Poczytaj mi mamo czyli miesiąc 27.

12 sierpnia 2016


Znów minął kolejny miesiąc. Miesiąc pełen niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji. Nie spodziewałam się tylu zmian, w tak szybkim czasie. Niby wakacje. Niby spokój, cisza. Nic się nie dzieje. Prawdziwego lata brak, a ja z utęsknieniem patrzę na moje letnie sukienki tak desperacko pragnąc je założyć. A tu dwa ogromne przełomy w życiu mojego dziecka: koniec naszej drogi mlecznej i początek nocnikowania. A wszystko tydzień po tygodniu.

O ile o zakończeniu cysusiowania już Wam napisałam, o tyle nocnikiem jeszcze się nie chwaliłam. Nie należę do tego typu mam, które z niecierpliwością czekają na kolejny krok milowy dziecka, wręcz narzekając, że jeszcze czegoś nie robi. Cieszę się każdym jej sukcesem i nie zamierzam niczego przyspieszać. Ufam jej, daję rozwijać się rozwijać we własnym tempie. Odpieluchowywanie do delikatna sprawa. A ja doskonale rozumiem, że dziecko musi poczuć, że chce mu się siusiu, zrobić to siusiu, a potem zrozumieć, że istnieje przyczyna i skutek. Inaczej się nie da. Jasne są mamy, które wysadzają i po prostu wyrabiają w dziecku nawyk. Tak też można. Ja wolałam zaczekać, aż Maja sama zaskoczy. I zaskoczyła. Od tak! Z dnia na dzień.

Kilkakrotnie sama próbowałam ją zachęcić. Mamy w domu "Nocnik nad nocnikami". Maja zna książeczkę na pamięć. Nocnik kupiliśmy...oj nawet nie pamiętam kiedy. Nakładkę na toaletę również. Kto wie, co jej się spodoba. Nocnik jest zwykły, bez bajerów, kolorowych naklejek, stópek niedźwiadka, królewny, fanfarów czy oklasków podczas sikania. Ot jak najzwyczajniejszy ikeowy zakup. Pierwsze próby nie udane. Ewidentnie Maja nie czuła, że chce siusiu. Co więcej nie czuła, że chce czegoś więcej. I to właśnie stało się przyczyną początku przygody. Zaaferowana wycieczką rowerową z tatą nie powiedziała, że musimy ją przebrać i.... pupa w ogniu. Mąka ziemniaczana, nocnik i majteczki z kotkami na zachętę poszły w ruch. Drugiego dnia po raz pierwszy udało się załatwić sprawę na nocnik! Trzeciego już był tylko nocnik i tak zostało. W nocy żadnych problemów. Żadnych mokrych niespodzianek. Od kilku dni Maja absolutnie nawet nie chce zakładać pieluchy. A jak zakładamy na plac zabaw (tak zapobiegawczo, bo przecież zabawiona nie myśli o jakiś tam potrzebach fizjologicznych), absolutnie z nich nie korzysta. A ja pękam z dumy. No bo jak tu nie być dumnym, gdy dziecko robi takie postępy? Tydzień po tygodniu. Zaskoczyła nas kompletnie. 

Co poza tym? Maja przeżywa rozkwit miłość do książeczek. Czytamy aż do zdarcia mojego gardła. Oczywiście Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham jest u Nas numerem jeden. Udało mi się wypożyczyć dwie dodatkowe z porami roku, bo nie ma ich już niestety w sprzedaży. A może Ty masz i chętnie odsprzedasz? Daj znać! Poszukujemy. Turlututu, Naciśnij mnie, Kubuś Puchatek, Proszę mnie przytulić to nasze tytuły. Wieczorne karmienie też zamieniłyśmy właśnie na czytanie do snu.

No i mówiłam Ci już, że mam najukochańsze dziecko pod słońcem. Każdy psioczy na dwulatków. A jak kompletnie tego nie znam. Maja jest ciepła, opiekuńcza, troskliwa i grzeczna. Wciaż się przytula, całuje. Wyznaje mi miłość. Gdy gorzej się czuję pyta: Mamo jak się dzisiaj czujesz? Nie histeryzuje, nie tupie, nie krzyczy. Jasne czasem ma focha, czasem gorzej się czuje. Idą jej jeszcze zęby. Ale nie żąda, grzecznie pyta i dziękuję. 

Jest absolutnie całodobowa! Mówi cały czas, a jej teksty rozbawiają nas do łez. Zaczęła się już faza bombardowania nas tym jednym pytanie: DLACZEGO!? Bo tak!!!!!!!! ciśnie się na język za 20 stym razem. Ma niespożytkowaną energię. Biega, ściga się, specjalnie przewraca. Zaczęła się też sama ubierać - póki co tylko dół - spodenki, majtki, getry, ale na wszystko przyjdzie pora. Uwielbia też śpiewać piosenki i recytować wierszyki. Ostatnio na tapecie jest Heniper Hopez :) Auciu mama :) Padam ze śmiechu :)

Życie to scena, gdzie jest miejsce tylko na jedną solistkę - Maję! Robi wszystko by przykuć naszą uwagę. Nie lubi gdy rozmawiam przez telefon, gdy goście zamiast z nią, wolą rozmawiać ze mną. Popisuje się, rozrabia, tańczy, śpiewa i zaczepia. Ciężko radzi sobie z porażkami. Gdy tylko nie może czegoś zrobić niestety płacze, denerwuje się, woła o pomoc, więc teraz pracujemy nad pewnością siebie i cierpliwością i skupiamy się na motoryce małej. 

Mówię Ci macierzyństwo to wyzwanie, ale jak takie maleństwo się przytuli, nic innego się po prostu nie liczy. Niech sobie ktoś mówi, co chce - ja jestem niezwykle zadowolona z tego, że jestem z Majcią w domu i mogę być świadkiem wszystkich jej sukcesów i porażek. Lepiej stać się nie mogło! I w życiu bym nie powiedziała, że będę tak zakochana w mojej córeczce - choć wierz mi ma dziewczyna charakterek! 
 
 

Zobacz także

0 komentarze