Ja nie muszę, ja chcę!

15 marca 2015


Dzisiejszy wpis jest moim katharsis. Stanowi swoisty list otwarty. Muszę to z siebie wyrzucić, bo chyba eksploduję. Chcę, żeby świat się dowiedział i żeby dano mi spokój. Nie zadawano głupich pytań. Nie komentowano. Nie pouczano. Z nietolerancją i brakiem zrozumienia spotykamy się przez całe życie. Nigdy jednak nie zdawałam sobie sprawy, że z takimi problemami musi również zmierzyć się... matka!?

Łatwo jest oceniać. Krytykować. Szufladkować. Zwłaszcza, jak się kogoś nie zna, albo nie zna się sytuacji. Komentowanie, ocenianie i mędrkowanie przychodzi nam z wielką łatwością. Gorzej z wysłuchaniem czyiś racji, akceptacją i zrozumieniem. Muszę przyznać, że gdy nie byłam mamą też łatwo brałam pod ostrzał. Dziwiło mnie wiele ich zachowań, postępowań, sposób wychowywania i traktowania dzieci. Ocena ujemna przychodziła bardzo prosto. Gdy na świecie pojawiła się Maja, tak po prostu wszystko zrozumiałam. Rozszyfrowałam wiele tajemnic i rozwiązałam wiele zagadek. Dziś wiem na pewno. Jeśli nie chodziłeś w czyiś butach nie oceniaj! Nie pouczaj! A przede wszystkim NIE MĄDRUJ SIĘ! Chcesz się wypowiedzieć? Proszę bardzo, ale zrób to z szacunkiem i pokorą. Nie zachowuj się jakbyś pozjadał wszystkie rozumy. Jakbyś wiedział. Rozumiał. Jakbyś to przeżył.

O czym mowa? O wszystkich uprzejmych, którzy pouczają mnie, jak mam wychowywać swoje dziecko. Twierdzą, że jestem nadgorliwa, bo.... lista jest długa. Ale kilka rzeczy wymienię np. bo lubię spędzać czas z moim dzieckiem, bo od niego nie uciekam, bo nie czuję potrzeby ciągłego wyskakiwania z domu tylko po to, żeby pokazać, jak ze mnie cool babka! Jaka jestem niezależna. Jak potrafię wszystko łączyć. Oceniają, bo nie czuję potrzeby by wyjechać bez dziecka na wakacje. Ba! Mnie się to w głowie nie mieści! Bo karmię piersią, bo nie karmię butelką, bo noszę na rękach i przytulam, gdy płacze, bo nie wychodzę z domu na 6 h! Powinnam! Ot, by dziecko nauczyć. Tylko gdzie ja mam iść? No serio? Gdzie? Pochodzić po galerii? Nie czuję takiej potrzeby. Gdy potrzebuję wychodzę. Jak normalny człowiek, na zakupy, do fryzjera, na kawę - jak mam z kim. Jasne nie siedzę już Bóg wie ile. Wracam o 22, bo wiem, że jest pora karmienia. Ale ja tak chcę! Ja tak wybrałam.
 
Ponoć się zmieniłam. Ano. Mam dziecko. Jestem mamą. I jestem z tego dumna. Dziecko jest dla mnie najważniejsze! To najgłupszy zarzut, jaki w życiu słyszałam. Dziecko nie powinno być dla mnie najważniejsze? No może są takie mamy. I niech będą. Jak długo jest im w tym dobrze, a ich dzieci są zadbane i szczęśliwe. Ja wybrałam takie macierzyństwo. Macierzyństwo bliskości. Dobrze mi z tym. Jestem szczęśliwa. Narzekam jak każdy. Bo macierzyństwo jest trudne. Trudne, jak jasna cholera. Nie raz dzwonię do Ramony z płaczem, a gdy w odpowiedzi słyszę "Skarbie to naturalne, Ty się nie przejmuj" za każdym razem mam ochotę wsiąść w auto, jechać prosto do niej, wycałować i powiedzieć dziękuję! Dziękuję, że mnie rozumiesz. Szanujesz. Słuchasz. Pocieszasz. Nie oceniasz! Jesteś. 

