Skończone 11 miesięcy

12 kwietnia 2015

Miniony miesiąc był dla nas bardzo intensywny. Maja z dnia na dzień zyskuje nowe umiejętności. Rośnie. Staje się coraz większa. Inaczej wygląda, inaczej się zachowuje. To zachwycające, móc patrzeć jak dziecko się rozwija, jak zmienia się z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień. A postępy są tak duże i tak szybkie, że zdaje sobie sprawę, iż będę je pamiętała tylko dzięki tym zapiskom. Patrzę na nią chcąc zapisać w sercu jej widok na zawsze, jednocześnie wiedząc, że to nie jest możliwe. Tak bardzo wszystko się zaciera, tak krótko trwa. Nie mogę uwierzyć, jaka jeszcze jakiś czas temu była malutka. Jak nic nie potrafiła, jak nawet oczu nie otwierała. A teraz mam w domu miniaturkę człowieczka, która kocha, czuje, poznaje cały świat. Każdego dnia, w każdej chwili doświadcza czegoś nowego.
Największym wydarzeniem minionego miesiąca były dla nas jej pierwsze kroki. 1 - szy kwietnia. Jak zawsze wybrała sobie datę, której nie sposób zapomnieć. Zaczęła wstawiać, łapać się za rączki, ale przede wszystkim zaczęła chodzić. Jeszcze nie sama. Za rączki. Ale to było, tak jakby się danego dnia obudziła i po prostu wiedziała jak to robić. Nie postawiła kroczku, tylko od razu powędrowała przez pół mieszkania. Jakby ktoś przez noc wgrał jej nowe oprogramowanie z umiejętnością chodzenia. Wcześniej stawiała jeden kroczek, dwa. Raczej przez przypadek. Jej mózg nie przetwarzał tej funkcji, a potem pstryk.... Magia zaczęła działać. Teraz całe dnie spędzam z nią, uważając żeby się nie przewróciła, gdy wstaje opierając się o ławę (ta jest zbyt lekka więc się odsuwa), chodzimy za rączki, trzeba ją odganiać od pewnych rzeczy - np. wózka, butów. Zajęcie na cały dzień :)

Ohhh no i jest drugi ząbek! Dolna jedyneczka :) Niestety tym razem nie poszło tak gładko, jak przy pierwszym. Był płacz, ból, nieprzespana noc. Gorączka. Choć gorączka mogła wynikać tylko z choroby, bo ząbkowanie zbiegło się nam z okropną trzydniówką. Myśleliśmy, że już ja miała, ale gdy w czwartym dniu obsypało okropną wysypką wiedzieliśmy, że wcześniej to był zwykły wirus, a prawdziwa trzydniówka właśnie ja dorwała. Okropne, gdy dziecko choruje. 

Muszę Wam powiedzieć, że z Majucha zrobił się mały pieszczoch. Coraz więcej się przytula, daje mamie buziaki. Inaczej też zasypia. Przytula się do mnie. Obejmuje szyję rączką. Nie chce być noszona na leżąco. Po prostu gramoli się na rączki, składa główkę na ramieniu i się wycisza. Ja kompletnie wymiękam. Absolutnie przestało mi przeszkadzać, że moje dziecko ma niekiedy problemy ze snem. Po pierwsze sama się zmienia. Coraz szybciej, łatwiej, na dłużej zasypia. Po drugie, jak się tak we mnie wtula to mogę z nią tak chodzić i chodzić, czasem nie zauważam, że ona już śpi. Tyle walczyłam z jej snem. A ona musi po prostu do pewnych rzeczy dojrzeć. Nauczyć się. Podrosnąć. Oczywiście w nocy dalej mamy budzi się nas kilkakrotnie. Żywimy jednak z mężem wielką nadzieję, że w końcu z tego wyrośnie, że nauczy się. Jakoś to będzie. Po zmianie czasu musieliśmy nieco pozmieniać nasze rytuały. Maja chodzi nieco później spać, ale dzięki temu nie budzi nas o 5 nad ranem niczym skowroneczek. Wszędzie piszą, że to tak nie jest, że jak później położysz dziecko, ono później wstaje. Ale u nas się sprawdza. Maja dłużej niż 10 godzin nie śpi. Pomogło przesunięcie kąpieli dosłownie o kwadrans. Jak z tego wniosek? Żeby zamiast słuchać poradników słuchać swojego dziecka i próbować różnych sposobów.
No i Święta. Święta były szybkie. Jak zawsze. Z dzieckiem mijają jeszcze szybciej. Majcia zachowywała się pięknie. Udało nam się ja usypiać w drodze do dziadków, u dziadków pięknie się bawiła, śmiała, zaczepiała. Zauważyłam, że nasze dziecko zawsze nas pozytywnie zaskakuje, gdy my spodziewamy się najgorszego. Wśród ludzi zawsze bryluje. Dusza towarzystwa. Fakt potem nie śpi, drzemki znów robią się nieregularne, krótsze, w nocy jeszcze częściej się budzi. Potrzebuje minimum tygodnia, by dojść znów to swojej własnej równowagi. Ale na zewnątrz nikt tego nie widzi. Wszyscy myślą, że mamy wspaniałe dziecko, które dopasowuje się do Nas, a nie my do Niego :)

