Listy do M. 2 - film, bez którego nie wyobrażam sobie kolejnych Świąt Bożego Narodzenia

21 grudnia 2015

recenzja

No dobrze. Wiem. Zaklinałam się, że nie napiszę absolutnie żadnej recenzji filmowej. Ale nasz zakochany Pan recenzent bojkotuje bloga, postanowiłam zrobić wyjątek. Uważam, że dla takiego filmu warto. Sequel "Listów do M." zachwalali wszyscy. Nawet nasz wspomniany Pan Krytyk, który raczej do fanów tegoż gatunku nie należy. Dobrze, że Was posłuchałam, bo nie tylko jestem mile zaskoczona, co wręcz zachwycona. Dziękuję, że mnie namówiliście.
 
"Listy do M. 2" w reżyserii Mitja Okorn oficjalnie wszedł do mojego kanonu filmów, bez których nie wyobrażam sobie Świąt Bożego Narodzenia. Tak. Takie filmy są naiwne, do bólu romantyczne i na maksa świąteczne. Ale właśnie to w nich kocham najbardziej. Co roku w Święta oglądam "To właśnie miłość" oraz "Holiday".  To już mój świąteczny rytuał. Pomagają mi poczuć magię Świąt Bożego Narodzenia. Wzniecić w sobie na nowo wiarę w ludzką dobroć, szlachetność i miłość.  W to, że ludzie mogą się zmieniać. Lubię filmy, które odrywają od rzeczywistości. Nawet jeśli przedstawiają ją jako naiwną. W dzisiejszym świecie, chyba każdy z Nas tak naprawdę potrzebuje wierzyć.

recenzja
recenzja

"Listy do M. 2" są zdecydowanie lepsze od jedynki. O niebo. O ile jedynką byłam zniesmaczona z powodu zwykłego, moim zdaniem, kopiowania "Love actually", o tyle druga część mnie zaskoczyła. Historie wcale nie nie są trywialne, proste czy relaksujące. Wręcz przeciwnie. Na zmianę śmiałam się i wzruszałam. Muszę się Wam do czegoś przyznać. Ja lubię oglądać filmy, gdzie w przedstawionym świecie każdy błąd można naprawić, marzenia się spełniają, a miłość czeka za rokiem. 

W filmie kontynuowana jest historia losów bohaterów z pierwszej części. Na przemian przeplatają się wątki z życia zabawnego radiowca Mikołaja (Maciej Stuhr), jego niesfornego, zakochanego  po uszy, syna Kostka  (Jakub Jankiewicz) i dziewczyny Doris (Roma Gąsiorowska), rozbitej rodziny Lisieckich (Agnieszka Dygant i Piotr Adamczyk), niepoprawnego Mela (Tomasz Karolak) - najgorszego Mikołaja pod słońcem, a także małżeństwa Małgorzaty (Agnieszka Wagner) i Wojciecha (Wojciech Malajkat) wraz z ich adoptowaną córką Tosią (Julia Wróblewska). Twórcy zadbali też o wprowadzenie kilku nowych postaci, choćby zakochaną na zabój w Redo (Maciej Zakościelny) Magdę (Magdalena Lamparska) czy borykającą się z problemami rodzinę Antosia. Wszyscy wzbudzają niesamowitą sympatię i budzą same pozytywne uczucia.
Listy do M.
listy do M.

Maciej Dajczer stworzył bardzo przyjemną produkcję świąteczną, może i nieco naiwną, ale za to pełną uroku i ciepła, wrzuconą w niesamowicie bajeczną scenerię zaśnieżonej Warszawy, której zdjęcia wprost zachwycają. Niewątpliwą zaletą filmu jest rewelacyjny wręcz soundtrack. Muzyka jest przyjemna, wprowadza w błogi, świąteczny nastrój. Do tego dochodzi plejada gwiazd polskiego kina i sukces murowany. 

Jedynka bardzo mi się nie podobała, ale dwójka? Dwójkę dołączam do filmów, bez których odtąd nie wyobrażam sobie Świąt Bożego Narodzenia. Wyszłam z kina z rozmazanym makijażem, z uśmiechem na ustach i chęcią zarezerwowania kolejnego biletu na seans. Czekam na DVD. Zdecydowanie. Mężu, już wiesz, co mogę dostać w przyszłym roku na gwiazdkę.

recenzja

A Wy już oglądaliście? Podobało Wam się? Która historia najbardziej Was urzekła? Mnie kompletnie na łopatki powalał Kostek. No i niezrównoważona Karina Lisiecka - chyba najbardziej wyrazista postać filmu. No, opowiadajcie! Jak wrażenia? Nie mogę się doczekać Waszych opinii. Jakie są Wasze ulubione filmy świąteczne? A może lubicie po prostu oglądać Kevina?
 
 

Zobacz także

0 komentarze