New in my beauty bag

29 lipca 2014

Fakt, kosmetyków mam niewiele, choć zakup nowego zawsze sprawia mi ogromną frajdę. Chyba to typowo kobiece zachowanie. Nic tak nie poprawia humoru, jak zakupy :) Bo jak mawiała Marilyn Monroe "Pieniądze szczęscia nie dają. Dopiero zakupy". Zgodzicie się?

Tusz Lancôme Hypnôse Volume uwielbiam, odkąd kupiłam go po raz pierwszy wiele lat temu. Rzadko mam okazję z niego korzystać ze względu na cenę. Szkoda mi kasy na takie rarytasy. Dlatego zwykle czekam na wyjazdy za granicę, żeby złowić okazję w sklepie bezcłowym lub zakupić go w Londynie (nie kumam kwestii dlaczego tam firmowe kosmetyki są dużo tańsze niż u Nas, choć nasze zarobki są nieporównywalnie mniejsze). Na co dzień używam Max Factor 2000 Calorie, o czym pisałam w poście In my beauty bag.  

Ten ku mojej uciesze ten Lancôme'a dostałam ostatnimi czasy w prezencie. Dla mnie jest rewelacyjny. Świetnie trzyma się na rzęsach, nie kruszy się, a co najważniejsze cudownie je rozczesuje. Nie zależy mi ani na wydłużaniu, ani na pogrubianiu swoich rzęs więc ciężko mi subiektywnie określić, czy faktycznie to potrafi. Mam wyjątkowo gęste i długie rzęsy, dlatego potrzebuję mascary, która po prostu potrafi je perfekcyjnie rozczesać. Lancôme radzi sobie z tym znakomicie. Do tego wcale nie trzeba kupować tuszu wodoodpornego, by utrzymał się na rzęsach przez cały dzień. Wodoodpornego wręcz nie polecam. Raz się skusiłam i miałam problem z jego demakijażem. Był po prostu nie do zdarcia :( Żadne mleczko, płyn micelarny, ani specjalny płyn do demakijażu oczu nie pomagał. Radzę więc wybrać klasyczny. Z pewnością będziecie zadowolone z rezultatu.


A Wy? Jaki jest wasza ulubiona mascara? Wolicie kupować markowe kosmetyki czy te z niższej półki?


Zobacz także

15 komentarze

  1. Pisałaś o nim ostatnio, a teraz go otrzymałaś:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż mogę powiedzieć :) Mam wspaniałą rodzinkę :p

      Usuń
  2. Ostatnio był na truskawce za około 60zł w jednodniowej promocji:) Mnie on akurat nie kusi. Odkąd wypróbowałam Lovely Curling Pump Up (zużyłam już blisko 10 opakowań, żaden innych tusz nie był tak dobry) nie mam ochoty próbować niczego innego. Dostałam też ostatnio MaxFactor 2000 Calories ale nie zachwycił mnie, osypywał się też po całym dniu.
    Kiedyś używałam tylko wodoodpornych tuszy i nigdy nie miałam z nimi żadnych problemów przy zmywaniu. Używałam do tego chyba Ziaji dwufazowej. A teraz stwierdziłam, że wodoodporne tusze nie mają sensu przy moim trybie życia.
    Też nie rozumiem cen wielu rzeczy u nas a za granicą w porównaniu z zarobkami. Tak jak z moim zegarkiem. U nas ponad 500zł a kupno+przesyłka z USA wynosi prawie o połowę mniej. Chyba nigdy nie doczekamy się stosownych cen w porównaniu z zarobkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo taki zwykły z Rossmanna? Muszę wypróbować :) A mogę zapytać, przez jaką stronkę kupiłaś zegarek? Sama poluję na Michaela Korsa, a u nas kosztuje ponad 1000 zł, co jest kompletną przesadą :(

      Usuń
    2. Tak bardzo zwykły i niezwykły zarazem. Huczy o nim już od dawna w sferze blogowej/vlogowej :)Zapomniałam dodać - mam kuzynkę w USA :) Chciałam prosto od producenta bo cena była mocno promocyjna ale się spóźniłam więc po prostu wyszukałam w innym sklepie i resztę załatwiła kuzynka. Pieniądze poszły przekazem (w $$ bo w zł było drożej) bo przelew kosztuje 30$. Myślę, że taka opcja jest najlepsza jeśli ma się możliwość poproszenia kogoś o zakup. Inaczej trzeba szukać sklepu który wysyła na cały świat (nie znalazłam takiego), mieć kartę kredytową i potem się martwić czy dojdzie. Dużo kłopotu.

      Usuń
    3. Szczęściara! Niestety w USA nikogo nie mam, ale słyszałam od znajomych, że ceny kosmetyków czy nawet oryginalnych ciuchów projektantów są śmieszne w porównaniu z tymi proponowanymi u Nas :(

      Usuń
  3. Ja kiedyś na promocji w rossmanie -40% skusiłam sie na tusz Max Factor Eye Brightening i jak dla mnie okazal sie swietny! Tez nie jest woododporny, ale sprawdzil sie na wyczerpujacych zajeciach z cyclingu. Inne tusze splywaly, a on zostal nie naruszony do momentu umycia twarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niezły patent na testowanie tuszu - cycling :)

      Usuń
  4. Ja polecam Tobie słynny już maybelline colossal, wszystkie wersje przetasowałem, ostatnio właśnie skończył mi się ten tusz z lovley Curling Pump Up ( i mnie jakoś nie zachwycił, strasznie drapała mnie szczoteczka i szybko wysechł) i wróciłam do maybelline. Nie wiem co ten tusz ma w sobie ale zawsze jak nie mam go dłuższy czas to doceniam go jeszcze bardziej, to jak fajnie podkreśla rzęsy, można nim fajnie pracować, dodaje takiej objętości a przy tym nie skleja. Warto spróbować :)
    Gratuluje wspaniałej córeczki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też używałam Meybelline swego czasu, ale nawet nie pamiętam którego, bo to dość dawno temu było. Colossal chyba raz kupiłam, ale strasznie kleiła się szczoteczka :(

      Usuń
  5. Tusz Lancome Hypnose mam w tej chwili i bardzo sobie chwalę :) Wcześniej używałam Benefitu They're real i byłam bardzo zadowolona. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. to jest coś co muszę sobie sprawić :D
    pozdr i zapraszam do nas na nowe kąty www.swiatkarinki.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten Max Factor 2000 Calorie lubię, ale chciałabym kiedyś mieć tusz z wyższej półki. Ale jakoś trochę szkoda mi wydać tyle pieniędzy. Kiedyś mimo wszystko się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyższa półka nie zawsze oznacza lepszą. Niestety. Dlatego warto czekać na okazję albo napisać list do św. Mikołaja. My np. w pracy robiąc zrzutki kupowaliśmy jubilatom, co sobie wymarzyli :)

      Usuń