Mamo, tato chodź na spacer!

15 października 2014


Nie wiem jak Wy, ale ja głęboko wierzę, że karmienie piersią i codzienne spacery to najlepsze, co możemy zrobić dla naszego dziecka, chcąc wzmocnić jego odporność i zadbać o prawidłowy rozwój. Większość mam, które znam i które tak właśnie postępują, mają zdrowiusieńkie dzieci. Mój Mancymonek, gdyby mógł z dworu w ogóle by nie wracał. Gdy tylko wkładam ją do wózka ustawionego w przedpokoju, Maja momentalnie przestaje płakać, cichnie, uśmiecha się. Wie, że wychodzimy.


Mamy często mają tysiące wymówek. Za zimno, za ciepło, pada, wieje. Pogoda zawsze jest nie ta. Tymczasem o ile nie ma -15˚C, spokojnie można z dzieckiem wychodzić. Wystarczy wybrać odpowiednią porę. Najlepiej koło południa, gdy jest najcieplej. Za ciepło? Trzeba się zebrać wcześnie. Koło godziny 9., albo po 19 -stej, gdy jest już dużo chłodniej. Pada? No tak, ale przecież na wózki są ochronki. A mama wystarczy, że zaopatrzy się w kalosze i dobrą kurtkę przeciwdeszczową. Jasne, jak leje, to się nie wyjdzie, ale ile jest takich dni w roku, gdy leje cały dzień? 

Dziecku z pewnością nie będzie za zimno. Zwłaszcza w gondoli chronione jest przed wiatrem. Nawet katarek nie powinien stanowić przeszkody przed spacerem. Ponoć właśnie chłodne powietrze przyspiesza regenerację śluzówki. Pomaga udrożnić nosek. 

Dzięki codziennym spacerom nasza pociecha nauczy się radzić sobie ze zmianami temperatury, dotleni organizm, zahartuje się. Spacery dostarczą mu naturalnej witaminy D, koniecznej do prawidłowego rozwoju kości i zębów. Dzięki spacerom szkraby podziwiając otaczający je świat, szybciej się rozwijają. Mają więcej bodźców niż w domu. 
 
Nawet w sierpniu bywało bardzo zimno.
Powinnam dodać jeszcze jedną korzyść ze spacerów. Wy, moje drogie, dzięki takim regularnym spacerem będziecie trzymać superlinię. Ja już ważę 8 kg mniej niż przed ciążą. Mimo iż jem za dwoje.  

Maja spacery wręcz kocha. Spędzając wakacje u dziadków była na dworzu, jak tylko mijała fala upałów. Uwielbia patrzeć na drzewa, oglądać liście falujące na wietrze, słuchać ich szumu. Ma wówczas uśmiech od ucha do ucha, konwersuje pięknie z drzewami, piszczy z radości. Niestety obok naszego domu nie ma żadnego parku. Musimy spacerować po osiedlu, między blokami. Kręcimy kółeczka wokół boiska szkolnego. Zatem, gdy tylko przychodzi weekend i nadarza się okazja lubimy jeździć do parku lub do babci, do lasu. A nie ma nic piękniejszego niż rodzinne, wspólne spacery :)

Nosidło przypadło nam obu do gustu. Cudowne uczucie mieć ją tuż przy serduchu.
Spacery nad morzem są idealne. Maja nawdychała się jodu, a mamunia nacieszyła oczy widokami :)

Lubicie spacerować?
Mama Mai

Zobacz także

19 komentarze

  1. Czytając Twój wpis widzę siebie w czasie, kiedy urodził się mój starszy Pisklak. Był koniec listopada, a my od początku grudnia spacerowaliśmy. Śnieg, nie śnieg. Niestety, przy młodszym Pisklaku nie było już tak kolorowo. Starszak chorował, nie dawaliśmy rady zapewnić maluszkowi codziennych wyjść (mała urodziła się w styczniu, najgorszy okres dla przedszkolaków, eh). Niemniej jednak, jak to przy drugim dziecku, Miśka nie choruje. Za to latem- nie ma siły, która zagoniłaby nas do domu :) Szczególnie, kiedy jesteśmy na agroturystycznych wakacjach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj domyślam się, że z dwójką to już nie tak łatwo :)
      W ogóle to wczoraj cały dzień o Tobie myślałam, żeby złożyć Ci życzenia z okazji Dnia Nauczyciela, ale ciągle coś musiałam zrobić i w efekcie wciąż zapominałam :( Może w przyszłym roku dam radę :P
      Całuję :***

      Usuń
    2. Bardzo dziękuję za życzenia i trzymam za słowo :P

      Usuń
  2. Rok temu, jak pracowałam jako opiekunka (w trakcie roku akademickiego), a tata małej pracował w domu, to chodziłam z nią na długaśne spacery, niezależnie od pogody. Mała najczęściej spała, tata pracował (i cieszył się, że jego dziecko ma zapewnioną codzienną dawkę świeżego powietrza), a niania sobie chodziła na spacery:) Muszę przyznać (mam nadzieję, że to nikogo nie zgorszy), że chodziłam głównie... na cmentarz, bo rodzinka mieszkała w wyjątkowo fatalnej okolicy na spacery i najbliższym miejscem wolnym od hałasu i ruchu ulicznego był właśnie cmentarz... Na szczęście ten sam, na którym jest pochowana większość mojej rodziny, więc przy okazji odwiedzałam groby.

    :*:*:*
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matyś, faktycznie na początku ciary przechodzą, ale jeśli to było jedyne spokojne miejsce w okolicy, to chyba się nie dziwię. Choć gdybyś ktoś mi powiedział, że moja niania prowadza mi dziecko na cmentarz, to chyba bym sama zamarła z przerażenia.
      Dziękuję za odwiedziny i komentarz.
      Ciepło pozdrawiam

      Usuń
    2. ja tak tego nie odbieram, ale może mam inaczej... oczywiście chodziłam tam za dnia

      Usuń
    3. Oj ale ja absolutnie tego nie potępiam. Wierzę, że chciałaś dla maluszka jak najlepiej. A fakt, że na cmentarzu pochowani są Twoi bliscy z pewnością sprawiał, że czułaś się w tym miejscu komfortowo. Ja po prostu cmentarzy nie lubię. Przypominają mi o bólu i stracie. Mimo iż wszystkich świętych uwielbiam, bo uważam, że do bliskich powinniśmy wybierać się częściej niż raz w roku.

      Usuń
    4. Uff, ulżyło mi, już się zaczęłam martwić, że teraz uważasz mnie za jakąś psychopatkę...;p
      Tak, ja mam zupełnie inaczej niż ty, jestem oswojona z cmentarzami, babcia zabierała mnie na wspomniany wcześniej nawet do kilku razy w tyg. Byłam uczona, że to miejsce, którego wymaga totalnego szacunku, ale mimo, iż oczywiście jest związane ze śmiercią to nie odczuwam żadnych negatywnych emocji co do miejsca samego w sobie.
      Naturalnie, zdaję sobie sprawę, że to niezbyt dobre miejsce na spacery z dzieckiem, ale właśnie wtedy budowali olbrzymią trójpasmówkę tuż koło bloku, w którym mieszkała rodzinka. Wszędzie hałas - maszyny, krzyki robotników, szaleństwo. Byłam naprawdę zdesperowana, żeby znaleźć kawałeczek spokojnego miejsca... W wakacje jak pracowałam po 8 godzin to chodziłam daleko do lasu, ale już w roku akademickim przychodziłam tylko na 3-4 godz i nie dało rady.
      Trochę się rozpisałam, ale musiałam się wytłumaczyć:)

      Usuń
    5. Oj nie, absolutnie tak nie pomyślałam. Już po pierwszym Twoim komentarzu widać było, że robisz wszystko, by to dzieciątku było najbardziej komfortowo :) A miejsce na spacery z dzieckiem jest zawsze dobre o ile jest bezpieczne - na cmentarzu nic złego Was nie spotka - to tylko ludzka wyobraźnia odstrasza.
      I wcale nie musiałaś się moja Droga tłumaczyć :) Jest to absolutnie zrozumiałe :) Powiem więcej - chciałabym by było więcej tak troskliwych i zaangażowanych niań, jak Ty!
      :***

