8 chwil pełnych magii w niespełna 24 godziny

28 sierpnia 2015


Pierwsza doba po urodzeniu dziecka to istna feeria emocjonalnych uniesień. Raz po raz zalewa Cię fala matczynej miłości. Bezwarunkowej, ogromnej, nieskończonej. Mówi się, że w życiu tak na prawdę liczą się tylko te krótkie, magiczne momenty, które sprawiają, że nasze serce wypełnia się czystą miłością, spełnieniem oraz spokojem. Pierwsza doba po porodzie to nie tylko chwila, to mnóstwo drobnych, pierwszych razów, które występują po sobie, raz po raz. Przy czym są takie silne, że trzymają Cię w tej emocjonalnej ekstazie aż do momentu powrotu do domu. Zlewając się tym samym w jedną, ogromną owianą magią chwilę, dzień. Dzień pełen magii.

Postanowiłam wyłuskać dla Was te najważniejsze i tak oto powstała lista 8 chwil pełnych magii w niespełna 24 godziny:


1. Pierwsze objęcia 

Dokładnie pamiętam, gdy położna krzyknęła Już idzie główka! Potem wszystko potoczyło się tak szybko, że nawet się nie obejrzałam, gdy pierwszy raz w ramionach trzymałam Maję. Czerwone, pomarszczone, całe w mazi płodowej, choć dla mnie najpiękniejsze stworzenie pod słońcem  - moje dziecko. W ułamku sekundy zamieniłam się ze zbolałej, krzyczącej kobiety w najszczęśliwszą na świecie Mamę. Mąż mówi, że tej przemiany nie sposób było nie zauważyć. Zupełnie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. 

2. Pierwsze spojrzenie

Potem Maja otworzyła oczy. Ona nie widziała nic prócz oślepiającego światła i cieni. Ja, po raz pierwszy ujrzałam duszę mojej córki. 

3. Pierwsze karmienie piersią

Nawet nie zauważyłam, kiedy Gazela przecięła pępowinę, bo w tym samym czasie położna pomogła dziecku uchwycić pierś. Zakuło. Myślałam, że kobita mnie uszczypnęła. Okazało się, że to Maja. Tak zassała. Szło jej rewelacyjnie już za pierwszym razem. To, co czuje matka po raz pierwszy karmiąc własną piersią swoje dziecko, to jest rzecz nie do opisania. To najczystsza forma poczucia przynależności do wszechświata, najbardziej naturalna rzecz, jaką w życiu robiłam. Poczułam, że właśnie do tego zostałam stworzona. Do mycia matką. To jak po raz pierwszy poczuć 100% swojej kobiecości. Bez makijażu, zakrwawiona, w koszuli szpitalnej, z  twarzą czerwoną jak u Winnetou, czułam się najbardziej kobieco w swoim życiu. Karmiłam Maję. Coś pięknego.

4. Pierwsza samotna chwila tylko we troje

Wkrótce po zwiezieniu mnie z porodówki oddano nam dziecko i wreszcie zostaliśmy sami. We troje. Moje serce przepełnił spokój, radość i przeogromne szczęście. Teraz jesteśmy pełną rodziną - pomyślałam. Nasza pierwsza wspólna chwila. Ciężko było cokolwiek powiedzieć. Czuliśmy z mężem to samo. Szczęście, dumę, spełnienie i wypełnienie. Tym malutkim brakującym elemencikiem. Wpatrywaliśmy się w nią godzinami. Spała. To był najbardziej kojący widok na świecie. Śpiący bobas.

5. Pierwsza zmiana pieluchy

To dopiero wyższa szkoła jazdy. Stres i obawa przed uszkodzeniem własnego dziecka. Tuż po urodzeniu dziecko jest takie maluśkie, takie kruchutkie, że zmiana tej pieluchy wydawała mi się niemal niemożliwa. A jednak. Zmienia się pierwszą, drugą i kolejną. Ale tą pierwszą pamięta się do końca życia. Niewykluczone, że to bardziej sprawka wyglądu smółki :P

6. Pierwsze przebieranie dziecka 

Zwykle tym zajmują się położne, kiedy Ty odpoczywasz, śpisz, dochodzisz do siebie po porodzie. Ta czynność pozostaje przeze mnie zapamięta na zawsze. Zwłaszcza ubieranie dziecka do wyjścia ze szpitala. Czy nie za grubo? A jak będzie jej za gorąco? Czy nie za lekko? A jak będzie jej za zimno? Matyś, żeby krzywdy nie zrobić (wiem, że nie zrobię, ale ta obawa jest silniejsza). Maleństwo w ciuszkach tonie - jest tak chudziutkie. Ten widok ściska serce. Taka mała kruszyna, taka bezbronna, taka niewinna. Taka pierdółka. Instynkt macierzyński, potrzeba chronienia dziecka i chęć podarowania jej gwiazdki z nieba jest nieprawdopodobnie silna. A niebieskiego potworka w fioletowe kropki zatrzymam na zawsze. Na pamiątkę. Właśnie taką ją zachowałam w pamięci. W za dużym, pluszowym pajacu, płaczącą, z grymasem na twarzy.

7. Pierwsza wspólna noc i poranek

Pamiętam, że na noc dostałam tabletki na sen i uśmierzające ból. Położna stwierdziła, że wiele przede mną nieprzespanych nocy, ale żebym miała na to siłę, warto tą jedną przespać. Po czym zabrała Majeczkę, którą trzymałam przy piersi. Faktycznie, gdy miałam ją przy sobie mogłam tylko się w nią wpatrywać. Jakbym nie chciała stracić ani sekundy. Jakbym chciała całą sobą chłonąć ten moment. Myślałam tylko o niej. Oczywiście spać nie mogłam. Budziłam się co pół godziny. Mimo tabletki. W końcu o 4 nie wytrzymałam. Zadzwoniłam. Poprosiłam o zwrot dziecka. Leżała w przezroczystym łóżeczku. Taka spokojna. Spała. A ja się na nią wgapiałam. Dziś łapię każdą sekundę na sen, ale wówczas spać nie mogłam. Była taka piękna. Była moja. Jest moja. 

8. Pierwsza kąpiel 

Nie mogłam pominąć tego punktu. Choć to chyba bardziej magiczny moment mojego męża. Ja tylko stałam obok i się przyglądałam, podczas gdy Gazela pierwszy raz kąpał Maję, pod czujnym okiem położnej. Do stresu się nie przyznaje, ale widziałam jak dudni mu serce z przejęcia. Choć ręce, jak przystało na inżyniera miał opanowane i spokojne. Widziałam w oczach miłość, radość i troskę. Niesamowitą delikatność i precyzję. I słyszałam głośny, bardzo głośny płacz przerażonej.

Dziecka, które w jednej chwili otrzymało cały świat na talerzu. Świat którego nie znała. Świat, który ją przerażał. Potrzebowała nas. Potrzebowała ciepła mamy i oparcia taty. Naprawdę staliśmy się wówczas rodzicami. Choć byliśmy nimi już od 9 miesięcy. W tej dobie życie nas sprawdzało. Testowało. A test trwa i trwa. Do końca życia. Mam nadzieję, że choć nie śpiewająco to zdamy go na piątkę z plusem :) A tych 8 magicznych chwil nie zapomnę nigdy.


Zobacz także

0 komentarze