Jeden dzień z życia matki

15 marca 2016


Muszę przyznać, że zupełnie inaczej wyobrażałam sobie życie z dzieckiem. Ahhhh, ta wyobraźnia nieświadomej kobiety. Tymczasem dziecko swoje zweryfikowało i trzeba było stawić czoła rzeczywistości. Nie do końca jest tak różowo, jak pokazują to w tv i w kolorowych gazetach. Muszę przyznać, że moje życie dzielę na dwie ery: przed i po ciąży :) Nigdy nie będzie, jak dawniej. Ale nigdy bym już nie chciała do tego wrócić. Nie bez Niej.

Wielokrotnie prosiliście mnie, bym napisała Wam o naszym zwyczajnym życiu, o naszej rutynie, o zwykłym dniu, ale... od razu Wam mówię, że u nas nic dwa razy się nie zdarza. Nie z Majuszką. To jak wygląda nasz dzień, zależy głównie od etapu rozwoju Mai, jej stanu emocjonalnego, pory roku i pogody. Oczywiście rutyna w życiu dziecka jest  najważniejsza, ale bez przesady. Uważam, że warto podążać za dzieckiem. Druga sprawa to pogoda w Polsce. Spacery mamy czasem rano, czasem po południu, czasem wcale. Czasem cały dzień przesiadujemy na dworze. Przerabialiśmy okres spania całymi dniami, trzy drzemki, dwie drzemki, gdy wreszcie doszłam do etapu, w którym zaufałam Mai i pozwoliłam jej samej wyregulować spanie. Podziałało. Tak więc nasz dzień wygląda mniej więcej tak:

6 - 6:30 pobudka! Nie ma taryfy ulgowej. Świątek, piątek czy niedziela. Wstajemy w granicach szóstej. Maja to ranny ptaszek. Zaraz po przebudzeniu jest zwarta i gotowa do akcji. Chwila wylegiwania się w łóżku (gdy tata nie śpieszy się do pracy), czas na pieszczoty, poranna toaleta i rozpoczynamy nasz dzień. Zawsze w ten sam sposób.

7:00 - śniadanko, szybki prysznic mamy i zabawa. Sąsiedzi mają z nami ciężki żywot, bo Maja od razu przystępuje do biegania, skakania, pisków radości i okrzyków. Ostatnio nieustająco gotujemy, lepimy ciastolinę, układamy puzzle, ganiamy się, bawimy w chowanego lub tańczymy. Dawniej absolutnie w mojej i tylko mojej asyście. Dziś Maja coraz częściej zaczyna bawić się sama. Wymyślać własne zabawy i kreować swój świat. Przyjemnie się na to patrzy, oj bardzo.
 
10:00 - spacer! Staramy się wychodzić codziennie. Do roku to było obowiązkowe. Teraz darujemy sobie, gdy leje jak z cebra albo pada śnieg z deszczem. Wózek poszedł w odstawkę, dlatego nasze spacery zrobiły się nieco krótsze. Ale latem znów przystąpimy do akcji.

11:00 - drugie śniadanko Mai i jeszcze trochę zabawy. Głównie czytanie książeczek, które ostatnimi czasy u nas króluje.

12:00 - to od dłuższego czasu stała pora na sen. Maja wręcz sama o to prosi. Przerywa zabawę, przytula mnie, woła dyda i mówi Mama Maja spać. I zasypia z miejsca. Cudowne uczucie. Tyle miesięcy męczenia się, a wystarczyło jej zaufać i śpi jak... niemowlę! A śpi od 1,5 do 3 h. Każdego dnia inaczej. W ostatnie dni, gdy niskie ciśnienie dawało się ludziom we znaki, a otaczająca aura nie zachwycała, Maja potrafiła spać nawet 4 godziny. Są też dni, gdy ząbkuje, źle się czuje, nie daje sobie rady z emocjami, wówczas budzi się po godzinie, by się przytulić i kolejną przespać wtulona we mnie. Z jednej strony nic nie mogę wówczas zrobić, z drugiej - wiem, że kiedyś będę za tym tęskniła, więc pozwalam jej po prostu na mnie spać w dzień. Normalnie w tym czasie ogarniam dom, nastawiam obiad, pucuję podłogi, prasuję, piszę do Was, odpowiadam na Wasze komentarze. A czasem zwyczajnie leżę i pachnę, czytając książkę.
 
14 - 15:00 obiadek - jestem szczęściarą, bo moje dziecko zwykle je z apetytem. Mało tego uwielbia jeść to, czego inne dzieci nie chcą dotknąć: brokuły i ogólnie warzywa, jajo czy rybę. Maja kocha wcinać makrelę. Pije tylko wodę lub naturalny sok z owoców i ogólnie lubi zdrowo jeść. Ku mojej uciesze.

15 - 17:00 i znów zabawa, i czekanie na powrót taty z pracy. Obejrzymy 15 minut piosenek dla dzieci na youtubie, a potem szalejmy (latem oczywiście na dworze). 

17:00 pora na podwieczorek, a w każdy wtorek od roku chodzimy do naszej klubokawiarni na zajęcia z dziećmi, które Maja wprost uwielbia!

17 - 18:30 - szaleństwa całą rodzinką. A czasem mama wykorzystuje fakt obecności tatusia i się ulatnia, by mieć chwilę dla siebie. Biegnę na jogę, na zakupy, na kawę. Gdy chcę odpocząć muszę wyjść, Maja bowiem nie uznaje zabawy tylko z tatą, gdy mama jest w domu. Jak to? Mam robić coś innego?? Co to, to nie! Czasem jedziemy gdzieś wspólnie lub przyjmujemy gości -  to dopiero zabawa! Bo zaangażowani są wszyscy goście. Maja robi im kawki, częstuje ciastem, są też popisy taneczne i wokalne.
 
18:30 - kolacja, która łatwo nam nie wchodzi, a potem pora na zmianę otoczenia. Przenosimy się do sypialni i tam są wariacje na łóżku oraz czytanie bajek na dobranoc. To też nasz stały punkt programu. Jeden z ulubionych. Czytanie bowiem weszło nam w krew przed kąpielą.

19:30 - kąpiel z tatą. Zaraz po Maja po prostu pada. I nie ma żadnego przetrzymywania w wakacje. Idzie spać. Koniec kropka. Cycuś i w 5 minut dziecka nie ma. 

20:00 - jestem wolna i swobodna, i tak wykończona, że absolutnie nie mam siły na nic. Dlatego nigdy, ale to nigdy po nocach nie sprzątam, nie gotuję i żadnych obowiązków nie wykonuję poza blogiem, czytaniem, filmów oglądaniem i spędzaniem czasu z mężem lub wypadem na pogaduchy z funfelą. Ta wolność trwa aż do utraty tchu - zatem niedługo, bo matka koło 22 maszeruje do łóżka. W końcu przede mną noc z kilkoma pobudkami. Ale wiecie co? Cieszę się, że Maja wstaje tak wcześnie, dzięki temu mam jeszcze chociaż te 2 godziny wieczorem, by troszkę odetchnąć, odpocząć i po prostu posiedzieć.

A jak wygląda Wasz typowy dzień z dzieckiem? Macie jakieś swoje rytuały? Narzucacie dzieciom plan dnia? Chodzicie na codzienne spacery?
 

Zobacz także

0 komentarze