Komputerowy detox

17 kwietnia 2015

https://unsplash.com/

Czy Wy też zauważyliście swoje uzależnienie od urządzeń elektronicznych? Komputer. Komórka. Tablet. Nie potrafimy się bez nich ruszyć. Osobiście znam osoby, które nawet do toalety chodzą z telefonem. Bardzo dużo ludzi przestało kupować np. kalendarze - prowadzą kalendarz elektroniczny. Dzieciaki już nie prowadzą pamiętników. Są e-pamiętniki, notatki, blogi. A co z "Kalendarzem Szalonego Małolata"? Niby to wszytko miało sprzyjać ułatwieniu naszego życia, zmniejszeniu posiadanych przedmiotów, ale czy to nie prowadzi do uzależnienia?

Coraz częściej łapię się na odruchowym spoglądaniu na telefon, czy czasem ktoś nie dzwonił, nie napisał. Zaglądam do bloga, czy nie ma komentarza, czy oby na wszystkie odpowiedziałam. A smartfony, dzięki którym mamy telefon, facebooka, maila i wszelkie inne portale społecznościowe w jednym, to już zbawienie i przekleństwo w jednym. Powiedziałam sobie dość. A uściślając, dość powiedział mój telefon, który się po prostu zepsuł.

Przez 2 dni żyłam bez telefonu. Z jednej strony panika - no jak to, jestem sama z dzieckiem w domu, a nie mam jak zadzwonić nawet po pogotowie, gdyby coś się stało. Za chwilę mi przeszło - przecież mieszkam w bloku, są sąsiedzi. Mają telefony. Kiedyś telefonów nie było i ludzie żyli. Pod koniec dnia okazało się, że jestem niewiarygodnie odprężona, wyciszona, zrelaksowana. I tylko dzięki braku telefonu. Co za ulga - gdy nie trzeba się stresować, że nie oddzwoniłam, nie odpisałam, że muszę zrobić to, czy tamto. Przecież nie zawsze muszę odbierać telefon i oddzwaniać w ciągu 5 minut. Kiedy zaczęliśmy tego od siebie wymagać? I po co? Przecież jeśli nie mogę odebrać znaczy, że nie mogę. Jeśli nie oddzwaniam znaczy, że nie mogę. Jeśli ktoś ma coś ważnego, z pewnością do mnie dotrze.  Po co nam takie uzależnienie? Taka spina? Życie jest o wiele przyjemniejsze bez tego. 

 
https://unsplash.com/

Kocham pisać, dzielić się z Wami tym, co uważam za ważne, piękne, dobre i miłe, ale nie chcę czuć obowiązku. Oczywiście to wewnętrzna presja, którą na siebie sama narzuciłam. Zupełnie niepotrzebnie, ale czy Wy też czasem nie czujecie się w obowiązku, by do kogoś oddzwonić, odpisać, napisać, itp? Czy ta elektronika nie zabiera nam dusz? Nie zabiera miłych spotkań przy kawie, niezobowiązującego piwa na mieście, zastępując elektronicznymi znajomościami? Oczywiście nie zrozumcie mnie źle uważam, że to wspaniałe, że mogę mieć kontakt z psiapsiółą mieszkającą daleko, daleko ode mnie, albo poznawać nowych ludzi poprzez bloga. To jedna z największych zalet blogowania. Z wieloma z Was czuję bardzo dużą więź i gdyby Was zabrakło poczułabym stratę. 

A może to tylko w mojej głowie istnieje takie poczucie obowiązku? że gdy kogoś zaczynam lubić, nie chcę go zawieść, nie chcę by czuł się pominięty, odepchnięty czy zlekceważony. Jednak w dobie XXI w. czy jesteśmy w stanie zadowolić wszystkich? Ze wszystkimi być w stałym kontakcie, nie mieć tyłów w odpisywaniu, w oddzwanianiu? Może warto czasem zwyczajnie wyluzować, wyłączyć telefon. Spędzić dzień, tak jak kiedyś. Zajmując się rzeczami naprawdę dla Nas ważnymi, albo błahymi, sprawiającymi przyjemność, jak spacer, wciągająca lektura, popołudnie z rodziną bez telewizora, zabawa z małym berbeciem, zapach kawy, ulubiona płyta, gazeta, tomik poezji? 

