30-stka!

20 grudnia 2014

Dzień 30 -stych urodzin wiele osób traktuje w sposób szczególny. Zwykle ludzie boją się go, jak diabła. Zupełnie jakby miał się skończyć świat, mieliby się obudzić z pięknego snu, albo na ich dom miałaby spać wielki android. Tymczasem nic takiego się nie dzieje. Następnego dnia w lustrze nie zobaczymy starej, pomaszczonej twarzy, ani siwych włosów. Ale w społeczeństwie przyjęło się, że 30-stka to już poważny wiek i powolne wkraczanie w wiek średni. Czy z 30-stką na karku można żyć, jak dotychczas? No można. Wydaje mi się, że żyje się wręcz bardziej świadomie i pełnie. 



Z pewnością jest to idealny moment do świętowania. Ale mogę się mylić, bo przecież dla mnie każda okazja do celebracji i robienia niespodzianek jest dobra :) Sama hucznie swoich urodzin nie świętowałam. Jakoś miałam ochotę na domowe pielesze i ramiona mojego męża. Gazeli jednak pragnęłam zrobić jakąś spektakularną niespodziankę. Marzyłam o tym, by spełnić jakieś jego marzenia. Ale mój mąż mierzy wysoko. Triatlon na Hawajach, obóz biegowy w Kenii czy maraton w Nowym Jorku niestety musiałam sobie darować. Chciałam chociaż zasponsorować mu maraton w Berlinie, który jest niezwykle prestiżowym biegiem. Pech chciał, że Gazeli nie wylosowali. No i jak tu znaleźć substytut? Ano ciężko. 

Postawiłam więc na drobne rzeczy, które cieszą. Pierwszą niespodzianką był czekoladowy muffinek z małą świeczuszką i odśpiewanym 100 lat, w chwili, gdy mąż przestąpił próg domu. Drugą, było nasze małe randez-vous :) Kolacja we dwoje. Sushi. Ostatnio uwielbiamy, a dzięki mojej mamie, która tak ochoczo zostaje pilnować Majeczkę, mogliśmy sobie na to pozwolić. Trzecią niespodzianką był tort. I tu zaskoczenie. Wcale nie ten, który widzieliście w TYM poście. Ten był zmyłą. Pracochłonną zmyłą. Ten prawdziwy tort był specjalny. Dla biegacza. Z pięknym butem biegowym na szczycie. Do tego obiad rodzinny, który w całości przyrządziła moja wspaniała mama. Choć to był raczej prezent od Niej. Mamo jeszcze raz Ci dziękuję! Jedzonko było pyszne. 

I tak oto mąż dołączył do Starszaków :) 
 M.

Zobacz także

10 komentarze

  1. W obliczu takiego tematu posta, czuję się w obowiązku opowiedzieć o swojej odlotowej trzydziestce :) A było to w sierpniu 2013 roku. W czerwcu wymyśliłam, że w 30 urodziny, które wypadają w ostatni dzień sierpnia, weźmiemy z ukochanym ślub! Akurat byłaby to sobota. Niestety mieliśmy tylko dwa miesiące na organizację, a w naszej knajpce 31 sierpnia wszystkie noclegi były już zaklepane i w rezultacie ślub przesunął się o tydzień. Potem planowałam szybki wypad w góry, SPA, a ostatecznie... podczas przedurodzinowej wizyty u teściów zepsuł się nam samochód i ... spędziłam swoje trzydzieste urodziny w kuchni teściowej faszerując papryczki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhehehe, jak to mówią "chcesz rozśmieszyć Pana Boga, powiedz mu o swoich planach" :P No nie wszystko się udaje. Czasem, jak na złość - nic. Mam nadzieję, że masz w dechę teściową :)))) Odbiłaś sobie w tym roku???

      Usuń
    2. Oj jak ja sobie odbiłam! Odbijałam piłeczkę, jaką stanowił mój brzuch w połowie 8 miesiąca ciąży ;) Ale mąż zabrał mnie na kawę i ciastko (naprawdę wtedy więcej nie było mi trzeba) i do lasu na sesję brzuszkową pożyczonym aparatem (a raczej aparatem, który niechcący zostawił u nas nasz szwagier ;). Było bosko!

      A trzydziestka też nie była zła. Rano dostałam kwiatki od męża i wystarczyły, bym poczuła się wyjątkowo. A teściową mam bardzo w porządku ;)

      Usuń
    3. Oj te kwiaty potrafią czynić cuda prawda? Też uwielbiam je dostawać :) Moja kochana mama na urodziny zawsze kupowała mi tyle róż, ile lat kończyłam :) Że lat coraz więcej, przerzuciła się ostatnio na tulipany :)
      Ciepło pozdrawiam!
      Mam nadzieję, że całe życie mąż Cię będzie obsypywał kwiatami, z okazji i bez okazji :***

      Usuń
  2. Ja tam nie mogę się doczekać mojej 30-tki! Myślę, że będę wtedy szczęśliwsza (choć wiem, że pewnie powiesz mi, żeby czerpać jak najwięcej z każdego etapu życia - oczywiście zgadzam się z Tobą, ale myślę, że po 30-tce będzie to dla mnie łatwiejsze:), spokojniejsza, ze stabilniejszą sytuacją życiową. Moja mama skończyła w tym roku 50 lat, a jest młodsza duchem ode mnie, więc wiek nie gra roli, tylko nasze podejście!

    Zazdroszczę Ci kreatywności w wymyślaniu niespodzianek dla bliskich, ja się też bardzo staram, ale mam wrażenie, że jakoś nie trafiam w 10-tkę... chyba, że te osoby obdarowywane nie umieją tego wyrazić?

    :*:*:*
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana M, jak Ty mnie już znasz :) Dlatego powiem tylko, że nie zawsze trawa jest bardziej zielona u sąsiada :)
      Liczę jednak na to, że dasz mi znać, jak już będziesz miała na karku 30-stkę, jak tam? A może wcześniej będzie bardziej stabilnie :))))
      ps. też mam ciotkę, która za 2 lata kończy 50-tkę, a zachowuje się, jakby była w liceum :P

      Całusy dla Ciebie!
      A jeśli wszystkie Twoje niespodzianki są takie, jak ta dla mnie, to trafiasz w 10! tylko widocznie bliscy nie potrafią tak okazać radości <3

      Usuń
    2. Wiem, wiem, wszystko ma swoje plusy i minusy, w takich chwilach właśnie każę sama sobie cieszyć się tym, z czym potem będzie trudno (jak np. czas, którego później będzie mi brakować), a z kolei potem, w przyszłości, w trudnych chwilach, będę sobie przypominać jak bardzo o tym marzyłam :)
      A propos niespodzianek - mam nadzieję, że to właśnie ta kwestia - miałam na myśli głównie mojego chłopaka, więc mam nadzieję, że to po prostu faceci tak mają, że nie okazują emocji aż w takim stopniu, jak byśmy chciały;)

      Usuń
    3. Oj jak masz na myśli chłopaka to z pewnością tak. Moja Gazela do wylewnych nie należy - delikatnie rzecz ujmując :) Jest moim totalnym emocjonalnym przeciwieństwem :)))
      ps. najważniejsze byś czuła się sobą i była szczęśliwa, a wiek nie gra roli :)

      Usuń