Samotna matka - czyli o tym, jak dziecko wpływa na nasze relacje z innymi

2 listopada 2015


Mama wiele razy powtarzała: "Zobaczysz, jak będziesz miała dziecko, nie będziesz miała tak wielu znajomych". Zawsze myślałam, że przesadza. Dziecko zmienia w życiu wiele, ale co to ma wspólnego z moimi przyjaciółmi? Okazuje się, że ma. Znacznie więcej niż mogłoby się zdawać. Z początku myślałam, że chodzi o to, że mogę być monotematyczna. Gdy pytacie mnie, co u mnie słychać ciężko nie opowiadać o Mai. Zajmuję się nią 24/24h przez siedem dni w tygodniu. Całe moje życie kręci się wokół niej. To mój układ solarny. Ale to nie to! Jako mama jeszcze bardziej interesuje mnie, co słychać u innych. Gdzie ostatnio byli, co im się przytrafiło, czego się nauczyli. Na czym obecnie się skupiają. Ciekawa jestem życia, które niegdyś sama wiodłam. Ciekawa jestem, co dzieje się poza naszym małym światem. Problem tkwi zupełnie gdzie indziej.
 
Powiem szczerze, odkąd zostałam mamą odwróciło się ode mnie wiele osób. Jedni twierdzą, że nie mam dla nich czasu. Owszem mam go mniej. Zdecydowanie. Ale nie na tyle, by nie znaleźć czasu na herbatę. Maja uwielbia gości. Zawsze chętnie ich przyjmujemy. Bez dziecka? Oczywiście. Wieczorem, gdy mała uśnie - a usypia koło 20 jestem wolna, nie jest chora i nie ząbkuje. W czym rzecz? Braku chęci z mojej strony nie ma. 
 
Inni twierdzą, że nie chcą mi przeszkadzać. Kiepska wymówka, dzięki której próbują zrzucić winę na mniej. Większej głupoty w życiu nie słyszałam. Jeśli mi przeszkadzasz, nie odbieram telefonu. Mam wyciszony dzwonek, żeby dziecka nie obudzić. Oddzwaniam. Nie zawsze. To fakt. Zdarza mi się zwyczajnie zapomnieć. Zdarza mi się być tak zmęczoną, że nie mam siły lub nawet chęci, bo padam na ryja i marzę o nicnierobieniu. Jednak nigdy nie robię złośliwie, z premedytacją. Przecież można zadzwonić jeszcze raz. Wysłać maila jeszcze raz. Krótkie info przypominające - hej próbuję się z Tobą skontaktować. Żyjesz? Sms, info na fb, e-mail jest tyle kanałów komunikacji, że chyba można do mnie dotrzeć. Pytanie brzmi, czy naprawdę chcesz? Czy naprawdę się interesujesz, co u mnie słychać? Jeśli tak, przypomnieć mi o sobie. Upomnij mnie. Możesz ochrzanić. ja tak robię. Przypominam o sobie. Chociażby wysyłam śmiesznego meska PUK PUK? Wiem, że w natłoku zajęć, gdy mamy kilka nieodebranych połączeń czy wiadomości, zdarza się któreś przez przypadek czy przez roztrzepanie pominąć.

Jest jeszcze trzecia grupa osób, które z założenia wychodzą, że skoro mam dziecko nie będą mieli ze mną o czym rozmawiać. Nie warto więc utrzymywać ze mną znajomości. "Ja mam swoje życie, Ty masz swoje". Usłyszeliście kiedyś takie słowa? Bolą jak jasna... i pozostają w pamięci już na zawsze. Mała drzazga w serduchu. Źle się poruszysz i zaczyna lekko kłuć. 

No więc, gdzie jest problem? W podejściu ludzi. W braku chęci do dbania o dobrą relację. Braku zainteresowania, a przede wszystkim w wygodzie. Dziś nikt nie chce brać na siebie odpowiedzialności za pielęgnowanie znajomości. Ale wiecie, co Wam powiem? Straciłam kontakt z ludźmi, którym szkoda 10 minut na telefon, 5 minut na wysłanie maila albo nawet minuty na sms. Straciłam kontakt z ludźmi, którym na mnie nie zależało, do których to ja dzwoniłam piąty, dziesiąty, piętnasty raz. Straciłam kontakt z ludźmi, którym oddawałam całe serce, angażowałam się w ich życie i problemy, stawałam na rzęsach by pomóc, ulżyć, oderwać od trosk. Próbowałam dodawać skrzydeł, wywołać uśmiech. Byłam na każde zawołanie. Do tańca i do różańca. Dotrzymywałam towarzystwa, kiedy była potrzeba, klepałam po plecach, pocieszałam, dbałam, zatroskana stale dzwoniłam. Gnałam do innego miasta, by poznać nowo narodzone dziecko. Pomagałam przy organizowaniu przyjęć, żeby tylko kogoś odciążyć. Robiłam to wszystko. A co dostałam w zamian? Do mnie nawet ta osoba się nie pofatygowała. Nikt nie zapytał mnie, czy potrzebuję pomocy? Jak się czuję? Jest zajęta. Ma problemy. Zupełnie jakby moje były mniej ważne. Jakby się licytowała, kto jest ważniejszy, czyje życie jest ważniejsze, czyje problemy są większe. 

Powinnam mieć to w szerokim poważaniu. Z jednej strony mam. Z drugiej jest mi przykro. Znajomości? Nie. Jak to mówią, jeśli ktoś przestał być Twoim przyjacielem, nigdy nim nie był. Przykro mi, że tak się dałam wykorzystać, nabrać. Że tak się dla kogoś spalałam, czy poświęcałam. Oczywiście niektóre znajomości po prostu się wypalają. Nie mam wówczas żalu, bo występuje naturalnie, za zgodą obopólną. Jak mawia moja bardzo mądra "koleżanka" (słowa przyjaciel unikam jak ognia) - Pewnych ludzi spotykamy w swoim życiu z określonego powodu. Mają spełnić  wyznaczoną im rolę. A potem znikają. Czasem po prostu trudniej nam ten cel znaleźć". Mądre prawda? I tego się trzymajmy. Jakaś cząstka mnie nie żałuje, że dałam się wykorzystać. Mam czyste serce, dobrze mi z tym, że mogę komuś pomóc, wesprzeć, doradzić. Nie oczekuję w zamian nic prócz zainteresowania. Może jestem starej daty, może lojalność, wdzięczność i zwykła troska o drugą osobę w XXI w. nie mają prawa bytu? Całe szczęście mam w swoim życiu przynajmniej 2 osoby, które podobnie jak ja, mają prehistoryczne poglądy. I myślę, że wiedzą, że właśnie o nich teraz myślę. 

Czy matka musi być osamotniona? Czy dziecko aż tak przeszkadza w podtrzymywaniu znajomości? Czy jestem aż taka nudna, bo nie chodzę na imprezy, nie piję, karmię piersią? Czy od Was tez się ktoś odwrócił? Zapomniał? Ma dla Was mniej czasu? Czy dziwnym zbiegiem okoliczności zbiegło się to z pojawieniem waszego dziecka? A może podobnie, jak ja zrobiliście test znajomości i nie zadzwoniliście, czekając aż ta osoba sama się do Was odezwie? Nie wiem, jak Wy, ale ja mam zdecydowanie dość połączeń wychodzących. Telefony działają w dwie strony. Jak wszystko.  Do tanga trzeba dwojga. Ale zamiast kiepskiego partnera, wybieram salsę solo.
 
 

Zobacz także

0 komentarze