Tak łatwo nie jest, ale mnie jest z tym dobrze. Dziwnie to brzmi? Może. W macierzyństwie jest tyle samych chwil trudnych, co i pięknych. Z tym, że te piękne tatuują w sercu najpiękniejsze wzory jakie można sobie wyobrazić, sprawiając, że te trudne momenty odchodzą w niepamięć. Rodzicielstwo jest ciężką sztuką poszukiwania równowagi. Ja naprawdę nie muszę spędzać z moim Szkrabem całych dni, ja nie muszę jej nosić na rękach, gdy płacze. Ja po prostu chcę to robić. Robię. Sprawia mi to przyjemność. To moje dziecko. Kocham je nad życie. Życie bym za nie oddała i życie bym za nie odebrała. Jest najważniejsza! Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza. Mąż i dziecko. I w nosie mam, co ktoś o tym myśli.

Czy odsunęłam się? Absolutnie nie. Odbieram telefony, oddzwaniam. Umawiam się. Wychodzę. Interesuję się. Nie mówię, tylko i wyłącznie o dziecku. Telefony działają w dwie strony, maile, facebook itd. też.

Jestem taką matką, jaką chcę być. Jaką potrafię być. I nikomu tu nic do tego. Oceniać może mnie jedynie mąż i córka. Reszta niech pilnuje swoich spraw. Naprawia siebie. 




Zobacz także

30 komentarze

  1. Mądre i prawdziwe :) Też nie lubię wychodzić bez dzieciaków, więc często chodzimy tam, gdzie możemy wszyscy (nawet jeśli w środku grilla oboje usną na rozkładanych fotelach,hehe). I też sobie nie wyobrażam pojechać na wakacje tylko we dwoje, choć wiem, że wielu rodziców (także z mojego otoczenia) odpoczywa tak od swoich pociech. Życzę wytrwałości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kochana! Za wsparcie. Ciepłe słowa. Miło wiedzieć, że nie jestem osamotniona w temacie. Buziole dla Ciebie i Twojej gromadki :***

      Usuń
  2. Każdy ma swoje życie i musi je przeżyć po swojemu, bo tylko raz dostajemy szansę - powtórki nie będzie. Ja uważam, że każdy ma prawo, wręcz obowiązek żyć po swojemu, szukać, poznawać, uczyć się, popełniać błędy, poznawać siebie i innych. Stosować to, co dla niego jest dobre, co sprawia że jest szczęśliwy(pod warunkiem, że nie krzywdzi nikogo). Niestety są ludzie, którzy zamiast skupić się na swoim życiu, mówią innym co mają robić, jak mają robić i jak ma wyglądać ich życie - ale tak naprawdę tym gadaniem chcą poprawić sobie humor, żeby przypadkiem nie okazało się, że muszą nad sobą popracować. Bo gdy inni robią tak jak oni, to znaczy że wszystko z nimi w porządku.
    Żyj i daj żyć innym - jest zbyt wiele rzeczy na co dzień, którymi się martwimy, że osoby koło nas, moim zdaniem, powinny wspierać i być otwarte (w końcu miłość mnoży się, gdy się ją dzieli :)) - bo to dla mnie znaczy właśnie troszczyć się o kogoś - być, wspierać, dodawać skrzydeł, a nie obcinać, żeby tylko przypadkiem nie poleciał. Nie musimy być wszyscy tacy sami - ba, nawet nie możemy - byłoby taaaaak nudno ;) Buźka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zawsze Ania pięknie i mądrze powiedziane. Nic dodać, nic ująć. Zgadzam się z Tobą w 100% zwłaszcza w kwestii wspierania i dodawania skrzydeł!
      Dziękuję, że jesteś!
      :***

      Usuń
  3. Brawo za ten tekst! Uwierz mi, wiem, co to znaczy być krytykowaną i niezrozumianą (choć z innych powodów oczywiście) i nigdy nie mogę pojąć czemu ludzie nie mogą po prostu przyjąć, że każdy ma prawo do podejmowania własnych wyborów i nikomu nic do tego. Dopóki nikogo nie krzywdzi tym samym.
    Smutne są też te wojny matek, które zamiast się wspierać to krytykują, a przecież szczęście i zdrowie dzieci powinno się najbardziej liczyć...

    Nie przejmuj się krytyką, zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej. Słuchaj swojego serca i spędzaj tyle chwil z Mają, ile dusza zapragnie, czas tak szybko leci! Nikt Ci potem tych wspólnych momentów nie zwróci...

