Jak się odżywiać karmiąc piersią

25 lutego 2015

Dieta dla matki karmiącej

Karminie piersią jest jedną z najpiękniejszych rzeczy, jaka mi się w życiu przydarzyła. Ciężko jest to opisać słowami. To uczucie, gdy maleństwo patrzy na Ciebie zaraz po karmieniu, jest zdumiewające, nieziemsko piękne, wzruszające i zachwycające. Zalewa Cię fala czystej i nieograniczonej miłości, a ciepełko rozprzestrzenia się po całym ciele, aż po koniuszki wszystkich palców, by na koniec eksplodować swym ogromem w serduchu. Właśnie z takich momentów matka czerpie nadludzkie siły i odkrywa nowe pokłady cierpliwości.

Byśmy miały wystarczająco dużo sił, i energii należy zadbać o odpowiednią dietę. Ameryki w konserwach przed Wami nie odkryję. Nie ma tu żadnych nowości. Stosujemy najwłaściwszą dietę z możliwych, czyli dietę zrównoważoną, dodając do niej około 600, w pierwszym półroczu, a później 500 kcal. Ot wszystko. Organizmowi należy zaaplikować odpowiednią dawkę substancji zapewniających energię, substancji budulcowych oraz witamin. Dlaczego to ważne? Bo w pokarm idzie wszytko co najważniejsze, jeśli nie dostarczycie odpowiednich substancji w pożywieniu, natura poradzi sobie z tym sama, biorąc co potrzebuje z Waszego organizmu. Stąd wiele kobiet ma problemy np. z zębami (za mało wapnia).
dieta dla kobiety karmiącej piersią
Każdy, kto zna podstawowe zasady diety zrównoważonej (jej zasady znajdziecie w poście dieta ciężarnej) wie, że należy unikać jedzenia tłustego, przetworzonego, fast-foodów, ograniczać potrawy cieżkostrawne, smażone oraz słodycze i wyroby cukiernicze. Należy również unikać potraw wzdymających jak groch, fasola, kapusta, kalafior. Oczywiście nie mówię, żeby od razu je odstawić, ale przez pierwsze 6 tygodni warto z nich zrezygnować, bądź wprowadzać w bardzo małych ilościach, obserwując jednocześnie dziecko. Niestety to co jemy, wpływa na zachowanie dzidziusia. Może mieć wzdęcia, problemy gastryczne (np. problem z puszczeniem bączka, co dziecko bardzo boli i strasznie się przy tym męczy). Powinnyśmy też uważać na ostre przyprawy i składniki o mocnych, ostrych zdecydowanych smakach i zapachach, jak czosnek czy cebula, gdyż mogą podrażniać niewykształcony jeszcze przewód pokarmowy noworodka czy niemowlaczka. Zwróćcie szczególną uwagę na produkty uczulające jak kakao, czekolada, orzechy, truskawki, cytrusy, pomidory, białko jaja kurzego.

Nie oznacza to, że macie stosować dietę eliminacyjną. Coś takiego robimy tylko z polecenia lekarza. Nie można wprowadzić jej profilaktycznie. Tak naprawdę wszystko zależy od naszego maluszka. A wiadomo każde dziecko jest inne. Zazwyczaj bywa tak, że jeśli jadłyście coś w ciąży i dziecko miało styczność z danym smakiem poprzez wody płodowe, zwykle nie będziecie mieć problemów. Należy przede wszystkim jeść zdrowo. Wszystkie produkty powinny być świeże, sprawdzonej jakości. Dieta powinna być tak skomponowana w taki sposób, by dostarczać zarówno matce, jak i dziecku wszystkie składniki odżywce. Suplementacja witaminowa również powinna być wskazana przez lekarza. Same nie powinnyśmy sięgać po żadne preparaty.

