That's Mallorca (część II)

31 lipca 2014



Ostatnio pokrótce opisałam Wam miejscowość, w której mieszkałam (dla tych, którzy jeszcze nie czytali zapraszam TUTAJ), a dziś chciałabym Wam opowiedzieć o skarbach, jakie kryje ta wspaniała wyspa. Oczywiście nie o wszystkich, bo wszystkich niestety nie zwiedziłam.  Choć może to i dobrze, że mam pretekst by jeszcze tam wrócić. Jednak jest kilka pięknych miejsc, które widziałam i które szczerze mogę Wam polecić.


Pierwszym z nich jest zdecydowanie stolica Majorki - Palma de Mallorca. Przepiękny port, zresztą jeden z najważniejszych portów na Morzu Śródziemnym, nad którym dostojnie króluje masywna, gotycka katedra La Seu. Ma ona 6,6 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni, a jej budowa trwała ponad 400 lat. Jeśli podejdziecie do niej od strony miasta, z pewnością nie zrobi na Was większego wrażenia. Jej ogrom i majestat najlepiej widoczny jest od strony morza. Nic dziwnego. Hiszpanie doskonale zdawali sobie sprawę, jak wywrzeć na gościach, wpływających do portu, wrażenie potęgi i bogactwa. Zaraz obok wznosi się dawna siedziba władców mauretańskich Palau de Almudaina. Zaś u ich podnóża znajduje się przepiękny park obsadzony palmami. Miasto zawsze magicznie skąpane w słońcu. Schronienie przed upałem znajdziecie spacerując wąskimi uliczkami dzielnicy historycznej, gdzie możecie podziwiać architektoniczne perełki zabytkowych kamienic. Z El Arenal do Palmy dojedziecie najłatwiej zwykłym autobusem miejskim. Nie wiem, jak teraz, ale ja kilka lat temu zapłaciłam aż 1 Euro.






Jedną z najpowszechniejszych jest wycieczka do Sa Calobry. Jednej z najpiękniejszych zatok, która leży w paśmie górskim Serra de Tramuntana. Dojedziecie tam drogą, która sama w sobie stanowi trasę widokową, niezwykle niebezpieczną, pełną serpentyn i wprawiającą w zawrót głowy osoby z chorobą błędnika. Trasa bowiem jest wbudowana w górskie zbocza.  Trzeba przyznać, że widok skalistych gór schodzących stromymi klifami do morza jest zachwycający. Tak samo słynna jak i zatoka jest droga, która do niej prowadzi, a mianowicie wąwóz Torrent de Pareis. W samym porcie Port de Sa Calobra znajduje się niewielka plaża wraz ciągiem barów i restauracji. Kto lubi tłok z pewnością z radością skorzysta z uroków tej wąziutkiej plaży. Ja jednak nie przepadam za leżeniem "dupa przy dupie" (wybaczcie słownictwo), więc wybrałam opcję biegania z aparatem. Dla chętnych polecam spacer przez częściowo wykute w skale tunele do wrót do raju. Tak nazywane są potężne skały, między którymi zlewa się lazur morza z błękitem nieba. W niedalekiej odległości mieści się również Sanktuarium Monasteri de Lluc, będącego duchowym centrum Majorki.




Moim ulubionym miejscem na Majorce okazała się jednak Valldemossa. To niewielkie miasteczko zawieszone na wzgórzu, u podnóża gór, które leży jedynie 17 km od stolicy.  To nieprawdopodobnie urokliwa miejscowość pełna wąskich, stromych uliczek.  Spacer wzdłuż kamienic to jak wędrówka po zaczarowanym ogrodzie, bowiem mieszkańcy Valldemossy wręcz prześcigają się w ukwiecaniu swoich domów. Może to dlatego, że wszystkie wyglądają niemal identycznie. Pełno tu również restauracji, kawiarni i sklepów z pamiątkami. I to całkiem fajnymi. Wrażenie zrobiły na mnie wielkie siatki pomarańczy zawieszone na drzewach. Ale skąd te pomarańcze, zaraz napiszę.




Valdemossa to również miejsce, gdzie my Polacy czujemy się "tambylcami". Miasto bowiem związane jest z Fryderykiem Chopinem. Właśnie tu trzy zimowe miesiące na przełomie  roku 1838 i 1839 spędził Fryderyk Chopin z francuską pisarką George Sand. W dwóch celach klasztoru kartuzów - Real Cartuja de Jesus de Nazaret, można oglądać rekwizyty, które po sobie pozostawili np. partytury skomponowanych tu preludiów, dagerotypy, listy czy rękopis "Zimy na Majorce". Ja zachęcam do zwiedzenia samego klasztoru z przyklasztorną apteką i biblioteką. Tu w zabytkowych klasztornych wnętrzach odbywają się koncerty fortepianowe.





Będąc na Majorce powinniście wybrać się również na przejażdżkę zabytkowym tramwajem Ferrovial de Soller, której trasa prowadzi z Soller do Port de Soller. Dlaczego? Bo trasa jest dla nas mieszkańców północy niezwykle pociągająca. Prowadzi bowiem wśród pachnących gajów cytrusowych. Przejażdżka wśród ociekających pomarańczami i cytrynami drzewek robi wrażenie, a krajobrazy górskie stanowią istną ucztę dla naszych oczu. Samo Soller jest małym spokojnym miasteczkiem z tradycyjną zabudową. Zaś oddalone o 10 minut jazdy tramwajem Puerto del Soller to jedyna, naturalnie ukształtowana przystań na zachodnim wybrzeżu Majorki.





Jeśli lubicie jaskinie (mnie nigdy nie zachwycały) wybierzcie się do Porto Cristo na wschodnim wybrzeżu. Słynie ono z dwóch kompleksów jaskiń: Coves des Hams i Coves del Drac. Druga z nich, Smocza Jaskinia, ma 2,4 kilometra długości i nawet 25 metrów wysokości. Jaskinie skrywają w sobie jedno z największych podwodnych jezior świata  - Jezioro Martel. Atrakcję turystyczną niewątpliwie stanowią też organizowane tu koncerty z efektami świetlnymi. Trzeba przyznać, że sceneria jest niewiarygodna. Animuszu dodają muzycy, którzy  wpływają łodziami na scenę, którą stanowi tafla jeziora.
 
I jak Wam się podoba? Z chęcią bym nas spakowała i złapała pierwszy samolot. Mam nadzieję, że jeszcze się tam kiedyś wybiorę, choć najpierw chciałabym zobaczyć coś, czego jeszcze nie widziałam np. Portugalię? 
M.


Zobacz także

4 komentarze

  1. Majorka jest podobno bardzo przyjaznym miejscem wypoczynku dla rodzin z dziecmi, moze nastepnym razem wybierzecie sie tam z Majeczka?:) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Kochana, my to już wszędzie będziemy wybierać się z Majeczką :) mam nadzieję, że uda mi się w niej zaszczepić miłość do podróżowania :)

      pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  2. Świetne zdjęcia i ciekawa relacja! :) Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń