Wszystkie odcienie macierzyństwa

7 kwietnia 2016

 
Im dłużej jestem mamą, tym częściej dochodzę do wniosku, że macierzyństwo wcale tak bardzo nie różni się od bycia w związku. W końcu to miłość, tylko jeszcze bardziej intensywna. Pełna skrajności. Gdzie na palecie barw znajdziesz jeszcze więcej odcieni. Są dni gdy Maja jest dla mnie prawdziwym cudem, brylantem, darem od losu. Ale są też takie, kiedy z krzykiem pragnę uciekać, pozostawiając po sobie dziurę w drzwiach niczym królik Roger. Jednocześnie, nawet na chwilę, nie przestaję jej kochać najbardziej na świecie.


Bycie mamą otworzyło przede mną nowe pokłady emocji. Zawsze byłam empatyczna. Zawsze niezwykle wrażliwa, ale to co zrobiły ze mną hormony, to ile emocji przepływa przeze mnie każdego dnia, czasem nie mieści mi się w głowie.


Tak. Macierzyństwo jest niezwykłe. Patrzę na tą małą istotkę, która powstała we mnie, która na świecie pojawiła się w skutek mojego bólu i cierpienia. W ułamek sekundy byłam jednak najszczęśliwsza w świecie. Jakbym złapała Pana Boga za nogi. Nie zwariowałam. Bardzo realnie patrzę na macierzyństwo. Nie pieję nad niezwykłością mojego dziecka wszem i wobec. Jestem w pełni świadoma jej niedoskonałości. Dla mnie jednak jest cudem. Są takie chwile, gdy wpatruję się w nią z uśmiechem najszerszym na jaki mnie stać. Rozpiera mnie duma, szczęście, wdzięczność i spokój. Dziecko to prawdziwy skarb. Muszę przyznać, że nawet coraz częściej się na tym łapię. Może to efekt jej wieku. Fakt, że mamy coraz większy kontakt. Maja coraz więcej mówi, coraz częściej się przytula, patrzy głęboko w oczy i wyznaje miłość. To kompletnie rozbraja.


Są też chwile, gdy jestem zestresowana, zdenerwowana, rozdrażniona, niewyspana, zmęczona i sfrustrowana. Gdy kompletnie wychodzę z siebie i mam wszystkiego dość. Mam jej dość. Potrzebuję się zresetować, odpocząć, złapać dystans. Wyspać się. O ile te pierwsze dwie czynności jestem w stanie wykonać bez trudu, ostatniego niestety nie mogę. Dopóki Maja nie nauczy się w nocy spać, dopóty ja będę rozstrojona. Im więcej Maja bawi się sama, tym więcej mam czasu na odetchnięcie, ale wówczas, wbrew pozorom, lubię się jej przyglądać. Patrzeć jak pracuje jej wyobraźnia. Jak się rozwija i usamodzielnia. Podziwiam swoje dzieło, można by rzec.


No i ten lęk. Odczuwam go odkąd zaszłam w ciążę. Nieustająco. I zawsze. Lęk o jej zdrowie, bezpieczeństwo, dobro, rozwój. Najgorsze jest to, że wiem, że nigdy się go nie pozbędę. Że będzie mi już towarzyszył zawsze. Do końca moich dni. Nie ważne ile Maja będzie miała lat, gdzie będzie mieszkać, czy będzie daleko czy blisko. A gdy wyprowadzi się z domu i założy rodzinę, lęk się powiększy. Bo nigdy nie przestanę się o nią troszczyć. Co więcej. Troszczyć się będę również o jej męża i dzieci. 


Tak. Miłość do dziecka jest szalona, bezwarunkowa, czysta. Macierzyństwo zaś ma nieskończoną ilość barw i odcieni. Codziennie odkrywam nowe. Codziennie mnie zaskakuje. Bywa męczące, ciężkie, wymagające i nieznające sprzeciwu, ale równocześnie satysfakcjonujące, piękne, bogate. Tak, bogate to najdoskonalsze określenie. Bo wymienić ich wszystkich na raz nie zdołam.


Zobacz także

0 komentarze