Ja np. od razu miałam zalecenie by wprowadzić żelazo (z recepty), witaminy, które przyjmowałam w ciąży plus kwas DHA - w tej samej ilości, co w ciąży, ze względu na mniejsze spożycie ryb. Na początek jadłam głównie potrawy gotowane i pieczone. Produkty szczególnej ostrożności wprowadzałam stopniowo. Jeśli uwielbiacie truskawki, wstrzymajcie się aż dziecko będzie miało chociaż te 5 - 6 tygodni. Zacznijcie od jednej truskawki i obserwujcie dziecko. Jeśli maluch jest niespokojny, ma wzdęcia, twardy brzuszek, problemy z wypróżnieniem lub wysypkę wstrzymajcie się. Za jakiś czas spróbujcie ponownie.  Niestety tak to właśnie wygląda. Metoda małych kroczków. Prób i błędów. Nie wprowadzajcie też wszystkiego na raz. Jeśli wystąpi alergia bądź nietolerancja pokarmowa nie będziecie wiedziały od czego.
dieta karmiącej mamy
Ja faktycznie zaczęłam głównie od zup, kasz, gotowanego mięsa. U mnie krupnik był daniem numer jeden. Duuuuuużo kopru, by pomóc Majci ze wzdęciami (miała bardzo duże problemy gastryczne - zwłaszcza w nocy pojawiały się wzdęcia, twardy brzuszek i płacz przez sen, zwykle o tej samej godzinie). Do tego pulpeciki lub gotowane białe mięso. Owoce wprowadzałam bardzo powoli i ostrożnie. Na szczęście nie miałam problemu z surowymi warzywami, pomidorami czy ogórkiem. Ale na początek zaczynałam od plastra i bacznie obserwowałam Maję. Herbatę z cytryną na początek sobie darowałam.

Pamiętajcie też o odpowiednim nawilżeniu organizmu. Woda,  woda jeszcze raz woda. Minimum 2 litry dziennie. Z resztą myślę, że same odczułyście, że w pierwszych tygodniach od urodzenia męczy Was uczucie pragnienia podczas karmienia piersią? Mnie faktycznie mocno suszyło, jak tylko Maja łapała cyca, dlatego zawsze podczas karmienia obok stała butelka z wodą. Piłyśmy obie.

Uważajcie również na żółty ser. Raczej nie znajdziecie takiego komunikatu w literaturze, ale faktycznie dużo mam mi o tym mówi. W dodatku dużo mam, których dzieci nie mają z niczym innym problemu. I faktycznie. Jak tylko zjadłam ser Maja bardzo cierpiała. Kiedyś siostra przygotowała mi pyszny obiad. Smażonego w maśle łososia. Był boski. Ale smażony. Maja cierpiała cały dzień i całą noc. Nigdy więcej nie popełniłam takiego błędu. Nigdy nie przedłożyłam swojej zachciewajki nad dobro dziecka. Do tej pory moja dieta jest nieco ograniczona. Wiem, czego jeść nie mogę. Wiem, co mogę, ale tylko w danej ilości. Każde zwiększenie porcji jej szkodzi. Jestem mocno uzależniona od rozwoju układu pokarmowego mojego dziecka. Czy mi to przeszkadza? Raczej nie. Nie jest to dla mnie poświęceniem, że pewnych rzeczy sobie muszę odmawiać. Na początku może i był jakiś bunt, ale teraz się przyzwyczaiłam. Zdrowy rozsądek i świadomość jest najważniejsza. Nikt nie zna waszych dzieci lepiej, niż Wy same. Same zauważycie, co możecie, a czego nie. Jeszcze nie. Ale za tydzień, dwa, miesiąc to się będzie zmieniało. Orzechy jem bez problemu (w małych ilościach), czekoladę też. Wcinałam w czerwcu truskawki (nie kilogramami), ale jadłam.
co jeść karmiąc piersią
Dzięki Mai już w ciąży jadłam zdrowo. Tak się przyzwyczaiłam. To jedna z wielu zalet ciąży i posiadania dziecka. Zmusza Cię do rzeczy, których samej czasem ciężko dokonać. Nie pamiętam kiedy jadłam cheesburgera, chipsa czy piłam gazowane w większej ilości niż łyka od męża raz na kilka miesięcy. Ciasta wolę sama piec, co już chyba zauważyliście. Kupne mi już nawet nie smakują. Tak samo mam z jedzeniem na mieście. Jeśli jecie zdrowo, będziecie idealnym testerem na świeże produkty i dania w restauracjach. Od razu dostaniecie zgagi, będziecie miały niesmak w buzi od odgrzewanego jedzenia. Nie będzie Wam smakowało, albo będzie Was bolał brzuch. Pamiętam, jakie problemy z brzuszkiem miała Maja, gdy pojechaliśmy nad morze i zaczęliśmy się stołować na mieście. Masakra!

