O tym, czego o mnie jeszcze nie wiecie - czyli wyznanie grzechów głównych

21 maja 2015


Wyznanie grzechów głównych

Często zastanawiacie się nad swoim charakterem? Jakie są wasze wady, zalety, słabości? Czy macie jakieś nawyki? A może natręctwa? Lubicie siebie? Bo ja tak. Ale dojście do miejsca, w którym teraz jestem zajęło mi sporo czasu. Zaledwie 4 lata temu byłam w kompletnej rozsypce. Sama nie wiedziałam kim jestem, kim chciałabym być, jaka jestem, a już z pewnością nie wiedziałam dlaczego taka jestem. Zapytana o zalety nie potrafiłabym znaleźć nawet jednej. No może naciskana, po długich oporach powiedziałabym, że jestem pracowita.

Dziś akceptuję siebie, taką jaką jestem. Nie idealną, nie perfekcyjną, z mlekiem pod nosem (w końcu każdy je ma). Zakolegowałam się z moim wewnętrznym krytykiem. No dobra, przyjaciółmi nie jesteśmy - często się kłócimy, a on nadal czasem mnie gnoi - ale przynajmniej nawiązaliśmy dialog. Lubię też spędzać czas sama ze sobą. Choć tych chwil mam jak na lekarstwo, tym bardziej sprawiają mi ogromną radość.

Mam wady. Jak każdy. Jednak już ich nie wyolbrzymiam. Pogodziłam się z nimi i pracuję nad ich złagodzeniem. Bo spójrzmy prawdzie w oczy -  z nerwusa w baranka jeszcze nikt się nie przeistoczył. Tak więc mam swoją małą listę grzechów.

Przede wszystkim jestem zbyt nerwowa - szybko wybucham, co wynika z mojej emocjonalności. Ale moją emocjonalność pokochałam, tak więc staram się iść w tym kierunku. Liczenie do dziesięciu nie pomaga. Pomaga racjonalna rozmowa z samą sobą i wizualizacja. Tak wizualizacja. Pamiętacie Ally McBeal? Jak była wściekła, wyobrażała sobie, że skopie komuś tyłek, wskoczy na plecy, albo po prostu jak dziecko wytyka język. A gdy mnie ktoś irytuje, wyobrażam go sobie w bardzo ośmieszającej sytuacji i od razu mi lepiej. Gdy nie rozumiem czyjegoś zachowania, powtarzam sobie, że jest taki z jakiegoś określonego powodu, którego nie znam i nie poznam, ale na pewno za jego złością, jadem i podłością kryje się coś głębszego niż zła natura.

Kolejna rzecz z którą staram się walczyć to strach. Przed zmianą, przed wyjściem ze strefy komfortu, przed porażką, przed niepowodzeniem, ośmieszeniem, nawet przed marzeniami. Strach, który paraliżuje jakiekolwiek działanie. Hamuje rozwój. Wsparcie bliskich, ciepłe słowa, akceptacja samego siebie, self-couching powoli mi pomagają w przezwyciężaniu tych słabości. Przede mną jeszcze daleka droga, ale hej, przecież ja piszę bloga, czy to nie wielki krok w przód?

No i ostatnia, a najbardziej wstydliwa rzecz, gdy się złoszczę przeklinam jak szewc :( Kobiecie nie przystoi. Wiem. Na szczęście mam silną motywację. Maję. No i skarbonkę - każde brzydkie słowo to złotówka. Nie tylko dla mnie. Nie tylko dla męża. Również dla gości. Postanowiliśmy z mężem, że w tym domu nie używa się soczystych słów. Polska mowa jest przecież kwiecista, można używać innych bardziej kulturalnych słów np. cholibka! cytując Hagrida :)

No dobrze, to już teraz wiecie, że idealna nie jestem. Przyznałam się do moich grzechów. Więcej mogą Wam powiedzieć o mnie znajomi. Ale nie wiem, czy będą na tyle odważni :) Myślę, że raczej mówią o mnie dobrze, a moje wady mi jakoś wybaczają.  Prawda to? Czy nie prawda? Staram się przynajmniej w to wierzyć.

No to po takim ekshibicjonistycznym występie mam nadzieję, że mi się odwdzięczycie w komentarzach, wyznając własne grzechy :) Mogą być anonimowe :)




Zobacz także

55 komentarze

  1. fajnie czyta się takie szczere posty, dają poznać o niebo lepiej osobę, która je pisze :)
    trzymam kciuki za Ciebie i Twoje zmianyMagda, wierzę mocno, że na pewno dasz radę, krok po kroku do celu :)
    PS. U nas tez jest skarbonka, wrzucamy tam po lirze, ale w innych okolicznościach haha :) oszczędzamy na emeryturę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      MY skarbonkę mamy jeszcze do piątali - na wakacje, albo sesje :)
      Ciepło pozdrawiam :***

      Usuń
  2. Też jestem zbyt nerwowa. ;) oj oj oj, zdecydowanie. Kompletnie nie umiem panować nad swoimi emocjami, ale o dziwo nie pomyślałam o tym pisząc o swoich nawykach. Ciekawe dlaczego.. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. :) Dzięki :) też to sobie powtarzam i do przodu :)

      Usuń
  4. Nie takie straszne te grzechy:-) Mnie denerwują drobnostki, błahostki, np. niedomknięta szafka, niedociągnięta firanka. Zadręczam ludzi pytaniami:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Perfekcjonizm często prowadzi do natręctw, wiem. Moja mama tak ma :P

      Usuń
  5. I znów się potwierdza jakie jesteśmy podobne, dlatego chyba tak lubię Twojego bloga ;)

    Nerwowość, strach i przeklinanie w krytycznych momentach to ja ;-)

    Ale wiesz co jest w tym najważniejsze ?

    Że mamy świadomość. Po prostu wiemy co jest naszą słabszą stroną pomimo wielu zalet (a jakże) ;)

    A to jest dużo, to się liczy :)

    Uszy do góry!

    Pozdrowienia z deszczowej Bawarii :(

    AGA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh dobrze wiedzieć, że nie jestem jedynym na świecie przeklinającym nerwusem. Choć naprawdę bardzo chciałabym to zmienić :) A zalety jakże - cała masa ;p

      Słonka życzę!

      Usuń
  6. Ja podobnie jak Ty tez jestem mega nerwowa, pal licho gdyby moje nerwy trwaly dzien gora dwa, ja potrafie tygodniami analizowac sytuacje co sprawia ze nerwy jeszcze bardziej sie poteguja i zdarza mi sie miec do kogos zal o cos co bylo miesiac temu bo tak w sobie go "pielegnuje", denerwuje mnie to bo sama czuje ze spalam sie przy tym niesamowicie ale odpuscic nie potrafie poki co, i ze strachem mam to samo, chociaz u mnie wynika on chyba z tego ze nie wierze w siebie, boje sie wyjsc np w pracy z jakims pomyslem bo zaraz mam wizje ze ktos mnie wysmieje :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj nakręcanie się jest jak samookaleczanie - wiem coś o tym, też potrafiłam bardzo długo chować urazę. W zasadzie to pewnych krzywd po prostu nie wybaczam.
      A w pracy? Może po prostu masz mało przychylne środowisko - czy to tylko i wyłącznie twoja słabość? a niczyja wina?

      Usuń
  7. Ta złotówka za każde przekleństwo dobra sprawa ;) ja czasem muszę walczyć z brakiem cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No może się uzbierać sumka - wiesz to może być zgubne - trzeba jeszcze ustalić, dla kogo i na co pójdą pieniądze - aby odczuć stratę:P

      Usuń
  8. Ja też walczę ze strachem przed ośmieszeniem! Za to głównymi grzechami jest u mnie zbyt małą ilość owoców i warzyw i straszne przejmowanie się krytyką. Czas zacząć z tym walczyć, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubisz owoców i warzyw?
      Oj to przejmowanie się krytyką jest chyba nieuleczalne - lepiej się skupić na owocach :P Przynajmniej ja bym tak zrobiła :P A tak na poważnie to wiem, że to ciężki orzech do zgryzienia. Wypala strasznie, niszczy samoocenę i nie pozwala wyjść z cienia :( więc życzę Ci wytrwałości, luzu i dużo, dużo dystansu :)

      Usuń
  9. najważniejsze to akceptować siebie! :)
    oj ja to bym zmieniła u siebie zbytnią nerwowość w niektórych sytuacjach, czasem brak pewności siebie i jeszcze nie do końca taką asertywność jaką bym chciała
    pozdrawiam gorąco!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z tą asertywnością to jest chyba tak, że im bardziej człowiek dostaje po tyłku i ten tyłek twardnieje wprost proporcjonalnie do wrastającej asertywności :P
      Trzymam kciuki za więcej spokoju :)

      Usuń
  10. Zdecydowanie też należą do osób o mocnym temperamencie i szybko się denerwuję. Strach to mój codzienny towarzysz ;) Jednak planujemy rozłąkę ;) Słyszałam, że wybiera się gdzieś daleko i nie planuje już wracać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheheh nie sądziłam, że czyta mnie tyle nerwusków. Z drugiej strony w końcu swój swego zrozumie :) więc nie ma co się dziwić :)
      Oj ja chyba też taką rozłąkę muszę zaplanować :) Trzymam kciuki i gorąco pozdrawiam!

      Usuń
  11. Ja tez jestem bardzo nerwowa i w chwilach irytacji potrafie wypowiadac sie niezwykle soczyscie ;) Ale nie te wady stoja u mnie na pierwszym miejscu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyne co mi się teraz nasuwa to pytanie, w takim razie co jest na pierwszym miejscu? :)

      Usuń
  12. Haha, fajny pomysł z tą skarbonką! Sama też jestem nerwowa i klnę jak się zdenerwuję więc mamy coś wspólnego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HEhehe no to zbieraj złotówy, zbieraj :) A najlepiej na przyjemności dla... swojego mężczyzny - jak pomyślisz, że szaleje za Twoje grzechy łatwiej będzie zerwać z nałogiem :)

      Usuń
  13. Z tą skarbonką to genialny pomysł! :) A Ally McBeal pamiętam i tęsknię! Obejrzałabym! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja też i to bardzo :) Mocno się z nią utożsamiałam :) i rozbawiała mnie tym swoim neurotyzmem do łez :) Pamiętam, jak przed serialem przygotowywałam sobie kanapki i herbatę, żeby nic mi nie przeszkadzało, bo absolutnie nic nie było mnie w stanie oderwać od tv :)

      Usuń
  14. trzymam kciuki przede wszystkim za przełamanie strachu! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Chyba wszystkie kobietki są nerwowe ;) Bo i ja podpisałabym się pod każdym z tych punktów! U mnie dochodzi jeszcze coś na kształt niezamierzonej hipokryzji, bowiem ludzie widząc mnie zwykle zakładają, że jestem miła, grzeczna i absolutnie nie przeklinam i chyba tylko mój mąż ma świadomość, jak bardzo się mylą ;) Mój grzeszek to także perfekcjonizm, ale broń Boże nie owocujący idealnie wysprzątanym mieszkaniem! O nie! Uprawiam najbardziej męczącą jego formę, graniczącą z nerwicą natręctw - no nie zasnę pod kocem położonym do góry nogami i na lewej stronie, w czym to specjalizuje się mój mąż ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czytając komentarze jestem skłonna przyznać Ci całkowitą rację. Dużo tu nerwusków :)
      O kurcze poważnie nie zaśniesz pod kocem do góry nogami? A koc może mieć swoje do góry nogami? Trzeba Ci sprezentować taki, który nie ma góry i dołu :)
      Grunt, że mąż może z tym żyć - bo nie wiem, czy można z natręctwami walczyć. Chyba można, ale tu jest potrzebne mocne samozaparcie i selfcouching. Pytanie, czy Tobie to przeszkadza?

      Buzia

      Usuń
  16. Z tym strachem przed wyjściem ze strefy komfortu i wieloma sytuacjami, o których wspomniałaś, też toczę bitwy. Życzę dużo wytrwałości, zdaje sobie sprawę z tego, że ani to łatwe, ani przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to prawda. Ale jakoś trzeba w końcu wyjść spod miotły prawda?

      Usuń
  17. Też zdarza mi się być nerwową. Takie czasy. :D
    Ale na szczęście nerwy szybko mijają. :D
    Są pewne niezawodne sposoby. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe o jakich niezawodnych sposobach pomyślałaś :D

      Usuń
  18. Taka skarbonka to i u mnie w domu by się czasem przydała... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już nasza druga. Pierwsza to po prostu piątale na wakacje :)

      Usuń
  19. Nie nawidzę pisać na telefonie! Napisałam Ci taki długi komentarz od serca, a on się skasował :(

    Ale no nie ma rady - napiszę raz jeszcze, bo bardzo podoba mi się Twój post i chcę go skomentować :)
    Po pierwsze: pomysł ze skarbonką jest super! :) myślę, że przy tym ile razy dziennie się na coś wkurzę w niedługim czasie nazbierałabym na kino i pizzę dla mnie i mojego O. :) chociaż ostatnio jak postanowiłam zrobić sobie detox od wulgaryzmów to sama się zdziwiłam jak bardzo łatwo mi to przyszlo :)
    Jeśli chodzi o grzechy to myślę, że jestem za mało stanowcza i często za szybko daję się 'urobić' i 'udobruchać' choć nie powinnam. I czasami jestem za bardzo pyskata - nie umiem ugryźć się w język :)

    Pozdrawiam - Twoja nowa czytelniczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam ten ból pisania z tela, dlatego komentarze się pojawiają, ale odpisuję na nie dopiero jak mam czas na lapa :) Tym bardziej doceniam, że chciało Ci się jeszcze raz pisać. Dziękuję
      ps. też jestem bardzo pyskata :) ale nazywam to po prostu byciem szczerym :P
      ps. 2 w takim razie witam z otwartymi ramionami nową czytelniczkę. Mam nadzieję, że pozostaniesz z nami (ze mną i Majuchem) na dłużej :)
      całus

      Usuń
  20. myślę, że człowiek młody nie zastanawia sie nad tym jaki jest, z wiekiem patrzymy na siebie na swój charakter bardziej sceptycznie, zaskakują nas nasze reakcje, analizujemy, uczymy sie bycia lepszym każdego dnia, dostrzegamy w końcu co tak naprawde ma sens.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Refleksja to oznaka dojrzewania :)

      Usuń
  21. Z tej strony jeszcze jedna chodząca choleryczka, która na zakupach pogania faceta, aby szybciej decydował się czy chce na obiad ziemniaki czy makaron, nie znosi ubrań porozciąganych po mieszkaniu. Na szczęście jesteśmy różni a nie tacy sami, bo jakby wszyscy byli tacy zbyt energiczni, to mogę podejrzewać, że dość szybko gatunek ludzki mógłby pójść pod ochronę jako zagrożony wyginięciem.
    Jakby nie było ja lubię się mimo wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie o to chodzi. Temperament to rzecz wrodzona, a nie nabyta czy wyuczona :) Najważniejsze to lubić siebie :)
      Pozdrawiam miłą choleryczkę :)

      Usuń
  22. Widzę w nas wiele podobieństw Złośnico ;)
    Zapraszam do siebie :)
    fochzprzytupem.blogspot.com
    instagram.com/fochzprzytupem
    https://www.facebook.com/pages/FOCH-z-przytupem/727676660654507

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie znałam Twojego bloga, wchodzę i przeglądam posty. Jakimś cudem przyciągnął mnie ten (ale wierzę w magię przeznaczenie ;), czytam i ... Czytam o sobie :P. Jestem nerwową, wybuchową osobą, wprawdzie baaaaardzo się zmieniłam, bo mąż mnie tresuje, ale jak już wybucham (co zdarza się coraz rzadziej) to ... klnę jak szewc (i bardzo nad pracuję, bo mi wstyd takiej brzydkiej wady :P). Co do strachu... Jakbym o sobie czytała, mój mąż ciągle narzeka, że jakby mi przyszło reklamować towar albo cóż zwrócić to bym prędzej umarła. Jestem mega zakompleksiona, nieasertywna i nieśmiała, choć myślę, że niewiele osób domyśla się jak bardzo... Pozdrawiam Cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, to bardzo brzydka wada. Nie nerwowość, a brzydkie słowa wyrzuca z siebie ot tak po prostu, by sobie ulżyć. Przyprawia o rumieniec i poczucie wstydu, ale dopiero po fakcie. Damie nie przystoi. Kobiecie nie przystoi. Dlatego postanowiłam się przyznać. Mam nadzieję, że mnie to bardziej zmobilizuje.
      Z kompleksami już zawalczyłam. Pewnie nadal mam ich sporo, ale już mi nie przeszkadzają w życiu codziennym. Szczerze mówiąc, gdy zaszłąm w ciążę dużo we mnie zmieniło się na plus - tylko ta wrodzono-nabyta (od ojca pospieszalskiego) nerwowość pozostaje. Walczę, walczę, choć póki co przegrywam, ale patrzę na moje dziecko, widzę, jak się tego ode mnie uczy, a tego nie chcę.

      Pozdrawiam ciepło, życzę pokochania siebie przede wszystkim, bo przecież fajna babka z Ciebie :)

      Usuń
  24. Jak chyba widac po komentarzach, posty ze zwierzeniami sa prawdziwa pozywka dla fanow bloga ;) To ja teraz czekam na historie Waszej milosci! I na post o Twojej pasji - tancu! Bardzo mnie to zaintrygowalo! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheheh :) Bardzo możliwe :) A może po prostu lubimy podglądać innych, by wiedzieć, że tak jak my są niedoskonali i pełni wad :) Normalni :) Internet jest pełno osób przechwalających się dobrobytem, torebkami M. Korsa, kosmetykami od Chanel itp. Wydaje nam się przez to, że fakt iż posiadają rzeczy na które nas nie stać, są lepsi, a przecież wcale tak nie jest :) Bo tak z gruntu rzeczy wszyscy jesteśmy tacy sami :)
      ps. hmnnn to jest myśl :) popracuję nad tym - pewnie koło rocznicy ślubu :)
      a taniec - ochhh jak to było dawno :) oka :) nie wiem kiedy, ale z pewnością o tym napiszę :) Nawet jeśli miałabyś jedyna się tym zainteresować :)

      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Na pewno nie bede jedyna! ;) Dzieki :)
      No i masz duzo racji. Blogi przechwałkowe, mimo ze bardzo popularne, szybko sie nudza ;) Tak naprawde czytelnicy wola normlanych ludzi :)

      Usuń
    3. To ja dziękuję :) Pozdrawiam :) Życzę wspaniałego weekendu

      Usuń
  25. Podobają mi się Twoje słowa, zwłaszcza o tym wewnętrznym krytyku ;)
    Najważniejsze to żyć w zgodzie z samym sobą.
    Podobnie jak Ty, tez jestem dość nerwowa, niezły patent z wizualizacją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohhh patent niestety nie mój :) Oglądałaś kiedyś Ally McBeal? Ona była mistrzynią :)
      Ciepło pozdrawiam :) Czasem zdarza mi się coś mądrego powiedzieć ;P

      Usuń
    2. hm, Ally McBeal, pamiętam te aktorkę i że ten serial leciał jakoś późno ale niestety nie pamiętam dokładnie byłam wtedy mała (wczesna podstawówka) :D

      Usuń
    3. Stara jestem :) w takim razie skoro to było aż tak dawno :P Heheheh

      Usuń
    4. Oj tam oj tam ;) U mnie jeszcze "dwójka" z przodu ^^

      Usuń