True Beauty

19 sierpnia 2015


Nigdy nie czułam się piękna. Ani nawet ładna. Owszem, czasem dobrze wychodzę na zdjęciu, ale okazem nadprzeciętnej urody to ja nie jestem. Jestem zwyczajna. Normalna. Wysoka, szczupła blondynka. Niebieskie oczy. Choć mąż uparcie twierdzi, że są zielone. Tak naprawdę moje tęczówki zmieniają kolor w zależności od światła. Zawsze miałam mnóstwo kompleksów. Za duże kolana, za duże uszy, problemy z cerą, za cienkie włosy... Do mojego ideału było mi daleko. Właśnie kluczowym słowem jest tu zaimek. Bo przecież piękno to pojęcie względne. Dla każdego oznacza coś zupełnie innego.

Dla jednego ideałem będzie naturalna piękność podczas gdy dla kogoś innego wcieleniem piękna będą przedłużane włosy, kolorowe szkła korekcyjne, sylikonowe, jędrne piersi, poprawiony nos, uszy, usta i sztuczne paznokcie. Henryk Sienkiewicz ponoć mawiał, że "Każda ko­bieta piękna jest brzydką w sto­sun­ku do piękniej­szej od siebie, każda brzyd­ka - piękną w sto­sun­ku do brzyd­szej - każda, czy piękna, czy brzyd­ka, piękna - w sto­sun­ku do mężczyz­ny, któremu się podoba". Trudno się z tym nie zgodzić.

Po 30-tce, jako matka dostrzegam w pięknie zupełnie inny wymiar. Dziś wiem, że piękno to nie tylko ładna twarz, ale piękny umysł, otwarte serce, a nade wszystko piękna dusza. To pewność siebie, mądrość, akceptacja swoich słabości i niedoskonałości, hart ducha, nieustępliwość. To ciepły uśmiech i oczy wypełnione uczuciem. Piękne jesteśmy akceptując siebie i swoje niedoskonałości. Piękne jesteśmy pozostając wierne sobie, czując się spełnionymi, uśmiechniętymi i szczęśliwymi. Piękne jesteśmy w swej złożoności natury, delikatności, subtelności i wytrwałości. Piękne jesteśmy, gdy same siebie takimi postrzegamy.

Zobacz także

0 komentarze