Jak przetrwać połóg

12 lipca 2014


Połóg. Na samo to słowo się wzdrygam. Wspominam... wolę tego nie robić. O tym jak źle czułam się psychicznie pisałam w poście Nasze pierwsze wspólne chwile. Jest jednak kilka rzeczy, które pomogły mi ten okres przetrwać i właśnie tym chciałam się dziś z Wami podzielić. 

We wszystkich gazetach i poradnikach wyczytacie, że połóg trwa 6 tygodni. No tak, ta najgorsza faza zapewne, ale tak naprawdę organizm kobiety wraca do równowagi nawet do pół roku. Na szczęście nie oznacza to, że przez pół roku płaczemy, lamentujemy i jesteśmy nieszczęśliwe. Najgorsze jest właśnie te kluczowe 6 tygodni, a w zasadzie u każdej z nas wygląda to inaczej, twa dłużej lub krócej. Ja ten okres wspominam wyjątkowo źle. Cieszę się, że od porodu minęło już 8 tygodni. Wreszcie czuję się sobą. Już nie histeryzuję, nie uważam się za złą matkę (no może czasami), nie wpadam w  panikę (nie tak często) i z "obsługą dziecka" jest mi coraz łatwiej. W końcu Majcia dziś kończy już 2 miesiące! :) Powoli zaczyna się ze mnie klarować mała poczwarka, z czasem mam nadzieję, przeistoczę się w pięknego motyla (czytaj supermamę).


Po pierwsze - świadomość. Najważniejsze to zdać sobie sprawę, że przez pierwsze 2 - 3 tygodnie będzie Wam naprawdę ciężko. Uprzedźcie o tym bliskich, a w zasadzie męża. Uświadomcie go na czym polega połóg od strony czysto naukowej. Im więcej teorii i medycznych potwierdzeń, tym lepiej. Mężczyźni lubią konkretne informacje. Poza tym lepiej, żeby wiedzieli, że to nie jest zwykłe marudzenie, ani PMS. Po porodzie wsparcie i pomoc partnera jest nieoceniona. Tak naprawdę to, jak będziecie się czuły w dużej mierze zależy od tego, jakie Wasza połóweczka będzie miała do Was podejście. A będziecie potrzebowały dużo ciepła, miłości, wsparcia, wdzięczności i uśmiechu. Pamiętajcie, że ten stan na szczęście mija.   


Po drugie, jeśli nie życzycie sobie wizyt rodziny i przyjaciół uprzedźcie ich o tym przed porodem. Wietrzenie krocza to nie najlepszy moment na zapraszanie gości. Macie przede wszystkim w spokoju do siebie dojść, zaleczyć rany, odpocząć i co najważniejsze dać sobie czas na zapoznanie z dzidziusiem. To człowiek, jak każdy inny. Tylko nie umie powiedzieć, co mu dolega. Musicie się go nauczyć. W tym czasie zacieśniacie więzy z mężem. To wasze pierwsze chwile jako rodzina. Są bardzo ważne. I ważne jest, żeby nikt Wam nie przeszkadzał. Dziecko nie ucieknie, więc rodzina może poczekać. Z pewnością każda mądra matka zrozumie. W końcu sama rodziła i dokładnie wie, jakie są tego konsekwencje w pierwszych dniach. Możecie przesyłać codziennie foteczkę mmsem. Dla mnie te chwile były święte. Reszta powinna to uszanować. Tworzycie już odrębna rodzinę. Reszta zostaje na drugim planie. 

Zapewnij sobie spokój. Wyłącz telefon, nie wchodź na facebooka, skrzynkę mailową. Wszyscy będą teraz walić drzwiami i oknami, co jest oczywiście naturalne. Też się cieszą waszym szczęściem. Podziękuj za gratulacje. Jednak nie musisz tego robić od razu. Może kilka osób mieć pretensje, że nie odpisujesz, nie oddzwaniasz, nie odbierasz telefonu. Ale tych telefonów masz kilkanaście dziennie, a przecież w łóżeczku leży mała kruszynka, która potrzebuje Twojej miłości, atencji, twojego zapachu i opieki. Większość doskonale to rozumie. Rodzina i znajomi idą na ten czas w odstawkę. Cierpliwie czekają, okazując Ci w ten sposób swoje wsparcie i szacunek. Przynajmniej powinni :) 
 