    :*:*:*
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem kogoś nie rozumieć, nie pojmować jego postępowania, ale nie mogę pojąć skąd potrzeba dyktowania innym co i jak mają robić. Co innego, gdy chcesz doradzić w dobrej wierze, ale sposób doboru słów będzie tu miał kluczowe znaczenie.
      A o wojnach matek to nawet nie wspomnę. Choć przyznam, że też spotkałam się z dziwną reakcją na moje niewinne słowa pt. jestem dumna, że karmię piersią - ktoś uznał to za atak - choć wypowiadam tu nie tyle moje zdanie ile moją sytuację... Ludzie są czasem dziwni, czasem niezrozumiali.

      Dziękuję za komentarz - jak zawsze :***

      Usuń
  4. Jak dwie krople wody! Masz swoją miniaturkę :) Te Wasze oczka wesołe!

    Co do tekstu: ech, podpisuję się rękami i nogami. Choć przyznam, że też kiedyś łatwo przychodziło mi ocenianie innych. Matki skoncentrowane na dzieciach są łatwym celem. Bo przecież bardziej cool jest taki zimy chów: nie noszę - bo się (nieśmiertelne!) przyzwyczai, nie lecę na każde zawołanie - niech się uczy, że życie jest niesprawiedliwe, wychodzę/wyjeżdżam bez dziecka - bo mam swoje życie i mały terrorysta go nie zdominuje itp. itd.

    Czasem się zastanawiam czy ludzie mają dzieci po to, żeby je kochać, czy po prostu po to, aby odhaczyć kolejny punkt na liście zadań do zrobienia. I dlaczego oziębłość jest bardziej w cenie niż bliskość?

    Ja też wybrałam macierzyństwo bliskości. Noszę na rękach, pozwalam na sobie spać i biegnę na każdy płacz. Mały człowiek chce być przy mnie, a ja przy nim Nie wyjdę z domu na dłużej niż trzy godziny, ale naprawdę nie trzeba mi współczuć, bo już po dwóch wracam do domu biegiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj powiem Ci, że mam dokładnie taki sam odbiór. Czasem faktycznie ludzie mają dzieci pod presją społeczeństwa - bo wypada. Czasem sami nie potrafią okazywać emocji, a czasem traktują dzieci, jak to ujęłaś, jak terrorystów. Faktycznie w pewnym wieku można do tego doprowadzić, ale nie kilkumiesięczne dziecko! Heloł.

      Z tym wychodzeniem też tak mam. Wychodzę, ale zaraz zaczynam tęsknić :)

      Usuń
  5. Mogłabym to samo napisać. Macierzyństwo zmienia pogląd na wiele rzeczy. Nie można być dokładnie takim samym człowiekiem, kiedy na świecie pojawi się dziecko. To ono zaczyna wyznaczać pewne normy, czy tego chcemy czy nie. I to my decydujemy, jak zareagujemy na te zmiany w życiu.
    Każda z nas jest najlepszą matką dla swojego dziecka. O ile nie wyrządza się oczywistej krzywdy, to krytykowanie poprzez noszenie czy trzymanie za rączkę, za sposób karmienia, to jest niepoprawne moim zdaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba powinnam stworzyć osobny wpis pt. ewolucja człowieka dzieciatego - czyli co zmieniło w moim życiu dziecko :) bo zmienia wiele, żeby nie powiedzieć wszystko :P

      Masz rację, każda z nas jest najlepszą matką dla własnego dziecka. Kropka :)
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  6. Zgadzam się w 100% mądry tekst zanim miałam dziecko może nigdy nie komentowałam tak bez pośrednio,że ktoś coś źle robi ale swoje myślałam i mówiłam do innych, że ja to bym robiła tak czy tak ale po urodzeniu synka widzę, że to się zmienia. Jak to mówią punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ale my do znajomych chodzimy z naszym synkiem nie siedzimy długo ale choć troszkę dla mnie to dużo bo jak przez cały czas siedzę sama z małym to chociaż w weekend troszkę do ludzi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj rozumiem, rozumiem :) Też potrzebuję do ludzi. Z tymi którzy mnie akceptują w pełni mam stały kontakt - wiadomo, nie taki jak kiedyś - nie stać mnie na taki luksus, jak codzienne pogawędki przez telefon, fejsunia, czy maila - ale bardzo chętnie wychodzimy i przyjmujemy gości. Jak tylko można :)