      Usuń
    6. Dziękuję za te słowa!:)

      Usuń
  3. Troche ci zazdroszcze.. Moj synus nie lubi wozka. Jak tylko wlozymy go do wozka, to tak krzyczy, ze od razu go trzeba wyjac i wtedy jest happy, bo go nosimy. Ciezka to sytuacja, bo pogode mamy piekna, a on woli siedziec w domu. Jak talko wrocimy i klade go do lozeczka to tak sie cieszy i rzuca nozkami, ze az trudno uwierzyc.
    wyprobowalismy juz wszystko, kupilismy skore owcza, zeby mu bylo wygodniej, podnieslismy troche materacyk, zabawki ma, a on buczy... ja sama bym wskoczyla do wozia i dala sie wiesc przez okolice...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojejku pierwsze słyszę, że dziecko nie lubi swojego wózka :( Kurcze faktycznie kiepska sprawa :( W takim razie zostaje tylko chusta/nosidło. Może jak podrośnie będzie łatwiej ze spacerówką. Aż nie wiem, co powiedzieć. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to może boi się zamkniętej przestrzeni, ale przecież łóżeczko też ogranicza. Może jakiś zapach? Może materacyk jakiś podłożyć? Ciężka sprawa :((
      Na szczęście dzieci szybko rosną i można je też do pewnych rzeczy przyzwyczaić, tylko trzeba próbować z nadzieją, że może dziś zmieniło zdanie.
      Pozdrawiam uparciuszka :**

      Usuń
    2. Kazdy mi to mowi, ze to nietypowe.moj Synus jest wyjatkowy i wlasnie wrocilismy z takiego stresujacego spaceru. Kupilismy nowy materacyk, skore owcza, podnieslismy materacyk, zeby nie lezal na plasko, opuszczamy bude, a tu nadal ma alergie na wozek..
      mamy tez dwa nosidelka, jedno ma moj maz, a ja drugie. Fakt, to dziala cuda. Ledwo go wpakuje w nosidelko, a on juz spi, ale tylko jak odloze do wozka to budzi sie i buczy. Pogadam z lekarzem. Slyszalam juz o przypadkach, gdy dziecko musialo isc do osteopaty, bo jakis nerw w kregoslupie sie zawinal i dlatego plakalo w wozku..ciezko jest, bo moje plecy wysiadaja. Pozdrawiam i zielenieje z zazdrosci. Hahahaah

      Usuń
    3. O kurcze, to faktycznie może lepiej to sprawdzić, ale może po prostu lubi być blisko mamusi i Ciebie czuć. Gdyby coś mu było w kręgosłup w łóżeczku też miałby problem z leżeniem. Hmnnnn... ciekawa jestem. Daj znać, jak się zagadka rozwiąże. A no tak to już jest - maleństwo nie powie, bo nie potrafi i człowiek cuduje. Moja Maja nie chciała spać w łóżeczku, a teraz ją kładę, dostaje smoka, Henia i znika w 5 s. Ale minęło 5 miesięcy od jej narodzin. Trzymajcie się cieplutko. Wytrwałości życzę.
      Posmyraj syncia po główce ode mnie :)

      Usuń
  4. Spacery też są dobre dla kobitek w ciąży, zwłaszcza dla takich które nie mogą już oddychać (czyt.dla mnie:)) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj końcóweczka jest ciężka. Ale głowa do góry, do końca już niedaleko :) Pomyśl sobie co czuły te wszystkie kobitki, które w lipcu miały rozwiązanie, albo 8 czy 9 miesiąc. Makabra. A tak możesz wyjść i zaczerpnąć świeżego powietrza. No a ja zazdroszczę, że możesz wyjść - ja musiałam leżeć :(

      Usuń
    2. Oj znam ten bol. Ja rodzilam w lipcu i bylo pod koniec tak goraco, ze siedzialam przed wentylatorem i niecwychodzilam z domu, bo mi slabo bylo od tego goraca..

      Usuń