Rozmowa z MAGDALENĄ WITKIEWICZ - autorką bestsellerowych powieści dla kobiet

4 marca 2016



MAGDALENA WITKIEWICZ - z wykształcenia bankowiec i menadżer, z zamiłowania pisarka. Autorka bestsellerów, która na koncie ma już jedenaście samodzielnych powieści oraz dwie książki dla dzieci. Kobieta spełniona, żona, mama dwójki dzieci, niepoprawna marzycielka i wieczna optymistka o ogromnym poczuciu humoru. Porusza, rozśmiesza, skłania do refleksji, nie stroni od ciężkich tematów. Zapraszam na wywiad o życiu i twórczości autorki "Opowieści niewiernej", "Pierwszej na liście" czy "Po prostu bądź".


Pani Magdaleno, serdecznie witamy na łamach Niuanssów. Bardzo się cieszę, żę znalazła Pani chwilę na rozmowę.
Bardzo dziękuję za miłe zaproszenie.
To może zacznijmy od samego początku? Proszę opowiedzieć, jak zaczęła się Pani przygoda z pisarstwem?
Zupełnie przez przypadek. Nie mogę powiedzieć, że marzyłam, by być pisarką, bo nigdy nie śmiałam nawet o tym marzyć. Pisarze wydawali mi się co najmniej nadludźmi i jak ja, zwykła Magda? Nie... Zawsze dużo czytałam i pisarz był dla mnie wyjątkowy. Kiedyś zaczęłam pisać. Nie wiedziałam, co to będzie, czy książka, czy cokolwiek innego. Wysłałam to mamie i spodobało się! To był "Milaczek" Z kolei spodobał się on Marcie Szwai i dalej poszło. Poza ty, zawsze lubiłam pisać. Listy, bloga, wypracowania. Lubiłam wymyślać historie... 
Ciężko jest pogodzić rolę poczytnej pisarki, która przecież musi wywiązywać się z ustalonych terminów, a bycie mamą?
Jestem przede wszystkim mamą. Ale faktycznie faza dedlajnu, czyli jakiś miesiąc przed tym, jak mam skończyć książkę i wysłać ją do wydawcy, nieźle daje w kość mojej rodzinie. Przede wszystkim zaczyna wokół mnie być bałagan. Generalnie jestem bałaganiarą, ale to, co jest w tym czasie, przekracza ludzkie pojęcie. Jak jest bałagan, wszyscy się denerwują, a ja najbardziej. Nie lubię siebie wtedy. Myślę, że moje dzieci to czyją i bardzo nie lubią, jak ja kończę książkę. Siedzę wtedy do rana, w dzień jestem niewyspana. To bardzo ciężki okres! I jak wyjeżdżam, to tęsknimy. Teraz skończyłam książkę i obiecuję sobie przy kolejnej pracować bardziej systematycznie, by uniknąć zgrzytów rodzinnych.
 
Wydaje mi się, że dla Pani pisarstwo to nie tylko praca, ale przede wszystkim sposób na życie?
Z pewnością tak. To praca i pasja. Pamiętam jak mojemu pierwszemu wydawcy powiedziałam po pierwszej książce, że chciałabym żyć z pisania. On pokręcił głową i powiedział, ze mało prawdopodobne, że w Polsce nielicznym się to tylko udaje. Spotkałam go w ubiegłym roku na targach książki. Miałam ogromną satysfakcję powiedzieć mu, że się udało! Kocham to, co robię. Mąż się denerwuje, bo w zasadzie cały czas jestem w pracy! Albo...nigdy nie jestem w pracy (ja wolę tę drugą opcję).

Jest Pani przed premierą najnowszej powieści "Cześć, co słychać?' proszę mi powiedzieć, jakie to uczucie? Czy emocje przy kolejnych książkach, są tak intensywne, jak przy debiucie?
Na pewno nieco inne. Ale nie jest to chleb powszedni. Zawsze, gdy przychodzą egzemplarze autorskie, to serce bije jak szalone. Otwieram tę paczkę, wyjmuję książkę, sprawdzam, wącham i mam motyle w brzuchu! Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę ją wydrukowaną. I nie mogę się doczekać pierwszych opinii! Informacja zwrotna od czytelników jest dla mnie bardzo ważna.

Pytanie banalne, ale nie mogę go przecież pominąć. Zawsze się nad tym zastanawiałam, skąd pisarze czerpią inspiracje? Z własnego życia? Życia innych? Czy może to po prostu czysta fikcja literacka i kreatywność?
Inspiracje z życia! Z życia własnego, z życia innych. Często czytelniczki opowiadają swoje historie i pozwalają na użycie ich w książkach. Na pewno też fikcja literacka. I myślenie "co by było, gdyby". Inspiracją może być wszystko. Słowa podsłuchane, obraz, film, muzyka. Wszystko. Trzeba tylko umieć patrzeć.

I mieć w sobie ogromne pokłady empatii. Z Pani książek kipią emocje. Często bardzo skrajne. Pisze pani powieści zarówno humorystyczne, które rozbawiają do łez, z pieprzykiem, które wywołują pąsowe policzki, jak i ciężkie oraz smutne. Jednak wszystkie mają wspólny mianownik - szczęśliwe zakończenie. Czyżby Magdalena Witkiewicz "specjalistka od happy endów" niosła czytelnikom własne przesłanie?
Tak sobie myślę, że w każdej książce jest przesłanie "jeżeli nie jesteś happy, to jeszcze nie jest end" i chcę pokazać to czytelnikom.

Jest Pani niepoprawną optymistką, pani Magdo. I znakomicie Pani tym optymizmem zaraża. A sama, po jaką literaturę Pani sięga? Również kobiecą? Słyszałam, że jest Pani fanką Guillaume Musso. Nie myślała Pani nigdy, by podobnie jak on napisać thriller?
...

Kochani wywiad ten powstał w wyniku współpracy zapoczątkowanej z magazynem NIUANSSE. Jeśli ciekawi jesteście, jak na moje pytanie odpowiedziała Magdalena Witkiewicz, o czym będzie jej najnowsza powieść, a także chcecie poznać odpowiedź na inne pytania koniecznie zajrzyjcie o tu. Wystarczy kliknąć. Strona 53 :D 
 


Zobacz także

0 komentarze