40 tygodni

10 maja 2014


10 maja. To nasz termin porodu. Szczerze mówiąc nie sądziłam, że wytrwamy aż do 40. tygodnia. A jednak. Dzieciątko póki co nie prze na świat. Może jej dobrze z mamusią, a może wie, że tu nie tak łatwo?

Czekamy więc. A czekanie jest męczące. Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale chciałabym już rodzić. Zawsze mnie dziwiło, kiedy słyszałam to z ust ciężarnych. Przecież to boli - myślałam. A potem jeszcze ciężej, jeszcze więcej stresów. Jednak to, co mówią o ostatnim miesiącu, że jest najcięższy (w każdym tego słowa rozumieniu), to prawda. 

Zawsze stresowało mnie oczekiwanie. Dlatego przez wyjazdem na wakacje lepiej do mnie bez kija nie podchodzić. Nie znoszę tego czekania, zastanawiania się, czy wszystko spakowałam, czy wszystko mam, czy na wszytko jestem przygotowana. Z porodem jest podobnie. Tylko nie znam dokładnej daty odlotu :) O to mogę zapytać tylko moją córcię, albo "tego na górze". Żadne nie chce jednak zdradzić mi tej tajemnicy. Zatem cierpliwie czekamy.


Stres jednak potęguje rodzina i znajomi. Nie zrozumcie mnie źle, to wspaniałe mieć wsparcie tylu osób. Wiedzieć, że oni też nie mogą się doczekać, że przeżywają pojawienie się dziecka razem ze mną. Tylko żadne z nich nie pomyśli, że na wyczekującą matkę to działa stresująco. Jakby to ode mnie zależało. Dziennie kilka telefonów, maili i wiadomości sprawia, że mam ochotę rwać sobie włosy z głowy. Wszystko rozumiem. Cieszą się, wspierają. Tylko gdyby zrozumieli co oznacza nieustannie powtarzane, dzień w dzień, pytanie: i jak, już? No przecież jakby było już, to by dostali wiadomość? Obiecaliśmy wszystkich poinformować. 

Dochodzę do wniosku, że cuda techniki i era telefoniczna obdziera człowieka z intymności. Dzielić się ciążą to jedno, ale poród to przecież tak drogocenna, tak intymna, tak ważna chwila, że chce ją celebrować tylko i wyłącznie z moim mężem. Wyciszyć się przed porodem, zebrać siły. Będę ich potrzebowała więcej niż dotychczas w swoim życiu. Poczuć więź z mężem. Poczuć, że oto właśnie na świat przychodzi nasze dziecko. Nie chce być z tego obdarta. Dlatego mam prośbę do wszystkich bliskich. Okażcie wsparcie w zrozumieniu i cierpliwości, nie codziennych telefonach. To dla nas najpiękniejszy, najważniejszy, najbardziej intymny moment w życiu. A fakt, że możemy przeżyć go razem, decydując się na rodzinny poród, jest błogosławieństwem. Dajcie mi go przeżyć na 100%, tak jak należy, z moją Gazelą. Obiecuję, że po wszystkim, wszyscy zostaną poinformowani, ale tą chwilę zostawcie tylko dla nas.
 


Telefon wyciszyłam, nie odbieramy już żadnych wiadomości. To forma zabezpieczenia się. Podczas ślubu są wszyscy, podczas narodzin tylko ja i moja rodzina (czyli mąż i dziecko). Trzymajcie proszę za nas kciuki. Żeby wszytko było w porządku. Żeby malutka wyszła cała i zdrowa, o własnych siłach. Jeśli jesteście wierzący, pomódlcie się proszę o nasze zdrówko. Będę bardzo wdzięczna. 

A wszyscy, którzy macie ciężarne w swoim gronie, lub będziecie mieć - pamiętajcie, że my w tym okresie bardzo Was potrzebujemy i jesteśmy Wam ogromnie wdzięczne za wsparcie. Tylko niech każde z osobna ma tę świadomość, że dokładnie o to samo pyta nas strasznie, strasznie dużo osób :)


Cieplutko pozdrawiam, jeszcze w dwupaku :)
 


Zobacz także

12 komentarze

  1. Znam ten "ból" Madzik ;) Przerabiałam to x 2 ;) Trzymajcie się cieplutko !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze się trzymamy :) Pozdrawiam Asiu!

      Usuń
  2. Ze wzruszeniem czytam każdy Twój post. Życzę Wam z całego serca wszystkiego co najlepsze! Bądźcie dzielni :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejciu bardzo dziękuję za przemiły komentarz :) Ciepluchno pozdrawiam :*

      Usuń
  3. U mnie dopiero piaty miesiąc, a już mnie zmęczyło codzienne odpowiadanie na pytania: jak się czuję, czy mam już brzuch, ile przytyłam i... czy mam jakieś rozstępy!
    Rozumiem, że ludzie są troskliwi i ciekawi, ale... to takie męczące!
    Trzymam za Was kciuki dziewczyny! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie pytania o samopoczucie nie męczyły, ale też nikt nie zadawał mi pytań, ile przytyłam. To troszkę mało taktowne, nawet w ciąży. Chyba, że między nami "grubaskami", bo faktycznie z innymi ciężarnymi rozmawia się inaczej. Może powiedz, że Ci to przeszkadza?
      U mnie na szczęście wszyscy zrozumieli. Odpoczywam, zbieram siły, śpię popołudniami i nadal czekam :)

      Dziękujemy, że jesteś z nami :)

      Usuń
    2. Masz rację, o uprzejme pytania o samopoczucie nie powinnam się gniewać :) Ale właśnie, co do "powinnam". Gdy ostatnio wyznałam kilku osobom szczerze, że nie czuję się idealnie (coś tam boli, koli, pęcznieje ;) ), usłyszałam "no tak to się możesz czuć w 8 miesiącu!", "a co powiesz później?!", "Takie problemy to nie problemy, popatrz na innych". I to wszystko w jednym i tym samym dniu - chyba wtedy się wkurzyłam ;)

      Usuń
  4. Modlitwę macie pewną ! :) Życzę dużo miłości i wytrwałości we wszystkim :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczęśliwego rozwiązania. I dużo zdrówka życzę ;-)
    Pozdrawiam!
    www.rodzinka2plus2.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń