Dzieci nie powinny chorować!

23 listopada 2014


Nie planowałam takiego wpisu. Wyskoczył. Tak jak wyskoczyła znienacka choroba Mai. Plany mieliśmy całkiem przyjemne. Ja miałam uczestniczyć w bociankowym koleżanki, tata miał zostać z Majcią. Wszystko naszykowaliśmy. Ja myszkowałam w kuchni, podczas gdy Gazela spacerował z Mają. W końcu miałam gdzieś wyjść. Sama, bez Mai, bez męża. Ekscytacja. Maja miała naszykowany obiadek. Już jeden posiłek zastąpiliśmy warzywkami, więc nie musiałam wracać na karmienie. Rozwijamy się, a jak! Niuśka szamie, aż jej się uszy trzęsą. No a tu po powrocie Majcia jakoś dziwnie rozpalona. Mąż mówi, eee spociła się może. Ale, coś było nie tak. Zmierzyliśmy temperaturę. 39,2 stopnia!

Masakra. W życiu świeżo upieczonej matki to najgorsze pierwsze doświadczenie, jakiego do tej pory zaznałam. Takiego stresu to ja jeszcze nie miałam. Moja kruszyna cierpi. A matka chyba jeszcze bardziej. Przytulasz wtedy dziecko, niczym lwica. Faktycznie mamy coś w sobie ze zwierząt. Dla mnie liczyła się tylko opieka nad nią. Szukałam wszelkich sposobów, żeby jej pomóc. Pierwszy telefon do znajomej pielęgniarki uspokoił mnie na tyle, by wiedzieć, że nie ma co wpadać w panikę. Ale to tak boli, gdy się patrzy na cierpienie dziecka. Jedyne ukojenie jakie znajdywała to noszona na rączkach. Całe szczęście apteczkę mamy pełną. Gorączka po godzinie zeszła, ale czekała nas jeszcze nocka. W ciągu godziny znajomi obsypali mnie numerami to prywatnych pediatrów, którzy przyjmują w weekend. Dziękujemy! Facebook jednak czasem się przydaje.

Noc przetrwaliśmy, bo powiedzieć, że przespaliśmy to nie możemy. Ja tylko patrzyłam na Maję i dotykałam jej główki. Rzecz jasna spała dziś z nami. Nie było innej opcji. Jak zasypiałam to na chwilę. Koszmary mi się śniły. Bardzo realistyczne. Oczywiście z Mają w roli głównej. Lekarz przybył od rana. Trzydniówka. Chyba. Bo dopiero, jak przejdzie będzie można stwierdzić. Miejmy nadzieję, że to nic więcej. Zęby nie idą. Wykluczyliśmy, choć wiem, że jeszcze mogą nas zaskoczyć. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tata nam wyjeżdża na tydzień w delegację. Mieliśmy na ten czas przenieść się do babci. Zrobić zakupy świąteczne. Spotkać się z chłopakiem Mai, zapoznać z innym. A tu trach. Siedzimy w domu. Same. Babcia nie ma jak dojechać. Dziadek też na wyjeździe. Więc Gazela na zakupach. Lodówkę zapełnia, żeby nam nic nie zabrakło. Maja na dwór wychodzić nie może, więc ja też nie. 

Kiepski tydzień nam się rysuje, więc liczymy na Wasze wsparcie moralne. Zęby w ścianę. To minie. Tylko czemu zawsze w delegację muszą wysyłać tego męża, gdy najbardziej potrzebny?
Mama Mai

Zobacz także

6 komentarze

  1. Nie powinny, to prawda zwłaszcza kiedy musimy patrzeć jak cierpią i niewiele możemy im w tym cierpieniu pomóc, ale dzieci chorując wzmacniają swój układ odpornościowy. Na szczęście Małej już lepiej, najgorsze już za Tobą. A tak to już zwykle bywa, że jak się coś psuje to po całości dlatego tydzień samotności jeszcze Ci doszedł.... I wiesz co? Ty to przetrwasz bo musisz! Właśnie dlatego przetrwasz, bo wiesz że jesteś sama, bo wiesz że musisz dać sobie radę ze wszystkim i dasz sobie radę doskonale! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Mam nadzieję, że jakoś to będzie. Gorączka minęła więc już jest lepiej :) Już Maja dokazuje :) Najgorsze to zamknięcie w czterech ścianach :) Więc dziś, póki jest tata mama wychodzi do sklepu- chociażby żeby się przewietrzyć, bo potem dopiero w sobotę wyjdę na świeże powietrze :)

      Usuń
  2. Mogę się tylko domyślać co przeżywasz! Współczuję i życzę Malutkiej zdrówka, a Tobie mnóstwo siły!

    :*:*:*
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :) Zdrówka wraca :) A siły zbieram :)

      Usuń
  3. Też jestem mamą i rozumiem cię w 100%. Zdrówka życzę dla maluszka, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że teraz Maja będzie bardzoooooo dłuuugo zdrowa :) Ponoć trzydniówka, więc dziś szukamy wysypki - ale skąd to złapała to ja naprawdę nie wiem :(

      Usuń