Sypiając z wrogiem

30 grudnia 2014


Lubicie kryminały? Ja bardzo. Zarówno w postaci dobrej książki, od której nie mogę się oderwać i ciągle mówię sobie jeszcze tylko jeden rozdział, jak i filmu. I tak nad książką potrafiłam siedzieć do rana. Teraz przez wzgląd na własne dobre samopoczucie kładę się najpóźniej o 22:00, dlatego przestawiłam się na filmy. A przecież znawcą filmów, zawsze na bieżąco jest nasz Pan Recenzent. I tak oto znów zaskoczył mnie wnikliwą analizą jednego z najlepszych granych ostatnio w kinach trillerze zatytułowanym "Zaginiona dziewczyna". Serdecznie zapraszam na doskonałą recenzję filmu, z której dowiecie się nie tylko, o czym film opowiada, ale nieco bardziej poszerzycie swoje horyzonty filmowe i ujrzycie świat kina oczyma Konrada. A zapewniam Was, że jego oczy widzą znacznie więcej niż wasze :) Chyba, że mamy tu jakiegoś prawdziwego kinomana, który chce podzielić się swoimi refleksjami?  

 David Fincher – twórca takich klasyków jak „Siedem”, czy „Podziemny krąg” – znów przypatruje się ludzkim wynaturzeniom i trzeba przyznać, że po raz kolejny jest w swych obserwacjach niezrównany. Jego najnowszy thriller jest ekranizacją bestsellerowej powieści Gillian Flynn, która została również autorką scenariusza. „Zaginiona dziewczyna” opowiada historię Nicka (Ben Affleck) i Amy (Rosamund Pike) – małżeństwa z pięcioletnim stażem. Gdy w dniu rocznicy kobieta znika w tajemniczych okolicznościach, z pozoru zaniepokojony mąż wzywa policję. Jednak podczas śledztwa na jaw wychodzą fakty, które stawiają mężczyznę w bardzo złym świetle, czyniąc go głównym podejrzanym w sprawie zniknięcia współmałżonki. 

Sam film nie skupia się wyłącznie na istocie kryminalnej zagadki. Davida Finchera na równi z intrygą zdaje się interesować coś jeszcze. Zastanawia się on nad pojęciem związku dwojga ludzi, w którym wszystko okazuje się być grą pozorów. „Co sobie zrobiliśmy i co jeszcze zrobimy?” – pytają na przemian bohaterowie filmu. W „Zaginionej dziewczynie” narracja toczy się dwutorowo. Z jednej strony poznajemy historię związku opowiedzianą z perspektywy Nicka, który składa zeznania przed parą policyjnych detektywów, bądź też zwierza się siostrze oraz adwokatowi. Z drugiej zaś strony opowieść o małżeństwie przeżywającym poważny kryzys snuje się w pozostawionym po sobie pamiętniku Amy. Komu w takim razie wierzyć? Fincher umiejętnie myli tropy. To, że Nick nie wydaje się specjalnie załamany faktem zniknięcia żony, nie oznacza przecież, że jest winny. A może jednak?

Twórca „Podziemnego kręgu” wykorzystuje historię Nicka i Amy, aby powiedzieć coś więcej o współczesnym świecie mediów, które w przewrotny sposób opisują otaczającą nas rzeczywistość. Coś jest czarne, bądź białe. Jeśli mamy problem z klasyfikacją, powszechne media dokonają wyboru za nas. Dlatego też Nick w oczach opinii społecznej to „najbardziej znienawidzony Amerykanin”, natomiast Amy to mimowolna ofiara. Tymczasem poszukiwania zaginionej trwają, a sympatia widza stać będzie raz po stronie Nicka, raz po stronie Amy. Tak naprawdę nic nie jest tu pewne. Nic nie jest tym, czym się na początku wydaje. 

W świecie Davida Finchera bohaterowie są w pewien sposób skazani na porażkę. Widząc bądź doświadczając niesprawiedliwości nie są w stanie nic zrobić. Często mają związane ręce, a to przez brak dowodów w sprawie („Siedem”, „Zodiak”), a to przez ogłupiający wpływ mediów („Dziewczyna z tatuażem”, „Zaginiona dziewczyna”). Ci, którzy próbują przeciwstawić się złu płacą za to wysoką ceną. Jedni – jak detektyw Mills (Brad Pitt) w „Siedem” – tracą najbliższą sercu osobę, inni zaś – jak dziennikarz Avery (Robert Downey Jr.) w „Zodiaku” – popadają w obsesję graniczącą z obłędem. Czy w takim razie pozostaje nam tylko bunt i anarchia (patrz: „Podziemny krąg”)? Czy wobec tego całe zło tego świata bierze się z poczynań chorego umysłu? „Zaginiona dziewczyna” jest poniekąd odpowiedzią na to pytanie, bowiem stanowi opowieść nie tylko o rozpadzie małżeństwa, lecz także o tym, gdzie i w którym momencie rodzi się zło.   

„Zaginiona dziewczyna” to thriller z najwyższej półki, który na przemian zaskakuje i szokuje, a przy tym skłania do refleksji. To również próba pokazania, do czego zdolne są współczesne media. I choć historia może wydać się w paru momentach nieprawdopodobna, to zapewniam Was, że życie pisze nie mniej zaskakujące scenariusze!

 I co? Konrad Was zaintrygował filmem?  A może już go widzieliście? Jeśli tak, serdecznie zapraszamy do dyskusji.

A tych, którzy jeszcze nie mieli przyjemności poznać Konrada odsyłam do recenzji ostatniego filmu Woody'ego Allena o TUTAJ :) 

Konrad Kluza

Zobacz także

14 komentarze

  1. Na pewno bardzo chętnie obejrzę ten film, ale najpierw zabiorę się za książkę bo podobno jest lepsza :) Bardzo miło się czytało twoją recenzję czekam na więcej :) ANIA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Aniu! :) Dawno Cię tu nie było :)) Książka chyba zawsze będzie lepsza od filmu :) Zazdroszczę czasu :) Twoje książki dalej leżą nietknięte. Tylko tęsknym wzrokiem za nimi spoglądam :) Ja też film oglądam - zaplanowany na jutrzejszy wieczór Sylwestrowy :)

      Całuję :***

      Usuń
    2. Dziękuję za jakże miły komentarz :) Czekamy na Twoją opinię odnośnie książki :)

      Pozdrawiam,
      Konrad

      Usuń
  2. Niestety kambodżańskie kina nie grają jeszcze tego hitu, ale jak film pojawi się na zalukaj lub czymś podobnym, to z chęcią obejrzymy. A no i jeżeli kiedyś znajdziemy szybkie łączę:)
    Bardzo miło czytało się recenzję. Czy możesz/ możecie podrzucić jeszcze kilka wartych uwagi tytułów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej szwagier :) Jak tam Kambodża? Nie mogę się doczekać kolejnego waszego wpisu :)
      Powiedz czego szukacie w kinie i jakie filmy lubicie, a Konrad z pewnością coś fajnego doradzi :)

      Usuń
    2. Dzięki! Niebawem podrzucimy jeszcze kilka ciekawych propozycji z cyklu "must see" ;-)

      Pozdrawiam,
      Konrad

      Usuń
  3. Hej Bratowa:) Kambodża zdecydowania za ciepła (30 stopni), ale za to ludzi bardzo sympatyczni. Jakbyś podrzuciła nam jakiś dobry dramat lub thriller to będzie super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyżej opisany zdecydowanie polecam. Ale resztę prędzej Konrad Wam podpowie, ja oglądam zdecydowanie lżejsze i bardziej pozytywne kino :)

      Usuń
  4. Przed świętami przeczytałam tę książkę i wciągnęła mnie totalnie! Nie sposób się oderwać, ale to chyba domena wszystkich kryminałów ;) Lekturę szczerze polecam (baaardzo zaskakująca!), a na film również z pewnością się skuszę, jeśli go gdzieś dopadnę. Jestem ciekawa m. in. tego, jak w nim ujęto motyw narracji pamiętnikowej. Recenzja Pana Konrada jak zwykle na najwyższym poziomie - to sztuka nie powiedzieć o filmie za dużo, a jednocześnie uczynić recenzję ciekawą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za opinię :-) David Fincher bardzo szczegółowo przeniósł na ekran książkę Gillian Flynn. Znalazł także kilka ciekawych rozwiązań fabularnych, które sprawiają, że zarówno książka, jak i film potrafią zaskoczyć. Zresztą sam Fincher to perfekcjonista. Jego filmy są uporządkowane, systematyczne i misternie skonstruowane. O zubożeniu dzieła literackiego też nie może być mowy, o czym świadczyć może jego przedostatnia produkcja - bardzo udana ekranizacja powieści Stiega Larssona ("Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet") pt. "Dziewczyna z tatuażem" z Danielem Craigiem. Ktoś kiedyś powiedział, że Finchera pociąga szaleństwo, w którym jest metoda - nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić ;-)

      Pozdrawiam,
      Konrad

      Usuń
  5. Wczoraj oglądałam zachęcona wieloma pozytywnymi recenzjami. Film rzeczywiście ma bardzo oryginalną fabułę, pokazuje niesamowitą historię i pokazuje jak wyglądają współczesne media. Ale jak dla mnie trochę się ciągnie i męczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam Ci rację, że film jest długi. Ale szczerze mówiąc mnie trzymał w takim napięciu, że tylko się zastanawiałam co dalej, a końcówka mnie położyła na łopatki. No i dawno nie oglądałam filmu, który swoją fabułą po prostu zaskakuje.

      Usuń
  6. Bardzo dobre kino, wciska w fotel do ostatniej minuty. A do tego wnikliwa i wielopłaszczyznowa recenzja, z przyjemnością czytałam kiwając głową, a w tym szaleństwie jest metoda ;) Pozdrowienia dla Konrada!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie w imieniu Konrada :) Pozdrawiamy!

      Usuń