Nie będę przepraszać za to, że mam dziecko!

20 lipca 2016

Odkąd na świecie pojawiła się Maja, często spotykam się z negatywnym nastawieniem do mam. I to w sprawach, które bądźmy szczerzy, są po prostu śmieszne. Jest nienawiść mam do innych mam, że postępują inaczej. Jest brak zrozumienia ze strony niedzieciatych znajomych. Jest negatywne nastawienie do mam, które mają "zbyt" dużo dzieci (cokolwiek to zbyt dla kogo znaczy). Są krzywe spojrzenia, a niekiedy przykre komentarze starszego społeczeństwa na temat wychowywania czy ubierania dzieci. W końcu są też bardzo chamskie zachowania ludzi na urlopach. 

O ile rodzice zachowują się naprawdę lekceważąco wobec innych, dzieci traktując jak święte krowy bez rozumie, jestem w stanie to zrozumieć. Choć nie do końca, o uwagę zawsze można zwrócić w kulturalny sposób. Odnoszę wrażenie, że ludzie często zapominają, że po pierwsze sami dziećmi byli, a po drugie sami dzieci też posiadali. Jak już pewnie zauważyłaś mój tekst dotyczy głównie starszych osób, którym z wiekiem w żyłach prócz krwi często płynie również jad, brak tolerancji i egoizm. Absolutnie nie każda babcia i dziadek tacy są. Ale często starsi ludzie robią się z wiekiem zgorzkniali i bardzo nieprzyjemni. Czasem wręcz chamscy.

Zawsze dbam o to, by moje dziecko nikomu nadmiernie nie zawadzało. Uczę ją grzecznego zachowania. W sklepie nie ściąga towarów, nie rozrzuca. Co najwyżej ogląda i odstawia grzecznie na półkę. Oczywiście zdarza się, że nie wceluje, ale zaraz podnosi i ostrożnie powtarza czynność. To nie robi niczego specjalnie, ani złośliwie. Musi nauczyć się pewnych norm społecznych. Nie mogę wszystkiego jej zakazywać. Tym bardziej, że widzę, że jest grzeczna i nie robi niczego złego. To samo na wyjeździe. W samolocie absolutnie nie puszczałam Mai żadnych głośnych bajek, żadnej siekanki na cały regulator, żeby ją zabawić, jak to w zwyczaju ma większość rodziców. Pozwalam jej na jej naturalny ciekawy sposób bycia. Jak zaczepia, to bardzo słodko i grzecznie - uśmiechem, czasem zagada. Widzę, że ktoś nie lubi dzieci, nie chce z nią porozmawiać, odwracam jej uwagę. Nie zaczepia nikogo, kto zajęty by był spaniem, czytaniem, oglądaniem filmu. Tylko tych, którzy sami na nią patrzą.

Czasem jednak na naszej ścieżce stanie taki cham, (wybacz, ale innego słowa użyć nie mogę - krew mi wzbiera na samo wspomnienie), który nie dość, że podnosi na mnie głos, nie dość, że jest niekulturalny. to jeszcze pójdzie na skargę do właściciela pensjonatu i gada głupoty, że moje dziecko hałasuje, biega jak szalone po kuchni i trzaska drzwiami. Cóż no bardzo mi przykro. Tak moje dziecko wstaje o 5:30. Nie, nie knebluję jej, żebyś Ty mógł się wyspać. Grzecznie siedzi w pokoju, bawi się, rozmawia z nami. Nie krzyczy, nie wrzeszczy, nie płacze, nie histeryzuje. Śmieje się. Owszem zdarzy jej się trzasnąć szafką - może dlatego, że szafka stara, piszczy i trzeszczy i nawet mnie kosztuje sporo zabiegów i wysiłku, by nią nie trzasnąć. Owszem czasem wybiegnie za mną do kuchni, bo śniadanie jemy o 7! Grzecznie ją odprowadzam i zostawiam z tatą. Nie będę czekała z jedzeniem do Pana pobudki, która ma miejsce 5 godzin później, jak my wstaliśmy. I ja, i moje dziecko jesteśmy głodni.

Maja to bardzo pogodne i radosne dziecko. Śmieje się, bawi, tańczy i śpiewa. Gdy jest za głośno zwracam jej delikatnie uwagę, że ludzie jeszcze śpią. Ale nie będę jej przywiązywać do krzesełka, żeby nie było słychać, że się porusza po mieszkaniu. Ludzie! Nie bawi się tam piłką, nie tupie specjalnie, nie skacze. Po prostu chodzi po pokoju. Chcecie ciszy? Wynajmujcie domek letniskowy, apartament albo jakiekolwiek inne miejsce, gdzie nie ma wspólnych kuchni i cienkich, zwykłych, domowych ścian. Jedźcie do senatorium lub wykupcie wczasy w hotelu, gdzie poniżej 18 lat wstęp wzbroniony. Takie też są! Naprawdę. Sama w takim spędzałam wakacje! Dzieci są dziećmi. Muszą się bawić. Zwłaszcza na wakacjach.

Zawsze szanowałam ludzi dookoła. Zawsze zwracałam uwagę, by nie włączać za głośno telewizora, nie puszczać głośno muzyki. Ale na miłość boską nie będę przepraszać za to, że mam dziecko!

Co z Wami? Wasze były cicho? Nie odzywały się? Wy nie biegaliście będąc małymi? Nie pozwalam mojemu dziecku na nic, co byłoby niewłaściwe, niegrzeczne lub nachalne. Trochę szacunku do rodzin z dziećmi. A jeśli coś Ci przeszkadza, zwróć uwagę kulturalnie, a nie wyskakujesz na kogoś z wrzaskiem, do tego kłamiesz na mój temat!

Podając Ci jeszcze jeden powód dla którego twierdzę, że ludzie za szybko zapominają, co sami w domu mieli: wiesz, czemu przed moim blogiem nie mam gdzie bawić się z dzieckiem? Nie ma placu zabaw? czystych drabinek? Porządnej piaskownicy? Zjeżdżalni w której są wszystkie schodki? Ani nawet huśtawki? Bo dziadkowie z mojego blogu orzekli, że będzie ZA GŁOŚNO! Rozumiesz? Za głośno! Dzieci piszczą, śmieją się, krzyczą podekscytowane, a to im przeszkadza! To może pora na dom starości? Bo wydaje mi się, że nie ma nic piękniejszego jak piski rozchachanych mordeczek, które się bawią na świeżym powietrzu. I nie mówię tego, jako mama. Kochałam te dźwięki będąc niewyspaną, skacowaną po imprezie studentką, którą budziły odgłosy dochodzące zimą z górki i placu zabaw. Dzieci i ich śmiech to największa radość życia. Pod jego koniec tym bardziej powinno się ją doceniać zamiast obrazić i tłamsić.


Zobacz także

0 komentarze