Jak wiecie pod koniec ciąży górę bierze zniecierpliwienie, któremu dałam upust w poście 40 tygodni. U mnie poskutkowało. Część znajomych wreszcie odpuściła. Najgorsza rzecz, jaką można zrobić ciężarnej, to trucie... czy już? Poród to dla mnie bardzo intymna sprawa. Bardzo rodzinna. A w tym momencie rodzina to tylko i wyłącznie mój mąż. Telefon został wyłączony. Ludzie, nie dzwoni się do matki na dwie godziny po porodzie. To chyba wiecie? W razie czego wolę napisać, bo wiem, że nie dla wszystkich. Rozumiem, że to euforia, szczęście, radość, chęć złożenia gratulacji. Ale lepiej wybierzcie numer męża. Dowiecie się wszystkiego. A on z chęcią się z Wami podzieli. Ale uszanujcie, że to przede wszystkim intymny moment. Moment, w którym matka ma pierwszy raz w rękach swoje dziecko. Moment, gdy po raz pierwszy czuje, że ma własną rodzinę. Pełną rodzinę. Bo fundamentem związku jesteśmy my, zaś dzidziuś jest jego przypieczętowaniem. To prawdziwie magiczna i wzruszająca chwila. A magicznych chwil nie można komuś zakłócać. Nic i nikt inny prócz naszej trójeczki się wówczas nie liczy. To pierwszy oddech, pierwsze zapoznanie, pierwsza euforia. Dajcie się im nacieszyć własnym szczęściem. Potem sami będą się rwali, aby się pochwalić.
 

Odnajdź w sobie kobietę. Leżąc na łóżku, dochodząc do siebie, nie mogąc się podnieść i tylko wywalając pierś do karmienia można się poczuć jak bar mleczny. Zero seksapilu, kobiecości, pewności siebie. Dopiero potem zaczyna się rozumieć, że karmienie piersią to właśnie istota kobiecości i odkrywać siebie na nowo. Na początek potrzebuje jednak coś z dotychczasowego życia. Jakkolwiek głupio by to nie zabrzmiało, kiedy w końcu wstałam, ułożyłam włosy, umalowałam się, przebrałam w coś innego niż koszula do karmienia, umalowałam paznokcie u stóp (bo u rączek jakoś nie mam sumienia, biorąc pod uwagę fakt, że ciągle wkładam palucha małej do buzi, żeby zabrać cyca, gdy źle go trzyma) poczułam się o niebo lepiej!

Otaczaj się miłymi przedmiotami, które przywołują miłe skojarzenia. W moim przypadku to były kwiaty. W podziękowaniu za urodzenie ślicznego bobaska mąż sprawił mi przepiękny bukiet. W ramach podziękowań kwiaty dostałam również od rodziców i teściowej (za piękną i zdrową wnusię). Ze ślicznym bukieciekiem do szpitala przyleciała też moja Kinia, witając na świecie swoją chrześnicę. Kocham kwiaty. Wszyscy bliscy o tym wiedzą. W ciąży kwiaciarnia była moim głównym miejscem wędrówek. Jak tylko zwiędły jedne kwiaty, szłam po następne. Stawiałam je na szafce nocnej przy łóżku, by zawsze budził mnie ich zapach, który nierozerwalnie łączę z dzieciństwem. 


Spróbuj znaleźć odskocznię od pieluch i cyca. Uciec w inny świat. Oderwać się na chwilę od rzeczywistości. Ja czytałam. Gdy mała spała sięgałam po czwarty, potem piąty tom sagi Darów Anioła. Z początku chciałam ambitnie dokształcić się jako matka, przeczytać poradniki dotyczące wychowywania dziecka i pielęgnacji. To mnie jednak dobijało. Tyle tam porad, a ja z niczym sobie nie radziłam. Czułam się jeszcze bardziej beznadziejna. Dobita, zapłakana usłyszałam od męża: rzuć to w cholerę i poczytaj coś przyjemnego, dasz sobie radę bez tych głupich książek, tylko uwierz w siebie. Posłuchałam, choć nie od razu.


Odpoczywaj, odpoczywaj, odpoczywaj. Mąż skorzystał z dwutygodniowego urlopu by mi pomóc. Chwała mu za to, że jest, jaki jest. Mam wspaniałego męża! Teściowo droga - dziękuję Ci za mojego Skarba! Mimo swojej emocjonalnej powściągliwości Gazela okazała się być supertatą! Podczas gdy ja przerażona kruchością Mai bałam się jej dotknąć, mąż żonglował nią przy przewijaniu, przebieraniu, kąpieli. Wspierał mnie, pocieszał jak tylko potrafił. Wstawał w nocy razem ze mną. W sumie zamiast mnie, bo ja się ruszyć nie mogłam (przypominam, że żebro robiło swoje, do dziś mam bóle i zastanawiam się czy ono jednak złamane nie było). 

