Rodzice chrzestni

23 lipca 2014


Jestem chrześcijanką, choć nie praktykującą. Oczywiste więc dla mnie było, że nasze dziecko zostanie ochrzczone i to szybko. Nie podoba mi się, gdy do chrztu podaje się duże, chodzące już dzieci. Uważam, że im wcześniej tym lepiej. W zasadzie nie wiem skąd wzięło się we mnie to przekonanie. Po prostu je mam. Tak zostałam wychowana. Chcę żeby moja dziecina została pobłogosławiona. A najwspanialej by było, gdyby uczynił to ksiądz, który udzielał nam ślubu. 
Jeszcze, jak Majeczka była w brzuszku zaczęłam myśleć o rodzicach chrzestnych. Choć szczerze mówiąc, oczywiste dla mnie było, kto zostanie matką chrzestną. Wiedziałam, jak tylko zaszłam w ciążę, ale grzecznie czekałam z pytaniem aż będę w zaawansowanym stadium. W Polsce rodzice chrzestni to jedynie postacie figurujące w akcie chrztu. Gdy rodzicom coś się stanie, nikogo nie obchodzi, kto jest ojcem i matką chrzestną, bo opiekę nad dzieckiem sprawuje najbliższa rodzina. Może to dziwne, ale wybierając chrzestnych kierowałam się myślą, kto najlepiej wychowałby moje dziecko. Chrzestny/a to dla mnie osoba, która ma podobny do mojego światopogląd, dla której rodzina jest najważniejsza, która ma mocny kręgosłup moralny i wyznaje w życiu pewne wartości, jak szacunek dla innych ludzi, ciężka praca, dobroć, empatia. Kieruje się dobrem drugiego człowieka. Przede wszystkim to osoba, która aktywnie uczestniczy w naszym życiu. Jest z nami w te lepsze i w te gorsze dni, potrafi cieszyć się naszym szczęściem. Pamięta o urodzinach, imieninach i wszystkich innych ważnych datach. Po prostu jest. Nie mam wątpliwości, że Majcia będzie miała najcudowniejszych chrzestnych, jakich mogliśmy jej zapewnić.
 
Mam wrażenie, że tak, jak nasze życie uległo komercjalizacji, tak również ta skromna, rodzinna ceremonia nie wygląda już jak niegdyś. Szczerze mówiąc najchętniej pojechałabym w tym dniu w tym, w czym stoję, z dzieckiem w zwykłym bodziaku, do jakiegoś małego kościoła u braci zakonnych, tylko z chrzestnymi i je najzwyczajniej ochrzciła, czując charakter tego wydarzenia. Przeżywając je tak, jak nakazuje Kościół. Duchowo. Nie komercyjnie. Bez żadnych zbędnych ceregieli, obiadów, fotografa i innych patetycznych rzeczy, które ludzie powymyślali. A już na pewno bez prezentów typu smoczek czy grzebyczek ze srebra. Uważam, że nie tędy droga. Jak słyszę o Komuniach, na które zapraszane jest 60 osób i rodzicach, którzy urządzają mini wesela (na naszym było aż 37 osób! łącznie z nami!) to naprawdę nie wiem, w którą stronę ten świat podąża. Bo napewno nie krzewi w dzieciach wartości, które powinny być uczone. Chrzestni którzy kupują quady, play station i inne prezenty drogie, lecz pozbawione wartości i dzieci, które zaraz po otrzymaniu prezentu biegną do komputera, by sprawdzić jego cenę. To wszystko nie mieści mi się w głowie. Jestem zwolenniczką starych, poczciwych prezentów: praktycznych czy symbolicznych jak Biblia dla najmłodszych, złoty łańcuszek, złota przywieszka z Bozią. Sama mam taką biżuterię od moich ukochanych św. pamięci dziadków. Ważne, by kupić coś, co będzie miało dla tego dziecka znaczenie. Ja swój łańcuszek założyłam w dniu mojego ślubu. Skoro Babcia z Dziadkiem nie byli tego dnia ze mną, było "coś" od nich. Coś, co symbolizowało mi ich obecność.
 