Za miesiąc Maja kończy rok! Nie wierzę! Najwyższa pora wziąć się za przygotowania!

Ciepło pozdrawiamy!
A jak się mają wasze pociechy? Ile to już miesięcy/lat pokończone? Macie może jakieś rady dotyczące urządzania urodzin dla takiego szkraba?
M.

Zobacz także

20 komentarze

  1. My też parę dni temu skończyliśmy 11 miesięcy i szykujemy się do roczku :) Strasznie szybko ten czas ucieka, a dzieci zmieniają się z dnia na dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo to kiedy dokładnie? Jakie macie plany na to wielkie wydarzenie? Jest impreza?

      Usuń
  2. Ale szybkooooo! Dopiero co szykowałaś dla niej wyprawkę. A to już.
    ps. Nie mogę doczekać się urodzinowego wpisu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No strasznie :(
      Kurcze ja to aż się zaczynam stresować, bo nic nie przygotowane :P

      Usuń
  3. Ale podobna do Ciebie!

    :*:*:*
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj mów do mnie jeszcze :) Naprawdę tak myślisz? Ja odnoszę wrażenie, że w ogóle. No może z charakteru - to moja wierna kopia: niecierpliwa, ciepła, dusza towarzystwa :) Cała ja :)

      Buziole wielkie dla Ciebie! :****

      Usuń
    2. Własnego podobieństwa się nigdy nie zauważa:) Mi wszyscy mówią, że z mamą jesteśmy jak dwie krople wody, a ja nigdy tego nie widziałam... no może raz jak porównałam dwa zdjęcia, na których miałyśmy tyle samo lat i podobną fryzurę:)

      Usuń
    3. Sama nie wiem. Ja jestem żywy ojciec - jak skóra z diabła ściągnięta :) Myślę, że jak Majcia podrośnie podobieństwa będą bardziej widoczne, a póki co możesz mi tak mówić :) Ja to lubię słyszeć, że moje dziecię jest do mnie podobne :) W zasadzie sama nie wiem czemu :)

      :***

      Usuń
  4. Gratulacje dla małej! Pewnie sama jest szczęśliwa z tych pierwszych kroczków. :) Fajnie, że udało Ci się dostrzec w tym zasypianiu coś magicznego. Macierzyństwo jest piękne, choć trudne, więc warto nawet w tych trudnych chwilach dostrzec coś pozytywnego.
    My zbliżamy się dopiero do granicy 6 miesięcy i właśnie bawimy się w rozszerzanie diety plus nauka raczkowania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu Majeczki.
      Oj masz rację! Staram się ze wszystkich sił dostrzec magię wszędzie wokół mnie - bo wiem, że jest - po prostu czasem jesteśmy zbyt zmęczone, by ją dostrzec. Ale im Maja jest starsza, tym bardziej się przekonuje, że warto ufać swojemu dziecku, a nie jakimś poradnikom :)

      Uhuhu rozszerzanie diety to poważna sprawa :) Jak idzie? Już raczkuje? Bomba!
      Buziole dla Was!

      Usuń
    2. Poradniki są dobre, żeby znać jakieś normy i ogólne wytyczne. Poza tym wychowywanie dziecka jest czysto intuicyjnie. Uroki macierzyństwa. :)

      Marchewka Nadii smakowała, zajadała się z dużym smakiem. Raczkować do końca nie umie, dopiero się uczy, jak ma ułożyć nóżki i rączki i czasem się jej udaje przesunąć. :)

      Usuń
    3. E no to rewelacja. Grunt, że dziecko je z apetytem :) Pora na ziemniaczka i dynię :) A z tym raczkowanie to jest tak, że po prostu któregoś dnia zacznie chadzać, jakby to robiła od zawsze :) Teraz to dopiero zaczniesz za Nią biegać :) Hehhehe

      Buziole dla Was dziewczyny przeogromne :***

      Usuń
  5. Wasza Majeczka jest równo pół roku starsza od naszych chłopców. Wczoraj bliźniaki skończyły 5 miesięcy! Zgadzam się z Tobą, że należy obserwować dziecko i się go uczyć. Dla mnie informacje z poradników, a właściwie ich próby wprowadzania w życie powodowały tylko niepotrzebne frustracje.. pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej! Masz bliźniaki??!!! Wow! Jak sobie dajesz radę? Podziwiam każdą mamę z bliźniakami - Ty to dopiero masz tam wesołą gromadkę :)

      Masz całkowitą rację, mnie też te poradniki wpędzały we frustrację, wyrzuty sumienia i poczucie winy! Głównie przez to miałam baby blues.

      Całuję i życzę nieco wytchnienia i cierpliwości do kwadratu!

      Usuń
    2. No cóż nie mam wyjścia, jakoś to muszę organizować, ale przyznaję, że są takie dni kiedy o 11 rano padam na twarz ze zmęczenia:P

      Ja wszystkie poradniki chętnie oddam, bo na pewno korzystać z nich juz nie będę:) cieszę się tylko, że z moim zamiłowaniem do książek kupiłam tylko 3 w tej tematyce, mogło być gorzej...

      Dziękuję za życzenia, cierpliwość to teraz moje drugie imię:)
      pozdrawiam!

      Usuń
    3. Oj wcale się nie dziwię :) I tak wielki szacun i ukłon. Pamiętam, że jak zaszłam w ciążę strasznie się tego bałam. W mojej rodzinie bliźniaki były i pada na moje pokolenie. Nie wykluczone, że jak zachce nam się rodzeństwa dla Majci to trzecie będzie gratis :)
      A w nocy Ci śpią? Bo nasza zamiast coraz lepiej, to coraz gorzej.
      Nie dziękuj, trzymaj się mocno :***

      Usuń
  6. U nas dzisiaj mija pół roku! Pół roku, a ja w szoku! Kiedy, jak, gdzie?
    "Patrzę na nią chcąc zapisać w sercu jej widok na zawsze, jednocześnie wiedząc, że to nie jest możliwe" - nie ujęłabym tego lepiej! Piękne słowa. Mam nadzieję, że zapiski choć trochę pomogą w zachowaniu tych magicznych chwil na zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehhe podoba mi się rym :) hehehe
      Też mam taką nadzieję, może kiedyś Maja zechce przeczytać - zwłaszcza jak będzie przechodziła etap "Nienawidzę Cię" :P może się wówczas okazać przydatne :)))

      Wszystkiego najlepszego! matko jak ten czas mija :(

      Usuń
  7. Trafiłam do Was dzisiaj i pierwszy post jaki przeczytałam był o terminie porodu.
    A dopiero się zorientowałam że to już rok córeczce minął :-D
    Zdrówka i najlepszego dla Was !
    Pozdrawiam
    www.rodzinka2plus2.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo post wstawiłam w ramach przypomnienia i solidarności z psiapsiółą, która na wczoraj miała termin i zasypują ją milionem telefonów, i niepotrzebnie stresują zamiast dać po prostu przez to przejść :) Ale fajnie, że trafiłaś :) Zapraszamy!

      Usuń