On a date with my husband

19 stycznia 2015

randka z mężem

Nie wierzcie ludziom, którzy mówią, że dziecko niczego w małżeństwie nie zmienia. Zmienia. U jednych mniej, u innych więcej. Bądź co bądź, zawsze jest to pojawienie się trzeciej osoby w domu. Czasem nawet czwartej jak załapiecie się na promocję ;) W związku trzecia osoba zawsze będzie zaburzać harmonię. Trzeba więc sobie na nowo wszystko poukładać, dopasować, nauczyć się współżyć w nowej społeczności rodzinnej. Ale przede wszystkim trzeba umieć znaleźć czas dla siebie nawzajem i odnaleźć własną metodę w tym szaleństwie. A szaleństwo jest bardzo płynne i elastyczne i co rusz wprowadza nowe zasady gry.
 
Z początku jest się zbyt zajętym dzieckiem i próbą jego okiełznania, żeby zauważyć, że zachodzą drobne zmiany. Nazwałabym je raczej ewolucją. Dzidziuś jest bardzo absorbujący, a partner zaczyna schodzić na plan dalszy. Wasze rozmowy stają się monotematyczne i bardziej przypominają rozmowę szefa z asystentką, którzy debatują nad harmonogramem działania. Doskonale pamiętam, jak ustalaliśmy z mężem, że będziemy teamem, jednością. Zawsze będziemy My, nie Ja i On, nie Mama i Tata, tylko My - Rodzice. Będąc w ciąży trułam mężowi, jak bardzo się boję się, że zejdę na plan dalszy, że córcia tatunia mnie wygryzie. Tymczasem moja Gazela twierdzi, że to ja stawiam dziecko na piedestał, jednocześnie go z niego strącając. 

Ale to nie jest tak. Owszem Maja jest obecnie najważniejsza. Owszem mąż obecnie odgrywa rolę drugoplanową, ale to nie oznacza wcale, że jest mniej ważny, czy mniej go kocham. Moje serce jest wyjątkowo pakowne. Im więcej osób do kochania, tym bardziej pączkuje. Nie mniej jednak, z pewnością moja uwaga skierowana jest właśnie na Maję. Czemu? Bo tego maleństwo wymaga. Samo nie zrobi nic. Nie zje, nie ubierze się, nie podetrze, nie wstanie, nie pójdzie nigdzie. Mało tego, trzeba uważać, co robi, gdzie się turla, czy nie bierze czegoś dziwnego do buzi. Poza tym to ja z nią siedzę cały dzień. Karmię, przebieram, ubieram, słyszę pierwsze mama, widzę jej postępy, poranny uśmiech, to ja znam ją lepiej. To ja, gdy śpi wstawiam jej pranie, prasuję, prasuję i nadal prasuję. To ja czytam poradniki, szukam pomocy, debatuję z R. odnośnie kupna możliwie najlepszego fotelika, krzesełka, bucików. To ja noszę i śpiewam w ciągu dnia. To mnie boli kręgosłup. To ja się stresuję, przeżywam. To ja jestem kobietą. To ja bardziej się wszystkim przejmuję. Taka moja rola. Proste jak dwa plus dwa. Po prostu spędzam z nią całe dnie, a jak nasz wspólny dzień się kończy, padam na twarz i marzę tylko o serialu. Gazela pracuje. A przez te 2 godziny dziennie ciężko jest się związać emocjonalnie z dzieckiem, jak matka. W tym momencie Maja jest całym moim światem.

Ale równowaga musi być, a my musimy w tym wszystkim znaleźć również czas tylko dla nas, dlatego od jakiegoś czasu chodzimy na randki. Miło jest posiedzieć w domu, poprzytulać się, porozmawiać, ale czasem trzeba się oderwać od codzienności. Od rzeczywistości, która stanowi naszą rutynę i wyjść w świat. Do kina, teatru, na spacer, na sushi. Co prawda jak "nasza dobra wróżka" nakazała wracamy koło 22 inaczej czar przyjemnego wieczoru pryśnie wraz z budzącą się na cycusia ów wróżką, ale dobre i to :) Tylko hej! Nawet Kopciuszek miał czas do 24! Córcia musimy poważnie porozmawiać!

Pierwsza randka była w naszą drugą rocznicę ślubu - wybraliśmy restaurację możliwie najbliższą, a ja nerwowo zerkałam na komórkę, czy babcia nie dzwoni. Do tego rozmawialiśmy tylko o Majci, teraz wychodzi nam to o wiele lepiej. Zrywamy się po uśpieniu dziecka, niczym uczniaki na dźwięk dzwonka szkolnego. Pędzimy co tchu do samochodu i oddychamy pełną piersią. Miło tak przygotowywać się do randki z mężem. Mimo skrupulatnie i mistrzowsko uknutego planu działania, zarezerwowania tydzień wcześniej opiekunki (czytaj jednej z babć :), kompletnego braku spontaniczności, jest w tym wiele magii :)



Zobacz także

12 komentarze

  1. Trochę to smutne, ale na pewno prawdziwe:( cóż, wszystko ma swoje plusy i minusy, a dzieci z kolei rosną i to jest pocieszające:)

    :*:*:*
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No coś TY? Dlaczego smutne? Że znów randkujemy :) To jest fajne :) Smutne jest, że nie ma się czasu we dwoje, ale za to pojawił się czas we troje, co też jest super! Uwielbiam kiedy moja Gazela ma urlop, fajnie tak w trójeczkę :) Jest z pewnością inaczej, zupełnie inaczej - ale myślę, że to też trzeba czasu. Przez pierwsze miesiące wychodzić nawet nie chciałam - bałam się Maję zostawić :)) Teraz pędzimy, jak dzieciaki :)

      Usuń
    2. Miałam na myśli raczej pierwszą część tekstu, o tym, że już nie jest jak kiedyś... I że te randki takie krótkie, zero spontaniczności... mi już teraz tego brakuje przez takie przyziemne rzeczy jak nauka, a co dopiero potem! Ale oczywiście zgadzam się, taki czas spędzony w trójkę też musi być super, tego mi akurat brakuje, jak się jest zawsze tylko w dwójkę to trochę smutno i pusto bywa:)

      Usuń
    3. Cóż mogę powiedzieć : życie :) Na emeryturze będzie czas na randkowanie i spacery w parku za rękę :)

      Usuń
  2. Całkiem fajnie to wymyśliliście. Znów Wam zazdroszczę :D U nas wychodzenie na randki się nie udaje :( Ale chyba zacznę nad tym pracować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to czemu? Dzieciaczki już całkiem duże :) Wiesz, często się nie zdarza - z raz w miesiącu - ale zawsze to coś :)

      Usuń
  3. A my nad randkami na razie myślimy... No cóż. Nadia jedynie może być naszym cichym towarzyszem, bo nie mamy niestety pod ręką babci. Uroki emigracji :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A opiekunka? Na 2 godzinki? Tylko wiesz, nie z ogłoszenia, a z polecenia :)
      Ja na początku też się nigdzie nie wybierałam - matce zawsze jest ciężko zostawić dziecko z kimś innym. A problem chyba nie tylko emigracji, niektórzy babcie mają w innym mieście :( A może jakaś koleżanka, która też ma dziecko i rozumie? Wpadnie nawet w sobotę w ciągu dnia? żeby nie z obcą osobą?

      Usuń
  4. Chwilowo bałabym się zostawić z kimś moją małą, ma niespełna 3 miesiące. Ale może za jakiś czas?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to rozumiem Cię w zupełności. My też zaczęliśmy wychodzić dopiero jak Majcia miała 5 - 6 miesięcy :)

      Usuń
  5. Zawsze pojawienie się dziecka w naszym życiu zmienia dużo. Nasz syn obecnie ma półtora roku i jak na razie nie wychodziliśmy z Mężem sami. Lubimy swoje towarzystwo i wszystkie wypady do restauracji lub po prostu aby się zrelaksować organizujemy we 3 ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A my lubimy wieczorkiem od czasu do czasu wybrać się na małe tete a tete :) Choć Walentynki świętowaliśmy we troje :) i razem też często chadzamy - Maja jest na etapie, że nie daje zjeść na spokojnie, ktoś zawsze je zimne :P

      Usuń