Chaos i spustoszenie czyli miesiąc 19.

12 grudnia 2015


Podobno do niesforności i hiperakrywności swojego dziecka można się przyzwyczaić. Cóż. W takim razie zarówno ja, jak i mój mąż musimy być wyjątkowo oporni na wprowadzenie w naszym życiu harmonii, bo jesteśmy coraz bardziej zmęczeni. Maja to istny wulkan energii. Cieka w tą i we wtą. Ulubione zabawy to berek, straszenie, skakanie na łóżku. Nie usiądzie na dłuższą chwilę. Nawet czytanie bajek nie trwa zbyt długo. Choć muszę przyznać, że dzięki Małej Syrence i Kopciuszkowi trwa coraz dłużej. Ma niespożytkowane pokłady energii.

Robi się przy tym coraz większa Zosia Samosia. Wszystko chce robić sama. Wszystko po nas powtarza. Chodzi na paluszkach. Biega. Tańczy. Kręci się wokół własnej osi. A ostatnio zaczęła praktykować jogę. Stawanie na głowie i inne dziwne pozycje to standard. Najszczęśliwsza jest, gdy może w czymś mi pomóc. Coraz więcej rozumie. Coraz więcej mówi. Coraz więcej wie. Wczoraj mnie dosłownie wgniotło w podłogę, gdy poprosiłam ja o odłożenie ciuchów biegowych taty, a Maja po prostu wzięła koszulkę biegową taty i włożyła ją w odpowiednią szafkę! Zamyka drzwi, które przez przypadek są otwarte. Wyrzuca papierki leżące bez ładu. Choć potrafi siać chaos i spustoszenie, uwielbia sprzątać! Nieprawdopodobne wręcz. Czasem płacze, bo chce ze mną zmywać. Cudowne dziecko, prawda?




Uczy się bez ustanku. Potrafi już liczyć do trzech i nie raz ją przyłapałam, jak próbowała dalej powtarzając pod nosem, co usłyszała. Śpiewa ulubione piosenki. Pokazuje mi, co ja mam robić. Hitem ostatnio są u nas puzzle i karty pamięciowe ze słowami. Ciągle je nosi, ogląda. Nawet nauczyła się czytać mama, tata, dziadek, baba.

Wykazuje bardzo dużo empatii i uczuć do innych. Dziś przytulała się do dzieci w poradni, bo siedziały obok niej. Karmi misie, daje im lekarstwa. Na spacerze i w sklepie zaczepia wszystkich napotkanych. Chce robić cześć. Podbiega do dzieci, wyciąga do nich rączki. Macha na pożegnanie. Jest nieprawdopodobnie towarzyska. Istna dusza towarzystwa.




Choć pogody jesienne dają nam się we znaki, staramy się bardzo urozmaicać nasz czas i nie siedzieć w domu. Wizyta w muzeum animacji Se-ma-for, zajęcia w naszym Baby Clubie, Mikołajki, urodziny Gazeli czy pierwsza jazda autobusem za nami. Założę się, że takiego szczęśliwego dziecka w autobusie jeszcze nie widzieliście. Ale najlepsze są przygotowania świąteczne i zakupy. Widok piszczącej z zachwytu Mai, która po raz ósmy z kolei wjeżdża ruchomymi schodami, mina mojego znudzonego męża plus ja, biegająca od sklepu do sklepu, obładowana prezentami stanowi wprost rozkoszny obrazek.

Z jednej strony dzieje się tak wiele, a z drugiej jak myślę o minionym miesiącu wydaje się taki zwyczajny. Świąteczna gorączka zupełnie nas omija. Przynajmniej bardzo się o to staramy. Niczego bardziej nie pragniemy, jak spokojnych Świąt. Odpoczynku. Wreszcie oddechu i braku gonienia za uciekającym czasem.

Zobacz także

0 komentarze