Nie wypada jednak nie zaprosić rodziców, rodzeństwa czy własnych dziadków. I tak oto z czterech czy sześciu osób zrobiło się nam 19. A to naprawdę tylko chrzestni i rodzina. Bliska rodzina. Dziadkowie, rodzice, rodzeństwo. Nie ładnie by było po kościele powiedzieć: Cześć, dzięki, że wpadliście. W dobrym tonie jest zaprosić na obiad. Obiad w mieszkaniu na 19 osób odpada. Wybraliśmy więc obiad w restauracji. Ale żeby nie było tak komercyjnie i pretensjonalnie wybrałam miejsce, które ma dla mnie szczególne znaczenie. Mianowicie restaurację, w której mieliśmy nasz obiad ślubny i wedding party. Niech to będzie nasza rodzinna restauracja. Miejsce, które kojarzyć się będzie z ważnymi dla nas datami, z bliskością rodziny, z najważniejszymi dniami w naszym życiu. Innymi słowy, chyba się domyślacie, gdzie odbędzie się również obiad po I Komunii Św.  :) 

Co do fotografa biję się z myślami. Z pewnością nie będę brała fotografa, by robił reportaż niczym ślubny. Jeśli już, będzie mini sesja, z chrzestnymi, by Majcia miała pamiątkę. Może jestem niedzisiejsza. Może nie idę z modą, jak to mówią z duchem czasu, jednak dla mnie zdecydowanie ważniejsze są uczucia i rodzinna atmosfera niż "big event"

A Wy jaką macie opinię, w tym temacie? Urządzaliście już chrzciny? Jak wyglądały? A może dopiero też planujecie?


Zobacz także

18 komentarze

  1. U nas też tylko najbliższa rodzina i było około dwudziestu osób. Bez fotografa i kreacji dla Neli, niczym dla księżniczki. Za to z rodzinną atmosferą i w spokoju :)

    OdpowiedzUsuń
  2. My chrzciny robimy w październiku - młody będzie miał wtedy 8 mcy. Po prostu musimy poczekać na chrzestną. Będzie 15 osób i uroczysty obiad w domu. Dokładnie tak jak z Leną :) Co do zdjęć to bardzo bym chciała - Lena nie miała takiej typowej sesji i teraz żałuję. Pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu przecież chrzcić możesz, kiedy chcesz. Ja po prostu czekać nie chcę. I nawet nie mogę :) Szwagier z żoną nam na rok uciekają w świat niebawem, więc tym bardziej chrzciny robimy szybciusieńko, aby była cała rodzinka :)
      A fotograf, jeśli nie robiłaś sesji noworodkowej to faktycznie fajna sprawa. Ale na pewno nie chcę zdjęć, jakie sama miała w dzieciństwie, na sztywno, ze świecą w łapce :P

      Usuń
    2. Czyli u Was na odwrót - musicie się spieszyć ;) A co do zdjęć to masz rację - też wolę te bardziej "nowoczesne" sesje ;) Pozdr

      Usuń
  3. Na chrzcie Mateusza było 18 osób. Obiad był w restauracji i absolutnie tego nie żałuję. Mati był ubrany godnie, ale bez garniaków. Chrzestnymi są osoby, które są częścią naszego życia, a nie ktoś kto 'powinien', bo tak się utarło. :) Podzielam Twoją opinię. Pozdrawiam, Mama Mata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podoba mi się określenie "godnie" :) Też nie lubię "powinności"
      Pozdrawiamy Mamę i Matiego :)

      Usuń
  4. my bylismy na chrzcinach na 50 osob i tez podobno byla sama rodzina ;) wesele na 180 osob tez zliczylismy i stype na 60 osob... czasem sie zastanawiam skad sie bierze tyle osob :P u nas jesli kiedys beda chrzciny, to mysle, ze na max 20 osob, bo wiecej nawet nie uzbieramy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matyldo. Organizowania styp chyba nigdy nie pojmę. Ale w końcu każdy ma prawo żyć i organizować imprezy jakie chce :)

      Usuń
  5. Nie rozumiem bycia niepraktykującym chrześcijaninem, ale na uroczystości typu ślub, chrzciny, czy komunia stawania się nagle praktykującym..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Określenie jest niefortunne, ale tak już się utarło nazywanie ludzi, którzy nie chadzają w każdą niedzielę do Kościoła,co nie oznacza, że są niewierzący czy gorsi od tych, co chodzą.

