Mamuśka, gdzie się podziała Twoja kobiecość?

8 marca 2016



Jako mama na co dzień nie myślę wiele o swojej kobiecości, a Ty? Delikatnie rzecz ujmując, elegancką kobietą to ja nie jestem. Przynajmniej nie w domu. Przynajmniej nie na tym etapie życia. Wiecznie poplamione ubranie, jęzor wywalony do pasa i podkrążone oczy od niewyspania z pewnością nie są tres chic, prawda? Gdzie więc się podziała moja kobiecość?

Schowała się pod płaszczykiem bycia mamą? Nie. Ona tu jest. Zawsze ze mną. Co więcej, myślę, że w o wiele szerszym wymiarze. Zastanawiasz się jak? Przecież kwintesencją kobiecości jest seksapil, elegancja, dbałość o szczegóły, doskonały ubiór i nienaganna fryzura. A ja mam rozdwojone paznokcie, do tego nie zawsze pomalowane, problemy z cerą, paraduje po mieszkaniu w dresach, nie zawsze chce mi się umyć rano włosy, a o chęci na zrobienie pedicure już nie wspomnę. Nigdy nie zobaczysz mnie w szpilkach, w marynarce, a już z pewnością nie w cygaretkach. Nie mam w szafie nawet białej koszuli. Ale spokojnie, nie straszę ludzi, biegając po mieście w dresach, bez makijażu. W tym odzieniu zapuszczam się najdalej na półpiętro do zsypu, a maluje się nawet jak wiem, że odwiedzi mnie chociażby listonosz. Ubieram się wygodnie, nie zakładam najlepszych ciuchów, jak nie wychodzę z domu, bo wiem, że Maja mi je zaraz zaplami. Jestem wygodna. I zmęczona.
 
Mimo to jestem kobietą z krwi i kości. Nigdy nie czułam się bardziej kobieco niż teraz będąc mamą. Dlaczego? Bo odkąd pamiętam mama była dla mnie synonimem kobiecości. W domu zawsze najważniejsza byłam ja, dom, rodzina. A poza domem świeciła swoimi super zgrabnymi, długaśnymi nogami. Urodziwszy Maję poczułam się kobietą, bo zrozumiałam do czego zostałam stworzona. Zrozumiałam dlaczego jestem właśnie taka, nie inna. Poczułam nieznaną mi dotąd więź z naturą i w końcu pokochałam siebie taką, jaką jestem. 
 
Głęboko wierzę, że tylko będąc sobą i akceptując siebie, będąc szczęśliwą z tym co się posiada, można poczuć kwintesencję kobiecości. Każdy etap w naszym życiu rządzi się własnymi prawami, każdy nas kształtuje, każdy pozostawia nowy ślad i oznacza wejście na wyższy poziom kobiecości. Od pierwszego biustonosza poprzez pierwszą randkę, małżeństwo, rodzicielstwo i pełną akceptację siebie i swojego ciała.

Tak, nie jestem idealna. Nie, nie wyglądam jak Charlize Theron. Mam cellulit i za dużo w pasie. Czy się tym przejmuje? Niekoniecznie. Akceptuję siebie. Nawet moje wielkie, dumbowe uszy polubiłam. I już nie uważam ich za odstające - a były moim kompleksem numer jeden. Lubię siebie. Swoją zmienność. Bycie empatyczną, ciepłą i dobrą. Bo w moim mniemaniu kobieta to domowe ognisko, bezpieczeństwo, pachnące ciasto, miłość, pewność siebie, uśmiech i jakiś mocny kobiecy atrybut. Każda z nas ma inny - jedna magnetyzm w oczach, druga urok osobisty, trzecia boskie ciało, czwarta zabójczy umysł. Każda jest inna, choć wszystkie jesteśmy takie same.
 
Czym jest kobiecość? To najbardziej złożone pojęcie, jakie znam :)
 
 

Zobacz także

0 komentarze