Proszę nie dotykać mojego dziecka

2 kwietnia 2015


Zupełnie nie rozumiem skąd w ludziach ten odruch dotykania obcych dzieci. I to bez pytania o zgodę rodzica. Wzbudza to we mnie prawdziwą irytację i włącza naturalny, zwierzęcy instynkt bronienia swojego potomstwa. Nie tylko dlatego, że nie wiem kto to, czego dotykał, jakie bakterie przenosi, czy nie ma choroby skórnej, ale głównie dlatego, że moje dziecko zwyczajnie tego nie lubi! Nie będąc matką, nigdy by mi do głowy nie przyszła konieczność bronienia suwerenności własnego dziecka. Bronienia jego granic. Mówię nie tylko o obcych, ale i bliższych członkach rodziny czy znajomych, którzy zdają się być głusi na moje uwagi.

Dziecko to człowiek. Malutki człowieczek, który ma własne granice. Ma prawo do swojego zdania, do wyrażania swoich emocji, do decydowania o sobie. Nawet niemowlę. Pewne rzeczy lubi, innych nie. Ma swój charakter, własną osobowość, którą najlepiej zna mama z tatą.  Większość ludzi niestety o tym zapomina.  Dorastaliśmy w świecie, w którym "dzieci i ryby głosu nie miały". Dzięki Bogu te czasy minęły. 
Nikt nie lubi naruszania jego granic prywatności i przestrzeni osobistej. Jako dorośli ludzie zachowujemy dystans. Nawet z bliskimi znajomymi. Liczymy się z tym, że ktoś na powitanie woli podać rękę niż się ściskać i obcałowywać. Mamy do innych szacunek. Do dzieci też powinniśmy. One nie lubią być ślinione i ściskane przez ciotki, nie lubią być tarmoszone, potrząsane za rączki, łapane i szczypane po policzkach. Zacałowywane. Nie lubią, gdy dotykają je obcy ludzie. Dzieciom należy się taki sam szacunek, jak dorosłym. Doskonale pamiętam z dzieciństwa, jak prosiłam mamę, żeby pozwoliła mi nie witać się z wujkiem. Nie znosiłam, gdy mnie ściskał, tarmosił i obcałowywał. Oczywiście 3 razy.

Wyrażanie własnych poglądów czasem przysparza nam dorosłym problem, pomyślcie o dzieciach które mówić jeszcze nie potrafią albo się boją. Nie wykorzystujcie tego, że nie umieją zaprotestować, nie obruszajcie się na matkę, która robi to za nie. Moje dziecko boi się obcych. Nie raz rozpłakało mi się w windzie, bo jechał z nami sąsiad. I mimo, iż zwracam grzecznie uwagę, proszę jej nie dotykać, ludzie nie słuchają. Co tam matka pleciesz głupoty. Kurcze, znam swoje dziecko, jak nikt inny. Kulturalnie zwracam uwagę. Czemu to nie wystarcza? Kiedy poprosiłam jedną Panią, aby nie dotykała mojego dziecka, w odpowiedzi usłyszałam "ale ona się do mnie uśmiechała" No i co? Co ma piernik do wiatraka?
Sama nie wiem, czy gorsi są obcy czy bliscy, którzy przedkładają własne widzimisie nad dobre samopoczucie i komfort psychiczny dziecka. Nie wiem ile razy, do znudzenia muszę powtarzać, że Maja potrzebuje koło kwadransa zanim się oswoi, zanim pójdzie do kogoś na ręce. A ręce ciągle wyciągnięte: no chodź, no chodź, no przecież chcesz! No właśnie nie chce, co widać gołym okiem. Gdyby chciała to by nie płakała, to by się we mnie nie wtulała, nie chowała, nie odwracała. Czy naprawdę zaczekanie 15 minut, aż dziecko poczuje się bezpieczne, to taki problem? Trzeba co minutę wyciągać ręce i stresować dziecko? A potem słyszę, że ona taki mamicycek. Wcale jej się nie dziwię. Dziecko potrzebuje przestrzeni, musi się zaaklimatyzować, poobserwować, poczuć pewnie i bezpiecznie. Pragnie być samodzielne. Wbrew pozorom dziecko myśli i czuje. Nie trzeba tego robić za niego/nią. To nie mały kotek czy piesek, którego trzeba wytarmosić, bo taki słodki. To przykre, gdy nie szanuje się dziecka, na dodatek nie szanuje się matki. Bo jak nazwać lekceważenie, gdy mama zwraca uwagę. Przecież mama to osoba, która zna maleństwo najlepiej. Zna jego granice. Ale przecież wszyscy dookoła wiedzą najlepiej, a ja plotę głupoty, bo chcę dziecko tylko dla siebie.

Zastanawiam się, czy też macie takie problemy? Że rodzina Was nie słucha? Wie lepiej? Czy stajecie w obronie waszych dzieci?
M.


Zobacz także

52 komentarze

  1. Jeśli mam być szczera - mnie przeszkadza nawet jak ktoś obcy obściskuje albo całuje mojego psa. Gdybym miała dziecko i ktoś pozwoliłby sobie na takie naruszanie jego przestrzeni osobistej to chyba bym nie ręczyła za siebie. Dlatego w 100% zgadzam się z tym co piszesz, szkoda że niektórzy w ogóle nie zastanawiają się nad takimi sprawami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Tylko wiesz pies to chociaż szczeknie, warknie, może nawet ugryzie jak ktoś przesadzi, a biedne dziecko nic nie zrobi tylko chowa się w mamę :( Albo płacze :(
      Dziękuję Ci za odwiedziny i za komentarz :)
      Ciepło pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Mój syn swojego czasu bardzo nie lubił jak go teściowa całowała na siłę na pożegnanie. Do czasu aż ją dwa razy ugryzł, a ja poprosiłam męża żeby jej wytłumaczył że syn tego nie lubi. I teraz jest spokój, syn z chęcią jedzie do babci, a babcia doczekała się buziakow danych przez dziecko z jego własnej, nieprzymuszonej woli

      Usuń
    3. Hhehehe uśmiałam się :) Dobry ten Twój synek jest! ugryźć babcię :) Chłopak sobie w życiu poradzi, nie ma co :) No Maja jeszcze nie wpadła na taki pomysł, ale znając ją i jej charakter... ino patrzeć :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    4. Z tym psem miałam napisać dokładnie to samo :D a co do naruszania strefy osobistej - za dziecko bym chyba zabiła, choć jeszcze się nie spotkałam, za to ostatnio pokłóciłam się z jakąś wąsatą panią w tramwaju, bo używała rączki od mojego wózka za uchwyt do trzymania się podczas jazdy. Za to kiedy miałam jakieś 4 lata i mój brat był niemowlaczkiem w gondoli, za każdym razem, gdy pilnowałam go przed sklepem, bo mama weszła do środka i jakieś panie chciały zajrzeć do wózka, to nakrywałam go całym ciałem, krzycząc "to mój brat, proszę nie patrzeć", więc może to jakieś wrodzone :D

      Usuń
    5. Hehehe wzór dzielnej siostry! Mega słodkie zachowanie! Mam nadzieję, że nadal jesteś w super dobrych stosunkach?

      Całusy :****

      Usuń
  2. Z rodziną nie mam takiego problemu, ale sąsiedzi i obcy to dla mnie prawdziwa zmora. Boje się co dotykali i jakie zarazki mają. I jak zareaguje synek? Ja nie całuję się z sąsiadami mój synek też nie powinien! Nie wiem skąd się to u ludzi bierze, ale mnie to zdecydowanie nie pasuje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Ja jak kogoś widzę w windzie już się zastanawiam co to będzie. Jak sąsiadki, to z Bogiem, ale sąsiedzi.... Maja boi się mężczyzn. Tubalny głos ją przeraża - czasem nie trzeba jej dotykać wystarczy coś powiedzieć, a ona już w ryk, bo się boi :(((

      całusy - trzymajcie się ciepło w Święta :***

      Usuń
  3. To ja napiszę, że byłam takim wycałowanym, wyściskanym dzieckiem przez wszystkie ciocie i zawsze bardzo tego nie lubiłam... :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Przesada wedlug mnie.nie pozwalac dotykac dziecka bo bakterie,zarazki i nie wiadomo co jeszcze.to nie zlote jajo,dziecko musi sie do ludzi przyzwyczaic a nie robic z niego dzikusa i zamykac w zlotej klatce.a potem jak bedzie miala sama zostsc np z babcia to bedzie sie bala bo calutki czas byla przyklejona do mamusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale tekst jest o czymś innym niż bakterie czy izolowanie dziecka

      Usuń
    2. Madel, rozumiem Twoje argumenty i z całą pewnością uszanowałabym Twoją prośbę odnośnie sposobu kontaktów z Twoim Dzieckiem, gdybym Cię przypadkiem spotkała, niemniej zauważam w Twoich publikacjach, że zaczyna Ci przeszkadzać dosłownie wszystko. Pozdrawiam, Magda

      Usuń
    3. Dziękuję Ci za wyrażoną opinię, bo zawsze chętnie wysłucham innego poglądu, a Wasze opinie są dla mnie ważne. Nie mniej w tej kwestii się mylisz.
      Zgódźmy się zatem, że się nie zgadzamy :)

      Pozdrawiam i życzę Wesołego Alleluja! :)

      Usuń
  5. Może to smutne ale mam tak z teściową :D Moje dziecko po prostu nie lubi być przez nią noszone. Wtedy płacze, krzyczy jak nigdy. Nie sposób potem Małej uspokoić. Jedna w płacz i druga w płacz (że się jej dziecko boi). Dwa razy miała miejsce taka sytuacja. Za trzecim - wkroczylam do akcji broniąc dziecka, bo patrzeć nie mogę jak na siłę ktoś próbuje ją utulać. No cóż...dziecka szkoda, teściowej nie ;) ( to tak przy okazji niedzielnego wyjazdu na święta, ciekawe co będzie TYM razem).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej :( Przykro mi. Może mąż jest jej w stanie wytłumaczyć, że nie chodzi o nią tylko o jej zachowanie wobec dziecka? Maluchy lubią mieć przestrzeń. Jak to w miłości jeśli dasz komuś wolność, sam do Ciebie wróci.
      Moja babunia jak była malutka miała kanarka, bardzo go kochała i tak bardzo mocno ściskała, że kiedyś w tej miłości go przez przypadek udusiła. Nie można robić nic na siłę, a warto czasem emocje trzymać na wodzy. Wiem, co znaczy sfiksowany dziadek/babcia na punkcie wnuka/wnuczki. Wiem, że dziecko to radość, ale ono naprawdę nie jest do ściskania jak pluszaczek.

      Trzymaj się w te Święta :**** Spokoju i miłej atmosfery życzę Wam a malutkiej przestrzeni i uśmiechu :))))

      Usuń
  6. Uf moje dziecko to ominęło na razie, ale chyba bym zdzieliła kogoś takiego, zresztą moje dziecko ma wypracowany taki odruch odpychania ręka niechcianych rzeczy, czy sytuacji, więc myślę że skutecznie zniechęci takiego delikwenta. A co do Twojej córy to fryz godny prawdziwej rockmenki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheheh no właśnie wiem. Fryz ma nie byle jaki :) To koko jambo jej tak stoi odkąd zaczęły włoski rosnąć :) I żadne zaczesywanie nie pomaga :) Przynajmniej jest oryginalna :) Myślę, że niezłe ziółko z niej wyrośnie :)

      Dzięki, że wpadłaś i zostawiłaś komentarz :)))
      Pozdrawiam ciepło :)

      Usuń
  7. Rozumiem Cie w 100%. Nie mam dziecka, ale jak ktoś np. na siłę bierze mojego kota na ręce i ściska (a wiadomo, że kot sam do kogoś musi przyjść z własnej woli) i widzę, że zwierzak się wyrywa, a ktoś go ciśnie mocniej, to się nie szczypię, tylko mu kota wyrywam z rąk i jeszcze fuknę, że to nie jest zabawka tylko żywe stworzenie:). Także uważam, że skoro ani Twoje dziecko, ani Ty nie czujecie się komfortowo w danej sytuacji, to się nie szczyp i rób jak Ci matczyne serducho podpowiada:). Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie o to mi chodzi. Nic na siłę. To nie pluszak, nie zabawka. A jak się jej da chwilę to za moment sama zaczepia :)

      ps. zazdroszczę sierściuszka :) - oczywiście w najczulszym możliwym znaczeniu tego słowa. Kocham koty, jestem kociarą. Sama miałam swojego 17 lat! Niestety mężul ma uczulenie :(

      Dzięki za miły komentarz :)

      Usuń
  8. A ja uważam że to miłe i nie ma nic złego w tym ze ktoś (szczególnie bliski jak członek rodziny czy przyjaciel) okazuje sympatię do dziecka poprzez przytulenie czy uratowanie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ całkowicie się z Tobą zgadzam. Zainteresowanie i miłość jest cudowna. Ale chodzi mi o te 10 minut, które moje dziecko potrzebuje, aby poczuć się bezpiecznie i komfortowo. Gdyby jej to nie przeszkadzało nie reagowałaby płaczem. Tym bardziej, że na jej etapie rozwoju takie reakcje są naturalne i po jakimś czasie, gdy lęk separacyjny minie będzie zupełnie inaczej :)

      Buźka

      Usuń
  9. Prawda. Podpisuję się pod każdym słowem tego posta. Dlaczego?

    Bardzo cenię sobie swoją prywatność, szanuję prywatność innych. Pamiętam, co czułam i myślałam, gdy miałam lat 4 czy 5 - niestety nie wiem, co myślałam wcześniej, ale pewnie mój temperament nie uległ jakiejś niewytłumaczalnej zmianie od tamtego czasu. Nienawidziłam ściskających mnie sąsiadek, nienawidziłam "no zaśpiewaj, ciocia Jola przyszła" (a co ja jestem, szafa grająca?), nienawidziłam "no ucałuj wujka!" - cholera, to czemu ty, dorosły człowieku, opiekunie, rodzicu, nie dasz się wyściskać i obślinić każdemu, kogo rozczuli twój uśmiech?
    Dziecko ma prawo do prywatności i intymności. I rodzice muszą tego prawa pilnować, dopóki samo nie ma takiej możliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę pamiętasz takie rzeczy? Zdumiewające. Ja niestety tak mało pamiętam z tego okresu :( Dziękuję Ci za komentarz :) Chyba więcej niż mnie zrozumiałaś. Jakbyś czytała w moich myślach i wiedziała czego nie napisałam :) Masz całkowitą rację z tym pokaż cioci co potrafisz. Tego też się przecież nie powinno robić - a sama się an tym złapałam :(

      Całuję :)

      Usuń
  10. Trafne spostrzeżenia. Nie mam dzieci, ale potrafię to zrozumieć, bo sama nie lubię jak ktoś narusza moją przestrzeń. Oczywiście wszystko z rozsądkiem. I u mnie i u innych. Czasem mi szkoda tych dzieci, które muszą koniecznie trafić w każde ramiona. A często widać gołym okiem, że nie chcą. I dorosłym, którym się wciska. Bo i nie każdy ma na to ochotę, co też trzeba uszanować. Różni ludzie, różne sytuacje. Umiar i rozsądek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A faktycznie. Zgadzam się z Tobą, że nie każdy dzieci lubi, chce nosić albo jest na tyle odważny, by takiego bobasa, któremu jeszcze główkę trzeba podtrzymać chce to dziecko wziąć w ramiona. Całkowita racja.
      Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny :)

      Usuń
  11. Ja i moje dzieci nie mamy z tym problemu :) Zarówno Lena jak i Iwo raczej lgną do ludzi. Pozdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O no widzisz, czyli w ogóle nie znacie takiego problemu. Super!

      Usuń
  12. Masz w pełni rację, zgadzam się z Tobą . Mnie jeszcze denerwują Ciocie Dobra Rada, infantylne mówienie do dziecka (a cio to maś ziabaweczke....) i głupie zdziwienie że dziecko może się wstydzić. Miałam kiedyś ciocię która zawsze całowała nas na powitanie jeden raz w główkę, ale takich Dam już nie ma. Pozdrawiam Sabina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohhh Sabka to fakt. Ale widziałam na natrętów fajne bodziaki z napisem: Moja mama nie potrzebuje Twoich rad! :P O tym też już pisałam, bo popieram i zgadzam się również z Tobą :)

      Przepraszam, że dopiero teraz ale u nas Święta to rzecz święta :) Żadnego blogowania :)

      Całus

      Usuń
    2. Fakt - Ciocia "dobra rada" są super ;)

      Usuń
  13. myślę,że ludzie dotykają dziecka po prostu z sympatii,chcą być mili. nie widzę w tym nic złego. wg mnie dziecko musi się przywyknąć do ludzi,obcować z nimi,by się aklimatyzować i nie reagować płaczem na obcych czy rodzinę. nie uważasz,że to takie błędne koło - nie pozwalasz dotykać dziecka,bo ono się boi,a ono boi się,bo po prostu nie ma kontaktu z innymi i nie jest przyzwyczajone do nikogo poza Tobą lub mężem? czy może chodzi wyłącznie o wiek,że Maja przechodzi przez lęk separacyjny i po upływie tych paru minut nie ma już w niej tego strachu przed obcymi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie raczej o to się nie boję. Wiem, że to taki wiek. Że to minie, bo wcześniej tak nie było. Maja tak ma od jakiś dwóch miesięcy. Swoją drogą też kształtuje się jej charakter. Jest nieufna z początku. Po tacie to ma :) Musi się przekonać, że jest dobrze, bezpiecznie, miło, potem sama wyciąga rączki. Często wychodzimy z domu, zawsze z Mają, często odwiedzają ją ciocie więc absolutnie nie ma żadnej izolacji :)

      A co do obcych, to wydaje mi się, że to akurat dobrze, że dziecko nie ma zaufania, że nie pozwala się dotknąć. Obcy nie powinni dotykać czyiś dzieci, bez wiedzy i zgody rodziców. Nie uważasz??

      ps. dziękuję za miły komentarz Olu :)

      Usuń
  14. Rodzina się słucha :) We wszystkim na szczęście.
    Co do dotykania to czytałam Twój wpis i tak myślałam, że nam się chyba nie zdarzyło jeszcze, żeby ktoś obcy dotykał Lilę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To macie dobrze :) U mnie jakoś niestety ludzie bardzo chętnie wyciągają rączki do Majci, a rodzinka niestety się mało słucha :(( W końcu wiedzą lepiej...

      Pozdrawiam, dziękuję za komentarz i odwiedziny :)

      Usuń
  15. Zgadzam się z Tobą!

    Ja też nie rozumiem dotykania ciężarnych po brzuszkach! Nie znoszę dotyku znienacka nawet bliskich osób, ale jak wytłumaczyć np. babci, że to nie dzidzia, tylko mój brzuch i nie chcę, żeby ktoś go dotykał? Nie możliwe, bez urażenia drugiej strony :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie to jest największy problem. Ale z drugiej strony, jeśli masz się z tym źle czuć, chyba lepiej delikatnie, grzecznie, w kulturalny sposób albo żartobliwie zwrócić uwagę niż się męczyć prawda?

      Usuń
  16. Powiem Ci, że dałaś mi do myślenia. Osobiście zawsze uszanuję słowa matki, ale rozumiem też dlaczego ludzie tak bardzo lubią dotykać dzieci. Są takie delikatne, rozczulające, no i fakt- "Jak się do Ciebie uśmiecha" to aż by się wytarmosiło. No, ale od tego mamy przecież świadome myślenie by opanowywać odruchy- to nas odróżnia od zwierząt- a przynajmniej niektórych...
    Nie jestem jeszcze matką, ale póki moje dziecko nie będzie mogło samo się obronić (nie wyhoduje pierwszych mleczaków do gryzienia po łapach) to będę bronić jak lwica! ;) Dobrze, że o tym piszesz, jeżeli choć kilka nieświadomych osób się "nawróci" to warto! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fajnie, że sprowokowałam Cię do refleksji - wiem doskonale, że dzieci są traktowane jak pluszaki - ale punkt widzenia szybko mi się zmienił, gdy zostałam mamą i mam okazję poobserwować okazję swojego dziecka. Wiesz, to też jest kwestia dziecka - ma przecież własny charakter oraz jego wieku - Maja akurat jest na etapie, że wszystko co obce pierw bada, potem widać, czy się podoba, czy nie. Warto uszanować takiego małego człowieczka :))

      Dziękuję Ci za przedstawienie swojego punktu widzenia :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  17. Nie mam jeszcze dzieci, ale bardzo mnie drażni takie zachowanie w stosunku do innych maluchów i wcale się Tobie nie dziwię. Siostrzeniec i siostrzenica mojego męża też nie przepadają jak ktoś za szybko chce się z nimi przytulać, bawić i zagaduje od pierwszego momentu. Nie jestem ich mamą, ale aż się we mnie gotuje, kiedy teściowie do nich nadają, a dzieci są jeszcze speszone i najchętniej by uciekły. Mija kilkanaście minut i maluchy są wszędzie, dużo mówią i w ogóle, ale trzeba im dać chwilkę. Aż się boję, co będzie, kiedy na świat przyjdzie nasze dziecko... Nie będę tak grzeczna jak szwagierka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja staram się być grzeczna i taktowna, ale szczerze mówiąc, gdy powtarzam to samo w ciągu 5 minut trzeci raz to wzrasta we mnie fala wzburzenia - całe szczęście wówczas mąż się odzywa - jakoś bardziej jego zdanie się widać liczy :)

      Usuń
  18. Ja dla odmiany wolałabym nie dotykać cudzych dzieci czy to ktoś z rodziny czy nie:) boję się czy im krzywdy nie zrobię:) a często dostaję takiego bobasa na ręce bo idź do cioci,albo ciocia ponoś sobie i przyzwyczajaj się:P a ja cała w strachu i pewnie dziecko też to czuje:) niemniej jednak z punktu widzenia matki cała sprawa inaczej i wygląda i zgadzam się z Twoim zdaniem:)
    Pozdrowienia dla Ciebie i córci (bez uścisków:P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś kolejną osobą, która zwraca mi na to uwagę. I słusznie, bo mamy często o tym zapominają. A faktycznie przecież niektórzy właśnie się boją, nie chcą albo zwyczajnie nie lubią.
      Dzięki za wyrażenie swojego zdania. Lubię, gdy przedstawiacie mi swój punkt widzenia :)

      Heheh, pozdrawiam :) - bez uścisków :)

      Usuń
  19. u mnie w rodzinie miałam nawet sytuację, że rodzina ze strony lubego miała pretensje ze tak patrze na nich jak biora malego jakbym miala zabic :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohhhh znam to. Ja słyszałam pretensję, że izoluję od dziecka tylko dlatego, że zaraz po porodzie powiedziałam żadnych wizyt w ciągu 6 tygodni połogu - nie mogłam wówczas wstawać i naprawdę ciężko to przeżywałam - zero zrozumienia

      Usuń
  20. Kiedyś w przychodni stara baba dotknęła po twarzy mojej wówczas 10 tygodniowej córki, a ja nie zdążyłam zareagować, bo Mała płakała i dawałam jej smoka. Ale się we mnie zagotowało.

    Do tej pory nie lubię jak rodzeństwo Męża dotyka córkę, bo wydaje im się, że to zabawka. Ale, że jeszcze jestem na etapie, że nie umiem im uwagi zwrócić to wszystko się we mnie tłamsi,aż pewnego dnia wybuchnie.

    Planuje zrobić body z napisem: "Nie zadzieraj z moją Mamą". Może niektórzy pojmą aluzję.

    Pozdrawiam Ciebie i Twoją Córeczkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie sądzę, aby ktokolwiek pojął taką zawaluowaną aluzję. Warto zwracać uwagę, choć przyznam, jest to nieprawdopodobnie trudne. Samej mi ciężko. Maja weszła w okres, że sama zaczepia więc już trochę z tym się pogodziłam i wyluzowałam, ale zawsze się jeżę, gdy widzę, że znów jakaś obca osoba trzyma ją za rączkę. Nie wiem czy z tym można walczyć.
      Chyba bardziej mnie drażni, gdy bliscy robią coś wbrew jej woli i właśnie tak, jak piszesz, traktują ją jak zabawkę (choć w głębi serca wiem, że są stęsknieni i po prostu chcą być blisko niej) to i tak mam ochotę krzyczeć: Dajcie jej spokój!

      Dziękuję za komentarz :)) całuję :***

      Usuń
  21. Nie zgodzę się tylko z jednym - że pieska czy kotka trzeba wygłaskać, bo taki słodki. Wcale nie trzeba! Mam psa, sześcioletniego, cudownie puchatego, który ciągle wygląda jak szczeniak. Ludzie się ciągle na nią rzucają, żeby ją głaskać i przytulać, a ona nie znosi obcych. Zawsze się boję, że jakieś dziecko szarpnie ją za mocno, wnerwi się i kłapnie zębami. A wtedy przyleci mamuśka z krzykiem, chociaż to jej dziecko zawiniło.
    Psów, tak samo jak dzieci, nie powinno się "atakować" miłością. Jak będą chciały, same przyjdą się przytulić czy pobawić. Córeczka mojej koleżanki jest bardzo wstydliwa, za każdym razem, jak odwiedzam ją z moim C. mija przynajmniej pół godziny, zanim będzie chciała z nim rozmawiać. A potem razem szaleją ;) Ale nie ma sensu nic robić na siłę. Sama nie lubię, jak mnie obcy ludzie czy dalsi znajomi dotykają czy ściskają, brrr...

    OdpowiedzUsuń
  22. Dokładnie Cię rozumiem :) Dlatego uwielbiam koty! One pokazują łatwo co im leży, a co nie. Pacnie Cię łapą i więcej nie podejdziesz :) Nauczysz się szacunku :) Nauczysz się, że nie należy się narzucać :) No niestety zarówno psom, jak i dzieciom trzeba w tym nieco pomóc :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mam tak samo, ale powiem szczerze, że pamiętam, że kiedy jeszcze nie miałam dziecka również aż mnie ręce świerzbiły żeby dotknąć jakieś maleństwo. Jednak jak już to robiłam to dotykałam stópkę, która była ubrana no i oczywiście nie łapałam jakiegoś obcego dziecka na ulicy, Aaaa to się nam akurat ostatnio zdarzyło, idziemy z koleżanką chodnikiem. Ja pcham swój wózek, ona swój, nagle jakaś kobieta idąca z przeciwka włożyła rękę do wózka mojej znjomej, zrobiła gili gili i poszła. Nie mogłyśmy nawet zareagować, stałyśmy jak wmórowane, A o standardowych łapaniach za rączki jakiś napotkanych znajomych to nawet nie będę już wspominać. Teraz jak kogoś widzę od razu ustawiam wózek pod kątem, przez co ludzie się pytają czy mogą zajrzeć i wtedy wyczówają, że nie życzę sobie macania dziecka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy zostaje się matką perspektywa bardzo się zmienia prawda? Rzeczy, które kiedyś wydawały się jakieś absurdalne i głupie dziś są dla mnie codziennością i to doskonale zrozumiałą. Chyle czoła wszystkim mamom, których wcześniej nie rozumiałam, którym się dziwiłam, które po cichu krytykowałam. Bycie mamą to chyba największe w życiu wyzwanie :)
      A przygodę miałyście ciekawą. Też bym się mocno zdziwiła. Choć teraz jesteśmy na etapie, że to moja Maja wszystkich zaczepia, do wszystkich się uśmiecha i po swojemu coś tam im opowiada :)
      Całuję i pozdrawiam!

      Usuń