A czy Ty masz kontrolę nad własnym dzieckiem?

29 kwietnia 2015



To pytanie już samo w sobie brzmi upiornie. Aż mnie ciarki po plecach przechodzą. Słowo kontrola kojarzy się z urzędu pejoratywnie. Bo co jest pozytywnego w sprawowaniu nad kimś kontroli. Kontrola to władza, a nikt nie chce by ktoś miał nad nim władzę. Każdy się jej przeciwstawia, więc skąd w nas ten mechanizm i potrzeba? Kontrolujemy siebie, swoje zachowanie, swoje życie. Są ludzie którzy za wszelką cenę chcą kontrolować dosłownie wszystko co się wokół nich dzieje. Przede wszystkim jednak kontrolujemy bliskich. Na pewno w swoim towarzystwie znacie kobiety, które przeszukują mężom kieszenie, szperają w komórce, myszkują na skrzynkach pocztowych i portalach społecznościowych. To okropne nawyki. Brak zaufania. Brak pewności siebie. 

Na pierwszym miejscu jednak staramy się mieć kontrolę nad naszymi pociechami. Z początku dość to niewinne. Uważamy aby się im krzywda nie stała, aby nie połknęły jakiegoś ostrego, niebezpiecznego przedmiotu, nie włożyły kulki do nosa, nie uderzyły główką o kafelki, nie spadły z kanapy, nie wybiły zęba. Potem kontrolujemy czy wszystko zjadły, odrobiły lekcje, umyły zęby, wróciły o 22. Z kim się spotykają. Czy już cnotę straciły... (o matko, nawet nie chcę o tym myśleć...) I tak mija całe życie. Na stałej kontroli. Ale czy naprawdę swoje dziecko kontrolujemy? Czy jesteśmy w stanie cokolwiek kontrolować? Czy wszystko opisane wyżej to zwykła troska i opieka? Oczywiście dopóki trzymamy się granic zdrowego rozsądku, nie ograniczamy nikogo, nie ograniczamy czyjejś przestrzeni osobistej, wszystko jest w porządku.

Usłyszałam dziś, że gdy Majcia zacznie chodzić stracę nad nią kontrolę już na resztę życia. Już będzie szła, gdzie ją nogi poniosą. Ale czy to coś złego? Czy nie o to właśnie chodzi? By szła własną drogą, popełniała własne błędy, pisała własną historię? Przecież rodzicielstwo nie oznacza kierowania dzieckiem ani nim sterowania. To nie kukiełka ani robocik, ale istota o własnym rozumie, potrzebach i osobowości. Owszem to od nas uczy się życia. To my przekazujemy mu wartości, uczymy jak żyć własnym przykładem. Nie trzeba wcale dużo mówić. Dziecko widzi. Uczy się, ale też samo wyciąga wnioski. Możemy być tylko przewodnikami, nauczycielami. Przez pewien czas opiekunami, skrzydłami pod które może się schronić, ale również osobami, które pokażą jak latać, które do latania zachęcą, które spod skrzydeł wypuszczą.

Czy w ogóle kiedykolwiek miałam nad Mają kontrolę? Myślę, że nigdy. Owszem na początku dziecko potrzebuje opieki, pomocy ale nawet na termin porodu nie miałam wpływu. Ani to jaka jest. Spokojna czy szalona. Nie miałam wpływ na to, kiedy pierwszy raz się samodzielnie usiadła, kiedy zacznie chodzić. Nie mam wpływu na to, kiedy urosną jej wszystkie zęby. Ani kiedy się pierwszy raz zakocha. Ale mam wpływ na to, jakie to będzie miało w jej życiu znaczenie i jak będzie potrafiła kochać. Staram się podążać za własnym dzieckiem, za jej rozwojem, potrzebami, kierunkiem, a nie sama go tworzyć.

Głęboko wierzę, że powinniśmy pamiętać, o tym że dziecko ma własną wolę. To taka mała tabula rasa, w której na początku piszemy my, ale tylko po to, by być jedynie narratorem (zawsze w osobie trzeciej, nigdy w pierwszej). Mamy wspierać, opiekować się, uczyć, a nie wpajać, hodować czy tresować. A gdy o tym zapominamy, cofnijmy się w czasie i zapytajmy szczerze samych siebie, czy rodzice pozwalali popełniać nam błędy? Czy pozwalali wyciągać samemu wnioski? Czy nam ufali? Czy kochali na tyle mocno, ze potrafili dać wolność? I jak to nas ukształtowało? Czy chcemy tego samego dla naszego dziecka?

Warto się zastanowić, jakimi chcemy być rodzicami. Jasne. Życie to zweryfikuje. Bo teoria teorią, a w praktyce różnie to wychodzi. Ocenią nas nasze własne dzieci. Nie ma ludzi idealnych. I właśnie to należy zaakceptować. Ani ja, ani Maja nigdy nie będziemy idealne. Ale przecież o to w życiu chodzi, by do ideałów dążyć, a nie się nimi stać. Sama droga ma uczyć, a nie jestestwo. 

Oj filozoficznie tak mi dziś wyszło :) Ale może Wy też kiedyś o tym myśleliście?
M.

Zobacz także

8 komentarze

  1. MEGA! Mądre, prawdziwe, życiowe. Zgadzam się z każdym słowem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! dziękuję :) Ty wiesz, że to pierwszy raz, gdy zgadzasz się ze mną od a do z?? :P
      Całusy wielgachne dla Ciebie Kochana :*****

      Usuń
  2. Mogłabym to samo powiedzieć. Nie czuję, żebym kiedykolwiek miała kontrolę nad swoją córeczką. Nawet jak się urodziła, to ona wołała mnie, kiedy była głodna, kiedy przeszkadzał jej pełen pampers, kiedy potrzebowała po prostu bliskości i maminego bicia serca, by móc spokojnie spać. Ja spędzałam z nią całe dnie i robiłam wszystko, by czuła się szczęśliwa. I nadal tak robię. Dopasowuję się do mojej córeczki, układam grafik swojego dnia tak, by dać jej wszystko co najlepsze. Nie chcę nigdy być głową mojej córki. Wolę, by sama się uczyła i sama odkrywała świat, z moją niewidzialną niemal pomocą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak chcę, aby to wyglądało :) Rozumiesz mnie doskonale :)

      Usuń
  3. Mądre, prawdziwe i takie trudne (zachować zdrowy rozsądek, hehe).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak! :) Zdaję sobie z tego doskonale sprawę. To jest ta najtrudniejsza rzecz plus zachowanie dystansu, kiedy trzeba zachować zimną krew :)

      Usuń
  4. Faktycznie...gdy córka była mała to łaziłam za nią wszędzie, pilnowałam jak własnego oka a teraz... jest na tyle rozsądna, że chodzi własnymi ścieżkami (na szczęście na razie koło domu;) ale uwielbiam jak wciąż zadaje mi mnóstwo pytań bo przecież my sami uczymy się całe życie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheheh :) No my czekamy, kiedy nasza zacznie z nami rozmawiać, choć nie wiem czy pytaniami nas nie zamęczy :)

      Dziękuję Ci za odwiedziny i komentarz :) Serdecznie zapraszam :)

      Usuń