Mamo, a co to? - czyli miesiąc 26.

12 lipca 2016

Czasami odnoszę wrażenie, że mam pod dachem szarlatana. Rozumiem "bunt dwulatka", ale w moje dziecko chyba coś wstąpiło. Kojarzysz z pewnością takie sceny z różnego rodzaju filmów familijnych, jak dziecko zachowuje się po zjedzeniu całej tabliczki czekolady? Biega jak poparzone, wykrzykując wniebogłosy i machając przy tym rękoma. No tak mniej więcej wygląda ostatnio Maja. 

Emocje sięgają zenitu. I te negatywne, i te pozytywne. Albo nieustająco się śmieje, albo jęczy, marudzi i wyje. Nie jestem w stanie tego ogarnąć. Przy tym wszystkim jest coraz odważniejsza, biegnie coraz dalej, absolutnie nawet się nie oglądając na to, czy ja nadal jestem. To ile razy zbiła w ostatnim czasie kolano i zdarła łokcie nawet nie zliczę. Spektakularne gleby zdarzają nam się codziennie. Szaleństwo do upadłego. 

Do tego gadulstwo. Tak, mili Państwo moje dziecię weszło w fazę MAMA, A CO TO? A TO? Póki co częstotliwość pytań nie męczy, ale informuje, że oto wchodzimy na wyższy lewel. Maja nieprawdopodobnie dużo mówi. Nie chodzi mi tylko o fakt, że jest całodobowa. Chodzi mi o zasób słownictwa, powiedzonka i zapamiętane frazy. Jej teksty nas powalają, śmiechu jest co niemiara, czym często się z Wami dzielę na facebooku. Coraz częściej recytuje wierszyki, śpiewa piosenki. Chce o siebie decydować, jednocześnie nie znosząc sprzeciwu.
Choć jest kochana, opiekuńcza, troskliwa, wszystkim chce się dzielić, kocha zwierzątka (kotki w szczególności), stale wyznaje nam miłość i wciąż się przytula, to daje nam ostro popalić. Nawet mój mąż anioł zaczyna powoli tracić cierpliwość. A to dopiero początek. Dobrze, że tych momentów, gdy miękną kolana, a serce oblewa się miodem jest zdecydowanie więcej. Ostatnio na scenę rodzinną wkroczył tata. Jego postać zdaje się dla Mai stawać coraz ważniejsza. Lubi go o wszystko pytać, coraz częściej też specjalne względy okazuje również jemu, nie tylko mnie. Wciąż słyszę TAK, TATO! Tato podnieś mnie do góry i odwróć mnie! Tato! A ja lubię sobie wówczas na nich popatrzeć, jak razem harcują.

Miesiąc upłynął nam na przygotowaniach do wyjazdu, spotkaniach i samym wyjeździe. Oj działo się działo. W tym roku wakacje z Mają były jak ostra jazda bez trzymanki. W zeszłym roku wyglądało to zupełnie inaczej. Był też wyjątkowy Dzień Ojca i kilka spotkań towarzyskich.

Niestety też okazało się, że mamy problem z nóżkami. Ćwiczymy stopki, nosimy buty ortopedyczne i wkładki. Musimy odwiedzić jeszcze jedną poradnię wad postawy, co nie ukrywam, bardzo mnie stresuje i martwi. Bo jak tu zmusić takiego nadaktywnego bąbla do ćwiczeń? No nie udaje się regularnie, ani tyle ile powinniśmy :( Ehhhh

W tym miesiącu Maja odwiedziła również po raz pierwszy dentystę. Byłyśmy na wizycie przystosowawczej i powiem Ci, że jestem bardzo zadowolona, bo uważam, że naprawdę warto oswajać dziecko z lekarzem, szczególnie takim z którym, nic miłego nam się nie kojarzy. Dowiedziałam się kilka mądrych rzeczy, wytknięto mi parę błędów. Walczymy teraz ze smokiem. A jednocześnie idą piątki. Łatwo nie jest. Wiem smok nie jest dobry, ale Maja przechodziła tak boleśnie ząbkowanie, że jej na to pozwoliliśmy, a potem niestety troszkę zaniedbaliśmy. Wstyd się przyznać, ale ja też popełniam błędy.
 


Przed nami sporo wyzwań. Przede wszystkim nauka koncentracji, praca nad stopkami, nauka samodzielnego ubierania, odpieluchowywanie i odstawienie od piersi, bo widzę, że sama odstawić się absolutnie nie chce, do tego zabieranie smoka. Dwa latka  - wiek ciężki, skomplikowany, niosący dużo nerwów u rodzica i stresów u dziecka, za to skoki rozwojowe przeogromne.

Zobacz także

0 komentarze