„MAGIC IN THE MOONLIGHT” Poddaj się magicznemu myśleniu...

3 listopada 2014



Dziś mam dla Was nie lada niespodziankę. Jako, że jestem młodą mamą, mocno przywiązaną do dziecka, nie jestem w stanie regularnie chadzać do kina i recenzować Wam nowości, choć bardzo bym sobie tego życzyła. Sami zresztą pewnie zauważyliście, że w zakładce A bit of culture do tej pory pojawiła się zaledwie jedna jedyna recenzja filmowa. Od dziś wszystko się zmieni. A to za sprawą... pewnego mężczyzny, który jest prawdziwym kinomaniakiem. Do tego ma prawdziwy talent do pisania. Od lat namawiam go do pracy w tym zawodzie. Od lat z marnym skutkiem. 


Ale od dziś, co jakiś czas pojawi się u mnie z postem gościnnym. Tak więc moi Drodzy, dziś premiera :) Przestawiam Wam mojego drogiego przyjaciela, ukochanego chrzestnego Majci, początkującego biegacza, który pragnie zmierzyć się z moją Gazelą, prawdziwego krasomówcę, wspaniałego filmoznawcę i filozofa (nie tylko z wykształcenia), który swój cykl otwiera MAGIĄ, tym samym idealnie wpisując się w konwencję bloga. Oto recenzja "Magii w Blasku Księżyca" Woody'ego Allena. Mam nadzieję, że zachwyci Was równie mocno, jak mnie.

Liczę, że ciepło go powitacie komentarzami :) 

Sceptyk, agnostyk, pesymista, a nade wszystko bufon – oto główny bohater najnowszej komedii Woody’ego Allena. Stanley Crawford (Colin Firth) jest światowej klasy iluzjonistą, który w życiu kieruje się wyłącznie rozumem, zaś wszelkie przejawy zjawisk nadprzyrodzonych traktuje jako mit i fałsz dla tłumu. Zawód, który wykonuje utwierdza go w przekonaniu, że wszystko jest iluzją, on sam zaś potrafi czarować widzów najbardziej wymyślnymi sztuczkami, jak również demaskować wykorzystujących ludzką naiwność hochsztaplerów. Na prośbę kolegi z branży Stanley udaje się wprost na Lazurowe Wybrzeże, aby tam dowieść swych racji i raz na zawsze ośmieszyć poczynania niejakiej Sophie Baker (Emma Stone) – młodziutkiej medium, która rzekomo posiadła zdolność kontaktowania się ze światem zmarłych oraz czytania w ludzkich myślach. 


„Magia w blasku księżyca” opowiada o konflikcie starym jak świat. Postawa życiowa Sophie (a może raczej sposób na życie?) kontra światopogląd Stanleya to nic innego, jak starcie pomiędzy romantycznym, a naukowym postrzeganiem świata. Zderzenie ze sobą tych dwóch stanowisk doprowadzi do wielu słownych potyczek. Widzowie zaś osądzą, czy „silniej” przemówiło do nich „czucie i wiara” Sophie, czy też „szkiełko i oko” Stanleya. W trakcie seansu może pojawić się refleksja nad tym, jaką postawę prezentujemy my sami. Wszak można żyć jakby cudów nie było (opcja Stanleya), albo wierzyć, że wszystko jest cudem (magiczne myślenie Sophie). Czy w życiu lepiej kierować się emocjami i intuicją, czy też należy patrzeć na wszystko racjonalnie, opierając się na faktach? Kto wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko? Ktoś na pewno zostanie oszukany, aby w rezultacie zmądrzeć.


Woody Allen knuje nie lada intrygę, przy czym atmosferę buduje w oszczędny sposób. Pomocne mu są w tym soczyste dialogi, przepiękne pejzaże francuskiej Riwiery, inteligentny humor oraz aktorzy, który świetnie potrafią wejść w przyjętą konwencję. Emma Stone jest czarująca (dosłownie oraz w przenośni) i jakby żywcem wyjęta z filmów z końca lat dwudziestych (wszak akcja dzieje się w roku 1928). Colin Firth zaś jest w swej roli uroczo pesymistyczny i zadziwiająco mało (jak na produkcję Allena) neurotyczny. Stanley to bezczelny racjonalista, a zarazem wyborny ironista, który ma wiele wspólnego z Jerzym VI, bohaterem kreowanym przez Firtha w Oscarowym „Jak zostać królem” (2010). 


Woody Allen stworzył tym razem kino lekkie, bezpretensjonalne, a przy tym mądre i chyba każdy w trakcie seansu domyśli się, co takiego należy rozumieć przez tytułową magię. Twórca „Blue Jasmine” (2013) nie pozostawia złudzeń, że warto ulegać magii, która sprawi, że w naszych oczach świat stanie się lepszym miejscem. Może i brzmi to trywialnie, ale sztuką jest opowiedzieć to w taki sposób, aby historia nie ocierała się o banał. Na szczęście Woody Allen wie jak tego dokonać, wszak „magia kina” w jego wydaniu to przepis, który zacny twórca stosuje z powodzeniem od lat.


Konrad Kluza

Zobacz także

11 komentarze

  1. Piękna recenzja! Forlamnie i językowo na najwyższym pozimie, az milo sie czyta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Intrygująca recenzja, zachęcająca do obejrzenia. Brawo Konrad! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję! Film godny polecenia! Gościć na łamach SAVE THE MAGIC MOMENTS z recenzją MAGIC IN THE MOONLIGHT to czysta przyjemność :-)

    Pzdr!
    K

    OdpowiedzUsuń
  4. No nareszcie :) Witamy bardzo serdecznie Cudownego Pana Recenzenta :D Recenzja, jak zawsze, świetna, pozwalająca wejść zarówno w klimat filmu jak i trochę poszperać w głowie reżyserowi :) Super pomysł mieliście! Z niecierpliwością czekam następnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie nareszcie! Uwinęliśmy się migusiem. Pomysł powstał w sobotę, dziś dostałam tekst i już jest publikacja :) Pan Recenzent zrobi furorę :) a jak :)

      Buziaczusie:***

      Usuń
    2. Nareszcie jest do Szanownego Recenzenta, że wyszedł do szerszej publiki - czas najwyższy ;) Buźka

      Usuń
  5. Super recenzja napewno zachęca do obejrzenia ;) Panie Konradzie well done ! Proszę o więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowity, wysublimowany styl pisania posiada recenzent. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Powtarzam mu to już od dobrych 6 lat :) Sama chciałabym tak pisać :)

      Usuń
  7. Dziekuję wszystkim za tak pozytywne komentarze, zaś Autorce bloga za zaufanie, przepiękny wstęp i jakże miłą dla oka oprawę wizualną :)

    Pzdr!
    K ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie :)
      Chyba będziesz musiał jeszcze coś w tym miesiącu skrobnąć :)

      Usuń