Ja wciąż tu jestem!

25 stycznia 2016

Gdy zostałam mamą, zauważyłam bardzo dziwną prawidłowość. W momencie, gdy w naszym domu pojawiło się dziecko, my zaczęliśmy znikać. Nie fizycznie rzecz jasna. Mentalnie. W oczach innych. 
Zaczęło się od niewinnych pytań zaraz po porodzie. Jak mała? Zdrowa? Śpi? Je?... Nikt nie pytał jak czuję się ja. Już nie wspominając o moim mężu, którego świat przecież też stanął na głowie. Który uczestniczył w porodzie. Któremu urodziło się dziecko.

Potem zaczęły się niechciane wizyty. Brak respektowania i szanowania naszych racji i decyzji. Wpychano się do Nas na siłę, nie licząc się z tym, że ja się źle czuję, że ciężko przechodzę połóg, że mnie boli, że nie mogę wysiedzieć.  Oczekiwano ciasta i kawy.  Godzinami zalegiwano na naszej kanapie, niczym u siebie i stano nad moim dzieckiem, żeby się obudziło, bo chcieli je zobaczyć nieśpiące. 

Powoli zaczęliśmy blednąć. Rodzina chciała oglądać tylko zdjęcia Mai. Nawet moja mama, w euforii, któregoś pięknego dnia stwierdziła, że kocha Niuśkę bardziej niż mnie. Tego było już za wiele. Cios poniżej pasa. Dziś wiem, że nie to miała na myśli. Jednak usłyszeć coś takiego w połogu, gdzie hormony buzują niczym niebezpieczny gejzer, gotowe wybuchnąć zawsze i wszędzie nie bacząc na konsekwencje, to naprawdę zabija.

Większość znajomych się od Nas odsunęła. Nagle zapomnieli o naszym istnieniu. Nie dzwonili, nie pisali, tłumacząc się, że nie chcą przeszkadzać. Gdy nie odpowiadałam na wiadomości, z braku snu i sił, mieli dobry pretekst, by zakończyć znajomość. Przecież to ja nie odpisałam. Drugi raz napisać już nie chcieli. Mijały miesiące, a osoby za którymi zawsze stałam murem, wspierałam, pocieszałam, leczyłam rany, odwoziłam w środku nocy do domu, by same nie szwendały się nocnymi po mieście, nagle stwierdziły, że wysyłanie mi sms to zbyt wielki wysiłek. 

Ci, którzy przy Nas trwają, są dla nas bardzo cenni. Ale nawet oni o nas po prostu zapominają. Przychodzą na nasze urodziny czy gwiazdkę z podarunkiem dla Majci. Miłe to, ale co z Nami? My wciąż tu jesteśmy. Ja wciąż tu jestem. Na urodziny chciałabym dostać chociaż kartkę z życzeniami albo różyczkę. Kosztuje 3 zł. Więcej nie oczekuję. No chociaż życzenia mi złóżcie, przychodząc na imprezę z tortem. Bo chociaż impreza Majusiowa i moja wspólna (wszak majowe jesteśmy z odstępem 5 dniowym), to torty mamy osobne. Bo odrębne z nas istoty.

Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o dopominanie się o rzeczy materialne. To tylko symbol. Przecież zanim pojawiła się Maja o tym pamiętaliście. Pamiętaliście, by zapytać mnie, jak ja się czuję. Co u mnie słychać. Co u męża. Ciekawi byliście, jakie mamy plany na wakacje. Co w pracy? Jaką ostatnio książkę czytałam? Na urodziny przychodziliście z drobnym upominkiem. Upominkiem dla mnie - Magdy, kobiety, istoty. Nie dla Mai.

Ja wciąż tu jestem! I mój mąż tu jest! Z pewnością inni. Z pewnością odmienieni. Macierzyństwo zmienia. Ale pozostajemy osobami wartymi zainteresowania! Pamiętajcie o Nas!

 

Zobacz także

0 komentarze