Slow life czyli jak upłynął nam 15. miesiąc

14 sierpnia 2015

Dałam plamę. Chyba od upałów mózg mi się lasuje, bo ten wpis powinien się przecież ukazać 2 dni temu. Tak jak zawsze. Tymczasem matka cała szczęśliwa napisała o Lanzarote i koło 16 po południu się zmiarkowała, że oto mamy 12 - sty dzień miesiąca. A to oznacza, że Maja skończyła kolejny miesiąc, a ja tradycyjnie Wam go przedstawiam w ramach cyklu Last Month. W końcu mamy wakacje. Słońce grzeje na całego. My jesteśmy u babci za miastem. Nic tylko taras, kwiaty, huśtawka, piaskownica, basen i książki. Tak, tak książki. Złapałam jakiegoś bakcyla i dosłownie je połykam :) Prawdziwe slow life. Kompletnie nie przejmujemy się tym, jaki mamy dziś dzień. 
 
Złapałam się na tym, że kompletnie nie wiem, co się u nas w tym miesiącu wydarzyło. Czas ucieka mi przez palce. Jeden dzień zlewa się z kolejnym, a ja jestem zawieszona w jakieś innej czasoprzestrzeni, gdzie dni tygodnia, czy miesiąca kompletnie nie mają znaczenia. Nie myślę o tym, co było. Żyję tym, co jest tu i teraz, jednocześnie myśląc o przyszłości. Jak to matka. Na wszystko chciałabym być przygotowana. Choć wiem, że tak się nie da. Ale i tak staram się pewne rzeczy przewidywać i zawczasu być gotową.
Maja codziennie się zmienia, codziennie uczy nowego słowa, gestu. Codziennie poznaje świat, dostrzegając więcej i więcej. Czasami widzi wręcz za dużo. Tak szybko dorośleje, choć nadal jest takim małym człowieczkiem. To taka mini wersja mnie. Wyglądem i charakterem coraz bardziej mnie przypomina. Newowy, szybki słodziak. Nic nie robi wolno. Uwielbia się przytulać. Ciągle rozdaje nam całuski. A poranne przytulanie weszło nam w nawyk. Wybiera tak dziwne słowa do nauki np. RABARBAR, dziura, burza czy konewka (kawka w jej wykonaniu). Ale i zwyczajne jak auto, cyca, daj, ciumcium (czyli pić), pada. 
 
Ten miesiąc to ćwiczenie chodzenia i jego kres. Znów był upadek. Znów polała się krew. Znów chodzimy za rączkę, więc matka z babcią padają na twarze, gdy Maja krąży po raz enty wokół stołu. Odpoczywamy na całego. Ciągle przyjmujemy gości, nadrabiając zaległości towarzyskie. Niemalże codziennie przyjeżdża do nas jakaś ciocia albo dzidzia :) Popołudniami kąpiemy się w basenie, wieczorami bawimy w piaskownicy, a już o 7 rano (najpóźniej) jesteśmy na huśtawce. Za Mają ciągle chodzi pies rodziców. Maja ją karmi, głaszcze i powtarza wszystkie dźwięki od sapania, poprzez radość i szczekanie. W te upały dzień zaczynamy bardzo wcześnie. Już o 5 rano. Nie raz płakałam z niewyspania i bezradności. Przyznaję. Staram się szukać jasnej strony mojej sytuacji posiadania dziecka, którego zegar biologiczny jest przekręcony o kilka godzin wstecz w stosunku do mojego.  Jedyny plus tej sytuacji, jaki znalazłam, to fakt, że o tej godzinie jest wreszcie chłodno. I tak już z rana podlewamy "kawką" kwiatuszki, a kiedy Wy się budzicie, Maja idzie na pierwszą drzemkę. W tym miesiącu Maja zaliczyła też swoją pierwszą wizytę u fryzjera. Była grzeczniutka i zaciekawiona, co się dzieje wokół.
 

Jak widzicie póki co czas nam mija iście sielsko i wakacyjnie. Czekamy na deszcz i na tatę, aż wróci do nas z pracy. I nic nam więcej nie trzeba.

Na blogu powoli, powoli dochodzimy do momentu, gdy wszystkie zmiany jakie planowałam wreszcie zaczynaj widzieć światło dzienne. Z pewnością zauważyliście, że został zainstalowany Disqus. Mam nadzieję, że teraz komentowanie będzie dla Was jeszcze przyjemniejsze. Już nie mogę się doczekać dyskusji z Wami. Pojawiło się też kilka kosmetycznych elementów. Funpage na Facebooku wreszcie jest spójny ze stronką. Sami zobaczcie KLIK. Ponieważ wakacje mnie nieco rozleniwiły, motywację znalazłam w osobie Lifestylerki, która zorganizowała swoje pierwsze wyzwanie blogowe oraz Ewy z Mocem, która poprosiła mnie o post gościny. Przyznam, że pisanie go to była czysta przyjemność, bowiem opisywałam nic innego, jak swoje zaręczyny. Miło powspominać, takie piękne chwile. A Wy pamiętacie swoje? Jakie były? Luby kleknął na kolano? Było romantycznie? A może patetycznie? Dowcipnie?
  

Jak Wam minął ostatni miesiąc? Jak się trzymacie w te upały? Żar tropików prawda? Jak wasze wakacje? Urlopujecie się jeszcze? Zwolniliście troszkę? Odłączyliście się od sieci? Potraficie jeszcze żyć życiem naszych mam? Bez komputerów, bez telewizji, bez komórek? Tylko świeże powietrze, dzieci, książki i Wy? Czekam z niecierpliwością na wasze refleksje i opowieści wakacyjne.
 
 
 
Tymczasem jeśli macie małe zaległości w czytaniu, polecam Wam najlepsze wpisy z tego miesiąca:
 

Zobacz także

0 komentarze