Mój tata ostatnio stwierdził, że jego dzieciństwo było fajniejsze od tego, jakie będzie miała Maja. On zabawy sobie wymyślał, ciekał z chłopakami po podwórku, rozrabiał, rozwijał wyobraźnię. Jak zabawki nie było - sam ją wymyślił. Robił coś z niczego. Maja będzie miała wszystko. Bo teraz wszystko jest. 

Może warto wrócić do filozofii slow life? Od kiedy stała się ona filozofią, a przestała być naszym życiem? Bo ja z dzieciństwa jeszcze pamiętam erę bez komputerów i telefonów. Faktycznie było fajniej...





Zobacz także

43 komentarze

  1. Rzeczywiście czasy się bardzo zmieniły - świat przyspieszył i to bardzo, a my czasem mamy wrażenie że kręcimy się niczym na karuzeli - po pewnym czasie mamy już dość, jest za szybko i chcemy zejść na ziemię. Na szczęście to my mamy przycisk, który zatrzymuje tę pędzącą, kręcącą się maszynę. Ja uważam, że technologia jest takim samym narzędziem jak wszystko inne, nie jest celem samym w sobie. To od nas zależy ile i jak ją wykorzystamy. I tu pojawia się problem, bo nie jesteśmy nauczeni skutecznie walczyć z nadmiarem bodźców, dystrakcji - wcześniej tego nie było, więc nasi rodzice nie mogli nas tego nauczyć. Nic więc dziwnego, że jeszcze tego nie umiemy, że się uczymy - jak dziecko pierwszych kroków:) Wg mnie najważniejsze to nauczyć się jak się wyłączać, ale świadomie - tak jak wyłączamy światło gdy idziemy spać - bo światło jest super i bardzo ułatwia życie, ale w nocy lepiej nam się śpi bez niego :) Na wszystko jest czas i miejsce i na szczęście to od nas zależy kiedy co będziemy mieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądrzej nie mogłabym tego napisać. Zadziwiasz mnie jak zawsze Anuch!

      :****

      Usuń
  2. Absolutnie się z Tobą zgadzam - detox jest nam niezbędny. Potrzebujemy czasu by skupić się na sobie, zastanowić co dla nas ważne i po prosu być.
    Wg mnie życie w realu zostaje zastąpione przez życie wirtualne tylko jeśli na to pozwolimy - ja dzięki życiu wirtualnemu mam lepsze i bogatsze życie w realnym świecie :)
    Mnie się obecna era dużo bardziej podoba :) Wcześniej nie można było podróżować tak łatwo, mieć kontaktu z innymi, wymieniać się wiedzą i mieć dostęp do niezmierzonych pokładów wiedzy i umiejętności jakie są w internecie :) Technologia i komputery pozwalają na rozwój innych dziedzin - takich jak medycyna, lotnictwo, meteorogogia (a co za tym idzie zarządzanie kryzysowe), biologia, chemia i maaasa innych. Poza tym gdyby nie komputery to bym nie miała zawodu, który kocham :) Także dla mnie jednak to wielki plus, choć musimy nauczyć się świadomie z nich korzystać i blokować szum informacyjny, który jest znakiem naszych czasów. Ja uważam, że żyjemy w najlepszych możliwych czasach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja chyba niczym bohater "O północy w Paryżu" wyrażam tęsknotę do tego, co już minęło i nie wróci. No spójrz tylko na mnie niepoprawna romantyczka (mocno sprowadzona na ziemię), matka rozmiłowana w życiu rodzinnym, w byciu mamą, żoną, w byciu w domu. Z twardym kręgosłupem moralnym, zasadami. Wierzącą, że można znaleźć bratnią duszę, oddanego przyjaciela, który nie odejdzie nigdy. Wierząca w sprawiedliwość, w oko na oko, w kto daje, ten otrzymuje. Tęskniąca za przepuszczaniem w drzwiach i całowaniem w rękę, zalotami. A tymczasem... no chyba nie jestem z tego wieku :))

      Usuń
    2. Też bardzo często myślę, że nie pasuję do tego świata i powinnam urodzić się wcześnie :)

      Usuń
    3. Więc nie jestem w temacie osamotniona :)