      Cieszę się, że tekst Ci się podoba. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż tak pozytywnego odbioru i tak wielu wspaniałych, ciepłych, miłych, dodających skrzydeł komentarzy! :***

      Usuń
  7. Napisałaś "Jestem szczęśliwa" i to jest najważniejsze! Na pewno nie wszyscy mogą to samo powiedzieć o sobie. Żyj tak jak chcesz, to przecież Twoje życie, zresztą doskonale o tym wiesz :) Ludzie chyba nie mogą zrozumieć, że nie ma jednej recepty na szczęście, że to co ich uszczęśliwia, może nie działać w przypadku innej osoby. Super, że masz kogoś kto Cię wysłucha, a tym którzy mówią Ci jak masz żyć, podziękuj za "dobre rady" i rób swoje! Cieszę się, że dzielisz się swoim macierzyństwem na blogu i że miałam szczęście tu trafić ;) Pozdrawiam gorąco i życzę dużo siły w kontaktach z cioteczkami "dobra rada" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej bardzo dziękuję :) Cieszę się, że blog i moje przemyślenia Ci się podobają. Fajnie jest poznać obcych ludzi, którzy zgadzają się z nami w tak wielu kwestiach :)

      Masz absolutną rację, co uszczęśliwia mnie, innych może poważnie zdołować. I na odwrót.

      Buziak

      Usuń
  8. Bardzo mądre słowa. Łatwo jest dyktować komuś jak ma żyć, ale trudniej jest samemu żyć tak, by być szczęśliwym. Moja córka jest moim wielkim szczęściem, zwariowalam na jej punkcie. Ale mam także potrzebę wyjścia do ludzi - ale oczywiście z córką i mężem u boku. Wtedy jestem szczęśliwa.
    Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czas spędzony w trójeczkę (albo więcej w przypadku większych rodzinek) jest zdecydowanie najcenniejszy :)

      Dziękuję za komentarz, tym bardziej, że chyba pierwszy prawda?
      :***

      Usuń
  9. SUPER podejście!! Z tego co czytam Twoje posty na blogu (a sama nie jestem mamą) to bardzo pięknie mówisz o Małej, o swojej Rodzinie i o swoim życiu. Widać że się spełniasz w tym co robisz a to najważniejsze!! I tak trzymaj dalej!! JESTEŚ SUPER MAMĄ.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!!! Dzięki! Dzięki!
      Staram się bardzo, bo bardzo ich kocham. Rodzina zawsze była dla mnie najważniejsza. Zwłaszcza teraz, gdy mam własną, świata poza nimi nie widzę.

      :****

      Usuń
  10. Najważniejsze jest, aby czuć się szczęślliwym!!! :))
    Mój Synek to moje wielkie szczęście - jest moim oczkiem w głowie :)) również potrzebuje czasem wyjść gdzieś na miasto, pobyć wśród ludzi ale tylko z moim Szczęściem - małym Nikosiem i dużym narzeczonym :))
    Lecz nie każdego uszczęśliwia to samo...
    pozdrawiamy i zapraszamy do Nas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać po Twoim blogu, jego treści i już po samej nazwie, że Nikoś to Twój mały cud :)
      Każda mama potrzebuje przerwy, oddechu, doładowania akumulatorów. Potrzebuje być sobą, mimo iż na jakiś czas o sobie zupełnie zapomina. Co jak dla mnie jest bardzo naturalne.

      Pozdrawiam Ciebie i synka i dziękuję za odwiedziny :)
      Zapraszamy z Mają częściej :)

      Usuń
  11. Magdo, ja nie wiem o co tym wszystkim ludziom chodzi, przecież Ty się zachowujesz NORMALNIE. Sama nie mam dziecka, ale Twoje podejście względem dziecka wydaje mi się całkowicie normalne, jak ktoś mógł Ci zarzucić, że córka jest dla Ciebie najważniejsza ? Nonsens.

    Swoją drogą, nie znoszę kiedy ludzie się wtrącają, komentują, wytrącają z równowagi. W imię czego ? Chyba tylko, żeby komuś popsuć humor, ktoś bliski, kto jest Tobie życzliwy nigdy nie będzie robił Ci przytyków, jeśli faktycznie będzie chciał Ci coś powiedzieć to zrobi to w sposób życzliwy i taktowny, a innymi nie warto się przejmować...tak po prostu.

