We're gonna have a baby #2!

22 sierpnia 2016



Upssss... I did it again! ciśnie mi się samo na usta. Tak! To prawda! Jestem w drugiej ciąży! Nie mogę Was dłużej wodzić za nos. Mam bunia wielkiego jak bęben, a posty niezbyt często się pojawiają. Myślę, że większość z Was się domyśliła, albo przynajmniej wyczuwała pismo nosem, bo nie raz skarżyłam się Wam na stan mojego zdrowia. Właśnie minął 13-sty tydzień, a więc wchodzę w drugi trymestr i nie da się mi zrobić zdjęcia tak, aby się nie wydało. Tak bardzo chciałam Wam o tym powiedzieć, ale... się zwyczajnie bałam. Ta ciąża dała mi się od początku we znaki.

Bardzo się cieszymy. Wszyscy troje. Zawsze chciałam mieć dwójkę dzieci. Sama jestem jedynaczką i całe życie powtarzałam, że mojemu dziecku takiej krzywdy nie zrobię. Pragnęłam dla Majeczki rodzeństwa, ale nie wiedziałam, czy się uda. A tu taka niespodzianka! Mąż miał najbardziej pamiętny Dzień Ojca na świecie. Bo właśnie od tego wszystko się zaczęło. Nie wierzyłam, że jestem w ciąży, ale że byłam nieco spóźniona stwierdziłam, że jeśli faktycznie zaciążyłam, to będzie niezły prezent. No i był! Tyle, że na kilka dni przed naszym wyjazdem na wakacje. Nawet nie zdążyłam zrobić testu krwi, ani umówić się z lekarzem. Pojechaliśmy nad morze.

A tam już mnie dopadło. Niestety nie mogłam dużo chodzić. Byłam nie tyle ciągle zmęczona, co strasznie bolał mnie brzuch. Mają zajmował się głównie tata, a jak wiecie dawała ostro do wiwatu. Gazeli po powrocie przydałyby się wczasy bez nas. Głównie leżałam, spałam, odpoczywałam i wytuptałam ścieżkę do toalety. Co więcej od razu wywaliło mi brzuch. Słyszałam, że w drugiej ciąży tak bywa, ale... nie do tego stopnia. Nie już w 5-tym tygodniu!? Nie dało się ukryć, że coś tam w brzuszku jest. Nie chwaliliśmy się nikomu prócz Mai, która najpierw się popłakała, nie rozumiejąc kompletnie co się dzieje. Dopiero, gdy kupiliśmy jej książeczkę o rodzeństwie bardzo jej się ta opcja spodobała. Teraz chodzi i tuli się do brzuszka mówiąc "Kocham dzidziusia" i oczekuje siostrzyczki. A ja mam miękkie kolana i mokre oczy ze wzruszenia.

Lekarz i badania potwierdziły ciążę, ale ja czułam się coraz gorzej. Skończyło się na tym, że siedziałam głównie w domu. Spacery z Mają kompletnie nie wchodziły w grę. Nie byłam w stanie przejść na druga stronę ulicy do apteki. To były dla nas naprawdę ciężkie miesiące, zwłaszcza z aktywną, pełną wigoru dwulatką. Choć jest pełna zrozumienia i empatii, to bywały dni, że naprawdę nie miałam siły do niej wstać.

Teraz już wiecie, czemu na blogu mnie coraz mniej, wpisów jak na lekarstwo, na facebooku posucha. Ja po prostu nie miałam siły. Ani też ochoty. Sami dobrze wiecie, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Nie zamierzam robić nic za wszelką cenę. Mam nadzieję, że zrozumiecie i mi wybaczycie. Wieczorami chodziłam spać z kurami albo byłam tak spompowana, że jedyne na co mi starczało sił to kanapa, serial i lulu.

Nadal jestem na luteinie choć od tygodnia mam się nieco lepiej. Nie biegam, nie mogę sobie jeszcze pozwolić na gimnastykę, ale funkcjonuję. Zrobiłam nawet rundkę po parku, a to w moim przypadku wyczyn. Szczęście w tym wszystkim, że obyło się bez wymiotów, a dziecko ma się baaaaardzo dobrze. Objawy mam niemalże identyczne jak z Mają, tylko w znacznie intensywniejszym stopniu.

Nadal nie mogę w to uwierzyć. Całkiem niedawno chwaliłam się Wam pierwszą ciążą. A teraz znów to mogę powiedzieć! Modlę się tylko o zdrowe dziecko i szczęśliwy poród. No i boję się bardzo jak to będzie z dwójeczką w domu. Ale hej! Chyba jakoś damy radę, co? Znów jestem w dwupaku! Jest tu jeszcze ktoś wraz ze mną?
 
 

Zobacz także

0 komentarze