      Usuń
  3. Wiesz, to co napsiałaś dało mi wiele do myślenia. Ja osobiście jestem z końcówki tego pokolenia, które miało jeszcze normalne dzieciństwo (21 lat), co prawda zdarzało mi się pograć z kuzynem na Pegasusie, ale zdecydowanie bardziej wolałam spędzać całe dnie na podwórku z moimi rówieśnikami. Często było tak, że mama nie mogła nas zagonić do domu, bo co z tego, że ciemno, co z tego, że cali umorsani ważne, że szczęśliwi. Teraz jak się patrzę na te wszystkie dzieci i ich dzieciństwa to szczerze im współczuję. Elektronika owszem ułatwia nam życie, ale zabiera nam nasze człowieczeństwo. Ludzie coraz rzadziej ze sobą rozmawiają w sposób naturalny, a coraz więcej klikają. Jako, że inaczej zostałam wychowana to też jakoś ciężko mi nadążyć za tą elektroniką. Na studiach preferuję pisanie notatek, szukanie czegoś w książkach a nie w komputerach jak to bywa u 90% studentów, nawet pamiętnik piszę ręcznie i czuję się z tym wspaniale. Chciałabym aby kiedyś moje dzieci nie zostały "zelektronizowane" choć nie wiem czy to jeszcze możliwe. Pozdrawiam Waszą Trójeczkę. Ania z Wrocławia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu to chyba nie jest możliwe :( Nawet jeśli sama chcesz, tak wychować dzieci, przecież z kimś się muszą bawić. A na tym dworze będą same :((
      Ale dzięki Tobie wiem, że nie jestem sama, a jak będzie nas więcej może i jest szansa na jakąś zmianę - albo po prostu modę :) W sumie już jest. Skoro jest moda na eko i na slow life - przecież to nic innego, jak powrót do tego co było :) W końcu jesteś ode mnie dużo młodsza - a jednak masz identyczne myśli :))

      Pozdrawiam i dziękuję, że się ze mną tym podzieliłaś.
      Buziaki! Ohhh Wrocław - cudne miasto :))

      Usuń
  4. To taki temat rzeka. Wiele z nas mówi, że dzieciństwo nasze było super, bo nie było elektroniki. Jednak nie do końca też potrafimy wyobrazić sobie codzienność bez komputera i telefonu, bez dostępu do internetu. Współczujemy dzieciom, a nie potrafimy im pokazać, że życie toczy się poza domem, wciskając tablet do rąk. Nie mówię o wszystkich, ale ogólnie wygląda to mniej więcej w ten sposób.
    Możemy rozwodzić się nad tym, co zmieniła elektronika w naszym życiu, a i tak nic to nie zmieni. Ona nadal będzie istniała. Ba! Będzie się dalej rozwijać w nieznanym jeszcze dla nas kierunku. I my możemy tylko nauczyć siebie oraz nasze dzieci, że komputer czy telefon to przydatny wynalazek, ale nie nasze całe życie.

    Co do książek jeszcze, właśnie jestem na etapie poszukiwań czytnika. Tu, gdzie mieszkam, nie mam dostępu do polskich książek. A mam ochotę nie raz sięgnąć po jakąś przyjemną literaturę. I w tym przypadku rozwój elektroniki mi ułatwia to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś mi w myślach czytała. Nic dodać, nic ująć :)

      Hmnnnn a kurierem nie da się zamówić tych książek? Albo poprosić rodzinę, znajomych o przesłanie paczki? Choć zdecydowanie rozumiem, że czytnik jest w tym momencie idealny :) Kupujesz i za 10 minut czytasz bez wychodzenia z domu - tylko to wiszenie na kablu odbiera mi magię czytania troszkę. Ale sama zaczęłam kupować :) Nawet to oszczędność miejsca :)

      Usuń
  5. Ja też jestem w trakcie detoksu, w moim przypadku Internetu, z potrzeby też, ale głównie z konieczności. To taki pożeracz czasu! Kiedyś zawsze po powrocie do domu włączałam komputer, jadłam przy biurku obiad oglądając jakiś serial albo filmik na YT, a potem zamiast wyłączyć i zabrać się do pracy przeglądałam blogi i różne strony internetowe jeszcze przez kilka godzin. O zgrozo! Teraz staram się usilnie zastąpić komputer książką do obiadu (nie cierpię jeść sama przy stole, po prostu nie cierpię, więc książka odwraca moją uwagę:), a potem jak muszę pracować to używam całej swojej silnej woli, żeby tylko sprawdzić maila i od razu włączyć Cold Turkey (to taki program do blokowania rozpraszających stron), nie jest jeszcze idealnie, bo często ktoś czegoś ode mnie chce, np. na facebooku i wszystko się przedłuża, ale w końcu nie czuję paniki, że życie przelatuje mi między palcami!

    :*:*:*
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie o to mi chodziło. Od strony do strony, od rozmowy do rozmowy, a to wszystko zajmuje czas :( Tylko jak z tym walczyć, żeby nikt się nie obraził?
      Rozumiem te samotne posiłki - sama tego nie cierpię :(

      :****

      Usuń
  6. Detoks od komórki i komputera i to jeszcze książkowy - jak najbardziej! Muszę przyznać, że sama miałam ostatnio fazę na książki - 2 w 2 dni i w dodatku kolejna rozpoczęta... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow! Super! A podzielisz się ze mną, co tam Cię tak wciągnęło? :))

      Usuń
  7. w pełni się z Tobą zgadzam. dorzucę swoją cegiełkę - czy jest tu jeszcze ktoś piszący tradycyjne listy? wysyłający kartki świąteczne/urodzinowe,tak normalnie,pocztą? wybierający te puste,by osobiście ułożyć życzenia i zapisać je piórem bądź długopisem? nie posługujący się banalnymi "wszystkiego naj", "sto lat",czy "wesołych świąt" bądź co gorsza skopiowanymi z internetu głupimi rymowankami o jajkach,czy mikołaju? czy tylko ja wciąż jeszcze odnajduję w tym morze przyjemności? :) większość moich znajomych uważa to za staroświeckie,za stratę czasu,dziwactwo,a ja mam to gdzieś...i piszę,wysyłam,kocham zapach papieru,czyjeś prawdziwe ręczne pismo,czas,który ktoś poświęcił tylko dla mnie...! maile czy smsy nie mają dla mnie tego czaru...na szczęście wciąż jeszcze mam w swoim otoczeniu osoby ceniące to tak,jak ja,aczkolwiek jest ich dosłownie garstka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również uwielbiam pocztówki, kartki, widokówki :) Uwielbiam je dawać i dostawać na wszystkie możliwe okazje, niestety tylko listów nie mam już okazji pisać :(

      Usuń
    2. Listów już nie pisuję, ale kartki jak najbardziej. Obowiązkowo! Na wakacjach wydajemy bardzo dużo pieniędzy właśnie na kartki pocztowe. Rodzinka i przyjaciele dostają zawsze. Oczywiście może 10% z nich wysyła je również nam, ale i tak robię swoje. To samo się tyczy kartek na Boże Narodzenie (zresztą o tym tez był już post:) albo nawet dwa :)) A dostawanie ich daje właśnie największą przyjemność toteż wszystkie są odkładane do specjalnie przeznaczonego do tego pudełeczka :)

      Usuń
  8. nie wiem... na mnie się obrażają (no może to za duże słowo, raczej mają mi za złe), że nigdy nie jestem na bieżąco z tym co się dzieje na facebooku... a ja nie cierpię fb!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie. Rozumiem Cię doskonale. Ja do fb nic nie mam, ale nie lubię tracić życia, ani pięknej pogody na to by ciągle być na bieżąco :)

      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz :)

      Usuń
  9. Nie tylko Ty masz poczucie obowiązku, tym bardziej jak chce się systematycznie prowadzić bloga :)
    Czasami zastanawiam się jak będzie wyglądać dzieciństwo moich przyszłych dzieci, ja swoje wspominam z rozrzewnieniem, latem nie chciało się wracać do domu gdy mama wołała enty raz, że już ciemno i pora spać, zapewne większość dzisiejszych dzieci tego nie doświadczy i to jest bardzo przykre, bo to były piękne lata :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak :) Masz rację. Właśnie mi się przypomniałam, jak się chowałyśmy z koleżankami w szczycie blogu, bo tam nas mamy z okien nie widziały :) I wisiałyśmy na trzepaku :) Teraz trzepaków nawet nie ma :(

