzidziusia. Tylko najpierw postanowiłam to zweryfikować :) Jestem już w 9 m-cu więc niebawem zrobię listę rzeczy potrzebnych dla mam. A potem, jak tylko znajdę chwilę na listę dla dzidziusia. Większość rzeczy na rynku jest na prawdę zbędna, nasze mamy dawały radę z 1/10 tego wszystkiego :)
      Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
  4. My również chodziliśmy do szkoły rodzenia i każdemu polecam! Dowiedziałam się wielu rzeczy i nie byłam "zielona" :) A zakupy dla maluszka to cudowna rzecz, która zazwyczaj mocna narusza budżet domowy... :) Powodzenia! i już niedługo zobaczysz swoją Kruszynkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy i przepraszamy, że tak późno odpisujemy. Coś nam umknęło :)
      Oj tak budżet jest mocno zwichrowany :)

      Ciepło pozdrawiamy, już obie :)

      Usuń
  5. Chętnie poznałabym Twoją szczegółową opinię o szkole rodzenia. My jesteśmy po jednych zajęciach i średnio nam się podobało. Było bardzo anemicznie i nudno, pani pokazała slajdy i naśladowaliśmy ćwiczenia z puszczonego filmiku. Jakoś spodziewałam się większego wow. To czego się dowiedziałam sama mogłam przeczytać w książce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy ma inne potrzeby, a i szkoły rodzenia są różne. Ja ze swojej byłam mocno niezadowolona. Spodziewałam się czegoś więcej. Na pewno skłoniło mnie to do refleksji nad rodzicielstwem. Poruszyło kilka kwestii, o których nie pomyślałam jednakże absolutnie do niczego mnie nie przygotowało. Ćwiczenia były beznadziejne. Proponuję znaleźć szkołę, gdzie naprawdę jest porządna sala do ćwiczeń, gdzie nauczą Cię dobrze oddychać i przeć - to bardzo ważne. Gdzie są spotkania z położną! Tylko położna przekaże Ci milion cudnych informacji, praktycznych informacji. Jedyny plus szkoły był taki, że chodziliśmy tam wspólnie z mężem więc wspólnie przygotowywaliśmy się do swoich ról. Mam wrażenie, że mężowi bardzo pomogło słuchanie, jak to wszytko wygląda, bo w roli tatusia sprawdza się rewelacyjnie. W roli pomocnego męża jeszcze lepiej. Moim skromnym zdaniem szkoły rodzenia są bardziej przydatne dla mężczyzn. pozwalają mu się oswoić z kwestią porodu, połogu, zrozumieć kobietę, zrozumieć swoją rolę w tym wszystkim. I naprawdę wszytko zależy od prowadzących. Daj sobie szanse jeszcze na kilka zajęć, a jak nie będziesz zadowolona może zrób wywiad i zmień szkołę. Są też doule, położne, koleżanki (ale tylko takie, które szczerze Ci o wszystkim opowiedzą, będą wsparciem). Bardzo ważne jest żebyś nauczyła się oddychać - to pomaga i to bardzo podczas porodu :)

      A na kiedy masz termin?

      Trzymam kciuki, życzę zdrówka i mam nadzieję, że choć troszkę pomogłam :)

      Usuń
    2. Termin mam na 15 października :) Dzięki wielkie! Jak zawsze pomogłaś :) U nas ćwiczenia też były beznadziejne :( A kto w końcu nauczył Cię prawidłowego oddychania?

      Usuń
    3. Oj to jeszcze :) W sumie umiałam dobrze tylko pierwszą fazę. Niestety na szkole rodzenia nie powiedzieli, jak się oddycha przy parciu i miałam z tym problem :( Lekarz pomagał mi wypchnąć malutką z brzucha. Przy porodzie z pewnością pomoże Ci położna. Ale warto by mąż wiedział, jak wyglądają takie ćwiczenia oddechowe i Ci w nich pomagał, nawet mówiąc: Wdech, wydech. brzuch do góry. To pomaga, gdy boli Cię tak, że zapominasz o wszystkim. Wówczas Cię instruuje, a Ty podążasz za nim.

      Usuń