      Usuń
  6. Masz dużo racji w tym co piszesz. Dodałabym tylko, że chrzestni są przede wszystkim od tego aby wspierać rodzinę w religijnym wychowaniu dziecka. Dawać prezenty i zabierać na wakacje może każdy, a jak sama wspomniałaś prawnie nie ma to znaczenia kto zaopiekuje się dzieckiem w razie potrzeby. Zgodzę się z Karoliną, to tak jakby być żyjącym nieoddychającym.
    Mojemu dziecku kupiłam zwykłe białe śpiochy, uroczystość w skromnej kaplicy, obiad przygotowała babcia, bez fotografa. Chrzestny z poza rodziny, bo zależało nam aby był wierzącym i praktykującym. Można? Można.

    OdpowiedzUsuń
  7. "Jestem chrześcijanką, choć nie praktykującą" a to tak się da?;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Również jestem zwolenniczką prostoty i tradycji. Wspomnienia i pamiątki pielęgnuję przechowując je w eleganckim pudełeczku i albumie. Kiedy mój syn dorośnie i zrozumie rangę tradycji będzie mu miło spojrzeć wstecz na zdjęcia z dziadkami, z rodzicami, z ulubionymi zwierzakami. Ważne momenty zawsze uwieczniam dokładnie, a te mniej ważne również wplatam w rodzinną historię. Uważam, że srebrna łyżeczka lub smoczek są miłą i piękną pamiątką, łańcuszek z wizerunkiem bozi też jest doskonałym prezentem. Nam lista najbliższych gości urosła do 15 osób, więc również zdecydowaliśmy się na obiad w restauracji. Prezenty w stylu kolejnej modnej zabawki nie sprawdza się szczególnie w przypadku malutkich dzieci, które nie wiele potrzebują do szczęścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie masz rację :) takie maleństwa potrzebują tylko bliskości i miłości. Maja zaczęła się już interesować zabawkami, ale i tak najlepszą zabawką jest mamusia :) Jednak mądre prezenty zawsze mile widziane :)

      Usuń
  9. U nas też już po chrzcinach i też zależało mi na ich skromnym wydaniu. Nie znoszę robienia szopki z sakramentów. Nawet poprosiłam gości o niedawanie prezentów, czego oczywiście nie posłuchali, ale kilku z nich ograniczyło się do pamiątki lub skromnego upominku, więc połowicznie poszło po mojej myśli. Nie ma nic gorszego niż internetowe wytyczne: "ile wypada dać na chrzest/ślub/komunię?", brrr!

    Jednej rzeczy żałuję... że byłam na tej ceremonii tak zafiksowana na synku - żeby nie płakał, żeby nie jęczał, żeby nie zmarzł... że mało co z niej pamiętam! No i chrzciliśmy się z kupą w gaciach - cały Henio! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheheh doskonale Cię rozumiem. Też dopiero po fakcie się ocknęłam, że już się skończyło, a ja dopiero w drodze do domu zaczęłam wszystko analizować i przeżywać i emocje na mnie wchodziły. I przypomniało mi się, że z chrzestnym mało porozmawiałam.
      Ale ja tak mam przy każdej wizycie i imprezie, gdzie jest więcej ludzi. Jestem kompletnie skupiona na Mai. Wigilia, Wielkanoc....teraz szykujemy Roczek! Pewnie też nikogo nie zauważę :P Hehehe

      Henio zrobił kupę, a Maja usnęła na minutę przed chrzcinami- no ile można czekać na tego księdza prawda? Atrakcje będą zawsze - a ile jest przy tym śmiechu :)) I co będziesz wspominała za 20 lat? Właśnie tą kupę :)))

      Usuń