Maja w ogrodzie

20 lipca 2014


Ostatnio dorwałam artykuł dotyczący slow parentingu. Czytając, doszłam do wniosku, że taki styl wychowywania pociechy mi odpowiada. Pozwolenie dziecku na świadome kierowanie swoim życiem i wolnym czasem, rozwinięcie kreatywności i własnych talentów, to jedne z jego założeń. Przecież lepiej, żeby dziecko bawiło się na świeżym powietrzu, a nie przed komputerem czy z  komórką w ręku. Ograniczamy mu dostęp do łatwej rozrywki. Slow parenting to przede wszystkim rozwijanie kontaktu z dzieckiem, rozmowa, poświęcanie uwagi, wolny czas, ten spędzany zarówno wspólnie, jak i osobno, obserwacja i uczestniczenie w jego rozwoju. Slow rodzice odchodzą od przygotowywania dziecka do wyścigu szczurów, nie obciążają tysiącem zajęć pozalekcyjnych, wypracowując w ten sposób jego samodzielność. Dają czas na swobodną zabawę i poznawanie świata we własnym tempie. Koncepcja slow parentingu nie dąży do perfekcjonizmu. Nie wmawia dzieciom, że muszą być idealne, mieć idealną pracę, idealne związki, same szóstki w szkole. 
Śniadanie na tarasie: chlebek wypieczony przez dziadka, jajecznica z jajek od szczęśliwych kurek i domowy dżemik babci. Mniam..mniam..
Zapewne w dobie wszechobecnej komputeryzacji nie jest łatwo zaszczepić w naszych stworzonkach chęci do spędzania czasu na świeżym powietrzu, leżenia na kocu i wpatrywania się w chmury, wynajdywania sobie samemu zajęć. Przykład jednak idzie z góry. Jeśli więc sama będę delektować się życiem i wspólnymi chwilami, to może ziarenko trafi na podatny grunt?


Slow parenting, to również uwielbiane przeze mnie wspólne posiłki. Uważam, że są bardzo ważne, o czym pisałam już w poście Breakfast first. Dlatego, gdy pogoda dopisuje i przychodzi weekend, z przyjemnością zasiadamy do wspólnego śniadania na tarasie. Maja ma również swoje miejsce przy stole. Świeże powietrze, słoneczko i rodzinka w komplecie. Takie chwile są bezcenne.


A Wy jakimi rodzicami jesteście? Albo jakimi chcecie być? W którą ideologię się bardziej wpisujecie? W slow parenting czy helicopter parenting? Od teorii do praktyki daleka droga, prawda? Zwłaszcza, jeśli chodzi o dziecko. Ja z pewnością wiem, że będę musiała mocno walczyć z moją wrodzoną wewnętrzną i zewnętrzną "posrajdupą". Slow parenting, to piękna idea, ale jak się sprawdzi przy moim charakterze i podejściu do życia? Chyba będę mogła Wam to powiedzieć dopiero za kilka lat. 


M.



Zobacz także

4 komentarze

  1. Rośnie maleńka:) Piękna jest! Pozdrowionka dla Was:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj rośnie, rośnie. Aż własnym oczom nie wierzę :)
      Dziękujemy ślicznie, również pozdrawiamy świeżo upieczoną panią Magister :)

      Usuń
  2. Patrzac na to, jak podchodze do ciazy wszyscy prorokuja, ze bede nadopiekuncza mama. Bardzo bym tego nie chciala, ale boje sie o tego mojego szkraba niemilosiernie i mysle, oceniajacy mnie ludzie maja niestety racje :( Idea slow parentingu brzmi wybornie! Musze o tym duzo pomyslec i duzo poczytac, moze cos tam mi zostanie w glowie i zadziala :) A Tobie polecam bardzo fajna ksiazke, ktora mi sie z takim zdrowym wychowaniem kojarzy: "Wychowanie bez nagrod i kar".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tych książek, które bym chciała przeczytać jest naprawdę wiele :) Dziękuję za polecenie.
      Hhehe, chyba Cię dobrze rozumiem. Na pociechę powiem tylko, że im więcej czasu upływa, tym cżłowiek jest spokojniejszy i pewniejszy, ale bać to się będę o Nią już do końca życia - chyba tak to już właśnie jest :)

      Usuń