Wspólnie gapiliśmy się na nią godzinami, gdy spała. Widziałam łzy wzruszenia w jego oczach, gdy po raz pierwszy trzymał ją w ramionach. To są chwile, które będę pamiętała do końca życia. Chwile, które sprawiły, że ten nieznośny, bolesny okres będę wspominała jako jedne z najpiękniejszych chwil mojego życia. Bo przecież wszystko co złe, szybko się zaciera. Człowiek zaczyna wybielać obraz, inaczej żadna z nas nie zdecydowałaby się ponownie na dziecko :)


A Wy jakie miałyście sposoby by poczuć się lepiej? Był z Wami partner w tym okresie, czy od razu wypłynęłyście na głębokie wody?


 


Zobacz także

22 komentarze

  1. Kurcze wreszcie, ktoś miał odwagę napisać prawdę! Brawo! Dzięki Twoim szczerym wpisom wiem, że będę silniejsza w trudnym momencie i będę wiedziała czego chcę. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu przez Ciebie płaczę! Piękne słowa! Dziękuję!:* Aajk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Upsss :) Ale to chyba dobrze, że poruszam emocje. Znaczy że jestem prawdziwa :)

      Usuń
  3. Brawo za szczerość! Wzruszyłam się :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też mam łzy w oczach! Drugi raz dzisiaj, bo spotkałam się z rodziną, a moja ciocia jest właśnie w 8. miesiącu ciąży i poczułam ruchy dzidziusia w brzuszku, coś cudownego...:)

    :*:*:*
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się bałam, że napisałam zbyt ostro ;p
      Cieszę się, że wpis się podobał. Bardzo dziękuję.
      A bąbelki w brzuszku są fantastyczne! Mój mały KOPACZU dawał zawsze czadu :) I tak jest zostało :)
      Ciepło pozdrawiam

      Usuń
  5. a ja wspominam ten czas zupełnie inaczej - może dlatego, że miałam cesarkę (po pierwsze tak chciałam, po drugie tak wyszło) i uważam to za słuszny wybór. Wstałam po 19 godzinach, poszłam się wykąpać, następnego dnia rozpoczęłam przygodę z laktatorem (obalam mit - odciągałam mleko przez 8 m-cy nie przystawiając małej do piersi i mogłabym długo dużej ale zdecydowałam, że wystarczy), a dokładnie po 6 tygodniach wróciłam na fitness. Natomiast sam pobyt w domu - Nati wyszła ze szpitala po niemalże 3 tygodniach i to był kolejny 'najwspanialszy' dzień. Od tej pory każdy był naprawdę cudowny - jak Nati skończyła miesiąc mogliśmy prowadzić 'normalane' życie wychodzić do ludzi i zapraszać ich do nas (wcześniej niestety nie mogliśmy -zalecenia lekarzy), a więc krótko później zaprosiliśmy większą grupę znajomych by 'pochwalić się' naszym SKARBEM. Wszystkie te pierwsze dni, pierwsze razy wspominam jako cudowne chwile. Oczywiście były też gorsze dni, w szczególności gdy mąż wrócił do pracy, ja zostałam sama, a Nati, chyba w wyniku kangurowania, musiała być non stop obok mnie (czytaj na moich rękach) i wyzwaniem było pójście siku, jednoczesne trzymanie Nati i odciąganie mleka, ale do wszystkiego można się przyzwyczaić :-) i znaleźć jakiś sposób :-) Także moim zdaniem wszystko zależy od nastawienia, wsparcia męża/partnera no i oczywiście od humorków/charakteru dzidziusia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Aniu, bardzo dziękuję za komentarz.
      Jednak to prawda, że co kobieta inne wspomnienia, a raczej co poród to inne wspomnienia. Fakt, że po cesarce dochodzi się do siebie zupełnie inaczej, jednak ja absolutnie zrobiłabym wszystko by rodzić naturalnie. Uważam to za o wiele zdrowsze zarówno dla dziecka, jak i dla matki. Ale przecież każdy ma prawo do własnej opinii i własnych decyzji. Nauczyłam się już, że każda matka ma własny sposób na macierzyństwo.
      8 miesięcy odciągania? Wow. Słyszałam, że to kwestia psychiki, ale 8 miesięcy, to naprawdę nieprawdopodobne. Aniu Ty jednak zawsze byłaś twarda babka, więc mi to do Ciebie pasuje, że niemożliwe stało się u Ciebie możliwym :)

