To już półtora roku!

12 listopada 2015


Półtora roku. Moje dziecko kończy dziś półtora roku. Dacie wiarę? Wciąż nie mogę w to uwierzyć. Kolejny etap podróży w dorosłość już za nami. Patrzę na nią i jest mi smutno, że tak szybko to minęło. Dziecko tak szybko rośnie, zmienia się zanim zdążysz się przyzwyczaić i je rozumieć. Z dnia na dzień jest inne. Zupełnie jakby w nocy Bóg je programował. Ty od jutra przekręcasz się na brzuszek. Tobie urośnie kolejny ząb. Ty zaczniesz chodzić. I dziecko wstaje rano zupełnie inne. Z nowymi umiejętnościami. Wszystko dzieje się tak szybko, że już nawet nie odnotowuję kolejnych słów mojego dziecka. Musiałabym biegać za nią z notatnikiem i wszystko zapisywać. Pod koniec dnia nawet nie jestem w stanie mężowi wszystkiego powtórzyć.

Ten miesiąc był dla nas bardzo ciężki. Podobny do poprzedniego. Odkąd Maja rozchorowała się nad morzem, dopadła ją już trzecia infekcja. Dzięki Bogu obyło się bez antybiotyku, ale nic tylko ciągle czymś ją szprycujemy. Choć normalnie leki bierze bardzo chętnie, nawet ona ma dość. Siedzimy wciąż w domu, a choroba daje nam może z 5 dni wytchnienia, by znów zaatakować. Całe szczęście to tylko katar, kaszel i chore gardło. Gorączki brak. Męczą ją po prostu zęby. Osłabiają odporność. Do tego okres grzewczy się zaczął i Maja niczym niegdyś mamusia wciąż chora. 

Ale dziecku, jak to dziecku, choroba absolutnie nie przeszkadza w rozwoju, a już na pewno nie w plądrowaniu mieszkania i wywracania go do góry nogami. Maja to istny wulkan energii. Nie siedzi za długo, chyba, że akurat czytam jej bajeczki (wreszcie zaczęła poświęcać chwile książkom i przestała je niszczyć) lub ogląda dziecięce piosenki na youtube (przełamaliśmy się i stwierdziliśmy, że najwyższa pora - choć nadal mam wyrzuty sumienia, że jeszcze się z tym oglądaniem neta nie wstrzymałam, ale to jej daje tyle radości - śpiewa, tańczy, powtarza słowa). 

Mój brzdąc już nie tylko zdobył umiejętność biegania (co najbardziej cieszy tatę z wiadomych powodów), ale chodzi również do tyłu niczym raczek i niestrudzenie próbuje podskakiwać,  czyli ćwiczymy wciąż równowagę. Rośnie mi kolejny maratończyk w rodzinie. Z resztą pierwsze stłuczone kolano mamy już za sobą. Maja przez tydzień wszystkim je pokazywała i opowiadała, jak to zrobiła bam, a potem mama dezynfekowała kolanko. Urocza gaduła.
 


Często zastanawiam się, jakim cudem moje kochane dziecko zamieniło się w kosmatego diabełka. Czy to za sprawką dokuczających ząbków, uciążliwego kataru, więc i ogólnie kiepskiego poczucia, czy rozpoczynającego się nieco wcześniej buntu dwulatka. Bo jak ostatnio wyczytałam 18 miesięcy, to może być ten moment. Niecierpliwość, stanowcze żądania, wymogi stałej atencji (szczególnie mojej) i natychmiastowego spełnienia zachcianek,  huśtawka nastrojów,  protesty oraz głośne wybuchy płaczu to nasza codzienność. Brzmi znajomo?

Ano tak to jest, jak taki mały człowieczek nie potrafi jeszcze wyrażać swoich emocji i chodzi wiecznie sfrustrowany. Mnie Maja gryzie, podszczypuje też moje pieprzyki, a ja już na wszelkie sposoby próbuje jej wytłumaczyć, że to mamunie boli. Dobrze, że długo się nie boczy i szybko zapomina, że przed chwilą była zła. A nasze serca rozczula naśladownictwem i czułością. Zamiata podłogi, ściera kurze, stroi się, przymierza swoje sukienki, maluje się wraz ze mną, pastuje buty, zmywa z tatą, wynosi śmieci. Zaczęła również po sobie sprzątać, mnie natomiast pilnuje, abym zawsze zamykała drzwi na klucz. Zaczyna się troszeczkę bawić sama. Uwielbiamy wówczas z mężem ją obserwować, jak sobie coś w tej maleńkiej główce wymyśla, a potem stara się to zrealizować. Bezbłędnie pokazuje wszystkie części ciała nazywając je, rozpoznaje zwierzątka na obrazkach. A na tapecie jest ciuchcia. Chodzimy na stację, oglądać pociągi i machać odjeżdżającym pasażerom.


No i uwaga hit sezonu. Maja się przedstawia. Mówi ładnie że jest jest Maja - albo każe na siebie wołać Niunia. Jak zapytać ją, jak się nazywa, głośno krzyczy, że jest EBE (czytaj ERBEL).
 
 

Zobacz także

0 komentarze