Czy druga ciąża różni się od pierwszej?

6 września 2016

druga ciąża
 
Każda z nas przechodzi ciążę w zgoła odmienny sposób. Każda ma zupełnie inne doświadczenia. Podczas gdy, niektóre dziewczyny chodzą regularnie na pilates i pracują, aż ich pracodawca zacznie wręcz błagać, by poszły na zwolnienie, inne leżą przykute do łóżka, wymiotują przez pierwszy trymestr, albo są na lekach podtrzymujących ciążę. Tak, każda ciąża jest inna. Mówią, że nawet u tej samej kobiety przebiegają one zupełnie inaczej, ale czy to prawda?

I tak. I nie. Z jednej strony muszę Ci powiedzieć jedno: objawy z drugim dzieckiem mam absolutnie takie same, jak w pierwszej. Póki co nie wymiotowałam, miewałam lekkie nudności, krwawienie z nosa, problemy z trawieniem i konieczność stosowania luteiny ze względu na bóle brzucha i krótką szyjkę. W drugiej ciąży objawy są znacznie intensywniejsze i przyszły o wiele wcześniej. No i od razu pokazał się brzuch. Zupełnie jakby urósł przez noc. Naprawdę mnie wywaliło. Jednak to jest za wcześnie, by stawiać kropkę nad i. W końcu jestem dopiero w 16 tc.

Nie o tym jednak chciałabym jednak napisać. Symptomy zewnętrzne to tylko symptomy zewnętrzne. One miną wraz z określonym miesiącem lub po prostu ciążą. Jednak to, co dostrzegam bardzo namacalnie to mój odbiór ciąży. Nie ma tu tyle ochów i achów, nie ma tej celebracji. Nie ma możliwości leżenia w łóżku niczym królowa. Trzeba się zająć starszym dzieckiem. I nie ma że boli. Kompletnie nie masz czasu na zachwycanie się swoim stanem. Gdyby nie to, że w ciąży odczuwa się pewne dolegliwości, czasem bym o niej zupełnie zapomniała. No dobra. Przypomina mi też o tym fakt, że po spojrzeniu w dół nie widzę już swoich stóp. 
 
Jeśli starsze dziecko jest jeszcze małe, a moja Maja ma zaledwie 2 lata i 4 miesiące, to masz ręce pełne roboty i głowę stale zaprzątnięta myśleniem o starszym dziecku i opieką nad nim. Nie chodzi o to, że ciążą się nie cieszysz. Cieszysz się i to bardzo. Tak samo mocno, jak i pierwszą. Po prostu to jest czysta radość, bez szaleństw, bez obłędu, bez spiny. Bez stałego rozmyślania, bez regularnych posiłków co 3 godziny, bo zwyczajnie tak się już nie da. Już się tak wszystkim nie podniecasz, nie notujesz każdego objawu, każdego pierdnięcia, że tak powiem.
 
Troszkę mi tego brakuje. Przyznaję. Czuję, jakbym zaniedbywała naszego fasoloka. Czuję, że nie poświęcam mu tyle uwagi, ile Mai na tym etapie. Jednocześnie realnie patrzę na sprawę. Wiem, jak to wszystko wygląda, a jednocześnie zdaje sobie sprawę, że nie ma tu jednego scenariusza. Zdarzyć się może wszystko i choć na wszystko absolutnie nie jestem przygotowana, bo przed każdym badaniem denerwuje się tak samo mocno, czy dziecko prawidłowo się rozwija i jest zdrowe, to nie wpadam tak łatwo w panikę. Jestem spokojniejsza. Staram się niczego nie zakładać. Nie mam oczekiwań. Rozumiem też swoje "dziwne" zachowania. Już nie czuję się jak dziwadło. Nie dziwi mnie nic, co związane jest z ciążą, bo większość mam już za sobą. Nie stresuję się. Nie myślę o tym co będzie, gdy dziecko pojawi się na świecie. Wiem, że to będzie trudne, ale póki co po prostu się cieszymy. Zwyczajnie mam uśmiech na twarzy i czuję szczęście, a nie szaleństwo.

Puentując tak, jest zupełnie inaczej. Ale nie w takim znaczeniu, jak mogłoby się zdawać.


Zobacz także

0 komentarze