    Pozdrawiam serdecznie,

    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Aga! masz rację! Nie powinno się przejmować. Ale fakt, że jak jest to ktoś blisko, to boli.
      Czy zachowuje się normalnie. Dla mnie tak. Ale widzę, że dla większości dzisiejszych kobiet najważniejsza jest kariera i jak to nazywają pozostanie sobą. O ile pozostanie sobą i potrzebę dalszego rozwoju rozumiem w zupełności, o tyle przedkładanie kariery, awansów itp. już nie. Nie wiem, czy zauważyłaś, ale w dzisiejszym świecie neguje się kobiety, które wybierają dom aniżeli karierę. A przecież to właśnie kiedyś było naturalne. Teraz na mamy, które zostają w domu krzywo się patrzy, krytykuje, uważa za głupie, kury domowe, bez ambicji, bez polotu.... :(
      Przykre

      Buziak, dziękuję Ci za komentarz :)
      Pozdrawiam i zapraszam częściej :) :***

      Usuń
  12. Fajne to co napisałaś...najbardziej nie lobię ludzi, którzy wszystko najlepiej wiedzą i robią a do tego jeszcze uzurpują sobie prawo do pouczania i sztorcowania innych. Niech inni mówią co chcą a Ty kieruj sie po prostu sercem, a dziecko dla matki to taki ktoś naj ...najważniejszy , najpiękniejszy, najukochańszy, itd itd....i wydaje mi się że to prawidłowe podejście ....pozdrawiam
    http://annakobieta70.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  13. Hejka. Madziu podpisuję się pod Twoim tekstem. Chciałam tylko zauważyć, ze nie zawsze matki mają wybór: zostać z dzieckiem czy wrócić do pracy i pozostawić malenstwo pod opieką innych. Uwierz mi, ze tych które chcą się realizować zawodowo jest bardzo mało, prawie zawsze powrót do pracy jest podyktowany sytuacją finansową. Sama po urlopie macierzyńskim będę musiała wrócić do pracy, bo przy naszym kredycie i wypłacie mojego męża nie poradzimy sobie. Tak więc większość komentarzy innych matek, które krytykują mamy, które zostają w domu i w pełni poświęcają się swoim pociechom wynikają głównie z zazdrości, że same tak nie mogą. Ja sama też zazdroszczę :( milion razy bym wolała sama zostać z moim kroliczkiem w domu niż oddać go w opiekę babci albo do żłobka. Bo kto go zna bardziej i rozumie niż ja? Kto go lepiej utuli? Naprawdę szczęściarze z tych, którzy w ogóle mają wybór. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, ale ja nie mówię w tekście o pozostaniu w domu z dzieckiem po urlopie macierzyńskim. Ja mówię właśnie o tych chwilach do roku po porodzie. Decyzja o urlopie wychowawczym to już zupełnie inna, jeszcze bardziej delikatna kwestia. Sama jeszcze nie podjęłam decyzji - odwlekam ją. Nie chcę nawet o tym myśleć :(((( Serce mi pęka.

      Chodziło mi o tu i teraz, gdy Maja skończyła 10 mcy - a ja już słyszę takie rzeczy - i to słyszałam jakiś czas temu :(
      Całkowicie Cię rozumiem.

      Dziękuję za komentarz :) i ciepło pozdrawiam
      życzę, abyś jakoś przetrwała w miarę bezboleśnie powrót do pracy :***

      Usuń
  14. A ja niestety jakoś inaczej odebrałam ten wpis. Lubiłam czytać Twojego bloga. Posty o wyprawce dla dziecka, dotyczące rozwoju malucha były bardzo fajne. Ale tu jakoś za bardzo powiało patosem. Jakbyś sama nie do końca czuła to, o czym chcesz czytelnika przekonać. Tak jakbyś to Ty miała jednak wewnętrzny problem z tym, że wybrałaś taki a nie inny model macierzyństwa. Jakbyś jednak chciała nieco odpuścić ale wewnętrzny głos Ci tego zakazuje. Bo do kogo ten manifest jest skierowany? Tu na blogu nikt nie krytykuje Twoich metod wychowawczych, karmienia piersią czy usypiania na rękach tak dużego dziecka. To jest, jak słusznie zauważasz Twoja sprawa, Twój wybór, Twój kręgosłup. Nikomu nic do tego. Natomiast jeżeli w realu znajomi Cię oceniają, to wpisy na blogu chyba nie są najlepszym sposobem komunikacji z nimi. Warto chyba im wprost powiedzieć dokładnie to co napisałaś. Jeżeli się obrażą, to pewnie czas na weryfikację znajomości z nimi.
    Na marginesie, to że mama wyskoczy czasem z przyjaciółką na kawę, czy o zgrozo – na wino nie wyklucza jeszcze macierzyństwa bliskości. I o ile zaniedbanie znajomych, przyjaciół w pierwszych miesiącach życia malucha jest naturalne i każdy powinien to zrozumieć, tak potem być może bliskim trudno zaakceptować, że ciągle są na dalekim planie. Ani się obejrzymy, a nasze pociechy będą chciały spędzić piątkowy wieczór ze swoimi przyjaciółmi. Fajnie by było, gdyby wtedy się nie okazało, że nam zostają tylko puste ściany, bo w pewnym momencie życia zaniedbałyśmy swoich przyjaciół. Ale to tak na marginesie, bo chyba tego problemu akurat nie poruszałaś.
    Tak czy inaczej, życzę spokoju i harmonii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne, że w ten sposób to odebrałaś, bo widzę że w ogóle mnie nie zrozumiałaś. Chyba jako jedyna. No cóż. Nie każdy musi mnie rozumieć. Ale jeśli uważasz, że mam problem ze sobą i ze swoim macierzyństwem to z psychologii dostałabyś pałę :P
      Poza tym oznaczałoby to, że wszystko co do tej pory napisałam jest wierutną brednią. Nie uważasz, że Twoje rozumowanie zaprzecza całej idei mojego bloga?

      Inna sprawa, że nie piszę tekstów pod publikę tylko o tym czym chcę się podzielić, co dla mnie ważne, co w danym momencie czuję. Czy mój tekst jest skierowany do którejś z dziewczyn, które komentują które znam? Oczywiście, że nie. Czy ty czytasz mnie regularnie na tyle, by mnie poznać? Ciężko mi stwierdzić, bo się pod komentarzem nie podpisałaś. A hejty też dostaję. Wierz mi to bardzo nieprzyjemne. Są usuwane.
      Tekst ma adresata. Powstał w emocjach, bólu i rozczarowaniu osobą bardzo mi bliską, która nie rozumie, że po urodzeniu dziecka wszystko się zmienia, że można zmienić swoje spojrzenie również na macierzyństwo, do osoby która powinna być szczęśliwa razem ze mną, wspierać mnie, a nie krytykować i mówić, że nie mam czasu, bo to ja ciągle wychodzę z inicjatywą spotkania, to ja dzwonię, to ja piszę. To ta osoba nie ma czasu dla mnie, nie dzwoni, odpisuje bardzo późno albo wcale. Tekst powstał bo próbowałam nawiązać dialog, porozmawiać. Ale do tanga trzeba dwojga. Musiałam to z siebie wyrzucić. Zrzucić ciężar. Puścić w eter. Poza tym po rozmowie z bliską mi inną mamą uznałam, że nie tylko ja mam taki problem, że czuję się dyskryminowana dlatego pomyślałam, że zamiast płakać do poduszki wykrzyczę na blogu. Może inne mamy też tego krzyku potrzebują.
      Przykro mi, że próbujesz mnie pouczyć, jak mam rozmawiać ze znajomymi, bo wiesz mi, że jestem osobą, która jak z kimś nie porozmawia to usycha. Potrzebuję rozmawiać i jestem osobą, która zawsze dąży do konfrontacji.