      Usuń
  10. Czytam twojego bloga od niedawna i chciałaby się dowiedzieć w jakim zawodzie pracujesz/pracowałaś? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to nie jest istotne ;) i pozostawię to jako moją słodką tajemnicę :)

      Usuń
  11. W weekendowej "Rzeczpospolitej" w "Plus minus" był artykuł o młodych ludziach całkowicie uzależnionych od komórek i ma to nawet swoją nazwę, a mianowicie fonoholizm. Niestety:(
    Bardzo fajny blog:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko teraz wszystko ma nazwę :p Ale dobrze wiedzieć. Pytanie teraz brzmi czy ja cierpię na fonoholizm? Pewnie przez bloga tak, bo normalnie chyba nie.... chyba

      Usuń
  12. Uwielbiałam Kalendarz Szalonego Małolata :) Do tej pory od czasu do czasu lubię wracać do tych moich wypocin.
    Kilka lat temu moja karta sim przestała działać i na 4 dni byłam odłączona od świata. Cudowne uczucie, że nikt nie dzwoni, nie marudzi, a jak ktoś się ze mną umawia to nie napisze, że się spóźni pół godziny, więc stara się być na czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też mam pozostawione te kalendarze - zdarza mi się do nich zaglądać, by znów sobie wiele rzeczy przypomnieć :) bo tak łatwo się zapomina :)

      Usuń
  13. Czasy się zmieniły, ale dalej możemy uczyć dzieci kreatywności nikt nie każe podawać im gotowych rozwiązań. A ja też czasem lubię sobie zrobić taki detox - szczególnie podczas urlopu - nie biorę telefonu, ani kompa i tydzień ciszy - znaczy się słuchania tylko krzyku moich dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chyba zacznę robić sobie taki detox raz w tygodniu - w niedzielę! Niedziela jest dla rodziny :)

      Usuń
  14. taki detoks muszę odbyć i ja, przyznaje bez bicia, że moje uzależnienie jest ogromne :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie gorąco zachęcam :( Najlepiej gdzieś zostawić telefon - dajmy na to w samochodzie :) Powodzenia :)

      Usuń
  15. Świat przyspieszył, a ułatwienia w postaci smartfonów mocno ułatwiają życie. Choć masz rację, szybko uzależniają i przez to wpędzają nas w kozi róg. Warto nabrać trochę dystansu do tej technologii, przypomnieć sobie beztroski czas bez internetu. Wieczorami zamiast wpatrywać się w monitor, lepiej wziąć książkę, albo porozmawiać z mężem. Często przez internet zaniedbujemy relacje. Taki paradoks - w sieci cały czas nawiązujemy nowe kontakty, a w życiu prywatnym odcinamy się od ludzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jak myślisz. Tyle, że z ludźmi z facebooka na kawę nie wyskoczysz, nie wysłuchają Twoich problemów, za to lubią przebijać lajkami i podpatrywać co u Ciebie słychać, ale nie do końca są tego ciekawi. A jak nie ustawisz powiadomienia, kiedy obchodzisz urodziny - życzeń nie dostaniesz... czy naprawdę chcemy, żeby nasze relacje były takie płytkie?

      Usuń
  16. Ja przyznaję się otwarcie...jestem uzalezniona od telefonu komórkowego i fb :/ Przydalby mi się taki detoks

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazwyczaj taki detoks robi się sam, jak coś się zepsuje, bo tak z własnej woli to ciężko :)

      Usuń
  17. Oj tak.. masz zupełną rację! Kiedyś byłam zabiegana... praca, fcb, e-mail, rozmowy telefoniczne lub smsy... Jadłam lunch w pracy z telefonem w ręku sprawdzając np pocztę....chwilowo nie pracuję bo mogę sobie na to pozwolić i zrobiłam sobie również mały detox od tego wszystkiego... I masz również rację to relaksuję i teraz kiedy słyszę nawet dźwięk komórki czy laptopa to nie wstaję jak na alarm ale "to" czeka na mnie.... jak będę miała chęci to zobaczę... bo przecież nikt nie musi od nas wymagać że będziemy odkładać własne obowiązki czy przyjemności aby od razu odpisywać czy odpowiadać na rozmowy.
    Pozdrawiam i zapraszam również do mnie: www.homemade-stories.blogspot.be

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, że postawiłaś na taką zmianę. I jak widać wyszła Ci na lepsze :) Brawo :)

      Usuń
  18. Próbowałam... wiele razy. Schować laptopa i telefon chociaż na jeden dzień i odciąć się od wirtualnego świata. Czy się udało? Oczywiście, że nie. Tylko jeszcze bardziej zdenerwowało, że już natychmiast potrzebuję coś sprawdzić w wyszukiwarce a nie mam telefonu pod ręką. Nawet nie próbuję się już od tego odciąć, przed tym bronić. Tak..to nie jest normalne. Tak, też o tym wiem że powinnam się leczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hhehehe bez przesady. Jak widać nie jesteś w tym sama. Ale czasem warto się odciąć. czystszy umysł, spokojniejsze sumienie, większa radość z życia :) Zdecydowanie zachęcam :)

      Usuń
  19. Powiem Ci, że ja własnie najlepiej wypoczywam kiedy odseparuję się od wszelkiej techniki. Lubie wtedy przebywać na świeżym powietrzu albo leżeć na kanapie, pod kocykiem i pochłaniać książki. Od kilku tygodni próbuję wcielić w życie zasadę, że w niedziele jest kompletny zakaz jeśli chodzi o komputer i tv (chociaz i tak prawie nie oglądam) i staram się zostawiać telefon w domu jak wychodzę, ale to jest bardzo trudne:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale Ci się nie dziwię. Chyba tylko tak można prawdziwie wypocząć, dając wolne naszej głowie. Gdy jest za dużo bodźców, czy chcemy czy nie nasze zmysły rejestrują je wszystkie. Obrazy widziane kątem oka, dźwięki natarczywych reklam - niby nie zwracasz uwagi, a mózg i tak rejestruje. I nic tylko ten szum i szum. Kocyk i kanapa, albo jeszcze lepiej drzewo i trawa to cudna sprawa :)

      Usuń
  20. Z jednej strony chciałoby się powiedzieć "widzę na zdjęciu nowego iphone 6, mhhh, achh, och". Z drugiej jednak przyznam Ci rację. Życie bez telefonu jest na pewno bardziej kolorowe niż życie z nim. Co do odprężenia - też się z tym zgodzę.

    Dlatego mam jedną złotą zasadę. Kiedy wyjeżdżam na urlop - uruchamiam tryb "SAMOLOTOWY", a wszystkich odpowiednio wcześniej informuję o urlopie, że mnie nie będzie, że nie będę telefonu ani komputera używał. Ta polityka sprawiła, że na urlopie - odpoczywam, odmużdżam się i pozbywam tego chorego nawyku patrzenia na telefon co 15 minut jakby od tego zależało moje życie.

    Wiele ludzi już niestety nie potrafi żyć bez telefonu, czasami dwóch. Co jest przykre. Myślę, że skoro mamy ośrodki detoksykacyjne dla narkomanów, dobrze byłoby wprowadzić takie same dla ludzi, którzy mają problem z elektroniką.

    A odnośnie czasów dzieciństwa. Masz rację, to piękne czasy. Szczególnie patrząc, że wszystko smakowało inaczej, człowiek się nie śpieszył - a mimo to miał czas na siebie i na wszystko dookoła. Życie jest ułatwione, przyśpieszamy tempo każdego dnia, zastanawiam się czy kiedyś to wszystko się zatrzyma, czy tak już do starości będziemy pędzić i pędzić - tylko za czym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Adrian! miło widzieć tu dla odmiany jakiegoś mężczyznę :) Telefon nie jest mój :) Nie stać mnie na takie rarytasy - nie miałam kiedy zrobić zdjęcia więc postanowiłam skorzystać z portalu unsplash :P kurcze raz się człowiek nie przygotuje i już go nakryją :P Masz mnie :P

      bardzo dobry zwyczaj z tym trybem samolotowym - choć teraz nawet na pokładzie można odpalać komórki bo jest dostępne wifi - więc chyba będziemy tak pędzić i pędzić, tylko jak za tym nadążyć :( Chyba swój detoks wprowadzę w każdą niedzielę

      Wielkie dzięki za odwiedziny i komentarz :)

      Usuń