TEN JEDYNY

26 sierpnia 2014


Najnowsza powieść Emily Giffin przeczytana. Wrażenia? Przyznam, że z początku mieszane. O ile poprzednią jej książkę wciągnęłam nosem (recenzję "Pewnego dnia" znajdziecie TUTAJ), o tyle TEMU JEDYNEMU musiałam dać szansę. Tym razem potrzebowałam koło stu stron, aby połknąć bakcyla i po odłożeniu książki zastanawiać się co  wydarzy się dalej. Oczywiście po przeczytaniu całości natychmiast pojawiło się to wspaniałe uczucie niedosytu i pragnienie przeczytania kolejnej. Tym bardziej cieszę się, że w końcu odkryłam Emily Giffin :) Po dwóch przeczytanych książkach może jest za wcześnie na stwierdzenie, że to moja ulubiona powieściopisarka, ale niechybnie się nią staje.


Początek jest dość... dziwny. Trzeba mieć naprawdę dobry powód, by zacząć książkę od opisywania pogrzebu. A potem przez kilka rozdziałów jeszcze opisywać, jaką osobą była zmarła. Hmnnn... To nieco ostudziło mój zapał, ale potem faktycznie zrozumiałam, że zabieg autorka zastosowała ten zabieg nie bez kozery. Główną bohaterką jest Shea Rigsby. Kobieta po 30 -  tce, która z pozoru wiedzie sobie wygodne, stateczne wręcz nieco nudne życie. Ma faceta, do którego sama nie wie, co czuje, ale z wygody nie widzi potrzeby zmian. Pracuje jako statystka na uniwersytecie, który sama ukończyła. Jedyne, co przysparza jej w życiu mocnych emocji to sport. Nie byle jaki, foodball amerykański. A konkretnie drużyna uniwersytecka z jej rodzimego Teksasu. Drużyna Walker, z którą związane jest jej całe życie. Shea bowiem nie jest typową kobietą. Nie w głowie jej ciuchy i świecidełka. Babskie sprawy. Shea od dzieciństwa kocha football. Wie o nim wszystko. Zna wszystkich zawodników, ich historie, z pamięci recytuje ich najlepsze przyłożenia. Wie kto rokrocznie otrzymywał trofea. Potrafi ocenić, który zawodnik rokuje nadzieje na przyszłość. Jest wymarzoną partnerką każdego amerykańskiego faceta. Ona jednak nie może pozbyć się wrażenia, że z jej życiem coś jest nie tak. Po śmierci pani Carr, żony uwielbianego przez wszystkich trenera drużyny Walker, Shea postanawia coś zmienić.


Książka łamie pewne konwenanse i stereotypy. Giffin z pewnością zaskoczy Was znajomością męskiego świata amerykańskiego footballu. Książka dla kobiet, w  której można rzec, jednym z głównych bohaterów jest ten sport. Momentami odnosi się wrażenie, jakby narratorem był komentator sportowy. Dzięki temu książka jest inna, jest świeża. Jednocześnie wspaniale nakreślone osobowości głównych postaci i poruszenie tak delikatnych kwestii jak rozwód, zdrada, samotne wychowywanie dzieci, życie po utracie miłości życia, przemoc domowa, czy wreszcie zakazana miłość sprawiają, że po książki Giffin sięgają miliony kobiet na całym świecie. Ostatnią stronę czytałam ze smutkiem na twarzy. Bynajmniej nie dlatego, że nie podobało mi się zakończenie. O nie. Żałowałam, że to już koniec. Fajnie, że odkryłam ją dopiero teraz. Mam jeszcze 5 jej książek do przeczytania :), a we wrześniu miał ukazać się 6. tom mojej ukochanej sagi Darów Anioła,  której przeczytacie TUTAJ. Nie sądziłam, że po urodzeniu dziecka uzależnię się od czytania. Fajna sprawa.
 
Podczas czytania przyfrunęła do mnie biedroneczka :)
A Wy znalazłyście już "Tego Jedynego"?
 

Zobacz także

16 komentarze

  1. Mnie się bardzo podobało "100 dni po ślubie" - książka wydawała się banalna, a jednak zakończenie mnie zaskoczyło. Giffin ma coś w sobie: łatwo utożsamić się z jej bohaterkami, a jednocześnie, tak jak wspomniałaś, łamie stereotypy, dzięki czemu jej książki to coś więcej niż ckliwe romanse :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Normalnie romans źle się kojarzy. Choć ja szczerze kocham Jane Austen. Może też wrócę do tych książek, bo czeka na mnie Mansfield Park w wersji oryginalnej :) A Giffin z pewnością przeczytam wszystkie.
      Dziękuję za komentarz i zapraszam częściej :)))

      Usuń
    2. Ojjj tak klasyczny, angielski romans nie ma sobie równych. Ja się zaczytywałam w siostrach Bronte - majstersztyk! ;)

      Usuń
    3. Szczerze przyznam, że nigdy nie czytałam. Przez "Wichrowe wzgórza" nie umiałam przebrnąć.

      Usuń
  2. Zazdroszczę, że masz jeszcze 5 powieści Emily Giffin przed sobą. Ja jestem jej fanką od studiów i sięgam po książkę zaraz po premierze. I teraz, tak jak za każdym poprzednim razem... czuję pustkę... Co czytać, ja się pytam, co czytać, jak skończyło się Giffin? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ciężko znaleźć substytut :( Dlatego poszłam w inny gatunek :) powieść detektywistyczna Stephena Kinga "Pan Mercedes" Zobaczymy co to :)
      Buziaki Mamo Matiego :***

      Usuń
  3. U mnie leży ''Ten jedyny '' na półce i czeka właśnie aż mnie natchnie i zacznę czytać:)Po ostatniej pozycji E Giffin zrobiłam sobie małą przerwę na czytanie książek.Mój facet za to właśnie skończył czytać ''Pana Mercedesa'' podobała mu się,zresztą jak większość Kinga:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez początek musisz przebrnąć :P więc trzeba mieć determinację :) A Mercedesa czytam. Szokujące! Wstrząsające. Mocne. Jak zawsze Kinga.

      Usuń
  4. Oh, narobiłaś mi ochoty :) Ja też kocham Jane Austen, a ostatnio ostrzyłam sobie ząbki na Mansfield Park (w wersji polskiej) i niestety rozczarowanie - straaaaaasznie mi się dłużyło, a główna bohaterka wkurzała ;) ale podobno jest ona najtrudniejsza i zupełnie niepodobna do innych powieści tej autorki - tym się pocieszam ;) buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jeszcze nie zaczęłam. W zasadzie nie przeczytałam tej najbardziej znanej: Rozważnej i romantycznej, bo najbardziej jednak lubię "Dumę i uprzedzenie" oraz "Perswazje".

      Usuń
  5. i już wiem co będzie moją następną lekturą- dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że pomogłam :) Przecież o to chodziło :) Super :) Daj znać, czy Ci się podoba :) i przebrnij początek :) jest...dziwny, ale to celowe :)

      Usuń
  6. P.S. już wylądowała na moim czytniku, co prawda wolę tradycyjne książki, ale dzięki ebookom mogę mieć szybko to co chcę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana nawet ja, zatwardziała tradycjonalistka zaczęłam używać czytnika (fakt, że pożyczony, ale zawsze to czytnik w mojej dłoni)! Heheheh :)

      Przyjemnej lektury :)

      Usuń
  7. Myślałam, że może tym zakleję dziurę niedosytu po ostatniej lekturze, ale... ja tak bardzo nie lubię sportu! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było aż tak źle. Sport to tylko tło. Tworzy specyficzny klimat akademicki :) Całkiem fajne :) Inne od wszystkiego, co dotychczas czytałam :)

      Usuń