      Cieplutko pozdrawiamy :)

      Usuń
  6. a tak poza tym fajniutka ta Wasza córcia - z rozrzewnieniem wspominam te chwile :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest cudna :) Nasz kochany, wesoły, rozgadany szkrabik :)

      Usuń
  7. Madzik, ja mam termin cesarki za trzy tygodnie ( 04.08.) i już nie mogę spać nocami z nerwów... Pomijając oczywiście bóle brzucha, siku, skurcze nóg i inne nocne atrakcje... Czekam na nasz moment spotkania "po drugiej stronie" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilona to wspaniale :) Przynajmniej znasz dzień porodu :) to chyba dużo lepsze :) trzymam kciuki i życzę dużo sił i zdrowia. Z pewnością będzie wszystko w porządku. Łap chwile. Jak widzisz w komentarzach, po cesarce niektórym nieco lżej :) kwestia nastawienia. A teraz już wiesz, jak to może wyglądać,a przecież wcale nie musi.
      Jeszcze chwila i uściskasz swojego dzidziusia :) pierwsze dwie godziny są po prostu magiczne! z tego co wiem, po carce też możesz dostać maleństwo do piersi- jak tylko jest zdrowe poproś o to! Miłość od pierwszego wejrzenia :***

      Usuń
  8. oj pisała ja o połogu, pisała... jednakże w zupełnie innym kontekście... na połóg wg mnie przygotować się nie można... zbyt hardcorowe wydarzenie... :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że gdyby mnie uprzedzono przynajmniej nie czułabym się jak najgorsza matka świata :P ale jak to mówią, przy drugim pójdzie lepiej :)

      Usuń
  9. Malować paznokcie u stóp kilka dni po porodzie....? niezły hardcore, musiałaś mieć lekki poród.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kilka dni to byłby harcore :) zajęłam się tym w 3 czy 4 tygodniu :) jak już dupę posadziłam :) Poród faktycznie nie był jakiś straszny, ale darłam się na całego! :P

      Usuń
  10. Połóg, no cóż było tak sobie :)… miałam ciężki poród (12h skurczów, a potem szybka cesarka i krwotok), więc na połóg nie narzekam. Poza tym, że przez miesiąc ledwo się mogłam poruszyć z pociętym brzuchem i ciągnącymi szwami, spokojne z początku mleczarnie zamieniły się w 2 mlekiem tryskające fontanny, brzuch wyglądał zgoła inaczej, a podwozie przeciekało, nie było źle :). A tak poważnie to cieszyłam się, że żyję i że synek jest zdrowy, miałam taką adrenalinę i wolę życia, że nie wiele rzeczy mnie dołowało :). Nie wiem skąd brałam siłę, ale słabości się nie poddawałam…

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam silną psychikę i wolę życia - fakt, że w skrajnych przypadkach człowiek nie wiadomo skąd czerpie siłę. Cieszę się, że z synkiem wyszliście cało i zdrowo. Ciepło pozdrawiam, podziwiam hardość ducha i życzę dużo zdrówka :)

      Usuń
  11. Piszę z perspektywy polożnicy (jakaż piękna nazwa!), trzeci tydzień połogu trwa i przyznaję - było ciężko! Nie dość, że dzień i noc trzeba czuwać przh małej istotce, to towarzyszy Ci ból południowych rejonów ciała, piersi i problemy z... fizjologią (moze nie u kazdego, ale u mnie owszem). To bardzo trudny czas i wsparcie partnera jest nieocenione. Jestem w szoku, jak duza dawke zmeczenia i bolu jest w stanie zniescc kobieta.
    Ale dla tych malych syrek - wszystko!!! :)
    Gdy stuknely nam dwa tygodnie, goscie zaczeli sie dobijac drzwiami i oknami, a dla nas to jeszcze duzo za wczesnie. Apeluje wiec do wszystkich: dajcie mlodym rodzicom przynajmniej miesiac spokoju! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amen! W zupełności się z Tobą zgadzam :) a Syrki są the best :) Poczekaj, aż maleństwo, odkryje, że je ma i zacznie wkładać paluchy do buzi. Pocieszny widok :) Życzę szybkiego powrotu do siebie!

      Całuski :*** Trzymaj się cieplutko! Z czasem robi się coraz lepiej :)

      Usuń