Babtism

10 września 2014

Od początku chrzciny chcieliśmy zrobić po cichu. Kameralnie. Rodzinnie. Bez fajerwerków. Pisałam zresztą o tym w poście "Rodzice chrzestni". Miała być to skromna ceremonia. Bez widzów. Bez żadnej mszy. Jedynie przyjęcie sakramentu. Udało nam się wszytko załatwić w naszej parafii. Dodam, że to mój Kościół z czasów dzieciństwa. Sama miałam tu I Komunię i Bierzmowanie. 




Po mszy, w bocznej nawie. Po cichutku. W kółeczku. Sama najbliższa rodzina: rodzice, dziadkowie, szwagier z żoną, sis i rodzice chrzestni. Dokładnie tak, jak to sobie wyobrażałam. Maja wszytko zniosła bardzo dzielnie. Uśmiechała się i ciekawie rozglądała. W Kościele rączki składała jak do modlitwy. Nawet nie płakała. Chwytała za to każdą chwilę, by się wyspać. W samochodzie, w Kościele, podczas obiadu.




Od rana mieliśmy sesję zdjęciową. Nie chciałam fotografa na cały dzień. W końcu to nie wesele. Jednak pamiątka w postaci zdjęć z rodzicami i rodzicami chrzestnymi musi być. Zdecydowaliśmy się więc na mini sesję w atelier u przecudnej fotografki. Zdjęcia z pewnością Wam pokażę. Choć samej Mai, bądź Mai z mamą i pewnie dopiero w listopadzie :( No niestety, fotki dostaniemy pod koniec października. Czas oczekiwania mega długaśny, ale myślę, że efektem końcowym będziemy zachwyceni. Spokojnie, już jest wrzesień. Już niebawem.


Obiad zjedliśmy w tym samym miejscu, w którym mieliśmy nasz obiad ślubny. Jak zwykle wysoki poziom obsługi, cudowna pani manager, z którą cudownie ustala się szczegóły, no i samo jedzenie przecudne. BEz zbędnych ceremoniałów, bez winietek na stole, bez menu i giftów pamiątkowych dla gości (bo wiem, że i coś takiego ludzie robią). Majunia zadowolona, z rączek, do rączek przechodziła, co mnie oczywiście stresowało, bo wiem, jak moje dziecko wszystko później przeżywa. Tu się uśmiecha i jest szczęśliwa, ale jej niewykształcony do końca system nerwowy niestety później odreagowuje zbyt wiele bodźców na raz. Domyślacie się, jak wyglądał nasz wieczór? Płacz, lament, histeria i o kąpieli można było zapomnieć. Tylko cycuś i mamusia, i dziecko zasnęło, jak kamień w wodę.





Ja natomiast... dopiero odczułam jak bardzo się stresowałam. Z początku nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy. Kilka dni wcześniej wszyscy pytali jak przygotowania (jakie przygotowania?), jak się czuję (no jak, normalnie, przecież to nic takiego), a ja nic. Tego dnia mąż mnie nawet zapytał, co jestem taka zestresowana. Uświadomiłam sobie dopiero, jak Maja zasnęła, gdy zaczęło ze mnie schodzić całe napięcie. Właśnie napięcie. Zdenerwowaniem nie można tego nazwać. Byłam postawiona w tryb gotowości, jak gdyby czuwania, więc napięcie pewnie dało się wyczuć. Absolutnie nie wiedziałam, co się wokół mnie dzieje. Czy ktoś coś do mnie mówił, nie mówił, było dobrze, było źle. Dla mnie nic nie było ważne, prócz córci. Patrzyłam tylko na nią, czy jej dobrze, komfortowo, czy się nie wybudziła, czy nie płacze, czy nie zmokła, czy jej nie zimno, czy jej nie za gorąco, cz nie jest głodna. Mówiłam? "Matka posrajdupa", albo jak to moja koleżanka mówi bardziej dyplomatycznie "opiekuńcza". Co na to poradzę? Komfort i bezpieczeństwo dziecka są dla mnie najważniejsze. 
Ogółem chyba wyszło na plus. Maja zadowolona, rodzina najedzona. Już po wszystkim. Czekamy tylko na zdjęcia.
Dostaliśmy przecudne, oryginalne prezenty, za które pięknie dziękujemy. Ale najbardziej dziękujemy, że byliście rodzinko tam z nami! No i z całego serca dziękuję cudownym rodzicom chrzestnym! Jesteście wspaniali! I.... i jeszcze Tobie Gazelo! że wytrzymujesz moje napięcie :)

























Mama Mai

Zobacz także

8 komentarze

  1. Jaka Majeczka spokojna! Wszystko się udało jak piszesz, wszystko było tak jak to zaplanowaliście. Do tego będą piękne zdjęcia na pamiątkę dla Małej. To świetnie! Ale chyba dobrze, że masz już chrzciny za sobą, na pewno odetchnęłaś z ulgą ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Nie przypuszczałam, że to mnie tak zmęczy :( mimo że wszystko poszło gładko :)

      Usuń
  2. Cudowny dzień mieliście i piękne wspomnienia zostaną :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Planuję Majusi kupić prezentowe pudło ozdobne i tam włożyć wszystkie skarby z tego dnia. Myślę, że to będzie dla Niej fajna pamiątka :)

      Usuń
    2. Świetny pomysł! Ja mam takie "pudło ślubne" ze wszystkimi pamiątkami, dokumentami itp, czasami aż miło do takiego zajrzeć i powspominać ;)

      Usuń
    3. To prawda :) właśnie też takie mam :)

      Usuń