Dieta niestety staje się uciążliwa, gdy dziecko okazuje się być alergikiem. Wówczas musimy się nieco poświęcić i składniki, które dziecko uczulają wyeliminować, potwierdziwszy wpierw alergię przez lekarza.

A jak to wygląda u Was? Możecie/mogłyście jeść wszystko? Co uczula Wasze dziecko? Możecie taką informacją nieświadomie pomóc innej mamie. 

Pozdrawiam,
M.

Zobacz także

17 komentarze

  1. W sumie mogłam jeść wszystko zarówno w ciąży jak i karmiąc piersią. Jedynie raz pojawiła się u Olusia wysypka jakiś tydzień czy dwa po wyjściu ze szpitala. Odstawiłam wtedy całkowicie nabiał i owoce. Odczekałam dwa tygodnie. Wysypka w międzyczasie zniknęła. Stopniowo zaczęłam ponownie wprowadzać nabiał i owoce a Olusiowi już więcej wysypka nie wróciła. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! JA do tej pory muszę na Majcię uważać - czosnek tylko w mini ilościach, to samo z cebulą. Smażonego nie jadam - ale to już bardziej z przyzwyczajenia :) Sama o niebo się z tym lepiej czuję :)

      Dzięki za komentarz :)

      Całusy dla Olusia :)

      Usuń
  2. Dwa tygodnie po porodzie naszla mnie ochota na kanapke z zoltym serem. Mala plakala pol nocy a ja razem z nia, wyrzuty sumienia i obwinianie sie ze dziecko cierpi przeze mnie. Oprocz tego byly jeszcze mniejsze czy wieksze "wydarzenia" ale dzieki nim dzis juz wiem co moge a czego nie moge jesc. Codziennie probuje czegos nowego (bo ile mozna jesc rosol czy chleb z dzemem?), w malych ilosciach i obserwuje Mala. Jesli widze ze boli ja brzuszek znowu mam te okropne wyrzuty sumienia, ale wiem ze dzieki temu moge lub nie wprowadzic dana rzecz do jadlospisu. Dzis np. bialy ser z lyzeczka miodu nie wywolal wrzasku ani placzu... ku mojej radosci i uldze jednoczesnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to skąś, choć wyrzuty sumienia są zupełnie nie uzasadnione (bo przecież nie zrobiłaś dziecku na złość), to totalne mamine :( Ja jeszcze się denerwowałam ilekroć źle ją złapałam i leciała jej do tyłu ta malutka główka - ale to wynika z troski i miłości.
      Powiem Ci, że lepiej rodzić w zimę niż w maju, gdy powoli zaczynają wchodzić owoce - aż się trzęsłam na truskawki! a tu tak po jednej, następnego dnia dwa - nigdy jednak nie zjadłam kilograma na raz, jak to zwykle bywało :)
      A teraz też musimy uważać, bo Majcul jest alergikiem :( Wam życzę zdrówka!

      Usuń
  3. Kolejny przydatny post! Dzięki:*
    Ograniczenia ograniczeniami, ale dla takiego kochanego maluszka wszystko:)

    :*:*:*
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej M.!
      Właśnie z takiego samego założenia wychodzę. Poza tym człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja - dobrze, że mogłam i mogę jeść owoce :)
      A Majci mam nadzieję, z wiekiem jak przewód pokarmowy się rozwinie alergie przejdą i będzie mogła w pełni degustować wszystkiego dowoli :)

      Usuń
    2. Mój przyszywany kuzyn miał alergię na wszystko, a na dodatek był niejadkiem, tragedia! Ale z czasem zaczął jeść coraz więcej, więc to kwestia czasu, jak ze wszystkim (no prawie;p)
      :*

      Usuń
    3. Mam nadzieję, że u nas też jest nadzieja na tą alergię :(
      Niejadków mamom szczerze współczuję, bo ciężko dziecko zachęcić do jedzenia, jak pluje. Choć Moja znajoma też miała małego niejadka i okazało się, że to nie niejadek tylko bakteria w brzuszku :( Dlatego tyle rodziców podnosi teraz larum i piszą apele i petycje o wycofanie reklamy suplementu diety, który ma wzbudzać apetyt.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zuza zawsze próbujesz pozyskać w ten sposób czytelników?

