Une leçon de français

19 maja 2015

Źródło

W życiu każdego z nas są takie rzeczy, których chcielibyśmy się nauczyć. Wszak naturalną potrzebą człowieka jest rozwój. Pragniemy zrobić prawo jazdy, nauczyć się pływać, tańczyć, malować... Zapisujemy się na kursy kulinarne, krawieckie, stylizacji, rachunkowości.... Ta potrzeba nabywania nowych umiejętności, zdobywania nowej wiedzy, sprawdzania siebie w nowych okolicznościach, poszukiwania pasji trwają całe nasze życie. W końcu na naukę nigdy nie jest za późno. 

Ja odkąd sięgam pamięcią chciałam nauczyć się języka francuskiego. Uwielbiam jego melodię. Elle est comme la plus belle chanson. Pierwszą styczność z francuskim miałam w liceum. Wybrałam go jako język dodatkowy. O ile zawsze byłam kujonem, nauczycielka jakoś nie potrafiła mnie do niego zachęcić. Sama nie podchodziła do tych lekcji poważnie, ani z zaangażowaniem. Nie sprawdzała prac domowych, rzadko je w ogóle zadawała. Zero wymagań. Po prostu bądź. Robiła swoje i to raczej na odwal się. Choć była bardzo miłą osobą (tego jej nie zarzucę), nie potrafiła sprzedać swojej wiedzy, choć niewątpliwie ją posiadała. Ja zaś jeszcze młoda przyjmowałam to, takim jakim było.

Na studiach o moim cichym marzeniu przypomniała mi moja przyjaciółka. Wspólnie zapisałyśmy się więc na kurs. Wówczas zrozumiałam, jak wiele zależy od prowadzącego zajęcia. Nasza nauczycielka, choć Polka wręcz emanowała "francuskością". Wyglądała jak Francuska. Zachowywała się jak Francuska. Niewątpliwie sercem nią była. Miała nieprawdopodobną charyzmę. Miłością do języka zarażała, jak katarem. Ona kochała uczyć. I doskonale wiedziała jak to robić. 

Mimo iż poszłyśmy na kurs od podstaw, zajęcia odbywały się w języku francuskim. Nie wolno nam było mówić po polsku. Magda, en français s'il vous plaît :) Można było niepoprawnie, na migi, rysunkowo, ale po francusku. Zmuszała nas do rozwoju, do wysiłku, do szukania w głowie słówek, mobilizowała do poznawania nowych. Tylko gramatykę tłumaczyła po polsku - ale dopiero, gdy po zwariowanej prezentacji, która naprawdę czasem przypominała kalambury, zawiedziona przechodziła na polski. Wówczas można było zaobserwować niesamowite zjawisko. Mariola gasła niczym zachodzące słońce. Ta tryskająca entuzjazmem, pełna życia kobieta, gdy zaczynała mówić w naszym ojczystym języku po prostu zamieniała się w poważną, cichą mychę. Przeciętnego szaraka, na którego byście nie zwrócili nawet uwagi. Jakby uciekała z niej energia. 

Uwielbiałam te lekcje. Wracałam do domu i od razu, na świeżo robiłam ćwiczenia. A wierzcie mi à la maison miałam sporo do zrobienia. Przeglądałam nowe słówka. W rok nauczyłam się tyle, ile normalnie na kursach przerabia się w dwa. W planach był certyfikat. I wówczas Mariola zaszła w ciążę z komplikacjami i odeszła. Przyszło zastępstwo, które zepsuło nasz cały wysiłek. Chłopak, który niemalże języka nie używał, poza czytaniem tekstu. Do tego miał okropny akcent. Kompletnie go nie rozumiałam. Zrezygnowałam. Czy żałuję? Nie. Męczyłam się. A nic na siłę. Miałam się uczyć avec plaisir.

Miłość do francuskiego pozostała. Sentyment oraz tęsknota. Kiedyś się go nauczę. Bien sûr.

Et vous? Czego chcielibyście się jeszcze w życiu nauczyć?

M.

Zobacz także

28 komentarze

  1. Ja francuskiego uczyłam się w gimazjum i liceum. O ile w gimnazjum kwestią zaliczeni była głównie obecność na lekcjach, tak w LO miałam wspaniałą nauczycielkę, która nie dość że była mądra i dobra w tym co robi, to bardzo mnie dopingowała i wspierała. Miałam smykałkę do francuskiego i dobrze mi szło, ale nie doceniałam tego, skupiałam się na licealnych głupotach. Teraz żałuję i tak jak Ty marzę o kursie francuskiego (i angielskiego). I choćbym miała go nigdy nie urzyć, to chciałabym go znać dla własnej satysfakcji :) pozdrawiam serdecznie, Aga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, całe życie mi wmawiano, że języki są potrzebne. Pracodawcy inaczej nie patrzą na cv podczas gdy na rozmowie wstępnej już mi się zdarzyło, że osoba z którą rozmawiałam (rekruter) sam nie potrafił wydukać poprawnego zdania po angielsku.
      Uważam, że znajomość języków jest potrzebna. A jak się to lubi i ma smykałkę, szkoda marnować :)
      A ja zawsze lubiłam wkuwać słówka, choć niemieckiego i łaciny nienawidziłam. A jak próbowałam nauczyć się hiszpańskiego odpowiadałam po francusku :p - nagle słowa, których nie pamiętałam same przychodziły :P

      Usuń
  2. Ludzie z pasja zarażają innych :) na szczęście na naukę nigdy nie jest za późno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza na naukę języków :) W końcu to nie balet! :P

      Usuń
  3. Ja chciałabym pójść na amerykanistyke (chociażby zaoczną )i wyfrunąć z tego kraju daleko, daleko :) Póki co trzeba studiować coś innego, niezupełnie zgodnego z moimi zainteresowaniami, ale czego nie robi się dla rodziców ;) Może po obronie pracy inżynierskiej uda mi się coś zdziałać w tym kierunku :) Pozdrawiam H.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj też mi się marzy wyfrunąć do USA :) Choć na rok - na kontrakt :)
      Naprawdę studiujesz dla rodziców, nie dla siebie? Współczuję :( W takim razie życzę Ci, abyś spełniła swoje marzenia i to jak najszybciej :) Życie mamy jedno, szybko się toczy, nie ma sensu robić czegoś nie w zgodzie ze sobą.

      Buziaki przesyłam :)

      Usuń
  4. Francuski też za mną chodzi, cały czas... Staram się uczyć samej, przez różne strony internetowe itp., ale czasem za dużo rzeczy na głowie i po prostu zapominam/nie starcza czasu. Powtórzę jednak za Tobą: Kiedyś się go nauczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie niby świat stanął otworem, tylko czas pozostał na te możliwości niewzruszony i doba niezmiennie ma 24 godziny :(

      Usuń
  5. Ja jestem wiecznie początkującą uczennica języka francuskiego. Zatrzymałam się na etapie zamawiania w restauracji i kupowania biletów, ale wciąż wierzę, że jeszcze kiedyś mi się uda:). Trzymam za nas kciuki:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh no ale na weekendowy wypad do Paryża jak znalazł ;P

      Usuń
  6. Kariery sobie nie wróżę... Ale, jeśli uda mi się ze szpagatami, to już będzie coś ! (przynajmniej dla mnie:) )
    Francuski faktycznie pięknie brzmi. A na naukę nigdy nie jest za późno... zwłaszcza jeśli robi się to co się lubi.
    Ps. Piękny blog!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Miło słyszeć, że komuś się podoba :)
      No ja przetańczyłam pół życia i jeszcze mi mało - tyle, że kocham hip-hop, ale na to jestem za stara :) Jak na zajęciach połowa była jakieś 16 lat młodsza powiedziałam sobie dość :P Ale może burlesca lub salsa :) Why not :)

      Usuń
  7. Ha, kiedyś tak bardzo chciałam pójść w ślady mamy i studiować romanistykę, że rozważałam zmianę szkoły, byle tylko nauczyć się francuskiego i móc zdawać na te studia. Inna pasja zwyciężyła i marzenie o francuskim odłożyłam. Wróciłam do niego na studiach, ale mój początkowy zapał zgasł po pierwszym semestrze - lekcje były dla mnie zbyt chaotycznie prowadzone i się zniechęciłam, bo coraz mniej rozumiałam. Faktycznie dużo zależy od nauczyciela. Na szczęście do nauki zawsze można wrócić, więc i ja mam nadzieję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaintrygowałaś mnie z tą inną pasją??

      Usuń
  8. Trzymam kciuki by kiedyś to marzenie się spełniło i byś opanowała go do perekcji! Francuski to najpiękniejszy język :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj trzymaj, trzymaj :) Głęboko w to wierzę :)
      Ciepło pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny oraz miły komentarz. Zapraszam częściej! :***

      Usuń
  9. hej!
    jestem pierwszy raz ale zostaję na dłużej, bardzo podoba mi się tu u Ciebie :)
    podobnie jak Ty kocham francuski i Francję...nigdy nie mam czasu żeby nauczyć się w końcu tego pięknego języka :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi to słyszeć i Cię gościć :) Mam nadzieję, że będzie się dalej tak podobało :)
      Oj Francji jeszcze mało widziałam. Na nadrabianie w tym temacie też bardzo liczę :)

      Usuń
  10. Miałam dokładnie takie samo doświadczenie z językiem niemieckim. Fantastyczna nauczycielka na kursie - jej ciąża - zastąpiona przez osobę, która zniechęciła do nauki tak szybko, jak ta pierwsza nas zaraziła. Żałuję do dziś! A pasję do języka francuskiego rozumiem doskonale - u mnie skończyła się przeprowadzką do Francji ;) Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ohhh cudnie! Zazdroszczę :) Rewelacja. Czyli pewnie pięknie, płynnie mówisz w moich ukochanym języku :) Chętnie poczytam chociaż :)

      Usuń
  11. Francuski pięknie brzmi ale zawsze był dla mnie językiem nie do nauczenia się ;) Je suis polonaise, tylko tyle umiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to chyba najtrudniejszy język, z jakim się spotkałam. Ale z drugiej strony gramatyka polskiego łatwa też nie jest :) Wolę francuski niż chiński :P albo arabski :P

      Usuń
  12. Ja również zawsze chciałam znać wiele języków. I znać historię Polski- tak od podszewki. sypać datami jak szalona ;) pozdrawiam
    http://gabowezycie.blogspot.com/ (nie wiem czy mogę tu zostawić swój adres ale zostawiam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj z tym drugim to się trzeba będzie sporo namęczyć :) Zdawałam historię na maturze, a dziś mam pustkę w głowie. A kułam i kułam :)

      Usuń
  13. chciałabym nauczyć się hiszpańskiego, jednak od kiedy skończyłam swoją edukację zapału do nauki brak, cięgle sobie to tłumaczę, ze najzwyczajniej zaniegana jestem, ale jest wiele ludzi z większą liczbą obowiązków, a jednak ogarniają dodatkowe rzeczy... No nic, motywacja i determinacja przede wszystkim :)
    Tradycyjnie zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj też fantastyczny język i fantastyczni ludzie. Uwielbiam Hiszpan. Są tacy entuzjastyczni, uśmiechnięci, wydają się o niebo szczęśliwsi :) Jak słyszę te ich HOLA! to mi się japa śmieje.
      Też mam ten sam problem :) Ale obiecałam sobie, że kiedyś to zrobię :)

      Buźka

      Usuń
  14. Nieodpowiedni nauczyciel potrafi wszystko zepsuć, rzeczywiście. Ja na Twoim miejscu mimo wszystko starałabym się dokończyć to, co zaczęłam (skoro już udało Ci się zacząć, co zawsze jest bardzo trudne!). Trzymam kciuki, że kiedyś jednak do tego wrócisz, a jeśli nie — no cóż, wtrącanie pojedyńczych słówek po francusku do polskiej opowieści też świetnie brzmi :)
    teoriakobiety.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, wiem dałam za wygraną. Trochę żałuję, ale przez tego studenta naprawdę się męczyłam. Nie chciałam, żeby zniesmaczył mi moja miłość do francuskiego na zawsze. Teraz to po prostu brak czasu :) Ale lubię sobie przypominać słówka :) Albo myśleć o czymś w innym języku. Jak się powinno powiedzieć, to czy tamto :)

      à bientôt!

      Usuń