      Nie napisałam też, że jest coś złego w wyskakiwaniu na kawę. Sama to robię i to bardzo chętnie. Uwielbiam kawkę w miłych towarzystwie. Ja mówiłam o bezcelowym wychodzeniu z domu tylko dlatego, że czyiś zdaniem powinnam. Widzę, że kompletnie mnie nie zrozumiałaś. A to co napisałaś mnie zakuło :( Może nie miałaś złych intencji. Mam taką nadzieję. Słowo pisane zawsze brzmi inaczej i może wywołać zgoła odmienne emocje niż ma się zamiar. Pozostaje mi w to wierzyć, że nie miałaś złych intencji ani chęci pouczania mnie. Ja mówiłam o wyjazdach na weekendy, gdy dziecko jest malutkie, ja mówiłam o wyjazdach rodziców bez dziecka. Nie wyobrażam sobie czegoś takiego na ten moment, gdy Maja ma 10 miesięcy. Z pewnością będziemy ją wysyłać z dziadkami nad morze. JA przecież muszę wrócić do pracy. Nie obawiaj się o moje relacje ze znajomymi - zapewniam Cię, że nikogo nie zaniedbuję. Moje towarzystwo jest niedzieciate, co sprawia, że to oni się odsuwają, przestają dzwonić, pisać, chcieć się umawiać, bo moje możliwości wyjścia (chodzi mi o zasięg czasowy) są ograniczone. I to oni nie zadzwonią, gdy ja tego nie zrobię (oczywiście nie wszyscy), ale taką tendencję odczułam.
      Poza tym o co chodzi z tym alkoholem? Bo w moim tekście słowa o nim nie ma. A o stosunku do picia wina też nigdy na blogu nie pisałam, więc chyba tu już o czymś innym piszesz, albo mocno odbiegłaś od tematu.

      Pozdrawiam

      Usuń
  15. No i kurna! bardzo dobrze! krzycz o tym i bądź dumna! ja jestem np. typem domownika i wielokrotnie słyszałam że coś ze mną nie tak bo nie chce wyjść do klubu tylko zapraszam ludzi na herbatę do siebie do domku , na świeże powietrze, spacery , ogniska....ludzie nie rozumieją że w życiu są róże typy i typki , różne etapy....chyba w moim pierwszym komentarzy napisałam Ci że podziwiam Cię że chcesz jeździć z dzieckiem na wakacje to jest po prostu wspaniałe, reprezentujesz supermummy którą też kiedyś mam zamiar być, może też założę bloga , mam nadzieję że będzie mi dane mieć zdrowe dziecko i spędzać z nim czas jak najdłużej do momentu kiedy samo nie powie "mamo ić" ;) i zaraz pewnie usłyszę że nie mam pojęcia o wychowywaniu dzieci i że to ciężka praca, trud i męczarnia bo zawsze to słyszę a jak napisałam kiedyś u kogoś haha pod artystycznymi zdjęciami z porodu że ta chwila musiała być magiczna to jakaś mama która swoje dzieci traktuje chyba jak najgorsze zło napisała mi że w porodzie nie było niczego magicznego, że to krew, pot i łzy......po prostu zrobiło mi się jej żal, bo ja rozumiem że to nie łatwa sprawa ale jednak to cud narodzin i nikt mi nie wmówi że to nie magia zobaczyć małego bobka patrzącego się na Ciebie którego nosiło się pod sercem....;) ale widzisz każdy ma inne zdanie , nie przejmować się i robić swoje !! :))))))))):*
    buziaki. Zuza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem domatorem. Kiedyś było inaczej, ale to mój mąż zmienił, a nie dziecko :) Kiedyś wszędzie mnie było pewno, miałam mnóstwo znajomych, ciągle na walizkach - ale to było singlowanie :) jak jest do kogo się przytulać na kanapie zamiast pić drina w klubie wolałam sama bawić się w barmana w domu, ugościć ciastem, umówić się do kina, na kolację. Wiesz mi idealną mamą nie jestem. Też czasem Mai mam dość, ale to zupełnie naturalne. W chwilach zwątpienia mam Ramonę! <3 Pobiadolimy i nam lepiej. Lepiej mi, gdy usłyszę: też tak mam :) A poród? No to boli, ale w chwili gdy dostajesz dziecko do piersi, jakoś o tym bólu zapominasz i tylko się w nie wpatrujesz, jak w cud. Bo to cud. W Tobie urosło życie, potem Ty je wydałaś na ten świat i wreszcie trzymasz je w objęciach. Ale nie wszystkie porody są podręcznikowe. Gdy są komplikacje, nerwy, zagrożenie życia niektóre kobiety mają traumę i nawet nie chcą tego wspominać, co rozumiem doskonale. Budzi to emocje.
      Życzę zdrowego dzidziusia. To jest najważniejsze. Twoje i jego/jej zdrowie i wsparcie tatusia :)

      Ciepło pozdrawiam! :***

      Usuń