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Coż za brednie, nie do wiary aż śmiać się chce! :D

      Usuń
    4. Zuza nie obraziłam się, ale zaczynając komentarz od "nie chcę wyjść na jakiegoś hejtera..." no właśnie się nim stajesz - zwłaszcza, gdy kończysz wypowiedź spamem - jakoś nie wzbudza to sympatii. Zwłaszcza czytając jeden jedyny mój post i ten jeden komentując/atakując. Oczywiście każdy ma prawo się wypowiedzieć. Zgodzić czy nie zgodzić. Nie zgadzasz się okej. Ja mam swoje zdanie, które właśnie przedstawiałam powyżej. Gdy czyiś artykuł mi się nie podoba, nie czytam go, nie zostawiam hejtów.
      W niektórych punktach z pewnością masz rację - ale nie publikuję niczego, co u mnie się nie sprawdziło. Zauważ, że kładę nacisk na dożywienie matki, a nie pokarmu - oka jedno zdanie jest niefortunne - zgadzam się - poprawię je. Ba faktycznie mało kto wie, że u kobiety tworzą się zapasy tłuszczu, który magazynowany jest "na złą godzinę". Nie da się go spalić. To naturalny proces, dzięki któremu również kobiety, które nie mają co jeść, mogą wykarmić dziecko.
      Wierzę w zrównoważoną dietę nie tylko w ciąży i podczas karmienia piersią, ale ogólnie. Jestem zagorzałą przeciwniczką jakiś diet typu wegetarianizm, weganizm i diet cud pod tytułem nie jem nabiału i całej tej afery wokół modnego teraz niejedzenia glutenu. Nikt mnie nie przekona i nie warto się tu kłócić. Tak samo uważam, że nie powinno się jeść fast-foodów. Twój wybór, twoje ciało, twój przykład dla dziecka.

      Zapytałam, czy zawsze pozyskujesz w ten sposób czytelników, bo wywód, jakie to bzdury Twoim zdaniem piszę kończysz zapraszając do siebie, ot co. A mnie się to nieprzyjemnie czytało.

      A dietę muszą stosować matki, których dzieci mają problemy. A moje ma. Co po prostu łatwo zaobserwować.

      Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Zuzanna nie jest "hejterem". Napisał bardzo grzeczny komentarz. Nie była wulgarna, chamska i przede wszystkim cyniczny. Szkoda ze nie publikuje wszystkich komentarzy. Kiedyś lubiłam twego bloga. Teraz.... Juz nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem skąd pomysł, że nie publikuję wszystkich komentarzy. Gdyby tak było, nie opublikowałabym komentarza Zuzanny. I to z prostej przyczyny, bo jest spamem. Nie napisałam że, była wulgarna czy chamska więc nie rozumiem skąd Twoje wnioski. Nie liczę też, że to zrozumiesz. Wiele osób narzeka, że ich komentarze nie są komentowane, bo tak niestety działa blogger. Od początku istnienia bloga mam tego świadomość. Jeśli wstawiłaś jakiś komentarz, który się nie pojawił nie oznacza to wcale, że czegoś nie opublikowałam, tylko zwyczajnie, że coś nie zadziałało.

      No przykro mi, że nie lubisz już mojego bloga. Ok. Rozumiem. Masz do tego prawo. Nie urodziłam się z misją, by wszyscy mnie kochali. Nie zmuszam nikogo, by mnie czytał, a już na pewno, by mnie lubił.

      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
  6. Ok. Rozumiem. W takim razie przykro mi że Cię uraziłam. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń