Morze łez czyli miesiąc 17.

12 października 2015


To był bardzo ciężki miesiąc. Zarówno dla Mai, jak i dla mnie. Ale to akurat jest oczywiste. Co czuję ja, czuje i Maja. Co czuje Maja, ja odczuwam dwa razy mocniej. Ostatni miesiąc minął nam pod znakiem naprawdę bolesnego ząbkowania. Zaczęło się od temperatury i skończyło się na chorobie. Po drodze chora byłam również ja. Nieprzespane noce to u nas standard, ale nie takie gdy już sami się z mężem nie orientujemy, ile razy wstawaliśmy. Apogeum nastąpiło kilka dni temu, gdy nasze dziecko w ciągu 2 godzin przebudziło się koło 15 razy. Nie przesadzam. Rosnące zęby to zło. Biegunki, rozdrażnienie i mój wielki plan ucieczki...

Miast ucieczki była wycieczka. Miał być Budapeszt, było polskie morze. Ohhh jak ja kocham nasz Bałtyk. Nie potrzebuję wcale ciepła. Wystarczy mi słońce. Nasza radość trwała krótko. Aż jeden dzień. Następnego przyszedł katar, kaszel, gorączka plus nie ustępujące ząbkowanie. I tak oto zaliczyliśmy wizytę u pediatry plus siedzenie z dzieckiem zamiast spacerów. Ehhhh. Przypomina Wam to coś? No właśnie. Nie pocelowaliśmy w tym roku z wakacjami. Oj nie. Po raz kolejny zęby nas pokonały. Plany pokrzyżowały. Przynajmniej byliśmy we troje.


Na szczęście dziecko przysparza również wiele radości, a obserwowanie jej zmagań z poznawaniem świata wprawia nas w zdumienie, wywołuje szerokie uśmiech, dając powód do dumy. Przestałam już odnotowywać, jakie nowe słowa pojawiają się w słowniku mojego dziecka. Jest ich coraz więcej. Ma tak lekką mowę. Tak dużo rozumie. Tak wiele potrafi już przekazać. Coraz więcej też ma dorosłych zachowań. Wciąż nas naśladuje. Zmywa z tatą, zamiata, ściera kurze, odkurza, a z rana się ze mną maluje. Chce robić dokładnie to co, my. Jeść to, co my. Sama nawet decyduje, w co mogę ją ubrać. Mile widziany rysunek kotka. Tak, tak mała kociara rośnie. A jej zmagania przy samodzielnym zakładaniu skarpetek sprawiają, że śmieje mi się cała japa. 

Jej żywotność nie ma granic. Od rana do nocy biega. Z krótką przerwą na drzemkę. W tym miesiącu Maja przestawiła się na jedną drzemkę. Szybko jej to poszło. Po prostu jednego dnia zaczęła się zachowywać zupełnie inaczej. I zrobiła nam niespodziankę - wreszcie zdarzyła się jedna, jedyna przespana nocka!!!!!!!!!! Wow!!!!!!! Córciu czekamy na więcej!!!



Jest coraz silniejsza. Ciągle łapie jakieś rzeczy, czy zakupy, by je przenosić. Wspina się na kanapę. I komicznie celuje w miejsce, w którym chce usiąść. Wzrasta też jej zainteresowanie książeczkami. Wciąż chce je wspólnie oglądać. Hitem tego miesiąca jest "Mała Syrenka". 

Tata robi się coraz ważniejszą osobą. Coraz częściej Maja wręcz żąda, by to właśnie Gazela ją karmił czy ubierał. Uwielbiają razem wariować. A ja kocham ich podglądać. Przeżywam też syndrom odrzucenia. Maja zaczyna odmawiać jedzenia z piersi. Karmimy się już tylko rano, na dobranoc oraz nocą. W ciągu dnia już absolutnie nie. Powiem Wam, że nie sądziłam, że będzie mi tak... żal. Tak się przyzwyczaiłam, tak bardzo to lubię... Zaskoczyła mnie, choć jednocześnie jestem z niej dumna. Z jej asertywności. Z samodzielnego podejmowania decyzji. Z faktu, że sama do tego dojrzewa. Zmienia się tak szybko, że czasem nie nadążam. Jednego dnia czegoś nie potrafi, następnego już to robi. Przed nami jeszcze tak wiele,  a jednocześnie tak wiele już nie wróci... Macierzyństwo...


Zobacz także

0 komentarze