... bo matka też kobieta

23 października 2015


Łatwo jest dobrze wyglądać, gdy się pracuje. Koleżanki oceniają każdy Twój ciuch, makijaż, patrzą Ci na paznokcie. Siłą rzeczy dbasz o siebie. Trzymasz fason. Nie pozwalasz sobie na zabrudzenia na bluzce, codziennie wkładasz coś nowego, rankiem szybko układasz włosy, robisz makijaż. Jeszcze prościej jest, gdy jesteś singielką. Zawsze wyglądasz perfekcyjnie, nigdy nie wiadomo, kogo spotkasz tuż za rogiem. A jeśli to będzie facet idealny? Lepiej włożyć coś czystego prawda? 
 
Zupełnie inaczej to wygląda, gdy siedzisz w domu z dzieckiem. Na początku wszytko boli. Leżysz na łóżku, jak masz więcej szczęścia, to siedzisz. Wietrzysz krocze. Mąż tylko podaje Ci do cyca płaczącego brzdąca, a Ty ledwo żywa (choć szczęśliwa, bo przecież masz w domu ślicznego, różowego dzidziusia) zastanawiasz się, czy tych koszuli do karmienia nie produkują nieco atrakcyjniejszych. Ledwo wyrabiasz na stojąco pod prysznicem, o makijażu dawno zapomniałaś, a perfum nie używasz ze względu na dziecko. Wyglądasz wstrętnie, choć czujesz się bardziej kobieca niż do tej pory. Ale w drodze do kuchni nagle widzisz się w lustrze i szybko odwracasz wzrok, bo wiesz, że spojrzenie bazyliszka zabija.

Kilka miesięcy później wcale nie jest lepiej. Wiecznie niewyspana, z podkrążonymi oczami, w wiecznie zaplamionych ciuchach, bo dziecko właśnie ulało/nasikało na Ciebie/jesteś wyluzowaną mamą i właśnie wprowadzasz DLW/maleństwo się przytulało i mocno Cię wyśliniło (*niepotrzebne skreślić). Czujesz, że czegoś Ci brakuje. Jesteś szara, nijaka, masz odrosty na pół głowy, albo jeszcze gorzej tłuste włosy. Paznokcie krzywo obcięte, bo nie zdążyłaś wypiłować (dziecko się obudziło), lakier z paznokci odpryskuje, a pięty to już chyba papierem ściernym będą Ci peelingować.
 
Oto kilka moich sposobów na zachowanie kobiecości podczas urlopu macierzyńskiego:
 
  1. Prawie codziennie znajduję chwilę dla siebie, dla swojej urody, dla swojej powierzchowności. Menicure, peeling, maseczka, albo chociaż balsam po kąpieli. Egoistyczne? Płytkie? Absolutnie nie. Zaniedbując siebie, zaczynasz czuć się coraz gorzej, co może doprowadzić w najlepszym przypadku do chandry, w najgorszym do baby bluesa lub nawet depresji. Poza tym dla męża warto nadal być tą zadbaną kobietą, którą pokochał. 
  2. Noszę schludne rzeczy. Nie te najlepsze. Tych naprawdę szkoda. Dziecko je rozciągnie szukając piersi, zaplami, zaleje, zasika (zwłaszcza, gdy masz chłopca!), albo sama je zabrudzisz przygotowując jedzenie. Chodzę w dresie. To nie wstyd, ale mój dres jest zawsze nowy, nie wytarty, nie z dziurami, plamami, przebarwieniami, nie stary i nie rozciągnięty. Dres też może być sexy!
  3. Codziennie myję głowę i ogarniam moje włosy. Jasne zdarzają mi się takie nocki z Mają, że mówię sobie NIE! Nie dzisiaj! Ale używam wówczas suchego szamponu, zakładam opaski - i tylko, gdy wiem, że nie wychodzę dalej niż na rynek.
  4. Maluję się. A przynajmniej używam korektora i tuszu do rzęs. Jak widzę się zadbaną przechodząc obok lustra, od razu mi lepiej. I nie straszę listonosza. Młodego mamy. 
  5. Staram się mieć zadbane dłonie. Nie jest to łatwe, bo paznokcie rozdwajają mi się do połowy, a od częstego mycia rąk mam wysuszoną skórę, ale krem stał się moim przyjacielem i robię expressowy menicure, jak tylko mogę.
  6. Z porannego prysznicu uczyniłam mój 15 minutowy codzienny, relaksujący rytuał, który spłukuje ze mnie zmęczenie po nieprzespanej nocy i dodaje energii na cały dzień.
  7. Regularnie chodzę do fryzjera - mam okropnie niesforne włosy, wystarczy 2 centymetry i już klapią, wyglądam jak zmokła kura. Zupełnie bez wyrazu. Pilnuję też, by odrosty nie były zbyt widoczne.
  8. Kupuję tylko ładną bieliznę. Znalazłam firmę, która sprzedaje przepiękne biustonosze do karmienia. Seksowna bielizna nawet pod dresem sprawia, że inaczej się ruszamy, inaczej się czujemy, inaczej wyglądamy.
  9. Randkuję z mężem  - to cudowna okazja do założenia czegoś ładnego, zrobienia ładniejszego makijażu, użycia perfum.
  10. Odpuszczam sobie. Stając się matką, zrozumiałam wiele rzeczy. Zmieniło się moje życie. Zmienił się światopogląd. Gdy tego potrzebuję, idę spać wcześniej, idę spać razem z Mają lub wybieram sen zamiast kąpieli, gdy moje dziecko nagle dłużej śpi rano (co zdarza się raz na 3 miesiące). Wyspana i wypoczęta zawsze wyglądam lepiej. Bez podkrążonych oczu, szarości na twarzy, za to z błyskiem w oku i uśmiechem wygląda się zawsze lepiej niż w super makijażu.
A Wy jak dbacie o swoją kobiecość będąc "młodą" mamą? Znajdujecie chwilę czasu dla siebie? Pamiętacie o sobie? Macie jakieś specjalne triki czy rytuały, które pomagają Wam zachować świeżość i dobre samopoczucie?
 

Zobacz także

0 komentarze