Wakacje nad polskim morzem - czy warto?

26 lipca 2016


Nie wiem jak Ty, ale ja kocham polskie morze. Hel w szczególności. Mam do tego miejsca olbrzymią słabość i choć rzadko wracam w to samo miejsce, właśnie Hel stanowi wyjątek potwierdzający regułę. W tym roku po raz pierwszy do Jastarni zabraliśmy Maję, ale... no właśnie ale było w tym roku całkiem sporo. Zmieniło się to i owo, co nas bardzo zaskoczyło.
Po wakacjach postanowiłam sporządzić listę plusów i minusów wakacji nad polskim morzem. Choć nadal widzę zdecydowanie więcej plusów, to w moją sielankową wizję wakacji wkradło się kilka drzazg. Wiadomo Bałtyk, choć zimny, ma niepowtarzalny klimat. Te plaże, złoty piasek, szum morza, sosen, droga przez las, spacery i ten ogarniający spokój...



PLUSY

Taniej

Zdecydowanie. I nikt mi nie wmówi, że wakacje choćby z last minute byłyby tańsze. Biorąc pod uwagę ceny kwater, wyżywienia w zakresie własnym oraz zachciewajek. Biorąc pod uwagę dziecko. Wychodzi taniej. Nie wierzę, że jesteś w stanie trzyosobową rodziną jechać na wakacje pod palemką zamykając się w 3000 zł ze wszystkim (łącznie z wysłaną toną kartek). Jeśli tak daj mi proszę znać.

Bezpieczniej

Myślę, że dla większości w tym roku to argument nadrzędny. Pewnie często wręcz przechylający szalę na korzyść pozostania w kraju. Sytuacja geopolityczna i liczne akty terrorystyczne tak blisko nas sprawiają, że ludzie (zwłaszcza rodzice) zachowują ostrożność. Zwyczajnie się boją. Nad morze zawsze jedziemy tuż przed sezonem lub na samym jego początku w najgorszym wypadku. W tym roku jest oblężenie. Nasza gospodyni stwierdziła, że o tej porze roku takich tłumów jeszcze nie widziała.

Bliżej

No dobrze. Nie dla wszystkich. Pewnie co innego powie mi mama mieszkająca w górach. Wiem. Ale licząc nawet dojazd z gór wydaje mi się, że porównując go z lotem za granicę, gdzie należy jeszcze doliczyć transport na lotnisko, a potem transfer do hotelu i oczywiście oczekiwanie na lot plus ewentualne opóźnienia wychodzi mimo wszystko szybciej.

Wygodniej

Nie mam tu na myśli wygód hotelowych, których za granicą oczywiście uraczysz zdecydowanie więcej, a komfort podróżowania własnym autem i brak ograniczeń bagażu. To chyba jest zarówno plus, jak i zmora mam, bo większość z nas, która ma dzieci podróżuje niczym nomad z całym dobytkiem w bagażniku, na bagażniku dachowym, a i niekiedy pod siedzeniami albo jeszcze za nimi. Wiem, jak to wygląda. Sami jechaliśmy z własnymi poduszkami (wszak mam chory kręgosłup i spanie na poduszkach gigantach mi mocno nie służy), łóżeczkiem oraz materacem dla księżniczki. Plusem jest też fakt, że możesz swobodnie się przemieszczać między miejscowościami. Nie ma pogody - nie ma problemu - wycieczka! Leje od kilku dni - zawsze możesz wrócić do domu lub jechać, gdzie indziej.



MINUSY

Pogoda

Ta w Polsce jest nieprzewidywalna. Choć w dzisiejszych czasach, chyba jest taka wszędzie. Anomalie sprawiają, że nawet tam gdzie deszcz nie pada, zawsze spaść może. Ale fakt, nasze polskie morze jest kompletnie nie do ogarnięcia prognozowego. Co innego pokazują w prognozach, a co innego masz na miejscu. Nigdy jeszcze nie miałam tak kiepskiej pogody na urlopie, jak w tym roku. A ponoć miało być takie upalne lato. Wiesz jaki jest plus? Nad morzem wiatr szybko przegania chmury, więc nie leje na okrągło. Możesz jeszcze zaliczyć spacer. I zawsze jest nadzieja, że za 2 godziny pójdziesz na plażę. A dodatkowo ja nie znoszę leżeć plackiem na plaży, więc jakoś bardzo się tym nie zestresowaliśmy.

Jedzenie

Ceny owoców są porażające!!!!!!!!!!!!! Widziałaś kiedyś śliwki za 20 zł/kg? albo czereśnie za 19zł? A może jadłaś awokado za 9 zł?  Nie zaznasz tu zdrowego jedzenia nawet na tzw. obiadach domowych, gdzie surówki są kupione - nie robione, a po tygodniu jedzenia ziemniaków i pierogów będziesz błagała o ryż, kaszę i kluski! Co więcej w większości miejscowości nie uraczysz świeżej ryby! Absolutnie tylko mrożona. Do tego smażona. A jak znajdziesz napis z grilla - znaczy, że jest z patelni grillowej, polanej tłuszczem, gdzie pani będzie Ci wmawiała, że pomyliła zamówienie. Dlaczego? Ograniczenie połowów plus brak rybaków, którzy sprzedają w tak małych ilościach.

Komercja

No niestety, ale wszyscy chcą zarobić. Nawet w najcichsze, najmilsze miejsce jakim kiedyś była Jastarnia wdziera się komercja. Coraz więcej straganów z chińszczyzną, coraz więcej budek z lodami, które stoją jedna obok drugiej (jak tu zarobić?), coraz więcej turystów, coraz więcej SPHINXÓW na molo. Coraz mniej kameralnych, odludnych miejsc, gdzie zaznasz ciszy i spokoju. Coraz więcej Porsche, bogaczy na kajtach i wyższych cen.

Dzikie tłumy

To może przeszkadzać. Zwłaszcza, gdy wyjdzie słońce, a Ty chcesz iść na plażę. Tam są dzikie tłumy! Dzikie. Słyszałam już o chodzeniu o 7 na plażę i rozkładanie parawanów w celu rezerwacji miejsca. Widziałam, jak ludzie bezmyślnie potrafią tuż przed Wami, dosłownie na głowie postawić wózek, by zasłonić Wam widok, choć rozłożyliście się 5 m przed brzegiem, nie spodziewając, że ktoś pójdzie jeszcze bliżej i nawet nie pomyśli, że z drugiej strony parawanu absolutnie ma więcej miejsca i nic nikomu nie zasłoni. Na deptaku i molo dziecka nie możesz stracić na nonosekundę z pola widzenia, bo to pole ogranicza się do pleców przechodnia przed Tobą - czyli jakiś metr.



O kurcze i wyszło fifty - fifty. Ale ja naprawdę kocham to morze, wiesz? Tylko chyba wolę jechać jesienią, gdy nie ma tłumów, nie ma powalających cen, gdy są same rodzinki z dziećmi, które nigdzie się nie śpieszą i spacerują sobie z wózeczkami po molo. Gdy stężenie jodu sięga zenitu i mimo czapki na głowie i ciepłej kurki spacerujesz w słonku z uśmiechem na ustach, nie czekając w kolejce do restauracji. Taka się ze mnie zrobiła mamusia. A Ty jak spędzasz tegoroczne wakacje? Może też byłaś lub dopiero wybierasz się nad morze??
 
 

Zobacz także

0 komentarze